E-wydanie | Prenumerata | Księgarnia
Nowy dział w księgarni NCZ! Systematycznie uzupełniane recenzje prawicowych książek autorstwa Korwina Mikke, Zarzecznego, Sommera i innych (kliknij tutaj)!
O Bożym Narodzeniu w XXI wieku z biblistą, księdzem profesorem Waldemarem Chrostowskim, rozmawia Rafał Pazio.
W masowej wyobraźni, w nazewnictwie stosowanym przez dygnitarzy europejskich i w mediach Boże Narodzenie jest jednym ze świąt, a nie pamiątką przyjścia Jezusa Chrystusa. Jakie mogą być konsekwencje tej zmiany w przedstawianiu tak ważnego dla chrześcijan wydarzenia?
Od dłuższego czasu mamy do czynienia z nasilającym się i coraz bardziej natarczywym przenoszeniem reguł tzw. poprawności politycznej, pojmowanej w bardzo zideologizowanym sensie, na wszystkie obszary życia publicznego i społecznego. Wcześniej odbywało się to przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych, lecz wiedzieliśmy o tym procederze stosunkowo mało, bo docierały jedynie okrojone i wybrane informacje na ten temat. Gdy ta sama strategia przeniosła się do Europy Zachodniej, a wraz z naszym wejściem do Unii Europejskiej również do Polski, zaczynamy wyraźnie czuć zmiany i dostrzegamy ich następstwa.
Najważniejszy skutek to wypieranie ze świadomości ludzi płaszczyzny religijnej i teologicznej. Stopniowo, ale w sposób starannie przemyślany i konsekwentny, kreowane jest społeczeństwo bez Boga. Ateizm forsowany w naszym rejonie Europy do 1989 r. był zjawiskiem, które obracało się przeciwko Bogu. Tymczasem od kilkunastu lat forsuje się wizję świata bez Boga, co oznacza na pozór łagodniejszą odmianę ateizmu, ale intencje i cele autorów tej ideologii są w gruncie rzeczy dokładnie takie same. Proponują taki styl życia, jak gdyby Boga nie było, bądź jak gdyby nie miał On żadnego rzeczywistego wpływu na nasze życie i wybory, jakich dokonujemy.
Na to zjawisko uwrażliwiał Jan Paweł II. Oprócz oficjalnego nauczania, mamy słynny fragment w książce „Przekroczyć próg nadziei”, w którym papież mówi: „Wciąż na nowo Kościół podejmuje zmaganie się z duchem tego świata, co jest niczym innym jak zmaganiem się o duszę tego świata. Jeśli bowiem z jednej strony jest w nim obecna Ewangelia i ewangelizacja, to z drugiej strony jest w nim także obecna potężna anty-ewangelizacja, która też ma swoje środki i swoje programy i z całą determinacją przeciwstawia się Ewangelii i ewangelizacji. Zmaganie się o duszę świata współczesnego jest największe tam, gdzie duch tego świata zdaje się być najmocniejszy. W tym sensie Encyklika „Redemptoris missio” mówi o nowożytnych areopagach. Areopagi te to świat nauki, kultury, środków przekazu; są to środowiska elit intelektualnych, środowiska pisarzy i artystów” (s. 96). Słowa papieża są przejmujące, ale przedstawiona w nich diagnoza nie została potraktowana tak, jak na to zasługuje. Również z tego względu scenariusz zarysowany przez Jana Pawła II, niestety, się realizuje. Łagodna ateizacja odbywa się nie na drodze otwartej walki, lecz z użyciem łagodnej perswazji oraz na zasadzie taktyki przemilczania. Ofiarą tej strategii stały się także święta Bożego Narodzenia.
W wielu krajach nie można publicznie wystawiać szopek bożonarodzeniowych. Mówi się przy okazji, że chrześcijaństwo wraca do źródeł, czyli do podziemia. Narodzenie Jezusa ma być ukryte, jak przed 2000 laty?
