Medyczny establishment to prawdopodobnie główny beneficjant przedłużającego się kryzysu politycznego w Polsce. Realizacja strategii przesuwania reformy służby zdrowia w nieskończoność jest na rękę tym, którzy żerują na bezradności pacjentów.
Służba zdrowia to jeden z najbardziej skorumpowanych sektorów gospodarki. Nic dziwnego - utrzymujący się monopol państwa w tej dziedzinie sprzyja utrzymywaniu patologii znanych z czasów realnego socjalizmu. Ostatnio jesteśmy świadkami desperackiej reanimacji sektora zdrowotnego na koszt nigdy nie spłaconych kredytów i zobowiązań przechodzących ze świadczeniodawcy na podatnika.
Wspólne interesy w służbie zdrowia łączą się interesy wielu grup społecznych: lekarzy, pielęgniarek, aptekarzy, firm farmaceutycznych, urzędników, ale także polityków i dziennikarzy. Najsłabszym ogniwem i najbardziej wyzyskiwanym elementem systemu jest pacjent. Lekarze domagają się płacy minimalnej, pielęgniarki - gwarancji zatrudnienia, aptekarze - urzędowych cen na leki, firmy farmaceutyczne - coraz większych refundacji, a politycy, urzędnicy i dziennikarze - coraz większych pieniędzy dla systemu.
W grudniu zeszłego roku powstała nawet koalicja “Teraz zdrowie”, gdzie cała ta klika ma tylko jeden postulat (skierowany oczywiście do polityków): zwiększenie wydatków na ochronę zdrowia do magicznego poziomu 6 proc. produktu krajowego brutto, czyli do 20 mld złotych rocznie. Wtedy postulaty “solidaryzmu społecznego” ziszczą się w mgnieniu oka.
Ponieważ regularne oglądanie telewizyjnych programów informacyjnych jest dla mnie nowością, jestem zaszokowany praniem mózgów, które fundują telewidzom największe stacje. Podstawowym przesłaniem, które niesie za sobą telewizyjny przekaz, jest: służba zdrowia funkcjonuje źle, a dlatego źle, bo ma zbyt mało pieniędzy. Więc jeśli budżetowych pieniędzy będzie więcej, to w służbie zdrowia będzie lepiej. Całość okrasza się ckliwymi materiałami o biednych, chorych dzieciach, którym przecież tylko ktoś bezduszny odmówiłby należnej pomocy.
Prym w tej degrengoladzie wiodą “Fakty” stacji TVN, więc nic dziwnego, że w końcu specjalizujący się w tematyce redaktor Marek Nowicki za wybitne zasługi w prezentowaniu problemów ochrony zdrowia otrzymał pod koniec zeszłego roku nagrodę od samego ministra zdrowia, prof. Zbigniewa Religi. Przyłączam się więc do apelu Janka Fijora, że jeśli redakcja TVN uważa, że problemem jest wyłącznie brak pieniędzy, niech pan Nowicki, wespół z prezesem Walterem, zaczną dokładać do terapii biednych dzieci z własnych kieszeni i może wówczas przejrzą na oczy.
Medyczny establishment wywiera duży nacisk na media. Nic dziwnego, wiele medycznych firm jest trwale związanych z politykami, o czym mogą świadczyć np. interesy Mariusza Łapińskiego i Aleksandra Naumanna - uważa dr Adam Sandauer, prezes Stowarzyszenia Pacjentów “Primum non nocere”.
Pacjenci, którzy korzystają z farmakoterapii, płacą ludzki koszt kontroli cen leków przez państwo. Wielu nie stać na zakup leków, inni mają ograniczony dostęp do nowoczesnej medycyny, a jeszcze inni po prostu tracą zdrowie i życie, bo brakuje im jednego i drugiego. Rynek leków w Polsce był wart w 2005 r. 17,3 mld złotych, i jak podała firma IMS, rośnie w tempie 7,2 proc. rocznie. Podobne dane podaje firma PharmaExpert, szacując zeszłoroczne obroty aptek na 19 mld zł i przewidując na ten rok dalszy wzrost o 6,2 proc.
