Żadnego kompromisu. Nigdy. Jak się wierzy w słuszność swojej sprawy, trzeba za nią polec, najlepiej powoli: – Morrer, mas devagar! – rozkazał swoim rycerzom Król Portugalii Dom Sebastian. Bili się do ostatniego w krucjacie sprzymierzeni z marokańską dynastią muzułmańską, której zagrażało Imperium Ottomańskie. Był rok Pański 1578. Prawie 500 lat potem pozornie podobnej rady udziela tradycjonalistycznym monarchistom guru reakcji polskiej młodej generacji Jacek Bartyzel. Pozornie podobną, bowiem nie karze on nikomu popełnić zbiorowego samobójstwa. Nie ma takiej potrzeby. Bartyzel proponuje natomiast długi marsz bez kompromisów.
Marsz przez kulturę, a nie przez instytucje. Pamiętam, jak rozmawiałem kiedyś z Annette Kirk – wdową po Russellu Kirku, amerykańskim myślicielu konserwatywnym
– która stwierdziła, że możemy wygrać z lewakami, o ile będziemy mieli 10 Chestertonów, siedmiu Bellocków i co najmniej pięciu Evelynów Waugh. To właśnie radzi Bartyzel. Najpierw potrzeba mistrzów poetyckiej wyobraźni, potem getta reakcyjnego, a następnie kadr do marszu przez instytucje. Wtedy można wpływać na rzeczywistość. W praktyce ma być tak: „szczególnie ważny odcinek linii frontu pomiędzy Rewolucją a Kontrrewolucją biegnie teraz przez sferę wychowania i edukacji, toteż na czoło zadań prawicy wysuwa się obrona rodziny, wolnej szkoły i wspólnot lokalnych przed totalitaryzmem państwa i państwowej, a liberalnej w treści “edukacji” (str. 136).
Jest więc dysonans między proponowaną praktyką a tytułem książki – „»Umierać, ale powoli!«. O monarchistycznej i katolickiej kontrrewolucji w krajach romańskich 1815-2000” (Kraków, Arcana, 2002). Nie chodzi o umieranie, ale o przetrwanie. Bartyzel jest przy tym realistą. „Powiedzmy otwarcie: Kontrrewolucja przegrała ostatecznie wszystkie bitwy, jakie dotąd stoczyła, a ze Starej Europy nie pozostał kamień na kamieniu” (str. 24). Doradza, aby – mimo że reakcja jest w stanie agonalnym – cierpliwie walczyć bez kompromisu. „Nie należy ani angażować się w jałową i zawsze demoralizującą demokratyczną grę pozorów, ani udzielać niewczesnego poparcia niejasnym co do ostatecznych intencji dyktaturom in spe, tylko rozwijać wytrwale rojalistyczną ofensywę intelektualną, nie oglądając się na perypetie sezonowych republik” (str. 945). A kto ma walczyć? Elita. „Chodzi naturalnie o elitę, która jest arystokracją w etymologicznym, ontologicznym i etycznym jednocześnie sensie tego słowa: prawdziwych aristoi, tj. rzeczywiście najlepszych” (str. 590). Bartyzel wpisuje się w wielką tradycję pesymistyczną Zachodu. A konserwatysta powinien być pesymistą na krótką metę, a optymistą na długą. Bo wiemy, jak to się wszystko skończy. Przecież obiecane było nam, że bramy piekielne nie przemogą Królestwa Niebieskiego. To, że wiemy, iż nasze będzie zwycięstwo, nie znaczy, że mamy osiąść na laurach czy też być pasywnymi obserwatorami. To byłoby raczej po buddyjsku.