Tego rodzaju interpretacje świadczą o parodiowaniu i kpinach z religii i teologii. Starannie zaplanowane usuwanie tradycji bożonarodzeniowych z życia publicznego i społecznego zyskuje interpretację pseudoteologiczną, w której dochodzi do głosu jawne wypaczanie misterium wcielenia Syna Bożego. Mówi się, że skoro Bóg przyszedł na świat w cichości i pokorze, należy Go na zawsze zepchnąć do podziemia i tam zostawić. Wtedy nie będzie nam już przeszkadzał, bo przecież Jego objawienie zawiera również aspekt Jego woli wyrażonej w przykazaniach. W usuwaniu szopek i podobnych poczynaniach nie chodzi o to, by wierniej odtworzyć okoliczności narodzin Chrystusa w Betlejem, ale by wypchnąć Go poza nawias świadomości.
Chodzi o to, żeby o Nim milczeć i zmieniać ludzi tak, by elementy zupełnie drugorzędne wysunęły się na plan pierwszy, natomiast to, co naprawdę ważne, doczekało się zręcznej pseudointerpretacji, podporządkowanej pobudkom i zamiarom antychrześcijańskim. Jednak gdy Boga stawiamy na pierwszym miejscu, wszystko w naszym życiu znajduje się na swoim miejscu! Nie możemy mieć złudzeń; im sprawniejsza jest odgórnie forsowana ideologia, tym bardziej rozum będzie postawiony na jej usługach. Miejsce religii zajmują wtedy przesądy i zabobony. Człowiek, który nie wierzy w Boga, uwierzy we wszystko! Wiara i tradycja katolicka jest szczególnie silna, dlatego zamach na nie to również przejaw walki z Kościołem, polegającej na kolejnych próbach usunięcia go poza nawias społeczeństwa.
Czy Ci, którzy wypychają dziś Chrystusa z ludzkiej świadomości mogą urządzić „rzeź niewiniątek”?
Rzeź niewiniątek, o której czytamy na kartach Ewangelii według św. Mateusza, została starannie przygotowana. Wynikała z wcześniejszych poczynań Heroda i miała swoją podbudowę ideologiczną. Rzadko dzieje się tak, że krwawe przejawy przemocy czy gwałtu występują nagle albo zupełnie spontanicznie. Na ogół są one długo przygotowywane. Mimo to, kiedy wybuchają, osobom postronnym wydaje się, że to przypadek. Od dłuższego czasu kreowany jest czarny wizerunek chrześcijaństwa i Kościoła. Jednym z elementów tego procesu stały się przygotowania do Wielkiego Jubileuszu Roku 2000. Kościół podejmował wtedy trud „oczyszczania pamięci”, ale cały ów wysiłek duchowego i teologicznego odniesienia się do przeszłości został zinterpretowany jako słabość Kościoła. Czasami można było odnieść wrażenie, że jedyną rację bytu Kościoła stanowi to, że będzie przepraszał za sam fakt swego istnienia i za swoje dokonania. Doszło zatem do dramatycznego paradoksu: nawet owoce Wielkiego Jubileuszu bywały obracane przeciw Kościołowi! Między innymi dlatego dziś tak łatwo w różnych miejscach świata tworzyć punkty zapalne, a ofiarą rozbudzanej wrogości padają chrześcijanie.
Ostatnio dowiadujemy się o prześladowaniach w Indiach. Ale musimy pamiętać, że kilka lat temu chrześcijanie byli bardzo krwawo prześladowani w Sudanie, gdzie dochodziło do ich ukrzyżowań. Podobnie krwawych przejawów prześladowania nie brakowało w kilku krajach Azji i Dalekiego Wschodu, a także w Afryce. Do tego trzeba dołożyć atmosferę wzniecaną i podgrzewaną przez środki masowego przekazu, które w tym przedmiocie czują się bezkarne. Z ich poduszczenia ludzie, którzy nie są chrześcijanami, bardzo łatwo dają się wykorzystać do walki przeciwko chrześcijanom i Kościołowi. Przykładowo, muzułmanie i chrześcijanie potrafią żyć ze sobą w pokoju dopóki ich nikt na siebie nie napuści, ale karygodne szczucie odbywa się w ostatnich latach coraz częściej, do czego są używane perwersyjne formy manipulacji. Za pomocą rozmaitych technik socjologicznych i psychologicznych osiąga się większe oddziaływanie na ludzi gotowych do wzniecania waśni i napięć, a w tych warunkach los wielu chrześcijan staje się coraz bardziej dramatyczny.
