Stałym westchnięciem męskiej szowinistycznej świni jest, „ech, te kobiety.” I tu dodajemy wyjaśnienie. W USA zwykle znaczy to: „nie można z nimi żyć ani nie można ich zabić” (you can’t live with them; you can’t kill them). I rozkłada się ręce. Oto kilka przykładów dlaczego. Jeden zaprzecza drugiemu, ale wszystkie się dopełniają, by stworzyć wizerunek Władczyni Świata.
Niedawno Mari Yamaguchi opisała przypadek bezdomnej kobiety, która w dość oryginalny sposób rozwiązała swój problem (Associated Press, 30 maja 2008). Otóż, korzystając z nieuwagi właściciela, wprowadziła się do jego domu. Spała w szafie. Jadła z jego lodówki. I mieszkała tam przez rok. Facet zorientował się po wielu miesiącach, gdy zauważył tajemniczo niknące jedzenie. Bezdomna była bardzo cicha i czysta, a więc nie wyczuł jej obecności, dopóki nie złapała ją policja.
Nota bene, widziałem bezdomnych w parku niedaleko stacji Yoyogi Uehara w Tokio i rzeczywiście byli czyści, nawet buty zdejmowali przed wejściem do schludnie urządzonych namiotów. Większość z nich to robotnicy z prowincji, którzy stracili pracę i wstydzili się wrócić do domu bez pieniędzy, i czekali na szansę, by się ponowne zatrudnić. W każdym razie – była to kobieta niewidzialna, która osiąga to, co chce.
W Singapurze sędzia Belinda Ang Saw Ean pokazała, że nie można jej w kaszę dmuchać. Przedstawicielka Temidy poczuła się obrażona, gdy Goplan Nair w swoim blogu oskarżył ją, że „całkowicie sprostytuowała się podczas procesu, bo była niczym innym niż pracownikiem pana Lee Kuan Yew i jego syna, których rozkazy wykonywała” (Agence France Press, 5 czerwca 2008). Nair został aresztowany. Chodziło o dziennikarstwo internetowe. Grozi mu mandat w wysokości pięciu tysięcy dolarów albo rok więzienia. Ciekawe, co pani sędzia zdecyduje, bo Nair jest obywatelem amerykańskim. W poprzednim wcieleniu był prawnikiem singapurskim i przywódcą opozycji. Uskarża się na brak wolności prasy w Singapurze. Szef pani Belindy, emerytowany dyktator, Lee Kuan Yew, zaprzecza temu jednak i wyjaśnia, że kontrola taka jest konieczna, aby osiągnąć gospodarczą prosperitę. Nir nie może liczyć na łaskę ze względu na obcy paszport. Pamiętam, jak sąd skazał amerykańskiego chłopaka na dziesięć kijów za obmalowanie muru bądź za żucie gumy; wyrok wykonano, a ja sam po kryjomu żułem gumę w domu u siostry. Belinda Ang Saw Ean, której majestat obrażono to kobieta-tarcza swego dyktatora.
O innej kobiecie napisał mój kolega, profesor Paul Goble („Window on Eurasia: Russian ‘Democracy’ Displays Its Nationalist Face in Paris,” 2 czerwca 2008). Historyk Natalia Narocznickaja była posłanką do Dumy z nacjonalistycznej partii „Rodina”. Służy obecnie szefowa Instytutu Demokracji w Paryżu. Instytucję finansuje niebezpośrednio Kreml. Jej zadaniem jest monitorowanie człowieka” na zachodzie. Czyli pani Narocznickaja jest wielkoruską propagandzistką Moskwy (www.narochnitskaia.ru). Chciałaby dialogować z Francuzami o innej twarzy demokracji: „demokracji suwerennej.” Przypomina mi to pomysł Stalina na „demokrację ludową” jako „demokrację nowego typu.” Pani Narocznickaja chciałaby rozpocząć swój dialog od monologu o II wojnie światowej. Według niej Zachódu nie docenia wkładu Rosji w zwycięstwo nad „faszyzmem.” Jest to bardzo symptomatyczny argument bowiem Wielka Wojna Ojczyźniana jest uważana za mit legitymizacyjny Związku Sowieckiego, mit, który obecnie został całkowicie przejęty przez Federację Rosyjską. Jak zauważył prof. Goble, dla pani Narocznickiej i dla Moskwy, mit ten jest „rozpuszczalnikiem” rozgrzeszającym wszystkie zbrodnie komunizmu, o których zresztą nie ma co mówić.
