numer biezacy, 13 Grudnia 2007

Kapitalizm to nie piractwo - własność intelektualna w Polsce i USA

Marek Jan Chodakiewicz
Obrazek

Właśnie napisał do mnie Wydawca niniejszego pisma z odkryciem, że „te same teksty co w „NCz!” zaczęły pokazywać się w internecie niemal w tym samym momencie co w gazecie – czy
dałoby się coś z tym zrobić? Generalnie przyjęliśmy zasadę, że zezwalamy na takie
publikacje (w bardzo ograniczonym zakresie - przyp. red) po dwóch tygodniach od ukazania
się w gazecie (a w gazecie ukazują się po tygodniu od złożenia w redakcji).

„Sam rozumiesz – nie ma sensu drukować tekstów, które są dostępne w tym samym czasie za darmo.” Natychmiast skontaktowałem się z moim ulubionym kolegą, mecenasem z Bell, Boyd and Lloyd w Chicago. Co można zrobić? Pod każdym artykułem powinno stać: „Zabrania się
pod karą sankcji prawnych publikacji tego tekstu w jakiejkolwiek formie co najmniej przez dwa tygodnie od momentu wydrukowania na łamach »NCz!«”. Prawnik może też wysłać list ostrzegający do piratów, ale ja powinienem mu zapłacić z 1000 $ za jego czas.

Dlaczego? No jak to? Przecież domaganie się darmochy byłoby wyzyskiwaniem osób,
które na swoją wiedzę tak ciężko pracowały i tyle za nią zapłaciły. Nasz prawnik ukończył
Yale. Czesne za cztery lata kosztuje jakieś 120.000 $. Oprócz tego wyżywienie,
ubezpieczenie, opierunek i mieszkanie – przynajmniej dalsze 80.000 $. Potem była szkoła prawa przez trzy lata – dalsze 200.000 $ w kosztach. Były też i inne wydatki. I tak świeżo upieczony student ma na szyi pętlę: prawie pół miliona dolarów długów. Sprawny, znalazł pracę. Ale tu trzeba kupić (na raty) samochód, aby do niej dojeżdżać, i dziuplę, aby się mieć gdzie
przespać. I jeszcze jest żona. Czyli jeszcze więcej długów. Poza tym nasz kolega mecenas
jest stale zaangażowany w pracę społeczną i naprawdę daje z siebie wszystko. Wykorzystywać jego wiedzę za darmo to przecież brak sumienia i honoru. Coś o tym wiem.

College kończyłem w Kalifornii: San Francisco State University. Uczęszczałem w tym czasie też do College of San Mateo, a jako wolny strzelec – na uniwersytety: Berkeley i Stanford. Studia
dalsze, łącznie z doktoratem, zrobiłem na Uniwersytecie Columbia, ale łaziłem też na wykłady na Princeton, Yale i Harvard, oraz siedziałem przez półtora roku przy University of Chicago Law School. Koszt samych studiów doktoranckich na Columbii to ok. 250.000 $. Nawet jak się
ma dobre stypendium, to trzeba przecież też z czegoś żyć.

Potem jest długachne poszukiwanie pracy (no bo kto zatrudni politycznie niepoprawnego?), a następnie normalne wydatki: rodzina, dom

To wszystko nie obchodzi piratów, którzy ściągają teksty bez pozwolenia. Tutaj sprawa jest prosta i złodziejstwo ewidentne. Oprócz piratów są jeszcze jednak inne kategorie uciążliwców. Pierwsza kategoria to tzw. cranks. Co najmniej dwa razy w miesiącu dzwonią do mnie bądź wysyłają sążniste elaboraty osobnicy pouczający mnie, co jeszcze powinienem robić, aby
zbawić Skrwawioną Ojczyznę. I zwykle rozkazują przysłać sobie za darmo egzemplarz mojej ostatniej książki. Cranks są szkodliwcami, bo kradną mi czas. A czas, wiadomo, to pieniądz.

Druga kategoria to nękający mnie o informacje. Tutaj trzeba być sprawiedliwym. Media zwracają się do nas bardzo często z prośbą o komentarz. Na przykład dzwoni ktoś z Fox News i pyta o rzekome kontakty między dyplomatami hiszpańskimi a Hezbollahem. Wystarczy krótka wypowiedź, czasami naprowadzenie dziennikarzy na trop i są zadowoleni. To jest dopuszczalne, bowiem zyski są obopólne: oni dostają informację, a my jesteśmy w mediach jako eksperci.

Kłopot zaczyna się dopiero wtedy, gdy proszą o poważniejsze konsultacje. Zwykle firmy amerykańskie natychmiast proponują honorarium. Zrobiłem kilka wyjątków, pracując pro bono,
szczególnie przy dokumencie o Powstaniu Warszawskim w CNN, co wymagało bardzo
dużo roboty, łącznie z wyprawą do Polski. No ale należało się coś powstańcom opluwanym
przez pół wieku przez komunę, a po 1989 r. przez michnikowszczyznę. W innych wypadkach jest albo honorarium albo darmowa reklama dla mojej uczelni – rzecz bardzo wartościowa.

Naturalnie dobre te zwyczaje nie dotyczą eks-PRL. Od czasu do czasu zwracają się do
mnie media z Polski. Niektórzy chcą krótkiej wypowiedzi. Inni zadają bardzo szczegółowe
pytania, chcieliby, abym poświęcił ich projektowi dużo czasu, a niekiedy wręcz spodziewają się, że zrobię za nich badania. Gdy podaję im podstawowe informacje, a potem staram się delikatnie zniknąć – dziwią się, obrażają.

