W Parlamencie Europejskim w Brukseli zwycięstwem socjalistów zakończyła się debata nad wolnym rynkiem usług w Eurolandzie. Przyjęta dyrektywa nazywana “liberalizującą” zabrania pracy wschodnim Europejczykom za stawki niższe niż przyjęte na Zachodzie, nawet jeśli zatrudniani i zatrudniający sami tego chcą.
W czasie obrad do Brukseli samolotami i autokarami przyjechali “bezrobotni” i “ofiary kapitalizmu” z całej Europy, by protestować przeciwko ewentualnym próbom ukonkurencyjnienia ponoszących klęski gospodarek europejskich. Na znak solidarności z ludźmi pracy Eurolandu i na własną szkodę protestowali również dość licznie Polacy.
Rządy Hiszpanii, Holandii, Polski, Republiki Czeskiej, Węgier i Wielkiej Brytanii wysłały list do komisarza ds. rynku wewnętrznego Karola McCreevy, przekonując go, aby nie ulegał naciskom Parlamentu w sprawie dyrektywy o usługach.
W liście, ministrowie i sekretarze stanu z sześciu państw członkowskich ostrzegają, że UE będzie potrzebowała “konkurencyjnych rynków”, aby sprostać wyzwaniom ze strony Chin, które wkrótce będą silniejsze gospodarczo niż którekolwiek z samodzielnych państw członkowskich.
Sukcesy europejskiego socjalizmu z pewnością cieszą Chińczyków (i Hindusów). Kraje te w błyskawicznym tempie nadrabiają cywilizacyjne zapóźnienia. Chiny w latach 19782006 osiągają średnio 9-procentowy wzrost PKB (Polsce nie udało się to w tym czasie ani razu - ani poza “europejską strefą dobrobytu”, ani już po przystąpieniu do niej).
Recepta na sukcesy Chin jest banalnie prosta i ze względu na to, iż jest to kraj rządzony przez inżynierów z Politbiura (pięciu spośród dziewięciu) - stosowana z matematyczną, żelazną konsekwencją: żadnych związków zawodowych, przywilejów socjalnych, żadnych ZUS-ów, obciążeń fiskalnych i jak najmniej ideologii w gospodarce, według być może niezbyt etycznej i ideowej zasady “nieważne czy kot czarny, czy biały, byle łowił myszy”.
Stopniowe, ewolucyjne, acz konsekwentne i nie pozostawiające żadnych wątpliwości co do tego, jaki jest ostateczny kierunek, całkowite wycofanie się państwa z gospodarki i decyzji ekonomicznych obywateli, jak najmniej opiekuńczości. Jak najwięcej wolności ekonomicznej, choćby konsekwencje tego stanu rzeczy miałyby być jak najbardziej złowrogie.
“Z roku na rok miliard ludzi pozbawiono >żelaznej miski ryżu<. Edukacja i opieka medyczna stała się płatna. Różnice w zamożności zaczęły się błyskawicznie powiększać i dziś poziom zamożności niektórych grup społecznych różni się tak, jak poziom życia w Senegalu i Hiszpanii” - mówi Xiao Li socjolog z Uniwersytetu Pekińskiego, “w pewnym momencie setkom milionom ludzi powiedziano >bogaćcie się< i pozostawiono samym sobie”.
Nie wszyscy na wolności ekonomicznej skorzystali. Najbardziej do serca rewolucyjne hasło chińskiego przywódcy wzięli sobie jego partyjni towarzysze. Ci spośród nich, których natura obdarzyła talentem do biznesu, dość szybko w nowej sytuacji stali się elitą finansową Państwa Środka. Nie bez znaczenia były tutaj telefony do kolegów, zapisane w notesach i “znajomości”, bez których w Chinach (a właściwie w całej Azji) niewiele można zdziałać. Zaistniało tutaj w klasycznej formie zjawisko, które w polskim dyskursie Jarosław Kaczyński nazwał “lumpenliberalizmem”, a więc przekonanie, że “pierwszy milion trzeba ukrać”. Po tym okresie nastapiła w Chinach konsolidacja kapitalizmu, nazywanego dla niepoznaki komunizmem, w którym “starzy towarzysze” zapewniwszy sobie uprzywilejowaną pozycję stali się obrońcami sprzyjającego im systemu.
