numer biezacy, 24 Czerwca 2008

Powtórne referendum. Jak zlekceważyć wolę Irlandczyków?

Tomasz Myslek

Okazało się, że i nam, i milionom innych Europejczyków tylko się wydawało, że Irlandczycy w swoim referendum obalili nowy traktat Unii Europejskiej. Szefowie rządów i państw, a także czołowi funkcjonariusze UE postanowili bowiem (20 czerwca), że ratyfikacja traktatu w siedmiu krajach Europy, które jeszcze jej nie przeprowadziły, powinna nastąpić w najbliższych miesiącach, choć konkretnego terminu nie ustalono.

Władze w Dublinie otrzymały czas do 15 października na przedstawienie swoich propozycji dotyczących dalszego postępowania ratyfikacyjnego. A Czesi wywalczyli sobie zapisanie
ważnego zastrzeżenia, że ratyfikacja traktatu lizbońskiego przez nich będzie mogła nastąpić dopiero po wydaniu pozytywnej decyzji przez czeski Trybunał Konstytucyjny.

Tzw. traktat reformujący UE miał wejść w życie, wedle wielokrotnych zapewnień polityków i urzędników UE, tylko w przypadku zgody wszystkich 27 państw uczestniczących we Wspólnotach Europejskich. Ale po odrzuceniu traktatu przez Irlandczyków takiej powszechnej zgody już nie ma. Projekt europaństwa upadł. Tymczasem politycy i funkcjonariusze UE twierdzą, że taka zgoda będzie, tylko trochę później, więc ratyfikację traktatu w pozostałych krajach (Czechy, Szwecja, Holandia, Malta, Belgia, Hiszpania i Włochy) należy kontynuować. Odpowiedni przykład dał lewicowy rząd w Londynie, który pospiesznie przeforsował w Izbie Lordów ratyfikację niechcianego przez Brytyjczyków eurodokumentu (18 czerwca).

Ten krok Londynu wywołał zdumienie krytyków projektów UE, w tym prezydenta Wacława Klausa, który powiedział: „irlandzkie »NIE« zamyka sprawę tego traktatu, trzeba zastąpić go innym dokumentem, nie rozumiem więc, po co Londyn ratyfikuje ten dokument. Politycy UE z Niemiec, Francji i Brukseli forsują więc nadal, wbrew woli większości narodów, dalsze ratyfikacje i chęć wprowadzenia w życie tej nowej wersji „konstytucji UE” – najpóźniej w połowie przyszłego roku. I wyraźnie zmierzają do powtórzenia referendum w Irlandii wiosną przyszłego roku. Czynią tak wbrew zasadom, które sami wcześniej uroczyście ustanowili. Widać wyraźnie, że dla tych współczesnych „demokratycznych” jakobinów i eurosocjalistów ich własne wcześniejsze słowa, obietnice i zasady są tylko narzędziem propagandy i zwodzenia wyborczych mas.

Projektom UE – na pohybel!

Tymczasem te „masy”, również w Polsce, niestety nadal całkiem błędnie kojarzą, że Unia Europejska to przede wszystkim swoboda podróżowania, podejmowania pracy w Europie itp. Nic bardziej mylnego. Bo przecież te swobody to wielka tradycja Europy średniowiecznej i późniejszej – aż do wybuchu
I wojny światowej (w latach 1100-1914 była znacznie większa swoboda podróżowania i podejmowania pracy w Europie, gdzie się chciało, niż dziś – choć o UE nikt nie słyszał). To także zasługa powojennej Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej (EWG) i jej praw (z lat 1957-1992), z których Europejczycy, także ci z Polski, korzystają do dziś.

Te swobody i korzyści nie mają prawie nic wspólnego z obecnym projektem Unii Europejskiej.
Bo Unia Europejska to nie wczorajsze czy dzisiejsze, jeszcze dość przyjemne życie czy podróże – ale niezwykle groźny projekt ideologiczno - polityczny. Projekt w swej istocie neototalitarny i neosowiecki.

