Najwyższy CZAS! Pismo konserwatywno - liberalne. Serwis internetowy.

E-wydanie | Prenumerata | Księgarnia

Nowy dział w księgarni NCZ! Systematycznie uzupełniane recenzje prawicowych książek autorstwa Korwina Mikke, Zarzecznego, Sommera i innych (kliknij tutaj)!

16/06/2008, 4:00. Kategorie: wazne

Uniokonstytucja znów obalona. Co dalej?

Tomasz Myslek »

Piątek 13 czerwca okazał się szczęśliwy dla dzielnych irlandzkich zwolenników wolności
i poszanowania tradycji. Na jakiś czas – choć być może tylko na parę miesięcy czy tygodni – zatrzymali oni budowę brukselskiego Związku Sowieckiego. Ale budowniczowie tego Eurosojuza nie rezygnują
– już szukają najlepszego sposobu zlekceważenia i ominięcia irlandzkiego referendum.

To był natomiast prawdziwie „czarny piątek” dla tych budowniczych i wszelkich zwolenników europaństwa. Okazało się bowiem dość niespodziewanie (biorąc pod uwagę wielotygodniową falę medialnej propagandy na rzecz UE i silne naciski rządu w Dublinie na różne grupy i organizacje zawodowe), że Irlandczycy wyraźnie odrzucili nową wersję „konstytucji UE”. Do udziału w referendum
było uprawnionych 3,051 miliona obywateli, którzy ukończyli 18 lat (Irlandia liczy 4,243 miliona obywateli). Główna komisja wyborcza poinformowała, że przeciwko traktatowi UE było 53,4 proc. głosujących.

Za ratyfikacją traktatu oddano 752.451 głosów, a przeciw 862.415 (o ok. 110 tysięcy więcej). Frekwencja wyniosła aż 53,13 proc. – była o prawie 5 proc. wyższa niż w październiku 2002 roku, podczas drugiego referendum w sprawie przyjęcia traktatu nicejskiego. Nie sprawdziły się przepowiednie
różnych „ekspertów” i polityków, że frekwencja powyżej 45-48 proc. da na pewno zwycięstwo zwolennikom traktatu UE.

Po ogłoszeniu przez dziennik „Irish Times” 6 czerwca rano przełomowego sondażu, wskazującego po raz pierwszy na przewagę przeciwników traktatu, premier Brajan Cowen codziennie straszył rodaków rzekomo fatalnymi konsekwencjami odrzucenia „Lizbony”. Było to tym bardziej żenujące, że premier sam publicznie przyznał (parę dni wcześniej), że tekstu traktatu nie czytał (!). Jeszcze mocniej straszył Irlandczyków jego minister ds. UE, Rysio Roche. – Jeśli zagłosujemy „nie” lub jeśli jakiekolwiek inne państwo odrzuci traktat, Europę czeka kolejny okres kryzysu, ale najbardziej ucierpią ludzie w Irlandii, szczególnie pod względem gospodarczym – twierdził np. Roche w wywiadzie dla telewizji Sky News.

I on, i inni przedstawiciele rządu mocno krytykowali przy tym te organizacje społeczne i nieliczne partie, które prowadziły kampanię przeciwko traktatowi – przede wszystkim ruch Libertas (Wolność). Oskarżali je o „nieuczciwość” i„populizm”, nie podając przy tym żadnych argumentów rzeczowych.

Przedstawiciele Libertas zdążyli im jeszcze odpowiedzieć, że Unia Europejska jest zbyt biurokratyczna
i w swej istocie antywolnościowa, że to „antydemokratyczny dinozaur”, który „zmusi nas do podniesienia naszych obecnie niskich podatków” (12,5-procentowego podatku dochodowego od fi rm). Zarówno jednak różne środowiska lewicowo-zielone, akcentujące groźbę końca irlandzkiej neutralności i militaryzacji kraju przez UE, a także groźbę wzrostu bezrobocia i problemów socjalnych, jak i środowiska republikańsko- niepodległościowe (partia Sinn Féin) czy konserwatywno-wolnościowe (Libertas) nie atakowały samej UE wprost, lecz wskazywały na konieczność odrzucenia traktatu (z różnych ważnych względów). Głównym hasłem plakatów Sinn Féin było np.: „Na rzecz lepszego układu w Europie głosuj NIE!” („For a better deal in Europe vote no!”).

Na ulicach Dublina łatwiej było dostrzec w tych dniach (wg spostrzeżeń bezpośrednich obserwatorów) akcje przeciwników traktatu. Wyszli oni licznie na ulice, aby przekonywać, kogo się da. Na głównym
deptaku stolicy rozwinęli transparent: „Ludzie ginęli za twoją wolność, nie rezygnuj z niej, głosuj NIE”. Kilku aktywistów przebrało się za małpy, aby przypomnieć swe hasło z plakatów, że przyszła UE, po przyjęciu traktatu, „nie będzie cię widzieć, nie będzie cię słyszeć ani nie będzie mówić w twoim imieniu”.

