Klinika in vitro pozwana. Milion odszkodowania

W klinikach in vitro zdarzają się błędy, które skutkują tragediami. Tylko niektóre z tych pomyłek zostają ujawnione. Bo aborcja skutecznie zaciera ślady. Bywa jednak, że rodzice otrzymują odszkodowania w wysokości miliona dolarów.

Jednym z przypadków, w których lekarz miał nadzieję, że dojdzie do aborcji dziecka poczętego w in vitro jest historia Shannon i Paula Morellów. Wydarzyła się ona w 2009 r. i została opowiedziana w książce „Misconception. One Couple’s Journey from Embryo Mix-Up to Miracle baby” (2010). Najpierw, w wyniku zapłodnienia in vitro kobieta urodziła dwójkę dzieci: Megan i Ellie. Krótko po porodzie okazało się, że Ellie urodziła się praktycznie głucha. Gdy kobieta zdecydowała się na kolejne in vitro, przy użyciu zamrożonych embrionów, lekarz poinformował ją, że część z nich uległa rozmrożeniu i nie przeżyła, a inne wszczepiono innej kobiecie. Kobietą to była Carolyn Savage, która ostatecznie urodziła chłopczyka o imieniu Logan i oddała go rodzinie Morellów. Swoją historię opisała w książce „Inconceivable. A Medical Mistake, the Baby we Couldn’t Keep, and Our Choice to Deliver the Ultimate Gift”. Te dwie książki opisują naprawdę „nierealne doświadczenia” dwóch rodzin, uwikłanych w niesamowite problemy z powodu skorzystania z usług przemysłu in vitro. Pokazują one również, jak lekarze próbują zacierać ślady swoich błędów i nie przyznają się do winy. Ostatecznie klinika zawarła ugodę z małżeństwem Savage w zamian za nieupublicznianie jej nazwy.

Historia Morellów nie była oczywiście jedyną, dokumentującą błędy w in vitro. W 1998 r. 38-letnia Donna Fasano, biała kobieta ze Staten Island (blisko Nowego Jorku) urodziła dwóch chłopców: jednego o białej, a drugiego o czarnej skórze. Przez pewien czas wychowywała obu, jednak stanowy sąd najwyższy przyznał prawa rodziców biologicznym rodzicom Murzynka. Okazało się, że zaimplantowane embriony pochodziły nie tylko od niej, ale od obcej pary. Embriolog Michael Obasaju wiedział o tym, jednak nie przyznał się do błędu. Obie strony zaskarżyły klinikę IVF New York do sądu.

W 2000 r. w łonie Susan Buchweitz z San Francisco, po procedurze in vitro zagnieździły się „błędne embriony” (miały być od anonimowej pary). Sprawa wyszła na jaw dzięki anonimowemu donosowi z kliniki, gdy dziecko miało 10 miesięcy. Lekarz Dr Steven Katz i embriolog Imam El-Danasouri znowu zataili błąd. Kobieta w wyniku ugody zawartej w 2004 r. otrzymała od samego tylko lekarza milion dolarów odszkodowania.

W 2011 r. Alex Walterspiel i Melanie Walters zaskarżyli lekarza Johna Jaine’a z Santa Monica Fertility z powodu straty embrionów, domagając się 500 tys. dol. zadośćuczynienia. Podczas drugiego podejścia do in vitro okazało się, że klinika nie przechowuje już ich zarodków w stanie zamrożenia. Lekarz tłumaczył, że zostały „przypadkowo zniszczone”, jednak poproszony o dowody, nie potrafił ich dostarczyć i wkrótce po tym zmienił tłumaczenie, tłumacząc, że embriony zostały zagubione. Para twierdzi, że w rzeczywistości jednak zostały one oddane innej kobiecie. Z wypowiedzi prawnika wynikało, że być może wszystkie klientki tej kliniki (wraz z dziećmi) będą musiały poddać się badaniom genetycznym.

Błędy w in vitro mają miejsce nie tylko w USA. Z artykułów prasowych wynika, że zdarzyły się również w Japonii (pomyłka w szpitalu publicznym zakończyła się aborcją), Indiach czy Wielkiej Brytanii. Ich skutki uderzają w dwa małżeństwa, stawiając rodziny w trudnej do wyobrażenia sytuacji. Sprawy sądowe zakładane są przeciwko wielu osobom i toczą się latami.

