E-wydanie | Prenumerata | Księgarnia
Nowy dział w księgarni NCZ! Systematycznie uzupełniane recenzje prawicowych książek autorstwa Korwina Mikke, Zarzecznego, Sommera i innych (kliknij tutaj)!
Zacznę od spraw poruszonych tu już dziesiątki razy. Jak nikomu – poza zwolennikami UPR, czytelnikami „Najwyższego CZASU!” i im podobnymi dziwakami – nie wiadomo, Unia Europejska ma powstać po ratyfikacji Traktatu Reformującego („lizbońskiego” – nie ma on nic wspólnego ze „Strategią lizbońską”!). Jest to zapisane w Art. I-1 Traktatu Konstytucyjnego, który wtedy wszedłby w życie. Pozwalam sobie zacytować kilka początkowych artykułów:
CZĘŚĆ I; TYTUŁ I; DEFINICJA I CELE UNII
(Artykuł I-1 Ustanowienie Unii)
1. Zainspirowana wolą obywateli i państw Europy zbudowania wspólnej przyszłości, niniejsza Konstytucja ustanawia Unię Europejską, której Państwa Członkowskie przyznają kompetencje do osiągnięcia ich wspólnych celów. Unia koordynuje polityki Państw Członkowskich, zmierzające do osiągnięcia tych celów, oraz wykonuje w trybie wspólnotowym kompetencje przyznane jej przez Państwa Członkowskie. (…)
3. Unia działa na rzecz trwałego rozwoju Europy, którego podstawą jest zrównoważony wzrost gospodarczy oraz stabilność cen, społeczna gospodarka rynkowa o wysokiej konkurencyjności zmierzająca do pełnego zatrudnienia i postępu społecznego oraz wysoki poziom ochrony i poprawy jakości środowiska naturalnego. Unia wspiera postęp naukowo-techniczny. Zwalcza wyłączenie społeczne i dyskryminację oraz wspiera sprawiedliwość i ochronę socjalną, równość kobiet i mężczyzn, solidarność między pokoleniami i ochronę praw dziecka. Wspiera spójność gospodarczą, społeczną i terytorialną oraz solidarność między Państwami Członkowskimi. Szanuje swoją bogatą różnorodność kulturową i językową oraz zapewnia ochronę i rozwój dziedzictwa kulturowego Europy.
4. W stosunkach zewnętrznych Unia umacnia i popiera swe wartości i interesy. Przyczynia się do pokoju, bezpieczeństwa, stałego rozwoju naszej Planety, do solidarności i wzajemnego szacunku między narodami, do swobodnego i uczciwego handlu, do wyeliminowania ubóstwa oraz do ochrony praw człowieka, w szczególności praw dziecka, a także do ścisłego przestrzegania i rozwoju prawa międzynarodowego, w szczególności zasad Karty Narodów Zjednoczonych.
5. Unia dąży do osiągnięcia swych celów właściwymi środkami, w zależności od zakresu kompetencji przyznanych jej na mocy Konstytucji.
(Artykuł I-6 Prawo Unii)
Konstytucja i prawo przyjęte przez instytucje Unii w wykonywaniu przyznanych jej kompetencji mają pierwszeństwo przed prawem Państw Członkowskich.
(Artykuł I-7 Osobowość prawna)
Unia ma osobowość prawną.
Poza głównym nurtem wywodu pozwolę sobie zwrócić uwagę, że UE ma popierać nie „wysoki”, a „zrównoważony” rozwój gospodarczy (budują ja zwolennicy zasady zero growth!); ceny mają być nie „wolnorynkowe” i nie np. „maleć” (jak w kapitalizmie) – lecz „być stabilne”, a więc ustalone przez reżym. Unia ma „popierać swe wartości i interesy”, czyli narzucać, komu się da, „sprawiedliwość i ochronę socjalną”. Od Konstytucji ZSRS różni się tym, że Stalin zapomniał w niej umieścić „walki o prawa dziecka” – może bał się ośmieszyć?