Istotną rolę w przekonaniu (w ostatnim dniu) co najmniej paru tysięcy Irlandczyków do głosowania „NIE” odegrał też dziennik „Daily Irish Mail”. W głównym komentarzu redakcyjnym wysunął on tezę,
że „trzeba odrzucić traktat, aby podtrzymać naszą demokrację”. Dziennik uznał też, że całkowicie uzasadnione są obawy związane z kwestią ujednolicenia podatków w UE, co „może na razie nie jest w agendzie traktatu, ale nie wiadomo na jak długo”. A ponadto „bez względu na gwarancje dawane
Irlandii oczywista jest chęć przekształcenia Europy w globalną siłę wojskową, co musi stanowić zagrożenie dla naszej tradycyjnej neutralności”. Więc „sami możemy pokazać Unii Europejskiej i jej przywódcom, że suwerenność, a co więcej – demokracja, wciąż mają dla nas znaczenie” – stwierdziła
redakcja popularnego dziennika.

Mimo ciężkiej porażki w Irlandii przewodniczący Komisji Unii Europejskiej, Józef Emanuel Barroso, opowiedział się (tuż po podaniu wyników) za kontynuowaniem parlamentarnych ratyfikacji traktatu w
krajach UE. Przekonywał dziennikarzy, że „traktat nie jest martwy”. I stwierdził: „Wierzę, że to odrzucenie traktatu nie było głosowaniem przeciwko Unii Europejskiej”. Barroso oświadczył, że decyzję, „co dalej”, powinni podjąć szefowie rządów i państw UE na specjalnym „szczycie” w Brukseli 19-20 czerwca. Niektórzy inni dygnitarze UE nie podzielali względnego optymizmu swego przewodniczącego.

Np. Brytyjczyk Andrzej Duff, który reprezentował Parlament Europejski podczas negocjowania traktatu, stwierdził, że „traktat z Lizbony jest już praktycznie martwy; trudno mi sobie wyobrazić, aby Irlandia zgodziła się na powtórne głosowanie”. Dodał, że to „tragiczny wynik dla Irlandii, Unii Europejskiej
i miejsca Europy w świecie” (?!). Więcej opanowania wykazali eurokraci niemieccy. Były przewodniczący Parlamentu UE, Mikołaj Hänsch (SPD), stanowczo wezwał Irlandczyków do zastanowienia, czy chcą
pozostać w UE, a pozostałe osiem państw do kontynuowania ratyfikacji traktatu. Podobne wezwanie wystosował europoseł Elmar Brok (CDU). Natomiast lider socjalistów w parlamencie UE, Marcin Schulz, oświadczył, iż fakt, że „ludzie pracy” w Irlandii odrzucili traktat, pokazuje, że „potrzebujemy UE bardziej
socjalnej”. Schulz zasugerował przyjęcie traktatu przez 18 lub więcej państw, odrzucił jednak opcję powtórzenia referendum w Irlandii. Uznał, że po sprzeciwie Francuzów i Holendrów w referendach w roku 2005 ten wariant już nie wchodzi w grę („Frankfurter Allgemeine Zeitung”).

Już na trzy dni przed referendum szef francuskiego MSZ ostrzegł Irlandczyków, aby nie odrzucali traktatu. – Pierwszymi ofiarami odrzucenia traktatu będą bowiem sami Irlandczycy – mówił minister Bernard Kouchner w Radiu RTL.

Odrzucając traktat, „Irlandczycy ukarzą się sami” – minister nie sprecyzował jednak, na czym miałaby polegać owa kara. Dał do zrozumienia, że może chodzić o pozostawienie Irlandii na „marginesie europejskiej integracji”. – Europa musi się rozwijać zgodnie z zapisami traktatu lizbońskiego, więc wszyscy go ratyfi kują – ostrzegał (groził?) Kouchner. Wydaje się jednak, że po 13 czerwca władze w Paryżu będą musiały zrezygnować z przynajmniej niektórych swoich wielkich „projektów europejskich” i bardziej zająć się ratowaniem wizerunku i spójności UE w okresie swojej prezydencji (od lipca do grudnia br.). Premier Franciszek Fillon zapowiedział natomiast, jeszcze w dniu referendum (wieczorem), że „lizbońskiego” traktatu „nie będzie”, jeśli przepadnie on w irlandzkim głosowaniu.

– Jeśli naród irlandzki zdecyduje się odrzucić traktat, naturalnie tego traktatu już nie będzie, chyba że zostanie wznowiony dialog z narodem irlandzkim – powiedział Fillon w wywiadzie dla telewizji France 2. Nie określił, na czym ów dialog miałby polegać. Nazajutrz, jeszcze przed podaniem wyników referendum, sekretarz stanu ds. UE, Jan Piotr Jouvet, oświadczył natomiast, że jeśli traktat zostanie odrzucony, to „najważniejsze będzie to, aby proces ratyfikacji był kontynuowany w innych państwach, i by sprawdzić,
jakie rozwiązanie prawne możemy znaleźć z Irlandczykami”. Przyznał, że zwycięstwo przeciwników traktatu sprawiłoby, że „od strony prawnej traktat przestałby istnieć”.