Błędy łatwo ukryć

Okazuje się również, że o pomyłki wcale nie tak trudno. Dotyczą one bowiem zarówno embrionów „świeżych” jak i mrożonych, podpisanych, anonimowych i mieszanych z dwóch innych źródeł (dla poprawienia statystyk udanych zapłodnień kliniki?). Jak podają artykuły prasowe, czasem wystarczy chwila nieuwagi (zadzwoni telefon), a szkiełko może wylądować na podłodze. Z kontroli w klinice w Nowym Orleanie wynikało, że zarodki były źle oznaczone, znajdowały się w złych miejscach, a niektórych z nich nie potrafiono odnaleźć. Regularnych kontroli klinik nikt jednak nie przeprowadza. Każda z nich ma zapewne swój własny sposób identyfikacji embrionów, a przy podobnych nazwiskach pacjentów mogą się zdarzać pomyłki (tak było w przypadku Morellów).

Trudno określić, jak często zdarzają się błędy w in vitro, ponieważ lekarze zrobią wszystko, aby nie wyszły one na jaw. Mogą też dużo zrobić, aby te, które zostaną ujawnione, zostały jak najszybciej wyciszone w ugodach (np. pod warunkiem nieujawniania nazwy kliniki lub nazwiska lekarza). Zawsze mogą mieć nadzieję, że ciąża zakończy się niepowodzeniem (poronieniem), a ich „pomyłka” nigdy nie ujrzy światła dziennego. Również aborcja skutecznie zaciera ślady. Pacjentkę można przecież przekonać do aborcji. Można sfałszować dokumentację, przekonując, że dziecko jest bardzo chore i „załatwić” aborcję eugeniczną.

Czy dlatego właśnie środowisku in vitro tak zależy, aby lekarze nie powoływali się na sumienie? Zależy na tym, aby każdy szpital musiał wykonać aborcję?

  • Szarlej

    „In vitro” jest złe, bo ludzie popełniają błędy?
    Tylko ten, kto nic nie robi nie popełnia błędów.
    Pomyłki zdarzają się każdemu i zdarzać się będą.
    Po co ten atak na „in vitro” i aborcję? Nikt nie zmusza Pani do korzystania z nich.
    Chociaż sam chyba bym się nie zdecydował na tę metodę (wydaje mi się, że obecnie jest jeszcze bardzo prymitywna), to nie zabierałbym innym możliwości skorzystania z niej.
    Równie dobrze można powiedzieć, że samochody to samo zło, bo przecież każdego roku tysiące ludzi ginie w wypadkach – a niemal wszystkie wypadki samochodowe następują na skutek błędów ludzkich.
    A co z przypadkami molestowania seksualnego nieletnich przez księży? Może trzeba Kościół rozwiązać? A to przecież to nie są błędy ludzkie, a dewiacja.

    • Johnson

      Medycyna jest zła , bo tam ciągle są błędy (pewnie więcej niz przy in vitro). lepiej nikogo nie leczyć, a Bóg zdecyduje, kto się jeszcze meczy i żyje a kto idzie od razu do nieba ;)

      • Darek

        Idź facet na całośc i wprowadź projektowanie przyszłych dzieci, to w/g postępowcow ma być kolejny krok po in vitro. W ten sposób powstanie „Nowy wspaniały świat” ktory na pewno przypadnie ludziom do gustu.

        • Szarlej

          A jakież to diabelskie zło czai się w poprawianiu natury?

          • GabiZ

            „żadne!” – pomyśleli P. Bouhler, W. Heyde, P. Nitsche i inni przy Tiergartenstraße 4 i zabrali się za poprawianie natury.

            • Szarlej

              A co to ma do rzeczy?
              Może zabrońmy używania noży, maczet, broni palnej i wszelkich innych urządzeń, które mogą spowodować trwałe kalectwo lub śmierć.
              Technologia sama w sobie nie jest zła. Źli mogą być najwyżej ludzie, którzy ją wykorzystują.
              Poza tym jest kolosalna różnica pomiędzy zabijaniem niepełnosprawnych ludzi, a dawaniem życia tylko tym zdrowym.

              • GabiZ

                Jeśli nie widzisz różnicy między hodowlą zwierząt, a wartością życia ludzkiego bez względu na wady, to być faktycznie zasługujesz na tyle, by traktować cię jak zwierzę. Zapewne się zaprzesz, ale twój brak zdolności logicznego rozumowania skłania mnie do przekonania, że nie widzisz konsekwencji swoich bredni.

                • Szarlej

                  No to jakie będą konsekwencje tego, że rodzice wybiorą sobie pożądane cechy genetyczne (lub usuną niepożądane) u swoich dzieci?
                  A jakie będą konsekwencje tego, że rodzice będą musieli całe życie opiekować się dzieckiem, które po ich śmierci nie da sobie rady w życiu?
                  Czy kiedykolwiek zetknęłaś się tak naprawdę z rodziną, która wychowuje takie dziecko? Czy zdajesz sobie sprawę, jak wielki to jest dramat i ile wyrzeczeń kosztuje opieka nad niesamodzielnym dzieckiem?
                  No ale co Ciebie może to interesować – najważniejsze, to żeby wszystko było „konserwatywnie”.

