numer biezacy, 25 Sierpnia 2008

Wybory w USA. Czy McCain ma szansę wygrać?

Pawel Lepkowski

Dnia 25 sierpnia rozpocznie się w Denver, stolicy stanu Kolorado, Narodowa Konwencja Partii Demokratycznej. Do tego czasu Barack Obama powinien ogłosić kandydata demokratów na wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych. John McCain przedstawi oficjalnie swojego kandydata na Narodowej Konwencji Partii Republikańskiej – osiem dni później.

Jesienna kampania będzie pewnie gorąca jak nigdy, bo pojawiły się pierwsze sondaże wskazujące, że McCain przegonił Obamę – czyli w wyścigu do Białego Domu, wbrew przewidywaniom publicystów sprzed kilku miesięcy, każdy wynik jest nadal możliwy.

W tym tygodniu najczęściej zadawane w Ameryce pytanie brzmi: Who’s gonna be the No. 2 for McCain and Obama? („Kto zostanie nr. 2 dla McCaina i Obamy?). Kampania prezydencka wchodzi w fazę, kiedy kandydat na prezydenta wraz ze swoim sztabem poszukuje polityka nie tyle zdolnego, inteligentnego i utalentowanego, ile raczej dobrze wyglądającego, popularnego i lubianego reprezentanta określonej grupy etnicznej lub klasy społecznej, która może przeważyć szalę zwycięstwa w całym kraju. Sztaby analizują dane demograficzne, przeprowadzają skomplikowane symulacje wyborcze, liczą rozkład głosów i popularność poszczególnych polityków w określonych regionach. W rzeczywistości poglądy polityczne i osiągnięcia danego polityka są drugorzędne.

,,Running mate” (kandydat na wiceprezydenta) ma być dopełnieniem medialnym, pokornym manekinem nie wtrącającym się do polityki szefa, pełniącym zadanie wizualnego uzupełnienia postaci pierwszoplanowej.

Do początku lat 80. XX wieku to konwencja partii decydowała, kto zostanie prezydentem i jego zastępcą. Kandydat na prezydenta proponował swojemu najsilniejszemu rywalowi wspólną walkę o Biały Dom. Tworzyły się w ten sposób bardzo dziwaczne tandemy jak John F. Kennedy i Lyndon B. Johnson, Richard Nixon i Spiro Agnew czy Gerald Ford i Nelson Rockefeller. W tym ostatnim przypadku Gerald Ford doszedł do prezydentury prawdziwym zbiegiem okoliczności, reprezentując raczej środowisko spoza jądra partii.

Żeby umocnić swoją pozycję, zgodził się na wiceprezydenturę Nelsona Rockefellera, który był potężną postacią ze ścisłego kierownictwa GOP i reprezentantem najpotężniejszej i najbardziej wpływowej rodziny Ameryki.

W tegorocznych wyborach pretendent do objęcia urzędu wiceprezydenta zostanie wyznaczony przez kandydata na prezydenta. To zwyczajna nominacja polityczna. Nie oznacza to jednak, że będzie się musiał we wszystkim zgadzać się ze swoim szefem. Wiceprezydent zostaje wybrany w powszechnych wyborach razem z prezydentem. Jego usunięcie z urzędu jest równie skomplikowane jak impeachment samego prezydenta. Jak więc dobrać sobie atrakcyjnego medialnie współkandydata, który nie będzie w przyszłości przejawiał skłonności do nadmiernego ingerowania w pracę administracji?

Istnieje powiedzenie: ,,Wiceprezydent jest w niewładzy, ale od władzy dzieli go jedno uderzenie serca – serca prezydenta”. To powiedzonko nie ukazuje jednak całej złożoności relacji między prezydentem a jego zastępcą. Niektórzy wiceprezydenci byli traktowani jak ozdobna bombka na choince administracji Białego Domu. Tak zapewne się czuł Harry Truman, który był traktowany przez Franklina D. Roosevelta bardziej jak kumpel do pogaduszki o pogodzie niż polityczny wspólnik. Lyndon B. Johnson wyraźnie drażnił swoją obecnością na posiedzeniach rządu prezydenta Johna F. Kennedy’ego i jego brata Roberta.

