numer biezacy, 27 Maja 2008

Unia Europejska zadłuża Polskę!?

admin

Samorządy zadłużają się w związku z realizacją zadań w ramach europejskiego
Funduszu Spójności. W wielu polskich gminach kosztorysy prac budowlanych sporządzone w 2005 roku
(w okresie ubiegania się o środki unijne) dwa lub trzy lata później przestały być aktualne.

Władze lokalne musiały zaciągnąć olbrzymie kredyty, żeby zrealizować inwestycje i nie podpaść unijnym biurokratom. Zadłużenie w skali całego kraju to kilkadziesiąt miliardów złotych.

Mit o unijnej pomocy po dziś dzień opowiadany jest w wielu polskich gminach. Na propagandowych
tablicach informacyjnych prezentowany jest zakres tej „pomocy”. W wielu przypadkach jednak zamieszczone dane są już nieaktualne. Wkład wielu polskich gmin przewyższy unijne wsparcie. Dodatkowo polskie prawo pozwala zadłużać samorządy ponad limity bezpieczeństwa, ale tylko na potrzeby inwestycji współfi nansowanych przez Unię Europejską. Fundusz Spójności Fundusz Spójności powstał na mocy
traktatu z Maastricht o utworzeniu Unii Europejskiej z 1991 roku, który wszedł w życie w 1993 roku. Fundusz ten (zgodnie z zasadami europejskiej nowomowy) „został powołany w celu zmniejszania różnic w poziomie gospodarczo-społecznym krajów i regionów Unii Europejskiej”.

Od 1 maja 2004 roku z pomocy Funduszu Spójności korzysta 10 nowych państw członkowskich, w tym Polska. Fundusz Spójności nie zalicza się do funduszy strukturalnych. Pomoc ma zasięg krajowy, a nie regionalny. W jakimś sensie współpraca z tym funduszem pomaga Komisji Europejskiej budować w
terenie prounijne elity, ale o tym później. Fundusz Spójności miał współfinansować przede wszystkim projekty służące rozwojowi infrastruktury publicznej (drogi, wodociągi, kanalizacja). Zgodnie z postanowieniami traktatu o przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej, na zobowiązania podejmowane przez nowe państwa członkowskie w ramach interwencji Funduszu Spójności Unia Europejska przeznaczyła na
lata 2004-2006 środki finansowe w wysokości 7590,5 mln euro – według cen z 1999 roku.

Jak zadłuża Unia? 13 grudnia 2005 roku podwarszawski Wołomin stał się benefi cjantem projektu
„Uporządkowanie gospodarki wodnościekowej na terenie aglomeracji Wołomin - Kobyłka”. Komisja Europejska przydzieliła wtedy około 27,5 mln euro na tę inwestycję. Współczynnik dofinansowania
został określony na poziomie 81%. Jednak kosztorysy do ww. inwestycji sporządzono w 2004 i 2005 roku.
Kiedy w 2007 roku rozstrzygano przetargi, ceny materiałów budowlanych i robocizny znacznie wzrosły. Urzędników z Komisji Europejskiej to już jednak nie obchodzi. Gminy muszą zaciągać kredyty. Rada miejska w Wołominie udzieliła przyzwolenia wołomińskiemu przedsiębiorstwu wodociągów i kanalizacji na
zaciągnięcie prawie 60 milionów zł pożyczki, żeby „ratować” projekt. Jeżeli ten kredyt zostanie wykorzystany, kwota wyłożona przez samorząd znacznie przekroczy kwotę wyłożoną przez Komisję
Europejską. Zarobią banki, a gmina przez 30 lat będzie borykać się z zadłużeniem.

Zmienia się w związku z tym współczynnik dofi nansowania przez Komisję Europejską. Jednak na tablicach informacyjnych nikt tego nie prostuje.

Okazuje się, że polskie samorządy, które realizują zadania z Funduszu Spójności w latach 2006-2009, zapłacą więcej niż Unia. Warto przy okazji zadać pytanie, co spowodowało podwyżkę cen materiałów
budowlanych właśnie w 2007 roku, kiedy rozstrzygano wiele przetargów ogłoszonych przez samorządy w
ramach inwestycji opartych na Funduszu Spójności? Jeżeli w skali kraju na projekty przyznano około 7 miliardów euro, polskie gminy musiały wesprzeć projekty z kredytów podobną kwotą.

Dlaczego? Firmy budowlane nie przystąpiły do przetargów, gdzie widniały ceny kosztorysowe z 2004 czy 2005 roku. Trzeba było zwiększać środki własne, opierając się na pożyczkach. Tym samym polskie
gminy zaczęły być wciągane w spiralę zadłużenia. Dlaczego się nie wycofały? Przedstawicieli władz samorządowych ogarnął lęk przed utratą wpływów. Poza tym nad gminami zawisła groźba ogromnych
kar nakładanych przez Komisję Europejską. Presja społeczeństwa i lęk przed utratą pozycji politycznej we własnych środowiskach podziałały na wyobraźnię niejednego burmistrza. W roku 2005 władze lokalne chwaliły się przyznaniem środków na inwestycje. Osłona propagandowa projektów, obietnice wielkich
pieniędzy z Unii Europejskiej działały na wyobraźnię mieszkańców. Lokalne elity prounijne wygrywały kolejne wybory. Politycy otrzymywali argumenty w walce z uniosceptycznymi przeciwnikami.

Dziś do zadłużania gmin nikt się już nie przyznaje. Polakom nadal się wydaje, że kanalizacja czy wodociąg w ich gminie to dar Unii Europejskiej. Zadłużanie od dawna przewidywane Jak się okazuje, nasze pseudoelity rządowe i parlamentarne już od dawna przygotowywały grunt pod zadłużanie samorządów. Politycy przewidzieli, że skorzystanie przez samorządy terytorialne w Polsce ze środków pochodzących z funduszy
unijnych wymaga zdobycia pieniędzy na wkład własny – a niestety w ogromnej większości samorządy nie były w stanie wygospodarować wystarczających środków.

Dlatego stworzono im prawną możliwość (pokusę) zaciągania długów. Prawodawca w 2003 roku, a więc za rządów SLD, pozwolił na rolowanie długu przez samorządy. Umożliwienie rolowania długu mogło budzić wątpliwości związane z niebezpieczeństwem nadmiernego zadłużania się jednostek samorządu terytorialnego, a w szczególności z wpadnięciem w tzw. pułapkę zadłużenia. W ustawie o finansach publicznych z 1998 roku przewidzianolimity wielkości zadłużenia. Łączna kwota długu jednostki samorządu
terytorialnego na koniec roku budżetowegonie mogła przekraczać 60% wykonanych dochodów ogółem tej jednostki w danym roku budżetowym. Poziom tego limitu i tak jest bardzo wysoki. Ale już w 1998 roku zapisano w ustawie, że ograniczeń tych nie stosuje się do emitowanych papierów wartościowych, kredytów i pożyczek zaciąganych w związku ze środkami określonymi w umowie zawartej z podmiotem dysponującym funduszami strukturalnymi lub Funduszem Spójności Unii Europejskiej.