                  • Darek

                    „No to jakie będą konsekwencje tego, że rodzice wybiorą sobie pożądane cechy genetyczne (lub usuną niepożądane) u swoich dzieci?”

                    Hmmm… Będą się rodzili wyłącznie wysocy niebieskoocy blondyni? Powyżej wspomniałem o prof. Hawkingu, od kilkudziesięciu lat jest sparaliżowany. Jak widzę pan Szarlej zapisuje się do grona piewców „nowego wspaniałego świata” gdzie nie ma miejsca dla takich ludzi. Nawiasem mówiąc co sądzisz o Angelinie Jolie ktorą los obdażył skazą genetyczną powodująca znaczne zwiększenie ryzyka raka piersi – miała prawo sie urodzić czy nie?

                    • Szarlej

                      A na podstawie czego wnioskujesz, że smagli bruneci będą chcieli mieć dzieci z włosami blond? Ja sądzę, że większość będzie chciała mieć dzieci podobne do siebie, ale inteligentniejsze, sprawne fizycznie i pozbawione defektów genetycznych, którymi obdarzeni są rodzice. Osobiście bardziej obawiałbym się ludzi, którzy będą chcieli mieć dzieci z różnymi nietypowymi cechami (6 palców, 4 ręce itp), bo tacy na pewno się znajdą.

                      A jeśli chodzi o prof. Hawkinga i Angelinę Jolie, to czy ja gdzieś napisałem, że tacy ludzie mają się nie rodzić? Uważam, że ludzie powinni mieć wolny i nieskrępowany wybór sposobu poczęcia swoich własnych dzieci. I w każdym przypadku powinni ponosić konsekwencje swoich decyzji, a nie skamleć o jałmużnę od państwa.

                      Postępu nie da się zatrzymać. Jeśli nie będziemy się rozwijać, to inni nas zadepczą.

                    • Darek

                      Powyżej przedstawiłeś deklarację ideową eugenizmu. Sęk w tym, że lepsze jest wrogiem dobrego: rolnictwo wie o tym najlepiej. Bardzo duże pieniądze wydaje się na poszukiwanie tych słabych i zdeformowanych dzikich form roslin uprawnych. Robi się to tylko po to, by „lepsze” uprawne odzyskały pierwotną pulę genową gdyż praktyka pokazała, że im staranniejsza selekcja tym bardziej opłakane skutki (aż do chowu wsobnego włącznie gdy pula genowa została za bardzo okrojona). A o jałumużnę PANSTWA skamlają tylko i wyłącznie homo sovietikusy. Gdy panstwo odstosunkuje się od rodzin, to rodziny przestaną oglądać się na państwo i zrobią swoje: wychowają dzieci, ZA SWOJE.

                      Jeżeli badania genetyczne staną sie normą, a socjalistyczne panstwo co krok będzie zaglądało rodzicom przez ramię to Hawking i Angelina Jolie zostaną skazani na zagladę już w łonach matek. W pierwszym wypadku państwo stwierdzi, że nie stać go na utrzymanie paralityka z takim a takim uszkodzonym genem. W drugim „przekona” matke, że lepiej dla tej dziewczynki będzie gdy się nie urodzi, bo uszkodzony gen daje prawie 100% szansę zachorowania na raka tak jak jej matka. Po co rodzić chorych ludzi skoro można wyłącznie „inteligentniejsze, sprawne fizycznie i pozbawione defektów genetycznych, którymi obdarzeni są rodzice”? P.K.Dick w swojej książce „Przedludzie” miał całkowitą rację. Aborcja na życzenie MUSI zataczać coraz szersze i szersze kręgi…

                    • Johnson

                      Oczywiście prezentujesz ciemnogród. Możesz sobie nim być tylko nie narzucaj swoich poglądów innym.

                      Dopóki wszystko będzie dobrowolne to nic nikomu do tego. Jak chcesz możesz sobie mieć głupie i genetycznie uszkodzone dzieci. To twój wybór. Nie narzucaj go tylko innym.

                    • Szarlej

                      Ale dlaczego ten sposób poczęcia dzieci ma być zabroniony?
                      To moje życie i ja chciałbym mieć wpływ na przyszłość swoich dzieci. Najlepiej już od poczęcia.
                      Za jakiś czas dzięki postępowi na pewno będzie można wyselekcjonować odpowiednią komórkę jajową i plemnik, który ją zapłodni, przez co zminimalizowany zostanie etyczny problem z „zabijaniem” zarodków i aborcją.