Ale emisariuszka Kremla poszła dalej i twierdzi, że niedocenianie roli Sowdepii to prosta kontynuacja spisku watykańskiego, który ustanowił kordon, usiłujący wykluczyć sferę bizantyjską z Europy, oraz wzorowanie się na podobnych wysiłkach mocarstw skierowanych przeciw Rosji jeszcze w XIX wieku.
Odgrzała też tezy o kontynuacji myśli geopolitycznej „faszystów” (których elegancko nazywa pan-Germanistami”) i NATO. Chodzi naturalnie o sprzeciw wobec rozszerzania tej organizacji na Wschód.
Mamy totalne powielenie sowietpropagandy. W każdym razie, gdzie diabeł nie może…
No właśnie. W Paryżu w swoim czasie dużo większą dyskrecją wykazała się pani Cipi Livini, obecnie znany polityk izraelski, między innymi minister spraw zagranicznych (Times, 1 czerwca 2008). Ale na początku lat osiemdziesiątych służyła w Mossadzie. Miała namierzać arabskich terrorystów w Europie. Zgaduję, że służyła jako tzw. „dzbanek miodu” (honey pot).
Miałem taką studentkę, blondynka, bardzo atrakcyjna, znała języki, oficer CIA. Śmialiśmy się, że jak ona się umówi się w Paryżu na randkę z gentelmanem z Bliskiego Wschodu, to ten obudzi się następnego ranka w więzieniu w Syrii bądź Egipcie. Zgaduję, że pani Livini wystawiała działaczy palestyńskich zespołom uderzeniowym wywiadu izraelskiego. No, ale dzisiejsza polityczka na pewno jest lepiej uformowana ideowo niż moja studentka: jej ojciec i matka byli syjonistami - rewizjonistami z Irgunu. Matka w przebraniu ciężarnej brała udział w ataku na konwój z pieniędzmi oraz wysadzała pociąg w powietrze. Jej ojciec uczestniczył w ataku na koszary wojsk angielskich; był skazany na 15 lat za terroryzm, ale uciekł. Zresztą oboje rodzice byli poszukiwani za terroryzm przez Brytyjczyków. U pani Livini istnieje więc kontynuacja ideowa kontrterroryzmu po linii żeńskiej.
Tymczasem „postępy postępów” w USA postępują raźnie. Jak podał Ryan J. Folley (Associated Press, 30 maja 2008), University of Wisconsin-Madison dorobił się „otwarcie wesołkowatej” pani kanclerz. Profesor Biddy Martin jest autorką wiekopomnego dzieła “Kobiecość rozgrywana heteroseksualnie” - wprost: “Ważność bycia Lesbijką” (Femininity Played Straight: The Significance of Being Lesbian).
Na szczęście albo na nieszczęście prof. Martin zajmuje się głównie uniwersytecką biurokracją. Osadzenie
pani Martin na kanclerskim stolcu powitały gromkie oklaski jej zwolenników wśród studentów z grupy tzw. LGBT (lesbian, gay, bisexual, and transgendered). O jakiejkolwiek opozycji na kampusie kroniki milczą.
Kobieta LGBT u władzy – jutro Biały Dom LGBT?
Nie wszędzie jednak jest tak dobrze jak w UW-Madison. W lewackim zwykle Seattle ciemnogrodzianie upodobali sobie stadion do palanta w klubie Mariners. Może dlatego Sabrina Guerrero i jej dziewczyna poleciały sobie w ślinkę podczas meczu. Co więcej, złapały się za podwozie i smyrgały. Publiczność była zdegustowana. Do rozpalonej pary podszedł woźny i poprosił, aby przestały się lizać, bowiem wokół są małe dzieci. Wesołkowate chłopczyce rozwścieczyły się i histerycznie zbluzgały woźnego, że je dyskryminuje. Zrobiła się poruta, społeczność wesołkowska wezwała do bojkotu zespołu palanta. Opozycja pokazała się na Internecie i w pojedynczych wypowiedziach zaściankowców. Guerrero chodzi w aureoli, wspomina się o jej krótkim występie na MTV, jak pisze Manuel Valdez (Associated Press, 5 czerwca 2008): “Kobieta LGBT – męczennikiem za sprawę”.