Gerald Ford był całkowicie odsunięty od wewnętrznych spraw administracji Nixona, a George Bush senior służył podczas konferencji prasowych jako obiekt kpin dziennikarzy, którzy wiedzieli, że najbliżsi współpracownicy prezydenta Ronalda Reagana trzymają wiceprezydenta z daleka od wszelkich spraw wewnętrznych omawianych w Gabinecie Owalnym.

Ale życie różnie się układa, nawet dla prezydenta USA. Zagadkowym zrządzeniem losu wymienieni wiceprezydenci obejmowali w pewnym momencie swojej służby publicznej urząd prezydenta. Mało znany opinii publicznej Harry Truman musiał dokończyć dzieło wojenne swojego poprzednika i podjąć jedną z najtrudniejszych decyzji, na jakie zdecydował się amerykański prezydent w dziejach. To z jego rozkazu 62 lata temu dwie bomby atomowe zniszczyły Hiroszimę i Nagasaki. Z kolei na pokładzie Air Force One przewożącego trumnę z ciałem zastrzelonego w zamachu Johna F. Kennedy’ego został zaprzysiężony Lyndon B. Johnson, który jeszcze kilka godzin wcześniej był obiektem cichych kpin braci Kennedych.

Jak ogromne musiało być zdziwienie Geralda Forda, lidera Partii Republikańskiej w Izbie Reprezentantów, ale w rzeczywistości drugoplanowej postaci w szeregach partyjnego przywództwa, gdy generał Aleksander Haig przedstawił mu propozycję objęcia prezydentury po Richardzie Nixonie. Należy przy tym pamiętać, że objęcie władzy po swoim szefie była często traumatyczne dla dotychczasowego wiceprezydenta. Harry Truman musiał dokończyć wojnę, ale na zawsze obciążył swoje sumienie tragedią Hiroszimy i Nagasaki. Lyndon B. Johnson odziedziczył po JFK kraj opanowany rozruchami na tle rasowym i zarzewie wojny w Wietnamie, z której nie potrafił się już uwolnić.

Gerald Ford musiał ułaskawić Richarda Nixona, tym samym płacąc polityczną cenę za awans. Większość społeczeństwa amerykańskiego nigdy mu nie darowała uwolnienia Nixona od odpowiedzialności za aferę Watergate.

A kogo wybiorą Obama i McCain? 72-letni weteran wojny w Wietnamie John McCain jest podobno okazem zdrowia. Tak twierdzą ludzie z jego sztabu. Jeżeli zostanie prezydentem, zapewne podda się badaniom, które zostaną opublikowane w dorocznym raporcie o stanie zdrowia prezydenta. Wówczas może wyjść na jaw to, co sztab wyborczy kandydata potrafi skrzętnie ukrywać.

Jeśli do tego weźmiemy pod uwagę, że prezydentura jest zajęciem bardzo wyczerpującym, to można zaryzykować stwierdzenie, że szanse jego współkandydata na prezydenturę będą rosły z roku na rok.

Do niedawna na narodowych konwencje partii republikańskiej i demokratycznej pełnią rolę ,,koronacji”
kandydata na prezydenta i widowiska pełnego politycznego kiczu i szmiry. Dwie największe partie Ameryki są
ściśle zhierarchizowane. Struktura konwencji przypomina piramidę ważności w partii. Cały parter ogromnych hal konwencyjnych jest upchany szeregowymi delegatami ściągniętymi ze wszystkich zakątków Ameryki.
Zadaniem tych ludzi jest cieszyć się, klaskać i płakać, kiedy na wielkim ekranie pokazywane są łzawe ramoty paradokumentalne o życiu kandydata na prezydenta. Na konwencji nie są potrzebni dyskutanci czy myśliciele. Program partii ustala wierchuszka organizacji – senatorowie, gubernatorzy, kongresmeni, członkowie rządu federalnego, stanowego i wpływowi lobbyści. W czasie gdy partyjna ciżba tłoczy się z transparentami na deptaku sali konwencyjnej, modląc się, żeby nie wysiadła klimatyzacja, przywództwo partyjne świetnie bawi się w okolicznych klubach golfowych lub spożywa ,,nieco lepsze” posiłki w luksusowych, zarezerwowanych dla nich restauracjach. Na konwencji od czasu do czasu pojawia się mówca, wprowadzany tylnym wejściem przez kuchnię. Bywa, że jest to popularny polityk, czasami jakiś aktor, ale może to być równie dobrze kaznodzieja czy gwiazdeczka muzyki pop. Delegaci dostają swoją porcję rozrywki wraz z tanimi napojami sodowymi, jedzeniem typu fast food i morzem kilkucentowych gadżecików z logiem partii i zdjęciami kandydatów. Wszyscy doskonale wiedzą, że swoje poglądy polityczne delegaci mogą wyrażać tylko w jednej formie – aplauzu.

