E-wydanie | Prenumerata | Księgarnia
Nowy dział w księgarni NCZ! Systematycznie uzupełniane recenzje prawicowych książek autorstwa Korwina Mikke, Zarzecznego, Sommera i innych (kliknij tutaj)!
Mimo konstytucyjnych i prawnych gwarancji wolności prowadzenia działalności gospodarczej Polska jest krajem, w którym przedsiębiorczość jest reglamentowana przez państwo. Konstytucja RP sankcjonuje funkcjonowanie “społecznej gospodarki rynkowej”. W myśl ustawy o działalności gospodarczej, podmioty mogą wykonywać taką działalność, która nie jest zabroniona. Ograniczenie wolności gospodarczej może nastąpić tylko ze względu na ważny interes społeczny. Nie wiadomo tylko, jaki to interes społeczny powoduje, że państwo ogranicza dostęp do ponad 300 zawodów, utrzymuje państwowe monopole, ogranicza dostęp do rynku za pomocą zezwoleń, koncesji i innych regulacji.
Interes urzędnika
W Polsce najwyższą instancją władzy pozostaje urzędnik. Urzędnicze lobby jest w stanie zablokować reformy ograniczające jego władzę. Urzędnik jest dla obywatela namacalnym dowodem na istnienie represyjnego państwa socjalnego. Chociaż element uznaniowości urzędniczej jest powoli ograniczany, biurokrata ma tyle władzy, aby odbierać obywatelowi przysługujące mu wolności. Jeśli ograniczanie wolności argumentuje się interesem społecznym, tym interesem społecznym musi być interes urzędniczy. Bezpośrednim efektem limitowania swobody prowadzenia interesów dla obywatela jest przecież zmniejszenie konkurencji, mniejsza wolność wyboru, wzrost cen i niższa jakość produktów i usług. Społeczeństwo nie ma więc w tym żadnego interesu, ponosi natomiast bardzo wysokie koszty regulacji.
Ograniczanie wolności gospodarczej jest w interesie urzędnika. Urzędnik zyskuje władzę nad przedsiębiorcą. Regulacje tworzą miejsca pracy dla biurokratów. Biurokracja przynosi niemałe zyski z regulacji. Koncesjonowanie, licencjonowanie i limitowanie to kilkaset milionów złotych rocznie dla budżetu państwa.
Klasycznym przykładem reglamentowania gospodarki przez państwo jest dostęp do zawodów. W Polsce ogranicza się dostęp do ponad 140 grup zawodowych, czyli przeszło 300 rodzajów wykonywanej pracy. Ponadto polityka miłości Słońca Peru przejawia w planach ograniczenia dostępu do kolejnych zawodów, np. opiekunek do dzieci. Dalsze ograniczenia planują korporacje zawodowe, m.in. dziennikarze. Jeszcze gorzej może być, gdy do władzy dorwie się PiS. Zapewne wszyscy pamiętają, jak to socjalistyczne ugrupowanie próbowało wprowadzić egzaminy państwowe dla fryzjerów i dekarzy. Gdyby ustawa nie przepadła w Senacie, urzędnicy zyskaliby władze nad 1,5 mln rzemieślników.
W gąszczu regulacji
Państwo reguluje prowadzenie działalności gospodarczej rozmaitymi narzędziami. Najbardziej drastyczne są koncesje, wymagające dużego kapitału początkowego, długotrwałe i wybitnie korupcjogenne. Dla obywateli najbardziej odczuwalnymi regulacjami są wspomniane dopuszczenia do wykonywania zawodu oraz wymóg otrzymania zezwolenia na prowadzenie działalności gospodarczej.
Gdy jednak znajdzie się w końcu pracę lub uzyska wymarzony wpis do ewidencji, kłopoty z urzędami mogą się dopiero rozpocząć. Konieczne może okazać się uzyskanie zgody na dopuszczenie do obrotu konkretnych produktów lub usług. Dopuszczenia, po spełnieniu określonych norm i wymogów, mogą też wymagać urządzenia oraz instalacje używane w prowadzeniu określonego rodzaju działalności gospodarczej. Konieczne mogą okazać się atesty, zaświadczenia czy certyfikaty.
Gdy jednak zgromadzimy określone pozwolenia, dopiero pojawią się schody. Może okazać się, że uzyskane papiery w niczym nam nie pomogą, ponieważ nasza działalność podlega ograniczeniom. Ograniczenia mogą dotyczyć limitu produkcji bądź obrotu. Innymi słowy: nie dość, że Polska we władzy urzędników państwo mówi nam co, jak, kiedy i pod jakim warunkami możemy robić, to jeszcze wskaże nam, w jakiej ilości albo z kim możemy produkować, handlować czy jak i komu świadczyć usługi.
Niewykluczone, że po spełnieniu wyżej wymienionych wymagań będziemy musieli jeszcze ubiegać się o specjalną licencję. Na każdym etapie walki z urzędami może nam się nie powieść, a wtedy całe starania wezmą w łeb.
