Jakiekolwiek postulaty zmiany systemu podatkowego kontrowane są pytaniem: a gdzie takie rozwiązania są stosowane? I na nic zdają się argumenty, że zanim w roku 1798 w Wielkiej Brytanii nie wprowadzono podatku dochodowego to też go nigdzie wcześniej nie było. Podobnie zresztą jak nie było nigdzie VAT-u, zanim go nie wprowadzono we Francji w roku bodajże 1954.
Wszystkie podatki są złe – jak słusznie zauważył Jeane Baptiste Say. Jedne bardziej, inne mniej. Ale złe. Sam fakt, że jakiś podatek istnieje, wcale nie oznacza, jego automatycznej legitymizacji. Aczkolwiek niektórzy powiadają, że stare podatki są jak starzy myśliwi – czynią najmniej szkód w lesie, a to dlatego, że ludzie się do nich przyzwyczaili, nauczyli się z nimi żyć i je… omijać. Ale prowadząc debatę podatkową warto wiedzieć, co inni o podatkach i ekonomii pisali przed nami.
Jerzy Szacki, przekonując socjologów, do czego potrzebne jest im studiowanie myśli społecznej wyraził myśl, że „pisarz czyta Balzaca, Dostojewskiego czy Prousta nie po to, by nauczyć się pisać to samo i tak samo jak oni. Po prostu nie może ich nie czytać, skoro tworzy w obrębie kultury, której wyobrażenia są jakoś (na „tak” albo na „nie”) z tymi autorami związane. W podobnej sytuacji znajduje się socjolog. Cokolwiek zechce on głosić, będzie nieuchronnie pozostawał na gruncie pewnego dziedzictwa”. Można rzec, że w podobnej sytuacji znajduje się „podatkowiec”.
Roman Rybarski pisał, że „jeśli chcemy zrozumieć dzisiejszy ustrój skarbowy, musimy wiedzieć, jakie były dawne doświadczenia”. Ireneusz Mirek twierdzi, że „historia danin publicznych jest odzwierciedleniem historii państwa z finansowego punktu widzenia”. Wiedza o ewolucji instytucji skarbowych i idei, na których instytucje te się opierały, i które budowanie tych instytucji uzasadniały ma kapitalne znaczenie dla rozważań na temat współczesnego systemu podatkowego, a zwłaszcza jego uzasadnienia. Śledząc nawet rozważania pisarzy Średniowiecznych dostrzegamy często analogie do czasów współczesnych.
Historia Polski jest zresztą doskonałą ilustracją wpływu opodatkowania na wydarzenia polityczne. Można zaryzykować bowiem tezę, że gdyby nie podatkowy przywilej w Koszycach cała historia Rzeczpospolitej mogłaby się potoczyć inaczej. W roku 1374 w Koszycach w zamian za uznanie sukcesji swej córki do korony polskiej Ludwik Węgierski uwolnił szlachtę od wszelkich podatków i ciężarów z wyjątkiem 2 groszy od łanu i zobowiązał się nie nakładać nowych podatków w przyszłości bez zgody szlachty.
Był to istotny impuls rozwoju sejmu szlacheckiego i sejmowładztwa oraz ograniczania władzy monarszej. Dla prowadzenia efektywnej polityki królowie musieli uzyskiwać zgodę szlachty na nałożenia podatków, a ta uzależniała swą zgodę – i to jednorazową – od uzyskania nowych przywilejów – i to wcale nie jednorazowych. W roku 1386 w Nowym Korczynie tuż po koronacji Władysław Jagiełło musiał potwierdzić szlachcie Przywilej Koszycki. Potem do wymuszania na królach kolejnych przywilejów dochodziło najczęściej w obozach podczas pospolitego ruszenia – jak choćby w roku 1422 w Czerwińsku, czy w roku 1454 w Nieszawie, – które królowie zmuszeni byli zwoływać, gdyż nie dysponowali funduszami na armię zaciężną.
Rozważania natury ekonomicznej znaleźć można już w kronikach Galla Anonima. Dotyczyły one ziemi, kruszców, monet i skarbów monarchy. Wincenty Kadłubek jako jeden z pierwszych dał upust niezadowoleniu z powodu „psucia monety”, czyli, odnosząc się do dzisiejszych realiów, inflacji, w okresie panowania Mieszka III Starego, który został wygnany z tronu krakowskiego między innymi z powodu prowadzonej polityki monetarnej, która naruszała interesy możnowładców.
Mieszko korzystał z regalii menniczych, udzielając przywilejów bicia monety wielu lichwiarzom. Tłoczyli oni tak zwane brakteaty (od łac. bractea – cienka blaszka) – srebrne monety zawierające w sobie coraz mniej kruszcu. Jakub z Paradyża w „Tractatus de contractibus” czyli „Traktacie o kontraktach sprzedaży z prawem odkupu” zwrócił uwagę na konieczność odróżniania kontraktów prawdziwych od fałszywych – to jest rzeczywistej sprzedaży od pobierania procentu. Jego rozważania pokazują, że już w Średniowieczu rozpowszechniały się różne konstrukcje służące obchodzeniu nieżyciowych przepisów, do jakich w owym czasie należał zakaz uprawiania tak zwanej lichwy, czyli pobierania procentu.
Skojarzenie z współczesnymi przepisami ordynacji podatkowej o obchodzeniu prawa podatkowego nasuwa się samoczynnie. Dziś instrumenty prawne są bardziej skomplikowane i może nieco bardziej subtelne – jak na przykład tak zwany leasing zwrotny. Służą one też innemu celowi niż kiedyś. Jest nim najczęściej, choć nie wyłącznie, zmniejszanie nadmiernych obciążeń podatkowych. Jednak ogólna zasada pozostaje niezmieniona od Średniowiecza: przy pomocy jakiejś czynności prawnej osiągnąć należy inny cel, zakazany pozornie przez prawodawcę.
Pokazuje to, że w gospodarce zabawa w „policjantów i złodziej” trwa w najlepsze od siedmiu wieków i nic nie wskazuje, żeby miała się niebawem zakończyć. Dzisiejsze przepisy podatkowe są bowiem równie nieżyciowe jak niegdysiejszy zakaz pobierania odsetek.
Sporo mogliby się współcześni ekonomiści dowiedzieć od Mikołaja Kopernika. Możemy go śmiało uznać za jednego z prekursorów ilościowej teorii pieniądza. W traktacie „Monetae cudendae ratio” („Sposób bicia monety”) wyraził on ten sam pogląd o wypieraniu z obiegu pieniądza dobrego przez pieniądz gorszy, co kilkanaście lat później Thomas Gresham. Wykazywał, że „psucie” monety miało zwykle na celu zwiększenie dochodów panującego. Już więc dla Kopernika nie ulegało wątpliwości, że inflacja jest ukrytym podatkiem, który przyczynia się do zwiększenia dochodów państwa i zmniejszenia dochodów podatników. Ten sam cel przyświeca dzisiaj „panującym” rządom, które często właśnie przy pomocy inflacji finansują swoje własne zobowiązania i zwiększają nominalne przychody.
Współczesny Kopernikowi Andrzej Frycz Modrzewski choć uznał, podobnie jak dwieście lat później Adam Smith, że bogactwo narodu bierze się z pracy i to nie tylko w rolnictwie, ale i w rzemiośle, to dostrzegał jednak potrzebę odgrywania przez państwo aktywnej roli w gospodarce. Jego poglądy były więc podobne raczej do poglądów tak zwanego protekcjonizmu wychowawczego Jeana Baptiste Colberta.
Za ojca polskiej ekonomii uchodzi, tworzący w pierwszej połowie XIX wieku, Fryderyk Skarbek. Przeszczepił on na polski grunt podstawowe założenia ekonomii klasycznej popularyzując dorobek Adama Smitha i Jeana Baptiste’a Saya. Dodatkowo wyróżnił zasady bogactwa indywidualnego człowieka żyjącego w społeczeństwie i zasady bogactwa całego społeczeństwa tworzącego naród. Przedstawił ogólne teorie produkcji, wymiany (którą sam nazywał „zamianą”) dochodów i konsumpcji (którą sam nazywał „zużyciem”).
Skarbek był jednak jednym z pierwszych przeciwników teorii ekwiwalencji podatkowej i podkreślał, że ciężary publiczne nie mają nic wspólnego z opłatą za usługi państwa. „Nie masz koniecznego związku i stosunku między wartością zużyciu publicznemu poświęconą, a korzyścią dla osoby podatek płacącej z opieki rządu wypływającą, ten kto potrzebuje więcej opieki rządowej, nie koniecznie dla tego może więcej płacić; przeciwnie nie raz ten więcej płaci, kto mniej tejże opieki potrzebuje” – pisał.
