E-wydanie | Prenumerata | Księgarnia
Nowy dział w księgarni NCZ! Systematycznie uzupełniane recenzje prawicowych książek autorstwa Korwina Mikke, Zarzecznego, Sommera i innych (kliknij tutaj)!
Europejski Traktat Konstytucyjny – zagrożenia dla Polski i Europy” to temat prelekcji jaką wygłosił redaktor Stanisław Michalkiewicz podczas spotkania zorganizowanego przez Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. ks. Piotra Skargi w krakowskim Pałacu Krzysztofory. Wybitny polski publicysta stwierdził w przeddzień podpisania przez przywódców państw należących do Unii Europejskiej Traktatu Reformującego, że jego przyjęcie jest równoznaczne z utratą przez Polskę suwerenności. Tworzy on bowiem nowe superpaństwo europejskie.
Według publicysty bardzo ważne jest pytanie, kto jest suwerenem nowego państwa federacyjnego. Zwolennicy zmian odpowiadają, że jest nim każdy. Ma to wynikać z tzw. zasady przekazania, która głosi, iż Unia Europejska ma tylko te kompetencje, które przekażą jej państwa członkowskie.
Niepokój wywołuje jednak ukryte w treści traktatu zdanie: „Państwa członkowskie powstrzymują się przed wszelkimi działaniami, które mogłyby zagrozić urzeczywistnieniu celów Unii”. Ten obowiązek ma charakter bezwarunkowy. A przecież o celach Unii decydują wyłącznie jej władze, a nie władze poszczególnych państw. – One mają prawo zażądania od każdego państwa członkowskiego powstrzymania się przed czymkolwiek pod pretekstem, że takie działanie mogłoby zagrozić urzeczywistnieniu któregoś z celów unii. To podważa istotę zasady przekazania skoro władze Unii mogą zażądać od każdego państwa wstrzymania działań w dowolnej sprawie – mówił Michalkiewicz.
Władze państwa polskiego zastrzegły sobie, że kwestie społeczno-obyczajowe będą zarezerwowane dla ustawodawstw krajowych. Tymczasem art. 2 Traktatu Reformującego głosi, że celem unii jest m.in. przeciwdziałanie wykluczeniu społecznemu, zakaz dyskryminacji itd. Łatwo można sobie wyobrazić sytuację, że „Sejm RP uporczywie odmawia legalizacji małżeństw homoseksualnych”. „Takie działanie może być uznane za mogące zagrozić urzeczywistnianiu jednego z celów unii, mianowicie przeciwdziałniu wykluczeniu społecznemu”. – W związku z tym władze Unii Europejskiej mogą zażądać od władz polskich, żeby powstrzymały przed takimi odmowami – podkreślił prelegent.
Ważną sprawą według oceny Stanisława Michalkiewicza jest kwestia prawa do wyjścia z UE. Prawo takie – zaznaczył – miały według konstytucji także republiki związkowe ZSRR. Oczywiście zapis był martwy, gdyż nie było realnej możliwości by władze sowieckie pozwoliły na takie posunięcie. Memento dla nas może stanowić także przykład Stanów Zjednoczonych, które są państwem federacyjnym. Kiedy Stany Południowe postanowiły wystąpić z federacji zostały zmuszone do pozostania w niej siłą.
Oczywiście Traktat Reformujący zawiera zapis o prawie wystąpienia oraz procedury jakie w takim przypadku należy spełnić. Prelegent przeanalizował je kolejno.
1. Państwo występujące z UE musi złożyć odpowiedni wniosek, zgodny z jego wewnętrznymi procedurami konstytucyjnymi. „Rada Europejska, do której ten wniosek trafia, prawdopodobnie musi zbadać czy jest on zgodny z procedurami konstytucyjnymi państwa wnioskującego czy nie”. Traktat Reformujący nie mówi co się dzieje, gdy np. Rada Europejska dojdzie do wniosku, że nie jest on z nimi zgodny.
2. W dalszym etapie, przy założeniu, że wniosek jest ważny, rozpoczynają się negocjacje z państwem na temat warunków jego wystąpienia z Unii. TR znowu nie mówi co się stanie, gdy negocjacje „nie doprowadzą do konkluzji”. A przecież może tak się zdarzyć.
3. Finał – z państwem występującym zawierana jest umowa. Podpisuje ją Rada Europejską kwalifikowaną większością głosów po wcześniejszym wyrażeniu zgody przez Parlament Europejski. Jeżeli nie będzie zgody Parlamentu lub większości głosów w RE przez to wystąpienie może być legalnie niemożliwe.
Z tego wynika, że atrybut suwerenności będzie przysługiwał nowemu państwu, a jej resztki będą państwom członkowskim systematycznie odbierane sprowadzając je do roli prowincji.