Ale nowego traktatu nie będzie, ponieważ „już od 10 lat debatujemy nad instytucjonalnymi problemami UE, więc należy pozostać w ramach traktatu lizbońskiego” – zaznaczył francuski minister (PAP).

Co zrobią eurokraci?

Podobne sygnały o konieczności kontynuowania ratyfikacji traktatu w pozostałych ośmiu państwach, w tym we Włoszech i Wielkiej Brytanii, płyną z Berlina, Brukseli i MSZ w Londynie. Pojawiają się koncepcje
kolejnej niewielkiej zmiany traktatu i kolejnego referendum w Irlandii – za kilka czy kilkanaście miesięcy. Pojawiają się też wypowiedzi polityków i przedstawicieli UE, że połowa narodu, który stanowi niespełna 1 proc. ogółu obywateli państw Unii, nie może powstrzymać „dalszej integracji” i budowy UE. Już więc widać, że eurokomuna, mimo wstrząsu wywołanego przez irlandzkie referendum, wcale nie odpuszcza sprawy swego Eurosojuza. Może to oznaczać, że Irlandczycy – nie tylko ci z rządu w Dublinie – zostaną rychło poddani szantażowi: jeśli będziecie chcieli pozostać europejskiej „Wspólnocie” (a chce tego niewątpliwie większość Irlandczyków), to w końcu będziecie musieli zgodzić się na ten traktat i budowę
europaństwa.

Kiedy traktat zostanie już ratyfikowany przez wszystkie 26 państw poza Irlandią, eurokraci zapewne będą szukali jakiegoś prawnego kruczka i politycznych kombinacji, aby pomimo irlandzkiego „NIE” dokument jednak wszedł w życie. Jednym z rozpatrywanych rozwiązań jest tzw. opt-in, czyli przyłączenie Irlandii do zobowiązań traktatowych w późniejszym terminie – np. za kilka lat („Die Welt”).

Radość patriotów

Z wyniku irlandzkiego referendum cieszy się oczywiście nestor europejskich przeciwników socjalistyczno-federalistycznych projektów UE, Jan Maria Le Pen z francuskiego Frontu Narodowego, a także prezydent Czech Wacław Klaus (który irlandzki wynik nazwał zwycięstwem sprawy wolności)
i wielu innych wybitnych Europejczyków.

Włoski minister Robert Calderoli z wolnościowej Ligi Północnej podziękował Irlandczykom za głosowanie przeciwko traktatowi (już na kilka godzin przed podaniem oficjalnych wyników). „Składam podziękowania dla narodu irlandzkiego za jego głosowanie”. To kolejny naród europejski, który w referendum „udowodnił, że ma większą mądrość niż rządy i parlamenty”. Suwerenność należy bowiem do narodów
i tylko narody mogą zadecydować o rezygnacji z niej – oświadczył Calderoli w imieniu Ligi. Minister wyraził też opinię, że ewentualna ratyfikacja nowego traktatu UE przez parlament Włoch, zapowiadana
na lipiec, będzie niezgodna z konstytucją republiki (podobną opinię wyraża znaczna część włoskich prawników-konstytucjonalistów). I ponownie wezwał do przeprowadzenia referendum również w Italii.
Wydaje się, że decydujące dla losów traktatu lizbońskiego będzie stanowisko władz Wielkiej Brytanii, w tym Izby Lordów (która traktatu jeszcze nie ratyfikowała), a potem właśnie rządów w Rzymie i Pradze.

Do 14 czerwca Londyn nie potwierdził woli ostatecznej ratyfikacji traktatu. Na teoretycznie możliwy, choćby słaby głos sprzeciwu rządowej Warszawy czy prezydenta RP wobec prób wprowadzania w życie obalonego w Irlandii traktatu z pewnością liczyć nie można.

Artykuł pochodzi z bieżącego ewydania “Najwyższego Czasu!”. Zachęcamy do wykupienia e-prenumeraty.

W sklepie nczas.com pojawiło się 15-ście książek zaliczanych do absolutnej klasyki. Polecamy również pakiety publikacji Janusz Korwin Mikkego, Stanisława Michalkiewicza, zbiór książek o Żydach itd.

UWAGA: Przedruk artykułów (w całości lub części) z działu “numer bieżący” oraz “ważne”, jest możliwy jedynie: a) za podaniem klikalnego źródła b) tylko w niezmienionej formie: artykuł + informacje poniżej artykułu np. o ewydaniu, nowych publikacjach w sklepie itp.

Skomentuj

Użyteczne tagi:

<a href="adres strony www"> link </a>
<blockquote> "cytat" </blockquote>
<code> kod </code>
<i> italic </i>
<strong> pogrubienie </strong>