Istnieje tu prawdziwy pluralizm w stylu konwencji naszych rodzimych ruchów politycznych – PO i PiS. Dopuszcza się wolność wyboru, czyli aplauz i zachwyt albo opuszczenie konwencji na swój koszt. Jak powiadała bohaterka filmu ,,Rejs”, pani Mamoniowa: ,,nikt nikogo tu pod pistoletem nie trzyma” – tu można przebywać jedynie z największą przyjemnością. Szeregowi delegaci partii będą z wypiekami na policzkach wspominać w swoich małych miasteczkach i wioskach najdalszych zakątków Ameryki, jak widzieli gdzieś na galerii VIP-ów ponad nimi, z odległości kilkudziesięciu metrów byłych prezydentów, wiceprezydentów, członków Izby Reprezentantów i Senatu czy gwiazdy kina i estrady, które pomachały przez ułamek sekundy w ich kierunku.

Przypomina to trochę kawał o Czukczy, który widział w Moskwie na trybunie przywódców partii. Różnica polega jednak na tym, że amerykańska konwencja jest dopracowanym widowiskiem. Delegaci służą tu za
rozhisteryzowanych klakierów, ale w zamian dostają niezły show. To przekaz telewizyjny jest najważniejszy. Konwencja i jej stylistyka ma wzruszać jak soap opera czy łzawa piosenka patriotyczna. Słowo ,,Ameryka” jest na konwencji wypowiadane niezliczoną ilość razy. Co chwila na trybunie pojawia się ktoś znany, kto powtarza te same sentymentalne pamflety pod adresem kandydata, a w przerwie wystąpień na olbrzymim ekranie pojawia się film o kandydacie.

Film pokazuje kandydata niemal jak świętego – jaki to on skromny, jak ciężkie miał dzieciństwo, jaka w domu panowała bieda i jak on mimo tak strasznych przeszkód dążył ku wielkiemu celowi. W przedostatnim dniu konwencji, kiedy tłum jest doprowadzony do ekstazy, zazwyczaj pojawia się kandydat na wiceprezydenta USA. Ale jedynie łzy w oczach delegatów, pokazywane na zbliżeniach kamer telewizyjnych, oddają nastrój, jaki ogarnia delegatów w czasie zamykającego konwencję przemówienia kandydata na prezydenta.

W tym momencie liczba wypowiadanych banałów rośnie w postępie geometrycznym. Gdyby można nimi było napełniać baloniki, które na zakończenie spadają na armię delegatów, to zapewne hala Narodowej Konwencji Partii Demokratycznej czy Partii Republikańskiej uniosłaby się w przestworza i zniknęła w stratosferze.

Konwencja będzie ostatnim pokojowym wydarzeniem politycznym w Ameryce do pierwszego wtorku po pierwszym poniedziałku listopada, kiedy Amerykanie wybiorą swojego prezydenta. Po konwencji zacznie się huraganowa ofensywa sztabów obu kandydatów. Przeanalizowane zostaną szczegółowo wszystkie wypowiedzi, głosowania i decyzje polityczne obu pretendentów do Białego Domu. Sztaby będą grzebać w przeszłości i życiu prywatnym swoich przeciwników politycznych. Każda pomyłka intelektualna kandydata zostanie wytknięta i szyderczo wyśmiana w programach rozrywkowych. Druga część uwagi partyjnych planistów będzie skupiona na pozyskiwaniu środków pieniężnych na kampanię.

