Najwyższy CZAS! Pismo konserwatywno - liberalne. Serwis internetowy.

E-wydanie | Prenumerata | Księgarnia

Nowy dział w księgarni NCZ! Systematycznie uzupełniane recenzje prawicowych książek autorstwa Korwina Mikke, Zarzecznego, Sommera i innych (kliknij tutaj)!

08/06/2009, 7:50. Kategorie: wazne

Dlaczego przegraliśmy? Co zrobić, aby wygrać?

Tomasz Sommer »

Wynik wyborczy partii prawicowych jest krytycznie niski. Jedyną dobrą wiadomością jest to, że te wybory mają względnie małe znaczenie. Przegrana oznacza jednak, że prawica nie będzie miała bazy finansowej, którą dzięki tym wyborom mogła uzyskać. W dodatku w ostatnim okresie kampanii niektórym politykom z tego samego obozu puściły nerwy i zaczęli walczyć nie ze swoimi prawdziwymi przeciwnikami, tylko z konkurencją na prawicy. Zanim zajmę się szczegółową analizą wyborów, po raz kolejny przypomnę, o co właściwie walczymy.

O co walczymy?

Otóż zasadniczym celem zarówno UPR, Libertas, jak i Prawicy Rzeczypospolitej Marka Jurka jest przeprowadzenie zasadniczej zmiany politycznej, polegającej na odrzuceniu dotychczasowego sposobu funkcjonowania państwa polskiego. No, może najmniej chce w tej dziedzinie zmieniać Marek Jurek, jednak i on jest zwolennikiem odrzucenia traktatu lizbońskiego oraz przeciwnikiem wprowadzenia euro.

Tymczasem partie obecnie zasiadające w parlamencie krajowym nie dość, że prowadzą w zasadzie wspólną politykę, to w dodatku zdecydowanie prą w kierunku demontażu państwa polskiego. Prawica stara się temu sprzeciwić i aby móc ten sprzeciw wyrazić, uczestniczy w wyborach.

Frustracja z beznadzieją

Paradoks takiego postępowania polega na tym, że przyjęło się mówić i myśleć, iż organizacje, które po „stronie zmiany” startują, są niejako z zasady niewybieralne. To znaczy właściwie nie ma technicznej możliwości, żeby próg przekroczyły, bo… I tu przedstawia się zwykle szereg argumentów – np. nie mają pieniędzy, są bojkotowane przez media, ludzie są za głupi, żeby zrozumieć wspaniały program itp., itd.

Mimo to osoby, które takie argumenty same wymyślają, nimi szermują, bądź je przynajmniej znają, uparcie w tych wyborach startują, głosują na kandydatów tych organizacji, a na koniec zbiorowym wysiłkiem przegrywają. Jak wyliczył pewien złośliwy publicysta „Dziennika”, np. dla UPR, konsekwentnie startującej z użyciem własnego szyldu (choć w większości wypadków w rozmaitych, ale zawsze nieudanych koalicjach), były to już 16. przegrane wybory z rzędu. Wszystko to powoduje u naszych działaczy i wyborców rosnące poczucie frustracji połączonej z beznadzieją. A winnych szuka się oczywiście na zewnątrz. Ja, po doświadczeniu obecnej kampanii wyborczej, w której sam startowałem – a zdarzyło mi się to po raz pierwszy w życiu – śmiem postawić diagnozę tych klęsk wyborczych zupełnie inną od dotychczasowych, a przy tym bardzo prostą.

Otóż prawica przegrała wybory, gdyż w zasadzie nie przeprowadziła kampanii wyborczej i desygnowała złych kandydatów. I to jest główna przyczyna klęski. Bez kampanii Jeśli przejść od teorii do praktyki, trzeba sobie uświadomić, że prawica żadnej kampanii po prostu nie prowadziła. Mój Okręg Pomorski był dosłownie zalepiony plakatami i banerami trzech głównych kandydatów Platformy i materiałami kandydatki PiS. Jeśli chodzi o prawicę, to poza nielicznymi moimi materiałami nie było dosłownie nic. Wiem też, że żadnej kampanii kandydatów prawicy nie było też w Warszawie. Podejrzewam, że podobnie było w innych regionach, może z wyjątkiem Lubelskiego i Małopolski.