Ale to nie jedyna ciemna strona fantastycznego wzrostu gospodarczego i wielkiego skoku, jakiego dokonały Chiny z nazwy wciąż komunistyczne. Przede wszystkim, wzorem np. dyktatury Pinocheta, nie ma w Chinach odwrotu od “efektywnej gospodarki”. Każdy, kto próbuje krytykować turbokapitalistyczną linię partii, kontestować sens “jedynie słusznych reform”, trafia do łagru albo na wygnanie.
Dość powszechnymi praktykami jest też wyrzucanie chłopów z ziemi za symboliczne odszkodowania, by nie przeszkadzali oni w błyskawicznym (a nie jak w Polsce, po 10 latach “przygotowywania stanu prawnego” i protestach ekologów) wybudowaniu drogi, mostu czy fabryki.
Nic dziwnego, że na świecie, a zwłaszcza w oświeconej i demokratycznej Europie praktyki te budzą wielkie oburzenie. Najwięcej niepokoju wśród opiniotwórczych elit Europy wywołuje chiński “dziki kapitalizm”, a więc robotnicy pozbawieni nie tyle wszelkich przywilejów socjalnych (jak np. prawo do urlopu), co po prostu wszelkich podstawowych praw, takich jak normowany czas pracy, brak ubezpieczeń czy nawet brak ZUS-u i systemu emerytalnego! (starszymi według chińskiej tradycji opiekuje się rodzina). Tamtejsi robotnicy, głównie z zachodnich prowincji Chin, stanowią już klasę podludzi, która pracując po 16 godzin dziennie, przez sześć dni w tygodniu, zarabia jedynie 100 $ miesięcznie i pozbawiona jest wszelkich praw, o które się nawet nie upomina.
“Nazywamy ich syczuańską armią, gdyż pochodzą z Syczuanu. Są brązowi, mówią z charakterystycznym akcentem i wykonują u nas pracę, jaką my, kantończycy, gardzimy i z reguły się jej nie podejmiemy. To w większości ludzie prości i prymitywni, ale nasza prowincja wiele im zawdzięcza, bez ich pracy taki szybki rozwój i nasz wysoki poziom życia byłby niemożliwy” - mówi informatyk z Kantonu Huang Jun Yu.
W sytuacji, w której w Polsce ze względu na obciążenia podatkowe i “ochronę” pracowników praca jest dobrem luksusowym, a ludziom bardziej niż pracować opłaca się wyjechać do Londynu, przejść na lewą rentę czy po prostu pić alkohol, konkurowanie w segmencie tanich produktów (takich jak np. tekstylia) z chińską Fabryką Świata jest po prostu porywaniem się z motyką na słońce.
Chiński turbokapitalizm i bezwzględną rolę rządu jako strażnika fantastycznego wzrostu gospodarczego, a zarazem dławiciela wszelkiej wolności - poza gospodarczą - trudno ocenić w sposób jednoznaczny (zwłaszcza w kontekście europejskich norm, ideałów i oczekiwań). Samowola władz była w Chinach przez cztery tysiące lat istotnym elementem chińskiej tożsamości kulturowej, gdzie bezprawie “grup trzymających władzę” było prawem.
Wychowani w tej despotycznej z europejskiego punktu widzenia kulturze, Chińczycy dość szybko adaptują się do realiów XIX-wiecznego Germinalu z powieści Zoli.
Rozterki użalających się nad nimi europejskich intelektualistów mogłyby ich nawet zdziwić. Chińscy chłopi przybyli do miast i pracujący po 16 godzin dziennie, pozbawieni wszelkich praw i przywilejów, traktują to jako przygodę swego życia, awans społeczny czy też źródło dochodów i utrzymania swojej rodziny, która pozostaje na wsi. Marzą o tym, że kiedy odłożą już trochę pieniędzy, otworzą własny sklep lub restaurację.
