E-wydanie | Prenumerata | Księgarnia
Nowy dział w księgarni NCZ! Systematycznie uzupełniane recenzje prawicowych książek autorstwa Korwina Mikke, Zarzecznego, Sommera i innych (kliknij tutaj)!
Jestem, czego nie ukrywam, tym, co amerykańskie feministki nazywają: „Białą
Męską Szowinistyczną Świnią” – czyli: normalnym człowiekiem. I twierdzę, między innymi, że „równouprawnienie kobiet” to kompletna bzdura. Kobiety, jako płeć słabsza, nie potrzebują i mieć nie powinny – „równych praw” – lecz szczególną ochronę prawną.
Nawet feministki nie protestują, gdy w kilku krajach wprowadzono już wagony „Tylko dla kobiet”. I bardzo dobrze – jest to idealne wcielenie w życie idei: żadnych „równych praw” – przywileje! Piszę to teraz, bo w „ANGORZE” po raz kolejny przeczytałem, jakie to straszne
rzeczy czekają Polki za granicą, jak to je porywają i umieszczają w domach publicznych… I całe organizacje społeczne plus urzędnicy państwowi nic, tylko je ratują. Ale jednocześnie do Berlina i Londynu pojechało sporo młodych homosiów. I jeszcze nie słyszałem o ani jednym przypadku, by takiego porwano czy przetrzymywano w domu uciech dla innych, forsiastych homosiów. Ani o jednym! Dlaczego?
Dlatego, że facet przymuszany do czegoś zaraz by zwiał – albo jeszcze się i zemścił. A kobiecie wystarczy kilka razy przylać, zagrozić, że potnie się jej buzię żyletką – i siedzi, gdzie jej każą, i robi, co jej każą… Taka jest prawda. Nie próbujcie mnie zakrzykiwać. TAKA JEST PRAWDA. „Równouprawnienie” to kompletny nonsens – bo kobiety są INNE. Schluß!! „Równouprawnienie” to XX-wieczny przesąd, w który wierzą jeszcze tylko kołtuny z lumpen-inteligencji – ale mamy
już wiek XXI! Podobnie ze sprawą „dzieci niepełnosprawnych”. Na moim blogu (http://korwin-
mikke.blog.onet.pl/) ~zibinho napisał: „Moim zdaniem jedyny błąd, jaki zrobił JKM, to trochę zbyt dosadnie powiedział to, co myśli – i co myśli większość ludzi (ale się do tego nie przyzna!). W mojej miejscowości (mała mieścina) są dwie niepełnosprawne osoby w szkole podstawowej.
Ich rodzice są po (lub w trakcie) bezskutecznej walki o miejsce w szkołach specjalnych dla swych pociech. Chcą tego jako rodzice, którzy kochają owe pociechy najbardziej na świecie i czują, że takie wyjście jest dla ich dzieci najlepsze. Nic to jednak, bo dzieci są u nas państwowe i to urzędas «kocha te» dzieci najbardziej. Wbrew postępowej tresurze trzeba o tym
mówić w ten sposób – to moje zdanie”.
Niestety: w dzisiejszych faszystowskich czasach urzędnicy państwowi traktują dzieci niepełnosprawne instrumentalnie: przydzielają je do „klas integracyjnych”, by dzieci zdrowe „rozwijały w sobie opiekuńczość”. Moim zdaniem, ICH prawdziwy cel jest jeszcze gorszy – ale
samo to już wystarczy. Tym urzędnikom wcale nie chodzi o dobro dzieci kalekich. Ani o dobro zdrowych zresztą. Oni REALIZUJĄ IDEĘ INTEGRACJI. Przy okazji: zapomniałem wpisać na Listę
Hańby p. Jakuba Strzyczkowskiego, który (w III Programie PR) nazwał mnie „faszystą”.
Przypominam, że ja domagałem się, by rodzice mogli posyłać swoje dzieci do takich klas i szkół, do jakich oni chcą – a „faszyzm”, odwrotnie, polega na tym, że to państwo decyduje, do jakich szkół posyłane są dzieci, czego się je uczy itd. Za Hitlera np. członkinie BDM („Bund Deutscher Mädel”, czyli Związku Dziewcząt Niemieckich) były uczone, że mają dawać dzieci „bohaterskim niemieckim żołnierzom”. Organizowano specjalne domy schadzek, by te dzieci (od bohaterów
na urlopach) mogły być poczęte. Nie było to przymusowe, oczywiście, ale… Nasze dzieci są przez III Rzeczpospolitą traktowane właśnie jak BDM-ki. Też nie są posyłane do „klas integracyjnych” pod przymusem – ale… Z listu zibinho skrzeczy rzeczywistość.
P. Strzyczkowski jest zapewne za głupi, by to zrozumieć – a może po prostu chlapnął, nie wiedząc, o czym naprawdę mówi, i nie zastanawiając się nad tym. Czyli: zapisał się do STADA gęsi. Przykre.