                  • Johnson

                    Według poglądów katolickich najważniejszy jest żeby facet miał wytrysk w kobiecie. Nawet tzw. inseminację (jedna z metod wspomagania rozrodu, gdzie nie ma nawet gnębionych zarodków) zwalczają. Jeszce cywili katolików rozumiem, bo wytrysk dobrza rzecz, ale czemu tego księża bronią, którzy tego nie powinni doświadczać ;) ?

        • Johnson

          Opowiadając w tym stylu.
          Wole to niż to że panowie w sukienkach mają mi mówić co mam robić. Mam własny rozum. Najwyżej ja pójde do piekła.

          • Darek

            Proszę bardzo, jak chcesz iść do diabła, to idź ;) Ale proponuję zwiedzić przedsionek tego lepszego świata jaki rzekomo tworzy aborcyjna eugenika: porównaj kondycję psich ras z kondycją wilków które mnożą się zgodnie z naturą. Swiat który zamieszkują wyłącznie piękni, młodzi i bogaci nie bez kozery jest nazywany utopią.

            • Johnson

              Przecież napisałem że to na razie bajki – kwestia przyszłości.

              I czy kto tu pisał o aborcji?

              Jakby wiki zyły zgodnie z natura to już by dawno wyginęły. Nie wytrzytmały konkurencji z człowiekiem. Żyją teraz tylko dzięki człowiekowi.

              No i porównaj sobie populację wilków i psów. czego jest więcej? Wiec genom psów opłaciło się przystosować do wymagań człowieka.

              • Darek

                Tak, nikt nie pisał o aborcji? Proszę zatem powiedzieć jak mam rozumieć te zdania?

                „Wolę jakby się miały rodzić dzieci bez wad genetycznych i związanych z tym chorób, czyli zdrowe. Nie mam aspiracji stwórcy doświadczać ludzi (rodziców) takimi wypadkami naturalnymi, jak różne choroby genetyczne ich dzieci.”

                Bajki, kwesta przyszłości? Czy naprawdę nie wiesz jakie są obecne możliwości techniczne? O „rozszyfrowaniu” ludzkiego genomu nie słyszałeś? Zróbmy taki mały eksperyment myślowy ze światem gdzie nie rodzą się genetycznie obciążone dzieci. Wyobraź sobie, że od ok. 100 lat mamy obence możliwości techniczne w/s określania wad genetycznych. Wiemy jaki uszkodzony gen powoduje stwardnienie zanikowe boczne. W 1942r pani Hawking robi badania genetyczne i dowiaduje się, że jej dziecko będzie chore… Przykro mi panie profesorze, ale w/g współczesnych standardów nie jest pan wystarczająco piękny i zdrowy by zasłużyć na życie.

                O wilki się nie martw, ludziom nie udało się ich wytępić choć bardzo się starali. Popatrz raczej na wzorce piękna psich ras jak jamnik, buldog, mops… Tak będzie wyglądała ludzkość gdy uzyska możliwość dowolnego kształtowania jakie dzieci mają prawo przeżyć.

                • Johnson

                  Przecież pisałeś o projektowaniu dzieci – wiec nie ma to miejsca na aborcję. Jak się dobrze zaprojektuje to nie ma czego usuwać. Wcale nie pisałem żeby zrobić naturalnie i dopiero badać co wyszło.

  • Radko

    Ta kobieta, której ostatnio jeden ze znanych lekarzy odmówił aborcji, chociarz dziecko miało tak koszmarne wady i na 100% nie było w stanie przeżyć – ZOSTAŁO POCZĘTE IN VITRO. Ale o tym się nie nagłaśnia. Nie mówi się o psychoembriologii na przykład! Bo wówczas o czym mówiłaby profesor Środa – na jaki temat zaiwrałaby głos i jakie znaczenie ten głos profesorki Środy by miał? Tak -lekarze którzy podpisują akt sumienia wracać kasa za studia. Tylko komu – wpłacać na fundacja „ŻYCIE POCZYNA SIĘ OD ŚRODY”. Co ci ludzie wyczyniają – jedni żeby mieć dziecko inni żeby się jego pozbyć. Wynajmują surogatki, czynią różne mistyfikacje, że jak się czasami czyta, to boki zrywać. Potem się sądzą, było dymanko we trójke z żoną, kasa wzięta a dziecioka nie ma i sprawa w sądzie i grozi więzienie bo nie można dzieci sprzedawać. A wystarczy pojechać gdzieś do Brazylii i brać dzieci ile się chce i jakie się chce – i szybko w urzędzie na miejscu załatwić adopcję i już!

    • Johnson

      Ale c o z tego że in vitro? Miałby to znaczenie gdyby po naturalnych poczęciach dzieci rodziły się zawsze zdrowe, wtedy można by wiązać skutek z in vitro. A wiadomo że naturalny stwórca czasem produkuje również wadliwe dzieci.