Nie wiedząc, jak wygląda życie w Europie, gdzie bezrobotni latają samolotami po całym kontynencie, by protestować przeciwko rozwojowi gospodarczemu, nie cierpią ani, przynajmniej
na razie, nie domagają się zmian.
Zdaniem Europy, tu właśnie tkwi największy błąd w chińskiej mentalności i trzeba go zmienić. Nie chodzi tu zresztą tylko o dylematy europejskich “humanistów”, ale zwyczajnie o fakt, iż nie da się skutecznie konkurować z ludźmi, którzy nie mają skłonności socjalistycznych. Z pieniędzy europejskich podatników finansowanych jest wiele organizacji pozarządowych które mają oświecać i promować socjalistyczną świadomość wśród Chińczyków, a także demokrację i prawa człowieka.
Pomysł ten jest wielce sensowny. Jeśli bowiem chiński lud posmakowałby zdobyczy socjalnych, z dużym prawdopodobieństwem doprowadziłoby to do szybkiego rozłożenia najdynamiczniejszej gospodarki świata, a to oznaczałoby, że Europejczycy będą mogli zachować swoją dominującą pozycję w zglobalizowanym świecie, nic nie robiąc.
Największą przeszkodą dla sukcesu europejskiej propagandy jest jednak fakt, że jak na razie “zdobycze socjalne” słabo zakorzeniają się w dorabiających się i zakochanych w konsumpcjonizmie Chinach, a dyktatura Partii Komunistycznej zrobi wszystko, by nie dopuścić do promocji socjalizmu, wiedząc choćby z okresu 1949-1978, że podobne praktyki doprowadzą do nędzy każdy naród na świecie, choćby najbardziej pomysłowy i pracowity. Z tego względu w Chinach (podobnie jak w Rosji) działalność wszystkich zagranicznych organizacji pozarządowych promujących demokrację, prawa człowieka i pracownika - jest zakazana.
Wygląda na to, że w Starej Europie (oraz biorącej z niej przykład Nowej Europy - traktującej to jako awans cywilizacyjny i nobilitację) nie ma ducha młodości i ducha walki. Zeszłoroczna wojna tekstylna wyraźnie pokazała, że w warunkach wolnej konkurencji socjalistyczna Europa w starciu z turbokapitalistycznymi Chinami jest zupełnie bezradna. Otwarcie granic na swobodny handel szybko obnażyło słabość i nieprzygotowanie Starego Kontynentu, które mieszały się z zaskoczeniem wynikającym z poczucia własnej cywilizacyjnej wyższości. W czasie gorących sporów paradoksalnie “komunistyczne” Chiny występowały w roli zwolenników “globalnego wolnego handlu” i “obrońców wolności gospodarczej”, podczas gdy brukselscy eurokraci (na prośbę głównie Francji, Włoch i Hiszpanii) ratowali się przed zalewem chińskich tekstyliów protekcjonizmem i wprowadzaniem kwot.
