numer biezacy, 16 Stycznia 2008

Czy katolicyzm spowalnia gospodarkę?

M. Adamczyk

System edukacyjny panujący w Polsce – w przeciwieństwie do np. amerykańskiego – ma profi l wybitnie humanistyczny, czyli kładzie nacisk na zapamiętywanie i odtwarzanie gotowych, spreparowanych uprzednio formułek, natomiast bardzo niechętnie traktuje samodzielne poszukiwanie danych i wnioskowanie na ich podstawie. Konsekwencją tego stanu rzeczy jest społeczeństwo humanistów, którzy powtarzają jak mantrę przygotowane przez innych mądrości, traktując je jak prawdy objawione, na ogół nie dostrzegając w nich żadnych sprzeczności, a nawet całkowitych idiotyzmów.

Jedną z takich objawionych mądrości jest twierdzenie, że kraje katolickie są biedniejsze i rozwijają się wolniej niż kraje z większością protestancką czy też wręcz „laicką”. Mit ten funkcjonuje w różnych odmianach, ale wszystkie są zgodne, że jeżeli w jakimś kraju dominuje wyznanie rzymskokatolickie, fatalnie wpływa to na tegoż kraju wyniki gospodarcze. Praźródłem tej opinii jest praca Maxa Webera, opublikowana po raz pierwszy w roku… 1905, pod tytułem „Etyka protestancka i duch kapitalizmu”. Oczywiście nosiciele memu „protestanci_bogatsi_od_ katolików” o istnieniu Maxa Webera najczęściej nie mają w ogóle pojęcia, a źródła tej mądrości są zazwyczaj następujące:

1. „wszyscy to wiedzą”,
2. „w telewizji powiedzieli”,
3. „w gazecie napisali”,
4. „w internecie jest o tym masa”.

Oczywiście wymienione wyżej krynice wiedzy nie zasługują na jakiekolwiek zaufanie, ale nawet sam Weber skoncentrował się na opisywaniu przyczyn owej protestanckiej dominacji, samą zaś przewagę gospodarczą krajów, które przeżyły reformację, traktował jako nie wymagającą dowiedzenia oczywistą oczywistość. Zadziwiające, że w ciągu następnych 100 lat dosłownie nikt nie podjął się jakiegokolwiek sprawdzenia, czy zjawisko elokwentnie wyjaśniane przez Webera w ogóle istnieje! Na rzekomą przewagę gospodarczą krajów „zreformowanych” nad katolickimi nie ma bowiem absolutnie żadnych dowodów. Jedyne argumenty, jakie potrafi ą wysunąć wyznawcy tej tezy, to porównanie dwóch-trzech krajów „katolickich”, wśród nich nieodmiennie najbardziej zacofanego i zsocjalizowanego kraju UE, czyli Polski – oraz dwóch-trzech krajów „protestanckich”, tak dobranych, aby różnice w zamożności stały się oczywiste. To, że równie dobrze można dobrać przykłady świadczące o czymś zupełnie przeciwnym, zwykle humanistycznym umysłom umyka. Tak czy owak, są to humanistyczne anegdoty, a nie żadne dowody. Zatem prawdziwość „lematu Webera” nigdy naprawdę nie została sprawdzona. Niniejszym pragnę wypełnić tę lukę. Zastanówmy się więc, jak to zrobić – jakie obiektywne i miarodajne dane porównywać. Nasuwają się różne możliwości. W pierwszym przybliżeniu mogłoby się wydawać, że dobrym miernikiem będzie wysokość produktu krajowego brutto. Nie jest to jednak najlepszy wybór. Wysokość PKB, owszem, zależy od zamożności społeczeństwa i wydajności gospodarki, ale bardzo silnie zależy też od liczby ludności w danym kraju. Zatem kraj ludny, ale biedny, będzie miał i tak wyższy PKB niż kraj bogaty, ale o małej liczbie mieszkańców. Lepiej zatem porównywać PKB per capita, który już od zaludnienia nie zależy. Ale i tu napotkamy trudności. Nawet jeżeli jakiś kraj „protestancki” czy „laicki” ma wyższy PKB na głowę niż kraj „katolicki”, to owszem, może oznaczać, że gospodarka tego pierwszego jest prężniejsza, ale może to też wynikać z faktu, że kraj „protestancki” był już bogatszy przed reformacją. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Badać będziemy nie samą wysokość PKB na mieszkańca, ale tempo zmiany tej wartości w funkcji czasu. Ostatniemu zastrzeżeniu podlegać będzie dobranie odpowiedniej populacji krajów do porównań. Musi to być populacja w miarę jednorodna, w której różnice między poszczególnymi krajami dadzą się sprowadzić do różnic pomiędzy dominującymi w tych krajach – przynajmniej jeszcze do niedawna – konfesjami.

Nie ma bowiem większego sensu porównywać np. Holandii z Kubą, ponieważ kraje te dzieli znacznie więcej niż historia dominującego wyznania. Świadom powyższych założeń zrobiłem dwa porównania. W pierwszym wziąłem pod uwagę kraje zachodniej i północnej Europy, które nie zaznały opiekuńczej roli ZSRS i narzuconych przez niego eksperymentów gospodarczych. Do grupy krajów „protestanckich” zaliczamy zatem Wlk. Brytanię, Holandię, Danię, Norwegię, Szwecję i Finlandię. Za „katolickie” uznajemy zaś Portugalię, Hiszpanię, Francję, Irlandię, Włochy, Austrię i Belgię. Niemcy i Szwajcarię policzmy pół na pół – zgodnie z rozkładem wyznań religijnych w tych krajach. Naturalnie kryje się tu pewne milczące założenie, że w ramach tych dwóch państw tamtejsi katolicy i protestanci są tak samo zamożni. Tak w rzeczywistości nie jest, ale o ile w Szwajcarii kantony protestanckie są przeważnie bogatsze od katolickich, o tyle w Niemczech mamy do czynienia z sytuacją odwrotną. Można zatem założyć, że te dwa efekty z grubsza kompensują się nawzajem.

