E-wydanie | Prenumerata | Księgarnia
Nowy dział w księgarni NCZ! Systematycznie uzupełniane recenzje prawicowych książek autorstwa Korwina Mikke, Zarzecznego, Sommera i innych (kliknij tutaj)!
Co tu dużo mówić – na świecie co rusz zdarzają się rzeczy, o których nie śniło się filozofom. Zresztą diabli wiedzą, co tym wszystkim filozofom się śni, a nawet – czy śni im się w ogóle cokolwiek, czy może nic im się nie śni, tylko – jak to kujones – śpią jak zabici, a jak się obudzą, to mozolnie zrzynają ze starszych i mądrzejszych w nadziei, że może nikt się nie połapie.
Weźmy takich filozofów, co działali w Polsce w roku 1955. Czy śniło im się, że na Pałacu Kultury i Nauki imienia Józefa Stalina, w przeddzień 1 maja zawiśnie gigantyczna niebieska flaga z 12 złotymi gwiazdami symbolizującymi 12 pokoleń Izraela? Już prędzej marksistowskie emblematy symbolizujące narzędzia nienawiści klasowej: sierpem po gardle, młotem w łeb! A tymczasem w przeddzień 1 maja, który odtąd stanie się dniem uroczystych obchodów kolejnych rocznic Anschlussu Polski do Unii Europejskiej, błękitna flaga z 12 złotymi gwiazdami symbolizującymi 12 pokoleń Izraela zawisła i wisiała przez całe triduum majowe, tzn. aż minęły również obchody rocznicy Konstytucji 3 Maja oraz jednocześnie święto Matki Boskiej Królowej Korony Polskiej.
Nawiasem mówiąc, różni maleńcy uczeni, co to anonimowo komentują na forach internetowych, strofują mnie za nieuctwo, że to niby nie wiem, iż 12 gwiazd liczył wieniec, który miała na głowie „Niewiasta obleczona w Słońce, a Księżyc pod jej stopami”. Podejrzewanie, że takich rzeczy mogę nie wiedzieć, nie jest specjalnie taktowne, ale trudno wymagać taktu od osób nie mających odwagi podpisać się pod własnymi opiniami – bo nie tylko nie wiedzą, co czynią, ale i nie przychodzi im nawet do głowy, co też innego mógł mieć na myśli natchniony autor Apokalipsy, pisząc o wieńcu z 12 gwiazdami, jeśli nie 12 pokoleń Izraela panujących nad Ziemią. Ale mniejsza już z tym, bo ważniejsze, że w ten sposób 1 maja ponownie został świętem „wszystkich Polaków”, którzy w piątą rocznicę Anschlussu rozkaz radowania się otrzymali nie tylko od władzy świeckiej, ale i duchownej.
Jako że 1 maja przypadał akurat w piątek, JE abp Kazimierz Nycz udzielił dyspensy od postu, uzasadniając swoją decyzję niechęcią narażania wiernych na wyrzuty sumienia. Najwyraźniej Światowa Organizacja Zdrowia musiała uznać wyrzuty sumienia za coś złego, a w każdym razie szkodliwego dla zdrowia psychicznego, więc tylko patrzeć, jak na następną rocznicę Anschlussu skasowane zostanie również sumienie. Nie będzie sumienia – nie będzie wyrzutów, dzięki czemu wszyscy będą mogli się radować, jakby wraz z Anschlussem przybliżyło się Królestwo Niebieskie.
Kto by pomyślał, że tak trudny i wydawałoby się odległy cel można osiągnąć przy pomocy tak prostych środków? Oczywiście wymaga to poprawy koordynacji, która jeszcze trochę szwankowała, bo w jednych diecezjach dyspensę ogłoszono, ale w innych nie. Opowiadał mi konduktor pociągu jadącego tego dnia z Jeleniej Góry do Suwałk, jak to pewien skrupulatny pasażer żądał od niego komunikatów o każdorazowym przekroczeniu granic poszczególnych diecezji i w zależności od tego, gdzie pociąg akurat się znajdował, albo sięgał po kanapkę z szynką, a odkładał tę z jajkiem, albo odwrotnie.
Akurat mamy kampanię wyborczą do Parlamentu Europejskiego, więc warto podnieść tę kwestię, żeby w przyszłości takie rzeczy były koordynowane w skali całej Unii, właśnie przez Parlament Europejski w porozumieniu z COMECE – profsojuzem biskupów, mającym pełnić rolę transmisji polityki partii do katolickich mas.