Najmniej bolesna dla podatnika jest konieczność zgłoszenia określonego rodzaju działalności gospodarczej w konkretnej instytucji, jak w przypadku wydawania gazety czy uprawy chmielu. Dodatkowo zarejestrować trzeba także śródlądowy statek czy rozbudowaną instalację przemysłową.
Gorzej jednak, gdy chcemy robić biznes z rozmachem. Budowa autostrad, firma transportowa, turystyczna czy telekomunikacyjna wymaga koncesji, startowania w przetargach i gigantycznego haraczu na rzecz państwa (opłata koncesyjna) plus łapówek dla decydentów, nie ujawnionych w oficjalnej ewidencji.
Lżejszy ciężar od koncesji mają zezwolenia, obejmujące rynek farmaceutyczny, spirytusowy, tytoniowy, sportowy, pocztowy czy telekomunikacyjny. Na rynku wciąż funkcjonuje kilkaset zezwoleń i koncesji w rozmaitych obszarach gospodarki – od energetyki po sprzedaż detaliczną alkoholu. Niestety liczba regulacji zwiększa się, zamiast zmniejszać – i jest to podstawowy problem dla rodzimej
przedsiębiorczości.
Utrzymywane regulacje są tak absurdalne, że nie da się ich obronić logicznymi argumentami. Prowadzenie szkoleń medycznych jest przecież niemożliwe bez posiadania odpowiedniej wiedzy, a uzyskanie pozwolenia od państwa nic nie zmienia. Podobnie z badaniami technicznymi pojazdów, które wymagają specjalistycznej aparatury. Gdy nie ma się odpowiedniego sprzętu, profesjonalne wykonywanie badań jest niemożliwe.
Naturalnie obywatelowi nie powinno zabierać się także wolności wyboru i prawa do popełniana błędów. Jeśli ktoś chce leczyć nowotwór u znachora, a nie w szpitalu onkologicznym, to ma do tego prawo, ryzykując swoim życiem.
Coraz więcej regulacji
Niestety regulacje obejmują swoim zasięgiem coraz większe obszary. Zezwoleniom podlegają już nie tylko rynki finansowe czy hazard, ale także badania naukowe, zarządzanie informacją czy e-biznes. Nie lepiej jest w wypadku dopuszczenia do obrotu produktów czy usług. Wejście na rynek tysięcy produktów wymaga zezwolenia odpowiednich władz lub instytucji. Dotyczy to produktów zwierzęcych i roślinnych, kosmetyków lub przyrządów pomiarowych. Reglamentacja dopuszczająca do eksploatacji urządzenia i instalacje obejmuje natomiast infrastrukturę transportową, urządzenia górnicze, energetyczne, telekomunikacyjne a nawet strzelnice sportowe czy automaty do gier. Urzędnicy patrzą także na ręce producentom i handlowcom. Limitami produkcji objęte są m.in. rolnictwo, przemysł spożywczy. Równie źle mają się przedstawiciele wolnych zawodów. W łaski urzędników musi się wkupić prawnik, lekarz, ale także ochroniarz, detektyw, sportowiec czy sędzia. Tu także ze świecą szukać logiki prawodawcy. Jak wykonywać bez głębokiej wiedzy zawód geologa czy hydrologa? Dlaczego na grzybach może znać się jedynie dopuszczony do zawodu grzyboznawca?
Jakich specjalnych umiejętności wymaga sprzedaż polis ubezpieczeniowych czy nauczanie kogoś prowadzenia samochodu? Państwo ingeruje także w ceny i prawa własności. Akcyza na paliwa i używki skutecznie winduje ceny tych produktów. Ceny i taryfy na rynkach energetycznych i telekomunikacyjnych zatwierdzają urzędy. Przepisy mogą także ograniczać prawa własności legalnych właścicieli. Doskonale widać to na rynku nieruchomości. Umowy najmu czy obrotu nieruchomościami działają na niekorzyść właścicieli – na tyle, by można mówić o ograniczaniu praw własności przez państwo.
Podpowiedź dla Palikota
Podczas gdy nad usankcjonowaniem wolności gospodarczej pracuje już cała komisja i niezliczone rzesze urzędasów, ich praca – jak każda urzędnicza praca – jest pasożytnicza i zbędna. Zamiast dłubać w przepisach i nanosić jakieś kosmetyczne poprawki, które i tak pewnie nie zostaną wprowadzone, należy po prostu zwrócić wolność gospodarczą narodowi, czyli jednym ruchem znieść te nieskończone ilości koncesji, zezwoleń, licencji, pozwoleń, opłat i ewidencji. Korzyść z takiego posunięcia będzie potrójna. Po pierwsze – ograniczy się kosztowny w utrzymaniu aparat biurokratyczny.
