Kto mieczem wojuje od miecza ginie” - to stare powiedzenie jeszcze raz znalazło potwierdzenie. Neurobiologia, która przez postmodernistów pedagogicznych często wykorzystywana jest do wspierania postępowych poglądów, tym razem wytoczyła ciężkie działa przeciwko koedukacji.
8 listopada br. odbyło się w Madrycie seminarium na temat: “Mózg i edukacja. Różnice płciowe i uczenie się”. Na seminarium dr. Marii Gudín, specjalistka w dziedzinie neurologii i autorka książki “Mózg i uczuciowość” wygłosiła referat pt.:”Różnice płciowe w centralnym układzie nerwowym: wpływ hormonów”. Prelegentka zwróciła uwagę na fakt, iż mózg funkcjonuje różnie, zależnie od płci. Wedle badaczki początek tego zróżnicowania ma miejsce już w stadium embrionalnym. Później różnice ujawniają się w lateralizacji funkcji mózgu czy tempie rozwoju mowy.
Z kolei Hugo Liaño, profesor neurologii z Madrytu, autor książki “Mózg kobiety, mózg mężczyzny” mówił m.in. iż “mężczyźni lepiej orientują się w przestrzeni (umiejętność czytania map) oraz wykazują większe zdolności matematyczne. Kobiety natomiast przodują w intuicji uczuciowej i lepiej interpretują wyrazy twarzy oraz stany uczuciowe innych osób. Wspomniana wcześniej większa lateralizacja i symetryczność mózgu mężczyzn powoduje, że są oni bardziej skłonni do wyspecjalizowania się w określonej funkcji oraz do osiągnięcia na wybranym polu doskonałych wyników” - czytamy w relacji z seminarium na stronie poświęconej Edukacji zróżnicowanej.
Już tylko tych kilka spostrzeżeń naukowców daje wyobrażenie do czego mogą doprowadzić głębsze dociekania w tej materii. Nie trzeba bowiem wielkiej spostrzegawczości, żeby stwierdzić odmienne zainteresowania oraz tempo rozwoju chłopców i dziewcząt. Od wieków zwracała na to uwagę klasyczna pedagogika, oddzielnie wychowując i nauczając dzieci różnych płci.
Nagłaśnianie takich niekorzystnych badań jest bardzo kłopotliwe dla “edukacyjnych demokratów” przeciwnych “segregacji płciowej” w szkole, jak i dla wspierających ich neuropedagogów.
Do tych drugich należą m.in. zwolennicy Teorii Wielorakiej Inteligencji Howarda Gardnera, którzy odwołując się m.in. do badań nad funkcjonowaniem mózgu, mówią o ośmiu rodzajach inteligencji: matematyczno-logicznej, ruchowej, muzycznej, wizualno-przestrzennej, intrapersonalnej (refleksyjny), interpersonalnej, językowej i przyrodniczej, a także o związanych z nimi stylach uczenia się.
Przyjęcie tych domniemanych różnic w percepcji, wiąże się w konsekwencji z potrzebą radykalnej indywidualizacji kształcenia. Na przykład, uczeń przejawiający inteligencję wizualno-przestrzenną powinien być uczony i oceniany inaczej, niż uczeń z inteligencją matematyczno-logiczną. Przyjęcie takich założeń musi przełożyć się na politykę oświatową i na tworzenie klas, które grupowałyby dzieci z dominującym typem inteligencji i odpowiadającym im stylem uczenia się.
Jeśli w przypadku młodej i niezweryfikowanej przez życie Teorii Wielorakiej Inteligencji, akcentuje się indywidualizację kształcenia, to tym bardziej konieczne jest to w przypadku różnych stylów uczenia się chłopców i dziewcząt. Jednak niestety tutaj zaczynają się problemy. “Demokratyczna pedagogika” odrzuca w tym zakresie wskazania neurobiologii, kierując się przesłankami ideologicznymi (konieczność równouprawnienia, wspólne wychowanie do życia w społeczeństwie demokratycznym itp.)
Zjawisko to jest przejawem szerszej tendencji, wedle której nauka ma służyć wyłącznie “postępowi”. Jeżeli zaś mu nie służy, staje się nauką martwą - zasługując wyłącznie na przemilczenie. Z taką sytuacją mamy do czynienia w omawianym przypadku.
