Najwyższy CZAS! Pismo konserwatywno - liberalne. Serwis internetowy.

E-wydanie | Prenumerata | Księgarnia

Nowy dział w księgarni NCZ! Systematycznie uzupełniane recenzje prawicowych książek autorstwa Korwina Mikke, Zarzecznego, Sommera i innych (kliknij tutaj)!

25/10/2007, 3:08. Kategorie: ekologia

Ekologiczna energia

Miroslaw Blach »

Polaków czekają w najbliższym czasie większe rachunki za prąd. Zawdzięczamy to naszemu wejściu do Unii i podpisanemu traktatowi akcesyjnemu wymagającemu od nas rosnącej produkcji, drogiego, bo “ekologicznego” prądu z surowców odnawialnych.

W 2004 roku Lasy Państwowe zafundowały papierniom i zakładom przemysłu drzewnego 15-procentową podwyżkę. W 2005 r. zaproponowały podwyżkę rzędu 30-40%, ale ostatecznie prywatne papiernie wynegocjowały podwyżki rzędu 17-18%. Rosnące ceny wręcz zniechęcają inwestorów do rozbudowy i zwiększania zatrudnienia w swych papierniach oraz fabrykach płyt wiórowych i meblowych. Dochodzi do sytuacji absurdalnych – 15 grudnia 2004 roku firma Kronospan ze Szczecinka zatrzymała jedną z swych głównych linii produkcyjnych płyt wiórowych z powodu braku surowca! Tymczasem firma ta zainwestowała w Polsce miliard dolarów, tworząc 2 tys. miejsc pracy! Kronospan i inny producent płyt wiórowych Pfleiderer Grajewo od tego momentu zaczęli poważnie rozglądać się za przeniesieniem produkcji z Polski np. na Litwę. Zabrakło nie desek ze stuletnich dębów, tylko dostaw odpadów drzewnych do produkcji płyt wiórowych. Dlaczego i co to ma wspólnego z produkcją prądu?

Kiedy rozum śpi, budzi się ekologia

Jedna z największych papierni wybudowanych w Polsce przez zagranicznego inwestora – International Paper w Kwidzynie – oceniała, iż w 2005 roku zabraknie jej do produkcji 300 tys. m3 drewna. Tymczasem tylko jedna Elektrownia Połaniec w 2005 roku otrzymała z Lasów Państwowych dostawę 400 tys. m3 drewna, czyli o 42% więcej niż rok wcześniej! Elektrownia Połaniec płaciła za metr drewna 90 zł, a papiernie tylko 71 zł. W PRL-u takie działanie, gdzie drewno zamiast do produkcji trafia na podpałkę, nazwano by sabotażem.

Niestety, teraz ktoś pod nogi kapitalistów rzuca, a raczej zabiera im – kłody drewna.
Dlaczego elektrownie wykupują drewno, windując jego ceny w górę?

Przecież mogą taniej produkować prąd, kupując polski węgiel – jednocześnie ratując przed widmem plajty nasze kopalnie i ocalając jakże wiele miejsc pracy w tym sektorze lub produkować prąd jeszcze taniej, kupując tańszy węgiel na Ukrainie czy w odkrywkowych kopalniach Australii. Wyjaśnienie jest tyleż banalne, co europejskie. Polski rząd zgodnie z unijną dyrektywą o odnawialnej energii podpisał w traktacie akcesyjnym, że polskie elektrownie mają takiej “czystej” energii produkować określoną ilość – w 2012 roku ma to być 7,5%. Procenty na kolejne lata, aż do osiągnięcia docelowej wysokości 7,5% wyznacza swym rozporządzeniem minister gospodarki – w 2005 roku było to 3,1%, w 2006 roku jest już 3,6%. Oczywiście ustalenia z traktatu akcesyjnego mogą się zmienić i Unia może spróbować zmusić nas do podniesienia procentów produkowanego w Polsce “eko”-prądu. Wszak Unia już dawno przyjęła dyrektywę, iż w 2010 roku 12% energii powinno pochodzić z odnawialnych źródeł. Pytanie, czy Polska po pojawieniu się nacisków z Brukseli, by stawki produkcji “eko” prądu wyrównać, zgodzi się na taki dyktat? By było śmieszniej, poza elektrowniami wiatrowymi czy wodnymi – za czystą, odnawialną energię uznaje się w Polsce również tę wyprodukowaną ze spalania drewna! I dlatego drewno zamiast do stolarni i papierni wędruje do pieca! Za nie wyprodukowanie określonego procenta czystej energii grożą kary w wysokości dwukrotnej ceny ekologicznej energii, której dana elektrownia nie wyprodukowała! Rosnące ceny najniższego asortymentu drewna wpływają na podwyżki lepszych jego gatunków, co uderza już w polski przemysł meblarski. W dalszej perspektywie grozi to utratą konkurencyjności naszych mebli na europejskim rynku – a przypomnijmy, że obecny rząd bardzo się chwali wzrostem eksportu w tym asortymencie. Dlatego branża drzewna stara się przekonać Ministerstwo Gospodarki, by zmieniło swe rozporządzenie, wykreślając z niego drewno jako materiał do produkcji odnawialnej energii. Na razie starania te nie przynoszą rezultatów i trochę przypomina to dialog “dziada z obrazem”.