Przyznawał, że wydatki rządowe mogą być dla państwa korzystne, ale ostrzegał, że nie można z ich wysokością przesadzić, bo choć korzyść z nich jest niezaprzeczalna, to „nie może być bezwarunkowo poczytana za dźwignię bogactwa narodowego; bo jest zawsze osiągnięta za pośrednictwem poświęcenia pewnej części dochodów prywatnych, których niezyskowne użycie równoważy korzyści następnego użycia dochodów publicznych”. Gdyby teza o bezwzględnych korzyściach z wydatków publicznych była prawdziwa można byłoby utrzymywać, „że nie masz w tem żadnej straty dla bogactw krajowych, aby rząd miał sobie oddane wszystkie dochody od zwykłych potrzeb prywatnych zbywające”. Tymczasem „fundusze przez rząd przemysłowo użyte nie dają powodu do takiej reprodukcyi jak gdyby w rękach prywatnych były zostały” [gdyż] „koszta produkcyi rządowej są zawsze większe”, a „starania o powodzenie i oszczędność mniejsza”, [albowiem] „rząd musi poruczyć przemysłowe i gospodarcze działania osobom przez siebie płatnym, nie mającym bezpośredniego udziału w powodzeniu lub stratach przemysłowego przedsięwzięcia, ponieważ nie są właścicielami kapitałów onemuż poświęconych i nie pobierają zysków z niego płynących.
Stąd pochodzi brak starania, troskliwości i tej rządnej oszczędności, które sam tylko udział w przedsięwzięciu przemysłowym i własność włożonych kapitałów wzbudzić mogą”. Tego typu diagnozy nie powstydziliby się ani ojcowie klasycznego liberalizmu, ani dzisiejsi zwolennicy gospodarki rynkowej i ograniczonego udziału państwa w życiu gospodarczym.
Niezwykle pouczający jest przebieg debaty podatkowej w Polsce XX-sto wiecznej. Jak podkreśla Joseph Schumpeter, w mało znanym, nie tłumaczonym nawet na język angielski, artykule z 1918 roku „Die Krise des Steuerstaads”, wnikliwa analiza podatkowa potrzebna jest „szczególnie wówczas, gdy dotyczy punktów zwrotnych (…), kiedy to istniejące formy zaczynają zamierać i przekształcać się w coś nowego, co zawsze pociąga za sobą kryzys starych metod podatkowych.” Zgodnie z teorią Schumpetera trzykrotnie w minionym stuleciu powinniśmy zaobserwować szczególny rozwój teorii podatkowych w okresach przełomów politycznych i gospodarczych. Dwa z tych przełomów w roku 1918 i 1945 mają znaczenie jedynie historyczne. Natomiast to, co obserwowaliśmy i obserwujemy po roku 1989 ma znaczenie praktyczne. Co więcej, porównanie ze sobą tych trzech historycznych momentów wiele mówi o ostatnim z nich. Jak porównamy debatę podatkową z lat 1918-1939, 1945-1989 i po roku 1989 okaże się, że ta obecna przypomina raczej rok 1945, a nie 1918.
Choć po I Wojnie Światowej mieliśmy do czynienia z przełomem politycznym, a nie zasadniczymi zmianami gospodarczymi, to debata podatkowa była wówczas stosunkowo bogata. Pewną ciekawostką z tego okresu mogą być prace Pawła Ciompy, wykładowcy Wyższej Szkoły Handlowej w Krakowie. W roku 1919 opublikował on „Zarys ekonometrii i teorii buchalterii”. Był więc jednym z prekursorów używania metod matematycznych i statystycznych w ekonomii i samego pojęcia „ekonometrii”. Jednak jego prace plasowały się trochę na uboczu dwóch głównych nurtów doktrynalnych. Dominujący był wówczas spór etatystów i liberałów. Liberałowie skupieni byli w tak zwanej „szkole krakowskiej”, w skład której wchodzili ekonomiści związani z Uniwersytetem Jagielońskim oraz Polskim Towarzystwem Ekonomicznym w Krakowie. Liderami tej grupy byli Adam Krzyżanowski oraz Adam Heydel.
Doktrynę liberalną wyznawali też Stanisław Głąbiński z Uniwersytetu Lwowskiego, Jan Stanisław Lewiński ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz Edward Taylor, czołowy przedstawiciel „Szkoły Poznańskiej”. Poglądy etatystyczne prezentowane były głownie przez tak zwaną „Pierwszą Brygadę Gospodarczą” utworzoną przez Stefana Starzyńskiego oraz Eugeniusza Kwiatkowskiego jego współpracowników i uczniów. Liberałowie prowadzili krytykę etatyzmu zarówno na płaszczyźnie makro, jak i mikroekonomicznej. Podkreślali, że w skali makro etatyzm powoduje ograniczenie wolności, eliminuje podstawowy w działalności gospodarczej motyw zysku, ogranicza konkurencję, przyczynia się do zmniejszenia akumulacji i spadku tempa wzrostu gospodarczego. W skali mikro przedsiębiorstwa państwowe nie prowadzą racjonalnego rachunku ekonomicznego, co przesądza o ich niższości względem przedsiębiorstw prywatnych. Niższość ta nie wynika ze złej organizacji konkretnego obiektu czy z przyczyn technicznych, ale z charakteru tego typu własności.
„Nie to irytowało liberałów, że przedsiębiorstwa państwowe źle funkcjonują, ale sam fakt ich istnienia i rozwoju”. Adam Heydel pisał zaś: „przedsiębiorstwa państwowe nierentowne są szkodliwe. Rentowne przestają być szkodliwe, są tylko zbędne”. Państwo lokuje zazwyczaj kapitał niezgodnie z postulatami rynku, przez co angażowany jest on w produkcję dóbr często przez konsumentów bynajmniej niepreferowanych. Przedsiębiorstwa państwowe wymagają stałych dotacji, które mogą być uzyskiwane jedynie z podatków.
W ten sposób powstaje w gospodarce przeciążenie podatkowe i opóźnienia w akumulacji kapitałów. Inwestycje państwowe są w najlepszym przypadku „tezauryzacją, tworzeniem kapitałów martwych, drzemiących. Skoro zaś dokonuje się ich z rozdętych ciężarów podatkowych to stwarza się kapitał martwy z pieniędzy, które pozostając a obrocie stworzyłyby kapitał lokowany rentownie, a więc produkcyjnie”. Adam Krzyżanowski przedstawił to zjawisko w następujący sposób: „Handlarz papieru płaci podatek na pokrycie niedoboru państwowych zakładów graficznych, a nadto traci część odbiorców, bo państwowe zakłady graficzne sprzedają papier poniżej swoich kosztów, których część przerzucają na owego kupca w formie podatku. Nie tylko nie płacą państwu podatku, ale pozbawiają skarb dochodów.
Uszczuplają źródła podatkowe, bo pomniejszają możność opodatkowania przedsiębiorstw prywatnych”. Podkreślano także uciążliwość progresji podatków od dochodów osobistych i jej zły wpływ na akumulację kapitału. „Jeżeli potrzebie, by odróżnić dochód faworyzując kapitalizację dają wyraz pisarze angielscy (…) to po wielokroć aktualniejszym to zagadnienie jest w Polsce - w kraju, w którym tak mało jest kapitału” - pisał Roman Rybarski.
W czasie drugiego wielkiego przełomu po II Wojnie Światowej w państwie socjalistycznym pojawiła się teza o obumieraniu podatków od ludności, czy wręcz obumieraniu podatków w ogóle. Literatura na ten temat z lat 1945-1989 jest co prawda ilościowo dość bogata, ale jej przedmiot siłą rzeczy pozostawał dość ograniczony. Poszczególni autorzy koncentrowali się na rozważaniach ogólnych o podmiotach i przedmiocie opodatkowania oraz technikach pobierania podatków od przedsiębiorstw państwowych.
Dyskusja podatkowa nie była związana, bo oczywiście być nie mogła, z żadną dyskusją ekonomiczną, gdyż doktryna ekonomiczna była tylko jedna. Jak zauważył Roman Rybarski, jeszcze przed nastaniem epoki komunistycznej w Polsce, „zagadnienia skarbowe powstają dopiero wtedy, kiedy niezależnie od państwa istnieją gospodarstwa prywatne i powstają stosunki między niemi a państwem.” W ustroju kolektywistycznym, jakim jest komunizm, jest tylko jedno gospodarstwo i problemy skarbowe nie wydzielają się z ogólnych problemów ekonomicznych. Ograniczoność debaty podatkowej po roku 1945 wydaje się więc zrozumiała. Mogłoby się jednak wydawać, że po roku 1989 dyskurs filozoficzny na tematy podatkowe powinien być znacznie żywszy. Tymczasem ożywienie w dyspucie na temat podatków następowało zadziwiająco wolno.