Jakiż to paradoks, że to właśnie pekińscy towarzysze obstają przy czterech wolnościach: swobodnego przepływu kapitału, usług, ludzi i towarów, a nie oświeceni, brukselscy eurokraci…
N. Sarkozy został sfotografowany z “Kapitałem”. Niemiecki minister finansów P. Steinbrück stwierdził, że “niektóre poglądy myśliciela nie są nawet takie złe”. 2 komentarzy
Chcą wystawiać w szkołach spektakl o królewiczu, który zamiast wybranki znalazł wybranka 2 komentarzy
Kryzys finansowy i ekologiczny jako główne tematy obrad Rady ds. Społecznych Episkopatu Polski. Skomentuj
Zabrali ojca do aresztu pod zarzutem “fizycznego znęcania się nad dzieckiem” 9 komentarzy
Pakiet działań “wspierających koniunkturę gospodarczą” za 130 mld. 5 komentarzy
“Demokracja” aż do skutku: wiosną 2009 Irlandczycy zagłosują ponownie!? 26 komentarzy
4 Grudnia 2007 o 21:43
Akurat są to dwie skrajności, które w żadnym razie wolnościowcom nie powinny imponować, gdyż kiedy w eurokołchozie panuje ustrój socjalistyczny w gospodarce, to z kolei na Dalekim Wschodzie podobnie niewolniczy system mentalny, godny równie wielkiego potępienia ze strony szczególnie libertariańskiej. Dlatego kompletnie nie pojmuję tych zachwytów nad pospolitą tyranią rosyjsko-chińskich oligarchów partyjniackich na łamach NCz!
4 Grudnia 2007 o 22:22
“kompletnie nie pojmuję tych zachwytów nad pospolitą tyranią rosyjsko-chińskich oligarchów partyjniackich na łamach NCz!”
Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o…
4 Grudnia 2007 o 22:44
“Tamtejsi robotnicy, głównie z zachodnich prowincji Chin, stanowią już klasę podludzi, która pracując po 16 godzin dziennie, przez sześć dni w tygodniu, zarabia jedynie 100 $ miesięcznie”
“Chińscy chłopi przybyli do miast i pracujący po 16 godzin dziennie, pozbawieni wszelkich praw i przywilejów, traktują to jako przygodę swego życia, awans społeczny czy też źródło dochodów i utrzymania swojej rodziny, która pozostaje na wsi. Marzą o tym, że kiedy odłożą już trochę pieniędzy, otworzą własny sklep lub restaurację.”
No to mogą sobie pomarzyć - te 100 USD to tyle, by nie zdechnąć. Większość Chińczyków nigdy niczego się nie dorobi - i dlatego nie stanowią Chiny dla nas, Demokratycznych Europejczyków żadnego poważnego zagrożenia. Niech robią te swoje tekstylia za półdarmo - harując na dobrobyt mój i chińskiego kacyka. Tym sposobem nie mają szans odrobić gospodarczej zapaści między Europą a Chinami, mierzoną PKB per capita dziś kilkadziesiąt razy niższym od europejskiego.
Nawet podobają mi się działania UE w postaci wprowadzania płacy minimalnej. Nie będzie zrównania w dół do poziomu Chin, lepiej by mądrzy i bogaci Europejczycy więcej interesowali się tymi gałęziami gospodarki, gdzie się dużo zarabia, czyli wymagane jest nie bezmyślne, ogłupiające i beznadziejne tyranie po 16 godzin 6 dni w tygodniu przy produkcji pepegów, lecz twórcza kreatywność, poparta wykształceniem. Uczmy się, niech chiński półniewolnik robi nam pepegi za półdarmo, my zajmiemy się informatyką, wytwarzaniem dóbr luksusowych i wysoko przetworzonych za ciężkie pieniądze.
Niech nasze europejskie dzieci się bawią i uczą, a nie harują.
Jesteśmy bogatsi i mądrzejsi od żółtków i niech tak zostanie.
Amen.
A tych porypów, co nam chcą zaaplikować chińsko-ruski zamordyzm i chińsko-ruską biedę, wyslijmy do Chin lub za Ural, niech tłuką pepegi za 100USD na miesiąc.
4 Grudnia 2007 o 22:47
“Dlatego kompletnie nie pojmuję tych zachwytów nad pospolitą tyranią rosyjsko-chińskich oligarchów partyjniackich na łamach NCz!”
Przecież było wyraźnie napisane o ciemnych stronach chińskiego systemu. Artykuł jest obiektywny.