Unia Europejska to (w swym ideologiczno-bezbożnym jądrze) projekt totalnego „monitorowania” i nadzoru ludzi, ruchu towarów i zwierząt – wszystkiego, co się rusza. Pierwsze tego oznaki i zwiastuny, jak kontrola e-maili, SMS-ów i rozmów telefonicznych, liczne nakazy i zakazy
unijnej Brukseli czy Warszawy – mamy już przecież od miesięcy. A będzie coraz gorzej. Bo istotą postępującego eurosocjalizmu jest urzędniczo-policyjny nadzór, a jego ideałem możliwy bezruch i maksymalna redukcja większości ludzkich inicjatyw i swobód (z wyjątkiem dozwolonych „swobód”: aborcji, rugowania zasad chrześcijańskich w mediach i szkołach itp.).

Z punktu widzenia budowniczych i urzędników UE nadzór powinien być możliwie tak duży, jak tylko wytrzyma gospodarka, aby sprostać wymaganiom współczesnego przemysłu czy np. zapewnić zaopatrzenie obywateli w podstawowe dobra materialne – byleby tylko nie doszło do niekontrolowanego buntu ludności.

A zatem – niech żyją wspólny europejski rynek i wolny handel, wspólne międzynarodowe
prace i swobody w Europie oraz poszanowanie chrześcijańskiej tradycji narodów, a projektom federalnej Unii Europejskiej (europaństwa) – na pohybel!

Powtórne referendum?

20 czerwca po południu nie były jeszcze znane szczegóły wszystkich postanowień „szczytu” szefów rządów i państw w Brukseli. Podobno nie wszystkim spodobał się 15 października jako data kolejnego „szczytu” i decyzji, co dalej z traktatem. Prezydent Francji Mikołaj Sarkozy powiedział jednak
dziennikarzom (19 czerwca wieczorem): – Nie możemy wywierać presji na Irlandię, ale ostateczny termin przyjęcia traktatu z Lizbony to wybory do Parlamentu UE. Odbędą się one w czerwcu przyszłego roku. – A jeśli nie będzie traktatu z Lizbony, nie będzie też dalszego rozszerzenia UE
– oświadczył prezydent. Przewodniczący Komisji UE Józef Barroso i inni politycy dawali do zrozumienia, że już w październiku oczekują od Irlandii konkretnych propozycji „wyjścia z impasu”. Nikt z nich nie
zanegował idei powtórnego referendum na Zielonej Wyspie. A niektórzy „stratedzy” UE, jak np.
politolog Antoni Missiroli, mówią wprost:

Mamy już w ręku mocną kartę – decyzję władz brytyjskich o ratyfikacji traktatu. Teraz władze UE zobowiążą te kraje, które tego jeszcze nie uczyniły, do ratyfikacji traktatu jeszcze przed jesiennym szczytem Unii. Zobowiążą też Irlandię do podjęcia do tego czasu decyzji o przeprowadzeniu
ponownego referendum. UE może pomóc Irlandczykom w rozwiązaniu ich dylematu – może dołączyć do traktatu protokół zawierający gwarancje dla Dublina o zachowaniu przez Irlandię własnych rozwiązań w sprawach podatkowych, obyczajowych czy obronnych (dpa).

Eurokraci wkraczają więc wyraźnie na drogę metod sprawdzonych już w roku 2002 w Irlandii i w 1993 w Danii – najpierw postraszenia, a potem przekupienia najważniejszych polityków danego kraju
różnymi obietnicami, w tym protokołem wyłączenia kraju z kilku niewygodnych dla niego wymagań UE, a następnie przeforsowania traktatu w kolejnym głosowaniu powszechnym.