Szczególnym tego przykładem może być kampania wyborcza z okresu pierwszych wyborów prezydenckich w roku 1990 oraz parlamentarnych w roku 1991. Żaden z kandydatów, ani żadna z partii politycznych (z wyjątkiem uważanej za „folklorystyczną” Unii Polityki Realnej) nie czynili z podatków oręża w walce wyborczej. Żaden z komentatorów nie zadawał pytań jak poszczególni kandydaci chcą sfinansować swoje zapewnienia wyborcze. W programach każdej z partii mowa była o poprawie doli oświaty, służby zdrowia, samotnych matek, emerytów i rencistów oraz wszystkich innych potrzebujących. W żadnym z programów nie było natomiast mowy skąd ich autorzy zamierzali wziąć pieniądze. Stronę „ma” w budżecie państwa traktowano jako „daną”.
Postępowano więc trochę tak jak w trakcie obrad okrągłego stołu, gdy „Strona Solidarnościowa” starała się jak najwięcej wyrwać od „Strony Rządowej”, tak jakby miała ona z czego spełnić wszystkie społeczne oczekiwania, a jedynie nie chciała tego zrobić. W roku 1991 było to już jednak postępowanie dziwne, gdyż dawna opozycja od jakiegoś czasu sprawowała władzę i musiała zdawać sobie sprawę, że kasa jest pusta. Takie postępowanie można jednak łatwo złożyć na karb politycznej demagogii, która nie zna żadnych granic, a której przykładem są przysłowiowe już „mieszkania na wiosnę” obiecane młodym ludziom przez Aleksandra Kwaśniewskiego w trakcie prezydenckiej kampanii wyborczej w 1995 roku. Nie można jednak złożyć na karb polityki decyzji podejmowanych w zaciszu gabinetów ministerialnych, a zwłaszcza w Ministerstwie Finansów.
Obserwowaliśmy „żywiołowe, koniunkturalne i przypadkowe doskonalenie starego systemu podatkowego, który powstał i funkcjonował w warunkach innego typu i formy państwa” - pisał Cezary Kosikowski o poczynaniach decydentów w roku 1992. Tymczasem „nie można przejść do kapitalizmu, potępiając werbalnie socjalizm, lecz zabierając w tę podróż bagaż ze wszystkimi zdobyczami socjalizmu” - dodawał. Co więcej, to „doskonalenie” systemu podatkowego do złudzenia przypominało i przypomina niekończący się proces „dalszego doskonalenia” socjalizmu po kolejnych okresach „błędów i wypaczeń”. O ile postępowanie polityków w tym względzie jest dość łatwe do wytłumaczenia, o tyle wymowne jest, że również w literaturze brak było przez długi czas jakiejś pogłębionej analizy na tematy podatkowe w ujęciu filozoficznym, socjologicznym, psychologicznym, czy nawet ekonomicznym i dominowało typowo „mechaniczne” podejście do podatków.
Półki księgarskie uginały się, co prawda, pod ciężarem setek opracowań autorstwa przedstawicieli szeroko rozumianej „praktyki podatkowej”, drukowanych przez dziesiątki wydawnictw, ale zdecydowana większość z nich poświęcona była jedynie technicznym aspektom opodatkowania – wyjaśnieniom czym są podatki, jak je płacić, tudzież jak ich nie płacić, które nie wnosiły nic nowego do ogólnej teorii opodatkowania. I to jest właśnie ta nowoczesność.
źródło: http://blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=501
Od początku lipca obowiązuje “opłata za wprowadzanie ścieków opadowych i roztopowych do miejskiej kanalizacji deszczowej”. 8 komentarzy
Słowacki rząd chce sprawdzić, jak wprowadzenie euro wpłynęło na preferencje zakupowe. 10 komentarzy
Dziura w FUS może wynieść 8 mld zł. Aby łatać budżet, ZUS zaciągnął wczoraj kredyt na 200 mln złotych. 5 komentarzy
Według “badań” przeprowadzonych na zlecenie Jewish Political Studies Review żydom należy się grubo ponad 100 mld. dol. 24 komentarzy
Sąd Najwyższy uznał (stosunkiem głosów 5 do 4), że: “Biali strażacy cierpieli dyskryminację z powodu swej rasy!”. 12 komentarzy
Według autora skargi Felicjana G., państwo łamie konstytucję, bo zmusza obywateli do działania pod przymusem. 9 lipca zbada to Trybunał Konstytucyjny! 23 komentarzy
Szefowa szwedzkiego Stowarzyszenia do Spraw Edukacji Seksualnej: “Trzeba raz na zawsze powiedzieć: Błona dziewicza nie istnieje!” 45 komentarzy
17 Listopada 2008 o 20:48
Już w drugim zdaniu brednia:
“I na nic zdają się argumenty, że zanim w roku 1798 w Wielkiej Brytanii nie wprowadzono podatku dochodowego to też go nigdzie wcześniej nie było.”
A dziesięcina to co, ofermo mikkolubna?
Nie jest formą podatku dochodowego?
Istniała już w starożytności.
Wystarczy, dalej nie czytam.
17 Listopada 2008 o 21:42
Warto dodac ze Krzyzacy byli zainstalowani (podobnie jak dzisiejsza UE) na ziemie Slowian w celu wyciskania myta (owczesnego podatku) dla Watykanu (kontynuator Imperium Rzymskiego) i to nigdy nie bylo tajemnica.
17 Listopada 2008 o 22:48
Szanowne robaczki. Wy nie robicie tego show. Oni go robą. O to chodzi.
Nie przypuszczam nawet, że zbytnio się z was śmieją. Po co? Was nie ma!
17 Listopada 2008 o 23:36
Mikkolubstwo ciągle czepia się tych podatków - pyta: kto jest ustanowił, dlaczego w takiej wysokości, od czego je pobierać, gdzie są minusy, itp.
I słusznie.
Ale dlaczego nie zastanowi się nad inną instytucją czyli własnością? Nad jej treścią, znaczeniem, nad jej rozdziałem w społeczeństwie, nad jej konsekwencjami dla nieposiadających?
Odpowiedź jest prosta - u nas na wielkim majątku państwowym uwłaszczyli się postkomuniści, których to de facto (pod płaszczykiem “konserwatywnego liberalizmu”) bronić chce postesdeckie mikkolubstwo, także przed podatkami. Niestety dla mikkolubstwa rządzą partie postsolidarnościowe i nie można umorzyć sobie 52 tysięcy po znajomości, więc trzeba nieco poszczekać.
17 Listopada 2008 o 23:38
Jest fajna alegoria w jednej z Angielskich opowiesci o konfrontacji dobrego czarownika Merlina ze zla wiedzma (powiedzmy UE)
Ustalono ze walka bedzie sie odbywac zgodnie z zasadami zycia ziemskiej fauny i ten kto sprytniej dostosuje zwierzatko do sytuacji, wygrywa.
Regulamin mowil ze mozna sie przemieniac we wszystkie zwierzeta z wyjatkiem smoka poniewaz etc.
Po kolejnych przeistoczeniach wiedzma weszla w postac nosorozca i ruszyla na Merlina opartego o drzewo, ten sprytnie odskoczyl i wiedzma wbila sie w drzewo.
Merlin przemienil sie w koze i z rozpedem walnol nosorozca w dupe tak ze ten wpadl w przepasc.
Po czwili z przepasci wylonil sie potezny smok (UE) ktory ziajal ogniem i wydawalo sie ze spali na proch Merlina.
Gdy ogien smoka mial dotknac Merlina , ten zniknol i po chwili smok (UE) zaczol blednac, potem czerwieniec i po chwili walnol o glebe (padl na pysk)
Okazalo sie ze dobry czarownik Merlin w ostatniej chwili przemienil sie w bakterie i zaatakowal smoka (UE)
Zatem nie taki robaczek slaby i nie takie potegi upadaly za sprawa inteligentnego Ducha, a inteligentny Duch to Duch Slowianski ktory pomalu dojzewa do konfrontacji ze scierwem azjatyckim i jak kiedys pod Grunwaldem skopie wam koszerne dupy oblepione talmudycznym “prawem”
stracilem troche cennego czasu poniewaz nie mam szacunku do panskiej ksywy , panie fucker inaczej.
17 Listopada 2008 o 23:51
@1
Ciekawe, że do VAT-u mikkofob już się nie odniósł. Trzeba naginać teksty jak się da i selektywnie dobierać cytaty. Tylko w ten sposób lewactwo potrafi stworzyć pozory argumentacji. Zamiast czepić sie samej idei tego porównania wybiórczo wyszukuje błędy i stara się mikkofob stworzyć “rzetelny” obraz swoich wypowiedzi.