W czerwcu zeszłego roku John McCain musiał zwolnić dziesiątki pracowników swojego sztabu, ponieważ zabrakło podstawowych środków na prowadzenie kampanii wyborczej. 3 czerwca 2007 roku McCain miał
2 mln dolarów na swoją kampanię i był uznawany z góry za przegranego. A mimo to wygrał nominację swojej partii.

Barack Obama cieszy się zdecydowanie stabilniejszą sytuacją finansową i poparciem amerykańskich przedsiębiorców. Sztab Obamy ogłosił 1 lipca, że ich kandydat posiada 9.544.643 dolary przeznaczone na kampanię wyborczą, czyli niemal dwukrotnie więcej niż John McCain, który na koncie swojej kampanii ma 5.304. 669 dolarów. Te kwoty są zmienne, jednak wyraźnie większe wsparcie Obamy przez świat biznesu jest znamienne. Wall Street sama strzela sobie w stopę. Obama wyraźnie zapowiedział podniesienie niekonstytucyjnego podatku dochodowego dla osób zarabiających powyżej 250 tys. dolarów rocznie

Istnieje jakieś powszechne oczarowanie Obamą, który w zasadzie nic nie obiecuje – prócz rozdawnictwa
socjalnego i większej grabieży fiskalnej. Z analizy finansowania kampanii wyborczej obu kandydatów wynika, że Barack Obama otrzymuje największe wsparcie ze strony pracowników czterech gigantów rynku finansowego: Goldman Sachs (571.330 $), UBS AG (364.806 $), JPMorgan Chase (362.207 $) oraz Citigroup (358.054 $). Zdumiewa, że najbardziej zagrożeni populistycznymi propozycjami Obamy reprezentanci Wall Street garną się do niego drzwiami i oknami. Czy to nie przypomina czegoś z historii?

Populista zauroczył wielką finansjerę. Czy może być bardziej niepokojący objaw w życiu politycznym najbogatszego państwa świata?

John McCain otrzymał zdecydowanie mniejsze wsparcie od grupy Merrill Lynch (230.310 $) i Citigroup (219.551 $), których pracownicy najwyraźniej wolą rozdzielić po równo swoje sympatie polityczne.

Tylko raz w historii kandydat na prezydenta zgromadził większe środki na kampanię wyborczą niż Obama.
Był to George W. Bush, który w 2004 roku otrzymał wsparcie w wysokości 10.852.696 dolarów. Jeżeli Barack Obama utrzyma swoje tempo uzyskiwania wsparcia finansowego, to w październiku będzie mógł narzucić McCainowi tempo wydatków, które zadławi kampanię kandydata republikanów.

Nowości w księgarni:

»Agata« Anatomia manipulacji (Terlikowski, Najfeld): “Polowanie z nagonka” - tak najkrocej (choc niewatpliwie dosc dosadnie) okreslic mozna zaangazowanie Gazety Wyborczej” w sprawe Agaty”. Celem tego medium (oraz innych je wspierajacych) byla od poczatku aborcja. I nie mialo znaczenia, ze nie chciala jej dziewczynka, brana rzekomo w obrone przed “radykalnymi” obroncami zycia. Prezentujemy odwaznie napisana ksiazka dwojki katolickich publicystow, ktora szczegolowo omawia manipulacje srodowiska GW.

Ekonomia wolnego rynku - tom 3 (Murray N. Rothbard): Ostatni tom wiekopomnego dziela Murraya Rothbarda (Man Economy and State). Jest to jak dotad jedyny podrecznik ekonomii wolnorynkowej na rynku polskim!

Ludobojstwo dokonane przez nacjonalistow ukrainskich (Tom I oraz Tom II): Monumentalna praca o ludobojstwie ukrainskim na Wolyniu w okresie II wojny swiatowej jest jakby woluminem w nieistniejacym, wielotomowym dziele o caloksztalcie ludobojstwa na Polakach w tamtych latach. Znaczenie przygotowanej pracy jest olbrzymie i to z punktu widzenia zarowno naukowego jak i politycznego. Stanowic bedzie rzeczowa, oparta na faktach, konkretna podstawe do dalszych rozwazan

Zachęcamy do złożenia zamówienia!