Jako źródło danych wykorzystałem zestawienia liczby ludności i PKB różnych krajów na przestrzeni dziejów, zgromadzone przez profesora Angusa Maddisona z uniwersytetu w Groningen. Dane te są dostępne na stronach internetowych tegoż uniwersytetu. Korzystając z pracy prof. Maddisona, zbadamy teraz, w jakim tempie te dwie grupy krajów zmieniały swój PKB liczony na jednego mieszkańca. Jako datę startową przyjmiemy rok 1600, kiedy reżimy protestanckie już okrzepły, a nadzieje na ostateczne zwycięstwo reformacji bądź kontrreformacji rozwiały się ostatecznie I cóż się okazuje? Otóż w ciągu 403 lat – od 1600 do 2003 roku – kraje „katolickie” zwiększały swój PKB per capita w średnim tempie 0,8% rocznie. A kraje „protestanckie”? Wynik jest szokujący dla humanistów. Jest to bowiem dokładnie to samo 0,8% rocznie. W szybkości rozwoju zachodnioeuropejskich krajów „protestanckich” i „katolickich” nie ma więc ŻADNEJ różnicy. „Lemat Webera” nie ma żadnego potwierdzenia w rzeczywistości. Ale to jeszcze nie koniec złych wieści dla humanistów. Zróbmy inne zestawienie. Do drugiego porównania weźmy z kolei kraje z Europy Wschodniej, które razem wyszły z zamrażarki komunizmu i razem wstąpiły do UE w 2004 roku. W tym wypadku przedział historyczny jest dużo krótszy, bo tylko 17-letni (1989-2006), a i reprezentatywność populacji niestety dużo pozostawia do życzenia. Za kraje „protestanckie” można bowiem uznać tylko Estonię, Łotwę i Czechy – ostatni z nich w dodatku nie jest „protestancki” w ścisłym sensie, ale i tak zawsze jest przytaczany na dowód, jak to katolicyzm prowadzi do dziadostwa, a jego brak do rozkwitu. Krajów „katolickich” jest zaś dużo więcej: Słowenia, Węgry, Słowacja,
Polska i Litwa. Chorwację pominiemy – zarówno ze względu na to, że nie zmieściła się w UE w roku 2004, jak i na fakt, że w latach 90. prowadziła długą, ciężką i kosztowną wojnę, jakiej pozostałe kraje z naszej listy zdołały uniknąć. Jak się kształtuje przyrost PKB per capita w tym przypadku? W roku 1989 średni PKB na głowę dla Czech, Łotwy i Estonii wynosił 15.807 $ w dolarach z 2006 roku, natomiast dla grupy złożonej ze Słowenii, Węgier, Słowacji, Polski i Litwy – 11.359 $. Czyli przewaga „protestancka” wynosiła wtedy ponad 39% Po 17 latach zaś analogiczne wskaźniki wynosiły odpowiednio: 21.447 $ dla „protestantów” i 16.621 $ dla „katolików”. Jakby nie patrzeć, wychodzi na to, że „katolicy” odrobili część dystansu dzielącego ich od „protestantów”, których przewaga stopniała do 29%. Wbrew wszelkim oczekiwaniom humanistów, „katolicy” pomnażali bogactwo w średnim tempie 2,3% rocznie – a więc SZYBCIEJ niż zdołali to robić „protestanci” – 1,8% rocznie. Krajom katolickim nie przeszkodziło nawet to, że 60% ich potencjału przypadało na Polskę, najbardziej zacofany i – nie licząc Grecji – zsocjalizowany kraj europejski. Zatem, jak widać, tezę o rzekomej wyższości gospodarki protestanckiej nad katolicką można między bajki włożyć, a próby lansowania tezy przeciwnej nie byłyby wcale nieuzasadnione. Ciekawe, jakie jeszcze prawdy kryją się w mrokach humanistycznych zabobonów i tylko czekają, żeby je oświetlić światłem nauki.

PS. W księgarni nczas.com dostępne są nowe książki m.in.:

“Demokracja, bóg który zawiódł (Hans-Hermann Hoppe)” - Pozycja, ktora moze byc dla wielu Czytelnikow szokujaca. Bo jej autor, Niemiec, który mial dosc eurosocjalizmu i uciekl przed nim do USA nawoluje wprost do obalenia demokracji! Polecam!
“Dekadencja (Janusz Korwin-Mikke)” - Zmian kulturowych, które zachodzą w Unii Europejskiej nie da sie ukryć. Nie da się też ukryć, że zmiany te nie są spontaniczne, a starannie planowane. Czy winić trzeba dekadencję?
“Kontrewolucja, której nie bylo (Adam Wielomski)” - PiS mial historyczna szanse na przeprowadzenie kontrrewolucji. Niestety okazal sie kolejnym wcieleniem domoliberalizmu, tym razem z patriotyczna twarza. Adam Wielomski tlumaczy dlaczego

________________________________________________________
zachęcam do odwiedzenia internetowej księgarni nczas.com

NOWE KSIĄŻKI! JUŻ DOSTĘPNE!

● tylko wyselekcjonowane pozycje książkowe najlepszych Autorów!
● stawiamy na jakość, nie na ilość!
● książki wysyłamy dwa razy dziennie (tylko priorytetem)
● już wkrótce nowe kanały płatności

________________________________________________________
zachęcamy do zamówienia e-prenumeraty Najwyższego Czasu!

● Kupując e-wydanie wspierasz rozwój portalu nczas.com - KAŻDA wpłacona złotówka przekłada się na ilość tekstów na stronie
● 10 kolejnych numerów kosztuje jedynie 30 zł
● To tylko 3 zł za numer - czyli niecałe 10 gr za artykuł!
● W e-prenumeracie numer pojedynczy kosztuje tyle samo co podwójny (zawsze płacisz 3 zł zamiast 5 / 7 zł, które musiałbyś wydać w kiosku!)

Kliknij tutaj aby zamówić e-prenumeratę

40 komentarzy do artykułu “Czy katolicyzm spowalnia gospodarkę?”

  1. rpkk:

    Trochę pod innym kontem o dziele Webera: Etyka protestancka a Duch Kapitalizmu Webera - Ryszard Kosowicz.

  2. Ziuk:

    Kraje prawosławne są jeszcze bardziej zacofane od katolickich, a islamskie to kompletne dno.

  3. Nemo:

    Bardzo ciekawy artykuł!

  4. gwennish:

    Tez mi sie podobal!
    Chcialabym jeszcze zwrocic uwage ze protestanci nie maja barwnego zycia rodzinnego i towarzyskigo, co sie miedzy innymi u nas przejawia w postaci wielu swiat i karnawalu. Normalny argument jest taki ze swietowanie przeszkadza w pracy, ale wg mnie moze tez oznaczac, ze po prostu stac nas na to.
    Tym co uderza najbardziej kiedy sie do takiego kraju protestanckiego pojedzie, jest z jednej strony jak surowa tu panuje moralnosc, a z drugiej strony jakie jest wyobrazenie od surowosci obyczajow katolickich krajow. Na przyklad nie ma tu par zakochanych ktore sie trzymaja za rece i caluja - a u nas owszem. W Hiszpanii tez raczej odnosza sie do ludzi przyjacielsko, ale w Anglii nie tak latwo o nowych przyjaciol. W lecie w Polsce jest rewia mody - w Stanach jedynie rekawki za lokcie i suknie za kolana (w stanach religijnych, w NY nie bylam). Co nie przeszkadza protestantom wyobrazac sobie ze katolicy ktorzy chodza na randki na pewno sa chlostani przez ksiezy - vide: ten nieszczesny film, Kod daVinci
    Podoba mi sie okreslenie z Monty Pythona Zywotu Briana: Splitters! dotyczylo ono People’s Front, czy tez Front of the People, ale do protestantow nadaje sie swietnie - splitters!
    A potem sobie ida na wojne z Islamem i dziwia sie ze nie moga wygrac…

  5. :

    Gospodarkę spowalnia system socjalistyczny a biorąc pod uwagę to że tzw. nauka społeczna Kościoła jest “do szpiku” socjalistyczna, ma na to wpływ. Sama doktryna chrześcijańska jest korzystna dla rozwoju.