„No przecież bywa Pan w Polsce, napisał Pan kilka książek po polsku na różne tematy, zna się Pan na tym”. Zupełnie nie rozumieją, że książki napisałem w ramach pracy społecznej. Co więcej – książki te zaszkodziły w mojej karierze naukowej w USA. Książki kosztują mnie finansowo.

Daję przykład: samo kopiowanie w archiwach w Polsce na potrzeby książki o stosunkach polsko-żydowskich kosztowało około 10.000 $. Kwerenda zajęła dwa i pół roku. Pisanie zajęło mi około pół roku. Oznacza to, że nie zarabiałem godnie przez trzy lata, bowiem bawiłem się w Polskę. A żyję w USA. Brak zysku oznacza, że straciłem około 150.000 $. W świecie interesów
to się nazywa opportunity cost – koszty straconych możliwości.

Zyski finansowe dla autora książki – negatywne. Zyski pozytywne? Wyłącznie intelektualne i patriotyczne. Napisałem na podstawie kwerendy kilka książek. Podzieliłem się znalezionymi
przeze mnie materiałami z wieloma kolegami badaczami. Tylko w solidarnościowej
kooperatywie można było posunąć sprawę odkłamania historii Polski do przodu. Na
ale jak odzywa się do mnie teraz stacja telewizyjna czy gazeta, która w Polsce
zjawiła się z Zachodu i zarabia krocie, to przecież nie będę ich próśb traktować jako
pracy społecznej na rzecz wileńskiej AK. Mają budżet. Im się płaci za to, co robią, a
po mnie spodziewają się, że będę odwalał ich robotę za darmo. Mam przecież swoją
pracę i obowiązki. Jest to proste jak budowa cepa – jak powiada mój kolega Henio.

Trzecia kategoria marudów kradnących mój czas to zamawiający artykuły, lecz nie publikujący ich oraz nie płacący za zmarnowany czas – na przykład „Fakt”. Tacy są nieodpowiedzialni i natychmiast znikają z mojego kalendarza. Znów większość z nich to ex-PRL-owcy. W USA coś
podobnego zdarza się bardzo sporadycznie – głównie gdy tekst okazuje się zbyt politycznie niepoprawny.

Czwartej kategorii osób wydaje się, że najważniejsza jest ich praca, którą dostaję do recenzji. I ma być to na jutro. Ostatnio na przykład dostałem doktorat z Pragi czeskiej do oceny, a autor poganiał mnie twierdzeniem, że będzie się bronić na początku grudnia. Dał mi dosłownie osiem
dni. Inni przysyłają mi manuskrypty (w różnych językach, w tym po polsku) i obruszają się, gdy im daję termin jednoroczny.

Otóż w USA za recenzję manuskryptu płaci się od 200 do 500 $ albo talonem na książki o wartości do 1000 $ dostępne w zlecającym recenzję wydawnictwie. I dają od trzech miesięcy do pół roku, bo praca za tak mizerne wynagrodzenie nie jest priorytetem. Nie można spodziewać się przecież, że osoba żyjąca w USA będzie działać na post-PRL-owskich zasadach czasu i finansów.

Piąta kategoria to ci, którym wydaje się, że płacą mi za moją pracę, albo chcą wymigać
się od płacenia. Na przykład zaprosił mnie na zachodnie wybrzeże USA pewien klub polski. Odparłem, że podróżuję wtedy, kiedy zapraszający opłacają mi przelot, hotel, oraz honorarium za wykład (tak na przykład zrobiła Polonia w Calgary dwukrotnie, a amerykańskie instytucje robią to rutynowo). Zdziwili się i byli zawiedzeni. Kiedyś zgłosił się wydawca polonijny o pozwolenie na przedruk jednego z moich artykułów po angielsku. Tłumaczę mu, że właścicielem jest amerykański wydawca, który mi zapłacił. Polonus przedrukował mimo tego bez pozwolenia, parafrazując kilka zdań, a waląc cztery kolumny verbatim. Innym razem odezwało się wydawnictwo, które przetłumaczyło jedną z moich książek na polski.

Spytali, czy satysfakcjonuje mnie 8000 złotych. Machnąłem ręką. Aż wstyd tłumaczyć, że za artykuł dłuższy dostaję od 500 do 2000 $, a za krótki – od 200 do 400 $. Inne polskie wydawnictwo zapłaciło 1000 złotych za moją następną książkę, ale obiecuje procent od obrotu.
Też mizeria – ale zobaczymy. W każdym razie moje doświadczenie wydawnicze z Polakami wskazuje, że fajnie jest, jak ktoś pisze dla nich, a ktoś inny wydaje i sobie może na tym zarobić. Dopóki to się nie zmieni, szczególnie na prawicy, będzie takie gównozjadztwo, jakie jest.
Niedawno autorzy scenariuszy i inni medialni pisarze przeprowadzili strajk w Hollywood. Chcieli więcej pieniędzy. Tym razem mieli rację. Otóż gdy większość z nich podpisywała kontrakty z
rozmaitymi stacjami telewizyjnymi i innymi firmami medialnymi, internet albo nie istniał, albo był w powijakach. Teraz ludzie ci znajdują swoje dzieła – w formie pisanej, gadanej bądź wizualnej – w internecie. Ponieważ nie było to zastrzeżone w kontrakcie, pisarczykom nic nikt nie płaci.

A firmy medialne zarabiają na internecie krocie, głównie z reklam. Powinni im zapłacić.
Kapitalizm to nie piractwo.