Partie prawicowe nie prowadziły też kampanii poprzez media lokalne. W moim regionie w ciągu całej kampanii, poza moimi czterema występami w telewizji, lokalny Libertas zorganizował tylko dwie konferencje prasowe, podczas gdy spokojnie mógł takich imprez urządzić dwadzieścia. Nie lepiej było z innymi partiami. Libertas przynajmniej codziennie robił konferencję w centrali, podczas gdy Marek Jurek wysilał się co drugi dzień, a ile takich konferencji zrobiła UPR, to nawet nie udało mi się ustalić – ale było tego bardzo mało.

Bez pieniędzy

Wynikło to z tego, że gdy spytałem się jednego z szefów Libertas, jak się możemy umówić co wielkości inwestowanychw kampanię środków i ich wykorzystania, dowiedziałem się, że nie możemy się umówić wcale, bo on nie może żadnego kandydata zmusić do jakichkolwiek wydatków. Wtedy dotarło do mnie, że nawet ludzie z „jedynek” nic nie zainwestują, czekając na mityczne pieniądze Declana Ganleya, które ostatecznie nie dotarły do Polski. W tej sytuacji – poza telewizją – kampanii nie było za co prowadzić. Ja sam też wtedy zrezygnowałem z wydatkowania większych pieniędzy, bo zrozumiałem, że byłbym najprawdopodobniej jedynym kandydatem, który je wykłada – i w tej sytuacji poszłyby po prostu w błoto. A mimo wszystko znam lepsze miejsca na ich składowanie.

Prawdopodobnie identyczna sytuacja zaistniała także w UPR i PR. W żadnej z tych organizacji nie określono reguł finansowania, co oznaczało de facto rezygnację z finansowania. Co z kolei oznaczało rezygnację z kampanii.

Bez wewnętrznej konkurencji

Zupełnie zabrakło też tzw. konkurencji wewnętrznej, czyli walki pomiędzy kandydatami z jednej organizacji o ten sam mandat. Taka sytuacja zwykle podgrzewa i dynamizuje kampanię. Jednak w sytuacji, gdy poza jedynkami nikt w mandaty po prostu nie wierzył, a i jedynki tak naprawdę w nie wierzyły, o czym świadczy fakt, że nie chciały nic zainwestować – nie dało się takich wewnętrznych pojedynków nawet markować.

Bez jedności

Dodatkowym problemem było podzielenie środowiska, które w efekcie doprowadziło do tego, że Libertas zawieszał Wojciecha Cejrowskiego (a dziennikarze „Gazety Wyborczej” aż zacierali ręce, że doszło do dintojry w “obozie faszystów”), UPR pozywał Libertas, a Marek Jurek obrzucał to ugrupowanie inwektywami w „Gazecie Polskiej”. Z kolei Artur Zawisza z Libertas regularnie podkreślał, że tylko ta organizacja jest przeciwko euro i traktatowi lizbońskiemu, co oczywiście nie było prawdą. Już z tego widać, że klęski nie trzeba było nawet prorokować, bo była ona ciężko wypracowana.

Bez prawicowości

Ale co jeszcze gorsze, Libertas, UPR i PR regularnie i z wielkim samozaparciem wypierały się swojej prawicowości i „łagodziły ton”. Szczególnie dotyczy to Libertas, który sięgnął po Lecha Wałęsę, co dało
wprawdzie organizacji sukces medialny, ale po pierwsze – nie przyniosło najwyraźniej efektu wyborczego, a po drugie – wprowadziło w pewne zakłopotanie jego wielu działaczy (w tym moją skromną osobę), którym utożsamianie się z Lechem Wałęsą przychodzi z wielkim trudem. W efekcie w powszechnym odczuciu to Jarosław Kaczyński walczył z Niemcami i Unią i to on był w kampanii prawicą, a organizacje, które regularnie oskarżały go o brak prawicowości, jakoś same ze swoim obliczem ideowym nie potrafi ły się zupełnie przebić. Co, jak wspomniałem, w gruncie rzeczy w wielkim stopniu było ich własną winą.