  6. Cordero:

    Autor porównuje kraje protestanckie i katolickie Europy Wschodniej i dostrzega i podkreśla fakt, że katolickie szybciej nadrabiają straty względem protestanckich. Lecz zdaje się pomijać fakt, że te protestanckie mają nadal wyższy poziom dochodu na łebka. To po pierwsze. A po drugie zapomina o fakcie ześwieczczenia społeczeństwa Polskiego i zapewne innych. W Polsce siła katolicyzmu słabnie. Ilość praktykujących spada. Ilość wierzących też jest mniejsza niż w 1989. Co wskazuje na korelację, obu zjawisk, aczkolwiek nie musi tu zachodzić związek przyczynowo - skutkowy. Lecz moim zdaniem - zachodzi. Stajemy się bogatsi - odsuwamy się od religii i jej dogmatów.

  7. M.Adamczyk:

    Cordero:

    Owszem kraje “protestanckie” w Europie Wschodniej mają wyższy PKB na głowe niż kraje “katolickie”. Ale to kraje “katolickie” rozwijają się SZYBCIEJ. Przyczyny tej początkowej róznicy nie analizowałem, mogą one tkwić w uwarunkowaniach historycznych, nie zwiazanych z dominującym typem wyznania. Zaś co do korelacji z laicyzacją, to istnienie takiej korelacji należałoby wykazać (jeżeli taka korelacja oczywiście istnieje). Kiedyś na (irr)racjonaliście publikowali taką listę krajów wg stopnia “ateizacji”, z której miało wynikać, że społeczeństwa z wysokim odsetkiem “ateistów” są bardziej rozwinięte. Tylko jeżeli obliczyło sie odpowiednie parametry korelacji, to nie tylko się okazywało, że korelacja jest odwrotna do postulowanej przez (irr)racjonalistów, ale i że wspólczynnik tej korelacji R2 wynosił bodajże 0,05, czyli tak naprawdę nie było żadnej korelacji.

  8. we:

    Panie Adamczyk, pan zapomina o najważniejszej rzeczy: jedynym rzeczywiście protestanckim krajem są USA. Wynika to głównie z faktu rzeczywistego rozdziału kościołów od państwa (państwa zbudowanego na chrześcijańskim fundamencie) i równych szans wszelkich kościołów chrześcijańskich w misji ewangelizacyjnej na terytorium tego kraju. W przypadku Europy niestety prawie każdy kraj jest albo katolicki albo jak pan napisał “protestancki”- jednak np.Dania, Norwegia, Holandia jest zdominowana przez swój kościół narodowy! Kiedyś, dawno temu były to kraje protestanckie i wtedy budowano tam dobrobyt, część mieszkańców kolonizowała stany. Dla przykładu w Norwegii jest tylko około 5%prawdziwych protestantów a 89% społeczeństwa to członkowie kościoła narodowego- hybrydy protestantyzmu i katolicyzmu z własnymi tzw.dogmatami i doktryną (zdemoralizowaną). Biskupów tego kościoła narodowego mianuje minister ds.religii!!
    Natomiast USA są bardzo konserwatywne, szczególnie stany protestanckie, południowe (jak bardzo słusznie pisze p. gwennish). Jest to praktycznie jedyny rzeczywiście protestancki kraj na świecie! Zbudowany został w oparciu o etykę protestancką. Mieszkańcy w 51-58% są protestantami. Niech pan sobie uświadomi, że przywileje dla gejów wywalczane są najszybciej w stanach “katolickich” np. od 2004r. są możliwe do zawarcia homomałżeństwa i homoadopcje w Massachusets. Unie cywilne są legalne prawie we wszystkich “katolickich” stanach Ameryki, czyli California, New Jersi, Vermont, Connecticut!
    Pan cały czas, podobnie jak p.Wielomski i p.Łukasz Adamski, mylicie panowie pseudo-protestantyzm i protestantyzm, baptyzm. Cały czas obserwuję to czytając Nczas! Powinniście przestać tak dyskredytować protestantyzm, poczytać sobie coś np. o baptyźmie. Posługujecie się tym samym językiem dyskredytacji co walczący od wieków o dominację w Polsce księża i biskupi rzymsko-katoliccy.
    Pamiętajcie, że około połowa czytelników Nczas-u to chrześcijanie niekatolicy!!

  9. we:

    “Pamiętajcie, że około połowa czytelników Nczas-u to chrześcijanie niekatolicy!!”
    Ale czy to kiedykolwiek dotrze do was??

    Najlepsi autorzy w Nczas to p.Olgierd Domino i p.Korwin-Mikke oraz p.redaktor naczelny- wspomina także czasami, że stany zostały zbudowane na bazie etyki protestanckiej.

  10. Ruff:

    “System edukacyjny panujący w Polsce – w przeciwieństwie do np. amerykańskiego – ma profi l wybitnie humanistyczny, czyli kładzie nacisk na zapamiętywanie i odtwarzanie gotowych, spreparowanych uprzednio formułek, natomiast bardzo niechętnie traktuje samodzielne poszukiwanie danych i wnioskowanie na ich podstawie.…” na jakiej podstawie stwierdzasz pan, że system edukacyjny jest humanistyczny? Nie pamiętam, aby w duchu HUMANIZMU mówiono o odtwarzaniu gotowych formułek. Jako człowiek aktywny, uważający się za humanistę i piszący prace, bynajmniej nie polegającą na klepaniu odtwórczych formułek tylko szerokich badaniach - protestuję!

  11. HankRearden:

    Faktycznie, tylko USA to kraj prawdziwie konserwatywno-protestancki.
    Nigdzie indziej na swiecie nie znajdzie sie tylu ludzie wierzacych w zabobony typu kreacjonizm.

  12. chrześcijanin:

    Ten artykuł to albo pomieszanie z poplątaniem albo istny majstersztyk ! Autor jest geniuszem albo idiotą! Na pewno jednak jest najlepszym przykładem swoich tez!
    Najpierw zaczyna o wyższości edukacyjnego systemu amerykańskiego (głównie protestanckiego jak by nie było!) nad polskim, po to, żeby za chwilę dać temu najlepszy dowód, tłumacząc się z typowych ograniczeń i kompleksów polskiego katolika!!!
    Nie będę się zajmował ‘dowodami’, które przedstawił autor, odniosę sie do założeń, z których, moim zdaniem, większość jest nieprawidłowych, powieważ są ‘naciągane’ albo fałszywe:
    - po pierwsze podział na kraje ‘katolickie’ i ‘protestanckie’ jest sztuczny i jest wyłącznie domeną katolików, którzy czują się gorsi i w tym celu muszą udowadniać swoją ‘wyższość’ nad innymi wyznaniami, nie zdając sobie sprawy, że tak naprawdę są tego samego wyznania, bo katolicyzm, prawosławie, greko-katolicyzm, anglikanizm czy inny protestantyzm to po prostu wyznania chrześcijańskie!
    Ale katolik (szczególnie polski) tego nie wie, bo mu całe życie do głowy tłuką(jak to sam autor słusznie podkreślił - ‘w tv powiedzieli’, zapomniał dodać - ‘w kościele powiedzieli’) o’innych wyznaniach’~!
    - po drugie, wrzucanie Francji czy Belgii do jednego worka z Polską jest kompletnym nieporozumieniem, bo oba kraje są znacznie bardziej zróżnicowane pod kątem wyznaniowym! We Francji np. jest mnóstwo protestantów i muzułmanów!
    Dla przypomnienia w Polsce jest 98% katolików!
    - po trzecie używanie określenia ‘reżimy protestanckie’ ukazuje od razu zarówno ‘źródło natchnienia’ autora jak i wnioski, do których zmierza!
    p.s.
    Kościół tzw. protestancki opiera się na wolności i mimo, że anglikanizm stał się w przeszłości np. w Wlk. Brytani ‘dominującym wyznaniem’, to i tak nie przeszkodziło to innym ludziom w wolnym wyborze, czego najlepszym dowodem jest obecność tak wielu katolików na Wyspach!
    Jeśli ktoś ma wątpliwości co do wolnego wyboru w Polsce, to niech popyta innych katolików! Wolne kościoły chrześcijańskie (niekatolickie) muszą w Polsce działać w ukryciu, tak samo jak wielu konserwatystów, liberałów czy przeciwników socjalizmu, którzy się mogą wypowiadać tylko na internecie! I to im powinno dać do myślenia!!!