W cywilizacji łacińskiej, chrześcijańskiej mamy obowiązek stale walczyć – „To fight the Good Fight”. Bez względu na to, czy tym razem zwyciężymy, czy zatriumfują Siły Zła. W tej walce Bartyzel chce być Nieskazitelnym Mędrcem, Strażnikiem Płomienia Rojalistycznej Reakcji, zapładniającym intelektualnie nowe pokolenia, ale skazujący się na życie poza nawiasem: „podejmować współpracę z gazetą monarchistyczną, kiedy republika jest w zenicie stabilności i zadufania, znaczy skazywać się na margines, na życie w antykwariacie z zaułka; żyć poza nurtem realnego życia; wiedzieć, że będzie się czytanym co najwyżej (…) przez kilkadziesiąt wymierających (…) rodzin arystokratycznych” (str. 497). Bartyzel pociesza się jednak, że „wielkie idee są zawsze dziełem jednostkowego geniuszu, wydobywanym z głębin jaźni duchów świetlistych, widzących więcej i patrzących dalej niż ich najbliższe, choćby i podobnie myślące otoczenie” (str. 444).
Rozumiem konieczność istnienia Nieskazitelnego Mędrca. Bo wzorzec niepokalany musi gdzieś istnieć, funkcjonować. Ale samo utrzymywanie wzorca to nie dosyć. Wynika z niego jedynie „reakcja” na zewnętrzne bodźce. W polityce (odwrotnie niż w kulturze) istnieje konieczność bezwzględnego dostosowania się do ducha czasu. Inaczej nie istnieje się. Na przykład mówił mi w swoim czasie Erik Maria Ritter von Kuehnelt- Leddihn, że za swoich młodych lat kochał całym sercem gospodarkę agrarną jako jedyną zsynchronizowaną z Bogiem i jego naturą. Ritter von Kuehnelt - Leddhin, habsburski lojalista, zmienił zdanie pod wpływem swych doświadczeń
z międzynarodowym i narodowym socjalizmem. Zdecydował, że zaiste gospodarka agrarna jest najpiękniejsza, ale tylko wolny rynek może nas obronić przed totalitarnym państwem opiekuńczym socjalliberalizmuczy komunizmu. Ale jest różnica między nazizmem i komunizmem z jednej strony a liberalizmem z drugiej. Jak stwierdził Jacek Bartyzel: „Chociaż indywidualizm liberalny jest tak samo perwersyjny jak kolektywizm typu sowieckiego czy nazistowskiego, zachodzi mimo wszystko jedna różnica pomiędzy oboma typami reżimów. System kolektywistyczny jest bowiem obligatoryjnie niemoralny, gdyż nie pozwala jednostce czynić niczego, co nie
byłoby zbrodnią, natomiast system liberalny zostawia jej wolność do popełnienia lub niepopełnienia zbrodni, dokonania wolnego wyboru pomiędzy uczciwością, a
nieuczciwością; jest zatem »jedynie« amoralny. W tym sensie liberalizm stanowi mniejsze zło niż totalitaryzm [wytłuszczenia w oryginale]” (str. 971 n. 367). Czyli liberalizm daje nam wolność wyboru, której odmówił nam socjalizm totalitarny. To bardzo dużo. Mamy znacznie większe pole manewru w liberalizmie.
Autor zajmująco prowadzi nas przez ukryty świat monarchistycznych działaczy, środowisk, pism, organizacji i partii. Przypomina wielu myślicieli, wśród nich tych, których myśl pozornie ma małe zastosowanie w naszych czasach, jak Joseph de Maistre czy Donoso Cortés („prawdziwy reakcjonista przyszłości, wizjoner porządku nie danego, lecz zadanego do zbudowania od podstaw na gruzach, po apokalipsie już spełnionej, a jednocześnie postępującej” [wytłuszczenia w oryginale] – str. 358-359), ale też takich, których przesłanie brzmi całkiem współcześnie, jak np. Frédéric de La Play (1806-1882), który głosił, że „zło społeczne ma swoje źródło nie w pauperyzmie – gdyż ubóstwo to skutek, a nie przyczyna – lecz w kryzysie rodziny w indywidualistycznym społeczeństwie i w rozwiązłości moralnoobyczajowej,
która rozwija się pomimo postępu materialnego” (str. 165).
