Żebrowski: Michnik chroni swe rodzinne klejnoty

Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy, której Ozjasz Szechter był członkiem i bardzo wysokim funkcjonariuszem, była organizacją w II RP nielegalną, walczącą z porządkiem konstytucyjnym, występującą przeciwko niezawisłości i całości państwa polskiego.

Dobra osobiste to sprawa przede wszystkim osobistych odczuć, przy odwołaniu się do ogólnie przyjętych ocen w społeczeństwie. Te zaś mogą być i są zmienne, albowiem z czasem zmienia się system niektórych wartości. Prawo cywilne nie definiuje tego pojęcia, zatem prawnik może udowadniać przed sądem, że takie prawo zostało naruszone, także wobec zmarłego członka najbliższej rodziny, choć podstawowe cechy owego prawa to niezbywalność i niedziedziczność. Szykuje się nam ciekawy proces – oto Adam Michnik skarży Instytut Pamięci Narodowej o ochronę dóbr osobistych. W grę wchodzi cześć Ozjasza Szechtera, zmarłego w 1982 r. ojca Adama Michnika. Otóż w przypisie do publikacji IPN („Marzec 1968 w dokumentach MSW”, t. I, s. 553) zawarta jest o nim następująca informacja: Ozjasz Szechter (…) członek KPZU, aresztowany i skazany za szpiegostwo na rzecz ZSRR (1934) (…).

Ponieważ nie ma solidnych badań naukowych nad dziejami komunistycznej zdrady w II RP, nie opublikowano dotąd nawet podstawowych dokumentów z tego zakresu (a dlaczego? zgadnijcie sami), nie wiemy, czy taki właśnie zarzut padł w wyroku, czy też nie. Być może nie, ale wtedy wystarczyłaby solidna, dokumentalna publikacja na łamach „Gazety Wyborczej”, z opublikowaniem in extenso owego wyroku. Byłoby to coś w rodzaju formalnego sprostowania. Michnik jednak nie odpuszcza i idzie z tym do sądu. Zapowiada się więc proces ciekawy, bo nie tylko o czystą formułkowatość tu chodzi.

Na moskiewskim żołdzie

Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy, której Ozjasz Szechter był członkiem i bardzo wysokim funkcjonariuszem, była organizacją w II RP nielegalną, walczącą z porządkiem konstytucyjnym, występującą przeciwko niezawisłości i całości państwa polskiego. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Była to zakonspirowana partia polityczna, finansowana przez wrogi Polsce Związek Sowiecki, całkowicie dyspozycyjna wobec Moskwy. Jej funkcjonariusze (w slangu komuny zwani „funkami”) otrzymywali sowiecki żołd wynoszący miesięcznie nawet kilkaset złotych (robotnik zarabiał wówczas 100-150 zł). Całkowicie opłacani byli również członkowie tzw. wojskówki, czyli siatki szpiegowsko-dywersyjnej, ponadto istniała kategoria tzw. półfunków, czyli tych, którzy byli opłacani częściowo. Razem, jak można szacować, co najmniej jedna trzecia członków partii i organizacji komunistycznych (KPP, KPZU, KPZB, MOPR itp.) była na sutym, moskiewskim żołdzie. W zamian za to oczekiwano od nich wykonywania konkretnych zadań politycznych, szpiegowskich i dywersyjnych. I były one wykonywane bez zastrzeżeń, choć w ramach komunistycznego terroru lała się krew i padały niewinne, postronne ofiary.

Ozjasz Szechter ps. „Jerzy” dla komunizmu, jak to określił jego syn Adam, zerwał z całą swoją tradycją. Przed wybuchem wojny pracował w prywatnym banku we Lwowie jako zwykły urzędnik. Prawdziwą karierę zawodową zaczął jednak robić dopiero po 17 września 1939 r. Jako sprawdzony, zahartowany w bojach z państwem polskim towarzysz, został inspektorem kadr w sowieckim Gosbanku (Bank Państwowy) we Lwowie, po wejściu Niemców w 1941 r. przerzucono go (wraz z rodziną) do Uzbekistanu – nie, nie na zsyłkę, co było wówczas polskim losem, ale też do banku. W latach 1943-1945 służył w wojsku, ale nie w tym „ludowym”, lecz jak na nastajaszczego towarzysza przystało w Armii Czerwonej. W tzw. Polsce Ludowej zawrotnej kariery nie zrobił – pełnił wprawdzie eksponowane funkcje (kierownik Wydziału Prasowego CRZZ, zastępca redaktora naczelnego „Głosu Ludu” – partyjne Wydawnictwo Książka i Wiedza), ale rzutował na tym właśnie jego przedwojenny proces (tzw. proces łucki w 1934 r.), w którym oskarżeni uznani zostali za „sypaków”, czyli osoby składające wielce obciążające komunę zeznania. Nie przeszkodziło mu to jednak w otrzymaniu całkiem przyjemnego mieszkanka w alei Przyjaciół, gdzie osiedli najważniejsi prominenci komunistyczni.

