Chiny wygrały igrzyska. Polityczna klęska Zachodu?

Gdy w 2001 roku Pekinowi przyznano prawo do organizacji największej sportowej imprezy naszych czasów, wiele osób żywiło naiwne i eurocentryczne przekonanie, iż zmienią one Chiny, upodobnią je do Zachodu, a być może obalą dyktatorski rząd w Pekinie. Stało się dokładnie na odwrót – wedle hasła chińskich modernizatorów z końca XIX wieku: „wykorzystać Zachód dla Chin”.

Idea olimpijska i igrzyska posłużyły do umocnienia rządu, a reformy polityczne w Chinach odbędą się nie z inspiracji Zachodu, lecz tylko wtedy, kiedy zapragną tego sami Chińczycy. I będą wystarczająco
zdeterminowani, by do nich doprowadzić. Warunkiem przyznania igrzysk Chinom było wprowadzenie w życie idei wolności słowa i praw człowieka w rozumieniu zachodnim. Miejscowe władze jednak nie zamierzały tych obietnic realizować, mówiąc, że jeszcze nie przyszedł na to czas, sugerując, iż w Chinach jest to niemożliwe, lub dokonując znanej już sztuczki pekińskich włodarzy, czyli twierdząc, iż chińskie rozumienie tych praw było inne.

[nice_info]Wang Wei, wykształcony w USA chiński urzędnik, na jednej z konferencji prasowych w trakcie igrzysk, trzykrotnie naciskany przez amerykańskiego dziennikarza, zdobył się ostatecznie na chwilę szczerości i przekonywał, że zaakceptowanie praw człowieka doprowadziłoby w Chinach do chaosu i zaprzepaściłoby dorobek ostatniego 30-lecia (niekwestionowany wzrost poziomu życia ludności i mimo wszystko znacznie mniejsza skala represji w porównaniu z maoizmem).[/nice_info]

Na świecie nie istniała organizacja zdolna do wyegzekwowania od Chin tego, do czego się zobowiązały. MKOl chyba zresztą od początku nie wierzył, że obietnice te mają jakiś sens, i w 2001 roku ogłosił te warunki wyłącznie po to, by uspokoić opinię publiczną na Zachodzie. Kiedy stało się już jasne, że nie zostaną spełnione, olimpijscy działacze umyli ręce i stwierdzili, iż nie zajmują się polityką, a Jaques Rogge powiedział wprost, iż MKOl nie jest od zbawiania świata. Instytucja ta zajmuje się natomiast dostarczaniem rozrywki dla miliardów konsumentów, dzięki czemu zresztą czerpie ogromne zyski ze sprzedaży biletów, reklam i transmisji telewizyjnych, a także otrzymuje fundusze od sponsorów. W tym wypadku Chiny okazały się niezwykle solidnym partnerem.

[nice_info]– Nikt nie zrobił tyle dla igrzysk i idei olimpijskiej! – zapewniał mnie w Pekinie rok temu jeden z olimpijskich działaczy. I rzeczywiście – masowe imprezy w krajach rozwiniętych traktowane są jak gorący kartofel. W tym roku Euro 2008 w Austrii i Szwajcarii nie wzbudziło większego zainteresowania u znudzonych gospodarzy. U Chińczyków było inaczej. Ludzie autentycznie byli podnieceni perspektywą igrzysk w ich kraju, a media wcale nie musiały nakręcać spirali narodowej euforii.[/nice_info]

W 2001 roku przez całą noc śledziliśmy obrady MKOl. Gdy wreszcie zapadła decyzja, iż organizatorem Igrzysk Olimpijskich w 2008 roku będzie Pekin, cały akademik oszalał ze szczęścia. Następnego dnia na zajęciach wszyscy ziewaliśmy i każdy wiedział, o co chodzi. – To było wspaniałe uczucie! – dzieliła się ze mną swoją radością absolwentka Uniwersytetu Pekińskiego, olimpijska wolontariuszka Li Si.

Z biznesowego punktu widzenia organizowanie podobnych imprez ma zdecydowanie większy sens w krajach rozwijających się, takich jak Polska, Ukraina czy Chiny. Jednak MKOl, przyznając igrzyska Pekinowi, sporo ryzykował. Nie chodziło tu o braki infrastruktury, gdyż w Chinach buduje się cztery-pięć razy szybciej niż w Polsce (często także dzięki zupełnie swobodnemu lub za symbolicznymi odszkodowaniami usuwaniu ludzi z ich ziemi w imię nadrzędności interesu grupy nad dobrem jednostki) i już na długo przed igrzyskami istniała tam sieć hoteli i autostrad – ale przede wszystkim o ryzyko polityczne.[/nice_info]