Bartyzel pisze o legitymizmie, „wierności dynastycznej”. „Legitymista to ten, który w każdej, choćby beznadziejnej sytuacji odmawia paktowania z uzurpacją” (str. 30). Obnaża antykatolicki i antytradycjonalistyczny „wspólny mianownik” faszyzmu i liberalizmu (str. 398-399). Wykazuje sprzeczność między Ładem a Wolnością, umiłowaną liberałów. Twierdzi, że Wolność bez Ładu nie przetrwa (str. 415). Demokrację liberalną odrzuca, bowiem nie pochodzi ona od Boga – odwrotnie niż władza królewska. Popiera decentralizację i regionalizm. Widzi hiszpańskie fueros jako „odpowiadające zarówno »prawom kardynalnym« w szlacheckiej Rzeczypospolitej, jak i Burke’owskiemu rozumieniu »konstytucji naturalnej«; ich cechą jest tedy bezwarunkowość i niezbywalność” (str. 249). Bartyzel widzi więc uniwersalizm oparty na chrześcijańskich korzeniach Europy. Ostrzega, że odrzucenie prymatu Tradycji katolickiej oznacza, że „prawie wszędzie w Europie ceną utrzymania ustroju monarchicznego stawała się zgoda królów na desakralizację źródła ich władzy i laicyzację życia publicznego, jak również na coraz dalej idący kompromis z ideologią liberalizmu, a w końcu i demokracji” (str. 229). A przede wszystkim Bartyzel jest piewcą nacjonalizmu, który „nie defi niował się (…) ani przez »obywatelstwo«, ani przez rasę, lecz przez historię, tradycję, kulturę i religię” (str. 15). Ale nacjonalizm ma funkcjonować w ramach monarchii: „Oczywiście monarchia prawdziwa, to znaczy: tradycyjna, chrześcijańska, dziedziczna, zdecentralizowana i reprezentatywna [wytłuszczenia w oryginale]” (str. 878). Praca Jacka Bartyzela nie jest podręcznikiem zdobywania władzy, ściągawką, jak wygrać następne wybory czy nawet zatriumfować w zamachu stanu. Po polsku jest jedynym tego rodzaju zbiorem
opowieści, rozważań i refl eksji na temat Tradycji w ramach cywilizacji łacińskiej – Włoch, Hiszpanii, Portugalii, a szczególnie Francji. Lecz „umierać, ale powoli!”
to za mało. Trzeba żyć i walczyć – i starać się zwyciężać. „Let’s live to fi ght another day” – jak mówią Amerykanie.
UWAGA! Masz problem z obsługą strony, e-wydania lub księgarni? Napisz do nas: pomoc.nczas@gmail.com
W internetowej księgarnii pojawiły się nowe pozycje. Osoby mieszkające w Warszawie zamówienie mogą odebrać osobiście:
● Dekadencja (Janusz Korwin-Mikke): Zmian kulturowych, które zachodza w Unii Europejskiej nie da sie ukryc. Nie da sie tez ukryc, ze zmiany te nie sa spontaniczne, a starannie planowane. Czy winic trzeba, tak jak JKM - dekadencje?
● Kosciol a wolny rynek (Thomas Woods): Katolicka obrona wolnego rynku. Czy bieda jest blogoslawiona, a bogactwo przeklete? Ksiazka o tym, ze liberalizm, jak niewiele innych pradow umyslowych, jest bliski nauczaniu Chrystusa, ktory w swoich naukach uwalnial czlowieka z wiezow opresyjnej wladzy i zakazow odbierajacych mu godnosc i wolna wole…
● Ekonomia Wolnego Rynku. Tom 1 i Tom 2 (Murray Rothbard): Wreszcie w Polsce! Pierwszy tom najwazniejszego dziela amerykanskiego profesora Murraya N. Rothbarda, najwybitniejszego ucznia samego Ludwiga von Misesa! Ksiazka lamie monopol przestarzalych, nieaktualnych i falszywych podreczników ekonomii obowiazujacych na polskich uczelniach.
