Czy kapitalizm faktycznie rodzi nierówność? Dlaczego milionerzy rosną przy milionach

Tak było chociażby w 2008 roku, kiedy to kupił warty 5 mld dolarów pakiet akcji banku Goldman Sachs tuż przed ogłoszeniem przez amerykańskie władze ogromnej pomocy finansowej (bailoutu) m.in. dla wspomnianego banku. Tłumaczenie tego ruchu „intuicją” właściwą giełdowemu graczowi świadczyć może jedynie o naiwności.

Milionerzy rosną przy milionach

Skoro już mowa o skorumpowanym świecie amerykańskich finansów i korporacji, warto także wspomnieć o fortunach pozostałych członków „klubu ośmiu najbogatszych Ziemian”. Stany Zjednoczone pozostają od prawie stu lat prawdziwym hegemonem światowej gospodarki, a władze w Waszyngtonie i Nowym Jorku posiadają do swej dyspozycji najwyższą władzę kreacji pustego pieniądza. Z tego właśnie powodu aż 46% światowych milionerów żyje w USA.

Ameryka była niegdyś prawdziwą oazą wolności, jednakże od czasów wojny secesyjnej lewicowo-liberalne elity ze wschodniego wybrzeża doprowadziły do degeneracji gospodarki i finansów, przekształcając USA w kraj kapitalizmu kolesiów. Z perspektywy osób słabo znających realia amerykańskiej gospodarki, miejscowi przedsiębiorcy wydają się prawdziwymi bohaterami i pionierami nowej ery. Za kogoś takiego uchodzą często chociażby założyciel sklepu Amazon Jeff Bezos, właściciel portalu Facebook Mark Zuckerberg czy też szef Microsoftu Bill Gates. Ich legendę wzmacnia na dodatek to, że swoje firmy zakładali w przydomowych garażach, aby następnie przekształcić je w innowacyjne i prężne koncerny o ogromnej wartości.

Nie umniejszając wcale talentu organizacyjnego oraz geniuszu wspomnianych przedsiębiorców, którzy należą do wspomnianej ósemki najbogatszych ludzi na świecie, sukces ich firm nie byłby nigdy możliwy, gdyby najwyższa władza kreacji pieniądza ex nihilo nie spoczywała w rękach Amerykanów. Microsoft, Amazon czy Facebook środki na swój rozwój czerpały przede wszystkim z nowojorskiej giełdy, na którą trafiają zawsze w pierwszej kolejności świeżo wydrukowane dolary. Część ze wspomnianych firm jest dziś potentatami także dlatego, że udało im się przetrwać bańkę internetową z lat dziewięćdziesiątych, kiedy to w wyniku wielkiego dodruku pieniędzy zorganizowanego przez Fed wszyscy rzucili się na start-upy i przedsiębiorstwa z branży informatycznej. Przez kilka lat cały świat składał się na amerykańską branżę komputerową, gdyż oferowała ona nadzwyczaj atrakcyjne stopy zwrotu. Genialny nawet informatyk Kowalski czy Zieliński nie ma praktycznie żadnych szans na rywalizację z korporacyjnymi pupilami amerykańskiego imperium – o ile sam nie wejdzie na giełdę i nie uzna zwierzchnictwa skorumpowanych elit zarządzających przepływem pieniędzy.

Trafiają się i uczciwi miliarderzy

Nie oznacza to oczywiście, że najbogatszymi ludźmi na świecie są wyłącznie skorumpowani inwestorzy i oligarchowie. Dobrym przykładem jest chociażby Hiszpan Amancio Ortega, właściciel sieci sklepów odzieżowych (m.in. Zara, Bershka). Ortega nie jest bywalcem salonów, a swój sukces zbudował w sporej mierze dzięki umiejętnemu zarządzaniu. Co prawda jego firma środki na rozwój czerpie także z przepełnionej pustym pieniądzem giełdy, co w sporej mierze tłumaczy ogromny rozmiar przedsięwzięcia, lecz poza tym nie jest ona w żaden sposób uprzywilejowana.