      Skoro przy naturalnych poczęciach są również czasem problemy z genetyką czy rozwojem płodu to gadanie o in vitro w tym wypadku jest tylko nieistnym marudzeniem.

      Nawet gdyby przyjąć – choć z twego co wiem żądanych badań naukowych – poza teologicznymi ;) – nie ma że po in vitro rodzi się więcej dzieci z wadami to i tak nie jest to problem in vitro tylko tego że rodzice są na coś chorzy, coś co uniemożliwia im zrobienie dziecka naturalną metodą i pewnie to coś powoduje ewentualne zwiększone ryzyko.

      Ale to że rodzice są chorzy nie jest powodem żeby im nie pomagać próbować obejść ich chorobę. Jakoś nie słyszę katolików którzy postulują nie leczenie innych chorób czy też choćby niwelowanie skutków tych chorób dlatego że operacje czy leki (np. chemioterapia) są nienaturalne i czasem wiążą się z niepożądanymi skutkami.

      A co to jest psychoembiorologia? Ksiądz Oko coś wymyślił ?

      A co do brania dzieci z Brazylii (i domów dziecka w Polsce). To nie rozumiem dlaczego przedstawiciele kościoła lub inni obrońcy życia się tym nie zajmują – obrona życia nie powinna się ograniczać tylko do poczęcia (i to koniecznie po seksie) i urodzin. Dalej może zdychać, albo się gdzieś męczyć ? Może autor postu na który odpowiadam sam się za to weźmie, zamiast mówić innym co mają robić.

      • Darek

        Najpierw sprawdź jak idiotyczne zasady adopcji ustanowiła ta „nowoczesna lewica”, a później szczekaj na Kościół. Po drugie nowoczesny model rodziny pełnymi garściami czerpie z Marksa, gdzie dzieci powinny byc wychowywane przez państwo. Domy dziecka istnieją nie dlatego, że brak chętnych na adopcję, ale z powodu sytuacji prawnej tych dzieciaków. W wielu wypadkach dzieciaki mają rodziców którzy ich odwiedzają (takie specyficzne ubezpieczenie emerytalne). Wiem jak to wyglądało bo znajoma pracowała w takiej placowce!

        • Johnson

          Ja też wiem jak to wygląda. A zasady adopcji zostały ustanowione w 1964 roku jak wszedł w życie krio albo i wcześniej za głębszego prl. Ale tak czy inaczej nie ma to nic do rzeczy. Więc nie wiem czy była to „nowoczesna lewica”.

          Ale mój poprzednik pisze że w Brazyli jest łatwo, więc miejsce dla kościoła dla wykazania się jest.

          • Darek

            Zasady adopcji z (nomen omen) zasady mają uniemożliwić adopcję wielu dzieci przez wielu potencjalnych rodziców. Taka jest prawda i marksizm z ktorego czerpie garściami nowoczesna lewica bardzo się do tego przyczynil. Za to w czasach gdy zasady ustanawiał kościół była instytucja rodziców chrzestnych. I to oni sprawowali opiekę nad sierotami, a często nawet porzuconymi dziećmi które trzymali do chrztu. I teraz porównaj „zdobycz cywilizacyjną” z masą prawno/biurokratycznych barier ze starą tradycją gdy RAZ, tuż po urodzeniu deklaruje się współpracę z rodzicami w wychowaniu. W Brazylii może jest łatwo, nie wiem. Wiem za to, że przywiezienie dziecka do Polski musi przebiegać w zgodzie z prawem międzynarodowym, tu konwencją haską:

            http://pokrzywdzeni.gov.pl/informator-pokrzywdzonego/mediacje/mediacja/mediacja-w-sprawach-cywilnych/transgraniczne-mediacje-dwunarodowosciowych-rodzin/co-konwencja-haska-mowi-o-uprowadzeniu-dziecka/

            • Johnson

              Teraz to po prostu bredzisz. Dawaj cytaty z Marksa co do tej adopcji, skoro takim znawca Marksa jesteś.

              A z rodzicami chrzestnymi w dawnych czasach to po prosu śmieszny jesteś. Możesz takie bujdy wmawiać komuś kto nie zna historii. Kiedyś sieroty robiły za parobków w najlepszym razie, a najgorszym włączyły się po okolicy i żebrały.
              .
              W dodatku przypominam że instytucja – ustanowiona przez kościół rodziców chrześnych – istniej nadal. Służy do dawania prezentów ;)

              • Darek

                Marksa uczyli mnie kilkadziesiąt lat temu i szczerze mówiąc niespecjalnie się przykladałem. Ale doskonale pamiętam o tym, że wychowaniem dzieci powinno zająć się państwo. Także to, że dzieci mają być wspólne (nawiasem mówiąc żony też). A jak w/w przekłada się na prawo starające się utrudnić adopcję jak to tylko możliwe dopisz sobie sam.