Na Florydzie sprawy sprawiedliwości społecznej wziął w swoje ręce „gang kobiet-bandytów przebranych w pielęgniarskie mundurki” (TV kanał 6, 16 czerwca 2008). Ze zdjęć wynika, że szefową gangu jest Murzynka. Chodzi o redystrybucję dóbr doczesnych. Bandziorki czatują pod sklepami na staruszki, po czym wyrywają
im torebki i uciekają. Jak stwierdził szef policji, „przebierają się w mundurki pielęgniarskie, aby zdobyć zaufanie” ofiar. Kobieta – kameleon.
Tymczasem w Kenii motłoch spalił 15 kobiet żywcem, oskarżając je o czary. Jak podała Agence France Press
(21 maja 2008), tłum składający się z około stu osób wyłapał nieszczęsne, powiązał sznurami i zamordował. Spalono też 50 domostw. W sąsiedniej Tanzanii szamani polują na albinoski (i albinosów), mordują je, a następnie ćwiartują na talizmany. Kobiety – symbole czarów. Ale nawet taka ekstremalna sytuacja pokazuje, że w Kenii funkcjonuje przekonanie, że „czarownice” – czyli jakieś tam kobiety – mają władzę.
Tak jak wszędzie na świecie.
Nowości w księgarni:
UWAGA: Przedruk artykułów (w całości lub części) z działu “numer bieżący” oraz “ważne”, jest możliwy jedynie: a) za podaniem klikalnego źródła b) tylko w niezmienionej formie: artykuł + informacje poniżej artykułu np. o ewydaniu, nowych publikacjach w sklepie, itp.
Zabrali ojca do aresztu pod zarzutem “fizycznego znęcania się nad dzieckiem” 4 komentarzy
Pakiet działań “wspierających koniunkturę gospodarczą” za 130 mld. 3 komentarzy
“Demokracja” aż do skutku: wiosną 2009 Irlandczycy zagłosują ponownie!? 26 komentarzy
Urzędnicy uznali, że nadszedł wiekopomny czas aby za pieniądze podatników promować pozytywne nawyki jedzenia! 12 komentarzy
UE zaangażuje “europejską flotę powietrzno-morską” do walki u wybrzeży Somalii. 14 komentarzy
Homo bajkę dla dzieci pilotażowo wprowadził do szkół rząd Wielkiej Brytanii. Oby nasz nie był następny. 22 komentarzy
29 Lipca 2008 o 21:40
Pani Cynthia Good, redaktorka pewnego magazynu dla kobiet (PINK Magazine) poczuła się strasznie dyskryminowana znakami ‘men at work’ i ‘men working ahead’ (tłumacząc dosłownie ‘mężczyźni w pracy’ i ‘mężczyźni pracują na drodze’ czyli po prostu ‘roboty drogowe’). Otóż wg. pani Good to, że ‘mężczyźni pracują’ obraża kobiety. Wystąpiła więc do władz Altalny o zmianę znaków na ‘workers ahead’ (czyli ‘robotnicy/robotnice na drodze’). Oczywiście władze Atlanty ze zrozumeniem pochyliły się nad niedolą kobiet i postanowiły zmienić znaki na niedyskryminujące. Koszt wymiany takiego znaku szacuje się na $22 w przypadku przemalowania i $144 w przypadku kupna nowego znaku (ciekaw jestem co się bardziej władzom opłaci- czyt. która opcja bardziej nabije im kabzy). Pani Good zapowiedziała, że następnym krokiem jest rozszerzenie kampanii na całe Stany Zjednoczone.
