E-wydanie | Prenumerata | Księgarnia
Nowy dział w księgarni NCZ! Systematycznie uzupełniane recenzje prawicowych książek autorstwa Korwina Mikke, Zarzecznego, Sommera i innych (kliknij tutaj)!
Kapitaliści sprzedadzą nam sznurek, na którym ich powiesimy” – mawiał podobno Włodzimierz Iljicz Lenin. I trzeba przyznać, że całkiem sprawnie swe powiedzenie, a konkretnie jego drugą część, wprowadził w życie. Tak sprawnie, że nazwiska większości tych kapitalistów, co to dostarczyli sznurek, na którym potem zawiśli, zniknęły gdzieś w odmętach historii. Niestety wraz z nazwiskami tych, którzy wcale Leninowi sznurka sprzedawać nie chcieli, a także ponieśli śmierć jako element klasowo obcy.
Płynie z tego nauka, że walczyć należy nie tylko z lewackimi szaleńcami, ale także, a może przede wszystkim, z ludźmi, których rzeczony Lenin określił mianem „pożytecznych idiotów” – czyli tymi, którzy lewakom umożliwiają skuteczne działanie, zwykle prowadzące w ostatecznym rozrachunku do zbrodni. A już szczególnie należy zwalczać osobników, którzy umożliwiają lewakom działanie głównie ze względu na swą karierę osobistą, myśląc, że za takie koncesje zostaną w przyszłości sowicie wynagrodzeni.
Z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia w przypadku burmistrza warszawskiej dzielnicy Śródmieście, Wojciecha Bartelskiego. Oto ten były sekretarz generalny UPR, współzałożyciel stowarzyszenia KoLiber, członek Instytutu im. Ronalda Reagana, a obecnie członek PO, przyznał niemal za darmo najbardziej prestiżowy wolny warszawski lokal, położony w jednym z najruchliwszych punktów centrum stolicy, agresywnej grupie lewaków, zajmującej się ostatnio m.in. wydawaniem i propagowaniem książek Lenina. Grupa ta zawodowo zajmuje się wyłudzaniem od rozmaitych, głównie państwowych agend pieniędzy na propagowanie lewackiej ideologii – i teraz do grona jej sponsorów dołączył, przepraszam za powtórzenie, były sekretarz generalny UPR!
Ciężko ocenić, jakie były motywacje burmistrza Bartelskiego – o ile oczywiście po prostu nie został ostatnio leninistą, czemu jednak podobno zaprzecza – ale najprawdopodobniej chodziło mu o przychylność lewicującej prasy przed zbliżającymi się wyborami samorządowymi. W zamian za taką domniemaną koncesję sprawił, że możliwości działania skrajnej lewicy kolosalnie się rozszerzyły – oczywiście za pieniądze podatnika. Można zrozumieć, że ktoś zmienia partię i przechodzi do jakiejś innej, zbliżonej ideowo, ale oferującej apanaże i możliwości realnego politycznego działania. Można nawet jakoś uzasadniać próby wallenrodyzowania w organizacjach ideowo przeciwnych.
Ale promowania i futrowania reprezentantów skrajnego, wulgarnego lewactwa przy jednoczesnym deklarowaniu wolnościowych poglądów ani zrozumieć, ani wybaczyć nie można!