                Historię jak widać znasz świetnie. Doskonale wiesz, że setki lat temu pracowały roboty (wcześniej niewolnicy), dzięki czemu dzieci mogły grać na konsolach i bawić się beztrosko… Ja znam inna wersję, nawet dzieciaki posiadające rodziców musiały pasać krowy itp. Nie słyszałem też by podobnie jak obecnie nie istniały wtedy żadne więzi rodzinne. O współczesnym życiu masz chyba podobną wiedzę, wtręt o prezentach doskonale o tym świadczy. Nie wiem gdzie żyjesz, ale obecnie też są sieroty i ich życie po śmierci matki nie jest usłane różami. Co więcej mam jeden przyklad z najbliższej rodziny, gdzie chrzestni zaopiekowali się osieroconą dziewczyną co nawiasem mówiąc kosztowało sporo sądowych przepychanek.

                • Johnson

                  Wiec jak Marksa nie znasz to po o się wypowiadasz na temat jego poglądów?
                  Pogląd że państwo winno zabrać dzieci i zajść się ich wychowaniem wcale nie pochodzi od Marksa, tylko do Platona ze starożytnej Grecji z traktatu „Państwo”.

                  Wiec powinieneś zarzucać komuś tam że nie propaguje poglądów Marksa tylko poglądy Platona. Jak widać posługujesz się tylko sloganami, a nie wiedzą.

  • BaSz

    Są ludzie, którzy pragną zaprowadzania postępu — utożsamiając go ze wszystkim co najlepsze. Nie dostrzegają tego, że struktura naszej cywilizacji jest baaardzo skomplikowana, pełna trudnych do uchwycenia powiązań, i wdrożenie jakiejś zmiany, co to wydawała się niezwykle korzystna — spowodować może całkowicie nieprzewidziane skutki w zaskakującym miejscu. I coś, co miało być przeobrażaniem na lepsze — okaże się diabelskim wynalazkiem. Dlatego konserwatyści są przeciwni wszelakiej inżynierii społecznej, oraz przeciwstawiają się wcielaniu w życie różnego rodzaju niesprawdzonych, i najczęściej też nieprzemyślanych — pomysłów.
    Hurra-moderniści odwrotnie: sądzą, że każdy pomysł, jeśli jest odpowiednio nowy, to samą tylko tą cechą — jest bezdyskusyjnie lepszy, niż rozwiązania stare. Odrzucają oni hurtem niemal cały dotychczasowy dorobek cywilizacyjny, wraz z jego błędami (nie wyciągając z nich żadnej nauki!), oraz osiągnięciami. Nazywam takich ludzi wczoraj urodzonymi, jako że nic a nic nie obchodzi ich to, co było dawniej. Ich rzekoma nowoczesność wiąże się nieomal nieodmiennie z zamiłowaniem do lewicowości, wrogością do kościoła, i kompletnym niezrozumieniem współczesnej myśli konserwatywnej.

    Dlaczegóż chcą tak promować nowoczesność? Zapewne żal im tych mnogich odkrywców i wynalazców, którzy, jak opowiada historia, wiele lat czekali na to, że jakieś ich wspaniałe odkrycia — znajdą uznanie. Wyciągają więc wniosek, że trzeba na drodze kolejnym nowatorom — znieść wszelkie przeszkody. Nie rozumieją, iż takie bariery są absolutnie niezbędne, aby odcedzić ziarno od plew! Inaczej grozi nam zalew pomysłów takich, jakie wyprodukował niejaki Łysenko, czy wielu, wielu — jemu podobnych. Jeśli te bariery zostaną usunięte, to cywilizacja sama się zniszczy! Natomiast trudności na drodze rzeczywistych ulepszeń, prędzej czy później — zostaną pokonane. To jest sito, które jest absolutnie niezbędne, aby ludzkość nie popadła w kolejny komunizm, czy jakiś inny „eksperyment dziejowy„!
    Co do in vitro — Kościół ostrzegał od dawna, że pomijane są najróżniejsze konsekwencje tego typu działań. Konsekwencje, których nie sposób przewidzieć, i do których nie dojrzało prawo, ani ludzie. I to — właśnie się spełnia! Pomyłki, bądź wręcz błędy lekarzy, handel zarodkami, zamiany zarodków zdeponowanych w szpitalach. Zamiany przypadkowe, albo… i nie! Powikłane kwestie dziedziczenia, brak jednoznaczności kto może decydować o użyciu zarodków, jeśli któraś ze stron umrze, bądź zmieni zdanie. I wiele, wiele innych.
    Chrześcijanie wiedzą, że nieodpowiedzialne próby naprawiania tego, co stworzył Bóg — czasem są wynikiem ulegania podszeptom szatana. Mówią sobie: „Panie Boże, daj mi siłę, abym mógł zmieniać to, co da się poprawić. Daj mi pokorę, abym nie próbował zmienić tego, czego się nie da. I daj mi rozum, abym te dwie rzeczy potrafił rozróżnić”!