Zatrwożyłem się strasznie, bo nie zdawałem sobie sprawy że taka błahostka może aż tak bardzo razić przedstawicielki płci pięknej. Ba, zawsze myślałem, że jak faceci pracują to dobrze. Ja się zawsze cieszę jak ktoś na mnie (lub za mnie) pracuje a ja odnoszę z tego korzyść. Robotnik na drodze, piekarz w piekarni, masarz w masarni, krawiec co to kraje jak mu staje, pracują przecież, żeby zaspokoić moje potrzeby a nie żeby mnie perfidnie dyskryminować. Przynajmniej tak mi się zawsze wydawało.
Cóż. Ja mam mentalność troglodyty - zawsze myślałem, że jak kupię żonie zmywarkę to raczej jej pomogę niż ją zdyskryminuję. Nie zdawałem sobie sprawy, że kiedy używam pralki, dyskryminuję miliony praczek na świecie a kiedy zapalam światło w nocy, szydzę sobię z ciężkiej pracy robaczków świętojańskich. Bo tak właśnie rozumiem istotę problemu. Jeśli panią Good dyskryminuje znak oznajmiający jej, że faceci pracują na drodze, żeby w przyszłości nie wpadła w dziurę swoim Chryslerem, czy co tam ona ma, to w takim razie wszystko co robimy w jakiś sposób kogoś dyskryminuje. Weźmy na ten przykład moją podróż do Francji - jak na prymitywa przystało stwierdziłem, że moja żona jest ode mnie słabsza i targałem przez całą drogę torbę z naszymi rzeczami. Czyli facet (ja) pracował (dźwigał torbę). Dobrze, że żona też ma reakcyjną mentalność, bo nie oburzyła się na ten jawny przejaw dyskryminacji… Na tą brutalną demonstrację prymitywnej męskiej siły. Uznała rzecz za najnormalniejszą w świecie. Dobrze, że nie było tam pani Good, która w imię równouprawnienia kazałaby mojej żonie dźwigać torbę przez pół drogi.
Ja sam ostatnio zorientowałem się, że dyskryminują mnie producenci szamponów do włosów. Nie dość, że ich produkty są dla mnie bezużyteczne, to jeszcze ich reklamy przedstawiają postaci z bujnymi grzywami, puszystymi włosami, wywijającymi kudłami na prawo i lewo. Dla osoby o lekko cofniętej lini włosów (czyli dla łysego, jak bez ogródek określa mnie moja żona) jest to poniżające i bolesne doświadczenie. Płaczę w duchu za każdym razem jak mi oznajmiają jakie to właściwości ma Head & Shoulders czy Vidal Sasun łosz end goł! I co ja biedny mam zrobić?
Tylko czekać kiedy w ślad za panią Good raban podniosą bezrobotni. Wszak na drogach widuje się nie tylko robotników czy robotniczki ale także bezrobotnych (no chyba że w Atlancie bezrobotnych ni ma – ale jakby nie było to trzeba by wprowadzić, w celu zdywersyfikowania struktury społecznej i zatrudnienia). Znak ‘robotnicy/robotnice na drodze’ może ich bardzo zranić, poniżyć i upodlić. Tylko czekać jak rząd pochyli się z troską nad ich niedolą.
Zawsze znajdzie się jakiś idiota, którego urazi byle co - daltonista, którego urazi natura ze swoją zielonością, inwalida, którego urazi stwierdzenie ‘dałbym sobie rękę uciąć’ (autentyczny przypadek z Wlk. Brytanii!), czy pani Good.
Zwykły człowiek o takich rzeczach dowiaduje się za późno (bo mało kto interesuje się idiotami) a rząd wykorzystuje sytuację, żeby się pochylić z troską i zedrzeć z nas więcej pieniędzy na walkę z niedolą, dyskryminacją, płaczem i zgrzytaniem zębów. Dyskryminacja była, jest i będzie, tak długo jak istnieje życie na ziemi. Sama natura dyskryminuje słabsze jednostki nie mając dla nich żadnej litości. Walka z dyskryminacją to kopalnia złota dla wszelkiej maści polityków. Ale w każdej kopalni zdarzają sie od czasu do czasu katastrofy. Mam nadzieję, że szyb tej zawali się lada chwila zasypując politycznych pasożytów i ich pożytecznych idiotów i idiotki. Może na jakiś czas wrócimy do normalności.