Na samorządowców, którzy chcą się wykazać przed wyborcami, zastawiono jeszcze inne pułapki. Wyobraźmy sobie, że gmina o rocznych dochodach 10 mln zł jest zadłużona na 3 mln złotych i chce zaciągnąć dwa kredyty: pierwszy w wysokości 2 mln zł na wkład własny o programu współfinansowanego z funduszy UE i drugi na kwotę 3 mln zł na inny cel inwestycyjny. Gmina taka może zaciągnąć najpierw kredyt na inny cel, na kwotę 3 mln zł, a potem kredyt na 2 mln zł na cel „unijny”. Jest to dozwolone, mimo że łączne zadłużenie sięgnęłoby wtedy aż 80% dochodów. Natomiast nie będzie dozwolone działanie w
odwrotnej kolejności – tzn. jeżeli gmina zaciągnie najpierw kredyt na cel „unijny” na 2 mln zł, to następnie kredytu na inny cel w wysokości 3 mln zł nie będzie mogła zaciągnąć. Co więc zrobią samorządowcy?
Wykorzystają maksimum, na które zezwala prawo.

Instytucja wyłączenia limitów z ustawy o finansach publicznych w zakresie niektórych zobowiązań dała możliwość już zadłużonym samorządom zadłużenia się w jeszcze większym stopniu, ale tylko jeśli związane jest to ze współfi nansowaniem inwestycji ze środków Unii Europejskiej. Unia nadal zadłuża Polskę, a
politycy zadbali o to, żeby samorządowcy dopuszczali do tego w ramach obowiązującego prawa.

Artykuł pochodzi z bieżącego ewydania “Najwyższego Czasu!”. Zachęcamy do wykupienia e-prenumeraty.

W sklepie nczas.com pojawiło się 15-ście książek zaliczanych do absolutnej klasyki. Polecamy również pakiety publikacji Janusz Korwin Mikkego, Stanisława Michalkiewicza, zbiór książek o Żydach itd.:

———————————————————————————————–
koniec
———————————————————————————————–

UWAGA: Przedruk artykułów (w całości lub części) z działu “numer bieżący” oraz “ważne”, jest możliwy jedynie:

a) za podaniem klikalnego źródła
b) tylko w niezmienionej formie: artykuł + informacje poniżej artykułu (aż do napisu “koniec”) np. o ewydaniu, nowych publikacjach w sklepie itp.

17 komentarzy do artykułu “Unia Europejska zadłuża Polskę!?”

  1. KOMENTATOR:

    Polecam tekst z bloga Waldemara Rajcy, na temat tego jak to będzie w Unii:
    „Kochana Mamusiu!
    W Unii jest fajnie, niczego tu nie brakuje. Cukier jest po 4 euro za kilogram, benzyna po 5, 50 euro za litr, masło po 4,10 euro za kostkę, chleb po 3.20 euro za bochenek, bochenek paczka papierosów po 12 euro.
    Jeśli chodzi o nasz dom, to latem przyjechał pan Helmut z Berlina. Najpierw postawił piwo, a potem pokazał akt własności z 1937 roku i powiedział, że teraz to jest jego ziemia i wszystko, co na niej.. Może to i lepiej, i tak nie byłem w stanie płacić podatku katastralnego( Mamusia wie, 2% od wartości nieruchomości rocznie).
    Za to w przytułku mamy kolorową telewizję i fajne filmy. Pracy na razie nie ma, ale mówią, ze będzie. Jak dożyję, to za sześć lat będą mógł pracować w Niemczech, albo w Austrii. W mieście budują nowy urząd. Unia dała trochę grosza. Firma Heńka Kowalskiego startowała w przetargu, ale rozstrzygano go w Brukseli i wygrali Szwedzi. Co prawda inżynierów sprowadzili od siebie, ale Heniek i tak się cieszy, bo uznali jego kwalifikacje i pozwolili nosić cegły. Niech sobie chłop zarobi, bo jego firma już nie wytrzymuje tego zwiększonego VAT-u w budownictwie. Chciał wysłać syna na studia do Francji, ale nie miał na to pieniędzy.
    Córka jednego z ministrów miała więcej szczęścia i dostała unijne stypendium. Chłopak Henia jest całkiem zdolny, więc zdawał na naszą politechnikę. Byłby się dostał, gdyby nie konkurencja młodzieży z innych krajów unijnych. W końcu uczelnie tam też są przepełnione. Na razie jest na darmowym stażu w hipermarkecie.
    Ostatnio w mieście pojawiło się mnóstwo byłych rolników. Mówią coś o nierównej konkurencji, niskich dopłatach i limitach produkcyjnych. Nie wiem , o co im chodzi, przecież mieli więcej zyskać na integracji.
    Do domu naprzeciwko wprowadziło się młode małżeństwo – Tomek i Jacek. To bardzo wrażliwi ludzie, nawet starają się o adopcję. Pani kurator jest bardzo tolerancyjna i świeżo po aborcji, więc mają duże szanse.
    Niech Mamusia na razie siedzi na tej Białorusi, bo tu szaleje eutanazja, zwłaszcza, że ubezpieczalnia już o Mamusię pytała.
    To tyle, bo idę po zasiłek. Będę go pobierał jeszcze dwa miesiące. Całuję mocno. Zdzisiek.
    P.s.
    Niech mi mamusia przyśle kilo szynki, ale takiej ze zwykłego prosiaka, bo te nasze świecą po nocach..
    P.P.S.
    Niech mamusia wyśle ten list swoim znajomym. Może za kilkanaście lat do mnie wróci. Wtedy Polski już pewnie nie będzie, ale w końcu będę obywatelem nowego euroregionu.”(!!!).

  2. Najwyższy CZAS! » Artykuł » Numer 22 (941) z 31 maja 2008:

    [...] Rafal Pazio: Unia zadłuża Polskę ● Adam Wielomski: Socjalizm a teologia ● Tomasz Sommer: A kiedy odwołają ocieplenie? ● [...]