Nic więc dziwnego, że firmy farmaceutyczne są ważnym graczem na rynku. Nie jest też tajemnicą, że dla wielu z nich państwowy system refundacji to żyła złota i za wszelką cenę będą starały się go utrzymać. Powołują się często na zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia, która uważa, że pacjent powinien bezpośrednio PARTYCYPOWAĆ PRZY ZAKUPIE LEKU W 50 proc., tymczasem wskaźnik w Polsce wynosi aż 68 proc. Z punktu widzenia ekonomicznego jest to oczywiście czysta głupota, bowiem kto pokrywa pozostałą część? Oczywiście za pośrednictwem budżetu - pacjent.
Na wielu konferencjach o służbie zdrowia, w których uczestniczę, najważniejszą postacią, przed którą biją czołem wszyscy zgromadzeni, jest facet odpowiedzialny za rejestrację leków i wciąganie ich na listy preparatów refundowanych. Pewnie to nie przypadek, że physis takiego osobnika jest wysoce niesympatyczna i już na pierwszy rzut oka budzi podejrzenie o nieszczerość intencji.
Dlatego jedyną szansą dla pacjentów jest rozbicie tego układu uzależnień urzędników i firm farmaceutycznych i wprowadzenie wolnej konkurencji w tym sektorze. Niestety, trudno będzie znaleźć sojuszników w tej kwestii. Niedawno Adam Kleszczewski, prezes Polskiego Holdingu Farmaceutycznego, w wywiadzie dla “Gazety Polskiej” wyznał z rozbrajającą szczerością, że polskie specyfiki przegrywają z zagranicznymi, bo “nasze ministerstwo nie zastosowało w stosunku do polskich koncernów pięcioletniego okresu ochronnego”.
Rzeczywista diagnoza jest zgoła inna. Polskie firmy zbyt mało inwestują w badania, rozwój oraz innowacje. Patologię pogrąża korupcjogenny system refundacji. Rodzime przedsiębiorstwa powinny zatem nie odwoływać się do patriotyzmu konsumenckiego, lecz starać się wzmocnić konkurencyjność swoich produktów.
Konkurencyjność na rynku leków sprzedawanych na receptę jest znacznie ograniczona w UE. Zakaz reklamy kierowanej bezpośrednio do pacjenta wymusza stosowanie zabiegów promocyjnych w stosunku do urzędników i lekarzy. Wskutek tego pacjenci są ciemną masą pozbawioną podstawowego dostępu do informacji medycznej. Ich wiedza o zdrowiu w każdym z krajów Europy jest zastraszająco niska.
Przeciwnicy wolnej reklamy leków Rx najczęściej powołują się na niebezpieczeństwo samoleczenia, tak jakby chory mógł samodzielnie wypisywać recepty - bądź sięgają do argumentu estetycznego, przywołując przykłady reklam OTC, które zaliczają do kategorii “ogłupiających”. Rzeczywiście, niedobrze robi się, oglądając bzdury, które sugerują, że każde schorzenie leczy się środkiem przeciwbólowym.
Niemniej rozwinięty rynek reklamy potrafi rozwinąć mechanizmy samoregulacyjne. Dlatego trudno spodziewać się agresywnej reklamy w analogicznym stylu w przypadku preparatów specjalistycznych. Nie zmienia to faktu, że we współczesnym świecie telewizja jest dla wielu podstawowym źródłem jakichkolwiek informacji i można nad tym faktem tylko ubolewać.
Zupełnie inaczej ma się kwestia informacji publikowanej w Internecie. Skoro w globalnej sieci możemy znaleźć każdą informację, także tę inkryminowaną, dlaczego chorzy mają być pacjentami gorszej kategorii, wyłączonymi z możliwości wyszukania ważnych z ich punktu widzenia informacji?
Mowa szczególnie o tych, których zdrowie zależy od innowacyjnych preparatów, np. pacjenci oddziałów zakaźnych czy onkologicznych. Czy w ogóle cenzurowanie internetu jest możliwe? Czy cenzurowanie wiedzy dążącej do poprawy ludzkiego zdrowia i życia jest moralne? - Pacjenci radzą sobie z blokadą informacyjną w internecie, podając się za lekarzy - uważa dr Sandauer.
