E-wydanie | Prenumerata | Księgarnia
Nowy dział w księgarni NCZ! Systematycznie uzupełniane recenzje prawicowych książek autorstwa Korwina Mikke, Zarzecznego, Sommera i innych (kliknij tutaj)!
Pozwoliłem sobie zacząć w tytule od Klasyka. Jak pamiętają osoby zafascynowane postacią pana Janusza Korwin- Mikkego, rzecz dotyczyła rządu i ministra finansów – i padła w czasie jednej ze znakomitych mów sejmowych, brzmiąc przed odautorską poprawką: „rżnie głupa”. Wzmiankę o mnie, przypiętą do tekstu pt. „UPR i P-JKM”, odczytuję jako „udawanie Greka” właśnie.
Fragment wspominający historię PJKM pan JKM zakończył zdaniem z mającym dać wiele do zrozumienia Czytelnikom wielokropkiem: „Przy czym zawsze zastanawiało mnie, dlaczego następnemu Prezesowi, p.Wojciechowi Popieli, jej istnienie przeszkadzało…” (cały tekst został opublikowany w NCZ! i na nczas.com – jest dostępny tutaj). Pan JKM udaje Greka – który to już raz? – gdyż nic nie musiało Go zastanawiać. Mówiłem to wraz z członkami UPR otwarcie przy wielu okazjach. Ale skoro pan JKM publicznie się zastanawia, publicznie przypomnę. Będzie mi tym łatwiej, że w początkach PJKM brałem udział w jej wyborczym starcie jako wiceprezes UPR, wybrany bodaj w lutym 2005 roku przez Konwentykl. Nie będę w tym miejscu odnosił się do sporu JKM-Witczak i aktualnej sytuacji w UPR wynikającej z postępowania obu panów.
Dlaczego mnie, prezesowi UPR, przeszkadzało istnienie PJKM? Przede wszystkim dlatego, że mój idol nie dotrzymał słowa i zwyczajnie nas okłamał, niszcząc swój autorytet. Istotą PJKM był udział weń UPR. Ale Rada Główna UPR postawiła warunek: wyrejestrowanie PJKM po wyborach. Pisemny – o co najbardziej zabiegał, o ile pamiętam, pan wiceprezes Stanisław Żółtek. Rzecz działa się w wieżowcu obok Rotundy PKO. Zgoda na ten eksperyment była też – co tłumaczył panu JKM i panu prezesowi Boroniowi szef sztabu PJKM, mój wieloletni najbliższy współpracownik, Maciej Bojanowski z Wrocławia – rodzajem testu na rzeczywistą siłę nazwiska JKM wśród wyborców. Wynik nie odbiegał od tendencji spadkowej wyników UPR. Przyjmując gremialnie wyborcze nazwisko „Korwin-Mikke”, powiedzieliśmy „sprawdzam” i cud się nie zdarzył. Później też nie.
W roku 2007 pan JKM zebrał jako nr 1 w liberalnym Gdańsku ponad 3 tys. głosów, a ja w Warszawie ok. 7 tysięcy. W kampanii PJKM brałem czynny udział, a w pamięci utkwiło mi zdziwienie, jakim pan JKM podzielił się z szefem sztabu, że „oni nie załatwili prądu” na niedzielną kulminacyjną konwencję wyborczą na Rynku Starego Miasta w Warszawie. Załatwiał go szef sztabu z Wrocławia o północy, gdyż „onych” nie było. Później od czwartej rano przygotowywaliśmy scenę, po występie na której pan JKM dosłownie uciekł przed tłumnie zgromadzonymi dziennikarzami, „bo i tak przekręcą moje wypowiedzi”. Chyba nikt z UPR nie mógł zrozumieć wówczas tej postawy. W prawyborach w Bochni i Wrześni zadbaliśmy o dobry wynik, co dało odpowiednio ponad osiem i ponad sześć procent. W ostatnim dniu kampanii pan JKM występował wieczorem w TVP1, a ja z panem prof. Wolniewiczem i z Maciejem Bojanowskim w TVP3, w „Młodzież kontra”. Do dziś jest to jedno z najbardziej poszukiwanych przez UPR-owców nagrań w internecie.
Po przegranych wyborach w 2005 roku pan JKM ogłosił „wycofanie się z polityki” i przejście na emeryturę. Partii PJKM nie wyrejestrował. Do dziś. Wówczas wydawało się, że warunek umowy jest dotrzymany w wyniku „wycofania się z polityki”. Jak przypomina pan Waldemar Łysiak: „Należy dotrzymać słowa, nawet jeśli się je dało psu”. Niestety pan JKM hołdował zasadzie danej nam do zapamiętania w 2007 roku przez pana Romana Giertycha: „Polityk dotrzymuje słowa, dopóki musi”. Tego samego pana Giertycha, któremu pan JKM stręczył w czasie naszych negocjacji w Sejmie we wrześniu 2007 roku dodanie PJKM do układanki LPR-PR-UPR. Co wybiliśmy Mu z głowy natychmiast – wystarczyła tam już jedna „wydmuszka” w postaci PR.
Po fiasku wcześniejszego sondowania w internecie ewentualnych zwolenników gotowych do skromnych wpłat i prawdziwego „działania” z panem JKM, gdyż „UPR nic nie robi”, PJKM pojawiła się w publikacjach pana JKM ponownie wiosną 2009 roku – jako konkurencja UPR w zbieraniu podpisów do Parlamentu Europejskiego. Oczywiście „dla dobra UPR”. Wiele razy apelowałem do Konwentyklu o odpowiedzenie sobie na pytanie: Czy pan JKM może z UPR robić wszystko, z publiczną krytyką włącznie, a my mamy to aprobować i oklaskiwać, czy może UPR ma prawo wymagać pewnych rzeczy od pana JKM i publicznie odpowiadać na publiczną krytykę? Konwentykl nie zdobył się wówczas na jasne stanowisko w tej prostej sprawie.
Co do PJKM: jeśli ktoś czytał jej statut i widzi się w roli działacza organizacji, w której o każdej spornej sprawie decyduje jednoosobowo pan JKM, a jego głos jest w każdej sprawie ostateczny – nie ma lepszego miejsca. Polecam. Ja się nie wybieram. Okres bezgranicznego zaufania i zauroczenia już dawno minął. Zresztą pan JKM też do PJKM przechodzi tylko werbalnie – ciągle jest członkiem UPR. Wie, że szanse na zebranie przez PJKM podpisów są bliskie zeru, a tylko to umożliwia start w wyborach. Dlaczego, wiedząc doskonale o wszystkim, co napisałem powyżej, pan JKM wrzucił zakończone tajemniczym wielokropkiem zdanie do swojego tekstu?
Pstryczek za mój komentarz do sporu panów prezesów: „Przyganiał kocioł garnkowi” – czy prewencja? Amicus Plato, sed magis amica veritas. Ludzie pracujący od lat dla UPR, nocami, w deszczu i chłodzie, głosujący i wpłacający swoje pieniądze, zasługują na mówienie im prawdy. Całej. Przed Polakami okres, który znamy z kart historii. Za sprawą naszych tzw. elit. tracimy de facto suwerenność polityczną i gospodarczą na rzecz nowego podmiotu prawnego – Unii Europejskiej. Kończąc optymistycznie: z okazji niedawnych urodzin pana JKM – sto lat! Choć jak miał mawiać Stefan kardynał Wyszyński: „nie należy stawiać granic Opatrzności Bożej”.