  3. Matt Kalinski:

    US tortures scientist for European Community passport found with him: Open Letter

    Open Letter to European Commission:

    Attn: European Commission:

    Dear Sir or Madame,

    I am a theoretical Physicist holding German citizenship
    and the passport of the Republic of Poland and world expert
    in Condensed Matter Theory.
    On June 2007 I was arrested by the United States Border Protection
    Service while I was trying to get to Canada for Polish (European
    Community passport found with me with expired USA visa stamp
    when waiting for extension and adjustment of my US work visa.
    I was tortured with one week of forcible travel to concentration
    camp in Florence Arizona when I was kept for two mounts with
    citizens of Mexico, Guatemala, and El Salvador in amounts about
    200 per one cell and forced to public showers for stamp
    in European passport.

    I immigrated to United States from Poland for the purpose
    of PhD studies in the University of Rochester holding student
    visa forced by hunger in Republic of Poland before its
    EU membership, was never
    charged by the United States of any crime neither worked there
    illigaly to laws of the United States,

    I request the investigation against the United States government,
    United States and the persons involved and ask the
    European commission to stop the diplomatic
    relations with the United States and all economic, banking and trade
    ties until I am allowed to return to my home in Utah, car
    detained at Canadian border and
    property based
    of natural law and common understanding of rights.
    This mistreatment of European scientist by the government
    of United States must face immediate response of the
    European Union and must be explained.

    Sincerely,

    Matt Kalinski

  4. Bacz:

    Lobby bankierów ma się dobrze. Wszystkie branże płacą dwa główne podatki: dochodowy i VAT. Natomiast banki płacą tylko dochodowy - to znaczy powinny płacić, ale wszyscy wiemy jak łatwo z banku przerzucić zysk lub go wyprowadzić jako koszty. Dlatego należy albo wprost wprowadzić podatek obrotowy 2% od udzielonych kredytów, albo, lepsze rozwiązanie, należy zmienić politykę NBP świadczenia usług bankom komercyjnym “po kosztach”.

    http://prawica.net/node/11458

  5. Żydomason Ozjasz Goldberg:

    Kochana Mamusiu!
    W Porypii Xięcia Regenta Janusza Poronia-Mikke jest fajnie, nigdy nie było tak tanio. Cukier jest po 60 groszy za kilogram, benzyna po 70 groszy za litr, masło po 45 groszy za kostkę, chleb po 50 groszy za bochenek, paczka papierosów lub marihuany po 2 grosze.
    Lecz nie da się niczego kupić, bo kwitnie szmugiel do Unii Europejskiej, gdzie producenci uzyskują wyższe ceny. Lecz jak bardzo dzięki temu wyszczuplałem! Już nie ważę 110 kg jak wczesniej, lecz 34 kiligramy, nigdzie tak dobrze nie leczą otyłości, jak w Porypii, a przeszukiwanie śmietników jest bardzo ekscytującym sportem, zwłaszcza, gdy trzeba się ścigac z innymi żyjącymi szkieletami.

    Jeśli chodzi o nasz dom, to latem przyjechał do nas Rajca Skarbowy Porypii. Najpierw pochwalił Xięcia Regenta Janusza Poronia-Mikke rzymskim pozdrowieniem i przypomnienem, że w Porypii wreszcie mamy podatki niższe nawet niż za Hitlera, a potem pokazał wyrok sądu, z którego wynikało, że za niepłacenie podatku pogłównego w czasie, gdy byłem bez pracy po tym, jak spadłem z rusztowania i musiałem wydać wszystkie oszczędności na prywatne leczenie - teraz to jest ziemia Xięcia Regenta i wszystko, co na niej.. Może to i lepiej, przecież nie wypada, by dzieci Xięcia Regenta mieszkały w drewnianym domu w Józefowie! Nasza dawna żoliborska willa teraz nazywa się “Korynna”

    Za to w budzie z blachy, dykty i desek, którą skleciłem w zaroślach nad Wisłą śpi mi się fajnie. Pierwszej nocy złomiarze ukradli blachę, lecz dziurę załatałem trzciną. Mieszkać tam nie ma czasu, bo pracuję 16 godzin dziennie, więc jak wracam śpię tak twardo, że nawet szczury i karaluchy mnie nie budzą. Praca jest ciekawa - robię seryjnie zabawki, które konkurują cenowo z chińskimi, to i zarobkami konkuruję z Chińczykami. Lecz 1,30 zł dzieniie to dziś dużo pieniędzy, gdyby nie ten pogłówny, przez który mój dług wobec państwa rośnie - ale tak być musi, przcież podatek pogłówny w jednakowej wysokości dla każdego jest najbardziej sprawiedliwy. Jak mnie za długi sprzedadzą w niewolę, może nie będę musiał mieszkac w takiej budzie, lecz w porządnym kontenerze, przytulnej szczególnie zimą ziemiance czy barakowozie? Czaesem tylko smród znad Wisły nie pozwala mi spać, lecz myślę, że jak mamy warunki pracy takie, jak w delcie chińskiej Rzeki Perłowej, to i Wisła powinna się mienić jak perła od odpadków, ścieków i wylanej ropy. Lecz smród mniej przeszkadza, gdy pomyślę, jak to władze Porypii pogoniły kota tym ekologom, czasem nawet się zaśmieję, lecz krótko, bo wtedy dostaję ataku astmy w tym smogu.

    Niech Mamusia na razie siedzi na tej Białorusi, bo tu słabsi lecz dobrze odzywieni ludzie znikają, a potem spotykam w nadwiślańskich krzakach obok wygasłych ognisk ogryzione, upieczone ludzkie kości, a w sąsiednich budach przez kilka dni czkają, bekają i nie wychodzą na śmietnikowe łowy.
    To tyle, bo idę do fabryki robić zabawki. Całuję mocno. Zdzisiek.
    P.s.
    Niech mi mamusia przyśle makę i mleko w proszku, tylko w nowych opakowaniach po proszkach do prania, bo żywność kradną.

  6. MJK.:

    Kożdy kraj ma swojego “oszołoma” jak Korwin - niemiecki nazywał sie Ludwik Erhard. Nieprawdasz Ozjasz?
    cyt.
    “Odbudowę Republiki Federalnej Niemiec po drugiej wojnie światowej nazwano
    “niemieckim cudem gospodarczym”.
    Jej powodzenie jest w znacznej mierze skutkiem energii, odwagi i determinacji jednego człowieka – profesora Ludwiga Erharda,
    który najpierw jako doradca okupacyjnych władz amerykańskich, potem minister finansów, wicekanclerz i wreszcie kanclerz RFN dbał o to, żeby gospodarka niemiecka miała właściwe warunki do rozwoju.
    Nie lubił określenia “cud gospodarczy”. Kiedy tylko mógł, tłumaczył,że żaden cud się tu nie zdarzył, że był to skutek podjęcia dobrze przemyślanych decyzji i ich konsekwentnej realizacji.