Stanowczość Niemców

W pierwszych dniach po irlandzkim referendum wśród licznych głosów – świadectw bezradnej złości funkcjonariuszy UE – wyróżniały się stanowczością głosy kilku polityków niemieckich. Np. były przewodniczący Parlamentu UE, Mikołaj Hänsch (SPD), stanowczo wezwał Irlandczyków do zastanowienia się, czy chcą nadal pozostać w UE, czy też chcą z niej wystąpić. A państwa, które traktatu jeszcze nie ratyfikowały, Hänsch wezwał do szybkiego zakończenia ratyfikacji. Lider socjalistów w parlamencie UE, Marcin Schulz, dopuścił natomiast możliwość wykluczenia Irlandii z UE, gdyby ostatecznie odrzuciła ona traktat lizboński. „Jeśli wszystkie pozostałe państwa UE ratyfi kują go, a Irlandczycy nie przedstawią żadnego rozwiązania, pojawi się pytanie o ich pełne członkostwo
w UE”. Z kolei aktualny przewodniczący Parlamentu UE, Jan Gert Pöttering, powiedział na konferencji prasowej 19 czerwca: – Będziemy cierpliwi tylko do października; wtedy będziemy już dysponowali
„mapą drogową” określającą, co dalej z traktatem.

19 krajów już ratyfikowało traktat z Lizbony. Ich wola musi zostać uszanowana. W swej pierwszej reakcji na wynik referendum szef berlińskiego MSZ Franciszek Walter Steinmeier uznał za możliwe „wystąpienie Irlandii z europejskiej integracji na jakiś czas” w celu umożliwienia pozostałym państwom UE wprowadzenia traktatu w życie. Trzy dni później Steinmeier stwierdził, że specjalne klauzule, które zostały już zastosowane w latach 1992-1993, po odrzuceniu traktatu z Maastricht przez Danię, „mogłyby być dobrym rozwiązaniem obecnego kryzysu” („Der Spiegel”). Dania otrzymała wówczas zgodę na wyłączenie jej z przyjęcia waluty euro, z polityki wojskowej i z niektórych wymagań
polityki wewnętrznej UE.

Szczerość Broka

Widać więc wyraźnie, że Niemcy i inni budowniczowie brukselskiego Związku Sowieckiego ani myślą uznać traktat z Lizbony za już nieaktualny. Liczą na to, że po zatwierdzeniu traktatu przez
wszystkie pozostałe państwa Irlandia otrzyma „propozycję nie do odrzucenia” – zorganizowania następnego referendum, uzupełnionego o chytre pytanie na temat woli dalszego członkostwa kraju w UE. Świadectwem tego jest wypowiedź Elmara Broka dla agencji dpa z 17 czerwca.

Brok stwierdził, że powtórne referendum w Irlandii jest „jedyną realistyczną alternatywą”, aby uniknąć długotrwałego podziału Europy. – Ale przy tym drugim głosowaniu musi być całkiem jasne, że chodzi o kwestię decydującą – o dalsze członkostwo Irlandii w UE. My wiemy, że 80 proc. Irlandczyków jest proeuropejskie – powiedział Brok. Podkreślił, że ludność Irlandii musiałyby tym razem wiedzieć, jakie konsekwencje miałoby ponowne „NIE”. Czołowy eurochadek wykluczył przy tym ewentualność jakichkolwiek negocjacji nad samym traktatem UE.

W razie ponownego irlandzkiego „NIE” po paru latach doszłoby do nowej inicjatywy założycielskiej (Neugründung) tych państw, które chcą unii politycznej. Byłoby to „jądro Europy” – oznajmił Brok.

Juncker krytykuje Berlin i Paryż

Tę nadmierną stanowczość i arogancję niektórych polityków niemieckich skrytykował dość niespodziewanie premier Luksemburga Jan Klaudiusz Juncker. Oskarżył ich (17 czerwca) o stosowanie
swoistego szantażu wobec mniejszych państw, takich jak Irlandia, oraz o chęć wyizolowania Zielonej Wyspy ze Wspólnoty i zmuszenia Irlandczyków do ponownego głosowania. – Jeżeli Europa nie uzna
irlandzkiego sprzeciwu, będzie to typowe aroganckie postępowanie w stosunku do mniejszego kraju – ostrzegł Juncker. I ostro skrytykował zarówno Berlin, jak i Paryż za stosowanie takich właśnie środków
nacisku. Dodał, że jest przekonany, iż traktatu lizbońskiego nie uda się wprowadzić w życie od stycznia 2009 roku.

