Najwyższy CZAS! Pismo konserwatywno - liberalne. Serwis internetowy.

E-wydanie | Prenumerata | Księgarnia

Nowy dział w księgarni NCZ! Systematycznie uzupełniane recenzje prawicowych książek autorstwa Korwina Mikke, Zarzecznego, Sommera i innych (kliknij tutaj)!

19/03/2009, 9:20. Kategorie: numer biezacy

Idee: Czarny nacjonalizm

Marek Jan Chodakiewicz »

Zaczęło się od tego, że prezydent Obama zwrócił Brytyjczykom popiersie Churchilla. Stało sobie ono spokojnie w Białym Domu i stanowiło prezent Londynu dla Waszyngtonu, a ściślej: wyraz brytyjskiej solidarności z prezydentem Bushem po 11 września.

A teraz Obama wywalił rzeźbę przedstawiającą angielskiego polityka. Oficjalnie mówi się o przemeblowaniu, nieoficjalnie – o symbolicznym odrzuceniu przymierza transatlantyckiego i szczególnego związku z byłą metropolią. Histerycy mówią nawet pół żartem, że Obama mści się za bitwę pod Omdurmanem, gdzie imperialni pobili mahdystów. Churchill brał w niej udział w szeregach 21. Pułku Ułanów.

Obecny premier Gordon Brown na pewno tam nie walczył, chociaż Obama potraktował go jak Mahdi Charlesa Gordona, tzn. skrócił go o głowę – tyle że w przenośni. Premier Brown wiele sobie obiecywał po spotkaniu z amerykańskim przywódcą, a Obama po prostu go zignorował. Wielu Brytyjczyków odebrało to jako policzek. I nic nie pomoże entuzjazm Obamy na myśl o prywatnej audiencji u królowej Elżbiety II.

Niektóre media za pewne ochłodzenie w stosunkach amerykańsko-brytyjskich obwiniają prezydentową. Jedna z gazet nawet nazwała Michelle Obamę „Lady Macbeth”. Tutaj mamy raczej do czynienia z metafizycznym syndromem Rasputina – „dobry car, źli doradcy”, ale bez wątpienia Obamowa ma wielki wpływ na męża. Tak zresztą już jest w historii amerykańskiej prezydentury. Pani Reaganowa ścigała antykomunistów rządowych, aby nie psuli mężowi reputacji w lewicowych mediach, a Hilaria ustawicznie terroryzowała Billa Clintona.

Według wszelkich znaków na niebie i ziemi, Obamowa wzmacnia etniczną samoświadomość obecnego prezydenta. Jak można sądzić po jej pracy licencjackiej, obecna prezydentowa jest czarną nacjonalistką (black nationalist). W swojej pracy, obronionej na Wydziale Socjologii Uniwersytetu Princeton w 1985 roku, ówczesna Michelle LaVaughn Robinson zajęła się murzyńskimi absolwentami tej uczelni. Chciała zbadać, jaki mają stosunek do swego koloru skóry. Ku jej wielkiemu rozczarowaniu okazało się, że próbka ponad 90 absolwentów, którzy odpowiedzieli na jej pytania, jest dobrze zintegrowana z tzw. mainstreamem społeczeństwa amerykańskiego.

Czują się przede wszystkim Amerykanami. Ich „czarność” (blackness) była sprawą wtórną. Odwrotnie niż dla Michelle Robinson. Ta pisała o sobie: „moje doświadczenia w Princeton spowodowały, że poczułam się bardziej świadoma mojej »czarności« niż kiedykolwiek przedtem. Przekonałam się w Princeton, że bez względu na to, jak liberalni i otwarci starają się być wobec mnie niektórzy moi biali profesorowie i koledzy-studenci, dla nich zawsze będę najpierw Murzynką, a dopiero potem studentką”. Biedna Michelle! Wydawało jej się, że jest otoczona przez skazujących ją na ostracyzm rasistów – nawet gdy miała do czynienia z białymi lewicowcami, stale samobiczującymi się i wiecznie przepraszającymi za niewolnictwo Murzynów i rasizm białych.

Takie przekonanie – czy też percepcja – o wrodzonym rasizmie nawet u białych lewicowców powstało w głowie panny Robinson jeszcze przed studiami, ale zadomowiło się na dobre w Princeton pod wpływem radykalnych murzyńskich teorii nacjonalistycznych.

Pisała: „Te doświadczenia spowodowały, że stało się dla mnie jasne, iż ścieżka, jaką wybrałam, uczęszczając na Princeton, doprowadzi do mojej dalszej integracji albo i asymilacji w ramach białej struktury kulturowej i społecznej, która jedynie pozwoli mi na pozostanie na marginesie tego społeczeństwa. Nigdy nie zostanę jego pełnoprawnym członkiem. Obecnie świadomość tego jeszcze bardziej wzmocniła moje życzenie wykorzystania środków będących w mojej dyspozycji na korzyść czarnej społeczności”. Czyli swój do swojego po swoje. Solidarność wewnątrzrasowa. W społeczeństwie liberalnym jest to dozwolone tylko w wypadku mniejszości.