    To prawda, gospodarka wolnorynkowa musiała przynieść Niemcom rozwój i dobrobyt, ale to, że Erhardowi udało się ją wprowadzić, wbrew woli swoich rodaków, wbrew obowiązującemu prawu i - co ważniejsze - wbrew stanowisku alianckich władz

    Wolność gospodarcza, którą dał Niemcom, była sprzeczna z tym, do czego ich wychowywano i do czego przywykli. Niewiele jest krajów, w których idee i praktyki socjalistyczne są tak głęboko zakorzenione w sercach i umysłach ludzi, jak w Niemczech. To przecież stamtąd pochodzili Marks i Engels. Bardzo silne były tam partie socjalistyczne obiecujące ludziom, że państwo może i powinno rozwiązać wszystkie ich problemy. I bardzo wielu Niemców wierzyło w to i nadal wierzy. Dlatego właśnie niemiecki kanclerz Otto von Bismarck uznał, że aby zapobiec rewolucji, trzeba wprowadzić znaczną część postulowanych przez socjalistów reform, a przede wszystkim ubezpieczenia społeczne.

    W roku 1883 jako pierwszy kraj na świecie Niemcy wprowadziły obowiązkowe ubezpieczenia chorobowe i wypadkowe.

    Parlament uchwalił tę ustawę bardzo niechętnie. Wielu posłów czuło, że przekraczają pewną niebezpieczna granicę, ale cesarz Wilhelm I apelował o jej przyjęcie…

    W roku 1890 Niemcy jako pierwszy kraj świata wprowadziły obowiązkowe ubezpieczenia emerytalne dla robotników.

    Utworzono system, w którym pracujący utrzymywali emerytów. W czasach, gdy rodziło się dużo dzieci, taki system zdawał egzamin i rzeczywiście zabezpieczał on robotników przed nędzą w starości. Płacący składkę emerytalną miał też oczywiście mniejszą szansę, by dorobić się czegoś i zostać samemu przedsiębiorcą. Na tę drugą stronę medalu niewielu jednak zwracało uwagę.
    Państwo niemieckie nie tylko w sprawie obowiązkowych ubezpieczeń dało przykład światu.

    Przez cały czas swego urzędowania kanclerz Bismarck starał się zastępować podatki bezpośrednie pośrednimi – jak nasz ukochany VAT. Takie podatki łatwiej ściągnąć, bo ludzie płacą je, kupując jakiś towar, i nie buntują się przeciw nim. Po prostu ich nie zauważają. Cieszą się, że państwo im “daje”, i narzekają, że wszystko nie wiadomo dlaczego drożeje…
    Następni kanclerze szli za jego przykładem, a dziś postępują tak niemal wszystkie rządy na świecie.

    Niemcy nakładały też, chętniej niż inne państwa, cła zaporowe na różne towary, “chroniąc niemiecką gospodarkę”. Państwo wydawało ogromną ilość przepisów regulujących niemal wszystko, a wielka armia urzędników bardzo skrupulatnie egzekwowała ich wykonanie.

    Nie budziło to sprzeciwu narodu - był porządek, a dobrobyt rósł. W latach 1860-1914 Niemcy rozwijały się w Europie najszybciej. Rządy sprawowali ludzie stosunkowo mądrzy i przyzwoici, nie były one tak uciążliwe, jak mogły być. Nad tym, jak rozwijałby się kraj, gdyby panowała w nim wolność, zastanawiało się niewielu.

    Jeśli komuś ta opieka państwa nie odpowiadała, najczęściej wyjeżdżał do Ameryki…

    Ingerencja państwa w gospodarkę utrudnia jej rozwój, ale ułatwia przygotowania do wojny. To następny powód, dla którego ją w Niemczech wprowadzono. Dzięki niej wojny z Austrią i Francją zakończyły się błyskotliwymi zwycięstwami. Podczas pierwszej wojny światowej kontrolę państwa nad gospodarką jeszcze pogłębiono, podporządkowując ją niemal całkowicie potrzebom sił zbrojnych. Dzięki temu Niemcy były w stanie tak długo opierać się przewadze aliantów. Zaproponowaną przez Adolfa Hitlera receptą na powojenny chaos było stopione w jedno z jego partią, wszechwładne państwo, które Niemcy powitali z radością.

    Po klęsce III Rzeszy władze okupacyjne wszystkich zwycięskich mocarstw utrzymały hitlerowski system planowania i reglamentacji, dodały tylko dużo własnych rozporządzeń. Zabroniły Niemcom między innymi handlu z zagranicą i podniosły podatki około 50%.

    Nie była to zemsta na Niemcach. Po prostu w Wielkiej Brytanii i we Francji rządzili w tym czasie socjaliści, którzy takie zarządzanie uważali za słuszne i podobne porządki wprowadzali we własnych krajach (żywność we Francji i Wielkiej Brytanii była reglamentowana jeszcze w kilka lat po wojnie). Tak postępowały też amerykańskie władze wojskowe. Przydzielanie i kontrolowanie wszystkiego jest dla wojskowego czymś naturalnym, niezależnie od tego, jaki ustrój ma państwo, któremu służy. Rezultat prowadzonej przez władze alianckie polityki popieranej szczerze przez socjalistów niemieckich był taki, że jak ktoś policzył, produkcja w zachodnich strefach okupacyjnych wystarczała, żeby statystycznemu Niemcowi można było przydzielić jeden talerz raz na pięć lat, jedną parę butów raz na dziesięć lat i jeden garnitur raz na pięćdziesiąt lat. Niemcy mieli sami zakosztować losu, który zgotowali innym.

    W latach 1946–47 (Erhard ) był ministrem gospodarki w rządzie Bawarii utworzonym przez socjaldemokratę Wilhelma Högenera. Nie odniósł w tej roli sukcesu, ale zdobył doświadczenie. W 1947 został szefem komisji ekspertów przygotowującej w tajemnicy reformę walutową (w obiegu wciąż były marki z czasów Hitlera). W marcu 1948 roku obradująca we Frankfurcie rada gospodarcza (zalążek niemieckiego parlamentu) wybrała go na dyrektora Zarządu Gospodarki Zjednoczonych Obszarów Gospodarczych. Wkrótce to stanowisko miało się nazywać Minister Gospodarki Republiki Federalnej Niemiec.
    Dało ono Erhardowi okazję do wcielenia w życie swojego programu i potrafił z niej skorzystać. Nie było to jednak wcale łatwe.