18 Listopada 2008 o 00:04
Okazalo sie ze dobry czarownik Merlin w ostatniej chwili przemienil sie w bakterie i zaatakowal smoka.
Jasne, to była bajka RYSUNKOWA z LA. Nie wiesz o tym? :)
18 Listopada 2008 o 00:20
Myslalem Pajac widzi zbieznosc tematow i ze rozumie to iz VAT podobnie jak kiedys Myto jest Polakom zabierany przez (zla Wiedzme) UE i ze zostal zainstalowany w Polsce wraz z wprowadzeniem “demokracji”
Poza tym etymologicznie VAT pochodzi od (w wolnym przekladzie) “podatku od wartosci dodanej” czyli roznicy pomiedzy cena kupna a cena sprzedazy i jako taki jest w Judenlandzie (tam gdzie kiedys byla Polska) nielegalny (odsylam na strone suwerennosc.com po dodatkowe informacje) poniewaz jest pobierany od calkowitej wartosci.
Ale to “drobiazg” dla Pajaca ktory forme sznuje bardziej niz tresc ktorej jak widac nie rozumie.
Najpierw trzeba zlokalizowac zrodlo infekcji a potem rozpoczac leczenie zainfekowanego organizmu.
Zrodlem Polskiej infekcji jest intruz (przybleda) ktory od wiekow wprowadza antynarodowe “prawa” do ktorych zalicza sie rowniez PODATEK z ktorego np. wyplacamy Zydom miliardowe odszkodowania na to ze nas gnebia.
Nie chce mi sie juz wiecej pisac bo mysle ze Pajacowi sie juz zawiesil procesor.
18 Listopada 2008 o 00:24
@8
Czy Edi potrafi czytać ze zrozumieniem? Moj wpis odnosił sie do wpisu nr 1, co zaznaczyłem znaczkiem - @1. Była to krytyka mikkofoba, którego jak mniemam również Edi nie trawi. Proszę o uważniejsze czytanie na przyszłość.
18 Listopada 2008 o 00:30
Fucker inaczej.
Schodzisz do piwnicy, bajka powstala na podstawie legendy o Krolu Arturze “Miecz w Skale” (The Sword in the Stone) i jest historia pelna powaznych metafor ktorych nawet nie staraj sie zrozumiec.
Ogladaj bajki i przestan juz pisac.
18 Listopada 2008 o 00:31
Przepraszam, faktycznie sie zagalopowalem.
18 Listopada 2008 o 00:43
Wybaczam, wszak błądzić rzeczą ludzką. Koncentrujmy się raczej na tępieniu mikkofobistów.
18 Listopada 2008 o 00:44
Podatki były od zawsze, pod wieloma postaciami, najbardziej jednolity chyba w Cesarstwie Rzymskim. Problem w tym by były minimalne, wojsko, policja i wystarczy. Jak ktoś chce koniecznie robić innym dobrze to niech skrzyknie kilku innych chętnych i założą prywatny szpital, szkołę czy co tam chcą a nie pasożytują na wszelakich państwowych posadach i mądrzą się o tym jak to podatki są potrzebne. Jak by jeden z drugim zap…li po kilkanaście godzin na dobę i państwo zabierało im nawet połowę to by śpiewali inaczej.
18 Listopada 2008 o 00:58
The Sword in the Stone. Rozumieją kibole. Tak, to rzuca na kolana wszystkich kibolów miki mause!
18 Listopada 2008 o 01:03
Polski system podatkowy jest nadal oparty na umowie społecznej z 1386 roku.
Odpowiednikiem ziemiaństwa są rolnicy na większym areale ziemi, którzy są traktowani przez US i ZUS ulgowo. Szlachta zagrodowa dawniej pchała się na dożywocie na dwór magnata albo króla, dzis się pchają na posadki państwowe i tworzą koterie w urzędach. Duchowieństwo jest zwolnione od podatków. Bezrolni chłopi idą pracować do miasteczka i starym zwyczajem chowają się przed ekonomem – kierownikiem za kopką siana. Politycy – magnaci tworzą prawo dostosowane do swojej kompaniji. Natomiast rodzimi rzemieślnicy są niszczeni rożnymi wymyślnymi podatkami i dodatkowymi opłatami i są jedynymi tworzącymi budżet państwa. Natomiast co ciekawe tradycją państwa polskiego przez stulecia było to, że nie smiało ruszyć obcego rzemieślnika albo inwestora. Bo sprawa szła do Magdeburga.
Anglosaski system podatkowy też pochodzi z 2-giej polowy XIV w. Po epidemii cholery liczba ludności spadła tak dramatycznie że brakowało rąk do pracy na farmach i lordowie zaczęli te farmy dzierżawić na zasadzie umów prywatnych.
Anglicy wprowadzili prodatek progresywny od dochodu w 1798 r ale był to podatek powszechny,obowiązujacy wszystkich, nawet króla. Zresztą już wcześniej Anglosasi i panstwa Europy Zachodniej stosowali zasadę powszechności podatków.
I od tego czasu daje się zauważyć, że państwa, które zastosowały tę zasadę zaczeły bogacić się znacznie szybciej od innych. Dlatego te gadki nad systemem podatkowym w Polsce są jałowe, dopóki nie będzie zasady powszechności i jednolitości podatków.
18 Listopada 2008 o 01:15
@14
Niebawem dojdzie jeszcze podatek “kastracyjny” czy jakis tam i dopiero sie zacznie zadyma jak nie bedziesz mial czym srac bo Ci Azjaci zabiora ostatnia sucha bulke a na koncu ukradna kurnik w ktorym mieszkasz za zalegle podatki.
Wirtualny dobrobyt zaserwowany przez kundli globalnych powoli zaczyna przybierac forme widoczna golym okiem.
Sztucznie wywindowane (nieracjonalne) wartosci domow w Polsce to nic innego jak proba odebrania dorobku kilku pokolen Polakow i przekazanie calosci pod mlotek.
Przygotowywana wersja podatku katastralnego to w poczatkowej fazie 3% wartosci nieruchomosci czyli za rudere ktora jest w gminie wyceniona na 100.000 PLN Kowalski bedzie musial zaplacic okupantowi 3000 PLN (przeliczenie dla fackanasa 3 tysiace butelek piwa) w skali rocznej , czyli zyjacy obecnie np. na Ziemiach Zachodnich bezrobotny Polak otrzymujacy 60 PLN miesiecznie zasilku .
Bedzie musiaj zaciagnac koszerny kredyt w wysokosci 2.800 zlotych zeby zaspokoic pazerne scierwo.
Oczywiscie pozostaje tylko jedzenia trawy i picie wody z potoku, ale tylko do czasu poniewaz w przypadku dluzszego braku pracy, kredytodawca zasadzi szpica w dupe i wypedzi Kowalskiego z jego wlasnego rodzinnego domu.
W samej tylko Kotlinie Klodzkiej z ktorej pochodze w przyszlym roku idzie pod mlotek 18% domow i mieszkan , a jeszcze nawet nie wprowadzono podatku katastralnego.
Jeden ze znajomych komornikow zaproponowal mi zebym poczekal z kupnem nieruchomosci do przyszlego roku, poniewaz “prawnie” to juz mozna tych ludzi powyrzucac na ulice , ale jest decyzja czekania do roku 2009 az sie “wladza ” umocni i wejda wszystkie “traktaty”.
Pisac Ci wiecej kundlu?
18 Listopada 2008 o 01:37
Nie, nie pisz. Po co?
Kto głupi, jeż dawno wiem! Na kredyty mogą sobie pozwolić nieliczni.
Ty, nie!
18 Listopada 2008 o 01:43
@ ed
„a inteligentny Duch to Duch Slowianski ktory pomalu dojzewa do konfrontacji ze scierwem azjatyckim i jak kiedys pod Grunwaldem skopie wam koszerne dupy…”
Wtrącę się w rozmowę:
Nie skopie, bo tak naprawdę system podatkowy i emerytalny w Polsce, co jest częścią Ducha Słowiańskiego, jest oparty na Prawie Wielkiego Stepu: przemyślnym systemie danin, haraczy, myta, Prawa Kaduka, dziesieciny, pogłównego i powołowego. Natomiast świat zachodni zrobił rzecz bardzo madra i oparł swoje systemy na Podatku od Czystego Dochodu. I skoro przewaga Zachodu jest od kilkuset lat to nie pozostaje nic innego tylko pokonać ich własną bronią czyli zaadoptować ten sam system, który oni uzywają.
18 Listopada 2008 o 02:07
@19
Faktycznie jest to sposob , ale nasladujac ruchy przeciwnika bedziemy zawsze trafieni jako pierwsi .