Stanisław Michalkiewicz podkreślił, że wbrew pozorom jakie starali się stworzyć przywódcy Unii zastępując odrzuconą przez Francję i Holandię Konstytucję UE, właśnie „Traktat Reformujący jest eufemistyczną wersją traktatu konstytucyjnego”. Potwierdzenie tego publicysta widzi w słowach wypowiedzianych przez Valérego Giscarda d’Estaing, który zdradził, iż traktat reformujący celowo został stworzony w formie poprawek do istniejących praw, żeby sprawiał wrażenie, iż nie stanowi on jakiegoś zasadniczego przełomu. Jak zauważył Michalkiewicz, „zniknęły nawet takie postanowienia jak o hymnie, fladze i godle UE, natomiast pozostała istota rzeczy, mianowicie proklamacja nowego państwa, które jest następcą prawnym Wspólnoty Europejskiej, mianowicie Unii Europejskiej.” W maskaradzie tej chodzi o to, „żeby narodów europejskich niepotrzebnie nie płoszyć”.
Prelegent podkreślił, że Traktat zmienia w sposób zasadniczy zasadę współpracy Europejskiej. Dotychczas odbywała się ona według formuły konfederacji (związku państw) teraz po ratyfikacji nastąpi zmiana tej formuły na federację (państwo związkowe). Powstaje tym samym nowy podmiot prawa międzynarodowego.
Ważną groźbę dla interesu Polski ze strony tworzonego, przy pomocy Traktatu Reformującego, superpaństwa stanowią niemieckie roszczenia terytorialne. Dotyczą one trzeciej części naszego kraju. Bez tej części państwo polskie nie jest zdolne do samodzielnego życia. Powiernictwo Pruskie skierowało do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu 22 pozwy rewindykacyjne przeciwko Polsce. Niestety, mimo zapewnień, nie zostały one dotąd odrzucone. Gdyby Trybunał rozpatrzył nawet tylko jeden pozew oddalając go będzie to oznaczało, że stosunki własnościowe na 1/3 polskiego terytorium państwowego zostały poddane skutecznie pod arbitraż międzynarodowy. To byłby pierwszy krok do podważenia suwerenności Polski w ogóle.
Stanisław Michalkiewicz stwierdził, że niebezpieczeństwo dla Europy wynika także stąd, że UE jest nie tylko projektem politycznym, ale także ideologicznym. Rolę ideologii będzie pełnić w niej polityczna poprawność, która jest odmianą marksizmu kulturowego. Jej ojcem był włoski komunista Antoni Gramsci – sekretarz włoskiej partii socjalistycznej w latach 20. XX wieku. W swych rozmyślaniach doszedł do wniosku, że Marks się pomylił twierdząc, że byt określa świadomość. Gramsci uznał, że człowieka w niewoli trzyma „kultura burżuazyjna”. Dostarcza ona bowiem człowiekowi kategorii przy pomocy których myśli. Nawet, gdy się buntuje, robi to nieskutecznie, bo z zachowaniem kategorii jakie kultura burżuazyjna mu podsuwa. Włoski komunista stwierdził, że do jej przełamania niezbędne jest wprowadzenie do niej ducha rozłamu, czyli nadanie kategoriom kulturowym nowej treści.
Prelegent powołał się także na Friedricha von Hayeka, który zauważył, że świat jest rządzony przez dwa porządki: spontaniczny i zadekretowany. Przykładem porządku spontanicznego jest rodzina, zaś porządku zadekretowanego ustrój socjalistyczny. Duch rozłamu to zastępowanie porządku spontanicznego zadekretowanym.
Podczas rewolty młodzieżowej w 1968 r. nastąpił renesans idei Gramsciego. Wyciągnięta z zapomnienia przez ideologów buntu idea otrzymała nazwę kontrkultury. Zapowiedzieli oni przy tym długi marsz przez instytucje. Według prelegenta zakończył się on całkowitym sukcesem na przełomie lat 80. i 90., gdy przedstawiciele pokolenia 1968 roku doszli do władzy (np. Bill Clinton, Joschka Fischer). Idee 1968 r. zaczęli oni wprowadzać jako normy prawne, za którymi stoi przemoc. Niosą one ze sobą wielkie zagrożenie dla Europy, bo jest to bomba z opóźnionym zapłonem, która może wysadzić w powietrze cywilizację europejską, łacińską. – Polityczna poprawność nie jest w stanie zaproponować nam żadnej alternatywnej cywilizacji. Może się skończyć na tym, że pozbędziemy się cywilizacji i nastąpi błyskawiczny ześlizg w barbarzyństwo – przestrzegł red. Stanisław Michalkiewicz.
————————————————————-
zobacz również:
Stanisław Michalkiewicz: Co po 13 grudnia? (WIDEO WYWIAD)