
Worki na zwłoki, porozrzucane zabawki, torby, wraki samochodów na poboczach, taki tor przeszkód na dziewięciu drogach krajowych funduje nam w te wakacje Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych
i Autostrad. Oczywiście w miejscach tych swoistych happeningów GDDKiA postawiła znaki ograniczające
prędkość do 50 km/h i „zamówiła” patrole policyjnej drogówki. Wszystko to w celu poprawy bezpieczeństwa…
Jeśli ktoś myśli, że stawianie na poboczu makiet domów przez milicję obywatelską, by łapać kierowców to tylko przejaskrawiony obraz czasów PRL w komedii „Miś” Stanisława Barei, ten w te wakacje może się srodze pomylić. Urzędnicy z GDDKiA postanowili w te wakacje poustawiać tuż przy jezdniach dziewięciu
głównych dróg krajowych worki na zwłoki, tablice z liczbą wypadków i… ograniczenia prędkości do 50 km/h.
Całą tę akcję pod nazwą „Zegary śmierci” nadzoruje oczywiście policja. Rozpraszanie uwagi kierowców i nagłe, zmieniające się oznakowanie ma zdaniem urzędników przyczynić się do poprawy bezpieczeństwa. Postawienie znaków z ograniczeniem prędkości o blisko połowę od tej dozwolonej w czasie zwiększonego ruchu wakacyjnego oczywiście, zdaniem GDDKiA, nie wpływie negatywnie na przepustowość drogi.
– Akcję tę przygotowaliśmy razem ze specjalistami od ruchu drogowego, którzy uznali ją za potrzebną i nie widzieli żadnych przeciwwskazań – informuje Artur Mrugasiewicz z biura prasowego GDDKiA. Uspokaja przy okazji, że przy ustawionych znakach ograniczających prędkość nie będą ustawiane patrole policji z radarami. – Aczkolwiek miejsca naszych akcji są pod uwagą policji i należy się oczywiście stosować do ustawionych znaków – dodaje jednocześnie.
Urzędnicy jak „Miś”
To nie jedyny tor przeszkód. Urzędnicy nadzorujący drogi krajowe postanowili organizować dużo większe happeningi. Na poboczach stoją wraki samochodów, wokół krzątają się ratownicy, strażacy i policjanci. Trwa akcja ratunkowa. Karetki pogotowia, wozy straży pożarnej i policji błyskają światłami. Ustawione barierki i ograniczenia prędkości. To nie są ćwiczenia. To kolejny wymysł urzędniczej głupoty, który ma „poprawiać bezpieczeństwo i uczulać kierujących na poważne skutki nieodpowiedzialnej jazdy i nieprzestrzegania znaków drogowych”. Takie niespodzianki w czasie poprzednich wakacji były w miarę częste, w tym roku na szczęście już nie. Mimo to kierowcy powinni się liczyć z takimi utrudnieniami. W jaki sposób mają one poprawić bezpieczeństwo na drogach, skoro właśnie je zwiększają poprzez efekt zaskoczenia i nagłego zwężenia drogi?
Co najważniejsze – odwracają uwagę kierowcy od jego podstawowego zadania, koncentracji na jeździe. Nagłe, niespotykane sytuacje, nowe oznakowanie to także gwałtowne hamowanie. A w poprzednim roku zanotowano alarmujący wzrost liczby wypadków spowodowanych gwałtownym hamowaniem!
Maksymalna prędkość głupoty
By jakiś przepis nakazujący bądź zakazujący pod groźbą kar jakiejś działalności obywatela wszedł w życie, musi być uchwalony w drodze ustawy przez parlament, a do tego przed jego obowiązywaniem potrzebny jest odpowiedni czas na zapoznanie się z nim, czyli osławione vacatio legis. Tymczasem kilkadziesiąt milionów kierowców karanych jest z powodu organizacji ruchu i nagle zmieniających się znaków drogowych, których zasadności ustawienia nikt nie kontroluje. Na dobrą sprawę można uznać, iż oznakowanie dróg jest nielegalne.
Organizację ruchu i oznakowanie regulują dwie ustawy i kilka rozporządzeń ministrów oraz rządu. Jednak to, jakie znaki mają się pojawiać na drodze zależy już jedynie od woli urzędnika pracującego u zarządcy drogi. Weźmy na przykład najczęściej łamany przepis o maksymalnej prędkości dopuszczalnej na drodze.
Ustawa o ruchu drogowym stanowi jednoznacznie w art. 20: na autostradach prędkość maksymalna to – 130 km/h, na drogach ekspresowych, dwujezdniowych – 110 km/h, na drogach ekspresowych o jednej jezdni – 100 km/h, a na pozostałych drogach – 90 km/h. A, no i jeszcze: jeśli droga nie jest ekspresowa, ale są na niej dwie jezdnie mające co najmniej dwa pasy ruchu w każdą stronę, to można na niej jechać 100km/h. Wszytko dotyczy oczywiście aut osobowych poza obszarem zabudowanym.
Lecz oto mamy art. 21 ust. 3: „Organ zarządzający ruchem na drogach może zmniejszyć za pomocą znaków drogowych prędkość dopuszczalną pojazdów obowiązującą poza obszarem zabudowanym, jeżeli warunki bezpieczeństwa ruchu na drodze lub jej odcinku za tym przemawiają.” Oznacza to, że urzędnik dowolnie może ograniczać prędkość na drodze, bowiem nie ma żadnych wytycznych w przepisach określających, jakie warunki bezpieczeństwa mają przemawiać za zmniejszeniem dopuszczalnej prędkości. Zarządcą ruchu na drogach krajowych jest Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, na wojewódzkich – marszałek województwa, na powiatowych – starosta, a na gminnych – wójt, burmistrz bądź prezydent. To więc oni odpowiedzialni są za zmniejszanie prędkości. Jak wynika z rozporządzenia ministra infrastruktury w sprawie szczegółowych warunków zarządzania ruchem na drogach oraz wykonywania nadzoru nad tym zarządzaniem, zmiana oznakowania wymaga jeszcze opinii policji, jednak opinia ta nie jest wiążąca. W powiatach czy gminach to ich władze wraz z komendantami lokalnych komend ustalają, jakie prędkości maksymalne dopuścić na drogach. I zawsze tak się składa, że znak ograniczający prędkość stoi w miejscu, w którym łatwo jest schować radiowóz z radarem. Nie lepiej jest na drogach krajowych.
Czy wiedzą państwo, jaka prędkość maksymalna obowiązuje na drodze nr. 1 z Gdańska do Cieszyna bez uwzględniania znaków? Inna na różnych odcinkach drogi. Na pewnych odcinkach bowiem przestaje być ona drogą ekspresową dwujezdniową, a na innych staje się „drogą pozostałą” w rozumieniu prawa o ruchu drogowym. Czyli na jednych odcinkach możemy jechać 110 km/h, na innych 100 km/h, a jeszcze na innych
90 km/h. Oczywiście dochodzą do tego znaki ograniczające prędkość. Jakoś tak dziwnie się składa, że w większości zmniejszają prędkość do 70 km/h. A dlaczego nie do 75km/h? Albo 80 km/h? A może wystarczy do 85 km/h zmniejszyć dopuszczalną prędkość? Oczywiście żadne przepisy tego nie regulują. To tylko widzimisię urzędników, za które kierowca może zapłacić słoną karę.
Bezprawie oznakowane
Ustawianie znaków ograniczenia prędkości na podstawie decyzji administracyjnej bez jakichkolwiek jasnych, klarownych i numeratywnie wymienionych w ustawie przesłanek jest niezgodne z konstytucją. Trybunał Konstytucyjny w swoich wielu wyrokach jasno precyzował, iż tzw. delegacja ustawowa musi jasno określać, co ma regulować akt niższego rzędu oraz przedstawić klarowne przesłanki, jakimi należy się kierować
w celu jego wydania. Stwierdzenie, iż ograniczać prędkość można ze względu „na warunki bezpieczeństwa” jest zbyt ogólnikowe. Poza tym nie precyzuje, o ile można ograniczyć prędkość względem tej, dopuszczonej ustawowo. Czy można więc na drodze ekspresowej, gdzie ustawowy limit prędkości wynosi
110 km/h, ograniczyć prędkość do 70 km/h, a więc zmniejszyć ją o 40 km/h, czyli o prawie 40%? A jeśli tak, to w jakich przypadkach?
A cóż powiedzieć o sytuacji, w której zarządca ruchu sam, bez jakiegokolwiek powodu zaśmieca pobocze drogi workami na zwłoki i tablicami, a następnie ustawia ograniczenie prędkości w tym miejscu?
Bajzel w przepisach
Jeszcze gorzej jest, jeśli przyjrzymy się kwalifikacji dróg, od której zależy, z jaką prędkością dopuszczalną możemy jechać. Otóż ustawa prawo o ruchu drogowym definiuje drogę ekspresową (najczęściej spotykaną w Polsce drogę podróżną) w art. 2 jako: „drogę dwu - ub jednojezdniową, oznaczoną odpowiednimi znakami drogowymi, na której skrzyżowania występują wyjątkowo, przeznaczoną tylko do ruchu pojazdów
samochodowych”. Lecz przepisy ustawy o drogach publicznych w art. 4 określają drogę ekspresową, jako:
– drogę przeznaczoną wyłącznie do ruchu pojazdów samochodowych:
a) wyposażoną w jedną lub dwie jezdnie,
b) posiadającą wielopoziomowe skrzyżowania z przecinającymi ją innymi drogami transportu lądowego i wodnego, z dopuszczeniem wyjątkowo jednopoziomowych skrzyżowań z drogami publicznymi,
c) wyposażoną w urządzenia obsługi podróżnych, pojazdów i przesyłek, przeznaczone wyłącznie dla użytkowników drogi.
