<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	>
<channel>
	<title>Comments on: Homoseksualizm polityczny</title>
	<atom:link href="http://nczas.com/felietony/adam-wielomski/homoseksualizm-polityczny-2/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://nczas.com/felietony/adam-wielomski/homoseksualizm-polityczny-2/</link>
	<description>Polityczno-społeczny tygodnik konserwatywno-liberalny.</description>
	<pubDate>Wed, 15 Oct 2008 23:02:17 +0000</pubDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.5.1</generator>
		<item>
		<title>By: kolarz</title>
		<link>http://nczas.com/felietony/adam-wielomski/homoseksualizm-polityczny-2/#comment-26021</link>
		<dc:creator>kolarz</dc:creator>
		<pubDate>Sun, 16 Mar 2008 12:59:59 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://nczas.com/felietony/adam-wielomski/homoseksualizm-polityczny-2/#comment-26021</guid>
		<description>W zasadzie zgadzam się z wymową artykułu, ale mam jedno zastrzeżenie. Autor (częściowo między wierszami, częściowo wprost) przypisuje "zradykalizowanej i gotowej na wszystko" grupie osób zboczonych coś w rodzaju inicjatywy, programu, celów działania itp. czyli jakiejś autentyczności. To, moim zdaniem błąd.
Anthony Burgess (ten od "Mechanicznej pomarańczy") wydał w latach '60 powieść "Wanting seed" w której złośliwie drwi ze zjawiska podporządkowania stanowionych przez państwo norm "moralnych" aktualnym potrzebom politycznym. Chodzi konkretnie o zachęcanie przez rząd, "niezależną" prasę i podporządkowane instytucje życia społecznego - do uprawiania homoseksualizmu, jako środka na grożące przeludnienie. Przypominam, że w Anglii w tym czasie homoseksualizm był karany więzieniem.
A w Polsce?
Jeżeli przyjąć, że liczba osób świadomych swojej orientacji seksualnej pokrywa się mniej więcej z liczbą uprawnionych do głosowania (ok. 30 mln) oraz, że odsetek osób homoseksualnych jest 2,7% (11 mężczyzn i 16 kobiet na 1000 osób), to widać, że mamy w Polsce niecały milion homoseksualistów.
Oczywiście mowa tu o homoseksualistach "preferencyjnych", czyli tych prawdziwych, a nie o różnych przypadkach uwiedzeń homoseksualnych we wczesnej młodości, "poszukujących", ofiarach gwałtów, neurotykach, transwestytach itp, którzy żadnymi homoseksualistami nie są, choć przejawiają podobne zachowania.
Moim zdaniem lewicowi szalbierze polityczni wpadli na pomysł "zagospodarowania" tej grupy według znanego schematu: skłócić, podzielić, spenetrować agenturalnie, użyć w ramach "demokracji", jako źródła głosów wyborczych. Stąd idiotyczna sytuacja "oblężonej twierdzy" w jakiej żyje co bardziej naiwna i podatna na propagandowy jazgot część tych osób, zmyślanie jakichś "homofobii" (a cio to, cio to? lęk przed ludźmi - sądząc ze zbitki wyrazów?), "dyskryminacji", i łączenie tych rzekomych zjawisk tylko z jedną opcją polityczną! Jak dotąd - same sukcesy. Czy dlatego, że homoseksualiści są jakoś bardziej podatni na wrażą czerwona propagandę? Nie, ludzie, jak ludzie, najlepszy dowód, że część tzw. "normalnych" też modelowo reaguje na to pranie mózgów: jednoczą się w poparciu dla "uciskanej mniejszości".
Niektórzy twierdzą, że zjawisko to (wykorzystania grupy homoseksualistów w polityce) ma charakter marginalny i stanowi w istocie tzw. "dym", którym sierotki po Zwiazuniu zasłaniają swoje antypolskie i antynarodowe machinacje.
Ja tak nie uważam, nawet gdyby taki mieli zamiar, to skutki prześcignęły ich „skromne” oczekiwania.
Według danych Komisji Wyborczej w ostatnich wyborach do Sejmu było 30 mln uprawnionych do głosowania i frekwencja wyniosła 53%. Różnica w ilości głosów na PO i PiS to ok. 10% w stosunku do ważnie oddanych głosów. Jeśli założyć, że WSZYSCY homoseksualiści (zarówno ci preferencyjni, jak i behawioralni) poszli głosować i głosowali na PO to daje akurat te 10%. Więc opłacało się robić ten "dym".
Oczywiście, wiem na pewno, że znaczna część moich homoseksualnych znajomych nie chciała mieć nic wspólnego z żenującymi wygłupami niejakiego Biedronia (wyliczył kiedyś, że po odjęciu wszystkich możliwych zboczeń pozostaje ok. 5% tzw "normalnych") i na żadne wybory nie chodziła w ogóle z przyczyn innych, niż tu poruszane, ale jestem przekonany, że zostało to z nawiązką wyrównane przez "normalnych", których młot propagandy ugodził w narząd myślenia. Mam na myśli tych, którzy całymi rodzinami, z dziećmi, pojawiali się na manifestacjach rzekomych homoseksualistów, jednocześnie zastrzegając skwapliwie, że żadnymi homoseksualistami nie są, tylko chcą zamanifestować swój negatywny stosunek do "faszyzmu" i "kaczorów".
Wykorzystanie homoseksualistów jako grupy społecznej ma dwa cele: krótkookresowy – zdobycie władzy, i długookresowy – totalitarne obezwładnienie społeczeństwa poprzez likwidację, ośmieszanie, pozbawianie możliwości działania najważniejszych jego instytucji i poddanie pozostałych pod kontrolę państwa.