45 komentarzy do artykułu “Kapitalizm to nie piractwo - własność intelektualna w Polsce i USA”

  1. Andrzej*:

    “nie zarabiałem godnie przez trzy lata, bowiem bawiłem się w Polskę. A żyję w USA. Brak zysku oznacza, że straciłem około 150.000 $.”
    Doceniam Pańskie wysiłki, ale bądź co bądź zajmował się Pan tym dobrowolnie, więc pisanie o stratach jest nie na miejscu. Jeżeli np. idę do kina albo na mecz, to nie narzekam na to, że w tym czasie nie zarabiałem.
    A jeszcze bardziej nie na miejscu jest sformułowanie “bawiłem się w Polskę”, które na prawicowych łamach co najmniej drażni.

  2. Stworek z Tworek:

    Takie określenia jak “złodziejstwo” czy “kradzież” w odniesieniu do własności intelektualnej (a tym bardziej do abstrakcyjnych pojęć jak stracony czas) to pomówienie. Nie ma co mieszać zdefiniowanych pojęć (prawa karnego) do prawa autorskiego czy “straconego czasu”. Rozumiem, że forma felietonu ale przenośnie i porównania mają swoje granice - czemóż nie nazwać tego gwałtem (na swoich prawach) albo mordem (swojego czasu)?

    Ostatnio jakoś szczególnie te “kradzieże” i “złodziejstwa” drażnią, bo przypinane są już do wszystkiego. Niebawem usłyszymy, że niedoszły kandydat na funkcję obieralną został okradziony przez wyborców z mandatu, bo nie został wybrany.

  3. jjj:

    MJ Chodakiewicz to może i historyk…

    Ale liberał taki, jak z koziej dupy trąba.

    “To wszystko nie obchodzi piratów, którzy ściągają teksty bez pozwolenia”. Oj biedactwo. Ciekawe czy go obchodzi, jak Chińczyki pracują za 0,2$ za godzinę?

    I na dodatek nie wie, co to znaczy “kradzież”. A znaczy to “zagarnąć czyjąś własność”. Czy ci “piraci” wzięli mu coś? Zabrali?

    Czas - na pewno nie, bo przecież im czasu od tego nie przybyło.
    Tekst - też nie, bo on cały czas ten tekst ma.

    No więc - co oni “ukradli”???

    I co mnie obchodzi ile szanowny Autor wydaje na studia, samochody i żonkę?

  4. jjj:

    A skarżenie się na to, że w Polsce słabo płacą w porównaniu do USA - to nawet u socjalisty rzecz kretyńska.

  5. joy:

    nie wiem kim jest ten bufon ale jak mu nie pasuje to von!!!
    wracaj se do swoich stanów i nie kwicz więcej na prawicowych stronach farbowany l(ev)isie…
    mam pytanie do redakcji:
    poco zamieściliście to to na waszych lamach
    jeśli daliście mu za ten bazgroł choć złotówkę to powinni was ludzie olać bo marnujecie ich pieniądze które wam dobrowolnie wpłacają za czytanie tego…no właśnie, czego?!?
    poza tym należy mu sie oper za obrażanie ludzi i nazywanie złodziejem każdego kto zechce rozpropagować na innych forach niektóre tutaj dostępne - dla wszystkich texty
    jeśli popieracie tego ponurego typa to możecie zapomnieć o jakiejkolwiek społecznej działalności i propagowaniu idei koliberalnych o co często nas prosicie
    domagam się stanowczego odcięcia od treści tego typka, inaczej sani sobie narobicie pod siebie i DOBRZE wam tak będzie!!!

  6. racoon:

    mnie tez skubani okradaja…

    przyjdzie taki debil do mojego sklepu, przez pół godziny wypytuje się o jakiś telewizor, każe sobie porównywać z innymi, doradzić mu który najlepszy itp.

    po czym wychodzi, idzie do domu i zamawia taki, który mu doradziłem, np. na allegro - bo tańszy (tańszy bo nikt nie dolicza kosztów czasu za doradztwo) - złodziejstwo, nie ?

  7. joy:

    ps
    znam texty pana JKM na temat własności intelektualnej
    różnią się zupełnie od tego ponurego ktosia zwłaszcza tym że JKM jak je pisał to używał do tego intelektu…
    właśnie spostrzegłem że ten typ napisał że skłoniła go napisania tego bazgroła redakcja czy wydawca
    a więc to tak!?!
    no to mam nadzieję mieć będziecie prze***ne!!!!

  8. joy:

    acha
    zdałem sobie sprawę że zostałem okradziony bo myślałem że to portal prawicowy i texty będą przynajmniej rozumne
    straciłem czas na czytanie tych buraczanych paszkwili i dodatkowo poniosłem szkodę na intelekcie i psychice (a nuż jakieś g***o się z tego do mnie przylepi?)
    kto mi pokryje straty które wyceniam na jakieś 100 000$ - wszak człowiek jest bezcenny?!?

  9. Pan Dzikus:

    “Spytali, czy satysfakcjonuje mnie 8000 złotych. Machnąłem ręką. Aż wstyd tłumaczyć, że za artykuł dłuższy dostaję od 500 do 2000 $, a za krótki – od 200 do 400 $. Inne polskie wydawnictwo zapłaciło 1000 złotych za moją następną książkę, ale obiecuje procent od obrotu.”

    Nie rozumiem tego marudzenia. W Polsce żyje ledwie 38 mln ludzi, książki czyta co dwudziesty więc te się słabo sprzedają a zawsze chyba lepiej mieć niż nie mieć te 9 tys. zł.