Czy ksiądz próbował znaleźć odpowiedź na pytanie o ludzi, którzy tę strategię pomijania Chrystusa, napuszczania jednych na drugich opracowują? Czy można opisać źródło takich działań?
Te środowiska można opisać, bo można precyzyjnie ustalić elementy, które pozwalają utworzyć dość przejrzysty obraz kręgów wrogich Kościołowi. Zresztą nie brakuje takich, także w Polsce, którzy bez żadnej żenady obnoszą się ze swoją wrogością wobec Kościoła i chrześcijan. Mimo to próby dokładnego opisu autorów i wykonawców anty-ewangelizacji nie są podejmowane. Dzieje się tak dlatego, że wymagają dużej odwagi, wiedzy, bezstronności, krytycyzmu i ogromnej wrażliwości na los wierzących w Boga. Takiej wrażliwości nie okazują nawet wszyscy chrześcijanie, gdyż nie wszyscy przejmują się losem swoich współbraci, zwłaszcza jeżeli ci mieszkają bardzo daleko. Potrzebna jest zatem większa wrażliwość i odwaga.
Po drugie, rzetelna i odważna refleksja o wrogach chrześcijaństwa i Kościoła jest po prostu niebezpieczna. W najczarniejszym scenariuszu można paść ofiarą zaplanowanej wrogości. Ten, kto w tych sprawach zabiera głos, musi się liczyć z niedogodnościami i przeszkodami, a nawet z prześladowaniami. W naszych warunkach najczęstszą ich najczęstszą formą jest ośmieszanie, lekceważenie, bagatelizowanie, wypychanie poza nawias środowiska akademickiego czy naukowego, co ma prowadzić do napiętnowania i śmierci cywilnej.
Najwyższy czas nazywać więc pewne rzeczy po imieniu. Najwyższy czas, by sobie uświadomić, że na progu XXI wieku stajemy w obliczu tych samych wyzwań, jakim na progu ery chrześcijańskiej musiał sprostać św. Paweł Apostoł. Musiał nalegać w „porę i nie w porę”, musiał liczyć się z prześladowaniami i to nieraz bardzo wyrafinowanymi, jak kalumnie, obmowy, plotki, szyderstwa, ironia i kpiny. Kiedy tego wszystkiego było mało, bywał kamienowany i biczowany. Ta historia znowu się powtarza, natomiast zasadnicza nowość polega na tym, że walczący z Kościołem i z chrześcijaństwem mają do dyspozycji najnowsze środki techniczne i technologiczne.
Spór o obecność Jezusa Chrystusa w historii zbawienia, to także spór relacji katolicko – żydowskich. Ksiądz sformułował tezę o asymetrii tego dialogu. Czy wypychanie Jezusa Chrystusa ze świadomości narodów wynika ze sporu o obecność Chrystusa w Dziele Zbawienia?
II Sobór Watykański (1962-1965), wraz z otwarciem na inne religie, postawił Kościół wobec ogromnego wyzwania. Powstała konieczność wypracowania nowej, lecz zakorzenionej w Piśmie Świętym oraz w długiej katolickiej tradycji, chrześcijańskiej teologii innych religii. Z jednej strony, chcąc pozostać sobą, musimy powtarzać podstawowe sformułowania wyznania wiary, do których należy prawda, że „tak Bóg umiłował świat, że Syna swego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”. Jezus Chrystus zbawił całą ludzkość i każdego człowieka! Zbawił lud Bożego wybrania, który w czasach Starego Testamentu na Niego świadomie lub mniej świadomie czekał, a także wszystkich ludzi, którzy wyznając rozmaite bóstwa, okazywali się otwarci na „Nieznanego Boga”.