Według Michnika… tata antykomunista, mama patriotka

Syn, czyli Adam Michnik, twierdzi inaczej: Mój ojciec był bardzo znanym działaczem komunistycznej partii przed wojną, siedział osiem lat w więzieniu. Po wojnie nie odgrywał żadnej roli. Nie odgrywał, bo nie chciał jej odgrywać. (…) miał on poglądy straszliwie antyreżimowe, antysowieckie, a w związku z tym także antykomunistyczne, choć on tego tak nie nazywał. Kto chce, niech wierzy, że funkcjonariusze KPZU byli po prostu… antykomunistami. A kto w to nie uwierzy, też może być pociągnięty do odpowiedzialności za naruszenie dóbr osobistych?

Helena Michnik, żona (?) Ozjasza Szechtera a matka Adama Michnika, z zawodu nauczycielka, przed wojną nie pracowała, bowiem poświęcała się również robocie rewolucyjnej. Za organizowanie nielegalnej, komunistycznej młodzieżówki (Pionier) była aresztowana w 1925 r. Po 17 września 1939 r. pracowała jako nauczycielka w sowieckich szkołach średnich, następnie w Gosbanku na stanowisku inspektora. Po wojnie wykładała historię (?) w szkole Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i napisała osławiony podręcznik historii Polski. Według Adama Michnika: w obrębie historiografii marksistowskiej reprezentowała ona – w pewnym sensie – skrajny ton patriotyczny (…). Kto chce, niech wierzy w zapewnienia redaktora „GW”, który twierdzi: Kiedyś prof. Manteuffel użył sformułowania, że podręczniki dla młodzieży były w PRL konstruowane tak, jakby pisał je nieżyczliwy Polsce cudzoziemiec. Otóż podręcznik mojej matki – zwłaszcza z perspektywy czasu i na tle innych książek tego typu – wolny jest od takich paskudztw. Może na łamach „GW” ukażą się obszerne fragmenty tego „podręcznika”, aby czytelnicy mogli sami ocenić, od czego on był wolny?

Starszy brat zasądzał kary śmierci

Starszy brat Adama, Stefan, to członek PZPR, kapitan „ludowego” WP i sędzia Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie i Najwyższego Sądu Wojskowego. Jego konto prawnicze obciążają liczne stalinowskie wyroki: kary śmierci (wykonane) i kary długoletniego więzienia. Po 1968 r. przeniósł się (na wszelki wypadek?) do Szwecji, gdzie mieszka do dziś jako… uchodźca polityczny. Obecnie jest ścigany przez polski wymiar sprawiedliwości za popełnione zbrodnie sądowe. Ale Adam mówi o nim tak: – Kiedy zapadały najgorsze wyroki, Stefan był dwudziestoparoletnim człowiekiem, który niewiele rozumiał z tego, co się działo. Nie rozumiał? Kto chce, niech wierzy.

Adam Michnik powiedział o sobie: – Należałem do komunistów w sześćdziesiątych latach. Uważałem, że komunistyczna Polska to moja Polska. Nie był to jednak tylko rodzinny sentyment. W latach 1957-1962 należał do tzw. walterowców, czyli do „czerwonego harcerstwa”. Odpowiadał mu nastrój komsomolskich idealistów i śpiewanie rewolucyjnych pieśni po rosyjsku i żydowsku podczas przemarszów przez polskie wsie…

Jakby tego było mało, mamy w tej rodzinnej historii jeszcze jednego Szechtera, Szymona. Też nie byle kto, bo to stryj Adama. Komsomolec we Lwowie podczas okupacji sowieckiej, później członek PZPR.