  10. r27:

    tak głupiego artykułu dawno nie czytałem
    ciekawe ile płaci mu żona za to że łaskawie spędza z nią wieczór, koleś pwnie podlicza jej każdą minutę którą stracił konwersując z nią na temat wystroju living roomu

    generalnie to ciężko mi uwierzyć że tacy ludzie są na ziemi :)

    ale po tym jak JKM zaczął wyliczać straty w mld euro bo ileś tam trzba wpisać cyferek w przekaz to już nic mnie nie zdziwi

    tzn dziwi że JKM jeszcze nie wpadł na pomysł by każdy mieszkał w swoim miejscu pracy gdyż przez te ciągłe dojazdy tracimy BILIONY euro rocznie….

  11. Szymon+:

    Rowniez przylacze sie do krytyki. Rozumiem amerykanska mentalnosc kapitalistyczna, ale to co zaprezentowal p. Chodakiewicz jest raczej biadoleniem zagubionego Zyda ze wschodniego wybrzeza, mam wrazenie, ze przesiakl podobnym sposobem myslenia.

  12. Aretai:

    Na wstepie prosze autora o ujszczenie na moje konto kwoty: 200-500$ (”Otóż w USA za recenzję manuskryptu płaci się od 200 do 500 $”) za konstruktywna krytyke. Lub moze jeszcze lepiej w zlotowkach bo $ przezywa kryzys;). No, ale zarty na bok.
    Nie wiem co dokladnie chcial uzyskac autor publikujac ten tekst na tych lamach. Na poczatku mozna powiedziec deklamuje peany na wlasna czesc (jakie to on ma wyksztalcenie, jakie niepopularne mysli glosi i jak przez to mu jest trudno znalezc robote, etc), potem jest watek quasi-martyrologiczny (jak to poswieca swoj czas, a moglby robic co innego - opportunity cost). A przez caly czas przewijaja sie kwestie placowe. Nudy. Mieszanie patriotyzmu z finansami (zreszta tych jest chyba wiecej) chyba nigdy nie wychodzi dobrze… Generalnie moje odczucia sa raczej takie, ze autor chcialby wyciagnac od Polakow jak najwiecej kasy (moze Amerykanie nie za bardzo chca placic) i do tego w niezbyt dobrym stylu:
    “Spytali, czy satysfakcjonuje mnie 8000 złotych. Machnąłem ręką. Aż wstyd tłumaczyć, że za artykuł dłuższy dostaję od 500 do 2000 $, a za krótki – od 200 do 400 $.”
    Takie sa niestety polskie realia… Nie wiem ile pieniedzy dostal pan za ten artykul, ale na miejscu redakcji raczej rzadalbym pieniedzy od pana za udostepnianie miejsca (niektorzy czytelnicy moga sie poczuc obrazeni lub zniecheceni do zamowienia prenumeraty).

    Aretai

  13. wuuj:

    Straszny buc. To juz wole Mikkego.

  14. virago535:

    “Nikt nic nie czyta, a nawet jak czyta to niczego nie rozumie, a jeśli nawet rozumie to niczego nie zapamiętuje(nie uczy się)”
    To mniej lub bardziej dokładna cytata z niejakiego LEMA, Stanisława zresztą.
    Pewnie w grobie się przewraca widząc Wasze komentarze….
    Przecież do ciężkiej cholery jak tekścik nie pasi, piszę krótko: bleee
    Najbliżej wedle mojej oceny jest [racoon] choć humorem i ironią podszyty i nie bez kropli gorzkiej codzienności…

  15. facanacas:

    Teraz widzicie, co dają studia w USA. W końcu G.W. Bush jest absolwentem Yale (jak wszyscy prezydenci). To akademik, który twierdzi, że większość importów USA pochodzi z zagranicy.

    Podobnego bełkotu, jak ten Chodakiewicza, nie słyszałem już dawno. Poza tym, każdy człowiek, któremu miła jest idea wolności, wie, że prawa do dóbr umysłowych to oczywiste nadużycie. Już tutaj o tym w komentarzach pisano. Jeśli ktoś wydaje książkę albo pisze artykuł, to może żądać za to zapłaty. Jasne. Jeśli mu ktoś za to zapłaci, to niech się cieszy. Jeśli nie, nich piecze chleb albo szyje buty.

    A poza tym, Chodakiewicz tym „artykułem” udowodnił, że z dobrami intelektualnymi nie ma nic do czynienia. Co tutaj chronić?

  16. tjaw:

    @ facanacas

    “Jeśli ktoś wydaje książkę albo pisze artykuł, to może żądać za to zapłaty. Jasne. Jeśli mu ktoś za to zapłaci, to niech się cieszy.”
    No właśnie. Jak chcesz się cieszyć tą książką/artykułem to płacisz i masz. Jak ci za drogo - nie kupujesz. Albo czekasz aż autor/wydawca udostępni to za jakiś czas, jeśli będzie miał ochotę, bezpłatnie dla biedaków/skąpców.

    ” Jeśli nie, nich piecze chleb albo szyje buty.”
    No właśnie. Jeśli trafi się kiepski autor, to tak musi zrobić. Ale tak musi też zrobić dobry autor, jeśli nie może zarobić na pisaniu książek/artykułów, gdy nikt nie chce płacić za udostępnienie.

    Z innej strony. Czemu chcesz ograniczać wolność autora? Jeżeli zechce on udostępnić tekst nieodpłatnie - jego sprawa. Jeżeli odpłatnie - też jego sprawa. Jak nie chcesz płacić, to po prostu nie czytaj! Nikt Cię do tego nie zmusza. Przeżyjesz bez tego. Skoro tekst jest dla Ciebie nic nie warty i nie dałbyś za niego ani grosza, to po co ci on?