Zabrali ojca do aresztu pod zarzutem “fizycznego znęcania się nad dzieckiem” 1 komentarz
Pakiet działań “wspierających koniunkturę gospodarczą” za 130 mld. Skomentuj
“Demokracja” aż do skutku: wiosną 2009 Irlandczycy zagłosują ponownie!? 26 komentarzy
Urzędnicy uznali, że nadszedł wiekopomny czas aby za pieniądze podatników promować pozytywne nawyki jedzenia! 12 komentarzy
UE zaangażuje “europejską flotę powietrzno-morską” do walki u wybrzeży Somalii. 14 komentarzy
Homo bajkę dla dzieci pilotażowo wprowadził do szkół rząd Wielkiej Brytanii. Oby nasz nie był następny. 22 komentarzy
28 Listopada 2007 o 10:19
Że co? Tworzenie klas podług dominującego typu inteligencji?! A kto miałby to oceniać? Może jeszcze jedna instytucja oświatowa? Zostawmy te sprawy rodzicom, a nie naukowcom i urzędnikom. Dziwi mnie taki pomysł w ultraliberalnym pisemku. Jak dzieciak jest inteligentny, a rodzice wspierają - to da sobie radę w życiu nawet po najgorszej indoktrynacji z “demokratycznej pedagogiki”, nieważne: chłopiec czy dziewczynka.
Ja, np., jestem inteligentny w typie “refleksyjno-seksualnym”, ale oczywiście żaden Hugo Gardner na to nie wpadnie, bo zatrzymał się na etapie ośmiu rodzajów tej, tzw. Wielorakiej Inteligencji. Gdyby zastosować tu pomysł red. Zalewskiego powinienem był uczęszczać za młodu do klasy o profilu filozoficzno-erotycznym. Może potem, kto wie, swoją erudycją i dorobkiem naukowym przyćmiłbym Lwa-Starowicza, Kozakiewicza czy, chociażby, Wisłocką a kamasutrę miałbym w małym paluszku.
28 Listopada 2007 o 10:46
A mój pies to inteligent typu seksualno-prokreacyjnego.Wykazywał ogromne zdolności w tym kierunku.Myślę,że bylibyście dobrymi kumplami w jednej klasie.Jak zresztą większość zwierząt podwórkowych i nie tylko.
28 Listopada 2007 o 15:37
I świadectwa wystawiane przez szkołę byłyby również dzialone - to bez sensu. Uważam też, że szkoły powinny być zarówno koedukacuyjne jak i “płciowe” … Wysłałem swoją córkę do przedszkola i podstawówki koedukacyjnej, dlatego żeby wcześnie poznała także inne typy osobowościowe, różne rzeczy słyszałem o nacechowaniu seksem zachowaniu osób wychowywanych w specjalizowanych szkołach dla dziewcząt i chłopców. Wydaje mi się, że pewnego rodzaju napięcie i ciekawość związana z odrębną płcią (nie seksualna, zwykła ciekawość) zostają zaspokojone, a związki damsko-męskie na poziomie do 12 lat wypatrzone i obdarzone odpowiednim komentarzem przez znajomych …
Możliwe, że poszedłbym na klasy segregowane, ale uważam, że socjalizowanie się odrębnych płci podczas zabawy jest niezbędne.
28 Listopada 2007 o 16:24
W gruncie rzeczy powinienem być przeciw koedukacji… Ale to dzięki koedukacji spotkałem pewną osobę…
28 Listopada 2007 o 23:45
Dobrze, że nie spotkałeś jej w ZUS-ie albo w US-ie…
A już w ogóle dobrze, że nie na konwencie Samoobrony albo SLD…
29 Listopada 2007 o 03:23
Ciekawy jestem czy powyzsi dyskutanci sa obojnakami. Powinni sprawdzic. To moze byc obojnactwo psychiczne. Nie leczone prowadzi do domagania sie przez ojcow dzieciom operacyjnej zmiany plci, zarejestrowane juz sa takie przypadki w USA. Tak im sie niektore sprawy na mozg “rzucily”.
29 Listopada 2007 o 21:00
Szkoła ma przede wszystkim uczyć. Rodzice mają wychowywać. Szkoła ukierunkowana na kształcenie powinna uwzględniać indywidualne cechy ucznia. Stąd za dobry pomysł uważam istnienie szkół niekoedukacyjnych, co pozwala skupić się na nauce, a nie zaspakajaniu ciekawości, popisywaniu się itd. Co do rodzajów inteligencji, już istnieje pewien podział, ale zaczyna się kształtować na poziomie gimnazjum. Mamy przecież klasy sportowe, biologiczno-chemiczne, matematyczno-informatyczne, humanistyczne, artystyczne, czy językowe. Natomiast nie mam nic przeciwko isteniniu szkół koedukacyjnych, czy klas szerokoprofilowanych. Jeśli rodzice chcą do takich placówek posyłać swoje dzieci, to powinni mieć taką możliwość. Tyle, że muszą mieć wybór. Współcześnie jest to odgórnie narzucone i w tym problem.
Co do pomysłu oceniania różnie dzieci ze względu na predyspozycje, to to chyba rzeczywiście chybiony pomysł. Uczniowie powinni być oceniani tak samo. Jednakże ci uzdolnieni w danym kierunku, powinni mieć możliwość rozwijania się w wybranej materii.