Niezależnie od późniejszych, różnych losów członków tej komunistycznej rodziny, należy na nią spojrzeć wedle ogólnie obowiązujących w społeczeństwie ocen. Adam Michnik uważa, że grunt to rodzinka, grunt to rodzinkę fajną mieć. I zamierza bronić jej… czci przed sądem. Będzie ciekawie czy strasznie?

(tekst jest fragmentem książki Leszka Żebrowskiego: Mity przeciwko Polsce. Żydzi, Polacy. Komunizm 1939-2012 . Książka do kupienia w naszej księgarni TUTAJ)

6 KOMENTARZE

  1. Kiedys mowienie o tym jak sie nazywaja ci ludzie bylo skazywaniem sie na posmiewisko. Teraz nawet w angielskiej encyklopedii internetowej (wikipedia – wersja angielska) jest podane nazwisko ojca Michnika. Mimo ze w wielu sprawach sie nie zgadzam z Michalkiewiczem i reszta autorow NCzasu – to za prawde pisana warto im podziekowac.

  2. Zabrakło informacji o żonie i dzieciach Arona .Ciekawe ,czy chrześniak ” Bolka ” ,a syn Arona wyrósł na talmudycznego czy schizofrenicznego żyda .Nigdzie żadnych informacji nie znalazłem na ten temat .

  3. Wielkie podziękowania dla Pana Pietrzaka za odkrywanie prawdy. Kiedyś drwiono, jak się mówiło np. ,że Wałęsa był „bolkiem”. Teraz prawda wychodzi na jaw także o Michniku. Prawda dawno już znana,ale przez wiele lat zakrzyczana przez GW , która do niedawna była monopolistą na rynku prasy.

  4. Trzy sprostowania. Dobrem osobistym jest również prawo do poszanowania/czci etc. przodków (też: rodziców). Owszem, jest niezbywalne i niedziedziczne, ale w tym wypadku przedmiotem procesu jest dobro osobiste Adama Michnika, a nie jego rodziców. Po drugie, w sprawach o ochronę dóbr osobistych tzw. ciężar dowodu spoczywa na domniemanym naruszycielu a nie na powodzie, czyli Michnik żadnego wyroku itd. nie musi publikować; to domniemany naruszyciel ma udowodnić, że nie naruszył dóbr osobistych lub że naruszył, ale nie było to bezprawne. Jeżeli domniemany naruszyciel tego nie udowodni, to proces przegra. Najprostszym sposobem udowodnienia, że nie doszło do naruszenia dóbr osobistych jest właśnie okazanie tego wyroku za szpiegostwo na rzecz ZSRR czyli udowodnienie, że domniemany naruszyciel napisał prawdę. I TU WŁAŚNIE PIES POGRZEBANY; naruszyciel takiego wyroku nie okaże. Dlaczego? Bo takiego wyroku o ile wiem nie było – o ile wiem, Szechtera skazano nie za szpiegostwo na rzecz ZSRR, tylko za „próbę obalenia przemocą konstytucyjnych władz RP” albo „próbę oderwania części terytorium”. Jeśli się komuś chce, niech wygugla jak to było z wyrokiem ws. Szechtera. Oczywiście każdy normalny człowiek przede wszystkim zastanowi się, czy będąc członkiem KPZU Szechter zamierzał obalić przemocą konstytucyjne władze RP albo odrywać część terytorium RP siłami wyłącznie własnymi, albo siłami samej tylko KPZU? :-)) Bez wiedzy ZSRR??? :-)) To oczywiste że komuniści to agentura sowiecka i w tym sensie byli (a nawet są nadal) agentami sowieckimi i szpiegami sowieckimi. Jednak (o ile wiem) nie tego dotyczy pozew Michnika, tylko tego że naruszyciel twierdził że Szechtera skazano za szpiegostwo, a w rzeczywistości za to go nie skazano; skazano ale za co innego. Czyli że naruszyciel kłamał. Taki proces Michnik wygra – i tu akurat uważam, że słusznie. Choć Michnika mam za łajdaka co winien wisieć, choć uważam że różnica między jednym a drugim przestępstwem zarzutem wobec Szechtera jest praktycznie zerowa – to jednak nie wolno kłamać. Wskazana jest pewna (większa) ścisłość.

Comments are closed.