________________________________________________________
zachęcam do odwiedzenia internetowej księgarni nczas.com
KSIĄŻKI JANUSZA KORWIN MIKKE W ATRAKCYJNYCH CENACH!
● tylko wyselekcjonowane pozycje książkowe najlepszych Autorów!
● stawiamy na jakość, nie na ilość!
● książki wysyłamy dwa razy dziennie (tylko priorytetem)
● już wkrótce nowe kanały płatności
________________________________________________________
zachęcamy do zamówienia e-prenumeraty Najwyższego Czasu!
● Kupując e-wydanie wspierasz rozwój portalu nczas.com - KAŻDA wpłacona złotówka przekłada się na ilość tekstów na stronie
● 10 kolejnych numerów kosztuje jedynie 30 zł
● To tylko 3 zł za numer - czyli niecałe 10 gr za artykuł!
● W e-prenumeracie numer pojedynczy kosztuje tyle samo co podwójny (zawsze płacisz 3 zł zamiast 5 / 7 zł, które musiałbyś wydać w kiosku!)
Kliknij tutaj aby zamówić e-prenumeratę
Urzędnicy Ministerstwa Środowiska, byli pracownicy oraz ich dzieci mieszkają za darmo w 61 mieszkaniach należących do Skarbu Państwa – dowiedział się „Wprost”. [nice_info]Chodzi o mieszkania znajdujące się przy ul. Mikołaja Reja na warszawskiej Ochocie. W tym samym budynku mieści się siedziba… 15 komentarzy
Oprócz oficjalnych spotów internet zalała fala amatorskich produkcji oraz filmów tylko stylizowanych na amatorskie. Ich cechą wspólną jest to, że starają się ośmieszać kandydujących polityków. Prezentujemy kilka najpopularniejszych filmów “prezydenckich” dostępnych na YouTube’ie i przypominamy parodie z rodzimego podwórka. [nice_download]Złośliwy “hymn”… 2 komentarzy
MSWiA planuje wprowadzenie dowodów z zakodowanymi danymi biometrycznymi. Nowy dokument będzie mieć zakodowane dane biometryczne, umożliwiające niezawodną identyfikację, oraz nasz elektroniczny podpis, dzięki któremu tożsamość będzie można potwierdzić w sieci. Całość operacji ma kosztować 370 mln zł, w tym 85 proc.… 23 komentarzy
Być może od 2009 bez świadectwa energetycznego nie będzie można sprzedać ani wynająć mieszkania. Na stronie internetowej Ministerstwa Infrastruktury pojawił się wstępny projekt nowelizacji Prawa budowlanego, w którym resort proponuje zamknięcie furtki umożliwiającej właścicielom mieszkań i domów zignorowanie tego wymogu. [nice_info]W… 50 komentarzy
Przewodnicy, którzy pokazują turystom Nową Hutę z okien trabanta, nie podobają się krakowskim korporacjom. Tzw. Crazy Guides (Szaleni Przewodnicy), zapraszają na zwiedzanie mieszkania urządzonego w klimacie PRL i wykwintny obiad w barze mlecznym znaleźli się na celowniku firm turystycznych, które… 39 komentarzy
60 tys. euro za zbyt głośne i częste bicie dzwonów musi zapłacić parafia z okolic Genui na północy Włoch nauczycielce, która 23 lata prowadziła sądową batalię. O wyroku sądu pisze dziennik “La Repubblica”. Sąd podkreślił, że kobiecie, mieszkającej w pobliżu parafii… 30 komentarzy
Google zaprezentował dziś nową, zbudowaną w oparciu o otwarte oprogramowanie, przeglądarkę mającą ułatwić użytkownikom na całym świecie korzystanie z sieci. Dostępny w wersji beta w 43 językach, Google Chrome odzwierciedla nowe podejście do przeglądarek, oparte na prostych i skutecznych rozwiązaniach, do… 9 komentarzy