UWAGA: Przedruk artykułów (w całości lub części) z działu “numer bieżący” oraz “ważne”, jest możliwy jedynie: a) za podaniem klikalnego źródła b) tylko w niezmienionej formie: artykuł + informacje poniżej artykułu np. o ewydaniu, nowych publikacjach w sklepie, itp.

15 komentarzy do artykułu “Wybory w USA. Czy McCain ma szansę wygrać?”

  1. Aretai:

    Wall Street i te banki nie strzelaja sobie w stopy.

    “Obama wyraźnie zapowiedział podniesienie niekonstytucyjnego podatku dochodowego dla osób zarabiających powyżej 250 tys. dolarów rocznie”

    Kreatywna ksiegowosc i w zasadzie po sprawie - moze tez przeniesienie czesci operacji do jakiegos raju podatkowego. Natomiast sa tacy, ktorych na to nie stac - moze przeciwko nim jest to zreszta skierowane - wiadomo im mniej konkurencji tym lepiej.

    Aretai

  2. grucha:

    zgadza się ale bez względu kto wygra i tak rządzić będą siły specjalne ( prawdziwy rząd )

  3. kapitalizm:

    Bank inwestycyjne tez zyja z panstwowego wsparcia, np. ostatnio Rezerwa Federalna uratowala od bankructwa Bear Stearns chociaz powinna dac mu zbankrutowac za ryzykowne tranzakcje. Uczynila to tak jakby bank to byla jakas Stocznia Gdanska, czy cos w tym stylu. Jest takie powiedzenie wsrod bankierow i tradeow: “Heads -I win big, tails - I don’t lose much”. Oznacza to tyle co” Orzel - duzo wygram, reszka -duzo nie strace”. Oczywiscie za wszystko placa podatnicy. Obecnie chyba malo kto nie jest jakos tam subsydiowany czy chroniony przez panstwo, ale skala tego jest rozna dla roznych grup zawodowych i etnicznych. Najbardziej subsydiowani sa Murzynscy bezrobotni, najmniej biali mali przedsiebiorcy, ktorzy najwiecej dokladaja do tego interesu.

  4. kapitalizm:

    Do tego nalezy dodac, ze niektore grupy zatrudnione w finansach maja “z domu” wyniesione lewicowe skrzywienie, np. Zydzi, homoseksualisci. Sa tez ci ktorzy dostaja awanse czy pieniadze w wyniku akcji afirmatywnej np. feminstki, Murzyni, Latynosi, homosie, otyli, itd. Poza tym Partia Demokratyczna daje uprzywilejowany dostep do zamowien rzadowych (np. emisja obligacji itd) dla swoich bankierow. Zydzi tak narzekaja ze kiedys im bylo w Stanach zle, a przeciez banki zydowskie wtedy kwitly, wlasnie w wyniku rzadowych zamowien.

  5. jb:

    Pic na wodę, fotomontaż…Show dla gawiedzi…

  6. Najwyższy CZAS! - tygodnik konserwatywno - liberalny » Artykuł » Numer podwójny 35 - 36 (954 - 955) z 30 sierpnia – 30 września 2008:

    [...] Pawel Lepkowski: Wybory w USA. Czy McCain ma szansę wygrać? ● Tomasz Sommer: Rosja ma ADHD. Skutki wojny dla Polski ● Marek Jan Chodakiewicz: Sędziowska [...]

  7. Matt:

    A bez względu na to, kto wygra, to machina imperium i tak potoczy się w swoją stronę. Te wybory to od dawna tylko show dla mas, by ludziom się wydawało, że decydują i wybierają. A i tak zagłosują na samych swoich, jak im podyktują media i jak im podstawią partyjne konwencje.
    Kandydaci prezentujący autentyczne zmiany, jak np. Ron Paul, byli od początku skazani na niepowodzenie - jedyne dobre rzeczy to to, że mogli swoje poglądy zaprezentować i obudzić część “ciemnego ludu” z letargu.