Po drugie – nastąpi eksplozja przedsiębiorczości, która uczyni z Polski jeszcze bardziej dynamiczną gospodarkę. A po trzecie – społeczeństwo uświadomi sobie, że najdonioślejszym interesem społecznym jest dlań pozbycie się szkodliwych dla przedsiębiorczości polityków pokroju Kaczyńskich, Tuska czy Palikota. Etatyzm Platformy Obywatelskiej jest nie mniejszym zagrożeniem dla społeczeństwa obywatelskiego niż Jarosław Kaczyński, wzywający z bolszewickim zacięciem do walki z liberalizmem.
Inne artykuły z działu “ważne”:
● Janusz Korwin Mikke: Ubezpieczenia. O oszukiwaniu prywaciarzy
● Magdalena Żuraw: Opiekuńcze państwo i ministerialni kidnaperzy
● Nigel Farage: Polska i Wielka Brytania powinny opuścić Unię
● Radoslaw Pyffel: Chiny wygrały igrzyska. Polityczna klęska Zachodu?
● Tomasz Sommer: Socjohistoria. Kto stworzył Hitlera?
● Rafal Ziemkiewicz: Socjalizm jako wypaczenie chrześcijaństwa
● John Semmens: Pięć mitów ekologicznych
Dział ekonomia w księgarnii NCZ!:
● “Czy mozna usprawiedliwic podatki?” (Tomasz Sommer): Pierwsza w Polsce ksiazka prezentujaca funkcjonujace w naszej rzeczywistosci usprawiedliwienia wymuszania podatkow. Oczywiscie wszystkie sa falszywe! Sam sprawdz dlaczego! Osadz czy Naczelny NCZ! ma racje!
● “Ludzkie dzialanie – traktat o ekonomii” (Ludwig von Mises): Opus magnum papieza wolnosciowej ekonomii. Jesli chcesz dowiedziec sie jak naprawde dziala gospodarka i jak moglaby dzialac, gdyby nie socjalistyczne absurdy, musisz sie przeczytac te ksiazke!
● “Ekonomia dla normalnych ludzi (Gene Callahan)”: Czy istnieje cos takiego jak naukowa ekonomia? Jesli przyznamy, ze takie naukowe ekonomie jak marksizm czy keynsizm okazaly sie nic nie warte to pozostala tylko szkola austriacka.
● “Ekonomia Wolnego Rynku. Tom 1, 2, 3″ (Murray Rothbard): Wreszcie w Polsce! Trzy tomy najwazniejszego dziela amerykanskiego profesora Murraya N. Rothbarda, najwybitniejszego ucznia samego Ludwiga von Misesa! Ksiazka lamie monopol przestarzalych, nieaktualnych i falszywych podreczników ekonomii obowiazujacych na polskich uczelniach. Moze dzieki tej pozycji, w 100 lat od obalenia paradygmatu Marksa o wyzysku kapitalistycznym i podejrzanym pochodzeniu kapitalu, a w 80 lat od obalenia paradygmatu Keynesa o korzysciach plynacych z interwencjonizmu panstwa w gospodarce, polscy nauczyciele akademiccy zaczna wreszcie uczyc rzesze mlodych polskich ekonomistow prawdy!?
● “Kosciol a wolny rynek” (Thomas Woods): Katolicka obrona wolnego rynku. Czy bieda jest blogoslawiona, a bogactwo przeklete? Ksiazka o tym, ze liberalizm, jak niewiele innych pradow umyslowych, jest bliski nauczaniu Chrystusa, ktory w swoich naukach uwalnial czlowieka z wiezow opresyjnej wladzy i zakazow odbierajacych mu godnosc i wolna wole…
● “Dobry “zly” liberalizm” (Stanislaw Michalkiewicz): Klasyczna ksiazka znanego publicysty. Bardzo przystepny wyklad podstaw liberalizmu – zarowno dla nieprzekonanych jak i zagorzalych zwolennikow. Lektura obowiazkowa!
● “O szkodliwosci podatku dochodowego” (Frank Chodorov): Jedna z najlepszych ksiazek (nareszcie po polsku!) krytykujaca podatek dochodowy. Bardzo przystepnie i blyskotliwie napisana pozycja!
● “Ekonomia stosowana” (Thomas Sowell): “Ekonomia stosowana” czyli co robic, zeby nie psuc gospodarki. Swietny podrecznik ekonomii dla nie-ekonomistow. Prozno tu szukac skomplikowanych wykresow, rownan matematycznych itd. Doskonala pozycja dla tych, ktorzy szukaja argumentow “za” wolnym rynkiem!
Zachęcamy do złożenia zamówienia!
UWAGA: Przedruk artykułów (w całości lub części), jest możliwy jedynie: a) za podaniem klikalnego źródła b) tylko w niezmienionej formie: artykuł + informacje poniżej artykułu np. o ewydaniu, nowych publikacjach w sklepie, itp.