Więcej na freedom-fighter.blog.onet.pl
29 Lipca 2008 o 23:19
Panie, popre kazdego, kto zapewni 10 kijow gówniarzom malujacym po scianach.
A najlepiej 20.
30 Lipca 2008 o 08:06
“Panie, popre kazdego, kto zapewni 10 kijow gówniarzom malujacym po scianach.
A najlepiej 20.”
Rozszerzmy ten “kodeks mikkistyczny”:
100 kijów dla każdego pochwalającego przestępstwo (np. strzelanie do przeciwników politycznych)
150 dla każdego znieważającego funkcjonariuszy państwowych (np. sędziów Sądu Najwyższego)
250 dla każdego, kto zgłasza do prokuratury wnioski o nieistniejącym przestępstwie
To już dzisiaj już wszystko jest karane, ale są pewne problemy z egzekucją.
30 Lipca 2008 o 23:33
Hmm. To moze z korekta - 10 kijow dla gowniarzy malujacych po scianach, z abolicja, jesli to byly sciany domu ZNAJOMEGO JANUSZA.
30 Lipca 2008 o 23:35
Wypraszam sobie. Jako uczciwy gej zoofilny nie mam domu - po prostu przykrywam sie workiem po wapnie i oddaje rozwazaniom fekalno-kulinarnym.
31 Lipca 2008 o 04:05
Swojego czasu Korwin-Mikke skrytykował na swoim blogu politykę za to, że ćwierćinteligentom tłumaczy zachodnie skróty na język polski.
A tu co? Jaśnie Oświecony Redaktor rozszyfrowuje LGBT. :) Czyżby podejrzewał czytelników o ćwierćinteligencję?
31 Lipca 2008 o 08:43
“# Znajomy Janusza z SD:
30 Lipca 2008 o 08:06
“Panie, popre kazdego, kto zapewni 10 kijow gówniarzom malujacym po scianach.
A najlepiej 20.”
Rozszerzmy ten “kodeks mikkistyczny”:
100 kijów dla każdego pochwalającego przestępstwo (np. strzelanie do przeciwników politycznych)
150 dla każdego znieważającego funkcjonariuszy państwowych (np. sędziów Sądu Najwyższego)
250 dla każdego, kto zgłasza do prokuratury wnioski o nieistniejącym przestępstwie
To już dzisiaj już wszystko jest karane, ale są pewne problemy z egzekucją.”
Wystarczy ban dla trola.
31 Lipca 2008 o 08:57
@ Znajomy Janusza SD:
Tego nie musiałeś pisać, to widać wyraźnie w każdym poście.
31 Lipca 2008 o 11:47
“Wystarczy ban dla trola.”
Dla trola czyli dla kogoś, kto narusza wizerunek o niepokalanym dziewictwie Janusza Ryszarda Mikke, dla kogoś kto niestety rzeczowo umie pokazać brednie wypisywane przez guru i sekciarzy?
No tak, żeby Janusz Ryszard Mikke się obronił, żeby w jego paranormalne wizje nadal wierzyło intelektualnie niepełnosprawne mikkolubstwo - musicie odciąć się od reszty społeczeństwa. Jak to robi każda sekta.
31 Lipca 2008 o 18:25
“jego paranormalne wizje…”
… które w paru krajach funkcjonują jako realna rzeczywistość. Ale, ale przecież nas bogatych europejskich Aryjczyków stać na każdą wyuzdaną perwersję. Nawet socjalizm.:) Heil!
1 Sierpnia 2008 o 05:14
Hej Znajomy dobrze mowisz! Co to sobie mikkisci wyobrazaja.
Kocham Cie!
PS
Ale tak, nalezy wprowadzic logowanie i ban dla trolow. Taki Zydomason i Znajomy (moi idole!) i inni debile jak ja by tu nie mogli nic pokazac.
4 Sierpnia 2008 o 18:29
Znajomy Janusza z SD: Czemu walisz gruchę solo , bez Lewickiego. Będzie czuł się zdradzony.
8 Sierpnia 2008 o 20:34
Glownym celem belkotu Chujdakiewicza jest pokazanie, gdzie to on nie byl, czego to nie widzial i kogo to nie poznal… Mossad dobrze placi jak widac.