To jeszcze nic. Rozporządzenie ministra transportu w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać drogi publiczne i ich usytuowanie, jeszcze inaczej definiuje drogę ekspresową. Skąd więc kierowca ma wiedzieć, czy jest na drodze ekspresowej i może pruć 110 km/h? Z odpowiedniego znaku
oznaczającego taką drogę. A czy dobrze jest on postawiony? Tego nie wiadomo. Bowiem ustawa o drogach publicznych nakłada na Radę Ministrów obowiązek przedstawienia w rozporządzeniu sieci autostrad i dróg ekspresowych. Jednak owo rozporządzenie wymienia drogi i autostrady, które jeszcze nie istnieją! Miesza te istniejące z tymi, które są dopiero w planach! Na jakiej więc podstawie prawnej jakaś droga jest drogą
ekspresową, a jaka „drogą pozostałą”? Nie udało nam się tego ustalić. Zapewne więc znów decyduje widzimisię urzędnika.
Znaki na wyrost
Przedstawiliśmy tu tylko przykład oznakowania maksymalnej prędkości. Tymczasem tak jest w stosunku do
wszystkich znaków drogowych i całej organizacji ruchu. Kierowca odpowiada karnie za nagłą, ustaloną poza prawem zmianę przepisów na drodze. Znaki drogowe ustawiane przez urzędników często nie odzwierciedlają
rzeczywistego niebezpieczeństwa, a jedynie służą do reperowania budżetu państwa, gmin czy też prywatnych policjantów z drogówki. Świadczą o tym wpisy na wielu forach internetowych poświęconych
jeździe po polskich drogach. Ci, którzy przejechali zachodnią Europę, widzą sporą różnicę w ustawianiu znaków, szczególnie dot. prędkości czy ostrzegawczych. Jeśli w Niemczech stoi znak ograniczenia prędkości do np. 40 km/h to rzeczywiście nie można przejechać danego odcinka szybciej, bo albo urwie się zawieszenie, albo ląduje w rowie.
Skończyć z zasadą, że nie wolno jeździć „na pamięć”
W Polsce pokutuje jeszcze jedna zasada, którą wpajają policjanci: nie wolno jeździć „na pamięć”! To jest zwykłe kłamstwo. Wpajanie tej zasady służy właśnie policjantom i urzędnikom, którzy z dnia na dzień, bez żadnego ostrzeżenia mogą zmienić organizację ruchu i oznakowanie, a potem oczywiście karać tych, którzy tego nie przestrzegają. Tymczasem podstawową zasadą prawa jest jego niezmienność. Tym bardziej, jeśli
chodzi o przepisy, których nieprzestrzeganie grozi karami. Dlatego istnieje vacatio legis. W przepisach drogowych ono jednak nie obowiązuje. Prawidłową zasadą, która wpływa na bezpieczeństwo na drogach to zasada jazdy właśnie „na pamięć”. Kierowca często podróżujący po danej drodze powinien mieć pewność co
do niezmienności jej oznakowania i organizacji ruchu na niej, tak by swą uwagę koncentrował na tym, co robią inni uczestnicy ruchu i mógł przewidywać sytuacje. Tymczasem u nas policjanci wpajają kierowcom, że muszą się przede wszystkim rozglądać po poboczach, jakie znaki stoją i po krzakach, czy aby nie zaczaił się tam patrol policji. Jeśli by skończyć z zasadą, że nie wolno jeździć na pamięć, trzeba by też zmienić zasady umieszczania znaków drogowych, które dziś są niezgodne z konstytucją.
W temacie:
Inne artykuły z działu “ważne”:
Nowości w księgarni:
Zachęcamy do złożenia zamówienia!
UWAGA: Przedruk artykułów (w całości lub części) z działu “numer bieżący” oraz “ważne”, jest możliwy jedynie: a) za podaniem klikalnego źródła b) tylko w niezmienionej formie: artykuł + informacje poniżej artykułu np. o ewydaniu, nowych publikacjach w sklepie, itp.
Istnieje 116 wersji Biblii. Wersja dla homosiów wyjdzie w 2009. 32 komentarzy
Sąd skazał członków ONR-u na 6 miesięcy w zawieszeniu, 1000 zł. grzywny, dozór kuratorski oraz zakaz publicznego wykonywania gestu! 15 komentarzy
Pierwsze spotkanie grupy refleksji w sprawie przyszłości Unii Europejskiej. 11 komentarzy
Turecki rząd zastanawia się nad wprowadzeniem kilku nowych obniżek. 10 komentarzy
Nowej komórka policyjna w ramach Europolu. 44 komentarzy
Zalecenie znalazło się w najnowszym raporcie tej instytucji! 41 komentarzy
28 Lipca 2008 o 14:00
“Na poboczach stoją wraki samochodów, wokół krzątają się ratownicy, strażacy i policjanci. Trwa akcja ratunkowa. Karetki pogotowia, wozy straży pożarnej i policji błyskają światłami. Ustawione barierki i ograniczenia prędkości”.
Nie jest źle, mogliby przecież jeszcze rzucać na maski przejeżdżających samochodów kukły małych dzieci.
28 Lipca 2008 o 14:22
Policjanci w prywatnych rozmowach doskonale zdają sobie sprawę z idiotyzmu tych przepisów ale tak nasza policja funkcjonuje, że zmusza szeregowych funkcjonariuszy do największych kretyństw jesli chcą awansować
28 Lipca 2008 o 19:19
Jak zwykle cala para idzie w gwizdek. Zamiast budowac drogi, lepiej organizowac punkty poboru myta (z radiowozem w krzakach) oraz porozkladac worki na zwloki. Inwestycja stosunkowo niewielka, a zarobic mozna calkiem niezle. Skoro przy okazji ilosc wypadkow (wlasnie na skutek tych dzialan i zaniechan) wzrasta to i worki tez sie nie zmarnuja.
28 Lipca 2008 o 19:26
I tak nikt nie przebije robót drogowych. Jeden gość oparty o łopatę, przed nim ograniczenie do 40 km/h, za nim… nic. Jeżeli droga jednojezdniowa, to, jeżeli jest takie ograniczenie z drugiej strony, można jeszcze (jak red. Zientarski Senior) się wykręcić. Mnie coś podobnego spotkało na A4 (do 70!), a powodem było zamknięcie biało-czerwonymi tabliczkami półmetrowego pobocza z lewej strony), na odcinku ok. 50 m. Na szczęście łącznik był za niecały kilometr, więc skrzyżowanie, itd.
28 Lipca 2008 o 20:36
Tak oto Janusz Mający w Nosie Prawo Mikke pokazuje, jak łamie Prawo obowiązujące w ruchu drogowym:
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/co_janusz_korwin_mikke_chcial_pokazac_w_swoim_spocie_19106.html
28 Lipca 2008 o 20:55
Bardzo dużo było w artykule o rzeczonym JKM. To juz chyba jakiś objaw mikkolubstwa.
28 Lipca 2008 o 21:09
@Żydomason Ozjasz Wczele-Goldberg:
Nie wiem jak teraz, ale JKM jezdził bezpiecznie mimo, ze znaki drogowe dla niego nie istniały.
Chyba kazda osoba, ktora jechała z JKM miło wspomina te jazdy. Ja rowniez. Nie pamietam ile razy jezdziłam pod prad i z jaka predkoscia. Pamietam, ze nim pierwszy raz wsiadlam do auta p. Janusza jeden z redaktorow NCzasu poinformowal mnie, zebym nie bała sie jak trase od NS do Dworca Centralnego pokonamy w 2 minuty jadac oczywiscie pewien odcinek drogi pod prad.
Mimo, ze JKM jezdzi jak rajdowiec, nigdy nie jezdził samochodem, gdy był zmeczony. Jezdził wtedy pociągiem lub z kierowcą.
“Tak oto Janusz Mający w Nosie Prawo Mikke pokazuje, jak łamie Prawo obowiązujące w ruchu drogowym:”
Błedem jest, ze p. Janusz czy tez osoba odpowiedzialna za spot pusciła w necie ten film. Jak ktos chce byc politykiem, to czy chce czy nie, prawo musi przestrzegac, przynajmniej nie chwalic sie tym, ze prawo ma w nosie.
28 Lipca 2008 o 21:19
Tak troszczą się o nasze życie to dlaczego ograniczenia prędkości nie zmieniają się wraz ze zmianą warunków na drodze?!
Po tej samej drodze mogę jechać 50km/h w słoneczny dzień, gdy droga hamowania wynosi 15m jak i w zimowy gdy jest kilkakrotnie dłuższa? To jest skończony debilizm!
28 Lipca 2008 o 21:32
Panie A.O. jakim błędem? pokazanie prawdy to jest błąd? Byłem świadkiem w wielu przypadkach, gdy to właśnie ten nie łamiący przepisów był zagrożeniem na drodze i przyczyną wypadku. Gdyby ze mną jechał policjant i notował wszystkie wykroczenia to prawdopodobnie po 10 minutach musiałbym oddać prawojazdy.
28 Lipca 2008 o 21:44
Ad 7.
Z filmu widać, że wystarczyło zdjąć na chwilę nogę z gazu, a wszystko przebiegłoby jak na filmie poglądowym. Fiat zjechałby już całkowicie z przejścia dla pieszych i odsłoniłby przejazd tak, że przecinanie osi skrzyżowania nie byłoby potrzebne.
