Sommer: Obrazki muzealne

Obraz pierwszy: przypadkiem trafiłem w minioną sobotę do Centrum Nauki Kopernik, uchodzącego za „dumę warszawskiego muzealnictwa”, na które wydano jedyne kilkaset milionów złotych z kieszeni podatnika. Po opłaceniu niezbyt tanich biletów (dorosły z dzieckiem do lat sześciu – 35 zł) trafiłem na gigantyczny… plac zabaw. Mój 3,5-letni syn biegał pomiędzy tymi quasi naukowymi zabawkami jak oszalały, co nie zmienia faktu, że całe to Centrum to oryginalna bawialnia dla dzieciaków, która w żadnym razie nie powinna być organizowane przez państwo.

Obrazek drugi: w zeszłym tygodniu przez prasę przetoczyła się awantura związana z działaniami prezydent Warszawy, które zapewne prowadzą do wyrzucenia z pracy dyrektora Muzeum Powstania Warszawskiego, Jana Ołdakowskiego. Ten sprawny, jak widać, polityk wyciągnął z kieszeni podatnika górę pieniędzy na muzeum, któremu do dziś szefuje, i zadbał o to, by być z tej ciepłej posadki trudno usuwalny. Teraz zaczęły się jakieś działania, które zinterpretował jako naruszenie tego stanu rzeczy – i natychmiast przez „prawicowe” media przeszła informacja o kolejnych świństwach platformersów, którzy zamachnęli się na „sukces, jakim jest muzeum”. Tymczasem p. Ołdakowski przecież doskonale wie, w co gra – muzeum to w gruncie rzeczy instytucja polityczno-ideologiczna i gdy władza się zmienia, to gruszki lecą. Bo głównym celem istnienia państwowych muzeów jest przecież stwarzanie pożywki dla „swojej” grupy działaczy. Tak więc p. Ołdakowski, sam będący przez lata takim działaczem, zamiast się denerwować, powinien się cieszyć, że Hanna Gronkiewicz-Waltz zabrała się za niego dopiero teraz. To ta zwłoka przecież była wbrew zasadom!

Obrazek trzeci: oprócz Muzeum Powstania Warszawskiego tragicznie zmarły prezydent Lech Kaczyński rozpoczął także budowę Muzeum Żydów Polskich. Wprawdzie jedno takie muzeum już w Warszawie istnieje, ale gdy pojawiła się okazja wydojenia podatnika na kolejne kilkaset milionów złotych, to przecież trzeba było ją wykorzystać. W efekcie budowa postępuje, miliony płyną, a na warszawskim Muranowie powstał betonowy bunkier, który zapewne stanie się pożywką dla muzealnych biurokratów na długie lata. A przy okazji politycznym batem na tubylców.

Obrazek czwarty: w minioną sobotę mieliśmy w wielu polskich miastach Noc Muzeów, w trakcie której całe to towarzystwo muzealników wyszło spod ziemi. Jeśli ktoś zadał sobie trud przespacerowania się tej nocy po swoim mieście, to miał okazję przekonać się, jak gigantyczne pieniądze są marnowane (nie tylko w gotówce, ale także w nieruchomościach) na te wszystkie instytucje. A to tylko jedna, wydawałoby się marginalna sfera działalności biurokracji, za sprawą której rośnie zadłużenie państwa.

Tymczasem w systemie wolnościowym żadne państwowe muzeum po prostu nie powinno istnieć. W zupełności przecież wystarczą te prywatne. Na razie w Polsce są one zupełnie wyparte z rynku przez państwową konkurencję. Chociaż trzeba przyznać, że prywatne muzealnictwo powoli zaczyna się rozkręcać.

wesprzyj_wolne_media_artykul