Podobne zasady stosuja wielkie korporacje ktore wchlaniaja konkurencje pod plaszcykiem wspolpracy.
Tak zostala zniszczona ostatnia ostoja Bialej cywilizacji w RPA (dzisiaj nikomu nie radze nawet pomyslec o wyjezdzie do RPA podczas ostatniego pobytu w 2006 roku bylem opluty przez Murzynke w bialy dzien w srodku miasta przed Hotelem, mojemu przyjacielowi poderznieto gardlo) podobnie bylo w przypadku Argentyny gdzie grupa cwaniakow (rezydujacych obecnie w Polsce) puscila z torbami caly system.
Nie mozna grac ich metodami bo sa w tej grze lapsi wystarczy Narodowy przywodca ktoremu bedzie lezalo na sercu dobro Polskiego Narodu w pierwszej kolejnosci a wowczas sam uczciwie rozlicze podatek i bede dumny ze moje pieniadze zostaly zagospodarowane dla potrzeb mojego Narodu a nie zgraji azjatyckich bandytow.
Tu dobrym przykladem sa Panstwa Narodowe jak Norwegia czy chocby Austria ktora pod kierownictwem Hajdera zaczela wracac do normalnosci.
Niestety w Polsce ruch Narodowy nie istrneje poza slabymi iskierkami ktore szybko gasna osikane koszernym moczem.
A moim skromnym zdaniem opodatkowany powinien byc przedewszystkim Kosciol ktory wychodzi poza juryzdykcje Narodu i wyludzone od naiwnych ludzi pieniadze przeznacza na zachecanie Murzynow i Azjatow do przyjazdu do Polski.
To jest temat na ktory traficie niemal we wszystkich kosciolach na terenie Polski gdzie zacheca sie “owieczki” do pomocy “biednym” Afrykanom podczas gdy 3/4 Polskich dzieci zyje w nedzy.
Budowa “koscielnych” Palacow itp. to odrebny temat ale rowniez powinien byc poruszany w dyskusji o podatkach gdyz dotyczy tzw. luksusu w kraju gdzie opieka medyczna dogoila Afryke.
18 Listopada 2008 o 04:52
@ edi
“Faktycznie jest to sposob, ALE ”
Nie ma zadnego ALE. to jest jedyny sposob na dzisiejsze czasy. Musisz miec zewnetrzny system obronny: panstwo narodowe, monarchia, system konserwatywny, system federalny. A wewnatrz takiego systemy pelna liberalizacje zycia gospodarczego. Dopiero to moze pracowac. A w Polsce jest na odwrot: system zewnetrzny jest slaby, nastawiony na kolonizacje panstwa polskiego, natomiast system gospodarczy jest skostnialy i malo liberalny, powodujacy ubozenie panstwa polskiego. A zycia gospodarczego nie da sie zliberalizowac bo nie ma rownosci obywatela wobec prawa podatkowego i emerytalnego.
Tak jak w monarchii konstytucyjnej, jest jeden wladca i reszta obywateli jest rowna wobec prawa.
18 Listopada 2008 o 06:26
@20
Zbyt skomplikowane i dalece poza moim skromnym procesorem ktory jedyne zlo widzi w OBCYCH przybledach .
Obcy w kraju, podobnie jak obce cialo w organizmie powoduje infekcje i w konsekwencji zgon.
To nie jest ksenofobia ze nie widze emocjonalnego i kulturowego zwiazku z Murzynem albo tym bardziej z Zydem
Moim skromnym zdaniem wystarczy jeden Narodowy przywodca z jajami jak np. Putin w F.R i bedzie po problemie.
Jak zapewne Pan wie odpowiednik zlodzieja Kulczyka, Chodorkowski siedzi w wiezieniu za to samo co bezkarnie w Polsce wyprawia Kulczyk chroniony przez obcych w “polskich?” wladzach.
Mozliwe ze to w dzisiejszych czasach brzmi utopijnie ale obecnie nie ma zadnego powodu dla ktorego mlody Polak chce byc Polakiem a wystarczy jeden przepis ktory zmieni ta patologie.
Wspolczesny Polak zostal przez media wykreowany na Eurokundla, wlazi na palme, nasladuje Malpe i wstydzi sie wlasnych korzeni ktore konsekwentnie sa odcinane od Narodu
Proste wyjscie, Polak w Polsce placi maly podatek jesli pracuje dla dobra Narodu.
Przyklad antypolska TVN placi 100% podatku podobnie jak Polsat i inne antypolskie scierwo, natomiast Telewizja Narodowa (niestety nie obecna na rynku) ktora promuje dorobek kulturowy Bialej Cywilizacji , jest zupelnie zwolniona z podatku .
Proste do wykonania i wystarczy Prezydent z jajami ktory to wprowadzi.
Ps. Uciekajac z Polski 30 lat temu nie przypuszczalem ze kiedykolwiek pozytywnie ocenie Rosjan.
W miare uplywu czasu i zdobywania wiedzy dotarlem do prawdy a mianowicie do tego ze Rosjanie nie mieli nic wspolnego z syfilisem pt. Komuna poniewaz zostali nia zainfekowani przez Syjonistow i na 17 Komisarzy Ludowych wszyscy byli Zydami (wyjatek stanowil kundel Dzierzynski)
W kosekwencji cale zlo ktore zaserwowala Polsce Bolszewicka Rosja z Katyniem wlacznie kiedy to wyrok wydal Zyd Stalin, podpisal Zyd Berja, wykonali Zydzi Tokarjew i Kaganowicz, spada na azjatyckie scierwo a nie na Rosjan.
Tu ma Pan odpowiedz na pytanie dlaczego polubilem Putina.
Putin podczas pierwszej wizyty w Polsce jako prezydent Rosji nie zaczolgal sie jak inni zydofilni prezydenci pod pomnik “Bohaterow Getta” tylko zlozyl wiazanke kwiatow pod pomnikiem A.K.
Byl to znak ze uznaje Polskie aspiracje Narodowe i wystarczyl jeden gest ze strony Polakow zeby powstal Zwiazek Slowianskich Panstw Europy. (nieformalnie powstal w 1997 roku ale o tym nie slyszeliscie)
Dotychczas koszerne media konsekwentnie strasza Polakow “wschodnim potworem” a przeciez jest nam blizszy niz koczownicze szczepy azjatyckie albo Afrykanscy “tez ludzie”
Jestem pewien ze pod parasolem Rosji Europa byla by Biala jeszcze przez wiele lat, poniewaz w chwili obecnej pod parasolem Syjonistow zmienia kolor na szary.
Nie chce byc zlym prorokiem ale jak Polacy (oczywiscie mowa o reprezentantach tj. Sikorski Tusk i inni przebierancy) beda potrzasac pochwami (szabelek juz dawno nie maja) to Rosja wejdzie do U.E i to bedzie Game Over dla “eurofilozofow”
18 Listopada 2008 o 06:55
@Pajac:
“Ciekawe, że do VAT-u mikkofob już się nie odniósł.”
Umiesz ty mikkolubna durnoto czytać?
Nie doszedłem do tego fragmentu, zakończyłem czytanie na drugim zdaniu.
Po co marnować czas i nerwy na czytanie wypocin osobnika, który tak kardynalnych podstaw wiedzy o podatkach nie zna? I nie wie, że istniejąca od starożytności dziesięcina jest podatkiem dochodowym???
Gwiazdowski to doktor prawa.
Mikke to magister z łachy ekstern filozofii.
No to niech jeden pisze o prawie, drugi o filozofii - a niech buziek niedouczonych o obcej im ekonomii nie rozdziawiają, bo piszą głupoty.
A ja mam taką ochotę te bzdety czytać - jak kardiolog wypociny wsiowego głupka po podstawówce, który chce o kadiologii pisać, a nie wie, ile jest w sercu zastawek i tętnic wieńcowych.
18 Listopada 2008 o 07:47
No, ale na specjalne życzenie mikkolubstwa odniosę się do VAT:
Ten nowoczesny podatek ma niesamowitą zaletę - jest ANONIMOWY i nie jest przypisany do osoby znanego z góry płatnika.. Władza nie wie, kto ten podatek zapłaci - może poznać płatnika dopiero wtedy, gdy ten podatek już zapłacił.
Eliminuje to korupcyjne nadużycia - przy innych podatkach jeden z drugim pasożyt może sobie za łapówkę załatwić z przekupnym urzędasem zwolnienie z podatku dochodowego, majątkowego, osobistego.
Afera z umorzenieniami podatków dochodowych Stokłosie czy umorzenie podatku Januszowi Mikke przy VAT nie była by możliwa.
18 Listopada 2008 o 08:15
Zmusiłem się, przeczytałem jeszcze kilka następnych linijek.