    Wszystkie liczące się niemieckie partie polityczne uważały za konieczne wprowadzenie jakiejś formy socjalizmu. Program uważanej za prawicową CDU uchwalony w roku 1947 głosił: Planowanie i kierowanie gospodarką są przez długi czas konieczne w jak najszerszym zakresie. Przewidywał upaństwowienie kopalni i hut.
    Chadecy w amerykańskiej strefie okupacyjnej twierdzili wręcz, że ich celem jest zbudowanie demokratycznego socjalizmu.

    Trudno zrozumieć, jak to się stało, że członkowie rady gospodarczej dali się Erhardowi przekonać i zaaprobowali przygotowaną przez niego ustawę znoszącą wszystkie przepisy o planowaniu gospodarczym i reglamentacji, czyli idącą dokładnie pod prąd programów partii, które reprezentowali. Tak się jednak stało, 18 czerwca 1948 roku 50 głosami “za” przy 36 “przeciw” została ona uchwalona. Posiedzenie to, co warto podkreślić, odbyło się w ścisłej tajemnicy. Władze okupacyjne nic o nim nie wiedziały. Nie wiedziały też, jakie decyzje na nim zapadły.

    W dwa dni później przeprowadzono wymianę pieniędzy. Miejsce marki Rzeszy (RM) zajęła marka niemiecka (DM). W tym dniu Ludwig Erhard dał też wolność gospodarce. Zrobił to w sposób naprawdę niezwykły. Wykorzystał w tym celu ślepe posłuszeństwo swych rodaków wobec władzy. Była to niedziela, nie było w pracy nikogo, kto mógłby mu przeszkodzić. Erhard wydał i rozesłał stosowne rozporządzenia, po czym w przemówieniu radiowym powiadomił, że unieważnił kartki żywnościowe, zniósł kontrolę cen itd. Nie miał prawa robić tego bez porozumienia z władzami okupacyjnymi, ale gdyby poprosił je o zgodę, nigdy by jej nie dostał. Wszystkie jego polecenia zostały skrupulatnie wykonane przez odpowiednie urzędy.

    W poniedziałek rano Niemcy obudzili się w całkiem innym ustroju, a on został wezwany przed oblicze generała Luciusa Claya, dowódcy amerykańskich wojsk okupacyjnych. Podobno rozmowa zaczęła się od pytania pewnego pułkownika: Jak pan śmiał rozluźnić nasz system racjonowania w sytuacji tak wielkich niedoborów żywności! Erhard odpowiedział: Ależ panie pułkowniku, ja nie rozluźniłem systemu racjonowania, ja go całkowicie zniosłem! Odtąd jedyną “kartką”, jakiej będą potrzebowali ludzie, będzie marka niemiecka i będą oni ciężko pracować, by ją zdobyć. Poczekajmy, a przekonamy się. Wtedy odezwał się generał Clay: Panie Erhard, moi doradcy mówią mi, że popełnia pan straszliwy błąd. Erhard miał mu odpowiedzieć: Niech pan ich nie słucha, generale, moi doradcy mówią mi to samo. Generał Clay musiał się szybko zdecydować, czy chce wystawić się na pośmiewisko, czy udawać, że wszystko stało się za jego wiedzą i wolą. Wybrał to drugie.

    Bardzo szybko okazało się, że Erhard nie popełnił błędu. Niemcy zaczęły się rozwijać w oszałamiającym tempie. Sklepy zapełniły się towarami. Jego powodzenie oznaczało jednak kres marzenia wielu polityków i zwykłych ludzi o socjalizmie. Walczyli o jego spełnienie jak mogli. W listopadzie 1948 roku wybuchł strajk generalny. Strajkujący domagali się odwołania reformy, ale Erhard nie ustąpił. Powiedział kiedyś: “Nie liczba i wielkość nagłówków w prasie powstających za sprawą danego polityka stanowią miernik prawidłowej polityki, lecz wewnętrzna pewność, by w politycznych działaniach nie zwodzić się tanimi sloganami i nie dać się zepchnąć z prawidłowej drogi”. Przez następne dwadzieścia lat w RFN nie było poważnych konfliktów społecznych, a strajki stały się rzadkością, bo zarobki rosły bardzo szybko.

    Aby nie straszyć wyborców, koncepcję gospodarczą realizowaną przez niego nazwano “socjalną gospodarką rynkową”. Pod tą nazwą wprowadzono w kraju socjalistów niemal zupełnie wolny rynek. Nazwa była o tyle prawdziwa, że naprawdę daje on większe szanse ubogim niż ustroje rzekomo dążące do “sprawiedliwości społecznej’.

    Niemcy przegrali wojnę, ale wygrali pokój. Szybko stali się największą potęgą gospodarczą w Europie, dystansując Wielką Brytanię i Francję. Brakowało im rąk do pracy i ludzie z wielu krajów znów jechali “na roboty do Niemiec”, tym razem zupełnie dobrowolnie. Marka niemiecka stała się jedną z najważniejszych walut świata. Większość Niemców do dziś nie rozumie, że stało się tak, bo przez kilkadziesiąt lat, sami o tym nie wiedząc, żyli w tym “drapieżnym kapitalizmie”, którego tak się boją.

    Warto tu rozprawić się z następnym popularnym mitem. Często mówi się u nas: “Niemcy skorzystali na Planie Marshalla, a my nie byliśmy nim objęci. Stąd ich bogactwo i nasza bieda.” Fakty temu przeczą. Pomoc amerykańska nie przekroczyła nigdy 5% produktu krajowego brutto Niemiec Zachodnich, nawet w latach 1948-49, kiedy wsparcie ze strony ECA (Economic Cooperation Administration – ministerstwo ds. współpracy gospodarczej, powołane, by nadzorować program pomocy i kierować nim) było największe. W tym samym czasie koszty alianckiej okupacji i reparacje wojenne pochłaniały od 11 do 15% niemieckiego PKB. Zatem pieniądze płynęły raczej z Niemiec do krajów zwycięskich, nie odwrotnie.

    Niemcy podnieśli się z upadku sami. Zawdzięczają ten sukces swej własnej pracy, przedsiębiorczości, którą obudził w nich Erhard, i swoim politykom, którzy mieli dość rozumu, by nie przeszkadzać.
    Jeśli Polska stanie się kiedyś gospodarczą potęgą, nastąpi to w podobny sposób. Bo innego nie ma. Bez względu na to, co mówi Lech Wałęsa (teraz Kaczyński ) i jemu podobni.