Przeglądając listę 500 najbogatszych osób na świecie, znajdziemy jeszcze kilkanaście, kilkadziesiąt osób w rodzaju Ortegi, lecz zdecydowana większość bogaczy to ludzie w rodzaju Buffeta, Zuckerberga czy Slima. Osobną kategorię krezusów stanowią oczywiście oligarchowie z Rosji, Chin, Indii czy Niemiec. W ostatecznym rachunku wszystkie zestawienia ukazujące najbogatszych ludzi na świecie pokazują, jak bardzo obecny świat daleki jest od ideałów prawdziwego kapitalizmu. Nie ma co popadać z tego powodu w czarną rozpacz, gdyż najbogatszymi ludźmi świata zawsze byli ludzie, którzy swój majątek zgromadzili w nierynkowy sposób. Nawet w uchodzącym za wzorcowe XIX stuleciu najbogatszymi ludźmi byli współpracujący blisko z władzami bankierzy w rodzaju Rothschildów czy przemysłowcy z rodziny Kruppów.

Czekamy na uczciwych miliarderów

Jeśli najbogatszymi ludźmi na świecie mają się kiedyś stać ludzie, którzy swój majątek będą zawdzięczali przede wszystkim własnemu talentowi, pracy i szczęściu, a nie układom politycznym, znajomościom oraz potędze swojego państwa, należy przede wszystkim dążyć do podziału istniejących państw na jak najmniejsze części. Same reformy wolnorynkowe niczego nie zmieniają, gdyż w ramach obecnego podziału politycznego niektóre państwa są wręcz skazane na bycie biednymi, a niektóre bogatymi, co przekłada się na ogromne dysproporcje w zakresie posiadanego majątku.

Gdyby nie było państw oraz przestrzegano zasad prawa naturalnego, każdy człowiek miałby tyle majątku, ile zdołałby uzyskać w ramach dobrowolnych wymian. Bogactwo i bieda nie byłyby związane z przynależnością do określonego państwa. Tymczasem samo istnienie państw sprawia, że wszystkie prowadzą ze sobą konkurencję jako podmioty gospodarcze, co ma niebagatelny wpływ na zamożność ich obywateli. Wobec ograniczonych zasobów dostępnych na świecie, siłą rzeczy niektóre państwa stają się bogate, a niektóre biedne. Gdyby państw istniało tysiąc lub dwa tysiące, a średnia liczba ich ludności była mniejsza niż obecnie, rozkład bogactwa i biedy byłby mniej dotkliwy, a bogactwo obywateli w mniejszym stopniu uzależnione od bogactwa państwa. Niestety jednak obecnie na każde państwo przypada średnio prawie 40 mln ludzi, a państwa, które przegrywają polityczny wyścig o dominację, gromadzą rzesze biedniejszych obywateli. W ten właśnie sposób Polska na wspomnianej liście Forbesa ma najczęściej jednego lub dwóch przedstawicieli, podczas gdy Niemcy – kilkudziesięciu.

Aby uniezależnić bogactwo od państwa i nieczystej gry układów oraz polityki, należy przede wszystkim dzielić państwa na mniejsze, promować secesję. Im mniejsze państwa, tym mniejsza ich władza w zakresie kreacji pieniądza i tym większe szanse na to, że dany kraj będzie miał bogatych obywateli dzięki ich talentowi, niż na to, że obywatele będą bogaci dlatego, że mają bogate państwo.

  • Janusz Kowalski

    Idea wolnego rynku jest równie piękną co idea wolności człowieka. Powinniśmy do niej dążyć. Niestety praktyczna jej realizacja jest nieomal zerowa. W tym sensie jest równie utopijna co idea komunizmu, powszechnej szczęśliwości, równości etc.

  • Mr Z.Glapinski

    Bardzo zaklamany i demagogiczny komentarz.
    Kiedy kilku ludzi ma tyle zasobow co polowa ludzkosci,to kazdy normalny czlowiek powinien zareagowac.
    Zas reakcja doktrynerska potwierdza tylłko teze,ze liberalizm jest masonskim swiatopogladem antykatolickiej masonerii,i nie ma nic wspolnego z wolnym rynkiem ani z konkurecja.