  17. facanacas:

    tjaw, ja to widzę tak. Jeśli ktoś publikuje tekst, to jest to od tego momentu sprawa publiczna. Musi zgodzić się na dyskurs i przytoczenie tekstu w całości bez żadnych ograniczeń (naturalnie sprawa podania autorstwa jest święta). Książka jest wartością samą w sobie. Papier, piękna typografia, ilustracje — rzecz. Kupuję książki dla tych wartości, niekiedy nawet czasopisma i gazety. Sam tekst, przekaz, idea jest sprawą odrębną i moim zdaniem nie podlega ochronie prawnej. Czego by sobie jakiś zachłanny Żyd nie wymyślił i uchwalił. Tak samo prawa na odkrycia praw natury.

  18. zygi:

    A ja kiedyś wydałem na tego bubka kilkadziesiąt złotych. Teraz mam dwa wyjścia, albo książkę wypieprzę na śmietnik - bo nie chcę, żeby przypominała mi, że wyrzuciłem pieniądze w błoto (nie lubię łożyć na gogusiów) - albo ją zeskanuję i wrzucę do netu, żeby ktoś, kto musi, mógł z niej skorzystać za darmo.
    Siedź sobie w tej hameryce, człowieku. Naprawdę poradzimy sobie bez takiej osobistości.

  19. abaraba:

    Wlasciwie co wy krytykujecie,komentatorzy? Ze facet sie ceni? Ma do tego prawo,a to wlasnie “polactwo” ma siebie za nic i zrobi wszystko zeby sie przypodobac Europie kosztem wlasnym.I do tego wulgaryzmy ktore tylko podkreslaja poziom komentujacych.

  20. Stworek z Tworek:

    Wlasciwie co wy krytykujecie,komentatorzy? Ze facet sie ceni?

    1. Nieprecyzyjne posługiwanie się terminologią. Jeśli już używa ciężkich argumentów wypada by były trafne.
    2. Proponuję, by oskarżył mnie o kradzież jego czasu, bo przecież przeczytałem jego felieton. A Szanowny Pan Chodakiewicz musiał na niego poświęcić czas.

    Tyle ode mnie.

  21. r27:

    jak rytykuję bo wydaję mi się ze potem jakie cwaniaczki lobbują za prawem które za ściaganie utworów z sieci nakłada na małolatów kary po 100 tys$

    tak jak ktoś napisał powyżej e-book sam w sobie nie jest kradzieżą a co najwyżej darmową reklamą a jak temu gogusiowi się wydaję iż to jest kradzież to niech tak zabezpieczy sowje ‘wiekopomne dzieła” by nikt nie mógł ich przedrukować do sieci, a skoro taka blokada jest niemożliwa niech się przymknie

    każdy kto zna rynek książek wie ze e-booki nie są konkurencją dla wydawnictw gdyż człowiek zazwyczaj pragnie posiąść dobro materialne w postaci książki w dobrej oprawie i z grafikami a nie “mieć” książkę na dysku

  22. joy:

    myślę sobie że ten grafoman małomyślny jest w gruncie rzeczy niebezpiecznym typem bo prawdziwi złodzieje tylko cieszą się że mają takich drmozjadowych klakierów i dzięki nim mogą w nieuczciwy sposób wymuszać na państwach złodziejskie prawo legalizujące okradanie - rujnowanie ludzi których winą jest że sobie jakąś piosenkę ściągnęli na dysk…

    i wy (redakcjo!) śmiecie promować i zachęcać takich typów to szerzenia tego ciemniactwa i zachęcania innych do głuptactwa co kończy się jak pisałem rozbojem, gwałtem i rabunkiem na obywatelu w świetle (bez)praw(i)a!?!

    gdyby to jeszcze było w jakiejś jawnej lewiznie wybiórczej czy innej ale w N.Czasie!?!
    hańba!!!

  23. żydek:

    Pan Chodakiewicz powinien się cieszyć że ktoś rozpowszechnia jego, być może genialne myśli, byleby nie jako swoje. W ogóle to jestem przeciwnikiem prawnej ochrony “własności intelektualnej”- szkoda energii. Twórcy mogą przecież zawierać umowy z prze-twórcami czy dystrybutorami. I wystarczy by te umowy (jak wszystkie inne) były strzeżone. Przecież mówiąc coś, nawet szeptem, ujawniamy swoje myśli światu i każdemu wolno z tych myśli skorzystać. Jeśli nie chcemy, nie chłapmy ozorami. A cieszmy się gdy nasz geniusz komuś pomoże lub zrobi przyjemność. Tak tak, artyści. Nie płacicie Panu Bogu za przydział talentów, więc nie należą się Wam żadne niekończące się tantiemy. Sprzedawajcie swoje produkty raz, a dobrze. Panie Ch., niech Pan nie liczy na zwrot za studia. Są jeszcze tacy co idą na studia po prostu, by zaspokoić ciekawość, a nie po dyplom.

  24. pit:

    Ależ jadu na tym forum. Ktoś się ceni, inni go nie cenią, no i dobra. Co to ma wspólnego z prawem autorskim? Ceny ustala rynek, ale nie na zasadzie, że ktoś za darmo w internecie treść udostępni. Wytwor pracy nie musi być materialny. Za informacje też powinno się płacić. Lubię konstruktywne fora - mniej epitetów, więcej treści. Jest wiele sposobów na odreagowanie. Nie trzeba od razu obrzucać się błotem.