  13. M.Adamczyk:

    Przypominam, ze w żaden sposób nie deprecjonuję katolicyzmu względem protestantyzmu, czy też odwrotnie. Przeciwnie, starałem się wykazac, że ich wpływ na rozwój gospodarczy mozna traktować, wbrew rozpowszechnionym przesądom, jako jednakowy. I to już wystarczyło żeby wzbudzić gniew protestantów. Symptomatyczne :( Przykład USA jest o tyle nietrafiony, że nie jest to i nigdy nie był kraj “protestancki”, a raczej pierwsze na świecie “państwo świeckie”, owszem, zorganizowane, zdominowane i az do połowy XX wieku rządzone głównie przez protestantów, przynajmniej nominalnych. Nie uwzględniałem go w swoich rozważaniach, bo nie ma go z czym porównywać. Rozważania na temat korelacji pomiędzy odsetkiem określonych wyznań zamieszkujących w, a dynamiką gospodarki w danym stanie byłoby bez wątpienia interesujące. Zachęcam do zainteresowania się tym. Co do rzekomo większej wolności w krajach protestanckich, to przypominam, że np w wieku XVII, za samo bycie katolikiem groziła w Szwecji kara śmierci, zaś odprawianie mszy katolickich, nawet w prywatnych domach było zakazane we wszystkich krajach zreformowanych (poza Holandią). To przeciez protestanci w Rzeszy narzucili totalitarną zasadę “cuius regio, eius religio” Francję, owszem, trudno byłoby dzisiaj nazwać katolicką, ale przypominam, że oceniamy wpływ przez okres ponad czterech wieków. Z resztą nie wiadomo jak Francja będzie wyglądac np za lat 50. Wbrew dzisiejszej histerii uważam, że do jej islamizacji nie dojdzie, a raczej zajdzie proces wręcz przeciwny.

  14. aron:

    kościoły niekatolickie w Polsce działają w ukryciu - np. w Lublinie jest podziemna cerkiew prawosławna pod dworcem PKS

  15. Jacek:

    “System edukacyjny panujący w Polsce – w przeciwieństwie do np. amerykańskiego – ma profi l wybitnie humanistyczny, czyli kładzie nacisk na zapamiętywanie
    i odtwarzanie gotowych, spreparowanych uprzednio formułek, natomiast bardzo niechętnie traktuje samodzielne poszukiwanie danych i wnioskowanie na ich podstawie.”

    Szanowny autorze czy wie Pan co to sa testy (wlaczajac “egzaminy uniwersyteckie”) typu “multiple choice”?
    Czy wie Pan, ze na takim “systemie egzaminacyjnym” oparte jest szkolnictwo w USA? Cokolwiek jeszcze funkcjonowalo w szkolnictwie w Polsce po upadku PRLu zostalo zniwelowane na modle “zachodnia”, czyli w strone “przodujacego” szkolnictwa USA. Niech Pan sie zastanowi, w spoleczenstwach zaganianych “poprawnoscia polityczna” jedynie powtarzanie mantry moze byc “uczone” w szkole.

  16. olrob:

    od 1600 do 2003 roku – kraje „katolickie” zwiększały swój PKB per capita w średnim tempie 0,8% rocznie. A kraje „protestanckie”? Wynik jest szokujący dla humanistów. Jest to bowiem dokładnie to samo 0,8% rocznie. W szybkości rozwoju zachodnioeuropejskich krajów „protestanckich” i „katolickich” nie ma więc ŻADNEJ różnicy.

    W poważnym artykule powinien Pan przedstawić szczegóły obliczeń oraz źródła informacji z których zaczerpnął Pan dane.

  17. mamert:

    @ olrob:

    Zrodlo to akurat autor podal:

    “Jako źródło danych wykorzystałem zestawienia liczby ludności i PKB różnych krajów na przestrzeni dziejów, zgromadzone przez profesora Angusa Maddisona z uniwersytetu w Groningen. Dane te są dostępne na stronach internetowych tegoż uniwersytetu”

  18. Gwennish:

    Że się wtrącę - a tak propos szkolnictwa amerykańskiego i zachodniego to akurat racja. W szkole średniej a Stanach byłam najlepsza - w Polsce oczywiście nie. (pyskowałam) Studia w polsce ukończyłam, wbrew chamstwu bibliotekarek i szatniarzy - w Anglii inne studia idą mi bezwysiłkowo.
    Różnica jest taka, jaką chciałby widzieć JKM i u nas - tak naprawdę nie ma przymusu nauczania i uczenia się, i tak przecież pochwalą za byle co. Ale naprawdę dobrych wyłapią. Tylko że taki trening jaki stosuje się u nas, procentuje - naprawdę dobrzy są Polacy, Niemcy, Rosjanie, Chińczycy i Japończycy. I to właśnie ci pracują na uniwesytetach amerykańskich, wyrabiając im renomę. Nie Amerykanie.
    Ale tym co tak naprawdę u nas przeszkadza, to docenci majowi, u któryh nie sposób zdać bez wslizgidupstwa. Szkoda mi bardzo zaniku szkoły Lwowskiej, kiedy uważano, że ‘zawsze można wiedzieć więcej’.
    Oczywiście, niektórzy odpowiedzą - to se ne wrati, ale proszę Szanpaństwa, to zależy tylko od nas.

    Pozdrowienia,

    Gwennish

  19. Ivanko:

    Wystarczy przeanalizowac mape :postplemienna: Europy,aby dostrzec wyraznie,ktore kraje przodowaly i przoduja w rozwoju gospodarczym(w stopniu dobrobytu,korupcji) i jak przebiegaja granice.Nie ma tu znaczenia podzial religijny-protestancki czy katolicki,a inny.