5 Grudnia 2007 o 00:06
Zdaniem Muekke’go i Pyffla marzeniem kazdego “konserwatywnego liberala” powinna byc praca przy produkcji tanich (i tandentnych) butow, lub psujacych sie po trzech miesiacach telewizorow. Bez ubezpieczenia, bez emerytury, tylko przegryzajac ludzkimi plodami, szesnascie godzin na dobe, szesc dni w tygodniu… Czy Muekke & Pyffel zauwazyli, ze aby z nimi konkurowac powinnismy pracowac 18 godzin na dobe i siedem dni w tygodniu?
Muekke & Pyffel! Co wy tu jeszcze robicie? Jedzcie do swojego wymarzonego raju.
5 Grudnia 2007 o 09:50
Ja mam następujące pytanie:
Czy Chiny rzeczywiście rozwijają się szybciej, niż Zjednoczona Europa i czy są w stanie w obecnym tempie rozwoju dogonić Europę?
Odpowiedź - nie są w stanie.
Nieważny jest wzrost procentowy, ważny jest wzrost liczony w wartościach bezwzględnych. Gdy Europa osiągnie wzrost procentowy PKB w wysokości np. 3%, a Chiny 10%, to wydawać by się mogło ludziom mniej inteligentnym (np. podatnym na proste manipulacje sympatykom UPR), że Chiny nas mogą szybko dogonić.
Nie dogonią tak łatwo, bo Europa z roku na rok ma większy przyrost bogactwa liczony w USD (a nie w procentach, przecież płaci się pieniędzmi, a nie procentami!), niż Chiny.
Niech się Chińczycy starają, i tak nas nie dogonią, tak samo, jak nie dogoni moich osobistych zarobków chiński wyrobnik, mimo, że procentowy wzrost zarobków chińczyka jest większy - ale ja mam podwyżkę co rok o np. 500 USD, a Chończyk o 50 USD.
5 Grudnia 2007 o 12:51
Stryju i wuju,
pokażcie mi do k…y nędzy fragment w tekście, w którym jest napisane: “…wprowadźmy rozwiązania chińskie w Europie…”
Tak was państwowe szkoły wykształciły, że czytać do tej pory nie umiecie.
5 Grudnia 2007 o 13:49
Mamucie - polecam zaglebic sie w jakis podrecznik do ekonomii (wolnorynkowej).
Odpowiedz - tak, sa w stanie, biznesmeni z Szanghaju juz teraz moga sobie pozwolic na luksusowe, swiatowe towary.
Trole - mam kilka rzeczy z Chin, robione na rozne rynki i pod roznymi licencjami, np. ocieplana koszula (cos w styly Alaska) z Chin na rynek USA sluzy 20 lat (!), polskie pruly sie po niecalym roku.
Zazdroszcze prostym robotnikom chinskim, ze nie musza oplacac rent i emerytur, a moga wychowywac swoich synow, zeby zadbali o nich na starosc. Za 50 lat ich dzieci bede zyly w komforcie i bogactwie, beda pracowac w dzien i spac w wygodnym lozku w nocy, to oczywiste.
5 Grudnia 2007 o 15:18
Korwin-Mikke pisał niegdyś o myśleniu TOTALITARNYM, które zabrania mi np. pochwalenia Hitlera za to, że był świetnym mówcą, gdyż po głowie kłębią mi się myśli dotyczące obozów koncentracyjnych.
5 Grudnia 2007 o 17:37
@mamut
Policzmy co będzie za 50 lat jeżeli trend się utrzyma, ustalmy, że średnio na miesiąc w Chinach zarabia się 100$ a w Europie 1000$
1000 * 1.03^50 = 4 383
100 * 1.1^50 = 11 739
To oczywiście tylko przykład, ale widać kto uważał na matematyce.