Paradoks polega na tym, że gdy długo oczekiwany Mesjasz przyszedł na ziemię, uznali Go i przyjęli w większej liczbie dawni poganie niż wyznawcy jedynego Boga, czyli lud przymierza, to znaczy Izrael. W pewnym sensie ten paradoks trwa do dzisiaj. Głównym zadaniem, jakie stoi przed Kościołem i chrześcijanami, to poprawne teologicznie określenie się wobec innych, także wobec wyznawców judaizmu, które wyrazi nasze dobre nastawienie, szacunek i wolę współpracy, ale w żadnym wypadku nie stanie się kanałem do rozmywania naszej tożsamości ani do siania niechęci, nienawiści czy wrogości. Skoro istnieje prawda przez małe „p”, to istnieje Prawda przez duże „P”.
Jeżeli istnieje Prawda, czyli Bóg, to musi istnieć jasna, logiczna i wspólna droga zbawienia, którego On nam udziela. Gdyby wszystkie religie miały rację, znaczyłoby to, że żadna religia nie ma racji. Przecież różne religie oferują rozmaite systemy teologiczne i etyczne. Nie może być tak, że twierdzenia, które się nawzajem wykluczają i sobie przeczą, są jednakowo prawdziwe. Nie trzeba uzasadniać, że dotyczy to również wizerunku Boga. Wcielenie Syna Bożego świadczy, że Bóg jest jedyny, ale nie jest – mówiąc po ludzku – samotny. Jezus Chrystus objawia prawdę o bogactwie wewnętrznego życia Boga, który jest Ojcem, i Synem i Duchem Świętym.
Nasze relacje z wyznawcami judaizmu są szczególnie trudne. Obie religie, chrześcijaństwo i judaizm rabiniczny, wyrosły z jednego pnia, którym jest religia biblijnego Izraela, zaś jej świadectwo stanowi Stary Testament. Judaizm rabiniczny nie jest więc religią Starego Testamentu! Jest religią, która ukształtowała się na bazie Starego Testamentu, lecz w dużej mierze także w konfrontacji i w opozycji wobec chrześcijaństwa i Kościoła. Wypracowanie pogłębionej katolickiej teologii judaizmu jest tym trudniejsze, że po obydwu stronach mamy elementy konfrontacyjne, wyrażające zastarzałe urazy, napięcia i uprzedzenia. Mimo to, a właściwie właśnie dlatego, wysiłek dialogu trzeba podjąć i jest to zadanie dla nas i dla wszystkich następnych pokoleń chrześcijan i wyznawców judaizmu.
Chciałem prosić o kapłańskie słowo dla czytelników nczas.com, którzy będą przeżywali Boże Narodzenie 2008 roku.
Jezus przyszedł na świat w wielkiej biedzie. Przyszedł na świat w Betlejem, kiedy zamykano przed Nim drzwi domów, kiedy nie było dla Niego miejsca w gospodzie. Przyszedł na świat nie mając nic, w czym podzielił los wszystkich, ubogich, bezdomnych, bezrobotnych i zepchniętych na margines, których niemowlęta rodzą się w podobnych warunkach i okolicznościach. Ale Jezus przyszedł na świat, mając miłość Maryi i Józefa. Miał ich miłość, a więc miał wszystko! Tym, czego człowiek naprawdę potrzebuje, jest miłość.
