Wolnościowe przesłanie z Portoryko. Jak rozpada się socjalizm w Wenezueli

Z Janem Wojciechem Kubaniem, prezesem Polsko-Amerykańskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego, rozmawia Agnieszka Piwar.

Wrócił Pan z Portoryko, gdzie w sierpniu odbyła się konferencja zorganizowana przez stowarzyszenie Liberty International. Co to za inicjatywa i kim są organizatorzy?

Liberty International to organizacja zrzeszająca wolnościowców z całego świata. Stowarzyszenie każdego roku organizuje w różnych zakątkach globu międzynarodowe konferencje. Dla przykładu: w ostatnich trzech latach odbywały się kolejno w Lozannie, Maroku i na Bali. Celem inicjatywy jest zebranie w jednym miejscu ludzi, którzy promują wolność – wolność gospodarczą, wolność myślenia, wolność słowa i libertarianizm. Podczas ostatniej konferencji wystąpiło 36 osób z różnych krajów. Najwięcej było przedstawicieli USA. Amerykę Południową reprezentowali goście z Peru, Brazylii i Wenezueli. Z Europy byłem ja, Rumun oraz były szef partii libertariańskiej Holandii. Był też reprezentant Mongolii oraz Chinka, która w młodości uciekła do USA.

Dlaczego zdecydował się Pan pojechać do Portoryko?

Trzy lata temu byłem w Lozannie i bardzo mi się spodobało. Kiedy ludzie się zjeżdżają, następuje wymiana myśli, można spotkać ciekawe osoby, wiele się dowiedzieć. Na przykład w Lozannie poznałem jedynego uciekiniera z obozów pracy z Korei Północnej – człowieka, który urodził się w takim obozie, bo tam ludzie skazywani są aż do trzeciego pokolenia! Maroko przegapiłem, a z wyjazdu na Bali zrezygnowałem, bo wiązał się on ze zbyt dużym wydatkiem – nie jestem przez nikogo sponsorowany, jeżdżę na własny koszt. W Portoryko szczególnie chciałem spotkać dwie osoby. Zależało mi na poznaniu przedstawiciela Wenezueli i Nepalu. Niestety Nepalczyk nie dojechał, ale za to była pani, która opowiedziała o Kubie. Przy okazji poznałem bardzo ciekawego człowieka z polskimi korzeniami – Nicka Sarwarka, przewodniczącego Libertarian Party w Stanach Zjednoczonych.

Co szczególnie Pana zaciekawiło?

Tematów, które zwróciły moją uwagę, było kilka. Bardzo ciekawe zagadnienie – wpisujące się w moje hobby, jakim jest „fizyka życia” – poruszyli przedstawiciele Peru, Brazylii i Mongolii. Mówili oni o mechanizmach korupcji urzędników państwowych. Jak się okazuje, są one identyczne we wszystkich krajach, w tym także w Polsce. Po prostu działa to jakby na zasadzie praw fizyki, jak grawitacja. Na czym to polega? Pewnego pokroju ludzie bez skrupułów – takie wilki udające owieczki – z zatroskaną miną mówią o dobru społecznym, o tym, żeby dany kraj rozwijać, żeby pomagać biednym itd., itp. Wygrywają wybory, obiecując różne rzeczy. Im większe góry złota obiecują, tym mają większe szanse przypodobać się wyborcom. Potem, jak już dorwą się do władzy, to w bardzo brutalny sposób to społeczeństwo okradają. Odbywa się to pod pretekstem robienia właśnie jakichś tam inwestycji na przyszłość, czyli rzeczy bardzo trudnych do skontrolowania. Oczywiście są oni wspierani przez duże, monopolistyczne przedsiębiorstwa państwowe. Roberta Muramatsu z Brazylii mówiła, że tam po prostu nastąpiła synergia ludzi władzy i przedstawicieli wielkiego przemysłu „narodowego”. Mówiąc kolokwialnie: działają oni „łapa w łapę”.

CZYTAJ DALEJ