Euro don Kichot i wiatraki postępu

Procentowa ilość “eko”-energii, jaka ma być w Polsce produkowana, jest tak duża, iż do jej produkcji w 2012 roku nie starczyłoby całości pozyskiwanego drewna w naszym kraju. Dlatego na polskich polach jak grzyby po deszczu wyrastają wiatraki i “farmy wiatrowe”. Oczywiście cena wyprodukowania “darmowej” energii z wiatru jest znacznie wyższa od tej wyprodukowanej dzięki spalaniu węgla kamiennego czy nawet spalaniu drewna. Dlatego nasze elektrownie, choć zmuszone dyrektywą Unii i naszym traktatem akcesyjnym, wolą “eko”-prąd produkować, spalając drewno albo kupując prąd z tamy we Włocławku. Niebawem te możliwości się skończą i by nadążyć za rosnącymi procentami “eko”-energii, polskie elektrownie konwencjonalne zmuszone zostaną do zakupów jeszcze droższego prądu z wiatraków. Pod te europejskie regulacje już w naszym kraju rosną “farmy wiatrowe”. Największe z nich stoją nad Zalewem Szczecińskim w Zagórzu o mocy 450 000 kW i na Pomorzu Zachodnim w Cisowie – 162 000 kW. Natomiast najbliższe nam wiatraki stoją pod Babią Górą w Zawoi – 160 kW oraz pod Warszawą w Rembertowie – 250 kW.

Oczywiście zakupy drogiego prądu wiatrowego elektrownie wliczą w cenę sprzedawanego nam prądu. Eurofilom to nie przeszkadza. W Niemczech już obecnie jest ponad 16 tys. wiatraków, a budowane są wciąż następne. W Europie najwyższy, bo 18-procentowy udział wiatraków w produkcji elektryczności jest w Danii. Jak podaje American Wind Energy Association, ponad 70% światowej energii z wiatru wytwarza się właśnie w Europie.

Nawet jednak w zlewaczonych Niemczech pojawia się głos rozsądku. W 2005 roku niemiecki tygodnik “Der Spiegel” stwierdził, iż sen o przyjaznej środowisku energii z wiatraków zamienia się w dotowaną z kasy państwa dewastację krajobrazu. Tak się składa, iż największe wiatry są w miejscach o najładniejszych krajobrazach. Wysokie na ponad 100 metrów wiatraki zabijają ptaki. W Szkocji giną będące pod ochroną orły i sokoły. To jeszcze nic. W słoneczne dni rzucane przez łopaty wirników cienie powodują u okolicznych mieszkańców zakłócenie pracy błędnika. Natomiast pod samym wiatrakiem dużej mocy, hałas wywołany ruchem śmigieł dochodzi nawet do 100 decybeli, co w dłuższym okresie czasu jest szkodliwe dla zdrowia ludzi. Znając stosowanie prawa w Polsce, posiadacze nieruchomości na wietrznych obszarach mogą pewnego dnia obudzić się, słysząc hałas wiatraków postawionych na pobliskim polu, dostać od rzucanych cieni oczopląsu, a w sądzie usłyszeć, iż ich twierdzenia o dewastacji krajobrazu i spadku wartości nieruchomości to antyunijne gderanie, bo przecież wiatraki są “eko” i nie zanieczyszczają środowiska! Natomiast dla Polski pomysły brukselskich zielonych na produkcję “eko”-prądu oznaczają drogi prąd i zamykanie fabryk oraz kopalń. Najwyraźniej nie tylko z Brukseli, ale i z ul. Wiejskiej w Warszawie problemu tego nie widać.

Tak jak nie widać ponad 10procentowego wzrostu w Chinach, napędzanego prądem produkowanym głównie z węgla kamiennego.

1 komentarz

  1. Autor nie ma pojęcia o zapotrzebowaniu na energię w Polsce więc nie powinien pisać artykułów na tematy energetyczne. Żenada typowa dla dziennikarzy. Do szkoły nieuki.

Skomentuj

Użyteczne tagi:

<a href="adres strony www"> link </a>
<blockquote> "cytat" </blockquote>
<code> kod </code>
<i> italic </i>
<strong> pogrubienie </strong>