Wg „Traktatu z Maastricht”, państwa Wspólnoty „zadeklarowały wolę utworzenia Unii Europejskiej” – i de facto ją ustanowiły „między sobą”; UE nie jest więc podmiotem prawa. Na razie zatem „UE” istnieje jako skonkretyzowany (po wielu wrzaskach) projekt, opisany np. w Wikipedii tak:
„Stanowi przypadek sui generis („szczególnego rodzaju”) w stosunkach międzynarodowych, jest tworem, który nigdy wcześniej nie istniał w historii powszechnej i był nieznany historii stosunków międzynarodowych. Jest kombinacją struktur ponadnarodowych (ponadpaństwowych, uwspólnotowionych) oraz międzyrządowych (międzynarodowych). Posiada cechy zarówno organizacji międzynarodowej, jak i konfederacji czy nawet państwa federalnego. Wśród teoretyków prawa, politologii i stosunków międzynarodowych trwa spór, za co dokładnie można uznać Unię. Federaliści doszukują się w niej państwa (…)”.
Innymi słowy: jest to kompletny b***el prawny – którym nikt się nie przejmuje, gdyż i tak o wszystkim decyduje wola nielicznej grupy spiskowców, którzy tę Unię tworzą. Warto tu zauważyć sformułowanie: „Unię Europejską tworzą państwa, politycy i zasady…” . Jest to semantyczny nonsens – ale pod określeniem „politycy” rozumie się właśnie owych spiskowców (a nie np. mnie).
Warto też przypomnieć, że ten dziwny twór jest (zdaniem tych polityków) w stadium tworzenia się, że zmienia się z dnia na dzień – co oznacza, że dziś podpisałem akces do jednego tworu, a po tygodniu jestem członkiem całkiem innego, w który tamten się przepoczwarzył!
Czy wyobrażają sobie Państwo spółkę, do której przystępuję – a nazajutrz dowiaduję się, że przystąpiłem do zupełnie innej? Przecież zmiana jednego słowa w akcie prawnym oznacza czasem zasadniczą zmianę całej organizacji! Takie zmiany musi zatwierdzić sąd rejestrujący statut spółki. Tu tymczasem dziesiątki rozmaitych „komisyj”, „rad”, „szczytów” itp. podejmują setki postanowień – a każde „powinno być” przyjęte przez poszczególne państwa. W sposób absolutnie świadomy został przez tych polityków stworzony bałagan, by mogli łatwo przeprowadzać swoją wolę w tej mętnej wodzie. We wszystkich tych ciałach istnieją prawnicy, spierający się uczenie ze sobą, usiłujący nadać temu jakiś sensowny kształt – nie zdający sobie sprawy, że stanowią tylko dekorację.
Prawdziwe postanowienia zapadają bowiem na niejawnych, prywatnych postanowieniach spiskowców i są zatwierdzane na „szczytach” – które przecież nie są (czego nikt nie raczy zauważyć!!) żadnymi organami UE ani WE i nie są nigdzie wymieniane w ich aktach prawnych!!! Czasem bierze się kilkunastu ministrów z kilkunastu krajów, uzupełnia kilkoma prezydentami, sporą garstką ekspertów, nazywa ad hoc jakąś np. „komisją” czy „Radą Mędrców” – po czym znienacka trybunały Wspólnoty zaczynają orzekać, że te postanowienia są wiążące.
Oczywiście poszczególne państwa mogłyby protestować – ale jakoś nie chcą. Klasycznym przykładem jest ostatnie oskarżenie Królestwa Szwecji, że nie chce ono narzucić operatorom obowiązku przechowywania przez pięć lat wszystkich rozmów telefonicznych!
A poza tym państwa „oczywiście są nadal suwerenne” – tylko np. polski Sejm suwerennie postanowił, że nie można uchwalić żadnej ustawy bez zatwierdzenia jej uprzednio w Brukseli! Spiskowcy starannie planują swoje posunięcia – jednak łatwo je przewidzieć. Teraz ich celem jest ratyfikacja TR, a potem powolne przekształcanie powstałej już jako państwo „Unii Europejskiej”, która niewątpliwie dbać będzie o suwerenność państw narodowych – jako to państwa „narodu europejskiego” czy „narodu indyjskiego”. ONI bowiem, jako skrajni etatyści, przez „naród” nie rozumieją wspólnoty etnicznej ani kulturowej, lecz państwową. W neonowomowie Alzatczycy raz należą do narodu niemieckiego – a raz do francuskiego… „Narodowość” to pojęcie dość płynne. A eurokrata – jak każdy biurokrata – musi mieć to jasno określone! Patrzy w paszport – i już wie!