    Ta jedna niedziela, kiedy to Ludwig Erhard zniósł w zachodnich Niemczech wprowadzone “dla dobra ludzi” reglamentację i centralne planowanie, zadecydowała na długie lata o jego losie i o losie całego kraju. Wpłynęła też na los całej Europy Zachodniej. Wojna dała rządom okazję przyznania sobie nadzwyczajnych pełnomocnictw i wzięcia pod kontrolę wszystkich dziedzin życia. Koniec wojny wcale nie oznaczał, że władza państwa nad obywatelem i jego własnością w Wielkiej Brytanii czy Francji zmniejszyła się. Politycy wciąż chcieli kontrolować wszystko i fakt, że w kilka lat po wojnie w wyniku ich działań ludzie wciąż kupują żywność na kartki, nie psuł im dobrego samopoczucia. Jak słusznie stwierdził Jerzy Urban: “Rząd się zawsze wyżywi”. Także obywatele zbytnio nie skarżyli się na swój los. Skoro w innych krajach panuje podobny marazm i (względny) niedostatek, to widać musi tak być…

    W roku 1948 George Orwell zaczął pisać swoją najsławniejszą książkę „Rok 1984”. Wizja przyszłości, którą w niej przedstawił, była logiczną konsekwencją takiej polityki. To, co nastąpiło w wyniku reformy Erharda zapobiegło być może jej spełnieniu.

    Rozwój zrujnowanych Niemiec dowodził w sposób oczywisty, że może być inaczej, że najlepsze, co państwo może zrobić, by poprawić byt jego obywateli, to przestać decydować za nich. Przede wszystkim jednak zadziałał mechanizm wolnej konkurencji między państwami. Słaba gospodarka kraju to słaba pozycja polityczna. Skoro Niemcy zaczęły się rozwijać, trzeba było je gonić, wprowadzając z bólem serca także u siebie wolność gospodarczą. Socjalizujące rządy na zachód od Łaby zaczęły upadać. Najszybciej i najradykalniej odeszły jednak od socjalizmu Niemcy i dlatego, pomimo że niektóre inne kraje otrzymały większą pomoc amerykańską, rozwijały się najlepiej.

    Nie będzie też chyba przesadą stwierdzenie, że 20 czerwca 1948 roku był prawdziwym początkiem niemieckiej suwerenności. Te najważniejsze dla gospodarki decyzje, choć nie istniało jeszcze niepodległe państwo, podjęli sami Niemcy i nie pytali swych okupantów o zdanie.

    On sam (Erhard) , nie będąc członkiem CDU, kandydował z jej ramienia i uzyskał mandat bezpośredni z okręgu wyborczego Ulm. Warto w tym miejscu wyjaśnić, co to znaczy.

    W niemieckiej ordynacji wyborczej wyborca ma dwa głosy. Jeden może oddać na kandydata w swoim okręgu wyborczym, drugi na listę krajową wybranej partii. W każdym okręgu wybiera się jednego posła. W ten sposób wyłania się połowę posłów. Są to mandaty bezpośrednie. Drugą połowę miejsc w Bundestagu dzieli się między partie, które zdobyły ponad 5% głosów w całym kraju.

    Oczywiście kandydowanie z listy krajowej jest znacznie “bezpieczniejsze”. Na wiecu przedwyborczym ktoś może sobie przypomnieć, co kandydat obiecywał kilka lat wcześniej i zapytać, dlaczego nie dotrzymał słowa… Najważniejsi politycy zazwyczaj wchodzą do parlamentu z list krajowych. Podobnie jak u nas. Erhard był jednak politykiem nietypowym. W tym samym okręgu walczył później jeszcze pięciokrotnie o mandat bezpośredni i zawsze wygrywał. Żaden inny polityk w historii RFN tego nie dokonał. Ten swoisty rekord wiele mówi o tym, jak duże i trwałe zaufanie zdobył wśród rodaków.

    Przyczyną tego zaufania był niewątpliwy sukces jego polityki i sposób, w jaki ją propagował. W dniu, w którym wprowadził wolny rynek, przemówił do narodu przez radio, informując go o wszystkim, co zrobił. Później w ramach akcji propagandowej rządu RFN przemawiał jeszcze wielokrotnie. Nie tylko przez radio. Tłumaczył ludziom, dlaczego ceny jeszcze rosną, dlaczego jest bezrobocie i, co najważniejsze, mówił, kiedy te plagi ustąpią. Najważniejsze stwierdzenia z tych przemówień przypominały rozlepiane wszędzie plakaty. I jego zapowiedzi się sprawdzały.

    Ludzie zapamiętali. Erhard mówił, że w sklepach znów będą towary, i tak się stało. Mówił, że ceny przestaną rosnąć, i tak się stało. Mówił, że znów będzie praca, i tak się stało. Mówił, że przyjdzie dobrobyt, i przyszedł. Sam minister oczywiście nic nie zrobił, żeby ten dobrobyt sprowadzić. On tylko uwolnił wolnorynkowy mechanizm i zapowiadał ludziom, jak on będzie działał.

    Kanclerz Konrad Adenauer ganił go za to, że często nie przychodzi do pracy, a urzędnicy w Ministerstwie Gospodarki nic nie robią. Niestety, wielu ludzi nie może pojąć, że to jest najlepsze, co ministerstwo gospodarki może robić. Jednak Adenauer miał dużo racji, czyniąc swojemu ministrowi takie zarzuty. Widział, że Erhard ma niedopuszczalną u polityka wadę – nie umie dyscyplinować podwładnych. Większość ludzi nie wnikała jednak w takie szczegóły i dlatego jeszcze w 1957 roku jedno z haseł wyborczych chadecji brzmiało: “Ludwig Erhard spełnił to, co obiecał – dobrobyt dla wszystkich”

    Socjaldemokraci musieli wkrótce zmienić hasła wyborcze. Od roku 1950 bezrobocie zaczęło zgodnie z zapowiedziami Erharda szybko spadać i przez długie lata w RFN praktycznie go nie było. Sprzeciw wobec wolnorynkowej gospodarki wśród Niemców słabł. Natomiast okazało się, że trzeba jej bronić przed Amerykanami. W marcu 1951 roku amerykański Wysoki Komisarz John McCloy zażądał “modyfikacji społecznej gospodarki rynkowej”, które miały zwiększyć wpływ państwa na gospodarkę. Chodziło o to, żeby można było szybko przestawić niemiecki przemysł na produkcję zbrojeniową, a to trudno zrobić inaczej, niż poddając gospodarkę kierownictwu państwa. Trwała w tym czasie wojna w Korei, która mogła stać się początkiem III wojny światowej. Erhard miał świadomość, że Niemcy będą się rozwijać dobrze, jeśli reguły ustalone w 1948 roku pozostaną niezmienione. Tłumaczył to tak: Gospodarka nie jest pacjentem, którego można bez końca operować. Pod jego wpływem kanclerz Adenauer zdecydował się na odrzucenie amerykańskich nacisków. Okazało się to bardzo korzystne dla kraju. Inni sojusznicy USA zwiększali produkcję dla wojska, oczywiście kosztem tej dla cywili, a Niemcy, korzystając z okazji, eksportowały do nich coraz więcej towarów konsumpcyjnych. Wszystko zgodnie z ustaleniami zwycięskich mocarstw sprzed paru lat. Żadnych zbrojeń w Niemczech.