Protesty aktywistów praw człowieka, dość wpływowych w zachodniej opinii publicznej, były wkalkulowane w ryzyko, ale ponieważ w Chinach nie istnieje wolna prasa, nikt nie wiedział, co naprawdę myślą ludzie i jak zareagują w czasie, gdy oczy całego świata będą zwrócone na Pekin. Od początku 2008 roku trwała zatem marketingowa wojna o wizerunek tego kraju, którą opisywaliśmy na łamach nczas.com. Gdy w lutym swoje poparcie dla igrzysk wycofał Stefan Spielberg, a w Wielkiej Brytanii wybuchł skandal związany z nakazem apolityczności zawartym w olimpijskiej przysiędze, chińskie władze wpadły w panikę. Jeden z wyżej postawionych funkcjonariuszy KPCh miał stwierdzić, iż igrzyska są wielkim błędem, a Chiny nie są jeszcze przygotowane, by sobie poradzić ze wszystkimi problemami, które mogą wyniknąć w ich trakcie, co doprowadzi do globalnej utraty twarzy.

[nice_info]Wydawało się wówczas, iż za moment nastąpi efekt domina, zwłaszcza że w marcu, w 49. rocznicę wybuchu powstania w Lhasie, doszło do w Tybecie krwawych zamieszek, a sztafeta olimpijska była atakowana we wszystkich krajach zachodnich. [/nice_info]

Mimo to zrealizował się najbardziej optymistyczny dla Chin scenariusz, a wszyscy nieprawomyślni do 23 sierpnia 2008 roku nie sprawili rządzącym większych kłopotów. Organizacja mistyczna Falun Gong nie przeprowadziła żadnych akcji. Tajwan w wyborach prezydenckich poparł Kuomintang, który zamiast niepodległości wyspy, optuje za zbliżeniem z Chinami (4 lipca uruchomiono pierwsze bezpośrednie połączenia lotnicze z kontynentem). 4 miliony pekińskich chłoporobotników, obawiając się reakcji innych Chińczyków, zafascynowanych faktem, iż igrzyska odbywają się w Pekinie, grzecznie opuściło miasto pod koniec lipca. Ujgurzy w akcie desperacji przeprowadzili kilka ataków na komisariaty we wschodnim Turkiestanie (w jednym z nich zginęło ośmiu zamachowców i jeden chiński policjant – co nie wyklucza, iż była to prowokacja).

[nice_info]Klasa średnia ( około 150 milionów) raczej obawia się demokracji i możliwości, że zostałaby przegłosowana przez kilkaset milionów chłopów i w czasie igrzysk zajęta była fetowaniem sukcesów chińskich sportowców.[/nice_info]

Do walki stanęli jedynie Tybetańczycy, jednak polityczne rachuby ich przywódcy, bardzo zdolnego polityka, jakim jest Dalajlama, całkowicie zawiodły. Liczył on na protesty w trakcie olimpiady i na to, że wiele będzie się mówić o Tybecie. Tymczasem działacze praw człowieka i protybetańscy aktywiści sprowokowali zaledwie kilka incydentów w centrum miasta i byli natychmiast brutalnie pacyfi kowani przez policję, co zresztą popierają zwyczajni Chińczycy, zirytowani protestami Amerykanów i innych ludzi Zachodu. W drugim tygodniu igrzysk Dalajlama wspomniał o kolejnych 140 zabitych w Tybecie, jednak pochłonięty emocjami sportowymi świat w ogóle nie zwrócił na to uwagi. Klęska Dalajlamy i brak politycznych rezultatów jego polityki może zakwestionować jego przywództwo i dopuścić do głosu bardziej wojowniczo nastawioną młodzież, która optuje za zbrojnym oporem. Niewykluczone, że wówczas Pekin odpowie siłą i całkowicie zmiażdży Tybet, a jego mieszkańcy, podobnie jak Indianie amerykańscy, zostaną umieszczeni w rezerwatach. Od protestów odcięli się sportowcy. Żadna spektakularna akcja nie zapadnie nam w pamięć – może poza Ormianinem, który rzucił na matę brązowy medal i opuścił ceremonię, protestując przeciwko stronniczemu sędziowaniu, i polską ekipą szermierki protestującą przeciwko alkoholizmowi polskich działaczy, nieprzerwanie sprawujących władzę od lat 80. Wyjątkiem był Szymon Kołecki, który ogolił się na łyso i zasugerował w rozmowie z TVP, iż jest to gest solidarności z Tybetem.