    Bowiem nie wszystko da się poprawić. Próby stworzenia „raju na Ziemi” to wg Kościoła — herezja. Żyjemy w świecie „najlepszym z możliwych” – choć wiemy też, że mamy „czynić Ziemię — sobie poddaną”. Trzeba dużo rozumu, i jeszcze więcej pokory — aby to rozróżnić. Ale piewcom nowoczesności za wszelką cenę — ewidentnie brak i jednego, i drugiego…

    • Szarlej

      Jeśli Ci się postęp nie podoba, to zawsze możesz wrócić do jaskini.

    • Johnson

      Wychodzi na to że większości katolików (i innych nawiedzonych) bóg nie dał rozumu tego od odróżniania tego co można zmienić od tego co zmienić nie można.

      • BaSz

        Niewierzący są pełni oburzenia, iż mogą być obecne w życiu publicznym przejawy związane z kościołem (takim, czy innym, dlatego z małej litery). A przecież wg ateistów — religia to sama „ciemnota i zabobon„. Lecz nie zdają sobie oni sprawy, iż podobnym zabobonem jest wiara (tak, tak!) w naukę. Czemu? Otóż nauka stara się wyjaśnić różne rzeczy w sposób bezsporny i niepodważalny. Jednak Wszechświat jest tak wielki, a życie — tak skomplikowane, i pełne najróżniejszych, trudnych do uchwycenia powiązań, że cokolwiek wyjaśnić bezspornie — praktycznie się nie da. W większości sytuacji siłą rzeczy przyjmuje się odpowiedzi („naukowe”) które są jedynie najbardziej prawdopodobne! A w dodatku rzadko kiedy mamy świadomość na ile owo prawdopodobieństwo należy oszacować. Naj~ — wcale nie znaczy że, powiedzmy, będzie to 90% — bo czasem tylko 15… Historia uczy, że wiele rzeczy, które przez pokolenia uważano za potwierdzone naukowo, czyli w zasadzie pewne — okazało się być nieprawdziwymi. Czyli — przesądem! Ateiści chętnie i często wypominają najdawniejsze nawet grzechy Kościoła, nie widząc ewidentnych błędów i wypaczeń — od których w historii nauki – aż się roi! Bo w żadnym razie nauka wolna od przesądów nie jest. Ale ważniejszy jest fakt, że wiedza już zdobyta, jest drobnym jedynie ułamkiem procenta tego, co wiedzieć powinniśmy, aby podejmować o wielu rzeczach sądy wystarczająco uzasadnione. Nasza wiedza jest zdecydowanie za mała (w stosunku do zapotrzebowania) aby najróżniejsze sprawy można było na niej oprzeć — w sposób niezawodny. Dlatego też ludzie często zachowują się nieracjonalnie: bo do podjęcia większości decyzji — najzwyczajniej w świecie brak wystarczających danych! Tedy używa się w największym stopniu: intuicji. A jeśli jej, to warto by ona była jak najbogatsza, inspirowana wieloma źródłami, — zaś przede wszystkim takimi, które intuicję wzbogacają najbardziej. I czymś takim okazuje się być wiara — choćby nawet w byt nieistniejący. Lecz w niej zawarte są jednak doświadczenia, i rozliczne próby (wśród rozwiązań dobrych, i złych), kiedy oddzielano pracowicie to, co korzystne, od tego, co wysoce niezadowalające — intuicyjnie właśnie. Przez pokolenia następowało oddzielanie ziarna od plew, swoista „destylacja” doświadczeń. A teraz, pod terrorem rzekomej „naukowości” — odrzuca się nagromadzoną mądrość.
        Ludzkie myślenie, i działanie (z powodu opisanej zawodności metody „naukowej”) — powinno się opierać na jak największym pluralizmie poznawczym, bo nie ma metody w 100%-tach niezawodnej, ani też całkowicie uniwersalnej. „Światopogląd naukowy” to mit! Podobnie jak ustrojem „naukowym” był komunizm. Zresztą pewną ciekawostką jest to, że odrzucenie chrześcijaństwa bardzo często idzie w parze z sympatyzowaniem z jakimiś chorymi sektami, czy wręcz z przynależnością. Taka to naukawość…
        Może i brak dowodów na istnienie Boga, ale Kościół to nie tylko kwestia jego istnienia. To też pewna wiedza, wprawdzie nie oparta na matematycznie sformalizowanej teorii, ale za to zweryfikowana praktyką — wielu pokoleń. I chroni przed wieloma przesądami, które są o wiele bardziej szkodliwe, niż… modlitwa.
        Lecz „wczoraj urodzeni” nie potrafią tego zrozumieć.