Wyprzedzenie byłoby wtedy w pełni prawidłowe, bo fiat sygnalizował skręt.
Niestety, tu przekroczenia były minimalne i nie było zagrożenia wypadkiem, ale odruch nieprzestrzegania jest znamienny. Dziś ocenia się to tak, kiedy indziej gorzej, dojdzie “optymistyczne rozeznanie sytuacji” i bum.
Jakoś nie kojarzy mi się “rajdowy” styl z bezpieczną jazdą. Coś by się stało, gdyby odcinek NS-DC przejechać w 5 minut?
Z jednej strony rabusie drogowi na wydumanych ograniczeniach (o tym artykuł), z drugiej “rajdowcy” (JKM) i “co to nie ja”. Pośrodku zdenerwowani na obie grupy.
Może pora zrobić porządek z tymi pierwszymi (zweryfikować oznakowanie), a potem żadnej litości dla tych drugich i tych z pośrodku, którzy się do nich przyłączą?
28 Lipca 2008 o 21:48
@wwr:
“jakim błędem? ”
Polityk np. w Sejmie ustanawia prawo, w zwiazku z tym, nie wypada, aby nie przestrzegał tego, co ustanawia i kaze innym przestrzegac.
Jak to wyglada jak policjant, ktory ma scigac przestepcow sam łamie prawo np. sprzedając narkotyki.
Ktos kto chce byc politykiem musi czy chce tego czy nie, zrezygnowac z wyglupów. A chwalenie sie, pokazywanie publicznie, ze prawo mozna łamac jest dziecinadą.
======
“Byłem świadkiem w wielu przypadkach, gdy to właśnie ten nie łamiący przepisów był zagrożeniem na drodze i przyczyną wypadku.”
Owszem tak tez moze byc, ale np. pływaczka Otylia J. zabiła swojego brata tylko dlatego, ze nie przestrzegała przepisów.
28 Lipca 2008 o 21:52
@Kozior:
“Coś by się stało, gdyby odcinek NS-DC przejechać w 5 minut?”
Tak. Spóźniłabym sie na pociąg.
28 Lipca 2008 o 21:53
Ad 9.
Umówmy się - jeżeli przestrzegający przepisów jest zagrożeniem, to tylko dlatego, że reszta założyła sobie, że nikt ich nie przestrzega.
Jeżeli ktoś w 10 minut potrafi zebrać pow. 24 punktów, to zaprawdę, powinien sobie co nieco przemyśleć.
Doprowadziłem już kilka “kin objazdowych” do rozpaczy. Raz mało co czołówki nie zrobili, tak chcieli się za mną utrzymać by mnie w końcu na czymś dopaść. A ja spokojniutko, a zacząłem się orientować z kim ma do czynienia dość późno. Taki styl jazdy “kosztuje” mnie jakieś 15 minut na 340 km w stosunku do “piłowania”.
28 Lipca 2008 o 21:58
Ad 12.
I teraz, dzisiaj, jak tak pomyśleć - było warto?
28 Lipca 2008 o 22:15
@Kozior
“I teraz, dzisiaj, jak tak pomyśleć - było warto?”
Tak, bo nic nikomu sie nie stało.
Nie wiem czy Pan jezdził z JKM, jak nie, to Panu napisze jak jazdy wygladaja.
Jesli nie ma jadacych samochodów w poblizu, a droga kreta, to JKM jedzie na skróty, czyli prosto, oczywiscie tam gdzie nie ma ciaglej linii. :-) :-)
======
Ja jestem za przetrzeganiem przepisow równiez tych drogowych. Sama nie ma PJ.
28 Lipca 2008 o 22:29
Pani Anno!
Chodzio mi o to, o jakiej sumie była ta gra.
Jeżeli ktoś jedzie prosto na krętej drodze, to traci najlepsze z jazdy, czyli jazdę po łukach. Chyba, że ma zawieszenie do kitu.
Jak już się chwalimy, to co tam, niech będzie i moje. Wczoraj usłyszałem w Eurosporcie, przy okazji finału imprezy “EPO Tour de France”, że Plac Gwiazdy to najprawdopodobniej najbardzie przerażające rondo na świecie. Otóż zdarzyło mi się to rondo przejechać po prawie prostej linii. Tak jakoś wyszło - wszyscy wokół zachowywali się jakby mieli pierwszeństwo, więc wolałem nie kombinować i rozstrzygnąłem sprawę za pomocą gazu w podłodze.
28 Lipca 2008 o 22:37
Jeszcze (a może wreszcie) odnośnie artykułu: czy GDDKiA wie, że nasi kierowcy uwielbiają się gapić na wypadki zamiast obserwować co się dzieje na drodze?
28 Lipca 2008 o 22:55
Ograniczyc predkosc do 23 km/h. WSZEDZIE!!!! tak bedzie jeszcze BEZPIECZNIEJ
28 Lipca 2008 o 22:56
albo k…wa do 14 km/h.
28 Lipca 2008 o 22:56
albo do 1
29 Lipca 2008 o 00:28
I koniecznie nie zapomnijmy o chłopcu z czerwoną chorągiewka, ostrzegającym innych uczestników ruchu. W końcu to stara angielska tradycja z samych początków motoryzacji.
29 Lipca 2008 o 09:11
W ogóle zakżmy używania samochodów, to powietrze będzie czystsze i mniej wypadków. Najlepiej wrócić do lektyk wtedy dodatkowo problem bezrobocia się rozwiąże.
29 Lipca 2008 o 10:02
Dyskusja się zapętliła, bo moi przedmówcy zapomnieli o tym, że Władza nigdy się nie myli.
Ten pozorny bałagan ma jeden cel: jeżeli przepisów nie da się przestrzegać, to tym Władza jest większa: “nie ma ludzi niewinnych, są tylko źle przesłuchani”, a przepisy ruchu drogowego są tylko małym wycinkiem naszej rzeczywistości
29 Lipca 2008 o 10:30
Jak to dobrze, ze nikt z obywateli nie wpadl na pomysl ustawiania znaków ograniczających prędkość do np. 40km w losowych miejscach. Ludzie by psioczyli a gromy by spadly na zarzadce drog. To bylby wandalizm.
29 Lipca 2008 o 17:52
@Anna.O.:
“Nie wiem jak teraz, ale JKM jezdził bezpiecznie mimo, ze znaki drogowe dla niego nie istniały.”
Zawiodła mnie Pani. Takiej bredni mogłem się spodziewać po durnowatym mikkolubstwie (nie raz to powtarza), ale po Pani?
Nie można jeździć bezpiecznie, gdy się stale ignoruje przepisy ruchu drogowego!
Mikkoluby bezmózgie podają jako “argument” - że Januszek jakoby jeździ “bezpiecznie”, bo Januszek Mający w Nosie Prawo Mikke nikogo na drodze nie zabił. Co jest równie idiotycznym “tłumaczeniem”, jak dowodzenie, że w Lotto nie można wygrać głównej nagrody, skoro gracz X grał przez całe życie i nie trafił szóstki.
Ten gracz X nie trafił - ale szóstkę trafiło już tysiące innych ludzi!!!!
Podobnie z Januszkiem - on (jeszcze!!!!) nikogo autem nie zabił, ale gdy się zbierze milion jeżdżących po mikkolubnemu nie tylko kretynów - ale i potencjalnych morderców - to losowo na jakiegoś kretyna i mordercę co dzień trafia - i trup sie na polskich drogach ściele gęsto.
———
Kolejna brednia mikkolubstwa:
Ci nie tylko idioci, ale i potencjalni mordercy “dowodzą”, że (podobno) jeżdżą lepiej niż inni (debilowi zawsze sie wydaje, że jest mądrzejszy od innych ludzi) - i dlatego mogą sobie pozwolić na szybszą jazdę, niż jadą inni.
Lecz nawet gdyby to było prawdą - mikkolubni idioci i mordercy nie wiedzą, że tak samo, jak wytrzymałość łańcucha jest obliczana dla najsłabszego ogniwa, tak samo przepisy drogowe są ustalane pod kątem najsłabszych uczestników ruchu drogowego!
Nawet prawdziwych mistrzów gubi pewność siebie - mistrz rajdowy Janusz Kulig jeździł na rajdach wspaniale - lecz popełnił błąd jak jakiś durnowaty mikkolub - zaufał dróżnikowi, nie zwolnił na przejeździe kolejowym, nie spojrzał czy nie nadjeżdża pociąg - i wpadł pod pociąg. Ja nie potrafię jeździć tak szybko jak Kulig - lecz miałem (i mam nadal) więcej od niego rozumu - zanim wjadę na przejazd kolejowy ZAWSZE patrzę, czy nie jedzie pociąg. Dojeżdżając do skrzyżowania ZAWSZE zwalniam (nawet gdy mam zielone światło), bo gdy jakiś patałach wymusi pierszeństwo - bym zdążył zahamować, lub gdyby doszło do wypadku - bym taki wypadek przeżył.
Efekt - ja żyję, choć już miałem wypadek z gościem, który mi wyjechał z drogi podporządkowanej (była zima, ostro świecące tuż nad horyzontem słońce padające na jego nie najczystszą -jak to w zimie- boczną szybę spowodowało, że nie zauważył mojego auta), a Janusz Kulig gryzie piach.
Kierowca na prodze PUBLICZNEJ nie jedzie sam. Mistrz może jechać wspaniale - lecz gdy jedzie zbyt szybko lub złamie inny przepis, może na jego jazdę nie zdążyć zareagować kierowca mniej doświadczony, rowerzysta czy dziecko przechodzące przez jezdnię.