  8. Bronislav Buc Nadenty - Komorovsky:

    W interesie Europy jest wygrana Demokratów. Tylko amerykańska lewica polepszy stosunki z Europą, które burackie, prawackie chamstwo republikańskie popsuło.

  9. Bronislav Buc Nadenty - Komorovsky:

    No i polepszy stosunki z Rosją przy następnym rozbiorze Polski.

  10. Kali:

    Kilka dni temu widziałem Clintonową popierającą Obamę - to było żenujące. W dodatku zebrany tłum histerycznie wiwatował na ten gest. Przypomniało mi to Konkurs Eurowizji czy czegoś tam. W każdym razie wyglądało to sztucznie i infantylnie, ale tłum był wniebowzięty. Jeśli tego typu wyborcy wybierają prezydenta w najpotężniejszym (jeszcze) państwie świata, to ja za taki tandetny wybór dziękuję. Przecz z demokracją!

  11. Z-Alaski:

    Żal mi tych naiwniaków w Polsce, którzy NIE wiedzą, że u tego starego schorowanego PIERDZIELA McCaina już DWA RAZY w przeszłości zdagnozowali chorobę raka i zarodki komurek rakowych usuwali operacyjnie. Potem nawet McCain brał atomowe naświatlenia cześci ciała, aby zamordować komurki rakowe których być może nie usunieto z jego już zbutwiałego ciała.

    W zeszłym tygodniu ten stary PIERDZIEL McCain nie chciał obchodzić swoje 72 rocznicę urodzin, aby się nie afiszować jakim jest WAPNIAKIEM, ale o tych jego uraodzinach i tak pisała propaganda- bo w USA nie ma mediów tylko jestkłamliwa żydo-komunistyczna propaganda jak kiedyś w ZSRR.

    Przecież te “rarczki” dalej pływają we krwi McCaina i gdzieś znowóż się pokażą z pewnością, bo cięzka praca prezydenta takiego imerialistycznego cesarstwa jak USizrael to trawa 24 godziny na dobę - przecież to jasne.

    Ponowne nawroty chorób NOWOTWOROWYCH czyli raka u McCaina jest BARDZO PRAWDOPODOBNE, tak mówią lekarze. Ten stary pierdziuch McCain powinien iść na EMERYTURĘ i nikomu nie zawracać głowy, bo się mogą powtórzyć takie starszne doświadczenia też ze szkodą dla Polski, jak było z tym starym schorowanym PIERDZIELEM Franklin Delano Roosevelt, którego schorowanie oraz slerozę SKUTECZNIE WYKOŻYSTAŁ Józef Stalin w Jałcie i Techeranie !

    Ten schorowany pierdziel CZERWONY KASZTELANIC Franklin Delano Roosevelt zdechł 12 kwietnia 1945 roku jak miał 64-lata !
    Ten stary schorowany sklerotyk Franklin Delano Roosevelt oddał poł Europy pod kuratelę Stalina, bo w 1944 roku już taki był chory że nie rozumiał co do niego gadają i kiwał tylko tym swoim głupim łbem jak KOŃ, udajac że rozumie, ale tak naprawdę to on już NIE KONTAKTOWAŁ w 1943 r bo taki był chory !

    Wracajac do zwaopnielca pierdziucha McCaina tżeba pamietać o tym, że dobrał sobie na VICE prezydenta, swojego zastępce 44 letnią babę o nazwisku Sarah Palin NIE DOŚWIADCZONĄ w polityce, która ma 5-o dzieci. To 5-e urodziła 2006 roku - widocznie lubii tą robotę …. he … he …

    Ta Sarah Palin pochodzi z Alaski z małej miejscowosci o nazwie Wasilla o liczbie ludnosci 8 tysiecy osób !
    Sarah Palin jest była bardzo urodziwą babą, wiec w 1984 roku (majac 20 lat) wygrała wybory Miss Wasilla City, a potem startowała w konkrsie „Miss Alaska 1984” roku, ale nie została wybrana.