W okresie świąt Bożego Narodzenia życzę, aby były to święta miłości rodzinnej, małżeńskiej i przyjacielskiej; miłości życzliwej, pełnej serdeczności, ciepła i wyrozumiałości. Miłości, która jest życiodajnym odbiciem Boga, który jest Miłością. W ubóstwie Betlejem dobrze widać Jego pokorę, a ten cud opiewamy w naszych kolędach, zwłaszcza w kolędzie „Bóg się rodzi”. Bóg uniżył samego siebie, aby pokazać człowiekowi to, co naprawdę ważne. A naprawdę ważna jest miłość. Lecz to, co naprawdę ważne, jest zarazem trudne do osiągnięcia, bo nic, co szlachetne i piękne, nie przychodzi bez wysiłku. Boże Narodzenie to doskonały czas, by ów wysiłek podjąć i przez cały rok oraz przez całe życie wspierać jedni drugich w wierności temu, co szlachetne i dobre. Kto wierzy w Boga, nigdy nie jest sam!
Przykładowe artykuły z działu “ważne”:
● Janusz Korwin Mikke: Wcześniejsze emerytury
● Janusz Korwin Mikke: O sensie dyskusji z ekoterrorystami
● Tadeusz M. Płużański: Brutalne „oskarżenia” wobec „niewinnego” marszałka?
● Janusz Korwin Mikke: Koszty walki z terroryzmem
● Dariusz Kos: Platforma budowy biurokracji
● Janusz Korwin Mikke: Efekt Obamy. Zwyrodnialcy na czarno.
● Tomasz Teluk: Dziesięć mitów globalnego ocieplenia
● Tomasz Myslek: W stronę euro rubla!
● Robert Wit Wyrostkiewicz: Korupcja w rządzie? Jak zarabiają kadry Tuska
● Robert Wit Wyrostkiewicz: Jako pierwsi i jedyni publikujemy scenariusz „Tajemnicy Westerplatte”
● Robert Gwiazdowski: Wielki Krach oszustów! Profil prawdziwego kapitalisty
● Tomasz Teluk: Polska we władzy urzędników
● Nigel Farage: Polska i Wielka Brytania powinny opuścić Unię
Wybrane pozycje w e-księgarnii:

● Tylko u nas! “Korwin – wolnościowiec z misją” (JKM, Sommer): Pierwszy wywiad rzeka z najbardziej znanym polskim orędownikiem wolnego rynku! Kim naprawdę jest JKM?
● Tylko u nas w takiej cenie! “Mitologia efektu cieplarnianego” (Tomasz Teluk): Jedyna książka na rynku demaskująca ekofaszystów zarabiających na szantażu globalnym ociepleniem!
● Mamy ją jako jedni z pierwszych! “Sprawa Lecha Wałęsy” (Sławomir Cenckiewicz): “SB a Lech Walesa” ale w wersji przystępnej dla nie-historyka! Bez rozbudowanych przypisów i aneksów źródłowych ale z kapitalnym językiem narracji! Uzupełniona obszernym biogramem Wałęsy oraz sporą liczbą fotografii i fotokopii dokumentów!

● Rekomendacja dr Roberta Gwiazdowskiego i Romana Kluski! “Krótki kurs ekonomii praktycznej” (Krzysztof Dzierżawski): Autor demaskuje fałsz socjalistycznych haseł, uczy pragmatyzmu gospodarczego, ukazuje alternatywne do obecnych rozwiązania dla Polski!
● Końcówka nakładu! “Podatki czyli rzecz o grabieży” (Korwin Mikke) + “Czy można usprawiedliwić podatki” (T. Sommer): Pakiet dwóch klasycznych książek w świetnej cenie! Ograniczona liczba egzemplarzy!
● oraz… niezwykle inspirujące “Listy do młodego konserwatysty” (Dinesh D’Souza), wnikliwa diagnoza współczesnego świata w “Zachodzie i całej reszcie: globalizacja a zagrożenie terrorystyczne” (Roger Scruton), apologia zdrowego rozsądku w “Prawach człowieka i ich krytyce” (Adam Wielomski, Pawel Bala) i kilkanaście innych nowości!
UWAGA: Przedruk artykułów (w całości lub części), jest możliwy jedynie: a) za podaniem klikalnego źródła b) tylko w niezmienionej formie: artykuł + informacje poniżej artykułu np. o ewydaniu, nowych publikacjach w sklepie;