Najwyższy CZAS! Pismo konserwatywno - liberalne. Serwis internetowy.

E-wydanie | Prenumerata | Księgarnia

100% prawicy! Wiosenne nowości w księgarni sklep-niezalezna.pl (tutaj)

18/10/2007, 2:40. Kategorie: publicystyka

Prywatyzacja “banków krwi”?

»

Czy można i warto usprawnić rynek krwi w Polsce poprzez jego urynkowienie? W kraju sprawami dotyczącymi krwi zajmują się Regionalne Centra Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa (21) oraz Oddziały Terenowe (329). Nadzór pełni Krajowe Centrum Krwiodawstwa i Instytut Hematologii i Transfuzji w Warszawie (wojsko ma oddzielną sieć). Pobieraniem krwi mogą zajmować się tylko akredytowane publiczne ośrodki służby zdrowia. Krew i jej składniki przekazują szpitalom za opłatą ustaloną przez ministra tylko placówki publicznej służby. Jeśli chodzi o rynek krwi,
PAŃSTWO JEST TUTAJ ABSOLUTNYM MONOPOLISTĄ.

Oczywiście rynek krwi łączy się z różnym rodzajem kosztów. Po pierwsze, krew musi być badana. Jak informuje Magdalena Łętowska, krajowy konsultant w dziedzinie transfuzjologii klinicznej, każdemu dawcy robione są badania na: poziom Hb, antygen HBs, przeciwciała anty-HCV, przeciwciała anty-HIV 1, materiał genetyczny wirusów HBV, HCV i HIV, badania w kierunku kiły i aktywność ALAT, co oczywiście kosztuje.

Badania te nie dają 100% pewności, że krew jest bezpieczna. Jak informuje płk rez. dr Wacław Górnicki, członek Krajowej Rady Honorowych Dawców Krwi: “Nie można wykluczyć tego minimalnego ryzyka. Istnieje pojęcie >okienka serologicznego<, które oznacza okres pomiędzy możliwością zakażenia krwi a chwilą, kiedy można to wykryć. W różnych stanach chorobowych ten okres jest inny”. Na wykrycie HIV w krwi trzeba czekać do trzech miesięcy. Wynika z tego, że nie da się niestety całkowicie wyeliminować ryzyka zakażenia HIV w szpitalach. O “okienku serologicznym” warto wspomnieć homoseksualistom, którzy podnoszą w Polsce hasła dyskryminacji jako dawcy. Nie da się ukryć, że krew, a przede wszystkim jej BEZPIECZEŃSTWO KOSZTUJE.

W związku z tym zasadne wydaje się pytanie, czy Polskę zawsze (będzie) stać na testy najwyższej klasy do badania krwi. Aby krwiodawstwo i krwiolecznictwo mogło działać, potrzebna jest nie tylko bezpieczna krew, ale również cały system jej przechowywania i uzupełniania z powodu ograniczeń czasowych przydatności do użytku (najkrócej można przechowywać krwinki płytkowe: pięć dni, krwinki czerwone: około 35 lub 42 dni, najdłużej osocze w stanie zamrożenia: do roku), co zapewne nie ułatwia administracji systemu i łączy się z dużymi kosztami. Trzeci rodzaj kosztów związany jest z rekompensatami oferowanymi dawcom: czekolada (tzw. posiłek regenerujący za oddanie 450 ml krwi), kawa czy zaświadczenie do usprawiedliwienia nieobecności w miejscu pracy z zachowaniem prawa do wynagrodzenia, zwrot kosztów przejazdu do jednostki organizacyjnej publicznej służby krwi itd. Czwarta grupa kosztów to finansowanie działalności Centrów Krwiodawstwa i PCK (wszelakie dotacje) przez polskiego podatnika. Nie licząc już oddawanej darmowo krwi. Piąta grupa to koszty akcji reklamowych. Stare hasło (z czasów komuny) “Krew to życie” musiało nie do końca trafić w serca Polaków, skoro nastały czasy nowego. Teraz organizuje się wampiriady, skierowane często do studentów albo przechodniów, którzy gotowi są oddać krew praktycznie na ulicy w wampirbusie. Od niedawna podatnik musi być przygotowany na kolejny koszt odszkodowań dla biednych, zakażonych HIV-em dzieci. Czy dla dobra nas wszystkich nie byłoby lepiej, aby na rynku krwi działał również SEKTOR PRYWATNY?

