Najwyższy CZAS! Pismo konserwatywno - liberalne. Serwis internetowy.

E-wydanie | Prenumerata | Księgarnia

Nowy dział w księgarni NCZ! Systematycznie uzupełniane recenzje prawicowych książek autorstwa Korwina Mikke, Zarzecznego, Sommera i innych (kliknij tutaj)!

29/06/2009, 6:17. Kategorie: wazne

W oparach socjalistycznych absurdów

Krzysztof M. Mazur »

Wśród żądań strajkujących w Gdańsku w sierpniu 1980 roku obok żądań stricte politycznych znalazły się także postulaty dotyczące spraw ekonomicznych, w tym m.in. takie jak obniżenie wieku emerytalnego kobiet do 50 lat, a mężczyzn do 55 lat, skrócenie czasu oczekiwania na mieszkanie, zniesienie cen komercyjnych, wprowadzenie kartek na mięso i przetwory (oczywiście do czasu opanowania sytuacji na rynku) i jeszcze kilka innych, których zrealizowanie uczyniłoby z Polski z pewnością pierwszy na świecie socjalistyczny raj.

W kolejnych miesiącach, aż do czasu wprowadzenia stanu wojennego, miały miejsce liczne spotkania przedstawicieli rządu i „Solidarności” a także liczne oświadczenia i wnioski z posiedzeń opozycji dotyczące właśnie sytuacji gospodarczej kraju i sposobów jej uzdrowienia.

Dla przykładu: w czerwcu 1981 roku odbyła się Krajowa Konferencja ds. Żywności NSZZ „Solidarność”, pokłosiem której była m.in. propozycja „cząstkowej zmiany cen pieczywa, przetworów zbożowych i mleka”, w ramach której postulowano, że „cena mleka nie powinna być wyższa niż 7 zł za litr”, a cena tego artykułu powinna być dotowana przez państwo, gdyż „praktyka taka stosowana jest we wszystkich krajach dbających o zdrowie swego społeczeństwa (młodej generacji)”.

Chociażby z tego przykładu wiemy, dlaczego Polacy już całe dekady wysysają pewne poglądy z mlekiem, niechby nawet dotowanym, a podany przykład z wymyślaniem ceny maksymalnej na mleko koresponduje z wieloma współczesnymi działaniami „ekonomicznych cudotwórców”. Akurat kilka dni temu jedna z ogólnopolskich stacji radiowych przez cały dzień z lubością komentowała decyzję krakowskich rajców, którzy po chwilowym uwolnieniu cen na usługi taksówkowe ponownie wprowadzili maksymalną taryfę przewozową. Można było usłyszeć zarówno szydercze opinie dziennikarza, który wyraźnie kpił z wcześniejszej wiary radnych w dobroczynne działanie wolnego rynku, jak i jednostronne, ale zapewne spontaniczne opinie tzw. przeciętnych mieszkańców, wymyślających radnym za to, że wcześniej „narobili bałaganu”.

Od kilku miesięcy – tak przynajmniej można było wyczytać w lokalnych mediach – o przywrócenie maksymalnych cen na usługi taksówkowe walczył radny z klubu PiS, a motywem przewodnim jego krucjaty była opinia, że „taksówkarze nie mogą zarabiać kosztem mieszkańców”. Trudno domyślić się, czyim kosztem mogliby zarabiać taksówkarze, jeśli nie kosztem korzystających z ich usług, ale faktem jest, że powyższy problem dotyczy wielu miast w Polsce i wszędzie w zasadzie sprowadza się do kilku typowych zagadnień.

Mamy połowę 2009 roku i hordy dyplomowanych magistrów ekonomii, stąd wstydem byłoby powtarzać banały dotyczące problemów cen maksymalnych czy minimalnych, ale okazuje się, że nadal, tak samo jak w latach 80., zrozumienie pewnych podstawowych związków przyczynowo-skutkowych graniczy z cudem. Każdy widzi, że wzrastają ceny, ale nikt nie wspomina o warunkach podaży usługi (np. uchwała krakowskich radnych z września 2008 r. mówi o zwiększeniu liczby nowych zezwoleń na usługi taksówkowe o 400 sztuk, co oznacza, że podaż jest mimo wszystko kontrolowana) czy makroekonomicznych uwarunkowaniach prowadzonej działalności (np. koszt paliwa, rosnące trudności komunikacyjne w miastach etc.).

Przykład taksówkowy wzięty został jako pierwszy z brzegu i zapewne nie jest najważniejszy, ale ilustruje ciągle te same ograniczenia w zrozumieniu przyczyn problemów ekonomicznych i społecznych, z którymi jako państwo i naród borykamy się od dziesięcioleci (nie jest dużym pocieszeniem, że w tym samym czasie, kiedy w Krakowie komentowano decyzję radnych o ustanowieniu cen maksymalnych na taksówki, w Berlinie tysiące młodzieży protestowało w obronie m.in. bezpłatnych studiów).

