Po 17 latach od oficjalnego “ponownego zjednoczenia” obu państw niemieckich 3 października 1990 roku, czyli od faktycznego przyłączenia (Anschlussu) komunistycznej NRD do soc-demokratycznej RFN, niektórzy eksperci i ministrowie Niemiec uważają, że obecne “Niemcy Wschodnie” mają jeszcze przed sobą daleką drogę, aby dorównać landom zachodnim.
Nowe landy nie osiągnęły bowiem jeszcze gospodarczej samodzielności rozwojowej i są skazane, przynajmniej do roku 2019, na finansową pomoc Niemiec Zachodnich” - stwierdził 19 września na posiedzeniu rządu RFN jego pełnomocnik do spraw “nowych landów” Wolfgang Tiefensee (SPD). Produkt krajowy brutto na obszarze byłej NRD osiąga ostatnio, w przeliczeniu na jednego mieszkańca, tylko 67,3% poziomu zachodnioniemieckiego - powiedział minister Tiefensee. Poinformował, że Saksonia, uchodząca od kilku lat za najlepiej rozwijający się land wschodni, osiąga tylko 68,4% PKB średniego poziomu landów zachodnich. A ponieważ wpływy podatkowe landów wschodnich osiągają zaledwie 45% poziomu zachodniego, więc landy te “muszą liczyć na solidarność Zachodu”.
- Do końca roku 2019 sama bezpośrednia pomoc z budżetu federalnego i budżetów landów ma wynieść 156 miliardów euro [!] - zapowiedział minister. Nie wliczył w to dotacji z WE. Tiefensee poinformował też prasę, że od czasu “ponownego zjednoczenia” na samą infrastrukturę dawnej NRD poszło z budżetów publicznych już 67 mld euro (a potrzeba jeszcze co najmniej 79 mld euro, aby infrastrukturę na tym obszarze podnieść do poziomu zachodniego). Na Wschodzie poziom “bezrobocia” jest nadal ponad dwa razy wyższy niż na Zachodzie Niemiec (14,7% wobec 7,3%). Jest jednak i powód do optymizmu, bowiem w roku 2006, po raz pierwszy od połowy lat 90., poziom gospodarczego wzrostu na obszarze dawnej NRD okazał się ponownie wyższy niż średni poziom wzrostu na obszarze dawnej RFN (3% wobec 2,7%). Tak twierdzi “Frankfurter Allgemeine Zeitung”.
Z kont “Wessis” do kieszeni “Ossis”
Jednak pomimo pomyślnej, a niekiedy wręcz wspaniałej odbudowy wielu miast i miejscowości z obszaru NRD (jak np. Zgorzelca, Lipska czy Drezna), pomimo budowy tysięcy kilometrów nowych dróg, dziesiątek nowoczesnych oczyszczalni ścieków czy innej “infrastruktury”, a także pomimo generalnie udanej integracji ustrojowo-prawnej i gospodarczej, niewielu Niemców raduje się dziś jeszcze z tego “zjednoczenia” tak, jak w latach 1990-1992. Większość z około 14,7 mln “Ossis” nadal narzeka na “brak perspektyw” na dorównanie w czymkolwiek landom zachodnim. Z kolei “Wessis” z bogatej Bawarii czy Nadrenii mają za złe “tym leniom i frustratom ze Wschodu”, że kosztowali ich już tak wiele, że nawet socjaldemokratyczny rząd federalny został zmuszony do pierwszego w historii RFN ograniczenia socjalnych zasiłków i przywilejów.