A jakie będzie następne posunięcie spiskowców? To też łatwo przewidzieć. Powstałej UE zabrakłoby jednego atrybutu państwa – armii. Był to jeden z powodów, dla którego niektóre państwa zgodziły się ratyfikować TR lub nawet Traktat Konstytucyjny. Dopóki istnieje armia, to zawsze jakiś Piotr Wybicki lub nawet ważny polityk może zawołać „do broni” – i wyprowadzić swój kraj z UE (bo ONI są raczej pacyfistami i strzelają niechętnie!).
Co więc ONI planują? O, to akurat jest bardzo proste. Przerabianie Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali w wolnorynkową EWG, potem w lewicującą Wspólnotę Europejską i wreszcie w komunistyczną Unię Europejską było trudne i wymagało krętactw, matactw, oszustw, kłamstw i podchodów. A to byłoby proste…
Istnieje starannie przechowywana, pozornie fikcyjna instytucja zwana Unią Zachodnioeuropejską (WEU). Ma ona nie tylko prawo do posiadania własnych sił zbrojnych, ale jest związkiem znacznie ściślejszym niż NATO – państwa WEU mają bowiem obowiązek militarnie wkroczyć (państwa NATO takiego obowiązku nie mają!) w przypadku ataku na jedno z państwa WEU!
Dziś WEU istnieje w formie przetrwalnikowej. Składa się z 10 państw zachodniej Europy, sześciu „państw stowarzyszonych” (ilu Polaków wie, że III RP jest członkiem-towarzyszem WEU?) i siedmiu państw-obserwatorów. Gdyby powstała UE, natychmiast WEU zostałaby ożywiona, utworzyłaby własne siły zbrojne – i następnie zostałaby (wystarczyłaby już większość 55% głosów w UE i 50% w WEU!) po prostu połączona z UE!! Być może przy okazji planują zmianę nazwy UE?
A jaki byłby następny krok? O, to proste: przyłączenie państw EFTA (Szwajcarii, Norwegii, Islandii i Liechtensteinu), likwidacja „rajów podatkowych” (Monako, San Marino, Andory) i wreszcie republiki na Athos (mnisi nie wpuszczają tam kobiet!!) oraz – last but not the least – Watykanu.
W sprzedaży nowe książki:
● “Absurdy Unii Europejskiej” (dr Tomasz Sommer): Przykład? Komisja Europejska rozważa wprowadzenie zakazu jedzenia pałeczkami, bo zwyczaj ten pochodzi z Europy.
● “Interwencjonizm czyli władza a rynek” (Murray Rothbard): Świetne omówienie dominującego we współczesnym świecie systemu ekonomiczno – politycznego, który nie tylko wywołał obecny kryzys, ale zbliża nas do faszyzmu!
● “Czerwony, brunatny i zielony socjalizm” (Josef SchuBlburner): Czyli co laczy kosmonautow, nazistow i wspolczesnych zielonych?
● Więcej w naszej księgarnii: kliknij tutaj.
Polecamy również:
● Wywiad z Tomaszem Sommerem
● Wywiad z Bolesławem Witczakiem dla “Polska Times”: Niesiemy Europie wolność!
● Wywiad z Bolesławem Witczakiem: “Jest kwestią czasu przywrócenie dawnej świetności!”
UWAGA: Przedruk artykułów (w całości lub części), jest możliwy jedynie: a) za podaniem klikalnego źródła b) tylko w niezmienionej formie: artykuł + wszystkie linki + inne informacje poniżej artykułu np. o e-wydaniu, nowych publikacjach w sklepie itp.;