  20. we:

    @
    p.Adamczyk
    “To przeciez protestanci w Rzeszy narzucili totalitarną zasadę “cuius regio, eius religio””
    - to był ich wielki błąd! I tych podstawowych błędów nikt nie może ponownie popełniać! Dla dobra chrześcijaństwa.
    Nie dziwi mnie, że nic Pan nie wspomina np.o wprowadzaniu przez katolików w hiszpanii homomałżeństw i homoadopcji w 2005r. -tam te “prawa” wprowadzili katolicy! Wyciąga pan tylko winy protestantów umyślnie zatajając idiotyzmy poczynione przez katolików w niektórych krajach Europy i katolickich stanach USA (o czym pisałem w poprzednim moim poście).
    I niech pan nie pisze, że stany były państwem świeckim bo były od początku państwem chrześcijańskim z zasadą rozdziału kościołów od państwa. Jeszcze raz powtórzę: rozdziału wszelkich kościołów od państwa (także kościoła rzymsko-katolickiego), a nie rozdziału reguł chrześcijańskich od państwa.

  21. we:

    @HankRearden

    Uważasz pan, że pochodzisz od małpy??

    Hahaha!

  22. M.Adamczyk:

    Żródła danych przytoczyłem. Nieniejszym dziękuje mamertowi Dla skrajnie leniwych wklejam linki

    http://www.conference-board.org/economics/downloads/TED08I.xls
    http://www.ggdc.net/Maddison/

    tu trzeba kliknąc na link

    World Population, GDP and Per Capita GDP, 1-2003 AD

    Wzorów i szczegółowych obliczeń owszem, nie podawałem. Gdybym bawił się w przekształcanie wzoru A(1+x)^n=B, tak, aby uzyskać z niego czynnik x (czyli średni roczny wzrost), gdybym przeprowadzał szczegółowy rachunek błędów, bo w końcu nalezałoby się spodziewać, że błąd z jakim wyznaczono populacje w 1600 roku wynosi co najmniej 5%, a błąd w wyznaczeniu PKB jest pewnie nawet większy, to wyszedłby z tego artykuł dla “Delty”, a nie dla “Najwyższego Czasu” Kto się zna na rzeczy i tak może sprawdzić moje obliczenia, a kto się nie zna, to i tak rozpisywanie szczegółowych wzorów nic mu nie da.

    Wszyscy krytykujący amerykański system edukacyjny powinni się zastanowić, jak to jest, że przy tak rzekomo beznadziejnych szkołach, i głupich uczniach na liście szanghajskiej, spośród 510 najlepszych na świecie uniwersytetów znajduje się 166 uniwersytetów z USA, z czego 17 w pierwszej dwudziestce. Nawet jezeli do USA, w kórych znajduje się ponad 41% całkowitego potencjału naukowego świata, przyjeżdżaja masowo naukowcy z owego świata, bo najzdolniejsi amerykanie ida do biznesu, to przecież nie dlatego żeby trafić do jakichs marnych uczelni. Poziom uniwersytetów jest odbiciem całego systemu szkolnictwa, czy to się komuś podoba, czy nie.

  23. mentula:

    “Chrześcijanin” dość trafnie podsumował “logikę” wywodu. Brak logiki można tłumaczyć tym, że Autor nie był z pewnością nigdy dobrze (a może po prostu: “nigdy”) kształcony w zakresie trivium (to takie łacińskie słowo, można sprawdzić znaczenie w słowniku w razie problemów:), co tłumaczy Jego infantylną nieufność względem humanistów i brak wiedzy o tym, czego humanistyka rzeczywiście dotyczy i na czym polega…Przykład Autor rzeczywiście pokazuje słabość polskiego systemu edukacyjnego, może nawet w stosunku do amerykańskiego (znam paru Amerykanów, którzy są znakomicie humanistycznie wykształceni i sądzę, że w gronie elity nie należą do wyjątków…). Na marginesie, mam wielki sentyment do poglądów konserwatywno-liberalnych (co wynika zresztą z mojego humanistycznego wykształcenia), ale co jakiś czas odpycha mnie od tego środowiska ten typ “logiki” dyskursu, którą zaprezentował Szacowny Autor…Coż, mimo wszystko zawsze głosuję na UPR…Pozdrawiam

  24. George:

    Do Mentula: Uwagi autora mają coś “na rzeczy”. Ofensywa humanistów i stopniowe wypieranie przedmiotów ścisłych z programów nauczania jest faktem i dotyczy nie tylko Polski, ale również Europy Zachodniej i USA. Doszło nawet do tego, że w dobrym tonie jest publiczne przyznanie się, ż z matematyki to w szkole delikwentowi nie szło. Gdyby np. matematyk nie wiedział kto to był Mickiewicz czy Chopin albo robił błędy ortograficzne w co drugim wyrazie, wtedy drwinom nie byłoby końca, ale gdy humanista wykazuje podobną ignorancję w zakresie przedmiotów ścisłych - wtedy jest ok, a nawet w opini publicznej zyskuje. Oczywiście należy tutaj z całą mocą zaznaczyć, że ci co tak chętnie pokazują swoje matematyczne słabości są po prostu nieukami, a nie humanistami. Zdolności umysłowe mają moim zdaniem charakter uniwersalny. Ktoś może preferować przedmioty humanistyczne albo ścisłe, ale jeśli nie potrafi sklecić gramotnej wypowiedzi ani rozwiązać prostego zadania z treścią to jest po prostu cymbałem, a nie matematykiem czy humanistą. Problem w tym, że ci co tak chętnie nazywają siebie humanistami, tylko dlatego że im w szkole nie szło z matmy, mają zdecydowanie za duży wpływ na programy nauczania.

  25. George:

    I jeszcze jedna uwaga dotcząca nauczania przedmiotów ścisłych. Wybitny rosyjski matematyk V.I. Arnold analizując przyczyny dramatycznego obniżenia się w ostatnich latach poziomu nauczania przedmiotów ścisłych w szkołach przytacza dość symptomatyczne zdarzenie, które moim zdaniem, oczywiście po przykrojeniu do lokalnych warunków, jest charakterystyczne dla całego świata zachodniego, zżeranego potrzebami egalitaryzmu i równania w dół. Otóż pewien polityk w USA, reprezentujący stan Kalifornia zauważył, że na najlepszych amerykańskich uniwersytetach na kierunkach ścisłych ze świecą szukać by Amerykanów. A nawet jeśli się ich znajdzie, to wyraźnie odstają poziomem od studentów z Europy Wschodniej, Chin czy Indii. Co więcej, uzyskują znacznie gorsze wyniki na egazminach kwalifikacyjnych. Postanowił zbadać sprawę i zlecił przeprowadzenie stosownych badań wybitnemu chemikowi, laureatowi nagrody Nobla, nazwiska niestety nie pamiętam. Noblista wziął się ochoczo do dzieła i stwierdził, że programy nauczania w szkołach szczebla podstawowego i średniego w USA są, mówiąc delikatnie, przestarzałe, infantylne i mają się nijak do współczesnej wiedzy naukowej. Zauważył np. że w podręcznikach fizyki nie ma nawet słowa o tym, że woda występuje w trzech stanach skupienia. Zalecił więc przeprowadzenie odpowiednich reform i opracowanie nowych programów i podręczników. Nie wiedział biedak, jakie rozpęta piekło. Został zatakowany ze wszystkich stron. Jeden z senatorów stwierdził, że on życie poświęcił na to, aby dzieci w Ameryce nie musiały się uczeć tego, czego on sam nie mógł zrozumieć. Inny polity, Murzyn , wytoczył działo rasizmu, zarzucając Nobliście, że jego program ma wyraźnie rasistowski charakter bowiem murzyńskie dzieci nie będą w stanie zrozumieć takich skomplikowanych zjawisk jak 3 stany skupienia wody. Jedynie polityk ze stanu Kalifornia pozostał nieugięty i dzisiaj w USA woda ma 3 stany skupienia tylko w Kalifornii, w pozostałych stanach dwa. Dobre…

