Najwyższy CZAS! Pismo konserwatywno - liberalne. Serwis internetowy.

E-wydanie | Prenumerata | Księgarnia

Nowy dział w księgarni NCZ! Systematycznie uzupełniane recenzje prawicowych książek autorstwa Korwina Mikke, Zarzecznego, Sommera i innych (kliknij tutaj)!

25/10/2007, 3:42. Kategorie: ekologia

Świat po Kioto – ekologiczne kłamstwa

Tomasz Teluk »

Są już pierwsze efekty ekologicznej paranoi zbudowanej na „największym kłamstwie w historii ludzkości“ – jak naukowcy określają bajki o efekcie cieplarnianym. To dopiero początek zabiegów fanatycznych zwolenników ochrony środowiska, zmierzających do zniszczenia cywilizacji przemysłowej.

Według „Rzeczpospolitej“,Komisja Europejska pozwie Polskę do sądu za nieprzestrzeganie ustaleń Protokołu z Kioto. Warszawa nie nadesłała na czas statystyk emisji gazów cieplarnianych. Polacy mieli czas do 15 stycznia. Bruksela wysłała już ostrzeżenie, w którym grozi, że sprawa zostanie skierowana do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Strasburgu. Eksperci ostrzegają, że ekologiczne normy mogą mieć destrukcyjny wpływ na rodzimą gospodarkę.

Unia Europejska usilnie pracuje nad eksportem swojej impotencji. Po 2010 r., gdy przestaną obowiązywać ustalenia z Kioto, biurokraci wymyślili największy centralny plan w historii ludzkości: strategię post-Kioto. W myśl planu 45-letniego do 2050 r. emisja dwutlenku węgla na świecie ma zmniejszyć się nawet o 80 proc.!

Bruksela zamiast na rozwój gospodarczy stawia na cywilizacyjny regres. W miejsce wzrostu ekonomicznego proponuje, aby inne kraje świata, podobnie jak Unia, weszły na drogę gospodarczej stagnacji. Brukselscy urzędnicy próbują nakłonić konkurentów, aby w imię ochrony środowiska, zgodzili się na spowolnienie rozwoju. Tymczasem klimatolodzy śmieją się z ekologicznej propagandy. Do końca wieku emisja gazów cieplarnianych zwiększy się dwukrotnie. Nowa sytuacja nie zaszkodzi naszej planecie, lecz wyłącznie państwom Unii Europejskiej. Już za kilkanaście lat Chiny oraz Indie zostawią malkontentów ze Starego Kontynentu daleko w tyle.

ANTEK BLAIR – ODKRYWCA

W połowie marca br. w Londynie odbyło się spotkanie ministrów środowiska z ośmiu najbogatszych państw świata. Nie byłoby w tym nic dziwnego, że debata odbyła się pod auspicjami grupy G8, która do tej pory nie zajmowała się tematami z pogranicza geografii i meteorologii. Fakt, iż nawet na najwyższych szczytach władzy rozmawia się poważnie o „globalnym ociepleniu“ świadczy, że ekologiczna histeria ogarnęła cały świat. – Blair próbuje połączyć kwestię rozwoju Afryki ze zmianami klimatu w jeden wielki neosocjalistyczny plan działań – relacjonuje Henryk Rasmussen z amerykańskiego instytutu TechCentralStation.
Brytyjczycy zainicjowali strategię samobiczowania Europy. Przemawiający z ramienia rządu brytyjskiego Gordon Brown dopuścił się nawet do stwierdzenia, że w wyniku „globalnego ocieplenia“ spowodowanego przez kraje uprzemysłowione cierpią biedne państwa Czarnej Afryki. Innymi słowy, Brown zrzucił odpowiedzialność za biedę w krajach Trzeciego Świata na zjawisko, którego istnienie podważają naukowcy.

Wtórował mu Antek Blair, który przekonywał, że to zmiany klimatu nie pozwalają rozwijać się Afryce i dlatego należy powstrzymać „globalne ocieplenie“. Blair wśród destrukcyjnych skutków zanieczyszczania środowiska przez przemysł wymienił m.in.: wysychanie rzek w Afryce, zniszczenia lasów tropikalnych oraz pustynnienie obszarów uprawnych.