    Wzrost gospodarczy skutkował wzrostem znaczenia politycznego. W połowie lat pięćdziesiątych RFN była już na tyle liczącym się państwem, że Konrad Adenauer mógł rozmawiać z Nikitą Chruszczowem o niemieckich jeńcach wojennych wciąż przebywających w Związku Sowieckim. W wyniku tych rozmów ci, którzy jeszcze żyli, mogli wrócić do kraju.

    Podobno Ludwig Erhard jako ekonomista nie był dobrym teoretykiem. Tak przynajmniej twierdzą teoretycy ekonomii, którzy czytali jego książki. Być może maja rację. Erhard poznawał prawa rządzące gospodarką praktycznie pracując w sklepie swojego ojca, później prowadząc go samemu, a w końcu jako pracownik instytutu badającego pracę różnych firm. Wiedział dobrze, co dla przedsiębiorcy oznaczają wysokie podatki, konieczność załatwiania nieskończonej ilości spraw w urzędach, kontrole jedna za drugą…

    Dlatego wiedział, że mają rację teoretycy twierdzący, że w gospodarce potrzebna jest wolność. Nawet, jeśli
    nie ogarniał wszystkich subtelności ich wywodów i nie dostrzegał wszystkich praktycznych konsekwencji. Tylko czy któryś z tych wybitnych teoretyków zrobił dla swojego kraju tyle, co on?
    Erhard zaryzykował nie tylko świetnie zapowiadającą się karierę. Mógł trafić pod sąd, bo złamał prawo, by wprowadzić w życie gospodarcze trochę zdrowego rozsądku.

    Deficyt budżetowy kiedyś trzeba będzie spłacić, co bardzo obciąży podatników. Jeśli państwo nie wydobędzie na to od nich pieniędzy, to nastąpi krach finansowy, co będzie dla ludzi jeszcze bardziej kłopotliwe. Tak skończy się życie ponad stan, ale będzie to zmartwienie przyszłych pokoleń. Na razie polityk finansujący w ten sposób różne świadczenia społeczne ma szansę zdobyć przychylność wyborców, a Erhard w obronie tych przyszłych pokoleń zaryzykował utratę władzy i stracił ją.

    Ludzie planujący naszą “transformację ustrojową” przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych próbowali go naśladować. W latach 1989 – 90, podobnie jak on w latach 1948-49, przemawiali do narodu, obiecywali, że w ciągu kilku miesięcy ceny przestaną rosnąć, a zacznie rosnąć produkcja i dobrobyt. Jednak nie działali w tak przyzwoity sposób - to najłagodniejsza ocena ich działań, na jaką mogę się zdobyć. Dlatego ich obietnice się nie spełniły, a oni przestali przemawiać. Różnica polegała na tym, że Erhard nie tylko uwolnił ceny, zniósł głupie przepisy, ale obniżył podatki do rozsądnego poziomu i zapewnił uczciwe działanie banków. Każdy miał szansę się dorobić. U nas uwolniono ceny, ale prawa pisano “pod swoich ludzi”, a zwolnienia od podatków i kredyty bankowe też dostawali głównie “swoi”. Reforma Erharda to wprowadzenie kapitalizmu nazwanego “społeczną gospodarką rynkową”. Polska “transformacja” to wprowadzenie w miejsce socjalizmu sowieckiego socjalizmu europejskiego. Dziennikarze nazwali to “kapitalizmem”, a ludzie znienawidzili. W naszej konstytucji można przeczytać, że Polska prowadzi “społeczną gospodarkę rynkową”, ale oznacza to coś całkiem innego niż 50 lat temu w Niemczech. Słowa, które stają się popularne, często tracą swoje znaczenie.

    Erhard umożliwił wielu swoim rodakom zarobienie dużych pieniędzy. Dla niego samego pieniądz i gospodarka nie były wartościami samymi w sobie. Uważał, że są potrzebne, żeby człowiek mógł godnie żyć i być wolny.To wszystko.
    Jedno jego spostrzeżenie na temat wolności wydaje mi się szczególnie ważne i niepokojące:

    “Wolność jest całością i jest niepodzielna; wolność polityczna, gospodarcza i osobista tworzą złożoną jedność. Nie można usunąć jednej części, nie powodując zawalenia się całości”.

    Dziś w Polsce, podobnie jak w całej Europie, wolność gospodarcza jest coraz bardziej ograniczana. Jednocześnie wmawia się nam, że żyjemy w “wolnym kraju”. Czy aby na pewno?”

  7. członek mniejszosci niemieckie:

    Do 1 i 5.
    Muszę przyznać, że opowieść 1 jest bardziej przekonywująca. Opowieść 5 jest pisana jakby na kolanie…tak na szybko, żeby dać opór opowieści numer 1. Myśle, ze ten kto pisał opowieść 5 jest ograniczony i żyje w jakimś wielkim zakłamaniu…biedny człowiek

  8. członek mniejszosci niemieckie:

    Do 6.
    Piekny tekst. Ludwig Erhardt - dziekujemy.
    Pozdrawiam!

  9. Żydomason Ozjasz Goldberg:

    @MJK:

    W tej łzawej opowiastce mikkoluba, mimo, że rozwlekła - zabrakło takiego drobniutniego “szczególiku”, jak Plan Marshalla.
    No, ale jakże to - mikkoluby mają chwalić interwencjonizm?
    Doktryna zabrania mikkolubom pisania prawdy - to pierdzielą głodne kawałki o likwidacji kartek i reichsmarki - gdy to samo było w tym czasie nawet w komunistycznej Polsce.

