E-wydanie | Prenumerata | Księgarnia
Nowy dział w księgarni NCZ! Systematycznie uzupełniane recenzje prawicowych książek autorstwa Korwina Mikke, Zarzecznego, Sommera i innych (kliknij tutaj)!
Jeden z głównych polityków PiS zaapelował do wyborców LPR, aby “nie marnowali głosów” i zamiast głosować na LPR, zagłosowali na PiS. Podobnie uważa wielu Polaków. Czy mają oni rację? Czy namawianie do niegłosowania na LPR jest optymalną polityką dla PiS? Jak pamiętamy ze szkoły, w demokracji panuje paradygmat wyborów pięcioprzymiotnikowych. Według niego wybory demokratyczne powinny być: bezpośrednie powszechne proporcjonalne równe tajne.
Wprawdzie Konstytucja RP w art. 96 ust. 2 wymienia wszystkie powyższe przymiotniki, ale w praktyce ordynacji wyborczej zasada proporcjonalności nie jest zastosowana. Obecnie w Polsce do przydzielania miejsc w Sejmie stosuje się tak zwaną metodę d’Hondta. Praktycznie burzy ona proporcjonalność wyborów. Nie tylko dotyczy to “brzytwy” wycinającej partie, które nie uzyskały 5-procentowego “progu wyborczego”. Reguły polskiej ordynacji tworzą z wyborów do Sejmu pewną grę strategiczno-losową i warto się jej regułom bliżej przyjrzeć. Jej działanie sprawdzić można symulatorem umieszczonym w Sieci, np. tutaj
Dobrze byłoby, żeby politycy, ale również i wyborcy, poznali reguły tej gry. Wbrew głoszonym publicznie opiniom, metoda przyznawania głosów w polskiej ordynacji do Sejmu nie promuje partii wielkich, lecz partie średnie! Przedstawmy to na przykładzie zbliżonym do publikowanych obecnie preferencji sondażowych.
Wariant 1,
Przedstawia sytuację zbliżoną do wykazywanego przez jeden z sondaży przeprowadzonych na początku października 2007 roku. Dla uproszczenia rozumowania załóżmy, że sondaż ten przedstawia rzeczywiste preferencje wyborców. PiS, walczący o reelekcję, otrzymawszy 35% głosów wyborców zostałby zapewne zaproszony
przez Prezydenta do utworzenia rządu, ale przy tym rozkładzie głosów nie uzyskałby wymaganej większości w Sejmie. Gdyby PO odmówiła udziału w koalicji, PiS wraz z pozostałym realnym koalicjantem -LPR – nie mógłby przekroczyć liczby połowy mandatów. Koalicja PiS + LPR miałaby w Sejmie tylko 214 mandatów, co stanowi zaledwie 46,5%. Prezydent musiałby przekazać misję rządzenia koalicji PO-LiD. Przypuśćmy jednak, że rozsądne prowadzenie agitacji wyborczej skłoniłoby 2% Polaków wstrzymujących się teraz od udziału w wyborach, aby zagłosowali na PiS lub LPR.
Wariant 2.
Gdyby te 2% dodatkowych głosów dostał w całości PiS, zwiększyłby się jego stan posiadania tylko o 1 mandat, a udział procentowy koalicji PiS-LPR w Sejmie, pomimo wzrostu liczby głosów o 2%, zwiększyłby się tylko o 0,2% – do 46,7%.
Wariant 3.
Gdyby z tych dwóch procent wyborcy dali równo po 1% więcej dla PiS i 1% więcej dla LPR, wtedy PiS straciłoby 2 mandaty (gdzież tu respektowanie proporcjonalności zapisane w art. 96 ust. 2 Konstytucji RP?), ale LPR zyskałaby tych głosów aż 6 (ditto!) – i stan posiadania PiS-LPR doszedłby do 47,4%
Wariant 4.
Poprawę zauważyć by można dopiero wtedy, gdyby całe te 2% przyrostu głosów dostała LPR. Wtedy wystąpiłaby istotna poprawa notowania koalicji PiS-LPR jako całości. Wprawdzie PiS straciłoby 5 miejsc w Sejmie, ale LPR, zyskując aż 19 miejsc, doprowadziłaby koalicję do 49,7% mandatów łącznie. Widać, że w przypadku spodziewanej koalicji “marnowane” są głosy oddane na partnera silniejszego. Znacznie skuteczniejsze dla koalicji jest oddawanie głosów na obecnie słabszego jej partnera. W obecnej sytuacji 2% głosów dodane dla PiS zwiększa liczbę miejsc koalicji w Sejmie tylko o 0,2%, ale oddanie tych 2% na LPR zwiększa sumaryczną siłę tej koalicji aż o 3,2%.
Wariant 5
Pokazuje chyba najlepiej paradoks metody d’Hondta. Gdyby, tak jak poprzednio, na LPR nie tylko padło o 2% więcej głosów niż w sytuacji wyjściowej, ale ponadto 1% wyborców przeniosłoby swoje preferencje od PiS do LPR, to wprawdzie PiS straciłoby 1 miejsce w Sejmie, ale LPR zyskałaby ich aż 7. Wówczas koalicja 188 miejsc PiS oraz 46 miejsc w Sejmie dla LPR dawałaby razem 234 mandaty, co stanowi 50,9%. Nie marnuj głosu!
W aktualnej sytuacji głos oddany na LPR może mieć 7 razy większą siłę niż głos oddany na PiS. Należy zrozumieć, że metoda d’Hondta, używana u nas do przyznawania miejsc w Sejmie, nie jest metodą proporcjonalną, ale preferuje głosy oddane na partie średnie.
Warto postarać się dostosować do “reguł gry” tej metody. PiS, aby zwiększyć szanse pozostania przy władzy, powinno obecnie, nie tracąc własnego impetu, starać się pozyskać jak najwięcej głosów dla LPR – aby wzmacniając swojego potencjalnego koalicjanta, wygrać wybory dla koalicji.