Cóż tam ten doktor praw nazgrał:
“Wszystkie podatki są złe – jak słusznie zauważył Jeane Baptiste Say. Jedne bardziej, inne mniej. Ale złe.”
No to jak coś jest złe - to trzeba zło zlikwidować. Niech sobie Gwiazdowski w dowolnym państwie (byle nie w Polsce!!!) uczyni Mikkolubne Dobro - i zlikwiduje podatki. Wszystkie. Nie będzie armii, dróg, policji, administracji, prawa, sądów karnych, nie będzie nic - jak stwierdził największy rywal mikkolubstwa do nagrody Największy Głupek w Polityce - Kononowicz.
Będzie Somalia bis.
Oczywiście w Mikkosomalii okres bezpodatkowy będzie trwał krótko - bo szybko zjawi się banda, która od Gwiazdowskiego pobierze podatek w postaci zabrania mu wszystkiego co on posiada. Lecz ta banda nie będzie pobierała podatków wielokrotnie, to będzie podatek jednorazowy - trudno od uśmierconego przez bandę trupa pobrać ponownie podatek za jakiś czas.
—
I tak oto drodzy Normalni wyglądaja brednie bełkotane przez mikkolubstwo.
Ostateczna decyzja - nie czytam już tych idiotyzmów dalej. Choćby się waliło i paliło.
18 Listopada 2008 o 10:27
Mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa!!!
Jakże okrutnie skrzywdzilem towarzyszy mikkolubów, twierdząc że chcą zlikwidować wszystkie podatki dlatego, bo są anarchistami!!!!
Przecież państwa bez podatków są - państwa w pełni komunistyczne.
Podatek występuje tam, gdzie ludzie posiadają zdolność samodzielnego zarabiania. Podatek występuje tam, gdzie ludzie posiadają prywatną własność.
W komunizmie, gdzie poza przysłowiowymi gaciami na dupie komunistycznego niewolnika wszystko należy do państwa - firmy, domy, środki transportu - podatków od obywateli nie ma z czego pobierać.
Dlatego np. w PRL hutnik tyrający w państwowej hucie nie płacił podatków, bo funkcjonował w socjalistycznej części gospodarki. Państwo samo sobie brało pieniadze z dochodów państwowej huty na swoje potrzeby czyli funkcjonowanie państwa.
Podatki za to płacili w PRL prywatni przedsiębiorcy - gdyż oni funkcjonowali w enklawach kapitalizmu.
——
Reasumując - zważywszy na komusze korzenie mikkolubstwa - zwalczające wszelkie podatki (objawy kapitalizmu) krytokomunistyczne mikkolubstwo chce najwyraźniej powrotu komuny, bo tylko w komunizmie państwo może funkcjonować bez nakładania na obywateli podatków.
Jeszcze raz towarzyszy komunistów-mikkistów przepraszam.
18 Listopada 2008 o 12:33
NIE MOGĘ KOMENTOWAĆ?!
18 Listopada 2008 o 13:34
@hglkbrj:
bacz, debilku, byś nie zgłupiał od mądrości swojej.
18 Listopada 2008 o 14:15
Jeżeli mikkolubstwo komuchowate tylko bezsilne obelgi potrafi miotać w odpowiedzi na moje wpisy - to tym bardziej potwierdza moje racje.
Mogło by mikkolubstwo podkulić ogonki i nic nie mówić, skoro w żaden sposób nie potrafi obronić doktrynki komunomikkizmu przed rzeczową krytyką
18 Listopada 2008 o 14:42
kiepszaku z wpisów 22 - 25, niech odpowiedzią na twoje bredzenie będzie fragment wpisu nr 6, w którym pan @Pajac doskonale ujął metodologię twojego działania:
“…Trzeba naginać teksty jak się da i selektywnie dobierać cytaty. Tylko w ten sposób lewactwo potrafi stworzyć pozory argumentacji. Zamiast czepić sie samej idei tego porównania wybiórczo wyszukuje błędy i stara się mikkofob stworzyć “rzetelny” obraz swoich wypowiedzi.”
18 Listopada 2008 o 15:50
Do powyższego dodam, że po raz kolejny mikkofob uniknął udzielenia odpowiedzi. Zamiast zaakceptować, że podatku VAT nie było nigdzie, zanim nie wprowadzono go we Francji zaczyna mikkofob pleść głupoty jaki to VAT jest wspaniały i kochany. Słabo mikkofobie. Poza tym, teza, jakoby mikkofob zakończył czytanie tekstu tuż przed niewygodnym zdaniem wydaje mi się mocno nagięta. Najlepiej udawać, że niewygodna prawda nie istnieje!
18 Listopada 2008 o 17:16
“”Ten nowoczesny podatek ma niesamowitą zaletę - jest ANONIMOWY i nie jest przypisany do osoby znanego z góry płatnika.. “”
Tak, i udeża z całą siłą w osoby zarabiające stosunkowo mało. Osoba, która dysponuje niskim dochodem (załóżmy, że 1000 na rękę) wydaje pieniądze na bieżącą konsumpcję (wiadomo - jedzenie, czynsz, woda itp) obłożoną najczęściej 22%, Taka osoba nie ma praktycznie szans (w przeciwieństwie do zarabiających więcej) na jakąkolwiek ulgę - gdyż nie stać jej np na internet żeby go potem odliczyć.
I tak wydając 100% pensji płaci ok 220 zł VAT. A np. osoba zarabiająca 12 000 zł wydaje na bieżącą konsumpcję np. 6 tysięcy i potrafi wycisnąć z tego nawet 1000 zł ulg więc płaci VATu tyle co osoba z 1000 złotych w portfelu. hglkbrj - zajrzyj do ustawy budżetowej, VAT dorzynający zarabiających mało i ludzi stosunkowo małozamożnych stanowi największe źródło dochodów państwa - na drugim miejscu akcyza, także uderza w biednych, potem porównaj to z budżetem takiej UK gdzie głównym źródłem dochodów jest PIT i CIT.
Zacznijcie krytykować konstruktywnie, a nie obrzucać się gównem.
18 Listopada 2008 o 17:18
@hglkbrj
No chyba, że tak ma wyglądać “sprawiedliwość społeczna” tzn obłożyć wszystkich takim samym % podatkiem za to dać bogatym możliwość ulg tak aby wyszło, że wszyscy kwotowo płacą tyle samo ale za to różnica procentowa podatku odnośnie uzyskiwanego przychodu jest miażdżąca ;)
18 Listopada 2008 o 18:19
@Pajac:
“Do powyższego dodam, że po raz kolejny mikkofob uniknął udzielenia odpowiedzi. Zamiast zaakceptować, że podatku VAT nie było nigdzie, zanim nie wprowadzono go we Francji”
A po co?
Nie neguję faktu, że jest to niedawno wprowadzony podatek - bo jest nowoczesny. Tu akurat doktor praw Gwiazdowski zerżnął poprawnie, gorzej mu poszło z dochodowym - tu nie wystarczyło bezmyslnie wklepac do wyszukiwarki “podatek dochodowy”, tu trzeba było rozumieć jego istotę - i WIEDZIEĆ, że podatkiem dochodowym jest równiez dziesięcina. O tym w wikipedii nie pisali, to skąd mikkokomuna ma o tym wiedzieć, chłe, chłe :-)
A poza tym - co tam komusze mikkolubstwo może wiedzieć o podatkach. Podatki to domena gospodarki KAPITALISTYCZNEJ, KOMUSZE PAŃSTWA FUNKCJONOWAŁY BEZ PODATKÓW.
18 Listopada 2008 o 20:11
@kazio:
“Tak, i udeża z całą siłą w osoby zarabiające stosunkowo mało. Osoba, która dysponuje niskim dochodem (załóżmy, że 1000 na rękę) wydaje pieniądze na bieżącą konsumpcję (wiadomo - jedzenie, czynsz, woda itp) obłożoną najczęściej 22%, ”
Pomine już, że żywność jest obłozona najczęściej podatkiem VAT 7% - lecz co innego uderza - obłuda mikkolubstwa.
Same mikkolubstwo chce zgnieść biedaków bezlitosnym, jednakowym dla miliardera i bezdomnego, super zarabiajacego i bezrobotnego kaleki pogłównym - a tu “pochyka się z troską” nad biedakiem, gdy chodzi o VAT…
Obłudnicy…
VAT, mikkoluby - to w przeciwieńskie do kretyńskigo pogłównego, podatków dochodowych czy majątkowych taki podatek, w którym sam płatnik decyduje, czy chce płacic podatek, czy nie chce. Gdy go stać - kupuje towar i płaci. Nie stać - nie kupuje i podatku nie płaci.