Kiwam głową, gdy w pracy licencjackiej dzisiejszej prezydentowej czytam pochwały teorii „Czarnej Siły” (Black Power) pióra narodowo-socjalistycznych murzyńskich radykałów – Stokleya Carmichaela i Charlesa Hamiltona: „Solidarność grupowa jest konieczna, zanim grupa może operować skutecznie z pozycji siły w ramach społeczeństwa pluralistycznego”. Czyli świadoma rasowo i odpowiednio zorganizowana grupa mniejszościowa może dominować w społeczeństwie wielokulturowym, wieloetnicznym, tzw. otwartym.

Naturalnie aby to się powiodło, większość powinna operować według odwrotnych reguł: demobilizacji i osłabienia odruchu solidarnościowego opartego na „białej świadomości”. Wtedy można budować „wspólne struktury” według wskazówek Conyersa i Wallace’a o „reprezentatywnej integracji”, czyli o „włączaniu czarnych funkcjonariuszy [officials] w różne aspekty polityki”.

Następnie późniejsza pani Obamowa przyznała się, że mimo wszystko Princeton ją skorumpował. Mianowicie zaakceptowała pewne „wartości konserwatywne”. Chciała dostać się do dobrej szkoły podyplomowej czy otrzymać dobrą pracę. Naturalnie udało jej się. Została „łącznikiem do spraw dywersyfikacji etnicznej” w jednym z chicagowskich szpitali. Zarabiała do niedawna około 300 tys. dolarów rocznie za to, że czuwała nad przyjmowaniem do pracy Murzynów. Cudowna formuła: pozostanie czarną nacjonalistką, wyzyskującą politycznie poprawne lewactwo na rzecz pomocy dla swojej społeczności. W Princeton i w innych szkołach Ligi Bluszczowej nie była wyjątkiem.

Pamiętam, jak pojechaliśmy raz na imprezę klubu konserwatywnego do Princeton. Było to niedługo po tym, jak Michelle Robinson ukończyła tam studia. Jeden z moich młodszych kolegów – zresztą Polak z pochodzenia – był wiceszefem Young Americans for Freedom, młodzieżówki konserwatywnej. Pojechaliśmy z grupą kolegów z Columbii i Yale zintegrować się z princetoniakami. Jednym z nich był potężny, wielki Murzyn.

Jak sobie wypił, okazało się, że jest czarnym nacjonalistą. Twierdził, że duża liczba Afroamerykanów w więzieniach to oznaka rasizmu. Kłóciliśmy się o to, bo przecież aresztowania odzwierciedlały zwalczanie przestępczości. On ostro też leciał na naszych „starszych braci w wierze”. Uważał, że „Żydzi wjechali na plecach czarnych na szczyty władzy w USA pod pozorem ruchu praw człowieka”. To rewers monety, do której awersu do niedawna publicznie przyznawała się Michelle Obamowa.

Do dziś istnieje rozłam wśród czarnych studentów. Afrocentryści i czarni nacjonaliści nadają ton. Asymilanci siedzą raczej cicho. Ma to związek również z tym, kto się dostał na studia dzięki akcji afirmatywnej, czyli tzw. punktom za pochodzenie, a kto dzięki własnej pracowitości. Pamiętam, jak w Kalifornii słuchałem wykładów z antropologii prowadzonych przez czarnego profesora, który ukończył Harvard i – co zawsze podkreślał – stało się to przed akcją afirmatywną.

Jego zdaniem, tzw. punkty za pochodzenie spospolitowały jego tytuł i wysiłek. Poza tym awans społeczny osób, które w normalnych warunkach nie zdołałyby go osiągnąć, prowadził do ich napiętnowania – również wśród tych czarnych, którzy sobie bez punktów dobrze radzą. Ci ostatni zżymają się, że są podejrzewani o awans „z pochodzenia”, a ci pierwsi głęboko w sercu czują, że nie zasługują na tak szybki awans i że inni gardzą nimi. W związku z tym sami izolują się od innych i mają trudności z asymilacją w amerykańskim społeczeństwie. Ciekawe, czy Michelle Obama dostała się na studia w wyniku akcji afirmatywnej…

Nowe książki w księgarni:

Rekomendacja Miltona Friedmana!Przygody Jonatana” (Ken Schoolland): Fantastyczny i absolutnie niepowtarzalny podręcznik wolnościowej ekonomii dla dzieci i młodzieży! Bardzo przystępna forma opowiadania gwarantuje długie godziny lektury! Jest w niej przygoda, sensacja, dramat, komedia ale przede wszystkim edukacja! Pozycja została przełożona na ponad 50 jerzyków i opublikowana w tyluż krajach świata! Do książki została dołączona polska i angielska wersja audio na płycie CD.

Żydzi a Kościół katolicki – bez cenzuryKościół, Żydzi, Polska” (x. Waldemar Chrostowski): Pierwsza w Polsce książka, która dialog katolicko – żydowski ukazuje bez tzw. “politycznej poprawności”! Ponieważ Autor przez cale lata był w ten dialog zaangażowany macie Państwo pewność, że wyłożone informacje są prawdziwe!


Tylko u nas!Korwin – wolnościowiec z misją” (JKM, Sommer): Pierwszy wywiad rzeka z najbardziej znanym polskim orędownikiem wolnego rynku! Kim naprawdę jest JKM?

Skomentuj

Użyteczne tagi:

<a href="adres strony www"> link </a>
<blockquote> "cytat" </blockquote>
<code> kod </code>
<i> italic </i>
<strong> pogrubienie </strong>