  26. mentula:

    Dziękuję, George, za odniesienie się do mojego postu. Żaden poważny humanista nie ma nic przeciwko przedmiotom ścisłym. Uważam, że powinniśmy wracać do starych dobrych wzorców, tzn. humaniści są dobrze kształcenie w zakresie przedmiotów ścisłych, a “ścisłowcy’ w zakresie humanistycznych. W przedwojennej Polsce inżynierowie uczyli się greki, łaciny czy filozofii i wychodziło im to na zdrowie (mieli choćby o czym porozmawiać w wolnym czasie:). Moje zastrzeżenia wzbudziły jedynie uproszczenia, których dopuścił się Autor. Czy chciał powiedzieć, że na przykład teolog, filozof czy historyk nie umie mysleć, tylko coś tam powtarza? Radzę poczytać jakieś poważne książki z tych dziedzin i nie opierać artykułów na śmiesznych tezach. I nie ma tu do rzeczy sedno sprawy, czyli kwestia powiązania dobrobytu gospodarczego z konfesją dominującą na tym terenie. Tu Autor wydaje się mieć rację, ale sposób dochodzenia do tej racji na podstawie fałszywych przesłanek budzi wątpliwości. Na przyszłośc zalecam dokładne przemyślenie tego, co się pisze. Teza była obraźliwa dla wielu humanistów (choćby Papieża, żeby przyłożyć z grubej rury:). Pozdrawiam

  27. M.Adamczyk:

    Nieporozumienie wzięlo się z odmiennego definiowania “humanizmu”. Kiedyś, owszem, nazywano tak postawę polegajacą na wszechstronnym i głębokim zainteresowaniu wszelkimi dziedzinami wiedzy. ale już od dawna, ‘humanistami” określa się raczej osobników, którzy sa dumni ze swojej ignorancji w naukach ścisłych, ludzi zabobonnych i niesamodzielnych intelektualnie. “Humanizm” lansuje się jako alternatywe dla religii i ściśle się go wiąże np z wolnomyślicielami, czyli ludżmi, kórzy myślą wolno, jeżeli w ogóle. W tym wspólczesnym rozumieniu użyłem słowa “humanizm”, bo przecież w sensie klasycznym sam bym sie do humanistów zaliczał. Z reszta nie ma to związku z meritum eseju, a zostało przytoczone na dowód, że właśnie owi humaniści powtarzają tzw “mądrości ludowe” i nawet im do głowy nie przyjdzie, aby sprawdzic, czy są one aby prawdziwe. Z reszta, jako humanisci (we wspólczesnym rozumieniu) nie mają nawet żadnych narzedzi, zeby tego dokonać.

  28. mentula:

    M.Adamczyk - i to należało dokładnie sprecyzować budując komponując początek artykułu - tak dla jasności:)Cieszę się, że się rozumiemy.Pozdrawiam i życzę powodzenia. Z meritum, jak napisałem, zgadzam się…

  29. staryGlut:

    A może katolikom nie jest potrzebny tak duży rozwój i bogactwo bo ich ojczyzna jest w niebie?

  30. Robin:

    Trzeba wziąć uwagę, że wpływ na rozwój gospodarczy kraju ma nie tylko społeczeństwo w ogólności, ale w większym stopniu klasa polityczna. Jeżeli klasa polityczna nie kieruje się etyką katolicką (np. rządzący w PRL-u), to trudno oceniać na podstawie takiego kraju wpływ religii na gospodarkę.

    Jeśli oceniać wpływ religii na gospodarkę, to należałoby uwzględnić (a)religijność klasy politycznej. Trudno np. mówić o Francji jako kraju rządzonym przez katolików, chociaż powszechnie traktuje się ten kraj jako katolicki.

  31. M.Adamczyk:

    Wpływ religii na gospodarkę jest i tak pośredni i odbywa się poprzez kulturę. A ta się tak łatwo nie zmienia. W PRL nawet partyjni bonzowie zachowywali kulturową przynależność do kręgu rzymskokatolickiego. Niemniej okres PRL jest przedmiotem mojego odrębnego opracowania, które być może NCz zamieści. To samo dotyczy Francji. Z resztą forsowna laicyzajca tego kraju to okres ostatnich 20-30 lat, a oceniamy trendy czterystuletnie. Z resztą, jestem przekonany, że moda na laickosć jest we Francji przejściowa, jak tylekroć w jej historii.

  32. Jan Kowalski:

    Interesujacy i wazny dla nas Polakow artykul, ktory zachecil mnie do podzielenia sie moimi spostrzezeniami. Sprobuje poruszyc sprawe w opak.
    Doskonalym poletkiem do wyciagania wnioskow, na powyzszy temat, moze byc czesc Niemiec, ktora znalazla sie pod wplywem innego systemu ekonomicznego a takze etycznego, moralnego i filozoficznego.
    Mysle, ze bardzo owocnym we wnioski moze byc porownywanie dwoch panstw o odmiennej denominacji religijnej zas funkcjonujacych w tym samym systemie ekonomicznym. Mam tu na mysli Polske i dawna NRD. Mozna z grubsza powiedziec, ze rozwoj gospodarczy obu krajow byl podobny, zas skutki destrukcji socjalnej, w tym etyki pracy spowodownej istniejacym systemem ekonomicznym znacznie bardziej dotknely niemiecki kraj. Z doswiadczenia wiem o rosnacej demoralizacji zycia w bylej NRD - kradzieze, alkocholizm, upadek etosu pracy itp. Podobne zjawiska obserwowalismy w calym obozie ale wlasnie tam w NRD tak negatywna zmiana byla szczegolnie widoczna.
    Innym elementem kulturowym, wyrozniajacym obie denominacje religijne, jest stosunek to wybaczania, innaczej mowiac tolerowania, czy jak to mozna powiedziec, przymykania oka na nieprawidlowosci w stosunkach spolecznych, lub czynnosciach zawodowych. W spoleczenstwie polskim czesto miesza sie przebaczanie win z karaniem za nie wywiazywanie sie z obowiazkow zawodowych. Spoleczenstwa, ktore wczesniej rozwinely industrialne technologie nie maja z tym problemu. Ludzie ci rozumieja, ze odejscie od tasmy produkcyjnej powoduje katastrofalne konsekwencje, dlatego maja oni odmienny stosunek do sprawiedliwosci niz to jest wsrod ludzi pracujacych na roli. Podajac ten przyklad nie chce tu wartosciowac takich czy innych ludzi. Moja intencja jest pokazanie uwarunkowan zwiazanych z kondycja zawodowa a w konsekwencji obyczajowa.
    Dlatego byla NRD jest dla mnie klasycznym przykladem na to, ze nie religia a raczej system polityczno-ekonomiczny jest powodem roznic w rozwoju ekonomicznym.
    To kilka mysli, ktore nasunal mi ten artykul.