Lecz czy durne mikkolubstwo jest w stanie to pojąć?
———
Kolejna sprawa - zasuwający na drodze jak kretyn mikkolubny kretyn jest po prostu kretynem bez wyobraźni. Po co się tak debil spieszy? Nie mógł wyjść z domu pięć minut wcześniej? Jaki ma zysk z tak szybkiej, niebezpiecznej jazdy?
Jedyny zysk - to stłumienie kompleksów. Takiego mikkolubnego nieudacznika całe życie popychano, lżono, wyśmiewano się z niego, wyrywano mu spod nosa najładniejsze panny, pomiatano w przedszkolu, szkole, na podwórku, w pracy i w domu (Januszek Mikke też jest pod pantoflem) - to usiłuje takie żałosne zakompleksione mikkowate stworzenie pokazać samemu sobie przynajmniej na drodze, że jednak nie jest ostatnim z najgorszych.
Ludzie rozsądni i bez kompleksów (np. żydomasoni) z kpiącym politowaniem patrzą na takiego głupka, gdy rusza z piskiem opon spod świateł, by z piskiem opon hamować przed następnymi światłami - gdy spokojnie, nienerwowo toczący się 50 km/h żydomason dojeżdża do następnych świateł gdy się zmieniają na zielone - czasem jeszcze wymijając na sąsiednim pasie dopiero ruszającego wściekłego kretynka udającego rajdowca :-) :-)
Gdyby taki zakompleksiony mikkolub wyłączył kompleksy i pomyślał racjonalnie - to by się zastanowił, ile czasu zaoszczędzi na wciskaniu gazu do dechy.
Przejechał by raz stałą drogę np. do pracy po mikkolubnemu, a drugi raz zgodnie z przepisami. I zobaczył, że jeżdżąc jak idiota oszczędzi 10x mniej czasu, niż traci na przeczytanie egzemplarza Najwyższego Czasu!
============
Dwa pytania dla Normalnych:
1. Którą ruchliwą, zatłoczoną drogą przejedzie więcej samochodów w ciągu godziny:
a) gdy wszystkie samochody będą jechały 50 km/h?
b) gdy wszystkie samochody będą jechały 100 km/h?
2. Które zwężenie jezdni (zmiana z dwóch pasow na jeden w wyniku robót drogowych) spowoduje większy korek:
a) gdy wszystkie samochody przed zwężeniem będą jechały 50 km/h?
b) gdy samochody przed zwężeniem będą jechały z różnymi prędkościami - od 50 km/h do 150 km/h?
29 Lipca 2008 o 20:41
do: Żydomason Ozjasz Wczele-Goldberg
“idz do warzywniaka albo ukarz sie w elektro-ciepłowni”
29 Lipca 2008 o 21:16
@Żydomason Ozjasz Wczele-Goldberg:
““Nie wiem jak teraz, ale JKM jezdził bezpiecznie mimo, ze znaki drogowe dla niego nie istniały.”
Zawiodła mnie Pani. Takiej bredni mogłem się spodziewać po durnowatym mikkolubstwie (nie raz to powtarza), ale po Pani?”
Alez Panie doktorze, to raczej ja mogę stwierdzic, ze zawiadłam sie na Panu. :-) Pan absolutnie nie uwzglednil tego, ze ja jestem kobieta i to nieposiadająca PJ.
Prosze czytac teksty ze zrozumieniem. Jesli kobieta (nie posiadajaca PJ) pisze, ze ktos jezdzi bezpiecznie to oznacza, ze ona nie boi sie jechac z takim kierowca - obojetnie jak on jezdzi. Ja moge sie bac jechac np. z osoba, ktora przestrzega przepisow, bo moge nie czuc sie bezpiecznie, gdy ta osoba prowadzi auto. Pomieszał Pan porządki. :-) :-) :-) (Z kobietami o motoryzacji gadac, to przesada. :-) :-) :-))
Chciałam ponadto zauwazyc, ze w wpisie nr 15 napisałam, ze jestem za przestrzeganiem przepisow drogowych. A tego juz Pan nie zauwazył.
29 Lipca 2008 o 21:28
@perflej:
No tak, tylko takiej idiotycznej odpowiedzi ze strony mikkolubstwa mogłem sie spodziewać. Lecz to kolejny raz potwierdza, że by zostać mikkolubem - najpierw trzeba porządnie zgłupieć, lub głupkiem się urodzić.
29 Lipca 2008 o 22:18
@Anna O:
“Pan absolutnie nie uwzglednil tego, ze ja jestem kobieta i to nieposiadająca PJ.”
Płeć i posiadane (lub nie posiadane) uprawnienia nie zwalniają z myślenia.
Nie trzeba być aż dyplomowanym znawcą kotłów parowych płci męskiej, by zauważyć, że dopuszczanie do wzrostu ciśnienia w takim kotle powyżej wartości uznawanych za górną granicę normy nie jest bezpieczne - choćby nawet taki kocioł JESZCZE nie wybuchł.
Nie trzeba być dyplomowanym konowałem - facetem, by zauważyć, że utrzymywanie ciśnienia tętniczego rzędu 300/150 mm Hg nie jest bezpieczne, choćby pacjent JESZCZE nie dostał udaru mózgu czy zawału mięśnia sercowego.
————-
“uwaza, ze ktos jezdzi bezpiecznie to oznacza, ze ona nie boi sie jechac z takim kierowca - obojetnie jak on jezdzi.”
To wcale nie oznacza, że taki osobnik jeździ bezpiecznie - lecz że ta niewiasta ulega emocjom i tylko w jej subiektywnym odczuciu osobnik jeździ bezpiecznie.
——-
“Z kobietami o motoryzacji gadac, to przesada.”
Gadam nie tylko o motoryzacji, również o Prawie.
Prawo Drogowe stworzyli fachowcy od ruchu drogowego. To fachowcy, mający rozległa wiedzę na ten temat opracowali zasady ruchu drogowego - lecz mikkolubstwo durnowate z niedawno otrzymanym prawkiem już uważa się za mądrzejsze od fachowców i pluje na ich rozwiązania.
Znam to, znam - wszak niemal każdy Polak uważa, że zna się na medycynie - co zwiększa moje zarobki - bo taki nieszczęśnik gdy wreszcie zauważy, jak bardzo zniszczył swoje zdrowie nierozważnym, własnym “leczeniem” - to zostawia później kupę kasy w moim gabinecie.
Głupota w postępowaniu z własną chorobą szkodzi tylko głupiemu - lecz niestety głupek na drodze zabija nie tylko siebie, lecz również innych, niewinnych ludzi.
Dlatego ja za łamanie prawa na drodze dotyczącego bezpieczeństwa (np. jazdę 120 km/h obok szkoły) bym karał tak samo, jak karze się za umyślne usiłowanie zabójstwa.
———–
“Chciałam ponadto zauwazyc, ze w wpisie nr 15 napisałam, ze jestem za przestrzeganiem przepisow drogowych.”
Brawo!
Tak trzymać.
29 Lipca 2008 o 22:39
@Żydomason Ozjasz Wczele-Goldberg:
“Znam to, znam - wszak niemal każdy Polak uważa, że zna się na medycynie ”
Ja nie. Odpisz mi Pan w koncu na mail, bo potrzebuje fachowej wiedzy, zeby nie ulec histerii, kobiety czasem potrafia ponikowac. :-)
======
“co zwiększa moje zarobki - bo taki nieszczęśnik gdy wreszcie zauważy, jak bardzo zniszczył swoje zdrowie nierozważnym, własnym “leczeniem” - to zostawia później kupę kasy w moim gabinecie. ”
I zarabia Pan na tych nieszczęśnikach. W kraju mikkolubów tez miałby Pan dobrze. W zasadzie lekarzom od 2000 roku poprawiło sie znacznie. To widac.
29 Lipca 2008 o 22:53
Czyżby Żydomason miał dobrze w krainie mikkolubów? A może miałby nawet lepiej? Co na to Żydomason, jak rozumiem pracuś?
29 Lipca 2008 o 23:23
@Anna O.:
“Odpisz mi Pan w koncu na mail”
Za pół godzinki będzie odpowiedź.
——-
“W kraju mikkolubów tez miałby Pan dobrze. W zasadzie lekarzom od 2000 roku poprawiło sie znacznie. To widac.”
Nie tylko lekarzom. Większość Polaków (tych, co się nie lenią) ma się coraz lepiej - stąd i populiści typu Lepper, Ikonowicz czy Mikke mają coraz mniejsze wzięcie, bo coraz mniej jest desperatów podatnych na populistyczne prostackie recepty na cudowne uzdrowienia.
Skoro poprawiło się konowałom w systemie opanowanym przez “Jewrosojuz” - to czemu ma się poprawić w Mikkolandii, która rozwiązania “jewrosojuzne” uważa za destrukcję?
30 Lipca 2008 o 11:00
bo lepsze jest wrogiem dobrego
30 Lipca 2008 o 19:42
A co niby jest “Lepsze”?
Nibymikkolandia, która nigdzie nie zdołała się utrzymać?
Kto okazał się lepszy na polu bitwy - rycerz, który przeżył, czy rycerz, ktory poległ?
30 Lipca 2008 o 21:11
Ad 34.
Lepszy jest rycerz, który przeżył, bo mu się chciało walczyć i pokonał tego, któremu się nie chciało i zaczął wymyslać przepisy, jak długa powinna być dopuszczona do walki tarcza oraz ustalać wymagania co do twardości topora bojowego (gdyby wtedy walczono na szable, to pracowałby na krzywizną szabli).
Ad 25.
