E-wydanie | Prenumerata | Księgarnia
Nowy dział w księgarni NCZ! Systematycznie uzupełniane recenzje prawicowych książek autorstwa Korwina Mikke, Zarzecznego, Sommera i innych (kliknij tutaj)!
Kiedy dokładnie dwa lata temu znalazłem się w Birmie, nazwanej przez miejscowy reżim generałów Myanmarem, przecierałem oczy ze zdumienia. Trudno uwierzyć, że istnieją wciąż kraje, w których czas się zatrzymał. Lotnisko w Rangunie przypominało PRL-owskie Okęcie z filmów Barei. Wojskowa junta najzupełniej świadomie odcinała ludzi od świata zewnętrznego i zdobyczy współczesnej cywilizacji. Na posiadanie komórki trzeba było otrzymać specjalne pozwolenie. By skorzystać z internetu, musiałem w Rangunie prosić o to panią, okazując specjalną legitymację, która umożliwiała mi przeglądanie zagranicznych stron (w tym „Najwyższego CZASU!” – również w Birmie zakazanego). Rząd kontrolował handel walutą i racjonował benzynę. Socjalizm i izolacjonizm w Myanmarze potrafił doprowadzić najbogatszy niegdyś kraj Azji Południowo-Wschodniej do nędzy i sprawić, że jej mieszkańcy z sentymentem wspominali kolonialne rządy Brytyjczyków. Miało się wrażenie, że dobiegły one końca w 1997 a nie w 1947 roku.
Polityka drutu kolczastego
Birmańczycy pokazywali rezydencje junty, która wraz ze swoimi rodzinami w samym centrum Rangunu odgrodziła się drutem kolczastym od zwykłych śmiertelników, by wkrótce potem w dżungli, daleko na północy zbudować… nową stolicę. Przypadkowi przechodnie spotkani na schodach pagód pokazywali stare, zakazane banknoty z wizerunkiem generała Aung San – legendarnego Ojca Narodu, który wynegocjował od Brytyjczyków niepodległość. Taksówkarze nigdy nie zapominali zwrócić uwagi na dom jego córki Aung Suu Kyi, która od 1988 roku praktycznie nie może go opuszczać.
Wyłączona sieć
Protesty w Kraju Tysiąca Pagód rozpoczęły się 15 sierpnia, po podniesieniu cen benzyny aż o 500 procent. Jako pierwsi na ulice wyszli buddyjscy mnisi w Rangunie. W ich ślad poszli duchowni i cywile w większości miast. Ukonstytuował się Sojusz Wszystkich Mnichów Birmy, który zaczął nawoływać do „połączenia sił ludu i duchowieństwa, by obalić diabelski reżim, przynoszący szkodę birmańskiej ziemi”. Przełomowym momentem były odwiedziny mnichów u przetrzymywanej w areszcie domowym Aung Suu Kyi, która pozdrowiła demonstrujących z bramy, pojawiając się tym samym publicznie po raz pierwszy od czterech lat. Do protestów od razu przyłączyli się przedstawiciele Ruchu 88 – studenckiego buntu krwawo stłumionego w 1988 roku – którzy, przebywając w dużej mierze na emigracji, aktywizują zagraniczne media i opinie publiczną. Śmiertelnym zagrożeniem dla generałów okazały się wszelkie możliwe alianse: sojusz różnych odłamów opozycji, duchowieństwa i ludu, a także nowoczesności i tradycji, czego symbolicznym wyrazem jest rola buddyjskich mnichów i… internetu, dzięki któremu zdjęcia i filmy wideo zaczęły docierać w różne części Birmy, a także na cały świat. Gdy jednym z dziewięciu zabitych demonstrantów (nieoficjalnie mówi się nawet o setkach ofiar) okazał się japoński fotoreporter, junta po prostu… wyłączyła sieć – szykując się do krwawej rozprawy już bez świadków.
Junta czy mnisi?
Z mnichami prawdopodobnie nie pójdzie tak łatwo jak ze studentami. Jest ich w Birmie dokładnie tyle samo co żołnierzy, czyli 400 tysięcy. Cieszą się wielkim poważaniem wśród ludu – utrzymując się wyłącznie z tego, co przekaże im w formie darów. W ostatnich dniach odmawiali przyjmowania pokarmów od rządzących, odwracając miseczki na drugą stronę. W praktyce ekskomunikowało to dyktaturę w oczach ludu.
Generałowie, nie mogąc otworzyć ognia do poważanych duchownych, próbowali ich zneutralizować. Uppekhi, buddyjski mnich będący członkiem Sojuszu Wszystkich Mnichów Birmy, który chciał przyłączyć się do protestów –nie mógł się wydostać ze swojego monasterium w Mandalay, które zostało otoczone przez wojsko. Duchownemu udało się skontaktować przez telefon komórkowy z arabską stacją Al-Jazeera, za pośrednictwem której przekazał trzy postulaty protestujących: obniżka cen, zwłaszcza paliwa i ryżu; uwolnienie więźniów politycznych, w tym Aung Suu Kyi; wreszcie dialog z opozycją w celu rozwiązania problemów, które przyczyniają się do cierpień miejscowej ludności.