Ale co wy, mikkolubne komuchy, możecie wiedzieć o kapitalistycznych podatkach…
18 Listopada 2008 o 23:33
“VAT, mikkoluby - to w przeciwieństwie do kretyńskiego pogłównego, podatków dochodowych czy majątkowych taki podatek, w którym sam płatnik decyduje, czy chce płacić podatek, czy nie chce. Gdy go stać - kupuje towar i płaci. Nie stać - nie kupuje i podatku nie płaci.”
Podatnik nie ma możliwości nie płacić podatku no chyba że chce umrzeć z głodu, więc co za bzdury piszesz one są obowiązkowe wliczone we wszystko np w paliwie a im wyższe ceny paliwa tym droższy transport i wyższa cena np chleba w sklepie który jest obłożony vatem zdaje się że na niektóre owoce jest 0% stawka vat ale mogę się mylić jak raz byłem w biedronce wziołem do koszyka kilka towarów i każdy miał inną stawkę vatu na paragonie. Podatki powinny być ale nie takie jak teraz wystarczy liniowy 7% albo 10% i starczy. A pewnie jeszcze powiesz że podatek Belki jest ok no i oczywiście dochodowy też :>
19 Listopada 2008 o 03:47
“paragonie. Podatki powinny być ale nie takie jak teraz wystarczy liniowy 7% albo 10% i starczy. A pewnie jeszcze powiesz że podatek Belki jest ok no i oczywiście dochodowy też :>”
Podatki powinny być takie, żeby zapewnić niezbędne usługi publiczne i socjalne oraz nie być zbytnim obciążeniem dla gospodarki.
Same podatki nic nie znaczą, znaczą jedynie w kontekście całego systemu.
Mikkolubstwo lubi mówić o likwidacji podatków, ale o likwidacji wydatków jakoś nie.
19 Listopada 2008 o 10:59
@hrkbcj:
“”Same mikkolubstwo chce zgnieść biedaków bezlitosnym, jednakowym dla miliardera i bezdomnego, super zarabiajacego i bezrobotnego kaleki pogłównym - a tu “pochyka się z troską” nad biedakiem, gdy chodzi o VAT…
Obłudnicy…”"
Rozbawiłeś mnie po prostu, właśnie teraz podatek VAT bardziej przypomina pogłówne niż idealny podatek o jakim piszesz. Każdy człowiek musi konsumować (no chyba, że chce mieszkać pod mostem, załatwiać się do rzeki i jeść trawę jak krowa - wtedy rzeczywiście VATu nie zapłaci . . .) przy czym ludzie wydają mniej więcej tyle samo (mniej więcej tzn bogaty wyda 3x tyle co biedny ale zarabia 10x tyle) Po prostu wydatki wzrastają wraz z dochodami ale powyżej pewnego poziomu przestają rosnąć - np. wydatki na jedzenie. Przy czym osoba bogatsza nie wydaje wszystkiego, ma środki na inwestycje, z których odliczy VAT . . . Wychodzi na to, że wszyscy płacą mniej więcej tyle samo.
“”ame mikkolubstwo chce zgnieść biedaków bezlitosnym, jednakowym dla miliardera i bezdomnego, super zarabiajacego i bezrobotnego kaleki pogłównym”" - zgnieść biednych to chcą wszelakiej maści faszyści i głosiciele teori “o równości wszystkich ludzi”. Skoro, jak twierdzą socjaliści, ludzie są równi to powinni być traktowani tak samo (a chyba nie ma możliwośći zróżnicowania bardziej niż majątkowo tzn jeden płaci 100000, a drugi nic) to 1 I każdego nowego roku proponuje pobierać od każdego, od noworodków po stojących nad grobem staruszków dajmy na to 5 tysięcy zamiast wszelkich innych podatków, które zostałyby zniesione. Idealna równość po prostu;)
Albo uznajemy, że pomysł równości to wynalazek faszystów nijak mający się do rzeczywistości. Ludzie nie są równi więc będą różnie traktowani. Dajemy spokój niepełnosprawnym i staruszkom i pobieramy tylko 10 - 20 % podatku CIT i PIT uznając, że płacić będą Ci co mogą.
Najdziwniejsze moim zdaniem jest to, że obecny system polityczno podatkowy z logicznego punktu widzenia to jedna wielka sprzeczność. Ludzie “są równi” ale są różnie traktowani, gwarantuje się wolność komunikowania się ale ABW rejestruje wszystkie przesyłki, wolność gospodarcza ale licencje, koncesje, pozwolenia, zezwolenia. . . Nawet nie można wywieźć z tego faszystowskiego kraju WŁASNEJ sztabki złota, kupionego za zarobione przez siebie pieniądze bez stosownego pozwolenia . . .
19 Listopada 2008 o 11:36
@35
Nie rozumie mikkolub, że VAT umożliwia decyzję podatnika, czy chce go płacić, czy nie. Nie ma przymusu kupowania chleba z VAT - może kupic na targowisku zboże, zrobić z niego mąkę i upiec chleb samemu. Nie musi korzystać z transportu samochodowego - może się przemieszczać pieszo.
Jest możliwe życie bez płacenia VAT. Zatem nie łzyj po mikkistytcznemu, najgorszym podatkiem dla biedaka jest pogłówny, lansowany przez skandalistę Janusza Mikke.
——–
“A pewnie jeszcze powiesz że podatek Belki jest ok
no i oczywiście dochodowy też”
“Podatek Belki” jest rodzajem podatku dochodowego. I nie widzę powodu, dla którego biedny szewc miałby płacić podatek dochodowy, a daytrader giełdowy, który zarobił miliony - nie płacił podatku dochodowego.
19 Listopada 2008 o 11:59
“…najgorszym podatkiem dla biedaka jest pogłówny…”
A pytałeś biedaka??? To co się odzywasz????
19 Listopada 2008 o 12:35
@ niepoprawny
“Podatek Belki” jest rodzajem podatku dochodowego. I nie widzę powodu, dla którego biedny szewc miałby płacić podatek dochodowy, a daytrader giełdowy, który zarobił miliony - nie płacił podatku dochodowego”.
Chwala Bogu, a juz myslalem ze tylko ja na tym forum tak mysle. Na pocieszenie Ci powiem ze poza nami dwoma tak mysli ok 30 panstw na liscie IEF, czyli jakies 800 mln ludzi. Poza tym vat =10 % i stawki podatku progresywnego takie jak zrobila P.Gilowska, skladka Zus proporcjonalna do zarobkow i juz jest Zachod. Nie potrzeba rewolucji robic.
19 Listopada 2008 o 13:02
Najlepszym podatkiem jest podatek progresywny ktory propagowal Adam Smith. Wywodzil sie on z podatku poglownego, 3 stopniowego istniejacego na terenach Europy Zachodniej. Najbiedniejsi nie placili (tzw poll tax), potem dwie stawki dla srednich i wysokich dochodow. To wprowadzili w Anglii w 1798 a 200 lat potem w Polsce.
20 Listopada 2008 o 00:01
do 38
“Nie rozumie mikkolub, że VAT umożliwia decyzję podatnika, czy chce go płacić, czy nie. Nie ma przymusu kupowania chleba z VAT - może kupić na targowisku zboże, zrobić z niego mąkę i upiec chleb samemu. Nie musi korzystać z transportu samochodowego - może się przemieszczać pieszo.”
Takie postępowanie byłoby w praktyce nie efektywne, poprostu bez sensu więc ten przykład można by włożyć między bajki.
20 Listopada 2008 o 22:04
Polecam przeczytać:
http://skijumping.pl/wiadomosci/9662/Malinka-budynek-czy-budowla/
autor: Marco Polo , 20 listopada 2008, 15:56
tu by się przydal Korwin albo Piłsudski
Jak nie lubię Piłsudskiego tak stwierdzam, że w tym wypadku byłby najlepszym rozwiązaniem. Wpadłby jak burza, stłukł kogo trzeba po urzędniczej mordzie i byłby swięty spokój.
Jeszcze raz widać jak na dłoni, ze w panstwach gdzie rządzi urzędnik w najprostszej sprawie nie można dojść do ładu. Jak słucham jednej i drugiej strony to widzę, że nieważne, że w skocznię włozono kilkadziesiąt baniek. Nieważne, że będzie stała odlogiem. Wazne, że ktoś będzie stosował prawo. Chore prawo, które wali obuchem czy cepem w zwykły sens. Ja się pytam: to po co tę skocznię wybudowano?
Szkoda, że JKM nie interesuje sie tym portalem. Wpadłby, przeczytał ten artykuł, napisałby trzy zdania i byłoby pozamiatane. Dla każdego byłoby jasne co trzeba zrobić. Od A do Z.
Ale w Polsce zamiast Korwinów rządzą Tuski. i dlatego jest jak jest.