Ministerstwo Gospodarki chce, aby koszty pomocy społecznej odbiorcom energii wzięły na siebie firmy energetyczne. Projekt nowelizacji prawa energetycznego przygotowany przez resort gospodarki przewiduje, że dystrybutorzy energii we współpracy z jej sprzedawcami będą musieli przygotowywać programy pomocowe dla słabych ekonomicznie odbiorców energii.… 21 komentarzy
2 Lutego 2008 o 12:55
W wojnie cywilizacyjnej z lewakami nie jesteśmy bez szans. To jest sprawa dla mnie oczywista. Jednak zwycięstwo nie przyjdzie samo i wymaga od nas pewnego wysiłku, a przede wszystkim organicznej, codziennej pracy u podstaw. Lewacy czynią rozpaczliwe wysiłki, aby objąć jak to określił p. Chodakiewicz, rząd dusz, gdyż w tym widzą główny czynnik decydujący o powodzeniu ich misji. I trzeba przyznać im rację. Kto zapanuje nad duszami, ten zapewni sobie cywilizacyjne zwycięstwo. Główny front walki przebiega na odcinku edukacji. To nie przypadek, że i na uczelniach i w środowisku nauczycielskim lewackie postawy sa tak popularne. I właśnie na tym odcinku widzę wielką rolę, jaką my, rodzice mamy do odegrania. Nasz udział w wychowaniu naszych własnych dzieci powinien być znacznie wyraźniejszy niż jest dzisiaj. Niestety, z własnej wygody wiele, zbyt wiele spraw pozostawiamy szkole, zakładając że wykona robotę za nas. To duży błąd. Szkoła wszczepia w młode umysły dogmaty lewackiej wiary, które zatruwają je do tego stopnia, że stają się odporne na fakty i nadzywczaj podatne na manipulację. Ileż to czasu i wysiłku poświęciłem na prostowanie lewackich aksjomatów, którymi zarażone zostały moje własne dzieci. Na wytłumaczenie im, że Wielka Rewolucja Francuska to nie zdobycz ludzkości, tylko przykład tego, jak ta ludzkość może nisko upaść, gdy w histerycznym akcie odrzuci uświęcone tradycją zasady, że podlegamy stałej manipulacji, której efektem jest brak krytycyzmu w stosunku do tego co nam się pokazuje czy mówi (przykłady TVN24 czy Gazety Wyborczej wystarczą, aby pięknie zademonstrować to zajwisko), że np. Inkwizycja to nie jakaś, jak twierdzą lewacy, diabelska instytucja, tylko ciało, które odegrało ważną rolę w historii naszej cywilizacji pełniąc w swoich czasach także funcje sądów powszechnych, co swoją drogą przyczyniło się do rozwoju sądownictwa cywilnego. Że w czasie Rewolucji Francuskiej 1789 w ciągu pięciu lat jej trwania zginęło 300 razy więcej ludzi niż przez 250 lat działania Inkwizycji. Że np. Sprawa Galileusza, uwielbione przez zacietrzewionych przeciwników kościoła narzędzie jego dyskredytacji, otóż że ta sprawa wcale nie jest jednoznaczna, bowiem system kopernikański w czasach Kopernika i Galilusza był o niebo mniej dokładny w przewidywaniu i opisywaniu ruchu ciał niebieskich niż system ptolemejski, więc optowanie za systemem kopernikańskim było raczej wyrazem walki z kościołem niż o prawdę. Że darwinizm - następna ikona lewactwa, to wielka idea, która jednak nie tłumaczy wszystkiego, z czym zgadzał się sam Darwin. Nie tłumaczy np. dlaczego w ogóle powstały organizmy złożone? Przecież w świetle współczesnej wiedzy organizmy jednokomórkowe radzą sobie wyśmienicie, więc mówienie o jakimś ciśnieniu środowiskowym, które niby wymusiło lepsze przystosowanie do panujących warunków jest co najmniej nadużyciem. Przykłady można mnożyć. Widać jednak z tego krótkiego zestawienia, że na odcinku edukacji każdy z nas ma wiele do zrobienia.