Merkel: pewne państwa mogą nie uczestniczyć…

19 czerwca w Bundestagu kanclerz Aniela Merkel zdecydowanie odrzuciła pomysły dotyczące podziału UE i powstania tzw. Europy dwóch prędkości. –Traktaty UE przyjmowane są jednomyślnie. Inaczej się
nie da. To państwa członkowskie są panami unijnych traktatów – powiedziała Merkel, przedstawiając niemieckim posłom stanowisko Berlina tuż przed rozpoczynającym się szczytem UE w Brukseli. – Dyskusja o „Europie dwóch prędkości” czy „Europie twardego jądra” do niczego nie prowadzi,
a nawet jest nieostrożna – oceniła szefowa rządu RFN. Oznajmiła też, że pewne państwa mogą nie uczestniczyć w niektórych dziedzinach współpracy – np. we wspólnej walucie euro, strefi e Schengen czy polityce obronnej. – Jednak jeśli chodzi o rozwój instytucji, kompetencji parlamentów, Rady
UE, potrzebujemy jednomyślności – dodała p.Merkel. Stwierdziła, że UE nie ma już czasu do stracenia. „Nie możemy pozwolić na kolejną przerwę na refl eksję” (PAP). Czy ta ważna deklaracja szefowej rządu Niemiec – o możliwości nieuczestniczenia przez „pewne państwa” we wspólnej walucie
euro czy polityce obronnej – odnosi się faktycznie tylko do Irlandii (i nadal do Danii), czy może jest to przynęta dla władz Wielkiej Brytanii lub Czech? Bo chyba raczej nie dla rządowej Warszawy – już chyba totalnie przekonanej do projektu europaństwa i waluty euro.

Czas pokaże…

Artykuł pochodzi z bieżącego ewydania “Najwyższego Czasu!”. Zachęcamy do wykupienia e-prenumeraty.

W sklepie nczas.com pojawiło się 15-ście książek zaliczanych do absolutnej klasyki. Polecamy również pakiety publikacji Janusz Korwin Mikkego, Stanisława Michalkiewicza, zbiór książek o Żydach itd.:

UWAGA: Przedruk artykułów (w całości lub części) z działu “numer bieżący” oraz “ważne”, jest możliwy jedynie: a) za podaniem klikalnego źródła b) tylko w niezmienionej formie: artykuł + informacje poniżej artykułu np. o ewydaniu, nowych publikacjach w sklepie itp.

9 komentarzy do artykułu “Powtórne referendum. Jak zlekceważyć wolę Irlandczyków?”

  1. pisior:

    p.Merkel. Stwierdziła, że UE nie ma już czasu do stracenia. „Nie możemy pozwolić na kolejną przerwę na refleksję” - potrzeba wiec dyrektywy o tym ze nie ma czasu i po problemie

  2. BarteK:

    Irlandia w tym momencie powinna podziękować Unii za współpracę. Obniżyć CIT do 5% i przyglądać się napływającym inwestycjom. Unia nie może obniżyć żadnego podatku bo koryto ma się rozrastać a nie kurczyć. Do tego potrzeba zbierać fundusze na zwalczanie problemów nie znanych w innych ustrojach, jak np. efekt cieplarniany, chipy dla koni, robienie paliwa do samochodów z żywności itp itd.
    Stany Europy w których Niemcy Francja i Anglia mówi reszcie co mają robić jest absolutnie niepotrzebym tworem. Tyle że o tym nie powinienem pisać na tym forum…
    Pozdrowienia

  3. Najwyższy CZAS! - tygodnik konserwatywno - liberalny » Artykuł » Numer 26 (945) z 28 czerwca 2008:

    [...] ● Tomasz Sommer: Wskrzeszenie zombi ● Marek Jan Chodakiewicz: Made in Wałęsa ● Tomasz Mysłek: Powtórne referendum. Jak zlekceważyć wolę Irlandczyków? [...]

