Korwin-Mikke: Kulczyk, Gosiewski i inni. O korupcji i własności w demokracji

fot. Wikipedia (CC BY 2.0)

Co to jest: blondynka wychodząca z wanny? Odpowiedź: „Czysta głupota”. A co to jest „własność państwowa”?

P. prof. Leszek Balcerowicz jeździł niedawno po Polsce z wykładem, którego konkluzja brzmiała: „Własność państwowa równa się Włoszczowa”. Chodziło o słynną stację kolejową Włoszczowa Północ – wybudowaną tylko dlatego, że śp. Przemysław Gosiewski pochodził z tego powiatu i jego wyborcy gorąco pragnęli, by expressy Kraków-Warszawa zatrzymywały się na tej stacji. Zabiegał o to, zabiegał – i wydusił. Na początku wynajmował bezrobotnych, by udawali, że wsiadają – obecnie ludzie przywykli i dwie-trzy osoby naprawdę wsiadają. Najczęściej ci, co mają bilety darmowe lub ulgowe – reszta woli samochody i autobusy. Tym bardziej że stacja Włoszczowa Północ jest od miasteczka dość oddalona. Poseł nie zdołał namówić kolejarzy, by przesunęli tory o te głupie trzy kilometry…

Może gdyby pożył dłużej?

Problem polega na tym, że prywatny właściciel podejmuje decyzje racjonalne – optymalizuje zysk. Zatrzymywanie paru tysięcy ton stali, by zabrać kilku pasażerów, jest nieopłacalne. Do tego doliczyć trzeba to, że paręset osób straci po trzy minuty. 2400 minut to 40 godzin – opłacałoby się tym kilku osobom zafundować Ubera, a nawet taksówkę do Warszawy. Natomiast decyzje w państwie podejmuje nie „państwo” – bo taki byt to fikcja – lecz konkretni ludzie. Nie są oni właścicielami. Nie kierują się więc maksymalizacją zysku, lecz swoimi chęciami. W najlepszym wypadku jest to woluntaryzm.

W innych przypadkach postępują racjonalnie. Kierują się wielkością łapówki, jaką od kogoś dostaną.

Czytam właśnie na stronie wGospodarce.pl wywiad z p.Danielem Obajtkiem, prezesem Energi, który odniósł się do informacji zawartej w artykule z tygodnika „Sieci” o podejrzanej transakcji zakupu w latach 2012-2013 Iberdrola Renovables Polska – spółki zależnej od koncernu Renovables SA z Walencji. Oświadczył, że „decyzja o tej transakcji, która kosztowała powyżej 2 mld zł i to była na pewno decyzja polityczna. Nikt nie podejmuje takiej decyzji bez zgody właściciela, czyli ministerstwa skarbu, musiała być zgoda polityczna na tego typu transakcję. Prezes, jak czytamy w tygodniku, był zmuszony to podpisać. Ta sprawa jest badana od 2013 r. i to jest skandal, że trwa to tak długo. (…) Przeanalizowaliśmy całą sprawę przez naszych ekspertów, złożyliśmy wniosek o zmianę prokuratury i objęcie nadzorem przez prokuratury krajowej. Dodał, że ta transakcja była zawyżona, szacujemy, że na około 350 mln zł i była oderwana od wartości tych farm. Dodał, że od samego początku było wiadomo, że to do niczego się nie przyda”.

Krótko pisząc: jacyś Katalończycy dali polskim politykom jakieś 50 milionów – i ci politycy kazali prezesowi Energi (oraz PGE SA) kupić o 350 milionów za drogo coś, co do niczego się nie przyda.. Katalończycy zadowoleni, politycy też – a podatnik zapłacił.

No dobrze, ale skąd właściwie ja wiem, że ta Iberdrola Polska była warta nie 2 miliardy, tylko 1650 milionów??!!? Może p.Obajtek mówi to na zamówienie polityczne, by wsadzić do kicia jakichś polityków nielubianych przez PiS? Skoro wtedy podpisał na żądanie z góry – to może teraz donosi na żądanie z tej drugiej góry?

Towar nie ma obiektywnej wartości – towar wart jest tyle, ile ludzie chcą za niego dać. Prywatny właściciel, który zęby zjadł na branży, potrafi ocenić wartość kupowanej spółki – a jeśli nie potrafi, to wzywa ekspertów. Normalnie stosuje się licytację – trudno jednak to zastosować w sprzedaży unikalnej spółki reżymowemu „właścicielowi” – w cudzysłowie, bo prawdziwymi właścicielami są „wszyscy Polacy”, z moim praprawnukiem włącznie. Tylko prawdziwi właściciele nie mają podstaw, by podejmować decyzje.

Więc podjęcie decyzyj przez wynajętych managerów to czysta korupcja. Już Arystoteles tłumaczył, że dzierżawca zawsze zrujnuje właściciela. Przypowieść Chrystusa o cwanym rządcy nie pozostawia wątpliwości. („Pewien bogaty właściciel zatrudniał zarządcę, który został później oskarżony o złe gospodarowanie majątkiem…” – Łukasz 16, 1-8). Problem jednak w tym, że nawet gdyby prezes Energi kupił tę Iberdrolę Polska za 1650 mln, to też nie wiedzielibyśmy, czy nie przepłacił – a jeśli ta spółka Renovables jest państwowa, to z kolei w Hiszpanii oskarżano by prezesa, że sprzedał ją za tanio.

Klasycznym przypadkiem była sprzedaż reżymowej firmie francuskiej naszej telekomunikacji. Zeznając przed komisją sejmową, śp. Jan Kulczyk oświadczył prosto z mostu, że III RP potrzebowała na gwałt pieniędzy na spłatę czegoś – więc zadzwoniono do Kulczyka, agenta WSI (podobnie jak jego ojciec), który pojechał i tę TP SA w kilka dni opchnął – jak stwierdził, o paręset milionów powyżej jej wartości. Na pytanie: „A po co Pan był do tego potrzebny?” oświadczył skromnie: „Jestem wiarygodny”. Krotko mówiąc: wiedział, komu i ile trzeba dać w Paryżu, by to szybko i sprawnie załatwić.

Być może zresztą transakcja była „polityczna”. P. Kulczyk udał się do swojego odpowiednika w Paryżu i powiedział: „Wiesz, moi potrzebują na gwałt coś sprzedać za głupie parę miliardów; załatw to – potem my od Twoich coś kupimy, jak będziecie w potrzebie”. Ostatecznie to agenci służb specjalnych czują się właścicielami czegoś, co kiedyś było państwem, a teraz jest „***, *** i kamieni kupą”. I co – czy komisja miała Kulczykowi coś zarzucić? Przeciwnie – z naszego punktu widzenia był niemal bezcenny. Jeżeli tylko cokolwiek nie jest prywatne – to zawsze pojawi się korupcja (lub oskarżenie o nią – nie do odparcia!). W sumie nieboszczyk Gosiewski nie wziął za „załatwienie” tego przystanku pieniędzy – ale za to mógł być pewien, że go znów wybiorą. Wyborcy zapłacili mu swoimi glosami.

I to jest korupcja nieuniknienie wpisana w system republikański. Dlatego „państwowe” to powinno być wojsko i policja – a i pułki w jak największym procencie powinny być wynajmowane. Z licytacji oczywiście. A zarządzać tym powinien Monarcha. Z Bożej Łaski, rzecz jasna.