Co zrobić, by wygrać?

Czy w tej sytuacji da się coś zrobić, by jednak wygrać i doprowadzić do realizacji prawicowego programu? Otóż w moim przekonaniu nie tylko da się, ale wiadomo, jak to zrobić. Trzeba po prostu postępować dokładnie odwrotnie niż dotychczas.

Należy więc po pierwsze – prezentować prawicowy program i mówić na przykład, że Polska powinna wyjść z Unii Europejskiej, a nie w niezrozumiały sposób niuansować to stanowisko. Po drugie – trzeba występować grupowo, a konkurencję dopuścić na listach, a nie pomiędzy poszczególnymi listami. Wtedy konkurencja buduje, a nie niszczy. Po trzecie – należy w ogóle przeprowadzić kampanię wyborczą, co polega na jej zaplanowaniu, przeszkoleniu kilkudziesięciu ludzi, którzy na dwa miesiące oderwą się od swoich zwykłych zajęć i na czas wyborczej walki będą pomagać prowadzić ją w terenie.

Trzeba wreszcie wybrać takich kandydatów, którzy będą w stanie sfinansować odpowiednią ilość swoich własnych plakatów, banerów i innych materiałów, oraz będą mieli czas i ludzi, którzy pomogą im w korzystaniu z wszelkich, jakże licznych obecnie, a równocześnie nie wiadomo jak bardzo skutecznych metod komunikacji z wyborcami. Jestem przekonany, że wykonanie takiej pracy i stworzenie takiej konfiguracji organizacyjno-programowej gwarantuje sukces.

Bez PO-PiS-u

Podczas swojej kampanii przekonałem się także, że zarówno PO, jak i PiS w swoim mateczniku, jakim przecież jest Trójmiasto, są żenująco słabe kadrowo i organizacyjnie. A kadry stanowią w dużej części dysydenci z UPR i innych partii prawicowych, w dodatku przeważnie rozczarowani swoimi nowymi partiami i czekający na sygnał do ich opuszczenia. Tym sygnałem byłoby na przykład zaproponowanie bardziej zachęcającej ideologicznie, a jednocześnie spójnej organizacyjnie koncepcji.

Trzeba się przeorganizować i dać taki sygnał, a efekt kuli śniegowej, rosnącej z każdym obrotem, niewątpliwie nastąpi. Kolejne wybory – samorządowe, wymagające wielkiej pracy organizacyjnej – już za rok!

W sprzedaży nowe książki:

“Absurdy Unii Europejskiej” (dr Tomasz Sommer): Przykład? Komisja Europejska rozważa wprowadzenie zakazu jedzenia pałeczkami, bo zwyczaj ten nie pochodzi z Europy.
“Interwencjonizm czyli władza a rynek” (Murray Rothbard): Świetne omówienie dominującego we współczesnym świecie systemu ekonomiczno – politycznego, który nie tylko wywołał obecny kryzys, ale zbliża nas do faszyzmu!
“Czerwony, brunatny i zielony socjalizm” (Josef SchuBlburner): Czyli co laczy kosmonautow, nazistow i wspolczesnych zielonych?
● Więcej w naszej księgarnii: kliknij tutaj.

Polecamy również:

Janusz Korwin Mikke: Traktat lizboński – dzieło spiskowców?
Janusz Korwin Mikke: “Ruszam z akcjami politycznymi!”
Janusz Korwin Mikke: Uniowybory i wnioski

UWAGA: Przedruk artykułów (w całości lub części), jest możliwy jedynie: a) za podaniem klikalnego źródła b) tylko w niezmienionej formie: artykuł + wszystkie linki + inne informacje poniżej artykułu np. o e-wydaniu, nowych publikacjach w sklepie itp.;

Skomentuj

Użyteczne tagi:

<a href="adres strony www"> link </a>
<blockquote> "cytat" </blockquote>
<code> kod </code>
<i> italic </i>
<strong> pogrubienie </strong>