E-wydanie | Prenumerata | Księgarnia
Nowy dział w księgarni NCZ! Systematycznie uzupełniane recenzje prawicowych książek autorstwa Korwina Mikke, Zarzecznego, Sommera i innych (kliknij tutaj)!
W Klubie Ronina odbyła się, pod przewodnictwem b. sędziego Trybunału Konstytucyjnego, Wiesława Johanna, dyskusja na temat liberalizacji dostępu do adwokatury. Gdyby był tam p. Jacek Żakowski, WCzc. Joanna Senyszynowa (SLD, Gdynia) lub choćby p. Piotr Najsztub – to by było z pięć telewizji i reporterzy z 30 redakcji.
Ponieważ byli tam tylko tacy nieważni ludzie, jak np. WCzc. Arkadiusz Mularczyk (PiS, Nowy Sącz), Stanisław Michalkiewicz, Maciej Rybiński, p. mec. Stanisław Rymarz (obecnie wiceszef Trybunału Stanu) czy niżej podpisany – to media zajmowały się samolotem, którym lata p. premier zamiast pana prezydenta. Tu zajmę się tylko jednym aspektem tamtej dyskusji.
Otóż p. Rymarz – co nikogo nie dziwiło (ostatecznie przez wiele lat był członkiem, a w latach 2001-2007 prezesem Naczelnej Rady Adwokackiej) – bronił tezy, że dostęp do zawodu adwokata powinien być reglamentowany – ponieważ musi to być “osoba zaufania publicznego”. Za wiarygodność takiego adwokata poręcza bowiem państwo…
Maciej Rybiński powiedział na początku, że chodzi tylko o to, by pieniędzmi za obronę przed sądami dzieliło się ograniczone grono osób – a reszta to tylko maskująca gadanina; i rzeczywiście – do końca głosu już nie zabrał. Ciężar obrony stanowiska liberalnego spadł więc na Michalkiewicza i mnie.
Michalkiewicz twierdził, że tak naprawdę to nie “państwo” daje gwarancję za adwokata; sprawdzenie kwalifikacji powierzyło samej korporacji, więc odpowiedzialność państwa jest żadna. Najlepiej widać to po tym – stwierdził słusznie – że jeśli adwokat spartaczy mi sprawę – to nie mogę pozwać o odszkodowanie III Rzeczypospolitej, która (podobno…) za tego adwokata ręczy…
Temat powinienem był pociągnąć dalej twierdząc, że gdyby to naprawdę państwo ręczyło za adwokata – to byłoby jeszcze GORZEJ! Czy, gdybym toczył proces z Janem Kowalskim – to wziąłbym sobie adwokata, za którego dyskrecję, prawość i rzetelność poręczyłby mi właśnie Kowalski? Chyba nie… A przecież ja większość procesów toczyłem, toczę i toczyć będę przeciwko III Rzeczypospolitej – i oto mam sobie brać do pomocy adwokata, którego wyselekcjonowała III RP?!
Zamiast tego zajęliśmy się do spółki pojęciem “zaufania”, którym szermował p. Rymarz. Otóż mistyfikacja polega na tym, że nie istnieje “zaufanie w ogóle” – tylko zaufanie konkretnej osoby do konkretnej osoby. Otóż ja mogę – mam taką idiosynkrazję – nie mieć zaufania do nikogo polecanego przez Naczelną Radę Adwokacką, a mieć zaufanie do mego kumpla, Franka – złodzieja skądinąd.
Franek miał już dziesięć rozpraw sądowych, zna wszystkie kruczki, a podczas odsiadki studiował wyłącznie kk, kc, kpk, kpc oraz orzeczenia Sądu Najwyższego – i zna je na pamięć… i dlaczego ktoś zabrania mi skorzystania z jego usług?
Przecież tylko ja mogę na tym stracić!?