  25. facanacas:

    pit, nie bądź taką nudną dupą. Trochę luzu. Styl tutejszych komentarzy narzucają autorzy NCzasu. Zauważ, na jakie impertynencje pozwala sobie JKM wyzywając elektorat od głupków. Jaką niekompetencją, niedbalstwem obrażają czytelników inni autorzy. Ostatnio Admin walnął cztery błędy na poziomie mowy murzyńskiej w jednym akapicie. Nawet w gównianej sobie na coś takiego nie pozwalają. W gazetach istnieją jednak korektorzy. Jeśli teka „elita” rości sobie prawa do przywództwa dusz, to dostaje w komentarzach pięknym za nadobne.

  26. pit:

    No toś mnie k_wa facanacasie uspokoił. Dupa, dupa, pupa! Faktycznie, od razu mi lepiej. I jak od razu ciekawie. Nie ma jak porządna dupa na nudę. Tylko czemu od razu na forum?. Wesołych Świąt wszystkim forumodupowiczom.

  27. facanacas:

    Wesołych Świąt, pit. I luuuuuz.

  28. Zawiedziony na NCzas'ie:

    “Trzecia kategoria marudów kradnących mój czas to zamawiający artykuły, lecz nie publikujący ich oraz nie płacący za zmarnowany czas” - Otóż, parę miesięcy temu nie kto inny, jak sam NCzas opublikował mój artykulik, a następnie poproszono mnie o jeszcze jeden tekst dotyczący opisanej tam historii. Napisano mi, że go opublikują… (Straciłem 2 cenne dni). Do dziś tego nie uczynili. Nawet nie raczyli tego wyjaśnić - ot, “tradycjonaliści” i “konserwatyści”…

  29. Najwyższy CZAS! » Artykuł » Komuniści w prawicowej skórze:

    [...] właśnie myślą ci, co skomentowali na stronie http://www.nczas.com felieton Marka Jana Chodakiewicza “Kapitalizm to nie piractwo”. Nie będę go tu omawiał, bo można go przeczytać w całości. Można też przeczytać pod nim [...]

  30. tosia:

    ma Pan rację. tylko dlaczego to dotyczy głównie prawej strony. lewa ma się dobrze w tych sprawach.

  31. KRS:

    A jak jestem geniuszem i zapamiętam ten tekst ,a następnie go przepiszę na inne fora to też jestem złodziejem? Skoro mam go w głowie to jest on moją wartością intelektualną. Poza tym Pan już kasę za felieton dostał więc o co panu jeszcze chodzi?

  32. may:

    SŁUSZNE SŁOWA
    a mnogośc wrogich komentarzy tylko potwierdza postawioną co do PRL-oskiej mentalności tezę

  33. nabla:

    Coś jest tak z tą “własnością intelektualną”. Tyle osób “ukradło” piosenki np. Madonny, a ona nadal je śpiewa. Po “kradzieży” nie powinna pamiętać słów.

  34. Strzelec:

    Głupota komentatorów jest tu porażająca. Jeśli reszta UPR jest do was podobna to się nie dziwcie, że macie 1,3%.
    Jakiś kr…. napisał, że “Nie płacicie Panu Bogu za przydział talentów, więc nie należą się Wam żadne niekończące się tantiemy”.
    Ty też nie płacisz Mu za swoje ręce i nogi a jednak z czegoś żyjesz dostajesz od kogoś pieniądze.

    Jeśli ochrona praw autorskich jest dla was lewactwem to ja pier….. taką prawicę.

  35. Najwyższy CZAS! » Artykuł » Numer 50 (917) z 15 grudnia 2007:

    [...] Sto dni ucieka - rząd PO traci kolejne szanse - TOMASZ SOMMER ● Kapitalizm to nie piractwo - MAREK JAN CHODAKIEWICZ ● Chiny przed olimpiadą a dziki [...]