5 Grudnia 2007 o 17:42
Wedlug CIA factbook:
GDP na osobe
Chiny - $7600
Polska - $14400
dane za rok 2006
ku pokrzepieniu cerc i lepszej matematyce
pozdrawiam
5 Grudnia 2007 o 18:30
ku (nie?) pokrzepieniu serc:
http://212.191.65.66/~lmarcjan/Bardzoinne/national_humanconditions.png
http://212.191.65.66/~lmarcjan/Bardzoinne/national_iq.png
5 Grudnia 2007 o 22:03
Chiny może nie są państwem wzorowo liberalnym, ale w gospodarce doprowadziły do dużego rozluźnienia i kapitalizmu. Korupcja oczywiście wciąż istnieje na masową skale, ale bez euro-socjalistycznego płaszczyka, który kosztuje nas miliardy (bo tam kasę po prostu dają - a nas wydadzą jeszcze 20 razy tyle, żeby myslano, że to potrzebne).
Jak pokazał Amerykanista - Chińczycy mogą nas wyprzedzić znacznie szybciej niż przewidywał Myslibor - bo róznica nie jest 1:10 tylko 1:2.
Orientuje się ktos jakie są podatki w Chinach. Bo jak rozumiem z regulacją i rozrosniętą “pomocą socjalną” sobie tam poradzono.
5 Grudnia 2007 o 22:41
Jak na razie USA rozwija się szybciej od Chin. Czyli USA ucieka Chinom, a nie Chiny doganiają USA - czego UPRowcy nie rozumieją i opowiadają propagandowe bzdury za Januszem Mikke.
Już przeprowadzam dowód:
PKB nominalny (2006 rok):
Stany Zjednoczone 13 228 391 mln USD
Chiny 2 554 200 mln USD
Gdy USA będzie miało przyrost PKB o 3,2%, to USA stanie się bogatsze w porównaniu z rokiem ubiegłym o 363 308 mln USD.
Chiny przy przyroście PKB 11,1% staną się bogatsze o 283 516 mln USD
Czyli USA są w porównaniu do Chin coraz bogatsze i uciekaja Chinom.
Nauczta się liczyć, mikkoluby.
MIKKOLUBY DO SZKOŁY !!!!!!
5 Grudnia 2007 o 23:10
@Noqa
Rząd Chin dysponuje 20.8% PKB, dla porównania Polski rząd dysponuje 42.9% PKB, więc chyba można przyjąć, że w Chinach podatki są około o połowę niższe niż w Polsce.
Źródło: http://www.heritage.org/research/features/index/country.cfm?id=China
Gdy chce się trochę pobawić w symulowanie zmian PKB na mieszkańca dla Chin i Polski. Przy założeniu, że przyrost będzie stały 10% dla Chin i 6% dla Polski to okaże się, że Chiny wyprzedzą nas za 20lat.
5 Grudnia 2007 o 23:19
Bitwa USA vs. Chiny
PKB na mieszkańca, w USA=44000, w Chinach=7000
Stały wzrost PKB, w USA=3%, w Chinach=10%
Po 30 latach Chiny wygrywają pod względem PKB na mieszkańca
44000 * (1,03)^30 = 106 799
7000 * (1,1)^30 = 122 145
6 Grudnia 2007 o 02:19
Skąd wiadomo ,że za 10-20 lat Chiny nie zsocjalizują się oraz nie uprawoczłowieczą się? A wtedy wzrosną podatki znacząco i koszty zatrudniania chińczyków w fabrykach! Kto będzie wtedy tak ochoczo tam inwestował? Ile będzie wynosił tam wtedy WZROST GOSPODARCZY? Tyle co w Polsce-(Generalnej Gubernii) zapewne… Chiny nie dogonią nawet nas.
6 Grudnia 2007 o 03:04
@we
Moim zdaniem za 10-20 lat w Europie i USA będzie więcej socjalizmu niż w Chinach, więc dalej będą nas doganiać. Myślę, że spokojnie dogonią Polskę, ale zanim dogonią USA prawdopodobnie “cywilizowany świat” wzbudzi tam rewolucję socjalistyczną czy “walkę o prawa robotników”.
Może jednak Chiny nie wcisną sobie socjalizmu, tylko będą zwiększać swobody gospodarcze i poprawiać przestrzeganie prawa.
Tymi wyliczeniami chciałem pokazać, że niektórzy jeszcze umieją liczyć.