Jeżeli się z tego wyciśnie ubliżanie, to zostaje sporo sensownych myśli, które dosadniej uzupełniają to, co chciałem, dość łagodnie, przekazać. Kilka drobnych zastrzeżeń:
- Nie określiłbym każdego, który jeździ ostro, że jest wariatem - niektórzy naprawdę to potrafią, a lata praktyki nauczyły ich “czuć” sytuację na drodze. Wraz z prędkością zwęża się pole widzenia. Przyzwyczajonemu do prędkości, zwęża się mniej. Nie wiem w jakim stopniu dotyczy to JKM (wiek) i na pewno nie dotyczy to jazdy na pałę przez skrzyżowania, o jeździe pod prąd nie wspominając.
- Przepisy ustawione pod najsłabszych kierowców. Tej uwagi chciałem pogratulować. W prostych słowach zawiera to, co usiłowałem przekazać w @13, odpowiadając na @9. Sęk w tym, że nasze przepisy są ustawione pod jakichś patafianów z denkami od musztardówek zamiast soczewek w okularach. Wystarczy porównać ograniczenia prędkości przy robotach drogowych w Niemczech i u nas.
- Ślamazarne ruszanie spod świateł może sprawdza się w Warszawce (woj. świętokrzyskie), ale w Stolycy już nie. Nie znaczy, że trzeba przy tym palić gumy i raz wciśnięty gaz trzymać bez przerwy. Chyba, że można tym wywalczyć “pool position” na następnym skrzyżowaniu, a nie mieć te “najsłabsze ogniwa” ciągle przed sobą. Mówi się, że wyprzedzanie jest najbardziej niebezpiecznym manewrem. Otóż czasami niewyprzedzenie jest jeszcze bardziej niebezpieczne.
I tu uwaga - jeżeli prawdziwy jest opis : “Ludzie rozsądni i bez kompleksów (np. żydomasoni) z kpiącym politowaniem patrzą na takiego głupka, gdy rusza z piskiem opon spod świateł, by z piskiem opon hamować przed następnymi światłami - gdy spokojnie, nienerwowo toczący się 50 km/h żydomason dojeżdża do następnych świateł gdy się zmieniają na zielone - czasem jeszcze wymijając na sąsiednim pasie dopiero ruszającego wściekłego kretynka udającego rajdowca :-) :-)”, to w tym momencie osobnik na-przykład-żydomason jest potencjalnym zabójcą, gdyż “głupek” może akurat czekać aż przejdzie przed nim inwalida o lasce.
Nie jestem NORMALNY, więc nie wiem, czy powinienem odpowiadać na pytania.
1. 50 vs 100 km/h (dla ułatwienia - 54 i 108)
Na kursie za - 6 pkt. padła zasada minimalnego odstępu - tyle i przejeżdża się w 2 sekundy. Pierwsi powinni trzymać dystans 30 m, a drudzy 60 m. W obu przypadkach, dany punkt będzie mijany co 2 sekundy. Niech więc jadą 108 km/h. Krócej będą jechać.
2. W obu przypadkach będzie kiszka, bo nasi “fachowcy od ruchu drogowego” nie wpadli na istnienie znaku i zasady “na zamek błyskawiczny”. Zawsze jest więc u nas bydło plus dwa tiry jadące obok siebie, żeby już do końca to zablokować.
30 Lipca 2008 o 21:17
Od siebie dodam, że warto pamiętać, że w stłuczce na skrzyżowaniu, w wypadku ZAWSZE biorą udział wymuszający pierwszeństwo i ten, na którym je wymuszono.
I trochę a’propos 54/108 km/h. Wg mojej wersji zjawiska Dopplera, przy odpowiedniej prędkości, na drodze jest pusto. Prościej - jeżeli ktoś piłuje 160 km/h, to ciągle musi wyprzedzać. Przy prędkości umiarkowanej robi to znacznie rzadziej i rzadko też jest wyprzedzany. U nas psują to ci, “pod których ustawione są przepisy” oraz przeładowane ciężarówki.
30 Lipca 2008 o 21:33
Ad 29.
Artykuł nie krytykuje tych od ustalania Prawa Drogowego (wg mnie powinien - za brak “zamka błyskawicznego”), ale tych, którzy je wdrażają.
Kiedyś dzwoniłem do odpowiednich służb z gratulacjami. Otóż, na jednym rondzie, po otwarciu estakady nad nim, robiły się ogromne korki. W znacznej mierze związane były z centrum handlowym, z którego nim się wyjeżdżało. Tuż przed Bożym Narodzeniem, akurat musiałem coś kupić i dreszcze mi chodziły po plecach, ile będę musiał stać w korku. A tu niespodzianka - światła się zepsuły i ani jednego samochodu!
Fachowcy zostawili sekwencję świateł, jak sprzed otwarcia wiaduktu - drogi boczne nadal miały krótkie zielone.
Niestety, światła naprawiono i jest trochę zamieszania, bo zdjęto zieloną strzałkę w miejscu, gdzie w prawo skręca się na pas rozbiegowy.
Innym razem, koło mnie, wyasfaltowali żwirówkę przecinającą główną ulicę na osiedlu. I już - poszli sobie. O konieczności postawienia znaków określających pierwszeństwo na skrzyżowaniu musieli się dowiedzieć z mojego telefonu (a może chcieli nauczyć tubylców, że nawet koło domu nie jeździ się na pamięć?).
Warto też wpaść do Stolycy i przejechać się Wisłostradą - trzy pasy, żadnych skrzyżowań i przejść bez świateł, a 50 km/h, w dzień.
31 Lipca 2008 o 10:44
“Kto okazał się lepszy na polu bitwy - rycerz, który przeżył, czy rycerz, ktory poległ?”
Wygrana bitwa to nie wygrana wojna.
31 Lipca 2008 o 17:09
@Kozior:
“Lepszy jest rycerz, który przeżył, bo mu się chciało walczyć i pokonał tego, któremu się nie chciało i zaczął wymyslać przepisy, jak długa powinna być dopuszczona do walki tarcza oraz ustalać wymagania co do twardości topora bojowego”
Typowa mikkolubna brednia.
Historia jednoznacznie uczy, że jednakowo uzbrojeni i wyposażeni wojownicy (hoplici, rzymskie legiony, zwarty szyk średniowiecznego rycerstwa ciężkozbrojnego czy nasza husaria) rozwalali w proch i pył o wiele liczniejszą, niejednolitą i rozmaicie uzbrojoną hałastrę.
——————
“Nie określiłbym każdego, który jeździ ostro, że jest wariatem - niektórzy naprawdę to potrafią, a lata praktyki nauczyły ich “czuć” sytuację na drodze.”
Nadal niekumactwo. Nie chodzi o to, czy pędzący jak kretyn kretyn “czuje sytuacje na drodze”, lecz czy do jego szybka i gwałtowną jazdę potrafi bezpiecznie zareagować inny, mniej doświadczony uczestnik ruchu drogowego. Kretyni wymuszają niebezpieczne zachowania u osób chcących przestrzegać zasad bezpieczeństwa na drodze.
—————–
“Sęk w tym, że nasze przepisy są ustawione pod jakichś patafianów z denkami od musztardówek zamiast soczewek w okularach.”
Te patafiany też mają prawo poruszać sie po drogach. Gdy nie chce mikkolub jeden z drugim dostosować się do umiejętności patafianów - niech drogę sobie wybuduje na swoim własnym, KUPIONYM terenie. Lecz gdy chce korzystać z drogi PUBLICZNEJ - musi sie do patafianów dostosować.
———-
” Otóż czasami niewyprzedzenie jest jeszcze bardziej niebezpieczne.”
Tylko podczas zapadania się jezdni w czasie silnegho tyrzęsienia ziemi itp :-)
——————
” jeżeli prawdziwy jest opis : “Ludzie rozsądni i bez kompleksów (np. żydomasoni) z kpiącym politowaniem patrzą na takiego głupka, gdy rusza z piskiem opon spod świateł, by z piskiem opon hamować przed następnymi światłami - gdy spokojnie, nienerwowo toczący się 50 km/h żydomason dojeżdża do następnych świateł gdy się zmieniają na zielone - czasem jeszcze wymijając na sąsiednim pasie dopiero ruszającego wściekłego kretynka udającego rajdowca :-) :-)”, to w tym momencie osobnik na-przykład-żydomason jest potencjalnym zabójcą, gdyż “głupek” może akurat czekać aż przejdzie przed nim inwalida o lasce.”
Mikkolub nie potrafi czytać - wyraźnie napisałem że mikkolubny kretynek udający rajdowca rusza spod świateł - co wyklucza czekanie az przejdzie inwalida o lasce.
————
“Nie jestem NORMALNY, więc nie wiem, czy powinienem odpowiadać na pytania.”
Nie powinieneś. I dałeś obie odpowiedzi błędne - efekt nieznajomości w odpowiedzi na pierwsze pytanie zjawiska, że wraz z podwojeniem prędkości droga hamowania (a co za tym idzie odstępy między jadącymi autami) wzrasta już czterokrotnie, a w odpowiedzi na drugie pytanie - nie znasz praw rządzących ruchem turbulentnym.
Jazda 50km/h wszystkich aut na bardzo zatłoczonej drodze w wyniku naukowych wyliczeń oraz obserwacji (które później były podstawą do ustalania prędkości w obszarze zabudowanym) powoduje szybsze dotarcie do celu, niz jazda wszystkich aut 100 km/h. Dlatego w Szwecji nie ma tyle korków co w Polsce (w miejscach, gdzie jest porównywalna ilość jeżdżacych samochodów i dróg), bo w Szwecji nie ma tylu jeżdżących po mikkolubnemu kretynków.