Pierwsze efekty tej transmisji już są widoczne, na przykład w postaci odmowy przeprowadzenia dyskusji o homoseksualizmie na UKSW. Władze tej katolickiej uczelni – pewnie w obawie przez koniecznością zwrotu tzw. grantów, co mogłoby nastąpić w przypadku wytropienia tam przez wiedeńską centralę gestapo „homofobii” – na wszelki wypadek cofnęły zgodę. Okazuje się, że rację miał Stanisław Lem, pisząc w „Głosie Pana”, iż „nawet konklawe można doprowadzić do ludożerstwa, byle tylko postępować cierpliwie i metodycznie” – bo w podobnym położeniu znajduje się każda parafia, której Unia Europejska przyznała subwencję na blachę.
Czyżby stary dylemat: blacha, czy Pan Jezus – nadal pozostawał aktualny? Czyżby tyle zostało z buńczucznych zapowiedzi JE abp. Józefa Życińskiego o „ewangelizowaniu” zlaicyzowanej Europy jako argumencie za Anschlussem? Obawiam się, że to raczej zlaicyzowana Europa zaczyna nas tu sodomizować, co pokazuje, iż każdy, kto słucha JE abp. Józefa Życińskiego, sam sobie szkodzi. Ale triduum majowe nie wyczerpuje tegorocznych jubileuszów, bo oto 4 czerwca nadchodzi 20. rocznica wyborów podyktowanych
przez generała Kiszczaka, uznanych obecnie za „obalenie komunizmu”.
Z tej okazji w Gdańsku miał odbyć się festyn z udziałem całego świata, a szczególnie pani Anieli, która miała przewrócić najpierw kostkę domina z napisem „Solidarność”, następnie ta kostka miała przewrócić następną z napisem „mur berliński”, ta kostka kolejną – i tak dalej. Ponieważ pojawiły się wątpliwości, czy wypada, by tubylczy bądź co bądź premier Tusk podejmował w Gdańsku panią Anielę w charakterze gospodarza, szef tzw. rządu III RP, wykorzystując w charakterze pretekstu zapowiadaną na ten dzień demonstrację Solidarności, przeniósł „polityczną” część uroczystości do Krakowa na Wawel. Idzie niby o bezpieczeństwo gości, ale równie dobrze można uznać to za nawiązanie do tradycji, której fundamenty położył generalny gubernator Hans Frank. Oczywiście na cześć pani Anieli zostanie pewnie wciągnięta na wawelską wieżę błękitna flaga z 12 złotymi gwiazdami symbolizującymi 12 pokoleń Izraela, bo zanim nadejdzie kolejny etap, na razie jesteśmy na etapie podlizywania.
Więc jeśli – wszystko jedno: w Gdańsku czy na Wawelu – pani Aniela zacznie przewracać kostki domina, to wiadomo, od czego zacznie – od Solidarności. Potem mur berliński i tak dalej. No dobrze, ale na czym się skończy? Co będzie na kostce, która się przewróci jako ostatnia w tej sekwencji wiekopomnych rocznic? Może rozwiązanie Związku Radzieckiego? O, to być może, chyba żeby taka aluzja nie spodobała się ruskim szachistom, co rozwiązanie cudnego raju uważają za największą katastrofę w dziejach ludzkości – kto wie, czy nawet nie większą od Holokaustu. Rocznicy rozpoczęcia wojny 1 września 1939 roku nie ma co świętować, bo skoro jako „wszyscy Polacy” mamy się radować bez żadnych wyrzutów sumienia, to po pierwsze – nie jest to dobra okazja do radości, a po drugie – po co rozdrapywać stare rany?
Ale przecież jest lepszy moment dziejowy, do którego można pozytywnie nawiązać, a mianowicie 23 sierpnia,
kiedy to przypada rocznica nawiązania strategicznego partnerstwa rosyjsko-niemieckiego. Związana jest z nią organicznie rocznica następna – 28 września, kiedy to w 1939 roku w Moskwie między Rzeszą Niemiecką a Związkiem Sowieckim dokonany został rozbiór Polski. Taka sekwencja świąt i rocznic byłaby nawet logiczna: od Anschlussu, którego rocznica przypada 1 maja – do rozbioru 28 września. W tzw. międzyczasie kalendarz rocznic można by wzbogacić jeszcze o dzień 14 maja, kiedy to nastąpiło ogłoszenie manifestu konfederacji targowickiej.
W ten sposób udelektowani zostaliby rzeczywiście „wszyscy Polacy” bez żadnego wyjątku, no i oczywiście bez sumienia, z którego tylko same wyrzuty.
Polecamy również:
● Dariusz Kos: Ile kosztuje Bruksela?
● Marek Łangalis: Państwo minimum według UPR
● Janusz Korwin Mikke: Zachód na drodze do Trzeciego Świata
● Dariusz Kos: Ujawniamy zarobki eurokomisarzy: Milionerzy z Komisji
● Tomasz Cukiernik: 10 unijnych mitów