Do końca 2006 roku wszelkie zachodnioniemieckie finansowe “transfery netto” na NRD i jej odbudowę przekroczyły już, wg różnych szacunków, poziom 1100-1250 miliardów euro! Większość tych pieniędzy została wydana na emerytury, renty, pensje urzędników i cele socjalne. W ciągu 10 lat wydatki na inwestycje w przeliczeniu na mieszkańca spadły we wschodnich Niemczech z 1422 euro rocznie do 972 euro i ostatnio wynoszą ogółem ponad 14 mld euro rocznie. Na wspomaganie wschodnich Niemiec idzie aż 4% PKB zachodnich landów. Te wielkie daniny mocno obciążają gospodarkę zachodnioniemiecką, a gospodarce Brandenburgii czy Meklemburgii pomagają, wg opinii ekspertów, stosunkowo niewiele. Z sumy średnio ponad 10,5 mld euro rocznie, przeznaczanej w ostatnich latach na inwestycje w landach wschodnich i wsparcie finansów tamtejszych miast, większość została wydana na koszty obsługi długów landów i miast lub zmarnowana przez biurokrację na “projekty chybione”.
Rośnie więc niezadowolenie z tego na Zachodzie, przede wszystkim w regionach niezbyt bogatych, jak Zagłębie Ruhry, Brema czy Zagłębie Saary, gdzie w niektórych miastach brakuje pieniędzy na remonty dróg czy dworców. Zadłużone na ponad miliard euro Essen nie jest w stanie utrzymać wszystkich swoich przedszkoli, lecz co roku przekazuje na pomoc dla landów wschodnich prawie 30 mln euro. Jednak politycy z byłej NRD nie chcą się zgodzić na żadne ograniczenia tej rzeki państwowych pieniędzy. Z kolei ich “zachodni” koledzy, przede wszystkim ci z CSU i FDP, proponują, aby po 2019 r. landy wschodnie nie dostawały już żadnej specjalnej pomocy i nie były faworyzowane. Na razie z tych propozycji nic konkretnego nie wynika. Zanosi się na to, że jeszcze przez co najmniej 12 lat dawna NRD będzie dostawać z funduszy publicznych, w tym lokalnych, na swoją “odbudowę” i cele socjalne około 90 mld euro rocznie.
Frustracja zjednoczenia
Od roku 1991 z byłej NRD wyjechało już na Zachód ponad 2,5 mln ludzi, podczas gdy z Zachodu przyjechało tam na stałe tylko niewiele ponad 1 mln Niemców (ta statystyka nie obejmuje Berlina, gdzie obustronna migracja jest największa). O ile szybko rozwija się i bogaci Drezno czy Lipsk, to prowincja byłej NRD trwa w stagnacji i bierności. Niektóre wyremontowane w latach 90. bloki mieszkalne trzeba już niekiedy wyburzać, bo nie ma komu w nich mieszkać i płacić za ogrzewanie murów. Inwestorzy z Zachodu coraz częściej boją się inwestować na wschodnioniemieckiej prowincji, bo coraz trudniej jest im tam znaleźć wykwalifikowanych pracowników. A frustracja “Ossis” nie maleje, chociaż zarabiają oni przeciętnie już 65-87% tego, co “Wessis”, a eksport wschodnioniemieckich firm rośnie ostatnio szybciej (20% rocznie) niż eksport firm zachodnich (9%). “Głównym problemem niemieckiego Wschodu nie są jednak sprawy gospodarcze lecz jego defekt duchowy, poczucie mniejszej wartości. Wielu Niemców ze Wschodu przyzwyczaiło się bowiem do tego, że za ich los ma odpowiadać państwo, a nie oni sami, a olbrzymie programy ich finansowego wspierania tylko wzmocniły to przyzwyczajenie” - pisał na początku września komentator “Frankfurter Allgemeine Zeitung”.