6 Grudnia 2007 o 18:25
Nie lekcewazmy Chinczykow. Popierajmy tam prawa czlowieka, wolne soboty, pakiety socjalne - tylko to moze utrzymac dominacje swiata zachodniego ktora jak wykazal Myslibor moze sie zakonczyc w ciagu 20-30 lat. Dlatego kwestia rescojalizacj Chin zdeycuduje o ksztalcie przyszlego swiatowego przywodztwa.Wyslijmy tam Stryja Swiekrego i Wuja, by przekonywali ( badz przekonywal - jesli to ta osoba osoba pod dwiema postaciami) Chinczykow do socjalizmu. Z pozytkiem dla Polski, Europy i cywilizacji Zachodniej. GO EAST WUJU !!!
6 Grudnia 2007 o 18:34
Oczywiście, że w skali jednego roku wzrost nominalny będzie większy tam, gdzie większe jest PKB. Jednak w następnych latach różnica ta będzie się zmniejszać, aż stosunek się odwróci.
7 Grudnia 2007 o 06:31
Tempo rozwoju Chin niedlugo spadnie podobnie jak stalo sie to w Japonii w 1990r. Poniewaz system jest skrajnie niesprawiedliwy wiec beda musieli wrocic do jakiejs formy redystrybucji, czyli wysokich podatkow. To zabije wzrost gospodarczy. tylko czysty kapitalizm, jak w HK, moze na dluzsza mete miec niskie podatki bo tam rzadzi prawo a nie zlodzieje jak w ChRL.
7 Grudnia 2007 o 18:38
@Kapitalizm:
Według http://www.heritage.org/research/features/index/countries.cfm Polska gospodarka jest bardziej wolnorynkowa o 8.8% niż Chińska. Bez przesady z tym “skrajnie niesprawiedliwy”.
Z tego co wiem to ludzie tam zdają sobie sprawę z wzrostu gospodarczego i akceptują zamordyzm skoro jest potrzebny. Wrócą do redystrybucji tylko gdy świat zachodni przeprowadzi dywersję.
Czy w Japonii był taki sam zamordyzm jak teraz w Chinach? Ludzie wiele potrafią wytrzymać nawet bez wzrostu gospodarczego, jako przykład mogę podać Koree Północną.
7 Grudnia 2007 o 22:22
Polaska ma 500 mld $ długu publicznego, Francja ponad 1000 mld EURO!, USA jeszcze więcej, gdy tymczasem Rosja spłaca swoje długi a Chiny mają górkę i nawet pożyczają pieniądze Ameryce.
A długi trzeba będzie spłacać i to z odsetkami!
Ciekawe kto się będzie smiał ostatni - na pewno nie my w tym eurosojuzie :/
7 Grudnia 2007 o 22:43
Hmm, znaczy my, to może jeszcze jakiś czas będziemy mogli się bawić kosztem przyszłych pokoleń, ale nasze dzieci mogą skończyć pracując na spłatę naszych długów jak te Chińczyki !
Nie uważam, że to nas nie powinno interesować, i że nasze dzieci mają się same martwić.
12 Grudnia 2007 o 18:33
@ PaXoN
Nie ma czegoś takiego jak dług publiczny - to kłamstwo socjalistów, aby ukryć tworzenie sztucznych pieniędzy przez obligacje.
Przecież rząd pieniędzy nie wypracowuje:
albo a) tych obligacji nie spłaca
albo b) pobiera podatki i je spłaca
I oszukuje nas, że jest jakiś dług, a tymczasem po prostu nie oddaje nam pieniędzy za obligacje (bo tak się nie da)
1 Września 2008 o 23:44
[...] ● Chiny przed olimpiadą a dziki kapitalizm ● Korwin Mikke: o kapitalistycznych Chinach ● Europejski socjalizm a chiński turbokapitalizm ● Chiny walczą z rozwarstwieniem społecznym ● Chińscy towarzysze - [...]