Wielomski: Lewacy nie wierzą w Macrona

Następnie Onfray naszkicował wielką polityczną i ideologiczną ciągłość we francuskiej polityce, prawdziwą oś Mitterand-Chirac-Sarkozy-Macron, ponieważ od dziesięcioleci istnieje absolutna zbieżność idei między prawym skrzydłem socjalistów i lewym skrzydłem establishmentowej lewicy. W konsekwencji „Partia Socjalistyczna nie jest socjalistyczna”, ponieważ nawet w sferze narracyjnej posługuje się niesocjalistyczną narracją, gdzie brakuje słowa „lud”, a nadużywane jest prawicowe słowo „suwerenność”.

Apostazji od prawdziwego socjalizmu dokonał ćwierć wieku temu François Mitterand, podporządkowujący partię interesom wielkiego kapitału, a następnie budując podstawy „Europy Maastricht”, czyli kontynentu rządzonego przez wielkie korporacje, gdzie pod hasłami liberalnymi i wolnościowymi obywatele mają rzeczywistą wolność coraz bardziej ograniczoną, a korporacje posiadają coraz więcej realnej władzy prywatnej. Głoszony publicznie leseferyzm jest oszustwem, gdyż dawno został zlikwidowany, ale nie znikł ze sztandarów „Państwa Maastricht”, czyli Unii Europejskiej, gdzie panuje autentyczna „tyrania państwa”.

Jest to „liberalizm narzucany nam przez Brukselę i całą tę biurokrację, a będący bardzo odległy od liberalnej wolności”. Normy i regulacje europejskie stanowią formę „dyktatury”. W końcu nie jest możliwe, aby „państwo biurokratyczne narzuciło liberalizm wolnościowy”. Podobnie wolności nie da Francji Jean-Luc Mélenchon, chwalący Robespierre’a i jakobinów, któremu bliski jest Terror, Fidel Castro i Chávez.

Od czasu prezydentury Mitteranda – stwierdza Onfray – jedynym celem Partii Socjalistycznej stała się obrona status quo i „zachowanie władzy”. Klęska PS w wyborach prezydenckich to nie klęska socjalizmu, lecz partii tak się samookreślającej, a która jest ideologicznym trupem od dziesięcioleci. Zwłoki te można dzisiaj pochować, ponieważ resztki kadrowe zebrał teraz Macron.

To, co zwraca uwagę w wypowiedziach obydwu lewicowych filozofów, to absolutny brak wiary w Emmanuela Macrona. Obydwaj widzą w nim bankiera i ekspozyturę wielkich korporacji, który będzie budował Unię Europejską z korzyścią dla tychże korporacji. Ciekawym elementem były zarysowane alternatywy dla „macronizmu”. Teoretycznie obydwaj odcinają się równo od Mélenchona i Marine Le Pen. W wypowiedziach Finkielkrauta dostrzec można jednak ciut sympatii dla tego pierwszego, co jest zrozumiałe. Ciekawsza jest jednak postawa Onfraya, w której ja wyczułem drobniusieńką nić zrozumienia, a może nawet sympatii dla… Frontu Narodowego.