“Ossis” chcą pełnego eurosocjalizmu
To rozczarowanie stosunkowo niedużymi gospodarczymi efektami “zjednoczenia” w odniesieniu do ogromnych nakładów - nie uwzględnia jednak osiągnięć mniej wymiernych, a istotnych dla milionów Niemców: praktycznego zlikwidowania ustroju komunistycznego na Wschodzie (poza dziedziną skomunizowanej prywatnej własności - głównie majątków ziemskich i przemysłowych oraz kamienic skonfiskowanych w latach 40. i na ogół nie odzyskanych przez właścicieli i ich rodziny do dziś), odbudowania sprawnej opieki medycznej czy wielu zabytków. Według opinii specjalistów, nastąpiła też znaczna poprawa warunków ekologicznych, mieszkaniowych i w ogóle poziomu życia. Należałoby więc spodziewać się, że byli obywatele NRD powinni być bardzo zadowoleni. Jednak w większości nie są. Podobno do szczęścia najbardziej im brakuje poczucia całkowitego “ujednolicenia warunków życia” z tymi na Zachodzie, czyli całkowitego socjalizmu. A na to “szczęście” nie ma przecież pomyślnej recepty. Ta prawdziwie “czerwona choroba” wschodnich Niemców wydaje się więc w perspektywie najbliższych lat zupełnie nieuleczalna.
Zbrodnie przemilczane
Do tego dochodzi krytyka licznych historyków i antykomunistów wobec tylko pozornego politycznego rozliczenia ludzi i instytucji NRD. Hubert Knabe, dyrektor muzeum w dawnym areszcie śledczym Stasi, twierdzi, że zdecydowana większość spośród 191 tys. funkcjonariuszy bezpieki NRD wiedzie sobie spokojne i wygodne życie, podobnie jak prawie 400 tysięcy działaczy komunistycznej SED.
- Mają dobre posady i wyższe emerytury od tych, którym kiedyś złamali życie czy zawodową karierę - konstatuje Hubert Knabe. - I na ogół udało im się uniknąć kary. Do sądów wpłynęło wprawdzie kilkaset aktów oskarżenia, ale skazano zaledwie 19 funkcjonariuszy i to na paroletnie wyroki więzienia. To śmiesznie mała liczba, gdyby zestawić ją z 300 tysiącami więźniów politycznych NRD, setkami ofiar śmiertelnych na granicy niemiecko-niemieckiej, 50 wyrokami śmierci i tysiącami przypadków torturowania więźniów - dodaje.
Ten historyk i badacz uważa też za pozorne w dużej mierze efekty szeroko zakrojonej niemieckiej lustracji.
- Skandalem jest, że około 700 byłych tajnych współpracowników Stasi wykonuje dziś zawód adwokata, w tym wielu śledczych z aresztów Stasi. Nie dokonano też gruntownej lustracji w mediach, może z wyjątkiem mediów publicznych - i to wyłącznie w landach wschodnich. Wielu byłych współpracowników Stasi pracuje więc w mediach nadal. Mają nowe kontrakty i nie można ich już zwolnić. W Niemczech elity polityczne pragną ograniczyć zakres tych rozliczeń w obawie, że proces ten mógłby zostać porównany do rozliczenia z przeszłością nazistowską po II wojnie światowej. Tym samym mogłoby powstać podejrzenie relatywizacji zbrodni nazistowskich. Młode pokolenie wie sporo o narodowym socjalizmie, ale nie ma pojęcia o zbrodniach komunistów we własnym kraju -podsumowuje dyrektor byłego aresztu śledczego Stasi.
N. Sarkozy został sfotografowany z “Kapitałem”. Niemiecki minister finansów P. Steinbrück stwierdził, że “niektóre poglądy myśliciela nie są nawet takie złe”. 2 komentarzy
Chcą wystawiać w szkołach spektakl o królewiczu, który zamiast wybranki znalazł wybranka 4 komentarzy
Kryzys finansowy i ekologiczny jako główne tematy obrad Rady ds. Społecznych Episkopatu Polski. 1 komentarz
Zabrali ojca do aresztu pod zarzutem “fizycznego znęcania się nad dzieckiem” 9 komentarzy
Pakiet działań “wspierających koniunkturę gospodarczą” za 130 mld. 5 komentarzy
“Demokracja” aż do skutku: wiosną 2009 Irlandczycy zagłosują ponownie!? 26 komentarzy