    Od tego momentu jak Sarah Palin wygrała wybory Miss Wasilla City 1984, koło niej zaczeło się krecić pełno bogatych dziadów z Alaski. Na męża wybrała sobie właściciela wielkiej firmy rybackiej i wielkiej przytwórni ryb na Alasce. Rybołowstwo i wydobycie ropy naftowej to najwieksze branże na Alasce.

    Walt Monegan mąż siostry Sarahy Palin, czyli jej szwagier był jest politykiem na Alasce. Był nawet kongresmenem, a potem miał wysokie stanowiska zaraz przy Franku Murkowskim (znam go osobiscie) byłym gubernatorze Alaski.
    Szwagier, Walt Monegan wpłowowy polityk na Alasce, biznesmen i szwagier załatwił Sarah Palin porzadną POSADĘ na Alasce jako Prezydent Alaska Oil and Gas Conservation Commission.

    Dzieki jej furorze jaką kiedyś zdobyła na Alasce jako “Miss 1984 Wasilla City”, oraz “układom politycznym” i wsparciu politycznym szfagra Walt Monegan została w 1992 roku RADNA w tej miescinie w miejsce radnego, który umarł w urzedzie gminnym o nazwie Wasilla City.
    Sarah Palin majac „UKŁADY” naftowe, wsparcie polityczne szfagra Walt Monegan 1996 roku została SOŁTYSEM tej gminy i tą funkcję zajmowała do 2000 roku. Potem była przerwa w karierze politycznej zajmujac się GOTOWANIEM obiadów dla mężą.

    Szfagier Walt Monegan przez wiele lat był SZEFEM wszystkich urzędów bezpieczenstwa panstwowego Alaski, tzn. policji, FBI i innych urzdów tego typu. Ta fucha w USA nazywa się Commissioner of Public Safety. W policyjnym USA to stanowisko to praktycznie taki sam poziom jak stanowisko Gubernatora Stanu.

    W 2006 roku Miss 1984 Wasilla City Sarah Palin wystartowała i WYGRAŁA wybory na stanowisko gubernatora stanu Alaska. Wygrała te wybory dzieki wielkiej pomocy finansowej BOGATYCH firm naftowych z Alaski, pomocy politycznej szfagra „policjanta Alski” Walta Monegan oraz estabłyszmentowi naftowemu z USA w którym jest Bush i Chaney.

    UKŁADY i znajomości z rekinów naftowych i praca Sarah Palin jako Prezydenta Alaska Oil and Gas Conservation Commission bardzo jej, BARDZO pomogły i pomoc polityczna szwagra „bezpieczniaka Alaski” Walta Monegan.

    Niestety ale pod koniec 2007 roku szfagier Walt Monegan, rozszedł się z siostrą Sarah Palin, która jak by nie było jest już Gubernatorem Alski, oraz szefową już BYŁEGO szfagra Walta Monegan.

    W połowie lipca 2008 roku John McCain poprosił najwyższe tajne urzedy w USizraela o “teczki” Sarah Palin aby je przjżeć o czym ona się dowiedziała i wyraziła na to zgodę wiedzac o co chodzi. To dodało jej jeszcze wiekszej władzy i STAŁO się:

    31 lipca 2008 roku Sarah Palin zemściła się na byłym szwagrze Walcie Monegan, za to że zostawił jej siostrę, rozwodzac się z nią.
    Sarah Palin jako najwieksza władza Stanu Alaski ZWOLNIŁA Walta Monegan ze stanowiska Commissioner of Public Safety BEZ podawania powodów, mimo że nigdy nikt sie na niego skarżył. Walcie Monegan ze swoich obowiazków wywiazywał sie bardzo dobrze, tym bardziej ze długość granicy panstwowej Stanu Alaska jest 4 wieksza od Polski, aby Alasce zapewnić bezpieczenstwo pod kazdym wzgledem za co G.W. Bush nawet chwalił Walta Monegan na wniosek Sarah Palin, jak tylko została Gubernaorem Alaski w w 2006 roku.