31 Lipca 2008 o 20:20
“” Otóż czasami niewyprzedzenie jest jeszcze bardziej niebezpieczne.”
Tylko podczas zapadania się jezdni w czasie silnegho tyrzęsienia ziemi itp :-)”
Nie tylko, rowniez w sytuacji gdy auto przed nami gwaltownie zahamuje a przeciwlegly pas jest wolny.
“Płeć i posiadane (lub nie posiadane) uprawnienia nie zwalniają z myślenia.”
oraz
“Prawo Drogowe stworzyli fachowcy od ruchu drogowego. To fachowcy, mający rozległa wiedzę na ten temat opracowali zasady ruchu drogowego”
No to jak to wreszcie jest? Fachowcom ufamy na 100% czy moze jednak nie jestesmy zwolnieni od myslenia niezaleznie od sytuacji?
“a w odpowiedzi na drugie pytanie - nie znasz praw rządzących ruchem turbulentnym.”
A mozna cos blizej prosic? :-) O tych prawach znaczy.
“Jazda 50km/h wszystkich aut na bardzo zatłoczonej drodze w wyniku naukowych wyliczeń oraz obserwacji (które później były podstawą do ustalania prędkości w obszarze zabudowanym) powoduje szybsze dotarcie do celu, niz jazda wszystkich aut 100 km/h”
A czy badane byly tylko te dwie predkosci, czy jakis szerszy zakres, bo moze na przyklad 44km/h albo 65 jest jeszcze lepszym optimum?
31 Lipca 2008 o 20:22
errata:
jest: “jest jeszcze lepszym optimum”
powinno byc: “jest jeszcze bardziej optymalne”
31 Lipca 2008 o 21:25
@Żydomason Ozjasz Wczele-Goldberg
Głupi jesteś:
Można jeździć ostro i bezpiecznie, to oczywiste, ja tak jeżdze i jestem Bogiem na drodze.
Przepisy są ustawiane faktycznie zbyt restrykcyjnie - szczególnie nie powinno być ograniczeń prędkości (kto to wymyślił, chyba jakiś pomylony przodek Żydomasona).
Idioto ale ja chcę jechać 100km/h a nie 50.
Nie przypominaj tu mi Szwecji, to kraj niewolników, dasz klapsa synowi i idziesz do więzienia. Tylko idiota chwali taki reżim. Jak sie tak podoba to jedź tam (tylko dzieci zostaw w Polsce z babcią).
“Prawo Drogowe stworzyli fachowcy od ruchu drogowego.”
:D taaaak a prawo w Polsce specjaliści od (obchodzenia) prawa.
1 Sierpnia 2008 o 21:39
Pan Żydo mason pisze pod (29) “lecz niestety głupek na drodze zabija nie tylko siebie lecz również innych niewinnych ludzi” To święta prawda, ale nie może to być cała prawda (prawd jest kilka). A jak coś wysmyczy największy i najwpanialszy Polak? Np z włączonym kierunkowskazem wyprzedzając TIR a ruszy na czołowe spotkanie z jadącym z przeciwka pojazdem. Mędrcowi też może się się zdażyć to co i głupiemu, jeżeli nie przestrzega ustalonych przepisów. A ktoś kto myśli że Jemu wszystko wolno to prędzej czy później podpadnie pod przysłowie “nosił wilk razy kilka ponieśli i wilka ” Pan Janusz też dysponuje tęgą głową i napewno wie, że szczęście nie trwa wiecznie.
1 Sierpnia 2008 o 23:19
Ad 39.
Odpowiadasz nie pod to, co jest napisane, tylko pod to co sam sobie odczytałeś lub wręcz wymyśliłeś.
A tak wogóle, to w 90% Cię poparłem. Te wyzwiska to wyraz wdzięczności, czy nie zauważyłeś tego? Masz zakodowane, że jak Ci ktoś odpowiada, to chce Ci dowalić? Mam nadzieję, że nie. Żal by mi Cię było.
1. Rycerze - porównywałem znudzonego zwycięstwami z tym, któremu się chce. Ten drugi może być gorzej uzbrojony, ale ma więcej biglu lub - jak mówią szerokotorowi - cojones.
W sumie, jak to było z uzbrojeniem i wyszkoleniem pod Grunwaldem?
2. Wyczuwa się i niepewnie jeżdżących. Masz z tym kłopot? Trenuj, chłopie!
Napisałem też przecież , że nie miałem na myśli jazdy na pałę. Wtedy to już rzeczywiście ślepy los.
3. Aż takie Patafiany nie powinny dostawać prawa jazdy. Jak kiedyś wpadniesz do Stolycy, to przejedź się Wisłostradą (taka szeroka trasa - zazwyczaj 3 pasy w jedną stronę) w części północnej. Jest tam zwężenie z ograniczeniem do 40. Niemcy mają co najmniej 60.
4. “żydomason dojeżdża do następnych świateł gdy się zmieniają na zielone - czasem jeszcze wymijając na sąsiednim pasie dopiero ruszającego wściekłego kretynka udającego rajdowca :-) :-)”
Co oznacza zestawienie “wymijając…dopiero ruszającego”? A jedziesz 50 km/h, jak sam napisałeś. Do tej pory ruszali, bo rzeczywiście nikogo nie było. Sam pisałeś, że takie sprawy to kwestia losowa. Uważaj, bo to wina kierowcy, a nie schodzącego z pasów.
5. Zagadka nr 1:
Pretensje o regułę 2 sekundowego odstępu kierować proszę do komendanta drogówki stołecznej.
Niemcy zaczęli robić fotki siedzącym na zderzaku. Robią to gdy odstęp jest mniejszy niż połowa prędkości (m i km/h). Samochody jadą jeden za drugim, z tą samą prędkością, więc głównie chodzi o czas reakcji. Trwa o tyle samo przy każdej prędkości, choć powiedziałbym, że po kilkugodzinnej jeździe 50 km/h, raczej się wydłuża.
Odstęp, żeby można było wyhamować nawet, gdy ten przed nami stanie w miejscu jest ideałem, może wykonalnym na pustych, szwedzkich drogach i na jakiejś wiosce.
Może tu leży klucz do frustracji żydomasona na drodze - jedzie sobie z takim odstępem, jak w jego ukochanej Szwecji, a tu kierowcy (i to z warszawskimi numerami) ciągle przed niego wjeżdżają i ciągle musi zwalniać.
6. Zagadka nr 2
Nawet nie próbowałem odpowiadać, bo sprawa jest oczywista, tylko wspomniałem, że u nas zawsze w takich sytuacjach jest bydło, bo nikt nie uczy zamka błyskawicznego.
Było to oczywiste dla każdego, który potrafi czytać z minimalnym rozumieniem.
7. Na kursie “za -6pkt” uczą, że 50 km/h wynikło nie z korka (wg tego bardziej przepustowa byłaby jeszcze niższa prędkość, ale z wyliczeń prędkości w momencie uderzenia w kogoś, kto wtargnie na jezdnię. Przy 60 było sporo więcej, bo wynikało to z czasu reakcji. W Stolycy powód był inny. Ilona Butler, rzecznik prasowy zarządu czegośtam mówiła, że dzięki temu zwonią do 80 km/h.
Jazda z ustaloną prędkością gęsiego jest trudna i raczej potrzeba do niej tempomatu adaptacyjnego. Ciągle ktoś przyspieszy, potem hamuje, jadący za nim też i leci.
Diesle są niezłe, bo mają lepsze tłumienie prędkości po zwolnieniu gazu. W benzynowcach potrzebna jest redukcja, ale spalanie i głośniej…
8. Jazda za patafianem, ew. NORMALNYM, który hamuje tam, gdzie powinno dodać się gazu i wlecze się 50 km/h, bo tak robią w Szwecji może bardziej niebezpieczna niż wyprzedzenie go, z odpowiednim “odskokiem”, żeby w tył nie wjechał.
1 Sierpnia 2008 o 23:35
Żydomason Lewicki - jak czytam tego idiotę (kołtuna z PO-wskiej lumpeninteligencji - zapewne), to Bogu dziękuję, że mamy PiS-owskiego prezydenta. Oby PO zniknęłą z POlskiej sceny POlitycznej.
1 Sierpnia 2008 o 23:36
Żydomason Lewicki - jak czytam tego idiotę (kołtuna z PO-wskiej lumpeninteligencji, zapewne), to Bogu dziękuję, że mamy PiS-owskiego prezydenta. Oby PO zniknęłą z POlskiej sceny POlitycznej.
2 Sierpnia 2008 o 01:09
“Idioto ale ja chcę jechać 100km/h a nie 50.”
A gdyby ktoś chciał np. mieć mikkolubstwo zamknięte w klatce w ogrodzie zoologicznym - to ma nas to obchodzić?
Oczywiście, że nie - takie durnowate pomysły jak zamykanie ludzi w klatkach, jeżdżenie 100 km/h po mieście czy dopuszczalność lekkiej pedofilii mogą wymyślać tylko ludzie paranormalni.
Tu nie chodzi o to, że ktoś koniecznie chce żebyście jeździli wolniej. Tu chodzi zarówno o płynność ruchu, jak i też o pieszych i rowerzystów.
Na dwupasmowej drodze poza miastem możecie przecież jechać sobie to 100 km/h.
2 Sierpnia 2008 o 09:22
@Kozior:
“1. Rycerze - porównywałem znudzonego zwycięstwami z tym, któremu się chce. Ten drugi może być gorzej uzbrojony, ale ma więcej biglu lub - jak mówią szerokotorowi - cojones.”