    Pozdrawiam

  33. M.Adamczyk:

    Niszczacy wpływ systemu socjalistycznego na gospodarkę, poziom produkcji i zamożność kwestii nie ulega. Jest on zdecydowanie silniejszy niż wpływ dominującej religii. Ale odróżnia go jedna ważna cecha - trwałość, a raczej jej brak. Komuna we wschodniej Europie istniała raptem mniej niż pół wieku. w skali życia jednego człowieka to bardzo dużo. PRL zmarnował w Polsce dwa pokolenia. Niemniej w skali istnienia określonych społeczeństw to w sumie mało. Komunzim w demoludach można porównać do gigantycznej zamrażarki, w której te kraje, toczące się w nich prawdziwe procesy społeczne, ekonomiczne, etc uwięzły jak mucha w bursztynie, Kiedy lód się rozpuścił, ruszyły i zamarznięte do tej pory procesy, tylko w szybszym tempie próbując dogonić resztę niezahibernowanego świata.

  34. breackhee:

    komunizm b.dużo w strefie obyczajów zniszczył. Wiadomo, że zniszczyć jest łatwo, a zbudować-b. trudno. Odbudować zaś-praktycznie niemożliwe. Źródłem etyki zaś jest religia. Dzisiejszy stosunek rządzących do religii rzuca ogromną kłodę pod nogi próbującym wprowadzić jakieś zasady etyczne , zresztą dość nieudolnie.

  35. breackhee:

    bez etyki nic nie osiągniemy

  36. M.Adamczyk:

    Niszczący wpływ komuny na obyczaj to pewien mit, wygodny dla niekórych, którzy swoje prostactwo woleliby zrzucić na “unych”. W rzeczywistosci, jak pisałem, komuna była zdecydowanie za słaba, żeby coś w tej materii trwale i na duzą skalę zmienić, chociaż naturalnie próbowała. Raczej jednak zamroziła procesy, zatem, kiedy komuna padła, to co zaszłoby naturalnie w społeczeństwie w ciągu lat 40-50, zaszło w przyśpieszonym tempie w ciągu lat 10-15, co sprawiło wrażenie jakiegoś dramatycznego zwrotu, kórego de facto nie było.

  37. Cezar Matkowski:

    Dyskusja o duchu religijnym i bogactwie narodów, którą zapoczątkował Weber zwykle sprowadza się do paradygmatu przedstawionego w jego pracy, przez co dyskutanci porównują, często długo i namiętnie, rózne cechy gospodarki państw w których dominują rózne wyznania. Jednakże moim zdaniem takie podejście jest z gruntu błędne. Aby mówić o wpływie poszczególnych religii na rozwój, należy bowiem udowodnić, że religia w ogóle ma jakikolwiek wpływ na gospodarkę. Inaczej cała dyskusja traci logiczne podstawy, gdyż łamie jeden z kanonów Milla, a mianowicie kanon jedynej różnicy. Dlatego też uważam, że dominująca religia ma dla rozwoju państw znaczenie marginalne bądź co najwyżej drugorzędne.

    Po pierwsze, warto zauważyć, że ruch protestancki rozpoczął się nie od konfliktu na gruncie doktrynalnym (Marcin Luter wcale nie był przeciwny sprzedaży odpustów, jego bunt wywołało dopiero sprzedawanie ich jako zwykłego towaru przez ludzi świeckich) lecz politycznym. Istotną część ducha protestantyzmu była walka z papiestwem i, co za tym idzie, centralizacją władzy w ówczesnej Europie. Jak wiemy zaś z doświadczenia, centralizacja dość skutecznie zabija pluralizm oraz samodzielną inicjatywę, która jest podstawą gopodarki kapitalistycznej.

    Po drugie, jeżeli sięgnąć po ramy czasowe zakreślone przez pana Adamczyka, czyli od początków XVII wieku do dziś, to warto zauważyć, że spora część krajów zdecydowanie katolickich przez większość tego okresu cieszyła się wielkim bogactwem. Przez sporą część tego czasu Hiszpania i Portugalia były potęgami, z którymi nie mogły się równać nawet bogate Niderlandy, o rozbitej Rzeszy Niemieckiej nie wspominając. Tak samo Szwajcaria przez większą część tego okresu nie odgrywała większej roli poza byciem ekspoerterem zawodowych najemników podczas gdy Polska była lokalną potęgą (co prawda od połowy XVII wieku chylącą się ku upadkowi). Być może to w pewien sposób przekładało się na ich motywację do działania, gdyż zasobne w kolonie Hiszpania i Portugalia nie czuły skłonności do zmian, zaś skłócone państwa niemieckie musiały rozwijać się, by obronić się przed agresywnymi sąsiadami.

    Koronny przykład Stanów Zjednoczonych jest w ogóle kwestią, nomen omen, z innej parafii. Niezależnie od różnic wyznaniowych, porównywanie kraju powstającego niemalże od zera na rozległych i gotowych do zagospodarowania ziemiach z państwami uwikłanymi w wielosetletnie układy społeczne i polityczne większego sensu nie ma. Teoretycznie można porównywać poszczególne regiony W państwach wieloreligijnych i wielokulturowych (np.: niemieckie landy katolickie z landami protestanckimi) ale ryzykujemy tym samym pominięcie procesów ujednolicania zachodzących w jednoczących się państwa. Co prawda, porównywać można zawsze, ale wyciąganie z tych porównań wniosków sprzecznych z kanonami logiki trudno traktować inaczej niż ekscentryczne hobby.

    Na marginesie całej dyskusji warto też zahaczyć o kwestie doktrynalne. Teza Webera do doktrynalnej przewadze protestantyzmu (kalwinizmu) jest co najmniej niespójna. Otóż,według Webera predestynacja skłaniała człowieka do sprawdzania, czy jest przeznaczony do zbawienia np.: poprzez pracę, zaś w katolicyzmie, w którym istnieje odpuszczenie grzechów człowiek mógł ustawicznie popełniać te same błędy (np.: leniąc się całe życie). Jeżeli założymy jednak, że zgodnie z większością doktryn chrześcijańskich, człowiek nie jest w stanie zrozumieć Boga, predestynacja w żaden sposób nie przyczynia się do motywowania wiernych a może im poważnie zaszkodzić (pierwsza porażka finansowa może bowiem zostać odebrana jako oznaka tego, że dany człowiek zbawienia osiągnąć się nie może). Z kolei katolicka spowiedź zakłądająca szczery żal (uznanie błędu) i mocne postanowienie poprawy (zmianę zachowania) bardzo dobrze wpisuje się w ideę elastyczności rynkowej.

    P.S. Całkowitym mieporozumieniem jest też wyłączanie z dyskursu religijnego niechrześcijańskich.

