Najwyższy CZAS! Pismo konserwatywno - liberalne. Serwis internetowy.

E-wydanie | Prenumerata | Księgarnia

Nowy dział w księgarni NCZ! Systematycznie uzupełniane recenzje prawicowych książek autorstwa Korwina Mikke, Zarzecznego, Sommera i innych (kliknij tutaj)!

26/11/2009, 12:34. Kategorie: publicystyka

Karabin, który podbił świat

Wojciech Grzelak »

Człowiek, który pod koniec pierwszej połowy XX stulecia zapoczątkował nową erę w historii broni automatycznej, ma się doskonale, czego oczywiście nie można powiedzieć o mnóstwie osób, które doświadczyły na sobie działania jego wynalazku. Michał Kałasznikow skończył 90 lat, a o jubileuszu konstruktora AK przypomniały ważniejsze wschodnie media. W młodości Kałasznikow nie miał lekko. Przyszedł na świat w wielodzietnej rodzinie chłopskiej w głodowym 1919 roku, podczas najgorszego zamętu wojny domowej. Był bardzo chorowity jako dziecko; gdy dorósł, podjął pracę na kolei, a w czasie II wojny światowej trafi ł do Armii Czerwonej. Ciężko ranny w walkach pod Briańskiem jedynie cudem został wyniesiony z płonącego czołgu.

Podczas długiego pobytu w lazarecie Kałasznikowa zainteresowała budowa broni strzeleckiej. Jego pierwsze konstrukcje nie były udane. To jednak nie zniechęciło młodego wynalazcy – chłonął literaturę techniczną, studiował w muzeum różne karabiny i pistolety, rozrysowywał nowe projekty. Aż w końcu wymyślił legendarnego „kałacha”.

Nie wszystko „kałach”, co strzela…

Była to spora sensacja. Podczas konkursu państwowego legendarny rusznikarz, generał Diegtiariow (twórca słynnego ręcznego karabinu maszynowego z charakterystycznym magazynkiem talerzowym), przyznał: – Konstrukcja sierżanta Kałasznikowa jest lepsza niż moja. Trzeba będzie własne prototypy oddać do muzeum. W 1949 roku rozpoczęto przezbrajanie sowieckiej armii, wprowadzając automaty Kałasznikowa jako podstawowy karabin w każdej drużynie piechoty. Od tego czasu wyprodukowano na świecie grubo ponad 100 milionów sztuk tej broni (w różnych zmodernizowanych jej wersjach). Szacunek ten dotyczy tylko karabinów produkowanych na licencji przez kilka dawnych państw Układu Warszawskiego, Chiny oraz Finlandię.

Władze rosyjskiego koncernu zbrojeniowego Iżmasz, którego sztandarowym wyrobem są właśnie słynne AK, mają przede wszystkim pretensje do Stanów Zjednoczonych. Ich zdaniem, Ameryka napędza produkcję automatów nielegalnie wykorzystujących patenty rosyjskie. – Według naszych ocen, corocznie na światowym rynku pojawia się około miliona sztuk tej broni. Udział Rosji wynosi zaledwie od 10 do 12%. Pozostała część to podróbki – mówi dyrektor Iżmasza, Włodzimierz Grodecki, który uważa, że Rosja nie dba dostatecznie o ochronę własnych patentów.

Polska ma za Bugiem opinię kraju, który zalewa Wschód podróbkami kosmetyków. Okazuje się, że specjalizujemy się nie tylko w imitacjach pachnideł. – Firmy z Polski i Bułgarii są w stanie dostarczać dziesiątki tysięcy karabinów AK – alarmują rosyjscy eksperci i podają konkrety: podobno jedna z bułgarskich fabryk wysłała trzy lata temu do Iraku 40 tysięcy „kałachów” po 65 dolarów za sztukę. – Za taką cenę można wyprodukować najwyżej karabin-zabawkę na wodę – ironizują rosyjscy spece od broni. – Zakupując AK u producentów zagranicznych, Ameryka narusza prawa własności intelektualnej, co powoduje, że rosyjskie fabryki ponoszą straty – żalą się pracownicy Rosoboroneksportu, przedsiębiorstwa zajmującego się eksportem rosyjskiej broni. Rzekomy uszczerbek obliczany jest nawet na 2 miliardy dolarów rocznie.

Ale Zachód i tak ponosi większe straty w Rosji z powodu kopiowanych tam na ogromną skalę filmów, utworów muzycznych i programów komputerowych. Do ich wytwarzania zatrudniani są czasami więźniowie, przy zakładach karnych działają prawdziwe fabryki nielegalnych CD, a dystrybucja podróbek jest prowadzona jest w zasadzie jawnie. A gdyby niemieckie i amerykańskie koncerny motoryzacyjne upomniały się o tantiemy za produkowane w Związku Sowieckim plagiaty forda, opla i innych marek, budżet rosyjski mógłby poważnie zubożeć. Zresztą, trzymając się tematu broni, pieniądze przekazane przez służby sowieckie małżeństwu Rosenbergów stanowiły chyba mikroskopijny ułamek wartości teoretycznej licencji na produkcję bomby nuklearnej.