    • olrob

      A mi nie przeszkadza że kilka osób ma majątek większy niż połowa ludzkości, jeżeli tylko dorobili się uczciwie. Obawiam się że np papież może mieć majątek większy niż 33% ludzkości, ale mi to nie przeszkadza. Do masonerii nie należę. Widocznie jestem nienormalny :-D

    • Ultima Thule

      A potrafisz zdefiniować, co to znaczy „ma połowę zasobów” ? W jakim sensie ? W takim, jak akcjonariusz „ma” spółkę ? To jest FIKCJA. Gdyby się pojawił na świecie człowiek, który by np. wynalazł miksturę wiecznego życia i sprzedał ją wszystkim ludziom w zamian za wszystko, co mają i dokonałoby się to notarialnie, zgodnie z prawem itd. Co więcej, wymógł by na nich, żeby jako wyborcy w swoich krajach oddali mu w każdym kraju władzę i cały majątek państwowy, wspólny itp., to wtedy ci ludzie spokojnie by go zamordowali i odebrali by mu to wszystko, co niby „miał”. Tak więc NIE DA SIĘ MIEĆ WSZYSTKIEGO. Ani nawet 1% wszystkiego. Ani nawet jednego promila wszystkiego. To jest UŁUDA …

      CI ludzie co najwyżej ZARZĄDZAJĄ tymi zasobami, a i tak robią to w sposób pośredni.

  • Marek Zadrożniak

    Obecnie wolny rynek nie wykracza poza bazarki warzywno-owocowe i sklepy z pieczywem choć i tam bywają „regulacje cenowe”. Żyd trzyma króciutko za uzdeczkę mniej inteligentne narodki.

  • Bogusław

    Z tą wolnością jest taki problem, że w skrajnym przypadku człowiek może być wolny od tego by mu nikt nie przeszkadzał gdy umiera z głodu.
    Każdy znający się choć trochę na regulacji wie, ze niektóre układy w pewnych sytuacjach „same” mogą się naregulować tylko tak że się po prostu rozlecą na kawałki. Tak tez niestety jest z „wolnym rynkiem”. Przy pewnych warunkach wytwarza jedynie wolność w umieraniu. Problem z zaobserwowaniu tego w praktyce wynika stąd, że żadne społeczeństwo nie wytrzyma tak długo obserwacji tego procesu i wprowadza jakieś środki, które piewcy wolnego rynku okrzykują za winne tego, że rynek sam się nie naregulował.

    • olrob

      Dlatego jestem przeciwnikiem demokracji, gdyż w demokracji społeczeństwo ma wpływ na politykę i zabrania spokojnie umrzeć z głodu. Np znam ludzi którzy chleją już kilkadziesiąt lat i społeczeństwo zabrania im umrzeć.

      • Bogusław

        Rozumiem Twoją frustrację, ale Monarchia tez nie jest wolna od tej wady, nawet bardzo bezwzględni muzułmańscy władcy zabijający „winnych” lub wrogów bez mrugnięcia oka nie dopuszczali by poddani spokojnie umierali z głodu. Nie zapomnijmy też o cesarzach rzymskich którzy żądanie mieszkańców stolicy „chleba i igrzysk” spełniali, ani ko władcach którzy nie spełniali i przypłacili to życiem.
        Pytanie w artykule jest źle postawione. Kapitalizm nie RODZI nierówności bo ich istnienie jest naturalne, ale wolny rynek ich nie zlikwiduje ani nie zmniejszy. Natomiast ingerencja Państwa można ograniczyć „od dołu” próg ubóstwa a tego wolny rynek nie robi, bo gdy zgodnie z mechanizmem wolnorynkowym część ludzi powinna umrzeć reszta na to nie pozwala przerywając wolnorynkowy eksperyment. Ja tu nie dyskutuję czy to dobrze czy źle. Stwierdzam fakt.

    • Ultima Thule

      BREDNIE.

      Piszesz, że „Wolny Rynek może (MOŻE !!!) spowodować, że system ‚rozleci się w kawałki’ „, a jednocześnie NIE INTERESUJE CIĘ, że system interwencjonizmu/socjalizmu „rozlatuje się w kawałki” tysiące razy na rok ????

      Gdzie Ty masz człowieku rozum ??? Uczył Cię ktoś LOGICZNEGO MYŚLENIA ???

  • Jacek Zarazek

    Nierówność jest stanem naturalnym i korzystnym. Rodzi współzawodnictwo, które jest motorem postępu. Bez nierówności nie byłoby kapitalizmu tylko komunizm. Wszyscy nie mają równych żołądków ani rozumów ani zmysłu biznesowego. Dlatego im więcej nierówności tym lepiej.