W Rosji nikt nie płacze po polskich jabłkach

17

Wojna polsko-rosyjska weszła zgodnie z moskiewską logiką w fazę spożywczą, a właściwie powróciła do niej, bo historia znowu zatoczyła kółko. Swoją drogą czasami wydaje się, że dostojna nauczycielka życia zakreśla niemal co chwilę kółka na wypukłym czole naszego globu, ale ludzie wciąż postępują tak, jakby nie potrafili zrozumieć tego przejrzystego znaku.

Świadczy o tym choćby tegoroczne lato, gorące i burzliwe nie tylko w sensie meteorologicznym. Rosja odgryza się za sankcje całemu Zachodowi, jednak tradycyjnie pierwsze uderzenie kieruje w Polskę – taki już widocznie los przedmurza.

Konsumenci kontra Putin

Pojawiają się w tych zapasach również wątki zabawne – na przykład wypowiedziany publicznie przez nadwiślańskiego ministra rolnictwa pogląd, że „rosyjscy konsumenci” zmuszą Włodzimierza Putina do odwołania embarga na polskie jabłka. Tymczasem wpływy jakiegoś urojonego zbioru klientów ceniących importowane z Polski owoce są mniej więcej porównywalne z naciskiem, jaki mogą wywrzeć na Kreml członkowie kółka miłośników warcabów z zachodniosyberyjskiej Talmienki (osiedle typu miejskiego) w kwestii likwidacji rakiet średniego zasięgu. W świadomym i dojrzałym, jak powszechnie wiadomo, społeczeństwie rosyjskim termin „konsument” kojarzy się w pierwszym rzędzie z Rospotrebnadzorem, czyli Federalną Służbą Nadzoru w Sferze Ochrony Praw Konsumenta i Dobrobytu Człowieka (!) – organem kremlowskim firmującym wszystkie wojny żywnościowe wywoływane przez Moskwę. Instytucją tą przez blisko dziesięć lat, aż do jesieni ubiegłego roku, kierował niezrównany Genadiusz Oniszczenko, którego rolę w propagowaniu zdrowego trybu życia Rosjan (wykluczającego w zależności od koniunktury politycznej picie białoruskiego mleka, gruzińskiej wody mineralnej czy też objadanie się litewskimi serami, ukraińskimi słodyczami, polskim mięsem i owocami itd.) da się jedynie porównać z funkcją, jaką – uczciwszy naturalnie proporcje – odgrywał niegdyś sam Józef Goebbels. Przeglądając ponad tysiąc komentarzy rosyjskich internautów odnoszących się do wprowadzonego przez Moskwę zakazu wwozu polskich owoców i warzyw, nie natknąłem się na wpis, który brałby w obronę płody polskich sadów czy też choćby demonstrował jakieś niezależne „konsumenckie” zdanie.