  36. Adam Fudala:

    Poziom kometarzy wskazuje albo na to ze komentujacy to aktywni sciagacze z net-u ktorym jednak sumienie nie pozwala panu Chodakiewiczowi przyznac racji gdyz musieliby sie rownoczesnie przyznac ze… kradna, albo to zwykli dowalacze, ktorzy zawsze musza zgnoic tego co mowi prawde. Przeciez autorowi nie chodzi o to zeby nie rozpropagowywac jego artykulow tylko zeby to robic w sposob uczciwy czyli POPRZEZ PODANIE LINK-u !!! do strony oryginalnej ( ewentualnie ksiazki skad pochodzi cytat— tzw. teaser ) czyli np. Najwyzszego CZasu, gdyz tekst napisany dla np. tego periodyku sluzy jednoczesnie do ustalenia honorarium autora. Dziala to w ten sposob ze witryna NCz jest oczywiscie utrzymywana z reklam, ktore sa placone przez reklamodawcow liczacych na to ze w ten sposob powieksza rzesze swoich klientow,kotrzy akurat odwiedza te strone– jezeli wiec jest facet ktory na swojej witrynie umieszcza tekst (!!!!) pana Chodakiewicza zamieszczony w NCzas zamiast podac link (!!!!) — co nie jest zabronione, a wrecz jest uczciwe i zgodne z prawem –do strony NCzas witryna NCzas-u uzyska mniej “hits” czyli mniejsze dochody z reklam, a pan Chodakiewicz mniejsze honorarium ( odczywiscie facet kradnacy taki tekst przyciaga reklamodawcow na swoja witryne ale nie placi ani redakcji NCzas ani panu Chodakiewiczowi– czyli jest zlodziejem i piratem internetowym). Prosze zauwazyc ze w pierwszej kolejnosci ukradziono wlasnosc intelektualna…. NCzas ktore zamowilo tekst u pana Chodakiewicza i wyplacilo mu na to konto honorarium, a wtornie traci pan Chodakiewicz jezeli jego honorarium uzaleznione bylo od liczby “hits” czyli osob czytajacych jego artykul.
    @joy #5 zamieszczaj link do oryginalnego tekstu a nie caly tekst i pan Chodakiewicz bedzie tobie wdzieczny, jak tez i witryna zrodlowa
    @racoon#6 ryzykujesz w tym businessie tak samo jak i klient– wszak mozesz klamac, lub olewac swoja prace, lub polecasz chlam ktory facet kupi on-line
    @facanacas #17 jezeli powolujesz sie na tekst to podaj zrodlo a nie przytaczaj calego tekstu i wyszystko bedzie w porzadku; ksiazka nie ma wartosci sama w sobie tzn. czy wolalbys kupic ksiazke w ktorej tekst stanowilyby zdania nieuporzadkowane w ligiczna calosc, czy tez taka ktora jednak przekazuje spojne informacje– oczywiscie jakosc papieru, grafiki i autor sa takie same w obydwu sytuacjach ;-) ; czy mam Tobie jeszcze jasniej wytlumaczyc “wlasnosc intelektualna”?
    @r27 #21 zauwaz sobie ze nikt nie karze za sciaganie z net-u ( np. sprawa Napstera) karane jest tylko ROZPOWSZECHNIANIE nawet bez uzyskiwania dochodow z tego procederu– malolaty sa karane za to ze zanim sie im umozliwi sciaganie to musza wgrac sobie program ktory umozliwia “sharing” czyli udostepnianie zawartosci twardych dyskow z ich komputerow czyli ze nielegalnie rozpowszechniaja material nawet czasami sobie z tego nie zdajac sprawy ( Ignorantia iuris nocet!!!)
    @KRS #31 zapamietales kolejnosc liter czy tekst?!!! co w takim razie piszesz na nowym forum swoje mysli czy dokladnie to co napisal pan Chodakiewicz–kto jest autorem tego tekstu a kto jedynie malpuje?!!! poza tym wlascicielem tekstu jest strona zrodlowa na ktorej “sekwencje liter” przeczytales— czy zatem odtwarzasz rowniez wyglad witryny w taki sam sposob jak go “zapamietales” , a jezeli tak to nie prosciej byloby podac link do oryginalu?

    PS. Najbardziej jednak porazajacy na ten temat komentarz uslyszalem od pewnego mlodego czlowieka ktory stwierdzil ze “przeciez on placi za dostep do internetu” a na kontrargument ze gdyby kazdy piracko sciagal z sieci piosenki zamiast placic artystom to oni przestaliby je tworzyc dorzucil ze “jak jestes frajer to plac”.

  37. Najwyższy CZAS! » Artykuł » Numer podwójny 50-51 (918-919) z 22 grudnia 2007:

    [...] dni ucieka - rząd PO traci kolejne szanse - TOMASZ SOMMER Kapitalizm to nie piractwo - MAREK JAN CHODAKIEWICZ Chiny przed olimpiadą a dziki kapitalizm - RADOSŁAW PYFFEL Kohabitacja czapli z żurawiem - [...]

  38. jacek.jarecki:

    Tiaaa….a jak braliście mój artykuł właśnie na tę stronę, z Salonu 24, to czy komuś przyszło do głowy, zapytać autora, któremu by było pewnie miło i z pewnoscią by się zgodził?
    Oczywiście, że nie! A dlaczego?

    http://www.tekstowisko.com

  39. joy:

    po pierwsze to jeśli text jest tutaj umieszczony to jest textem publicznym i można go wszędzie propagować - nie widzę aby był tego jakiś zakaz, nie zastrzegacie sobie zakazu rozpowszechniania…
    to w kwestii prawnej - wg polskiego (a nie *********** prawa)
    po drugie powiem tak:
    - myślałem sobie że wy tu piszecie w tej gazecie pro publico bono, dla szerzenia idei konserwatywnych i liberalnych

    teraz jednak przejrzałem na oczy i wiem że jesteście zwykłymi grafomanami pozującymi na idealistów a was interesuje nie doktryna, nie Polska tylko “…byle nasza wieś spokojna” , byle kasa była pełna

    ja takim cynikiem i farbowanym l(ev)isem jak wy nie jestem ale zdradziliście się dokładnie tym waszym wpisem…

    ps
    zakładam że @Adam Fudala: to ktoś z redakcji
    jeśli nie zobaczę dementi to uznam że tak właśnie jest
    na koniec tylko powiem że wyrządziliście zapewne wielką i niepowetowaną szkodę Sprawie, której tak wielu było BEZINTERESOWNIE oddanych
    szkoda…

    - oczywiście nie wrzucam wszystkich do jednego worka, są wśród “was” ludzie oddani Sprawie wolności np. panowie JKM czy SM- (nie wymienię wszystkich) - im można zaufać

  40. libertarianin:

    Co za poziom umyslowy komentarzy. Ochrona wlasnosci intelektualnej to domena libertarianskiej prawicy a tutaj sami infokomunisci jak trafnie to ujal Pilipiuk.

  41. barno:

    Wlasnie od JKM nauczylem sie, ze normalnosc polega na tym, ze akceptujemy to, ze swiat nie jest idealny. Sprawa jest taka, tkz “piractwo” bylo zawsze - benedyktyni przepisywali Arystotelesa nie placac jego spadkobierca, Chopin zapamietywal chlopskie melodie, przerabial i sprzedawal nuty a kasa nie dzielil sie z chlopami itd, itp. Sprawa stala sie (dla niektorych) problemem gdy przetwarzanie i powielanie stalo sie latwe i proste. I zaczelo dochodzic do absurdow, typu ze melodyjke na komorke trzeba placic tantiemy. Jesli tak patrzec - wlasciwie to Chodakiewicz powinien swoimi zyskami dzielic sie z autorami wszyskich ksiazek, ktore przeczytal w zyciu - bo bez nich by i nic nie stworzyl, a oni moze napisali ksiazke nie dajac nikomu prawa, by sie nia inspirowac. Itd, itp.