Nad podobnymi dylematami zastanawiają się politycy w Brukseli. Komisja Europejska już raz ugięła się pod żądaniami pacjentów i przedstawiła projekt reformy drakońskich, cenzorskich przepisów. Jednak inicjatywa została storpedowana przez unioparlamentarzystów.
Obecnie wiceprzewodniczący KE Guntram Verheugen wysunął projekt tworzenia europejskich baz danych o lekach i schorzeniach powszechnie dostępnych dla mieszkańców krajów należących do UE. Jest to oczywiście krok w dobrym kierunku - im więcej wiedzy dostępnej dla pacjentów, tym lepiej - ale kontrowersyjny i niewystarczający. Dlaczego o dostępie do informacji znów decydujący głos mają mieć urzędnicy?
Guntram Verheugen powołuje się na opinię Europejskiej Federacji Przemysłów i Stowarzyszeń Farmaceutycznych (EFPIA), twierdząc, że “przemysł innowacyjny reprezentowany przez EFPIA, wyraził się jasno, że [reklama kierowana bezpośrednio do pacjenta] nie jest właściwą i pożądaną praktyką w Europie”, która wydaje się dość dziwna.
Stanowisko wiceprzewodniczącego KE można traktować jako wymówkę do zaniechania prac nad dalszą liberalizacją polityki wobec informacji medycznej. “Miękkie” stanowisko EFPIA sugeruje, że utrzymanie socjalistycznych systemów refundacji leków jest po prostu na rękę wielu firm farmaceutycznych.
Właśnie z tą patologią trzeba walczyć, dlatego uważam za konieczne zbadanie, którym konkretnie firmom zależy na zachowaniu obecnego systemu. Mam tu podejrzenie, że tym najbardziej spowinowaconymi, z politykami, produkującym podróbki i nieprzygotowanymi do konkurencji. Natomiast firmy innowacyjne nie powinny bać się wolnego rynku, który jest ojcem ich sukcesu, a to przecież im, a nie imitatorom pacjenci zawdzięczają poprawę swojego stanu od czasów, kiedy można było o zdrowiu tylko pomarzyć.
Autor jest komentatorem TCSDaily.com i ekspertem Centre for the New Europe
Gminy naruszają zasady konkurencji monopolistycznej. Przejawia się to m.in. w wywozie odpadów, odprowadzaniu ścieków, dostawie wody, a nawet w usługach pogrzebowych - poinformował w Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). [nice_download]UOKiK podał, że gminy występują w podwójnej roli: z jednej strony… 8 komentarzy
Nicolas Sarkozy planuje wprowadzić dodatkowy podatek na dochody z inwestycji, aby w ten sposób zdobyć fundusze na projekty, których celem jest przywrócenie bezrobotnych rynkowi pracy. [nice_link]1-procentowy podatek, który Sarkozy nazwał “aktywnym dochodem solidarnościowym”, ma zostać nałożony na dochody m.in. z… 28 komentarzy
Sekretarz ds. praw człowieka zapowiedziała, że przedstawi projekt deklaracji ONZ mający na celu legalizację sodomii – donosi portal LifeSiteNews.com. Wykorzystując swoją prezydencję w Unii Europejskiej Francja zamierza naciskać na państwa ONZ, by zajęły one stanowisko przychylne homoseksualistom. Yade będzie przemawiać w… 24 komentarzy
Satelity szpiegowskie będą mogły analizować ludzkie cienie rzucane na ziemię. Po co? W celu zidentyfikowania terrorystów - pisze “The Daily Telegraph”. Może to pomóc w wytropieniu, schwytaniu bądź zabiciu terrorystów, na przykład Osamy ibn Ladena. [nice_alert]Analizowany ma być pojedynczy ruch -… 10 komentarzy
Aministracja państwowa w Polsce “wyprodukowała” 400 strategii. Nieaktualnych jest 146 z nich, a 140 ocenia się jako nieprzydatne - pisze “Parkiet”. Takie dane podaje Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, które zebrało je na potrzeby usprawnienia procesu wydawania unijnych funduszy. Resort proponuje utworzenie komitetu… 14 komentarzy