Sytuacja junty jest beznadziejna. Zła sytuacja gospodarcza oraz ekskomunikowanie generałów przez buddyjskich mnichów skompromitowały ją w oczach obywateli. W polityce międzynarodowej jest jeszcze gorzej. Myanmar potępiły USA, Wspólnota Europejska, a także ASEAN (sąsiedzkie państwa Azji Południowo-Wschodniej zrzeszone w tę organizację, której członkiem jest także Myanmar). Dotychczas reżim generałów funkcjonował dzięki poparciu Chin, które kupowały gaz i ropę. Jednak w sytuacji zbliżających się Igrzysk Olimpijskich Pekin nie będzie chciał umierać za Rangun i przyparty do muru, w trosce o swój wizerunek międzynarodowy, nie mrugnie okiem, by bronić dyktatorów. W ONZ Chiny jako stały członek Rady Bezpieczeństwa sprzeciwiły się sankcjom, ale podpisały się pod rezolucją potępiającą zbrojne akcje rządu i pewnie pójdą na dalsze ustępstwa.
List podpisany przez Jaruzelskiego
Dni birmańskiej junty wydają się policzone – otwarta pozostaje jedynie kwestia, czy zakończy ona swój żywot na drodze krwawego przewrotu, czy negocjacji.
Z polskiego doświadczenia wiemy, iż najważniejsze będzie to, co nastąpi po upadku generałów. Czy nowy system społeczny będzie demokracją (co dość bezrefleksyjnie sugeruje większość polskich i zachodnich mediów, utożsamiając sprzeciw wobec nieudolnej junty z pragnieniem demokracji), czy może jednak socjalistyczną i izolacjonistyczną dyktaturę zastąpi dyktatura otwarta na świat i nowoczesność (w zmodernizowanej, prozachodniej, znacznie zamożniejszej i bardzo podobnej kulturowo do Birmy Tajlandii demokracja upadła w 2006 roku)? Jakie będzie miejsce duchowieństwa i religii buddyjskiej po przewrocie? Wreszcie jaki będzie los generałów – czy ewakuują się helikopterami do zaprzyjaźnionych Chin, czy może wynegocjują dla siebie znaczące przywileje i łagodnie przejdą do nowej rzeczywistości? Z pomocą walczącym Birmańczykom postanowili wyruszyć ci, którzy na identyczne pytania odpowiedzieli w Polsce w 1989 roku. Pod koniec września w „Gazecie Wyborczej” opublikowano apel będący w istocie ofertą pomocy. Pod listem podpisali się: generałowie Jaruzelski i Kiszczak, Lech Wałęsa, Adam Michnik i Bronisław Geremek. Czy Birma skorzysta z ich rad i pójdzie „polską drogą”, a w Rangunie rozpoczną się obrady okrągłego stołu, okaże się już wkrótce.
To, co napisałeś, to kupa łgarstw tchórzliwego komunistycznego oportunisty, który siedział cicho, gdy odwaga drogo kosztowała, a ludzie tacy jak Michalkiewicz, Korwin-Mikke czy Czuma działali
To, co napisałeś, to kupa łgarstw tchórzliwego komunistycznego oportunisty, który siedział cicho, gdy odwaga drogo kosztowała, a ludzie tacy jak Michalkiewicz, Korwin-Mikke czy Czuma działali w podziemiu, wydawali bibułę, byli aresztowani, internowani, skazywani na konfiskatę mienia…
Ponieważ twoje łgarstwa są wyjątkowo niskiego lotu i łatwe do zdemaskowania, wskażę tylko jedno z nich:
Każdy, kto przeczytał ze zrozumieniem tekst JKM-a, w mig dostrzeże, że łżesz: Korwin bynajmniej nie chwali gen.Jaruzelskiego, lecz krytykuje go za to, że będąc człowiekiem słabym i niezdecydowanym bał się wdrożenia reform z prawdziwego zdarzenia na wzór gen.Pinocheta czy Deng Xiao-Ping.
To, co napisałeś, to kupa łgarstw tchórzliwego komunistycznego oportunisty, który siedział cicho, gdy odwaga drogo kosztowała, a ludzie tacy jak Michalkiewicz, Korwin-Mikke czy Czuma działali w podziemiu, wydawali bibułę, byli aresztowani, internowani, skazywani na konfiskatę mienia…
Ponieważ twoje łgarstwa są wyjątkowo niskiego lotu i łatwe do zdemaskowania, wskażę tylko jedno z nich:
Każdy, kto przeczytał ze zrozumieniem tekst JKM-a, w mig dostrzeże, że łżesz: Korwin bynajmniej nie chwali gen.Jaruzelskiego, lecz krytykuje go za to, że będąc człowiekiem słabym i niezdecydowanym bał się wdrożenia reform z prawdziwego zdarzenia na wzór gen.Pinocheta czy Deng Xiao-Ping-a.