  4. dfsulla:

    W obecnej sytuacji gospodarczej żydo-masońskiego eurokołchozu i samej Irlandii, władze tej ostatniej mogą się bać wciśnięcia swoim obywatelom powtórnego referendum. Wkurzeni Irlandczycy mogą bowiem odrzucić ten “genialny” traktat, nie 53% a np. 65%. I co wtedy zrobią masońscy eurokołchoźnicy?

  5. michał:

    Irlandia wspaniale się wpisywała w plany Wspólnoty. Mały kraj na krańcu Europy. Kiedyś mocno katolicka wyspa na zachodzie Europy. By pokazać innym jakim dobrym jest tworem UE postanowiono rozpocząć inwestycję propagandową. Oczywiście jako że w Irlandii mieszka tylko 4 mln ludzi pasowała do planu idealnie.
    A więc mały kraj (koszty finansowania niewielkie), katolicki (pokażę się innym że kościół tylko blokuje rozwój), wyspa(więc utrudniony dostęp ludzi i towarów)

    I tak powstało reklamowe państwo UE które miało pokazać że każdy kto wejdzie do UE będzie kiedyś drugą Irlandią. (dziwny zbieg okoliczności w postaci “cudu” Irlandzkiego Tuska). Tak pięknie to wyglądało że włodarze z Brukseli pozwolili im nawet na referendum bo uwierzyli że już kupili sobie Irlandczyków.
    A tymczasem Irlandczycy wzięli co im UE dała, nie było nigdzie napisane że mają oddać i postąpili bardzo mądrze. Domyślili się że UE ich tylko wykorzystała a Oni nie maja zamiaru pozbywać się niepodległości bo komuś się wydaje że ich kupił razem z tą całą wyspą. Wykorzystała ale to IRLANDIA zyskała.

    Nie ma się co łudzić … żadne państwo nie powtórzy sukcesu Irlandii w Europie a już w szczególności Polska. Za dużo gęb do kupienia i wykarmienia.
    Irlandia została mocno dofinansowana być wprowadzić w błąd innych kandydatów i dać im złudzenia i obietnice (patrz Polska)

  6. dfsulla:

    To mit, że Irlandia w latach dziewięćdziesiątych rozwijała się bardzo szybko (8-10%) dzięki eurokołchozowi i jego pieniądzom. Przecież mimo środków z ówczesnej EWG w latach 70-dziesiątych i 80-dziesiątych roczny wzrost PKB wtym kraju wynosił 2-3%, bezrobocie sięgało 14-15% a Irlandczycy w dużej liczbie emigrowali z kraju. Dopiero zmiany w polityce gospodaczej rządu irlandzkiego w końcu lat osiemdziesiątych takie jak: obniżenie podatków (szczególnie dla firm), zrównoważenie budżetu, obcięcie pomocy socjalnej, rynkowe stopy procentowe zrobiły z Irlandii najszybciej rozwijający się kraj w Europie. Już jednak doczepienie się przez rząd Irlandii do jednego z flagowych pomysłów eurokołchozu, waluty EURO prawie natychmiast zmniejszyło roczny wzrost gospodarczy do 4 góra 5%. Dlaczego tak się stało? Bank centralny eurokołchozu (EBC) ustala stopy procentowe pod największe państwa, właściwie licząć się tylko z interesami Niemiec, no może też Francji. Przecież stopa procenowa dla Irlandii, ze względu na wysoką inflację w tym państwie (obecnie około 5%) powinna wynosić 7 a może i więcej procent, nie zaś 4% jak jest teraz. Ale to nie możliwe, bo co było ze wzrostem gospodarczym w Niemczech? Więc Irlandczycy płacą drożyzną we własnym kraju, spadkiem konkurencyjności swoich produktów, słabą zachętą do oszczędzania. Ale nasi rodzimi zwolennicy eurokołchozu wciskają nam kit, że jest świetnie i jak najszybciej powinniśmy przyjąć euro.