Homoseksualiści są częścią społeczeństwa i dlatego na tym tracą, tak jak wszyscy, ale większość z nich jeszcze tego nie dostrzega. I niczym się w tym nie różnią od „normalnych”.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>W zasadzie zgadzam się z wymową artykułu, ale mam jedno zastrzeżenie. Autor (częściowo między wierszami, częściowo wprost) przypisuje &#8220;zradykalizowanej i gotowej na wszystko&#8221; grupie osób zboczonych coś w rodzaju inicjatywy, programu, celów działania itp. czyli jakiejś autentyczności. To, moim zdaniem błąd.<br />
Anthony Burgess (ten od &#8220;Mechanicznej pomarańczy&#8221;) wydał w latach &#8216;60 powieść &#8220;Wanting seed&#8221; w której złośliwie drwi ze zjawiska podporządkowania stanowionych przez państwo norm &#8220;moralnych&#8221; aktualnym potrzebom politycznym. Chodzi konkretnie o zachęcanie przez rząd, &#8220;niezależną&#8221; prasę i podporządkowane instytucje życia społecznego - do uprawiania homoseksualizmu, jako środka na grożące przeludnienie. Przypominam, że w Anglii w tym czasie homoseksualizm był karany więzieniem.<br />
A w Polsce?<br />
Jeżeli przyjąć, że liczba osób świadomych swojej orientacji seksualnej pokrywa się mniej więcej z liczbą uprawnionych do głosowania (ok. 30 mln) oraz, że odsetek osób homoseksualnych jest 2,7% (11 mężczyzn i 16 kobiet na 1000 osób), to widać, że mamy w Polsce niecały milion homoseksualistów.<br />
Oczywiście mowa tu o homoseksualistach &#8220;preferencyjnych&#8221;, czyli tych prawdziwych, a nie o różnych przypadkach uwiedzeń homoseksualnych we wczesnej młodości, &#8220;poszukujących&#8221;, ofiarach gwałtów, neurotykach, transwestytach itp, którzy żadnymi homoseksualistami nie są, choć przejawiają podobne zachowania.<br />
Moim zdaniem lewicowi szalbierze polityczni wpadli na pomysł &#8220;zagospodarowania&#8221; tej grupy według znanego schematu: skłócić, podzielić, spenetrować agenturalnie, użyć w ramach &#8220;demokracji&#8221;, jako źródła głosów wyborczych. Stąd idiotyczna sytuacja &#8220;oblężonej twierdzy&#8221; w jakiej żyje co bardziej naiwna i podatna na propagandowy jazgot część tych osób, zmyślanie jakichś &#8220;homofobii&#8221; (a cio to, cio to? lęk przed ludźmi - sądząc ze zbitki wyrazów?), &#8220;dyskryminacji&#8221;, i łączenie tych rzekomych zjawisk tylko z jedną opcją polityczną! Jak dotąd - same sukcesy. Czy dlatego, że homoseksualiści są jakoś bardziej podatni na wrażą czerwona propagandę? Nie, ludzie, jak ludzie, najlepszy dowód, że część tzw. &#8220;normalnych&#8221; też modelowo reaguje na to pranie mózgów: jednoczą się w poparciu dla &#8220;uciskanej mniejszości&#8221;.<br />
Niektórzy twierdzą, że zjawisko to (wykorzystania grupy homoseksualistów w polityce) ma charakter marginalny i stanowi w istocie tzw. &#8220;dym&#8221;, którym sierotki po Zwiazuniu zasłaniają swoje antypolskie i antynarodowe machinacje.<br />
Ja tak nie uważam, nawet gdyby taki mieli zamiar, to skutki prześcignęły ich „skromne” oczekiwania.<br />
Według danych Komisji Wyborczej w ostatnich wyborach do Sejmu było 30 mln uprawnionych do głosowania i frekwencja wyniosła 53%. Różnica w ilości głosów na PO i PiS to ok. 10% w stosunku do ważnie oddanych głosów. Jeśli założyć, że WSZYSCY homoseksualiści (zarówno ci preferencyjni, jak i behawioralni) poszli głosować i głosowali na PO to daje akurat te 10%. Więc opłacało się robić ten &#8220;dym&#8221;.<br />
Oczywiście, wiem na pewno, że znaczna część moich homoseksualnych znajomych nie chciała mieć nic wspólnego z żenującymi wygłupami niejakiego Biedronia (wyliczył kiedyś, że po odjęciu wszystkich możliwych zboczeń pozostaje ok. 5% tzw &#8220;normalnych&#8221;) i na żadne wybory nie chodziła w ogóle z przyczyn innych, niż tu poruszane, ale jestem przekonany, że zostało to z nawiązką wyrównane przez &#8220;normalnych&#8221;, których młot propagandy ugodził w narząd myślenia. Mam na myśli tych, którzy całymi rodzinami, z dziećmi, pojawiali się na manifestacjach rzekomych homoseksualistów, jednocześnie zastrzegając skwapliwie, że żadnymi homoseksualistami nie są, tylko chcą zamanifestować swój negatywny stosunek do &#8220;faszyzmu&#8221; i &#8220;kaczorów&#8221;.<br />
Wykorzystanie homoseksualistów jako grupy społecznej ma dwa cele: krótkookresowy – zdobycie władzy, i długookresowy – totalitarne obezwładnienie społeczeństwa poprzez likwidację, ośmieszanie, pozbawianie możliwości działania najważniejszych jego instytucji i poddanie pozostałych pod kontrolę państwa.<br />
Homoseksualiści są częścią społeczeństwa i dlatego na tym tracą, tak jak wszyscy, ale większość z nich jeszcze tego nie dostrzega. I niczym się w tym nie różnią od „normalnych”.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>

<!-- Dynamic Page Served (once) in 0.261 seconds -->