2 Lutego 2008 o 15:37
Z mojego punktu widzenia konserwatywnym monarchistom o tyle ciężko będzie przywrócić tradycjonalny ład, o ile kurczowo/sztywno będą się trzymali poniekąd zdezaktualizowanych już na wielu płaszczyznach pierwotnym wytycznym (charakterystycznym jeszcze dla XVIII wiecznym królestwom, ale małoprzystającym do współczesnych realiów społecznych), gdzie m.in. dyktat królewski przyjmowano za równoważny wszechwładnej boskości (takie podejście rodzi generalny sprzeciw człowieka teraźniejszości i trudno się temu dziwić, skoro zdobycza wolności szczególnie mocno on sobie umiłował i raczej nie da ich sobie z ręki już dobrowolnie wydrzeć). Takie ortodoksyjne wprost podejście do struktury państwowości obawiam się, że niezmiennie będzie budzić na tyle zaporowy opór w świadomości narodów europejskich, iż żadne racjonalistyczne nawet siły go nie przemogą. Na tym polu w moim odczuciu nie należy popadać zwyczajnie z jednej ochlokracyjnej skrajności w drugą równie totalniacką (czyt. tyrańską), zastępując bezprawie socjal-d***kracji podobnej miary zniewoleniem dyktatorskim, tyle że umocowanym w rękach “dworskiej elity” (która z praktycznego punktu widzenia może być przecież równie rozpasła, jak współczesna biurokracja, a z pewnością i w pasożytniczym rozpasaniu bynajmniej obecnej administracji państwowej w niczym szczególnie nie ustąpi) - tutaj należy po prostu postarać się wszystko zdroworozsądkowo wypośrodkować (blaski i cienie są bowiem domeną wszystkich bez wyjątków epok kulturowych, stąd bezkrytyczne gloryfikowanie czasów przedrewolucyjnych jest równie szkodliwe, jak analogiczne zachłystywanie się “postępowymi” przewrotami nowożytnymi), odrzucając wszystko to, co Nas w jakikolwiek sposób degradacyjnie upokarza i ogranicza, a uszanować z kolei te przymioty, które przydaja Nam blasku na drodze duchowej/umysłowej ewolucji (bowiem nie wszystko co od roku 1789 nastąpiło można wyłącznie poczytywać w złym świetle, bo wiele od tego czasu wydarzyło się też bardzo pożytecznych osiągnięć, jakie wcześniej były Nam przez “dwory szlacheckie” chciwie skąpione).
4 Lutego 2008 o 16:54
Dobry artykuł i niezłe dwa komentarze powyżej. W kwestii merytorycznej zgadzam się ze stanowiskiem Pana Chodakiewicza. Bez szafowania słowami typu d***kracja, wykłada swoje racje. To jest kotrast w formie w stosunku do JKM, który poglądy ma podobne, ale je wulgaryzuje. Miło się czyta ludzi z klasą.
5 Lutego 2008 o 22:44
Jest jedna kwestia ważna bynajmniej dla mnie. Jeżeli walka zaczyna się na poziomie wychowania to cały ten system się sypie. Znaczy plan, który polega na wychowaniu nowej armi zaangażowanej naszymi tj. konserwatystycznymi poglądami by potem zalać ich jakoś nie działa. Dorwać się do rządu dusz i co? Nasze poglady jak najbardziej racjonalne na poziomie pragmatycznym jakoś nie wyglądają dużo lepiej na poziomie metafizyki. I to jest ich przewaga. Jak dla mnie sprawa wygląda mnie kolorowo. Z poziomu teorii gier. Jest grupa która dorwała się do władzy i na rękę jest jej ją utrzymać hodując bandy posłusznych debili. Konserwatyści nie dość że nie mają dostepu do szeroko rozumianej władzy, gdyby porównywać oba plany z punktu widzenia lewaków, chcą jedynie wgrać masom wyuczonych debili bardziej mobilny i użyteczny program zachowania. Z mojego punktu widzenia pozostaj tylko patrzeć jak ten ich system się rozleci…..