Gardłujący na forach Rosjanie gremialnie domagali się za to, aby te „zatrute, niesmaczne i paskudne” jabłka skonsumowały (no, dobrze – zżarły) same „przeklęte pszeki”, czyli my sami, co zresztą przedziwnie koresponduje z nawoływaniem przez media warszawskie do pospolitego konsumenckiego ruszenia na krajowe goldeny i idaredy. Tu i ówdzie proponowano, byśmy podzielili się tymi karykaturami jabłek z – na ogół w tej kolejności – świniami, Chochlandią (pogardliwa nazwa Ukrainy) lub innymi krajami Giejropy. Stopień już nie zwykłego zlemingizowania, ale wręcz hunwejbinizacji ludu rosyjskiego osiągnął tak wysoki poziom, że zapewne większość widzów pierwszego kanału telewizji moskiewskiej wprowadzenie „kordonu żywnościowego” istotnie uznała za przejaw najwyższej troski władz, które broń Boże nie chcą, aby ich podopieczni brali do ust jabłka składające się głównie z pestycydów, w dodatku wygryzionych niemal do cna przez larwy owocówki jabłkóweczki. Cóż, każdy prawie Rosjanin pamięta z dzieciństwa bajkę Aleksandra Puszkina „O śpiącej królewnie i siedmiu junakach”, w której kulminacyjna scena to ta, gdy służka złej carycy wręcza jabłko prawowitej dziedziczce tronu, żyjącej na odludziu skromnie, choć dość postępowo (bo w towarzystwie kilku braci osiłków, a nie jakichś małogabarytowych krasnoludków – jak w zachodnich wersjach baśni). Królewna spoziera pożądliwie na feralny owoc („tak świeże i tak pachnące, rumiane, złociście lśniące, jakby w miodzie wykąpane, słodkim sokiem napełnione…”), po czym, nie oglądając się na swoich siedmiu dobroczyńców – a widziałem w Rosji rodzinę, w której pojedynczy egzemplarz dorodnego owocu spod Grójca, zakupiony w sklepie za równowartość jednego dolara, dzielono skrupulatnie na wszystkich członków familii! – łapczywie konsumuje zatruty podarek i zapada w głęboką śpiączkę. Kremlowscy propagandyści mieli więc uproszczone zadanie i obyli się nawet bez pomocy arcyutalentowanego Oniszczenki – wystarczyło w miejsce podstępnej i podłej carycy podstawić, powiedzmy, Donalda Tuska obłudnie kuszącego lud prawosławny takim „jabłuszkiem pełnym snu (wiecznego)”, a sprawa była już dla wszystkich jasna… Ci Rosjanie, których umysły nie zostały jeszcze sputinizowane doszczętnie, woleli w tej sytuacji schować do kieszeni zdrowy rozsądek (oraz nostalgię receptorów smaku); znaczna część z nich, nawet jeśli nie uwierzyła w kremlowskie bajki, zapałała za to znaną także z rosyjskiej literatury „szlachetną wściekłością”. Jak bowiem śmie podskakiwać potężnemu imperium jakiś dawny sowiecki bantustan położony na peryferiach NATO i Unii Europejskiej (a Rosja na NATO i Unię przecież „pluje z wysokiej góry” – autentyczne słowa wypowiedziane przed tygodniem przez siedemnastolatka z Nowosybirska, który pragnie podjąć studia w Polsce)?

Są, owszem, dziedziny, w których rosyjscy nabywcy puszczają mimo uszu nawoływania władz zachęcających do nabywania towarów produkcji ojczystej. Dotyczy to na przykład rynku motoryzacyjnego – każdy Rosjanin wie, że nawet wysłużona inomarka jest lepsza niż rodzimy wóz prosto z taśmy. Dotyczy to zresztą także sprzętu elektronicznego i wielu innych urządzeń. O tym jednak, że od Smoleńska po Czukotkę ktokolwiek będzie stawiał się z powodu polskich owoców i warzyw, możemy sobie na razie tylko pomarzyć.

Wychodzi więc na to, że bzdurzący o „opozycji konsumenckiej w Rosji” Marek Sawicki to po prostu kolejny amator kwaśnych jabłek, podobnie jak całe mnóstwo jego partyjnych i rządowych kolesi.

Efekt krótkiej kołderki

Nie wszyscy Rosjanie, wbrew entuzjastycznym doniesieniom moskiewskich mediów, skaczą z radości, ciesząc się z powrotu Krymu na łono imperialnej ojczyzny. Są i tacy, którzy zgrzytają zębami – i to całkiem głośno. Szczególnie wielu można ich znaleźć w największej jednostce administracyjnej Federacji Rosyjskiej, czyli Republice Jakucji. I to wcale nie dlatego, że z punktu widzenia licznych jej mieszkańców Rosja mogłaby równie dobrze zachapać wyspę Bora-Bora. Uroki Jałty czy Eupatorii są bowiem nieosiągalne dla ludzi z odległej syberyjskiej prowincji, których główną troską jest przetrwanie jutrzejszego dnia.