    Sprawa jest taka - internetu nikt nie powstrzyma, powielac mozna wszysko wszedzie i bedzie to tylko latwiejsze. Zadne kary tego nie powstrzymaja. Zadne apele, zadne prosby. Po prostu tak juz jest.

    Oczywiscie jest przykro, ze jakis tam autor bieduje, a jakis spryciarz internetowy zarabia krocie, ale to jest rzeczywistosc a jezeli tak jest to jest to sprawiedliwe. Vot tak!

  42. czytelnik:

    W odróżnieniu od poprzednich komentatorów w powyższym artykule uderza mnie nie sprawa własności intelektualnej czy praw autorskich, ale stosunek autora do Polski i brak zrozumienia obecnych realiów nad Wisłą.
    Stara się on mierzyć amerykańską miarką sprawy, które w Polsce są z innego świata! Mam na myśli nie tylko, przytaczaną wcześniej, kwestię czytania książek w Polsce, w której liczby mówią same za siebie (statystyczny Polak czyta 1/2 czy nawet 1/3 książki na rok), ale właśnie sprawę kapitalizmu polskiego, gdzie wydanie czegokolwiek to nie lada przedsięwzięcie! Koszty pracy, biurokracja, łapówkarstwo czyli jeden wielki kwitnący socjalizm sprawy nie ułatwia i gdyby autorowi naprawdę zależało na dotarcie do ludzi, to cieszyłby się z wydawania jego książek w Polsce w ogóle, a nie marudził na temat honorarium!
    Pan Chodakiewicz zapomniał jak się w Polsce żyje i dlatego może tak lekko i łatwo narzekać i krytykować, ale wydaje mi się, że tym razem posunął się zbyt daleko!
    P.S.
    Gdyby autorzy blogów mieli podobne podejście do własności intelektualnej, to pan Korwin-Mikke byłby pewnie miliarderem!

  43. anarchista:

    libertarianin napisał:
    “Co za poziom umyslowy komentarzy. Ochrona wlasnosci intelektualnej to domena libertarianskiej prawicy a tutaj sami infokomunisci jak trafnie to ujal Pilipiuk.”

    A od kiedy to libertarianizm jest prawicowy? Polecam ten wywiad http://liberalis.pl/2007/09/06/wywiad-z-roderickiem-longiem/

  44. ibsky:

    @anarchista:
    ja bym sie temu specjalnie nie dziwil - “libertarianin” to pewno jeden z tych, ktorym wydaje sie, ze JKM ma poglady libertarianskie

    libertarianizm ani prawicowy ani lewicowy nie jest - on opiera sie na racjonalnej analizie prawa naturalnego, a nie na jakichs apriorycznych zalozeniach w stylu “wlasnosc intelektualna musi istniec, bo jak nie bedzie istniala to artysci poumieraja z glodu etc.”

    http://www.mises.pl/255

  45. LoL:

    Rozwaliły mnie komentarze. Felieton był szczery.

    Homo sovieticus wiecznie żywy. Patenty i prawa autorskie, to świętość. Niestety powoli zaczynam zgadzać się z Korwinem, że większości motłochu edukacja nic nie daje. Przeczytajcie sobie pseudokapitaliści jakąkolwiek książkę o zarządzaniu np. zarządzanie czasem Briana Tracy, to zrozumiecie, że czas to najcenniejsze, co ma człowiek wykształcony.

Skomentuj (nie musisz być zalogowany aby komentować artykuły)

Dozwolone tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

TWÓJ KOSZYK

Twój koszyk jest pusty.
Zajrzyj do sklepu

REKLAMA

Konkurs z Pania prezydnet w tle
oblicza postępu, 7 Stycznia 2009

Poprawność polityczna po szwedzku (część II)

Jak politycznie poprawne prawo paraliżuje szwedzkie szkolnictwo wyższe. 9 komentarzy

europa, oblicza socjalizmu, 7 Stycznia 2009

Jaki jest rekord przerostu biurokracji?

Za zmianę żarówek w ratuszu odpowiedzialnych jest 18 pracowników! 15 komentarzy

absurd totalny, oblicza socjalizmu, 7 Stycznia 2009

Strażak w każdej firmie!?

Każdy pracodawca musi wyznaczyć pracownika odpowiedzialnego za ochronę przeciwpożarową! 31 komentarzy

europa, polska, 7 Stycznia 2009

Ojciec irlandzkiego “NIE” tworzy w Polsce antyeuropejski ruch

Declan Ganley zachęcony irlandzkim sukcesem zapowiedział stworzenie międzynarodowej listy w wyborach do PE. 18 komentarzy

oblicza postępu, 7 Stycznia 2009

Jezus na krzyżu zbyt straszny dla dzieci

Postęp w anglikańskim kościele. Pastor ukrywa krzyż. 20 komentarzy

polska, 5 Stycznia 2009

PiS nie powalczy z układem. PO wycofuje się z “cudu”.

Tusk przestanie mówić o “drugiej Irlandii”. Dla odmiany PIS “zamierzy się z kryzysem gospodarczym”. 26 komentarzy



KOMENTARZ SATYRYKA

Wasiukiewicz Komentarz Satyryka nr 01 - 02 (2009)


  • WolnośćVolenti non fit iniuria
  • WłasnośćMy home is my castle
  • SprawiedliwośćLex retro non agit