20 Listopada 2008 o 22:05
cd.
autor: SKI (*-74.euro-net.pl), 20 listopada 2008, 18:02
@MarcinBB (mhj007@wp.pl)
Jeśli chodzi o prawo budowlane i urzędy z nim związane- zdrowy rozsądek nie ma szans. Co urzędnik- to interpretacja przepisów. Jeśli nie zgadzasz się z interpretacją urzędnika i wiesz, że masz rację, wtedy urzędnik rzuca słynne zdanie: ‘W takim razie proszę przedstawić interpretację prawną.” Szkoda Ci na to czasu i kapitulujesz.
Zdarzają się też urzędnicy zdroworozsądkowi, którzy widzą bezsens niektórych przepisów, jednak muszą się ich trzymać.
Izby Inżynierów przesłały swoim członkom w lipcu br. do zaopiniowania projekt zmian prawa budowlanego. Niektóre zmiany są słuszne, uproszczą życie, ale niektóre, nawet te z kategorii uproszczeń, wprowadzą kolejny bałagan. Jeśli nowe zapisy zostaną przyjęte przez parlament w pierwotnym kształcie, ew. po wprowadzeniu drobnych zmian- znowu wyjdzie, że to ludzie są dla przepisów.
Wg mnie inżynierowie- to druga, po prawnikach oczywiście, grupa zawodowa, która na co dzień zajmuje się przepisami prawnymi.
21 Listopada 2008 o 12:14
@Let:
Przeczytałem ten link.
1. Cwaniaczek chce, by, cytuje “budynek traktowano nie jako budynek, tylko jako budowlę”
A mądry uczciwy urzędnik odmawia mikkowania i budynek jak sama nazwa wskazuje - traktuje jako budynek.
2. Cwaniaczek chce, by jego wyciąg był opodatkowany korzystniej, niż inne wyciągi - choc prawo tego zabrania. Mądrzy urzędnicy nie chcą mikkować - a mikkolubstwo gardłuje, że urzędnika trzeba po mordzie lac.
Na szczescie mamy Nomalie, a nie mikkowate bezprawie, gdzie cwaniaczek moze sie migac bezprawnie od podatkow.
Urzednikowi medal i premie!!!!!!
21 Listopada 2008 o 17:25
i kule w łeb :>
22 Listopada 2008 o 17:37
I kulę w łeb - mikkolubowi :-)
23 Listopada 2008 o 12:28
Czy Kopernik nie miał raczej na myśli faktu, że monety o większej wartości (np. złote) są chowane jako oszczedności, zaś w obiegu krążą monety srebrne i miedziane? Że nikt nie oszczęda w monetach srebrnych i miedzianych?
23 Listopada 2008 o 13:30
Oczywiście, że nie, drogi mikkolubie.
Kopernik zauważył, że moneta dobra (najczęściej z dużą zawartością srebra) jest wypierana przez gorszą monetę również nazywaną srebrną, lecz mającą mniej srebra w swoim składzie.
Dziś, gdy w praktyce nie ma srebrnych monet w obrocie, a fałszerstw pieniędzy dokonują na drobna skalę przestępcy indywidualni, a nie na potężna skalę bezkarni m***rchowie - prawo Kopernika-Greshama nie ma praktycznego zastosowania.
Mikkolubstwo = kompletna ignorancja ekonomiczna
24 Listopada 2008 o 18:40
wyrażenie “podatek dochodowy” składa się z dwóch wyrazów: “podatek” i “dochodowy”
Jeżeli autor pisze “podatek dochodowy” to raczej akcentuje słowo “dochodowy”, gdyż jakby chodziło wyłącznie o podatek to by nie było potrzeby pisania “dochodowy”. Zatem sprawdź co znaczy “DOCHÓD” w słowniku wyrazów obcych, może Ci się coś rozjaśni w głowie. Możesz się też zaszyć się w bibliotece i poczytać tam o “dziesięcinie”. Hint: od czego była pobierana dziesięcina?
Nie zupełnie rozumiem, dlaczego wolnorynkowców nazywa się per “mikkoluby”. Mimo, że zgadzam się z większością poglądów JKM to może go nie lubię - w sumie forumowicze w większości nie znają osobiście JKMa, więc skąd mają wiedzieć, że go lubią?
Nawiasem mówiąc, drodzy Keynesiści - czy to nie lepiej mieć opozycję w postaci wolnorynkowców?
Możecie teraz się na nas wolnorynkowcach powyżywać, bo przecież ogólnie wiadomo, że podatek jest najlepszym wynalazkiem - proponuję 100% podatku dla Keynesistów - będą mieli najsilniejszą armię, syte dzieci, świetnie wyedukowane, “darmowe obiady”, świetne drogi i autostrady. Na razie mamy obciążenia podatkowe tylko 80% łącznie i jest już rewelacyjnie, a będzie jeszcze lepiej jak dobijecie do 100%, prawda?
I POparcie dla rządu wyniesie 102%!!!
24 Listopada 2008 o 20:56
Moje lenistwo zostało ukarane, bo właśnie chciałem prosić Pewną Osobę o zapoznanie się z definicją podatku dochodowego - najlepiej pewuenowską, ale się o tę godzinę spóźniłem.
Za to, jeśli chodzi o decyzję urzędniczą w sprawie kwalifikacji budowli/budynku w Wiśle Malince, to też przyznaję, że urzędnik postępował prawidłowo. Wprawdzie byłem w swoim czasie ganiony, gdy wtrąciłem się do dyskusji o zaliczeniu marchewki w poczet owoców, ale to właściwie, tym bardziej powinienem być za budynkiem.
Z tym, że nie wiem o co chodziło kol. Letowi, gdy zamieszczał ten link. Czy chciał się przyczepić do urzędnika, czy do przepisów. Jeżeli to drugie, to słusznie uczynił, bo takie przepisy prowadzą do tego, że w innym miejscu urzędnik uzna to jednak za budowlę. Nawoływanie do nagrodzenia go też ma swoją wymowę, bo facet, na dobrą sprawę, niczego szczególnego nie zrobił - normalnie się zachował, prawda?
No, i dzięki temu ocalił konto gminne/miejskie (niepotrzebne skreślić) przed uszczupleniem przez inną instytucję państwowej proweniencji. Dla ogółu podatników - efekt niby żaden, a jednak…
Co zrobi COS, żeby ten podatek od budynku jakoś sobie powetować? Ano - wliczy go w cenę biletów lub wynajmu skoczni (wynajemca - w bilety). A więc kupujący bilet, za pieniądze, które mu zostały po zapłaceniu ZUS-u i podatku dochodowego, opłaci nie tylko VAT, ale także (w części) ten podatek od budynków. Oraz podatki od innych składowych kosztów, doliczonych do ceny biletu. I co - nie dobije to razem do okolic legendarnych 80%?
24 Listopada 2008 o 20:59
“Nie zupełnie rozumiem, dlaczego wolnorynkowców nazywa się per “mikkoluby””
To jasne, żeby im się przypodobać!
24 Listopada 2008 o 21:03
“Dziś, gdy w praktyce nie ma srebrnych monet w obrocie, a fałszerstw pieniędzy dokonują na drobna skalę przestępcy indywidualni, a nie na potężna skalę bezkarni m***rchowie - prawo Kopernika-Greshama nie ma praktycznego zastosowania.”
Myślę, że Prezesi NBP i MinFinowie mogą się tym poczuć niedocenieni.
24 Listopada 2008 o 21:17
JAK BRZMI PODSTAWOWA ZASADA ANARCHOKAPITALIZMU?
autor: anarchokapitalizm, 2008-11-24 18:38:22
Według mnie
PODSTAWOWA ZASADA ANARCHOKAPITALIZMU
brzmi następująco:
ABSOLUTNIE NIKT NIE MA PRAWA ZAINICJOWAĆ UŻYCIA SIŁY
WOBEC INNYCH LUDZI
ALE ZA TO, ABSOLUTNIE KAŻDY, KTO ZOSTANIE W JAKIKOLWIEK SPOSÓB ZAATAKOWANY MA PEŁNE PRAWO DO OBRONY.
NATOMIAST JAKAKOLWIEK WYMIANA DÓBR I WARTOŚCI
W WOLNYM SPOŁECZEŃSTWIE
ODBYWA SIĘ NA ZASADZIE DOBROWOLNEJ WYMIANY
NA NICZYM NIESKRĘPOWANYM WOLNYM RYNKU.
najwspanialsze w tej prostej zasadzie jest to, że kiedy społeczeństwo dorośnie do stosowania jej w praktyce wejdzie na niespotykany do tej pory w historii ludzkości poziom rozwoju i dobrobytu.
Zainteresowanych tematem zapraszam do dyskusji w komentarzach na stronie http://www.anarchokapitalizm.bloog.pl