[nice_info]Igrzyska to także triumf chińskiej bezpieki. Długoletnie przygotowania i metodyczna praca opłaciły się. Tysiące policjantów i agentów na ulicach Pekinu zapewniło porządek. W tej sytuacji MKOl z pewnością nie żałuje, że zaryzykował, i liczy pieniądze. A organizatorzy liczą zyski polityczne i delektują się smakiem zemsty za upokorzenia wojen opiumowych sprzed 160 lat, które Chińczycy wciąż rozpamiętują jeszcze bardziej niż my zabory.[/nice_info]

Widok zachodnich przywódców, takich jak Jerzy Bush i Mikołaj Sarkozy, którzy na ceremonii otwarcia pokłonili się chińskim przywódcom, doprowadził naród do euforii porównywalnej chyba tylko z tym, gdyby w czasie Euro 2012 liczący się z polskimi sankcjami gospodarczymi Włodzimierz Putin i Aniela Merkel przyjaźnie pozdrawiali prezydenta Kaczyńskiego i premiera Tuska…

To wszystko, zamiast do oczekiwanej demokratyzacji, prowadzi do wielkiej dumy narodowej, od której już bardzo blisko do szowinizmu. Oznaki wody sodowej uderzającej do głowy dają się zaobserwować u reżysera ceremonii otwarcia, Zhanga Yimou – dawniej raczej krytycznego wobec rządu, dziś będącego zdecydowanie po stronie Wielko-Chińczyków. W wywiadzie dla liberalnego (i często krytycznego wobec rządu – na tyle, na ile się da w chińskim systemie) Nanfang Zhoumo Zhang zachwycał się własną ceremonią:

[nice_info]Czasami żartuję, że jeśli chodzi o ludzi w masowych widowiskach, jesteśmy na świecie numerem 2 – po Korei Północnej. Potrafią być tacy jednakowi i działać jak jeden mechanizm [w Azji to komplement – przyp. red. nczas.com!] Setki aktorów są jak maszyny, jak ruchome klocki wykonujące rozkazy. To jest duch chińskości. Obcokrajowcy to podziwiają, bo sami nie są do tego zdolni! (…) Pracowałem już na Zachodzie, ale to porażka. Oni właściwie pracują przez cztery i pół dnia w tygodniu. W dodatku dwa razy dziennie mają przerwę na kawę i nie można nikogo upominać ze względu na prawa człowieka. O rany! Po tygodniu aktorzy nie byli w stanie nawet ustawić się równo w linii. I nie możesz ich nawet skrytykować, bo wszyscy należą do związków zawodowych lub innych instytucji. My tego nie mamy. I dlatego w tydzień możemy osiągnąć to, czego oni nie są w stanie przez miesiąc. (…) A w przeciwieństwie do Korei Płn. mamy technologię. I te dwie rzeczy – czynnik ludzki plus technika – dają taki efekt! – nie mógł się nachwalić.[/nice_info]
Triumf Chińczyków w klasyfikacji medalowej, a także styl, w jakim go osiągnęli, to kolejna mocna karta w rękach rządu. Zwycięstwo to nie podlegało dyskusji od samego początku. Obyło się bez dopingu (choć jak było naprawdę, nigdy się dowiemy, jako że spośród 917 członków komisji antydopingowej 900 to Chińczycy…), a także bez sędziowskich skandali. Do igrzysk przygotowywano się tak długo, że zawodnicy chińscy wygrywali pewnie i zdecydowanie. Nie łudźmy się jednak, że sprawna organizacja i sukces w zawodach sportowych cokolwiek przesądzają. Problemy takie jak olbrzymie rozwarstwienie społeczne, niechęć setek milionów biednych do dziesiątków milionów bogatych i uprzywilejowanych – pozostają. Sukces olimpiady i smak sportowego triumfu będzie stanowił potężny argument w negocjacjach ze społeczeństwem, które po 24 sierpnia będzie prowadził rząd. To rozdanie zdecydowanie dla Pekinu. Ale gra toczy się dalej.

Więcej w książce Autora, dostępnej tutaj.

[nice_alert]Jedyna na polskim rynku książka prezentująca współczesne Chiny okiem dziennikarza Najwyższego Czasu, sinologa, który spędził w Państwie Środka wiele lat i biegle posługuje się językiem chińskim! W dodatku została napisana z wolnościowej perspektywy. Dowiedź się jak naprawdę funkcjonują współczesne Chiny tuz przed Olimpiadą w Pekinie! Kliknij tutaj.[/nice_alert]

[nice_download]Galeria: Inne oblicze Chin[/nice_download]