Urzędnicy Ministerstwa Środowiska, byli pracownicy oraz ich dzieci mieszkają za darmo w 61 mieszkaniach należących do Skarbu Państwa – dowiedział się „Wprost”. [nice_info]Chodzi o mieszkania znajdujące się przy ul. Mikołaja Reja na warszawskiej Ochocie. W tym samym budynku mieści się siedziba… 19 komentarzy
Oprócz oficjalnych spotów internet zalała fala amatorskich produkcji oraz filmów tylko stylizowanych na amatorskie. Ich cechą wspólną jest to, że starają się ośmieszać kandydujących polityków. Prezentujemy kilka najpopularniejszych filmów “prezydenckich” dostępnych na YouTube’ie i przypominamy parodie z rodzimego podwórka. [nice_download]Złośliwy “hymn”… 2 komentarzy
MSWiA planuje wprowadzenie dowodów z zakodowanymi danymi biometrycznymi. Nowy dokument będzie mieć zakodowane dane biometryczne, umożliwiające niezawodną identyfikację, oraz nasz elektroniczny podpis, dzięki któremu tożsamość będzie można potwierdzić w sieci. Całość operacji ma kosztować 370 mln zł, w tym 85 proc.… 35 komentarzy
23 Października 2007 o 22:12
Drogi Panie, niech Pan mnie, lekarza, do UPR nie zraża (tak się składa że jestem od dobrych paru lat wewn. systemu OZ. i nie zauważyłem tego olbrzymiego wpływu lekarzy na jego funkcjonowanie. Wiekszość z nas jest trybikami w machinie, której zasady działania ustala zupełnie ktoś inny - począwszy od powiatowego szpitaliku o którym decyduja kompletnie nie znajacy się na rzeczy ludzie, ale za to połączeni siecią biznesowo-polityczną, często nie potrafiący poprawnie wypowiedzieć zdania po polsku - tak jest w moim mieście - po MZ, gdzie szefem był do tej pory Religa, ale niech Pan wierzy - profesora od szeregowego lekarza dzielą lata świetlne… Moim zdaniem w Polsce najsilniejsze są: Lobby Korupcyjno-Krętackie oraz Lobby Tępych Głów)/
Mimo wszystko pozdrawiam
Piotr Maksimiuk, członek Białej Mafii i od 17 lat zwolennik UPR.
23 Października 2007 o 22:15
PS. Czy w skład medycznego establishmentu (wym. establiszmentu) wchodzą wszyscy lekarze, czy tylko niektórzy? Nie wiem jak mam o sobie myslec.
PM.
8 Listopada 2007 o 16:00
Nawet zgodzę się z panem lekarzem. W wielkim skrócie również wyodrębniłbym trzy grupy: normalnych, łapówkarzy- krętaczy i miernych. Wszystko opieram tylko na moich osobistych kontaktach ze “służbą chorych”. Jaka jest wielkość procentowa tych grup, nie mnie oceniać /brak danych/. Obawiam się tylko, że kiedy zachoruję poważnie nie będę miał do kogo zwrócić się po pomoc. Kiedy ojciec umierał na raka, nie wiem do dziś, czy sprawa była beznadziejna, czy profesorek czekał na odpowiednie “zadośćuczynienie”. Kompletnie nie mam do lekarzy zaufania…Przy drobnych niedomaganiach wystarczy aptekarz, przy poważnych grabarz.
20 Czerwca 2008 o 17:04
Pisze trochę późno ale w zupełności potwierdzam “Teraz Zdrowie” powstało aby wycisnac z Polaków 70 mld rocznie !
Nie wiem czy wiecie jaki był główny problem podaczas planowania (akcja była planowana na 3 lata liczone od powstania witryny TerazZdrowie nie pamiętam ale to miało być 10 lutego)? jaki był problem Koalicji TerazZdrowie? Otóż tym problemem był jak zmusić lekarzy do strajku - za wzór stawiano pielęgniarki, które karnie robiły zawsze 100 %.
Sponsorem tej akcji były 2 firmy farmaceutyczne.
co dziwne pisałam o tym do różnych naszych służb i NIC!