A co to miało wspólnego ze standaryzacją uzbrojenia, o której pisałeś?
———-
“W sumie, jak to było z uzbrojeniem i wyszkoleniem pod Grunwaldem?”
Po stronie krzyżackiej niewiele było ujednoliconych, dobrze wyszkolonych hufców zakonnego rycerstwa. Dominowała niejednorodna, ochotnicza zbieranina z całej Europy.
Po stronie polskiej hufców dobrze wyszkolonego i jednolicie uzbrojonego rycerstwa było więcej. Hałastra litewska i tatarska nie liczyły się w bitwie, poza zmęczeniem przeciwnika.
———————-
“2. Wyczuwa się i niepewnie jeżdżących.”
Niepewnie, nieprzewidywalnie jężdżącego też do końca nie wyczujesz, lecz ja pisałem, że on nie może wyczuć ciebie - to jest największy problem.
———–
“3. Aż takie Patafiany nie powinny dostawać prawa jazdy.”
Sam byłeś patafianem bez doświadczenia tydzień po otrzymaniu prawka - czyli twierdzisz, że prawka nie powinieneś dostać? Albo że egzamin na prawko powinien być po dziesięciu latach kursów, aż nabierzesz doświadczenia?
——————–
“przejedź się Wisłostradą Jest tam zwężenie z ograniczeniem do 40. Niemcy mają co najmniej 60.”
Niemcy jeżdżą w sposób bardziej zdyscyplinowany. W polaczkolandzie jest więcej zajeżdżania drogi, wpychania się, wymuszania. Niebezpieczny ruch turbulentny istnieje przy mniejszych prędkościach, niż w Niemczech.
————————–
4. “Uważaj, bo to wina kierowcy, a nie schodzącego z pasów.”
Pieszy schodzi z pasów najpierw z lewego pasa, potem z prawego. Wimijam pasem lewym. Czaisz?
—————-
5. Zagadka nr 1:
“leży klucz do frustracji żydomasona na drodze - jedzie sobie z takim odstępem, jak w jego ukochanej Szwecji, a tu kierowcy (i to z warszawskimi numerami) ciągle przed niego wjeżdżają i ciągle musi zwalniać.”
Brawo - zgadłeś!!!!
Jeżdżące na (niestety!!!) warszawskich numerach durne napływowe chamstwo jedno pokolenie wcześniej albo i żywcem od pługa i furmanki z gnojówką oderwane (Warszawa jest najbardziej zachamionym dużym miastem w Polsce, przez tę dominację chamstwa wstydzę się w innych miejscach Polski przyznać, żem jest z Warszawy) nie ma wyobraźni i bezpiecznych odstępów nie trzyma. Lecz nie utrzymuje odstepów nie tylko dla wysokich prędkości!!!
Bezpieczna odległość dla 50 km/h wynosi 30 metrów - pszennoburaczani rodem utrzymują 10 m. Bezpieczna dla 100 km/h wynosi 100 m (jeszcze raz powtarzam, że dla podwojonej prędkości droga hamowania elementów mechanicznych wzrasta juz czterokrotnie, to podstawy fizyki, tylko czas reakcji kierowcy jest ten sam, zatem tak samo wzrasta, jak wzrost prędkości )- buractwo utrzymuje odstęp 30 m.
Tak czy owak, nawet przy niebezpiecznych odstępach przez zatłoczoną drogę przejedzie w jednostce czasu więcej samochodów jadących z prędkością 50 km/h, niz 100 km/h.
Pozorny paradoks - dla nieuków i tępoli.
————
“6. Zagadka nr 2″
Chyba jednak nie wyczaiłeś, w czym rzecz. Ruchem na zatłoczonej drodze, wydostawaniem się ludzi ze stadionu itp. ruchem w którym uczestniczy wiele elementów rządzą te same prawa, co przepływem cieczy lub gazów. Gdy do zwężenia jezdni (z dwóch pasów robi się jeden) docierają samochody jadące z jednakowa prędkością - ruch laminarny zamienia się na mniej efektywny ruch turbulentny później, niż przy jeździe przed zwężeniem z różnymi prędkościami.
Słusznie zauważyłeś, że przed zwężeniem powinno sie stosowac metodę “zamka błyskawicznego” - gdyby kierowcy utrzymywali należyte odstępy dalego przed zwężeniem - to żadnego korka by nie było, bo zwalniając przed samą przeszkodą mogą jednocześnie zmniejszyc odstępy!!!!!!!!
Organizatorzy robót drogowych słusznie wystawiają znaczne ograniczenie prędkości przed przeszkodą, lecz źle oznakowują inny odcinek - z prawa Bernoulliego wynika, że prędkość w miejscu zwężonym wzrasta - zatem samochody jadące już w zwężeniu nie powinny mieć ograniczenia prędkości.
——————————-
“7. Na kursie “za -6pkt” uczą, że 50 km/h wynikło nie z korka (wg tego bardziej przepustowa byłaby jeszcze niższa prędkość, ale z wyliczeń prędkości w momencie uderzenia w kogoś, kto wtargnie na jezdnię. Przy 60 było sporo więcej, bo wynikało to z czasu reakcji. ”
Też.
Lecz gdy do jeżdżących po mikkolubnemu kretynów bezpieczeństwo nie przemawia - uwypukliłem aspekt większej przepustowości zatłoczonych dróg, gdy auta jeżdżą wolniej. Wtedy nawet egoistyczny ćwok, mający życie pieszego głęboko w mikke, gdy do niego to w końcu dotrze - będzie jechał wolniej, by do celu dotrzeć szybciej. Problem w tym, że do ćwoków (np. mikkolubów) to nie dociera.
————-
“W Stolycy powód był inny. Ilona Butler, rzecznik prasowy zarządu czegośtam mówiła, że dzięki temu zwonią do 80 km/h.”
Nie ma nic gorszego w legislaturze, jak ustanawianie prawa ze świadomością, że będzie masowo łamane. Demoralizacja ćwoków. Gdy na Trasie Toruńskiej (gdzie zawsze są korki rano w kierunku Woli i po południu w kierunku Bródna przez jeżdżących po mikkolubnemu kretynków, sporo osób tam zginęło) ustawiono fotoradar - zlikwidowano go po stwierdzeniu, że prawie wszyscy tam przekraczają dozwoloną prędkość. A przecież masowe łamanie prawa powinno skutkować wzmożonymi represjami, a nie pobłażaniem!!! Prawo powinnio być bezwzględnie egzekwowane i dla łamiących dotkliwe. Pomysł fiński, by wysokość mandatu była uzależniona od dochodów przestępcy drogowego i przezto była dotkliwa dla każdego, dał doskonałe rezultaty.
——————-
2 Sierpnia 2008 o 12:21
1. Rycerze:
- Nie wyczułeś dowcipu - patrz: krzywizna szabli.
- Mamy różne źródła informacji na ten temat - wg moich rycerstwo mazowieckie, zwłaszcza z północno-wschodniej części (piaski zamiast ziemi) było uzbrojone niewiele lepiej od Litwinów. Co innego wielkopolskie. Goście Zakonu, to też niekoniecznie były jakieś chudopachołki.
2. Wyczuwa się niepewnego i odpowiednio się manewruje, żeby “nie dać mu szans” na jakiś numer. Ostatecznie jest też klakson. Prosty przykład - wyprzedzasz kolumnę samochodów i jeden z nich wystaje na lewo - na 90% gapi się, czy nie może wyprzedzić i nie patrzy w lusterka.
3. Nie pisałem o Patafianach, tylko o “aż takich Patafianach”.
W tamtych czasach uczono jeszcze jeździć, a nie głównie manewrować po placu, więc “aż takich patafianów” było mało, a jeżeli, to mieli zielone listki na szybach.
4. Lewy pas wolny - wolne żarty! U nas pusty jest pas prawy. Co z drogą jednojezdniową? Zresztą, nie bierz tego tak do siebie, tylko przyznaj, że taka pokusa, żeby dopiec palaczom gum jest dość silna, ale, niestety, przyhamować trzeba.
Nie poruszyliśmy innej ważnej sprawy - czerwone światło, prawy pas wolny, bo puszcza się tych, co moga skręcić w prawo. A te głupki ładują i stają dopiero przy krawędzi jezdni przecinającej, zapominając o pieszych!
5. Sorry, ale ze 100 km/h na 100 m hamuje się do zera. Musiałbyś ciągle zakładać, że ten przed Tobą wpadnie na ścianę.
Jakoś w Stolycy, mimo tych małych odległości, nie ma nagminnie karamboli. Raczej wymuszanie pierwszeństwa.
Wiadomo, że im więcej świateł stopu widzisz, tym lepiej kontrolujesz sytuację. Dlatego Twoja ukochana firma Volvo zaczęła wbudowywać je wysoko w słupki. Kichę robią dostawcze i te najmodniejsze - pseudo-terenowe, bo zasłaniają poprzedniego.
Z tym przejeżdżaniem i paradoksem (zakładając, że jest OK - o tym oddzielnie), to mi się to trochę nie widzi. Jest jakby odwrotnie - jak dużo samochodów, to muszą jechać wolniej, jak mniej to szybciej. Dlaczego je spowalniać, gdy moga jechać stówą?
Jak z tą moją wersją zjawiska Dopplera - dostosuj prędkość, a na drodze zrobi się pusto.
Obie przypowastki trąca też ideałem - zawsze trafi się jakiś, dla którego jest za wolno i siedzi na zderzaku oraz taki, co to sobie lubi hamulec naciskać.