Europejscy socjaliści i ekologowie chyba po raz pierwszy w historii obrad grupy G8 są zachwyceni! PoŚwiat wołana przez Blaira Komisja ds. Afryki udostępniła raport, z którego wynika, że 8 najbogatszych krajów świata, emitujących łącznie 40% szkodliwych zanieczyszczeń, powinno podzielić się odpowiedzialnością za niedorozwój Trzeciego Świata.

SYZYFOWE PRACE

Równolegle, niespełna miesiąc po wejściu w życie ustaleń Protokołu z Kioto, ministrowie środowiska krajów Unii Europejskiej zaproponowali strategię post-Kioto. Widocznie założenia protokołu, według którego od 2008-2012 r. emisja gazów cieplarnianych ma zmniejszyć się o 5,2 proc. w porównaniu do poziomu z 1990 r., okazały się mało radykalne. Ministrowie wspierani przez lobby ekologiczne i europejskie partie zielonych postanowili zaostrzyć walkę z przemysłem, kapitalizmem i cywilizacją. W miejsce planu 5-letniego proponują więc plan 45-letni, który ma przynieść rewolucję w globalnej gospodarce.

Tylko mianem rewolucyjnego można określić postulat zmniejszenia o 4/5 wydalania zanieczyszczeń na świecie. Żeby dostosować gospodarkę do tego najbardziej śmiałego centralnego planu od czasu upadku sowieckiego komunizmu, zakładającego redukcję emisji zanieczyszczeń w przedziale 15-30 proc. od wygaśnięcia zobowiązań z Kioto w 2012 r. do 2020 r., a następnie od 60-80 proc. do 2050 r., należałoby nie tylko zatrzymać wszelkie inwestycje przemysłowe, ale przede wszystkim nakazać zamknięcie większości zakładów produkcyjnych na kuli ziemskiej. Zapewne urzędnicy są świadomi, czym skończyłby się ten pomysł – najpewniej globalnym kryzysem i cywilizacyjną zapaścią. Jest szaleństwem dopasowywanie kształtu światowej gospodarki do nierealnych marzeń kilku ekologów.

EKOLOGICZNE KŁAMSTWA

Działalność człowieka nie pozostaje bez wpływu na naturę, jednak kasandrynczne przepowiednie ekologów są wyssane z palca. „Globalne ocieplenie“, „dziura ozonowa“, „topnienie lodowców“ to słowa-klucze lewackiej socjotechniki, za pomocą których manipuluje się zbiorową świadomością oraz wprowadza się regulacje rynku i nowe podatki pod pretekstem ochrony środowiska. Opinię publiczną maltretuje się lękiem przed powodziami, tornadami, tajfunami, trzęsieniami ziemi i tsunami od zarania ludzkości. Katastrofy naturalne mają być odwetem natury, karą za niszczycielską działalność człowieka. Przemilcza się natomiast fakt, że podobne zjawiska występowały w zasadzie zawsze w podobnym natężeniu.

Z raportu wolnorynkowego instytutu Policy Network z Londynu, wynika jasno, że politycy celowo straszą podatników, aby wyciągnąć z ich kieszeni coraz więcej podatków pod pretekstem „ochrony środowiska“. I tak, raport będących na państwowym garnuszku naukowców z Międzyrządowego Panelu o Zmianach Klimatu (organizacji powołanej w 1988 przez Światową Organizację Meteorologiczną i Program Środowiskowy Organizacji Narodów Zjednoczonych), przepowiada globalny wzrost temperatury nawet o 5,8ľC do 2100 r.! Tymczasem według Marcina O/ gerupa, prezydenta Duńskiej Akademii Studiów nad Przyszłością, który zebrał opinie naukowych niezależnych autorytetów z całego świata, mówienie nawet o jednostopniowym wzroście temperatury jest obarczone dużym ryzykiem.

FIASKO CENTRALNEGO PLANOWANIA

Centralne planowanie nie rozwiązało dotychczas żadnego problemu na świecie, a wręcz przeciwnie – w krajach socjalistycznych gospodarka centralnie planowana doprowadziła do spustoszenia środowiska naturalnego na niebywałą skalę. To centralne planowanie a nie kapitalizm powinno być największym wrogiem ekologów. – Emisja gazów cieplarnianych podwoi się do końca stulecia zarówno po uchwaleniu Protokołu z Kioto, jak i bez uchwalenia tego dokumentu – zauważa Robert Balling, dyrektor wydziału meteorologii Uniwersytetu Stanowego Arizony. – Zjawisko jest niezależne od Kioto, lecz związane jest z rozwojem gospodarczym Chin, Indii, Rosji i innych krajów świata – dodaje.