Jednak ci Rosjanie, którzy mają bliżej albo po prostu lepiej, pielgrzymują na odzyskany półwysep, zwłaszcza w sezonie urlopowym. Do przeprawy promowej przez Cieśninę Kerczeńską (jest to jedyne lądowe połączenie Krymu z Rosją) ustawiają się gigantyczne kolejki. Pilnie potrzebne są inne możliwości dotarcia na tę ziemię odzyskaną… Zapewne głowią się nad tym w Rosji co najmniej dwa resorty – ten kierowany przez Sergiusza Szojgu, rozmyślający prawdopodobnie o szlakach po zachodniej stronie Morza Azowskiego, oraz ministerstwo finansów, poszukujące środków na wypełnienie rozkazu prezydenta Putina, który polecił wybudować most i podwodny tunel łączące Półwyspy Krymski i Tamański. Pomysł nie jest nowy – taki prowizoryczny most przerzucili w tym miejscu Niemcy jeszcze w 1942 roku i zamierzali nawet zbudować trwałą przeprawę. Ostatecznie most wznieśli Rosjanie z porzuconych przez wojsko niemieckie materiałów budowlanych, ale konstrukcję tę już pierwszej zimy zniosła kra. Oczywiście Cieśnina Kerczeńska to nie jedyne miejsce w Federacji Rosyjskiej, gdzie przydałby się most.

Zdjęcia pokazujące drogę rangi federalnej M56 „Lena” od dawna krążą po sieci, wzbudzając u internautów – w zależności od ich nastawienia do współczesnej Rosji oraz jej włodarzy – rozmaite uczucia. Widoki groteskowo przechylonych aut tonących w błocie i utytłanych po czubek głowy ludzi usiłujących wydobyć z grzęzawiska swoje pojazdy jednych bawią, innych napawają wstydem lub rozwścieczają. Licząca 1200 kilometrów trasa jest najdłuższym odgałęzieniem samochodowej magistrali transsyberyjskiej (której stan zresztą także pozostawia wiele do życzenia) i łączy Jakuck – poprzez Ałdan i Tyndę – z trasą „Amur”, czyli faktycznie z resztą kraju. Ta transjakucka droga ma dla syberyjskiej republiki znaczenie newralgiczne. Nie bez powodu jest uznawana za jedną z najbardziej niebezpiecznych dróg świata. Budowano ją przez cztery dekady od 1924 roku i ostateczny rezultat wygląda podobnie jak efekt budowy komunizmu. Jednym słowem: rozpacz. Rozpadliny i potworne dziury na drodze oznaczają zazwyczaj zatknięte w nie gałęzie drzew (to zresztą zwyczaj ogólnorosyjski; bardziej przykładający się do swojej pracy drogowcy wznoszą nad dołami konstrukcje z kilku solidnych konarów, mniej troskliwi zadowalają się tylko wetknięciem jakiejś witki w pobliżu wyrwy). Na niektórych odcinkach drogi jest nawet asfalt, ale stan jego uzależniony jest od procesów, jakie danego lata zachodzą w znajdującej się pod nim wiecznej zmarzlinie. Program rządowy przewidział finansowanie remontu „Leny” – w tym roku wydzielono z budżetu na to nieco ponad 10 miliardów rubli, ale w latach 2018-2020 suma ta miała wzrosnąć aż sześciokrotnie. Tymczasem ministerstwo finansów już zaproponowało, aby zmniejszyć te nakłady o jedną trzecią. Bo wprawdzie potrzebny jest most na rzece Lenie (może to trudno sobie wyobrazić, biorąc pod uwagę jakość całej magistrali, ale jego brak uchodzi za główną bolączkę trasy M56), ale jeszcze bardziej potrzebny jest most przez Cieśninę Kerczeńską. W końcu Krym to jakby teraz witryna Rosji, obszar prestiżowy, taka sztandarowa budowa imperializmu, a zabita dechami Jakucja, skoro już czekała tyle, to chyba może jeszcze trochę wytrzymać…

wesprzyj_wolne_media_artykul
  • Tomek

    A na onecie artykuł pokazujący puste pułki w rosyjskim hipermarkecie :)
    Zdjęcie wzięli chyba z roku 1980.

    • Sebastian Olewczynski

      Pułki to chyba na granicy z Ukrainą? ;-)

      • Tomek

        Racja, poprawiłem :)

  • t0mat0r

    Rosyjski zakaz to nic innego jak ingerencja urzędasów w gospodarkę. Ktoś z KNP się nad tym zająknął? To tak wygląda wasze wymarzone państwo wolnościowe że go w ogóle nie krytykujecie? A co będzie jak przejmiecie władzę tutaj, też zaczniecie mówić firmom co mają prawo importować tak jak to robi Putin?