Dr Wacław Górnicki nie jest zwolennikiem płacenia za krew. Uważa on, że dawca kierujący się chęcią zysku nie jest wiarygodny, nie zwraca uwagi na przebyte choroby i stosunki seksualne. Według niego, system krwi pobieranej za opłatą nie sprawdził się, gdyż “w roku 1958 – 98 proc. krwi było pobierane od dawców płatnych, a tylko 2 proc. od honorowych. 40 lat później te wartości dokładnie się odwróciły. I teraz bezpieczeństwo jest dużo wyższe (…)” – mówi. “Skład tych krwiodawców był bardzo różny. Powiedzmy sobie szczerze, jak ktoś potrzebował na pół litra, to szedł oddawać krew” -dodaje. Być może dr Górnicki ma swoje racje, uważając, że nie ma bezpośredniej relacji pomiędzy sprzedawaniem własnej krwi a bezpieczeństwem krwi w ogóle. Jednak przeszło 40 lat temu (w 1958 r.) nie było takich testów do analizy genetycznej wirusów, jakich używa się dziś. Do tego, dlaczego osoba sprzedająca krew nie mogłaby traktować swojego ciała jako kapitału i w konsekwencji o niego dbać? Być może na usprawnienie systemu nie wpłynąłby sam fakt płacenia za krew, ale zaistnienie na rynku prywatnych firm zajmujących się pobieraniem krwi, produkcją preparatów krwiopochodnych i tworzeniem banków krwi. System ten mógłby potencjalnie przynieść KORZYŚCI RÓŹNEGO TYPU.

Krwisty sektor nie działa w Polsce bez zarzutu, chociaż trudno powiedzieć, czy rzeczywiście działa aż tak fatalnie. Co jakiś czas słyszymy także, że krwi o konkretnej grupie brakuje w danym szpitalu czy że centra krwiodawstwa mają problemy z otrzymaniem należności za dostarczoną krew. System się sypie. Pierwszą korzyścią wypływającą z zaistnienia na rynku prywatnych jednostek jest rozszerzenie potencjalnych dostawców krwi. Po drugie, firma prywatna będzie w stanie lepiej oszacować koszty: czy bardziej opłaca się tworzyć stałą listę dawców stałego dostępu (także z rzadką krwią, której często brakuje i za którą dawca w Polsce ustawowo może otrzymać wynagrodzenie) i nie wydawać pieniędzy na ciągłe reklamy, czy przyjmować tylko krew bezpłatną. W konsekwencji cena krwi i jej pozyskiwania może się obniżyć, gdyż jednostka prywatna będzie działać bardziej ekonomicznie niż centra publiczne. Wątpliwe jest, aby ktoś obecnie badał, czy przykładowe wampiriady nie kosztują więcej niż zyskuje się w pozyskiwanej krwi. Części krwi na pewno trzeba się pozbyć, gdyż jest zakażona lub kończy się czas przydatności do użytku. Po trzecie, krew pobierana od takich dawców ze stałej bazy może być także bezpieczniejsza niż krew pobierana od przypadkowych przechodniów oddających krew w wampirobusie. Firmy prywatne mogą być także bardziej zainteresowane opracowaniem nowych testów na badanie krwi (testy na wykrywanie HIV są ciągle udoskonalane) lub nawet szybciej stworzyć krew sztuczną, nad którą się obecnie pracuje. I w końcu powstanie prywatnych banków krwi, które nawet opierałyby swoją działalność na krwi pobieranej darmo, zdywersyfikowałyby rynek (może nawet na skalę światową), tworząc zabezpieczenie w przypadku jakiejś katastrofy (atak terrorystyczny).

W USA istnieje masa prywatnych banków krwi, wszystkie działające jako organizacje non profit. Według przedstawiciela Amerykańskiego Czerwonego Krzyża (ARC), zarówno firmy prywatne, jak i publiczne stosują te same metody badania bezpieczeństwa krwi. Do tego w Stanach Zjednoczonych jest także co najmniej 400 punktów prywatnych skupujących osocze, średnio za 35 dol. ARC przekazuje krew szpitalom za opłatą, w ramach tzw. zwrotów kosztów. Piotr Karczmarski z Polskiego Czerwonego Krzyża przyznał, że “PCK nie zajmuje się sprzedażą krwi i produktów krwiopochodnych, podobnie jak jakimkolwiek innym komercyjnym jej wykorzystaniem (…) i nie planuje rozszerzenia zakresu działalności w tej kwestii”. I być może dobrze, że tego nie robi. Po co PCK kolejne przedsięwzięcie, których i tak za dużo prowadzi. Polityka dotycząca rynku krwi nie powinna jednak wykluczać z rynku prywatnych organizacji, które mogą zechcieć to robić. Rynek zaopatrzenia krwi jest wart zastanowienia. Nie tylko dlatego, że jak głosi hasło PCK za komuny “Krew to życie”, ale właśnie dlatego, że żyjemy w niespokojnych czasach. Może okazać się, że centralnie sterowane, “darmowe”, honorowe i altruistyczne nie wystarcza, aby zmierzyć się z ratowaniem ludzi na dużą skalę.

Skomentuj

Uzyteczne tagi:

<a href="adres strony www"> link </a>
<blockquote> "cytat" </blockquote>
<code> kod </code>
<i> italic </i>
<strong> pogrubienie </strong>