Świat powinien więc skoncentrować się nie na ograniczeniu produkcji przemysłowej, czego chcą sygnatariusze tego kuriozalnego dokumentu, lecz na badaniach i rozwoju takich technologii, dzięki którym zmniejszyłaby się emisja zanieczyszczeń.

Inni naukowcy mówią wprost, że uchwalanie centralnych planów gospodarczych dla kuli ziemskiej to wpuszczanie globalnego komunizmu kuchennymi drzwiami. Gospodarki nie da się zaplanować i doprawdy nikt nie jest w stanie przewidzieć jak będzie wyglądał światowy przemysł za 5, 10, a co dopiero za 45 lat!

RZĄDOWE PRAWO DO TRUCIA

Z ustaleń z Kioto najbardziej cieszą się giełdowi inwestorzy. Zakup uprawnień do emisji dwutlenku węgla zaraz po wprowadzeniu tego instrumentu finansowego okazał się strzałem w dziesiątkę. W miesiąc zapobiegliwi spekulanci mogli zarobić ponad 50% i zważywszy na korektę na światowych rynkach kapitałowych była to nie lada gratka. Właśnie najbardziej kuriozalne brzmią argumenty za protokołem, jakoby wprowadzał on rynkowe reguły gry w sektorze zanieczyszczeń. Protokół ustanawia bowiem apriorycznie prawa własności do emisji trucizn, kuriozum, które nie tylko kłóci się z tradycyjnie rozumianymi prawami własności, ale przypisuje je poszczególnym państwom – czyli tym, którzy mają niewiele wspólnego z emisją gazów (produkowanych przecież głównie przez firmy prywatne).

- Tylko rządy mają prawa do trucia – zauważa Jan Labohm z Holenderskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych. Labohm powątpiewa, że najwięksi emitenci zanieczyszczeń – USA, Chiny, Indie, Meksyk czy Brazylia, znajdując się na ścieżce dynamicznego rozwoju i wykazując rosnące zapotrzebowanie na energię elektryczną (co wpływa na zwiększenie emisji zanieczyszczeń), przystąpią do „planu 45-letniego“ ułożonego przez Unię Europejską, jakichkolwiek argumentów nie używaliby zwolennicy strategii post-Kioto. Należy przypomnieć, że np. Dawid King doradca naukowy rządu brytyjskiego określił zagrożenie ze strony globalnego ocieplenia jako „większe od terroryzmu“, a Jan Hougton, także związany z państwowym establishmentem, porównał globalne ocieplenie do… broni masowego rażenia.

ZAPOMNIEĆ O KIOTO

To kapitalizm, a nie centralne planowanie jest sojusznikiem środowiska naturalnego. Jeśli przywódcy państw świata chcą rzeczywiście zmniejszyć uciążliwość wpływu na środowisko powinni umożliwić rozwój ekologicznych nowoczesnych technologii poprzez zniesienie barier dla biznesu. Po zaakceptowaniu strategii post-Kioto natura może mieć się znacznie gorzej. W wyniku recesji związanej ze zmniejszeniem produkcji przemysłowej spadnie przecież popyt na dobra ekologiczne (zwykle droższe) oraz zmniejszy się ilość wydatków na badania i rozwój.
Konstantyn Gurdgiev z Trinity College w Dublinie i ekspert Policy Institute szacuje, że opodatkowanie emisji dwutlenku węgla, a tak należy rozumieć wprowadzenie w życie założeń z Kioto nie tylko nie przyczyni się do wzrostu inwestycji proekologicznych, ale zostanie przejedzone przez unijną biurokracje. – Koszty administracyjne w krajach członkowskich UE sięgają 55-70 % przychodów budżetowych – uważa Gurdgiev. Prawdopodobnie na uchwaleniu strategii post-Kioto najbardziej zyskają kraje poza wszelką kontrolą społeczności międzynarodowej, gdyż tam zostanie przerzucana najbardziej szkodliwa dla środowiska produkcja

Skomentuj

Użyteczne tagi:

<a href="adres strony www"> link </a>
<blockquote> "cytat" </blockquote>
<code> kod </code>
<i> italic </i>
<strong> pogrubienie </strong>