    • Papierowy Gwóźdź

      Sankcje pierwszy wprowadził Eurokołchoz.,,To tak wygląda wasze wymarzone państwo…?”Wy tow.macie władzę i mówicie,, firmom co mają prawo importować tak jak

      to robi idol Putin?
      Brak jabłek w organiźmie i kartofli.Smacznego.

      • t0mat0r

        „Sankcje pierwszy wprowadził Eurokołchoz”

        nie osmieszaj sie… wczesniej rosyjskie urzedasy wielokrotnie wprowadzaly embarga bez powodu

        • Papierowy Gwóźdź

          Bez powodu-naprawdę?Akcji towarzyszy reakcja -od lat.
          Dlatego z góry było wiadome co nastąpi i co potem podrożeje.
          Upieranie się że co dozwolone Eurokołchozowi to zabronione Putinowi świadczy o zbyt małej zawartości jabłek w organiźmie.

      • Darek

        Nie tylko nas sankcjonują, np. należącą do UE i bardzo, bardzo groźną dla Rosji Mołdawię :) Autor wspomniał idaredy jakie szły na eksport do Rosji. Niedawno słyszałem wypowiedź szefa organizacji sadowników ktory powiedział coś ciekawego. Otóż większość jabłek i tak trafi do przechowalni pomimo rocznego embarga. Na pewno nie będzie wśród nich idaredów i innych odmian ktore sprzedawały się wyłacznie w Rosji. Można przyjąć, że drzewa tej odmiany już tej zimy trafią do polskich kominkow jako alternatywa dla rosyjskiego gazu.

        • Papierowy Gwóźdź

          Czy do Rosji sprzedawaliśmy tylko jabłka?Widać więc że to żarcie jabłek ma charakter propagandowy,coś jak potrząsanie szabelką-romantyczne ale za to idiotyczne.A wyjdzie jak zawsze,wystarczy poczekać.

          • Darek

            Owoce i warzywa stanowiły gro naszego eksportu. Nawet jeżeli przyjmiemy, że Polska to prowodyr w potrząsaniu szabelką i trzeba ją za to ukarać co takiego zrobiła Rosji malutka Mołdawia?

            • Papierowy Gwóźdź

              Nie przyjmiemy że Polska to prowodyr bo raczej słuchać musi.Klaunom potem łatwiej jest odgrywać sztukę pt.,,Żryjcie jabłka każdego dnia”niż tłumaczyć narodowi dlaczego przyłączyli się do embarga znając jakie to przyniesie straty.

              A co zrobiła Mołdowa?

              • Darek

                No właśnie, co zrobili wielkiej Rosji że postanowiła ich ukarać?

                „Klaunom potem łatwiej jest odgrywać sztukę pt.,,Żryjcie jabłka każdego dnia”

                Tę akcję zapoczątkowali kto inny dawno, dawno temu, a slogan w oryginale brzmi:

                An apple a day keeps the doctor away

  • Deduktor

    Rosjanie mają naturę pionierską. Francuzi czują się nawet z tego powodu zdetronizowani, bo ich Rewolucja Francuska została bezpowrotnie przykryta przez Październikową, która wskazała kierunek na LEWO całemu światu.
    A po niej to kto był przodownikiem w uprzemysłowieniu na wielką skalę; począwszy od elektryfikacji, jak Lenin przykazał, trafiającej pod strzechy, jeśli oczywiście na strzechy natrafiła linia przesyłu od potężnej elektrowni wodnej na zaporze wielkiej rzeki (zmieniającej tamtejszy klimat w „mikroklimat” – też pioniersko, choć jeszcze nie zatruwając go bardzo) do wielkiej fabryki „wózków dziecięcych” (autentyczna troska o zaspokojenie potrzeb ludzi pracy), których części po złożeniu dawały – karabin maszynowy, jak to żartobliwie opisał W.Suworow.
    A po przegraniu zimnej wojny, to kto, zorientowawszy się, iż energia jest czynnikiem niezbędnym i rosnącym w gospodarce przyszłości i wogóle w życiu codziennym ludzi, przedsięwziął odpowiednie działania?
    Czy trzeba jeszcze gromadzić dowody na STRATEGICZNY SOJUSZ ROSJI I USA w dziedzinie dostępu na świecie do nośników energii?
    Chodzi o cały świat dosłownie i w ogólności, a w szczególności, owszem, Chiny, ale także inne rosnące potęgi – i „drobnicę” – nieuchronnie niepodporządkowane w przyszłości tej parze.
    Czy przypadkiem przemysł ukraiński zużywa tak dużo gazu, dostarczanego przez Rosję?
    Pamiętam jak A. Gudzowaty (początek lat 90) nawijał makaron na uszy, dając za przykład hutnictwo ukraińskie oparte na „tanim gazie rosyjskim”, aby skłonić do zakupów na wielką skalę polskich odbiorców.
    To ci się dzieje teraz na Ukrainie nie jet do końca przewidziane, tylko ze względu na ten Nowy Świat Niezachodni. Waszyngton przyjął do akceptującej wiadomości, że Ukraina – przede wszystkim jako naturalny sojusznik Niemiec – musi być zredukowana do rozmiarów nie zagrażających Rosji.
    Dla mnie działania Rosji, chciał nie chciał, wstrząsają zastanymi układami w Europie (i na świecie) i są czynnikiem do UWOLNIENIA GOSPODARKI. Gospodarki przyszłości!
    Czynnikiem sprawczym Rosja jest napewno, ale sama dobrego przykładu dać nie jest w stanie. Wystarczy jej, że „pluje z wysokiej góry” – ku uciesze Śmietanki Bojarskiej.

    • Darek

      Gudzowaty miał rewelacyjny interes na handlu gazem – nic nie robił a od każdego m3 do kasy wpadały okragłe sumy. To była jedna z ciekawszych postaci naszego biznesu i szukający agentów Pan Michalkiewicz powinien wszcząć śledztwo dziennikarskie kto zaś i za kim się skrywał. Bezczelne forsowanie wzrostu zużycia gazu ma tez inne oblicze, coraz mocniejsze lobby naciska na zakaz używania węgla w domach. W Krakowie już to uchwalili i nawet dają pieniadze na wymianę kotła węglowego na gazowy. Jednak powinęła im się noga bo niedawno sąd uznał ten zakaz za niezgodny z prawem. Widac bardzo silne parcie na wmanewrowanie jak największej liczby obywateli w uzywanie tego drogiego paliwa, podczas gdy w tym samym Krakowie ciepłownictwo leży i kwiczy. Im większa aglomeracja tym bardziej oplaca się budowa elektrociepłowni węglowych, bo mogą pracować cały rok wytwarzając ciepło użytkowe i ew. technologiczne. Jak to możliwe, że duże miasto leżące rzut beretem od kopalni wegla nie jest w stanie zapewnić NAJTANSZEGO ciepła dla swoich mieszkańców to słodka tajemnica ich władz! A dlaczego za każdym tego typu uzależniającym od gazu projektem kryje się czerwony to zupełnie inna bajka.

  • tatko1

    „Budowano ją przez cztery dekady od 1924 roku i ostateczny rezultat wygląda podobnie jak efekt budowy komunizmu” Dawno sie tak nie usmialem. BTW, calkiem fajny artykul.

  • Maciej

    Kraj mlkim i miodm płynący, szczęślii zasobni, dostatnio żyjący ludzie, wolność slowa, szacunek dla praw człowieka i tylko drobne niedogodności drogowe na szlaku do rdzennie ruskiego Krymu – świetny tekst kabaretowy.

  • 47alex

    szanowny Panie chciałbym zwrócić uwagę, właściciele polskich sadów i exporterzy stracili kupę pieniędzy (a więc i Polska z Panem i mną) dzięki wybitnej pracy polskiego nierządu.
    Cała reszta to tylko bicie piany.
    Polski nierząd jest ślepym wykonawcą decyzji które zapadają w całkiem innym miejscu.
    szalom.