    Zarzucono jej publicznie że NADUZYŁA swojej władzy ze szkodą dla Satnu Alaska. Pikanterie na ten temat sie dowiemy, bo ta sprawa zostanie wyciagnieta na swiatło dzienne.

    Aby być VIC-e prezydentem, lub na wypadek ZGONU starego schorowanego zwapniałego pierdziela McCaina to trzeba mieć wicej oleju w głowie niż ta Sarah Palin “Miss 1984 Wasilla City”.
    Ona nigdy nie była posłem ani senatorem o estabłyszmencie Waszynktonu NIC a NIC nie wie i taka jak ona, gdyby NAGLE UMARŁ stary schorowany wapniak John McCain to ta głupia baba by wtedy była SZEFEM najwiekszej militarnej armi na świecie - US Army oraz ktos taki naiwnitku Z WIOSKI by decydował o urzyciu broni jadrowej !

    Schorowany John McCain i ta głupiutka Sarah Palin są RAZEM ŚMIESZNI !

  12. mateo:

    Pies je…ał McCaina, ch..j w oko Obamie. Proste!

  13. EugeniuszSendecki:

    Nikt z amerykanów pochodzenia polskiego nie powinien głosować ani na Obamę, ani na McCaina. Proszę przekazać moje zdanie wszystkim zainteresowanym. W polskim interesie jest umniejszenie politycznych wpływów WASP-owskich.
    /-/
    Eugeniusz Sendecki (mail:endecki@wp.pl tel.+48601787407)

  14. aram:

    to dziwne, ale tzw prawica amerykańska cioraz bardziej żydłaczy.Prześcignęli już otodoksów.

  15. Loco:

    Nie ma znaczenia kto wygra.
    Obama i McCain chodza na smyczy “starszych, i o wiele lepszych od innych braci”.
    Polska musi sie zbroic!To bedzie kosztowalo.Innych alternatyw nie ma.
    Jestesmy otoczeni wrogami.
    Na Ukrainie swietuje sie powstanie SS.UPA krzyczy, na pohybel!Rosja grozi,a niemcy wykupuja Mazury i Slask od zdrajcow.
    To sa realia.

Skomentuj (nie musisz być zalogowany aby komentować artykuły)

Dozwolone tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

TWÓJ KOSZYK

Twój koszyk jest pusty.
Zajrzyj do sklepu

REKLAMA

nowa ksiazka na nczas.com - Mitologia globalnego ocieplenia!
oblicza postępu, oblicza socjalizmu, 20 Listopada 2008

Renesans “Kapitału” Marksa (komiks, film, książka)

N. Sarkozy został sfotografowany z “Kapitałem”. Niemiecki minister finansów P. Steinbrück stwierdził, że “niektóre poglądy myśliciela nie są nawet takie złe”. Skomentuj

oblicza postępu, polska, 20 Listopada 2008

Teatr o królewiczach gejach będzie pokazany w szkołach?

Chcą wystawiać w szkołach spektakl o królewiczu, który zamiast wybranki znalazł wybranka 1 komentarz

kosciol, polska, 20 Listopada 2008

Polski ksiądz powinien być ekologiem?

Kryzys finansowy i ekologiczny jako główne tematy obrad Rady ds. Społecznych Episkopatu Polski. Skomentuj

europa, oblicza postępu, 20 Listopada 2008

Zamknęli ojca za klapsa w pupę syna

Zabrali ojca do aresztu pod zarzutem “fizycznego znęcania się nad dzieckiem” 9 komentarzy

europa, oblicza socjalizmu, 20 Listopada 2008

KE: plan gospodarczy za 130 mld euro

Pakiet działań “wspierających koniunkturę gospodarczą” za 130 mld. 4 komentarzy

europa, oblicza postępu, 19 Listopada 2008

PE: niech Irlandia wiosną ratyfikuje traktat

“Demokracja” aż do skutku: wiosną 2009 Irlandczycy zagłosują ponownie!? 26 komentarzy



KOMENTARZ SATYRYKA

Wasiukiewicz Komentarz Satyryka nr 47


  • WolnośćVolenti non fit iniuria
  • WłasnośćMy home is my castle
  • SprawiedliwośćLex retro non agit