  7. michał:

    Nie do końca to prawda. Sporo rządowych inwestycji było i jest finansowanych z tzw. środków unijnych. Można tu zadać pytanie jak się to ma do inwestowania najbardziej korzystnego czyli nie podlegającemu głównie wpływom politycznym. A UE musiała jakoś zaznaczyć swoją obecność i podkreślić wpływy widząc że Irlandia zaczyna sobie radzić.
    Sporo z tych inwestycji kosztowało więcej niż powinno (korupcja) i dlatego w Polsce będzie (jest) podobnie (np. Stadion Narodowy - jak najwięcej urzędasów chce się podpiąć pod ten projekt).
    Jednak nie sposób się nie zgodzić ze Irlandia sama w sobie ma odmienny (jeszcze) czyli kapitalistyczny system gospodarczy.
    Nie ma przymusu ubezpieczeń emerytalnych (!!!!!!! no Panie Tusk to powinno panu dać do myślenia) , biurokracja na poziomie przyzwoitym, łatwość i szybkość załatwiania spraw urzędniczych i w końcu niskie podatki (niższe niż np. w Polsce która dopiero ma się rozwijać - to ewenement na skalę światową chyba będzie wysoki rozwój gospodarczy i jednocześnie wysokie podatki i inne obciążenia)

    A co do drożyzny owszem w porównaniu z resztą Europy jest drogo ale jednocześnie duża część produkcji - głównie żywności jest PRODUKOWANA na miejscu i konsumowania na miejscu- Polska słabo wypada w tym temacie.
    A koszty sprowadzana produktów na wyspę są niestety wyższe niż w reszcie Eurokołchozu. I niestety wprowadzenie waluty Euro nie było najlepszym pomysłem na przyszłość Irlandii.

  8. xyzyx:

    DEF. = Mikkoluby to ci, co lubią Myszkę Mickey, a tutejsze forum odwiedzają dla przyjemności, a nie z obowiązku, dla paru srebrników żołdu.

  9. Najwyższy CZAS! - tygodnik konserwatywno - liberalny » Artykuł » Czy podpisać Traktat? Audycja Ziemkiewicza, Sommera:

    [...] chciał referendum - sąd wniosek odrzucił ● Korwin Mikke: Irlandzki problem euro-kratów ● Powtórne referendum. Jak zlekceważyć wolę Irlandczyków? ● Sommer: Wskrzeszanie zombi ● Wynik referendum a irlandzcy [...]

Skomentuj (nie musisz być zalogowany aby komentować artykuły)

Dozwolone tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

TWÓJ KOSZYK

Twój koszyk jest pusty.
Zajrzyj do sklepu

REKLAMA

nowa ksiazka na nczas.com - Mitologia globalnego ocieplenia!
europa, oblicza postępu, 20 Listopada 2008

Zamknęli ojca za klapsa w pupę syna

Zabrali ojca do aresztu pod zarzutem “fizycznego znęcania się nad dzieckiem” 1 komentarz

europa, oblicza socjalizmu, 20 Listopada 2008

KE: plan gospodarczy za 130 mld euro

Pakiet działań “wspierających koniunkturę gospodarczą” za 130 mld. Skomentuj

europa, oblicza postępu, 19 Listopada 2008

PE: niech Irlandia wiosną ratyfikuje traktat

“Demokracja” aż do skutku: wiosną 2009 Irlandczycy zagłosują ponownie!? 26 komentarzy

europa, oblicza socjalizmu, 18 Listopada 2008

PE: 500 mln euro na owoce

Urzędnicy uznali, że nadszedł wiekopomny czas aby za pieniądze podatników promować pozytywne nawyki jedzenia! 12 komentarzy

oblicza postępu, 18 Listopada 2008

Pierwsza morska misja wojskowa UE

UE zaangażuje “europejską flotę powietrzno-morską” do walki u wybrzeży Somalii. 14 komentarzy

europa, oblicza postępu, polska, 18 Listopada 2008

Homo-pingiwny nadchodzą

Homo bajkę dla dzieci pilotażowo wprowadził do szkół rząd Wielkiej Brytanii. Oby nasz nie był następny. 22 komentarzy



KOMENTARZ SATYRYKA

Wasiukiewicz Komentarz Satyryka nr 47


  • WolnośćVolenti non fit iniuria
  • WłasnośćMy home is my castle
  • SprawiedliwośćLex retro non agit