Prosty i niezawodny

Kultowy karabin Kałasznikowa trafi ł do heraldyki i figuruje w godle Mozambiku oraz na fl adze Hezbollahu. Są nawet kraje, w którym dzieciom nadaje się imię Kałasz. AK zrobił światową karierę. Jego twórca został za swój wynalazek uhonorowany Nagrodą Stalinowską i zdaje się, że to wyróżnienie ceni sobie najbardziej. Kałasznikow jest bowiem zatwardziałym sowieciarzem. W swoisty sposób rozwiązał problem Fausta, powtarza bowiem przy każdej okazji: – Nie rozstanę się z Komsomołem, będę wiecznie młody. I rzeczywiście, pomimo zaawansowanego wieku nadal jest wyjątkowo czynny: spisuje pamiętniki i odpowiada niezliczone listy. O świcie przychodzi do biura w Iżmaszu, gdzie jest kimś w rodzaju honorowego głównego konstruktora. Przywiązanie do bolszewickich tradycji nie przeszkadza mu jednak czerpać zysków z czysto kapitalistycznej działalności: Kałasznikow produkuje wódkę pod swoją marką, ponadto podpisał umowę z niemieckim producentem parasoli, który zamierza wypuścić modele wykorzystujące nazwisko konstruktora broni. Ma być także produkowany pierwszy rosyjski dżip wojskowy „Kałasznikow”.

– Można zrobić coś skomplikowanego. Ale należy robić prosto, a to nie każdy potrafi – cytuje rosyjski wynalazca swoją konstruktorską dewizę. Istotnie, AK jest prosty w obsłudze i produkcji, niezwykle trwały, odporny na zanieczyszczenia i zaniedbania eksploatacyjne, a przy tym niezawodny. Kuleje za to jego ergonomia i celność. Żadna z późniejszych konstrukcji Kałasznikowa nie dorównała modelowi opracowanemu przez niego w 1947 roku; właściwie wiele z nich to jedynie udoskonalenia pierwotnego wzoru. Istnieją również opinie, że AK to modyfi kacja niemieckiego karabinu StG 44. Z kolei sam Kałasznikow wyjawił kiedyś, że on właściwie wykonał tylko prototyp, a rysunki przygotowała mu żona.

Włodzimierz Grodecki wyjawił, że trwają obecnie prace nad nowym modelem automatu Kałasznikowa, którego prototyp pojawi się na początku przyszłego roku. – Jego parametry będą o 40-50% lepsze niż obecnie produkowanego modelu – chwalił się dyrektor Iżmaszu. Sekretne prace nad nowym automatem prowadzone są pod kierownictwem Kałasznikowa. Zgodnie z tradycją, odda on pierwsze strzały z nowej konstrukcji.

Niezwykła nazwa

Kałasznikow urodził się w Kraju Ałtajskim, we wsi Kuria, położonej wśród stepu, ale już na przedgórzu malowniczej Koływani, przy trakcie prowadzącym do starej przemysłowej osady Zmiejnogorsk, gdzie uralski przemysłowiec Demidow w pierwszej połowie XVII stulecia budował zręby ałtajskiego przemysłu. Kuria to duża wieś, jej mieszkańcy dumni są z ziomkawynalazcy, któremu postawili pomnik (wyobrażająca go rzeźba ozdabia także wejście do zakładów Iżmaszu w Iżewsku). Monumencik ten znajduje się przy ulicy Paryskiej, gdzie niegdyś stała rodzinna chata wybitnego rusznikarza. Skąd ta egzotyczna nazwa? Otóż w 1895 roku car podarował Paryżowi ogromną wazę z jaspisu, wykonaną w właśnie koływańskiej szlifi erni. Pewnemu mieszkańcowi Kurii, którego posłano do stolicy Francji, aby asystował w przewożeniu prezentu, tak bardzo spodobało się nad Sekwaną, że w ojczyste strony powrócił dopiero po upływie sześciu lat. Odtąd, przemawiając w najbłahszych nawet sprawach, zaczynał swoje wypowiedzi słowami: – A u nas w Paryżu… A w końcu postarał się, aby polnej drodze w ałtajskiej wiosce nadano miano upamiętniające miasto, które pokochał.

Skomentuj

Użyteczne tagi:

<a href="adres strony www"> link </a>
<blockquote> "cytat" </blockquote>
<code> kod </code>
<i> italic </i>
<strong> pogrubienie </strong>