  10. adolf hitler:

    Do Rzygomasona:
    No, i skucha. Tu masz, strupniu woszczynowy, fragment, którego na swoje nieszczęście tak się domagasz, :
    “Warto tu rozprawić się z następnym popularnym mitem. Często mówi się u nas: ‘Niemcy skorzystali na Planie Marshalla, a my nie byliśmy nim objęci. Stąd ich bogactwo i nasza bieda.’ Fakty temu przeczą. Pomoc amerykańska nie przekroczyła nigdy 5% produktu krajowego brutto Niemiec Zachodnich, nawet w latach 1948-49, kiedy wsparcie ze strony ECA (Economic Cooperation Administration – ministerstwo ds. współpracy gospodarczej, powołane, by nadzorować program pomocy i kierować nim) było największe. W tym samym czasie koszty alianckiej okupacji i reparacje wojenne pochłaniały od 11 do 15% niemieckiego PKB. Zatem pieniądze płynęły raczej z Niemiec do krajów zwycięskich, nie odwrotnie.”

    Czyżby doktryna nakazywała ci wyrywkowe czytanie?

  11. Beryl:

    -Dlaczego wszystkie pszczoły z Polski poleciały do Brukseli ?
    -Bo wyczyły wieeelką lipę.

  12. MJK.:

    To nie doktryna Adolf. Socjaliści i ich zwolennicy już tacy są. Nie przeczytali nigdy w życiu żadnej książki a jak już przeczytali, to nic nie zrozumieli. Poza tym długie czytanie ich strasznie męczy. Swoich obowiązków zawodowych też nie traktują poważnie. Ozjasz po prostu “olewa” swojego szefa, który mu płaci za zamieszczane tutaj komentarze. Jak każdy socjalista wyznaje zasadę: “czy się stoi, czy się leży…”. Do wolnego rynku się nie nadaje i zdaje sobie doskonale sprawę, że za takie podejście do pracy, wyleciałby na zbity pysk. On nie walczy o socjalizm, on walczy o egzystencję. Pozdrawiam.

  13. Żydomason Ozjasz Wczele-Goldberg:

    @adolf hitler:

    “Tu masz, strupniu woszczynowy, fragment, którego na swoje nieszczęście tak się domagasz”

    Czyli stek bredni, mastko zjełczała

    ——-

    “W tym samym czasie koszty alianckiej okupacji i reparacje wojenne pochłaniały od 11 do 15% niemieckiego PKB. Zatem pieniądze płynęły raczej z Niemiec do krajów zwycięskich, nie odwrotnie.”

    Brednie.
    Co prawda umowy jałtańska i poczdamska zakładały jakieś reparacje, lecz Amerykanie nie wzięli nic, Anglicy nie wzięli nic. Więcej wydoili tylko Sowieci ze swej strefy okupacyjnej - lecz o nich nie ma sensu rozmawiać, bowiem mikkolub teraz nawijał o Niemczech Zachodnich, a nie Wschodnich.

    A Plan Marshalla to była potężna kasa, do tego nie znamy jej pełnej wysokości - gdyż ewidencjonowano wpływy dopiero po utworzeniu sie państwa niemieckiego po zakończeniu okupacji

    ——–

    “Czyżby doktryna nakazywała ci wyrywkowe czytanie?”

    Doktryna mikkizmu każe mikkolubom łgać obmierźle.

  14. lacki2000:

    “W Porypii Xięcia Regenta Janusza Poronia-Mikke jest fajnie, nigdy nie było tak tanio. Cukier jest po 60 groszy za kilogram, benzyna po 70 groszy za litr, masło po 45 groszy za kostkę, chleb po 50 groszy za bochenek, paczka papierosów lub marihuany po 2 grosze.
    Lecz nie da się niczego kupić, bo kwitnie szmugiel do Unii Europejskiej, gdzie producenci uzyskują wyższe ceny. ”
    Ależ komunistyczna (no może dokładniej antykapitalistyczna) brednia. Na anarchicznie wolnym rynku jak nie da się czegoś kupić to tego cena wynosi np kilka milionów tryliardów i takiemu producentowi nie opłaca się szmuglować do UE.

  15. Żydomason Ozjasz Wczele-Goldberg:

    @lacki2000:

    “Ależ komunistyczna (no może dokładniej antykapitalistyczna) brednia. Na anarchicznie wolnym rynku jak nie da się czegoś kupić to tego cena wynosi np kilka milionów tryliardów i takiemu producentowi nie opłaca się szmuglować do UE.”

    No własnie z tego się nabijałem - gdyby mikkolub nie zrozumiał.
    Janusz Poronia-Mikke plótł głupoty, że w jego Porypii będą spadać ceny, a nie rosnąć zarobki, co jest niemożliwe (spadanie cen) gdy są otwarte granice.
    Ja sobie z mikkobów kpię - a mikkoluby myślą, że piszę na poważnie.

  16. r27:

    e

  17. macias:

    MJK, wielkie dzieki za ten duzy tekst (@6), mozesz podac link do zrodla?

Skomentuj (nie musisz być zalogowany aby komentować artykuły)

Dozwolone tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

TWÓJ KOSZYK

Twój koszyk jest pusty.
Zajrzyj do sklepu

REKLAMA

nowa ksiazka na nczas.com - Mitologia globalnego ocieplenia!
oblicza postępu, oblicza socjalizmu, 20 Listopada 2008

Renesans “Kapitału” Marksa (komiks, film, książka)

N. Sarkozy został sfotografowany z “Kapitałem”. Niemiecki minister finansów P. Steinbrück stwierdził, że “niektóre poglądy myśliciela nie są nawet takie złe”. 2 komentarzy

oblicza postępu, polska, 20 Listopada 2008

Teatr o królewiczach gejach będzie pokazany w szkołach?

Chcą wystawiać w szkołach spektakl o królewiczu, który zamiast wybranki znalazł wybranka 3 komentarzy

kosciol, polska, 20 Listopada 2008

Polski ksiądz powinien być ekologiem?

Kryzys finansowy i ekologiczny jako główne tematy obrad Rady ds. Społecznych Episkopatu Polski. 1 komentarz

europa, oblicza postępu, 20 Listopada 2008

Zamknęli ojca za klapsa w pupę syna

Zabrali ojca do aresztu pod zarzutem “fizycznego znęcania się nad dzieckiem” 9 komentarzy

europa, oblicza socjalizmu, 20 Listopada 2008

KE: plan gospodarczy za 130 mld euro

Pakiet działań “wspierających koniunkturę gospodarczą” za 130 mld. 5 komentarzy

europa, oblicza postępu, 19 Listopada 2008

PE: niech Irlandia wiosną ratyfikuje traktat

“Demokracja” aż do skutku: wiosną 2009 Irlandczycy zagłosują ponownie!? 26 komentarzy



KOMENTARZ SATYRYKA

Wasiukiewicz Komentarz Satyryka nr 47


  • WolnośćVolenti non fit iniuria
  • WłasnośćMy home is my castle
  • SprawiedliwośćLex retro non agit