6. Nadal dla mnie wszystko jasne i nie jest tak źle. Na zwężeniach A2 najpierw jest 50, a potem 80 km/h.
7. Sorry, jak ktoś ciśnie z sensem, to przejedzie szybciej. Sęk w tym, że zysk minutowy tego nie rekompensuje .
Co byśmy powiedzieli na taki układ: ograniczenia prędkości, jak teraz; do +20 km/h OK, pod warunkiem, że nic się nie stanie (a’la alkohol do 0,2 prom.), a dopiero potem mandaty?
2 Sierpnia 2008 o 12:34
Polska przoduje w wypadkach z udziałem pieszych i rowerzystów. Piesi uwielbiają czarne, maskujące stroje, a rowerzysci mają awersję do uzywania światełek (mam na mysli wieczór i noc, w dzień piesi przebiegają w niedozwolonych miejscach, a rowerzyści wpadają na przejścia dla pieszych, gdzie rower powinni prowadzić).
Dlaczego zatem ściga się kierowców, a nie robi nic z pieszymi i cyklistami? Czy to jakaś niemożliwość chodzić po nocy z latarką lub w odblaskach? Czy nie można zrobić nalotu na wioskę i wyłapać cichociemnych rowerzystów? Rower nie ma świateł, więc nie nadaje się do dalszej jazdy - prosimy zgłosić się po niego, z lampeczkami, w komendzie powiatowej (akurat 40 km stąd, sorry). Potem w TV narobić o tym szumu.
Dla wiadomości zainteresowanych - lampeczki diodowe na gumce, kosztują 10 zł sztuka (razem wydatek 20 zł), a świecą jak cholera.
2 Sierpnia 2008 o 12:38
Jeszcze o paradoksie małej/dużej prędkości a przepustowości.
Szukam objaśnienia następującego zjawiska. Trasa nr 1 i 8, czyli “Gierkówka”. Normalnie jedzie się 100 km/h i jest spokój, duże odstępy od samochodów. W śniegu prędkość spada do 50 km/h i robi się dziki tłok na całej długości, jakby jej przepustowość zmalała.
2 Sierpnia 2008 o 12:54
http://www.xlrp.net/irlandia <=== Pomóżcie Irlandii !!
2 Sierpnia 2008 o 14:43
“Dlaczego zatem ściga się kierowców, a nie robi nic z pieszymi i cyklistami?”
Bo to (pomijając skrajne przypadki) nie pieszy/rowerzysta zabija kierowcę tylko kierowca pieszego/rowerzystę. Kierowca chcąc niechcąc ryzykuje życiem wszystkich, rowerzyści i piesi nie.
To ten, kto powoduje zagrożenie, musi być ograniczany i to on ma się dostosować, a nie ci, którzy są zagrożeni. To właściciel ma pilnować swego dobermana a nie ludzie pilnować się przed dobermanem. Dla normalnych to oczywiste.
“w dzień piesi przebiegają w niedozwolonych miejscach,”
Na pewno niedozwolonych? Czy też mikkista nie zna artykułu 13 ust.2. Prawa o ruchu drogowym?
Przypomnę:
“Przechodzenie przez jezdnię poza przejściem dla pieszych jest dozwolone, gdy odległość od przejścia przekracza 100 m. Jeżeli jednak skrzyżowanie znajduje się w odległości mniejszej niż 100 m od wyznaczonego przejścia, przechodzenie jest dozwolone również na tym skrzyżowaniu.”
Kolejny ustęp wyznacza warunki (także ustąpienie pojazdom pierwszeństwa), ale nie zmienia to faktu, że przechodzenie jest dozwolone.
2 Sierpnia 2008 o 17:56
Jak czytam patafianów (zapewne kołtunów z lumpen-inteligencji, fanów Donalda Lumpen-Tóska), to Bogu dziękuję, że mamyu za prezydenta PiS-iora.
2 Sierpnia 2008 o 21:48
Wyjaśniam po kolei moje stanowisko:
Nie uważam, żeby słabość i gorsze opancerzenie dawało więcej praw, a obowiązków tym lepszym. I nawet tak nie jest, bo motocykliści są traktowani jak kierowcy samochodów, a nie mają wokół siebie karoserii. Nic nie słyszałem o jakimkolwiek wyróżnieniu samochodów pseudo-terenowych i przecinaków z 5 gwiazdkami NCAP (a może powinno, bo zazwyczaj kierują nimi osoby potrzebujące “poczucia bezpieczeństwa”?).
Utarło się takie myślenie, że ten pieszy to taki biedak, nie stać go na samochód, więc trzeba go chronić. A powinno sie wpajać odwrotnie - ty bardziej ucierpisz - ty się bardziej strzeż! Wchodzisz na pasy - rozejrzyj się, nawet, jak masz zielone światło. Przepuścił cię jeden samochód - wychyl się z za niego, czy następny pas też będzie wolny, itd. A tak się myśli - to nie ja, to kierowca musi uważać.
Pieszy jest zwrotniejszy od samochodów i zajmuje znacznie mniej miejsca. Są jakieś przepisy o ruchu pieszych na chodnikach? No, i jakoś nie wpadają na siebie.
1. Zagrożeniem dla uczestników ruchu może być i kierowca, i pieszy. Ten ostatni w obu pozycjach - wertykalnej i horyzontalnej. Dowiedzieli się, że mają pierwszeństwo na pasach i pakują się bez patrzenia, w paru przypadkach widziałem jak szli tyłem do samochodów i nagle zwrot i skosem do przejścia, bo nawet do niego nie doszli. Po drogach chodzą nagminnie prawą stroną i parami. Na noc mają specjalnie dobrane stroje, niewykrywalne w światłach mijania na odległość większą niż 30 m. Ciekawe, czy którykolwiek z nich słyszał, że ma obowiązek zejść na pobocze, w razie czego.
2. Czy na pewno Koleżka wie, co to jest jezdnia z trzema pasami ruchu w jednym kierunku, z kładkami dla pieszych nad nią? Jak nie widziało się jeszcze czegoś takiego, to zapraszamy do np. Stolycy - jest tam trochę tego typu ulic. Są ulubionym miejscem do przebiegania w poprzek, bez zadawania sobie trudu wdrapywania się na kładkę. Nawet płotek między jezdniami jest łatwiejszy do przeskoczenia.
I tutaj właśnie dochodzi do licznych potrąceń pieszych.
Statystyki podają też liczne przypadki w niedzielę, wieczorem…
3. Żeby nie było, że wszystko chciałbym zwalić na pieszych (co do rowerzystów, to co, zgoda?). Na wielopasmówkach horror jest zupełny. Nie zatrzymuję już się przed przejściem dla pieszych, żeby ich wpuścić, bo zaraz ktoś ich rozjedzie, mijając mnie. Już przytaczałem opowieść, jak mnie ochrzaniali w Puławach, bo musieli gwałtownie hamować przeze mnie. Jak zacząłem hamować przed przejściem dla pieszych, byli daleko za mną i to na moim pasie. Postanowili mnie minąć i pojechać dalej, ale w ostatniej chwili się zorientowali, że nie staję tak sobie, bo lubię popatrzeć na namalowaną “zebrę”.
Tylko, że chodzi o styl jazdy, a nie o prędkość! Nasi kochani policjanci mają kłopot z wyłapywaniem takich potencjalnych zabójców, za to z radarkiem idzie im coraz lepiej, więc walą te ograniczenia, ile można. Czy trzeba, czy nie.
Ostatnio się wydało, że na Górnym Śląsku mają normatywy liczby mandatów, jak w ruskiej żandarmerii.
4. Dlaczego pojęcie “niedostosowania prędkości do warunków jazdy” zawsze oznacza, że prędkość była za duża?
2 Sierpnia 2008 o 22:59
Taki przykład z dnia dzisiejszego koło Siewierza rowerzysta zabił motocyklistę wymuszając pierwszeństwo, na drodze jak w życiu każdy powinien znac swoje miejsce w szeregu, a nie, że mi rowerzysta przed skrzyżowaniem zjeżdża na pasy bo pomarańczowe się pojawiło, litości.
2 Sierpnia 2008 o 23:12
Wspierając Ron’a Paul’a działasz jak ruski agent. Ron Paul może i zrobiłby dobrze Ameryce, ale z naszego (polskiego) punktu widzenia to fatalny kandydat. Jest zbyt ugodowy, woli izolacjonizm, więc wielkich korzyści (jako Polacy) po nim nie spodziewajmy się. Wolę już imperialistę Busha, który swoją agresją trzyma ruskich z dala od granic Polski.
4 Sierpnia 2008 o 12:31
Moim zdaniem niestety za dużo jest wariatów na drogach którzy nie mają wyobraźni. Co gorsza tego nie da się na uczyć na kursie albo ktoś potrafi przewidywać pewne rzeczy albo nie. Dlatego uważam ze powinniśmy uświadamiać taki ludziom jaką tragedie mogą spowodować swoja bezmyślnością na drodze.
4 Sierpnia 2008 o 20:58
Ale, czy rozpraszając ich uwagę? Czy to nie jest możliwe, by zrobić program w TV pokazujący zagrożenia i konsekwencje? Nawet w TVN Turbo tego nie ma. Jest jakiś “Wypadek-przypadek”, ale praktycznie nie ma w nim nic o przyczynach, tylko same skutki. Nawet na “kursie za - 6 pkt.” skupiają się na makabrze.
Raz tylko widziałem program, gdzie wyjaśniali, dlaczego koło Siewierza jest 70 km/h (cementownia pyli na drogę i w mżawce robi się bardzo ślisko).