  38. M. Adamczyk:

    W moim eseju właśnie starałem się wykazac, że charakter denominacji, czy to katolickiej, czy protestanckiej ma identyczny wpływ na gospodarke, choć wpływ ten odbywa się na gruncie kultury. Włączenie innych religii zaciemniłoby obraz i rozbudowałoby esej do rozmiarów nieakceptowancyh przez “Najwyższy Czas”. Dwie wcześniejsze moje propozycje przepadły właśnie z tego powodu. USA właśnie dlatego wyłączyłem z rozważań, poniewaz nic podobnego nie istniało i nie istnieje po stronie “katolickiej”, a porównywać można jabłka z jabłkami i arbuzy z arbuzami, ale na pewno nie jabłka z arbuzami.. Dlatego do porównań wybrałem włąsnie te kraje, a nie inne. W XVII wieku, jak słusznie Pan zauważył, mieliśmy do czynienia z powolnym zmierzchem głównych katolickich mocarstw tego okresu Hiszpanią i Portugalią, ale i powstaniem i wzrostem nowych, zwłaszcza Francji i Austrii. Zmierzch panstw iberyjskich jest z resztą zauważalny w obliczeniach. Gdybyśmy przyjęli horyzont czasowy np od 1700, zamiast od 1600 roku, to otrzymalibysmy już przewagę rozwojową krajów ….”katolickich”., choć efekt mieściłby się jeszcze w granicy błędu (przy założeniu, ze PKB pc w roku 1700 można wyznaczyć z dokładnością do 10%)

  39. Messer:

    Co za chaotyczny i dziwacznie skonstruowany tekst. Przyciąga nie tyle swoją orginalnością co raczej swoim chaotyzmem myślowym i zarozumiałością. Autor ma jakieś swoje przemyślenia, które najwyrażniej traktuje jako powszechnie zrozumiałe. Czytając ten tekst można zabawić się w psychiatrę i przeanalizować niezgłębione meandry ludzkiego umysłu. Dziwne akcenty emocjonalne, tudzież jakaś wściekłość na ,,humanistów”, kimkolwiek dla autora są takie zjawy, świadczy o silnym zaburzeniu emocjonalym. W języku psychoanalizy nazywa się to manią depresyjno-prześladowczą. Dziwaczny świat własnych demonów pana Adamczyka przejawia się w zdaniu: ,,Jedną z takich objawionych mądrości jest twierdzenie, że kraje katolickie są biedniejsze i rozwijają się wolniej niż kraje z większością protestancką czy też wręcz „laicką”. Mit ten funkcjonuje w różnych odmianach, ale wszystkie są zgodne, że jeżeli w jakimś kraju dominuje wyznanie rzymskokatolickie, fatalnie wpływa to na tegoż kraju wyniki gospodarcze”. Doprawdy? Ten mit albo został skonstruowany w głowie autora na potrzeby napisania tego tekstu, co nazywa się prawdą urojoną, albo autor w jakiś dziwny sposób odczuwa kompleks niższości ze względu na wyznawaną przez siebie religię i konstruując rzekomy ,,mit” pragnie się z kimś rozliczyć. Opinia o rzekomym micie niższości rozwojowej krajów katolickich jest wyssana z palca. To problem wydumany i bez znaczenia. Pan A. najwyrazniej rzadko opuszcza nasz piękny kraj i nie ma zbyt częstej okazji do rozmowy na ten temat z przedstawicielami innych nacji. Nawet biorąc pod uwagę czystą rozrywkę intelektualną to są tematy o wiele ciekawsze od proponowanych przez autora roważań jak choćby próba analizy logicznej i gramatycznej wypowiedzi niejakiego Lecha Wałęsy. Równie ważne i wartościowe jak powyższy tekst!
    W krajach protestanckich chwali się etykę pracy stworzoną przez reformację, w krajach katolickich podkreśla się wielkość i rozwój kulturowy pod mecenatem Kościoła. Każda myszka swój ogonek chwali. Nawet jak ktoś podejmuje się , z braku przyzwoitych zajęć, jakiejś dziwacznej próby porównania osiągnieć różnych religii i ich wpływu na rozwój gospodarki, to traktuje to jako rozrywkę umysłową świadom drugorzędności tego problemu. Tymczasem autor powyższego tekstu jest bardzo serjozny i angażuje się w temat bardzo emocjonalnie. Wyrażnie leczy swoje niehumanistyczne kompleksy podając kilka podstawowych liczb z roczników statystycznych i próbując nadać im jakieś magiczne znaczenie. Tekst żywcem przypomina eseje pisane w szkołach przypartyjnych krajów bloku wschodniego o znaczeniu religii w życiu społecznym! Wniosek końcowy tego felietonu? A ba, równie dobrze można można spłentować rozważania Lecha Wałęsy. Wygląda na to, że zgodnie z torem myślenia pana A., klasycy marksistowscy mieli rację. Skoro religia ma taki wpływ na gospodarkę i rozwój społeczny to pozbądżmy się jej i dylemat o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą przestanie spędzać nam sen z powiek. Pozostanie dylemat o wyższości Sylwestra nad Ostatkami, albo Tłustego Czwartku nad Sobótką.

  40. me:

    Ale fajna dyskusja! Rzeczowa, merytoryczna. Bardzo mi się podoba. Takie komentarze to się dopiero czyta! A nie wzajemne opluwanie się między trollami i nie- trollami!!

Skomentuj (nie musisz być zalogowany aby komentować artykuły)

Dozwolone tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

TWÓJ KOSZYK

Twój koszyk jest pusty.
Zajrzyj do sklepu

REKLAMA

nowa ksiazka na nczas.com - Mitologia globalnego ocieplenia!
oblicza postępu, polska, 20 Listopada 2008

Teatr o królewiczach gejach będzie pokazany w szkołach?

Chcą wystawiać w szkołach spektakl o królewiczu, który zamiast wybranki znalazł wybranka Skomentuj

europa, oblicza postępu, 20 Listopada 2008

Zamknęli ojca za klapsa w pupę syna

Zabrali ojca do aresztu pod zarzutem “fizycznego znęcania się nad dzieckiem” 8 komentarzy

europa, oblicza socjalizmu, 20 Listopada 2008

KE: plan gospodarczy za 130 mld euro

Pakiet działań “wspierających koniunkturę gospodarczą” za 130 mld. 4 komentarzy

europa, oblicza postępu, 19 Listopada 2008

PE: niech Irlandia wiosną ratyfikuje traktat

“Demokracja” aż do skutku: wiosną 2009 Irlandczycy zagłosują ponownie!? 26 komentarzy

europa, oblicza socjalizmu, 18 Listopada 2008

PE: 500 mln euro na owoce

Urzędnicy uznali, że nadszedł wiekopomny czas aby za pieniądze podatników promować pozytywne nawyki jedzenia! 12 komentarzy

oblicza postępu, 18 Listopada 2008

Pierwsza morska misja wojskowa UE

UE zaangażuje “europejską flotę powietrzno-morską” do walki u wybrzeży Somalii. 14 komentarzy



KOMENTARZ SATYRYKA

Wasiukiewicz Komentarz Satyryka nr 47


  • WolnośćVolenti non fit iniuria
  • WłasnośćMy home is my castle
  • SprawiedliwośćLex retro non agit