        • Johnson

          Tylko nie taki sam zabobon. Tak to sobie tylko pochlebiają ludzie religijni.
          Twierdzenia religijne nigdy się nie udowodnią bo są nieweryfikowalne to „wiara” czyni wierzącego nie dowody. A twierdzenia naukowe są weryfikowalne. O „wierzeniu” w nie można mówić do czasu ich potwierzenia lub zaprzeczenia. Jak się potwierdzą to są to fakty, jak się nie potwierdza to nikt rozsądny nie będzie twierdził że tak jest bo on w to wierzy.

          • BaSz

            Drogi kol. Johnsonie — widzę, że z Tobą dyskutować warto, bo nie popadasz w histerię, z którą wielokroć zetknąć się można, w przypadku ludzi atakujących Kościół. Często bowiem dostają wręcz amoku, całkowicie sprzecznego z chłodnym, naukowym podejściem, jakby mieli nabytą, acz głęboko utrwaloną, osobistą urazę do Boga — może ich zawiódł czymś? A może to jakaś krucjata — tyle, że antychrześcijańska…

            Johnson pisze:
            Tylko nie taki sam zabobon. Tak to sobie tylko pochlebiają ludzie religijni. — ależ zapewniam Cię, że niemniej… szkodliwy! Bowiem również prowadzi do wniosków całkowicie nieuprawnionych, ale jego („światopoglądu naukowego”) wyznawcy — trzymają się tych błędów daleko bardziej kurczowo, niż to ma miejsce w przypadku chrześcijan. Zaręczam, że ludzie wierzący biorą pod uwagę dokonania nauki, i korzystają z nich, w ustalaniu tego, jak w zmieniających się okolicznościach warto postępować. Oczywista, że są wśród nich jakieś „zakute łby„, ale czy sądzisz, że i wśród scjentystów ich nie ma? Wolne żarty! Natomiast jak myślisz, czy gdyby te „wierzące barany” zostały wychowane inaczej, to ich łby, byłyby mniejzakute? Myślę, że wątpię.
            Chrześcijanie w żadnym razie nauki nie odrzucają, zresztą i wśród najwybitniejszych naukowców odsetek wierzących — jest wcale pokaźny. Jak pisałem wcześniej: taka postawa znacznie zwiększa pluralizm poznawczy — natomiast zajadli ateiści mają, w dużo większym stopniu — wielgachne klapki na oczach, oraz fanatyczne (często) przywiązanie do poglądów „jedynie słusznych„. Rozważ to, proszę.

            Czytam: „natomiast religia ma z założenia jedną prawdziwą prawdę która się nie zmienia w czasie.” — oczywiście: nie! I to jest niezwykle istotne, zresztą już wspominałem: Chrześcijaństwo przez te 2 tys. lat rozwijało się, i zmieniało niezwykle intensywnie. Rozliczne zakręty, meandrowanie najróżniejszych koncepcji — skutkowało nagromadzeniem wielowiekowych doświadczeń, i, naprawdę: jest w czym wybierać!
            Zapewniam też, że chrześcijaństwo nie jest jakimś systemem zamkniętym i dla wierzących nie pretenduje do roli absolutnego wyjaśnienicza rzeczywistości. Zaś nauka tak ma, a przecież, jak wspominałem: to co wiemy bezspornie — to zdecydowanie za mało wobec potrzeb.

            jakby były dowody na to ze bóg istnieje” — jak to wykazali ludzie znacznie mądrzejsi ode mnie: nie da się udowodnić ani tego, ani też tezy przeciwnej! Lecz o tym najczęściej nie wiedzą zagorzali scjentyści. A powinni czasem, ot tak, dla gimnastyki myślowej — spróbować założenia, że istnieje.

            Jak się [twierdzenia naukowe] potwierdzą to są to fakty” — gołe (czyli: całkowicie wolne od takiej, czy innej interpretacji) fakty — nie istnieją! A w dodatku udowodnić coś bezspornie — można tylko w matematyce. Natomiast współczesne podejście jest takie, że teorie naukowe są nie tyle potwierdzane, co jedynie falsyfikowalne. Czyli zawsze posługujemy się teoriami, które są po prostu jeszcze nie podważone. Ale mogą zostać — już jutro…