[nice_download]Nczas.com o Chinach:[/nice_download]
Euro 2012 i Olimpiada 2008: Polska nie zdąży. Chiny… walczą z komarami
Chiny zdradziły lewicę!
Inny punkt widzenia: cena cudu w Chinach
Chiny: powrót gospodarki centralnie sterowanej
Chiny walczą z golizną i cenzurują Internet
Chiny przed olimpiadą a dziki kapitalizm
Korwin Mikke: o kapitalistycznych Chinach
Europejski socjalizm a chiński turbokapitalizm
Chiny walczą z rozwarstwieniem społecznym
Chińscy towarzysze – kapitaliści

[nice_download]Inne artykuły z działu „ważne”:[/nice_download]
● Tomasz Sommer: Socjohistoria. Kto stworzył Hitlera?
● Rafal Ziemkiewicz: Socjalizm jako wypaczenie chrześcijaństwa
● John Semmens: Pięć mitów ekologicznych
● Korwin Mikke: O co chodzi w Gruzji?
● Tomasz Sommer: Liberalizm w pigułce. Contra errores Majewski
● Pyffel: Koniec chińskiego turbokapitalizmu? Religijny głód Państwa Środka
● Korwin Mikke: Nie lustrować służb wywiadowczych!?

[nice_download]Dział ekonomia w księgarnii NCZ!:[/nice_download]

„Czy mozna usprawiedliwic podatki?” (Tomasz Sommer): Pierwsza w Polsce ksiazka prezentujaca funkcjonujace w naszej rzeczywistosci usprawiedliwienia wymuszania podatkow. Oczywiscie wszystkie sa falszywe! Sam sprawdz dlaczego! Osadz czy Naczelny NCZ! ma racje!

„Ludzkie dzialanie – traktat o ekonomii” (Ludwig von Mises): Opus magnum papieza wolnosciowej ekonomii. Jesli chcesz dowiedziec sie jak naprawde dziala gospodarka i jak moglaby dzialac, gdyby nie socjalistyczne absurdy, musisz sie przeczytac te ksiazke!

„Ekonomia dla normalnych ludzi (Gene Callahan)”: Czy istnieje cos takiego jak naukowa ekonomia? Jesli przyznamy, ze takie naukowe ekonomie jak marksizm czy keynsizm okazaly sie nic nie warte to pozostala tylko szkola austriacka.

„Ekonomia Wolnego Rynku. Tom 1, 2, 3” (Murray Rothbard): Wreszcie w Polsce! Trzy tomy najwazniejszego dziela amerykanskiego profesora Murraya N. Rothbarda, najwybitniejszego ucznia samego Ludwiga von Misesa! Ksiazka lamie monopol przestarzalych, nieaktualnych i falszywych podreczników ekonomii obowiazujacych na polskich uczelniach. Moze dzieki tej pozycji, w 100 lat od obalenia paradygmatu Marksa o wyzysku kapitalistycznym i podejrzanym pochodzeniu kapitalu, a w 80 lat od obalenia paradygmatu Keynesa o korzysciach plynacych z interwencjonizmu panstwa w gospodarce, polscy nauczyciele akademiccy zaczna wreszcie uczyc rzesze mlodych polskich ekonomistow prawdy!?

„Kosciol a wolny rynek” (Thomas Woods): Katolicka obrona wolnego rynku. Czy bieda jest blogoslawiona, a bogactwo przeklete? Ksiazka o tym, ze liberalizm, jak niewiele innych pradow umyslowych, jest bliski nauczaniu Chrystusa, ktory w swoich naukach uwalnial czlowieka z wiezow opresyjnej wladzy i zakazow odbierajacych mu godnosc i wolna wole…

„Dobry „zly” liberalizm” (Stanislaw Michalkiewicz): Klasyczna ksiazka znanego publicysty. Bardzo przystepny wyklad podstaw liberalizmu – zarowno dla nieprzekonanych jak i zagorzalych zwolennikow. Lektura obowiazkowa!

„O szkodliwosci podatku dochodowego” (Frank Chodorov): Jedna z najlepszych ksiazek (nareszcie po polsku!) krytykujaca podatek dochodowy. Bardzo przystepnie i blyskotliwie napisana pozycja!

„Ekonomia stosowana” (Thomas Sowell): „Ekonomia stosowana” czyli co robic, zeby nie psuc gospodarki. Swietny podrecznik ekonomii dla nie-ekonomistow. Prozno tu szukac skomplikowanych wykresow, rownan matematycznych itd. Doskonala pozycja dla tych, ktorzy szukaja argumentow „za” wolnym rynkiem!

Zachęcamy do złożenia zamówienia!

[nice_alert]UWAGA: Przedruk artykułów (w całości lub części), jest możliwy jedynie: a) za podaniem klikalnego źródła b) tylko w niezmienionej formie: artykuł + informacje poniżej artykułu np. o ewydaniu, nowych publikacjach w sklepie, itp.[/nice_alert]

Comments are closed.