Przytaczane na wstępie stanowiska solidarnościowej opozycji na tematy gospodarcze zostały wzięte z opracowania IPN dotyczącego tego zagadnienia, w którym to opracowaniu można także znaleźć dokument na ten temat opracowany i podpisany przez Stefana Kurowskiego, Bogdana Lisa, Jana Rulewskiego, Jadwigę Staniszkis, Janinę Waluk i Andrzeja Wielowieyskiego. Inżynier Rulewski i Bogdan Lis – absolwent przyzakładowej Szkoły Mechanizatorów Sprzętu Przeładunkowego – bardzo często przewodniczyli delegacjom strony solidarnościowej w rozmowach z rządem dotyczących problemów ekonomicznych kraju. W 1981 roku wspomniana grupa działała jeszcze jako jedno eksperckie, solidarnościowe grono, mające recenzować politykę komunistycznego rządu i tworzyć dla tej polityki plan alternatywny.

We wspomnianym dokumencie z kwietnia 1981 roku owi eksperci, krytykując plan Jaruzelskiego jako „zestawienie ogólnych haseł”, sami proponowali takie konkrety jak: „zmiany struktury gospodarczej w ramach bieżących przestawień produkcyjnych, zmniejszenie napięcia gospodarczego czy wprowadzenia gospodarki na ścieżkę pełnej realizacji reformy gospodarczej”.

Według ekspertów, program gospodarczy powinien zawierać „zapewnienie pełnego zatrudnienia jako zasady, zapewnienie odpowiednich [!!!] zasiłków dla osób przejściowo poszukujących pracy, podniesienie zasiłków rodzinnych”, nowe rozdzielnictwo surowców i inne tego typu wynalazki, z których większość stanowi zresztą dorobek III RP. Ktoś może zasadnie zapytać: jakie znaczenie ma obecnie to, co wspomniani eksperci niegdyś doradzali i traktowali jako alternatywny plan ekonomiczno-społeczny dla Polski?

Otóż Rulewski po 1989 roku przez wiele lat był działaczem i posłem Unii Wolności, a obecnie piastuje mandat senatora z poręki PO, natomiast Lis jest posłem z list komitetu Lewica i Demokraci. Jest to ważne przypomnienie, gdyż obaj działacze nadal aktywnie wpływają na bieżącą politykę kraju i jako reprezentanci narodu stanowią w Polsce prawo. Wielowieyski związany jest ze środowiskiem byłej Unii Wolności; był jednym z tych posłów opozycji, którzy w sejmie kontraktowym, oddając głos nieważny, przyczynili się do wybrania Jaruzelskiego na prezydenta.

Od 2008 roku, po śmierci Geremka, pełnił mandat posła do Parlamentu Europejskiego. Staniszkis i Kurowski są utytułowanymi profesorami, przy czym Staniszkis często odbierana jest jako sprzyjająca hasłom IV RP głoszonym przez PiS, natomiast Kurowski robi za ekonomicznego guru dla środowiska Radia Maryja i „Naszego Dziennika”.

Są to więc osoby, które miały i nadal mają duży wpływ na to, co się w Polsce dzieje, a ich komentarze i opinie nadal stanowią odnośnik do tematów, które dopuszcza się do tzw. debaty publicznej. Ponadto stanowią oni reprezentację zdecydowanej większości grupy decydenckiej i opiniotwórczej w Polsce. Także pana prezydenta Kaczyńskiego, który po niedawnym wystąpieniu na konferencji Międzynarodowej Organizacji Pracy mówił, że nie przesądza, bo nie jest ekonomistą, ale „na pewno swoista recepta liberalna (…) okazała się niewystarczająca i trzeba ją przemyśleć”. Według prezydenta, państwo powinno wzmocnić swoją rolę regulacyjną, bo „nie wszystkim kieruje rynek”.

I tak właściwie wszystkie dyskusje, włącznie z tymi parlamentarnymi dotyczącymi ustroju ekonomicznego, można sprowadzić do problemu „zmiany struktury gospodarczej w ramach bieżących przestawień produkcyjnych” – bo jak inaczej skomentować fakt, że najgoręcej komentowanym elementem pakietu antykryzysowego była sprawa opodatkowania tzw. bonów towarowych dla pracowników.

Jak takim ludziom wytłumaczyć problem nieco trudniejszy do oszacowania, jak np. koszty zaniechania, w tym koszt traconego czasu, traconego potencjału czy chociażby koszt benzyny spalonej na jałowym biegu w korkach i wymuszonych postojach, ponoszony przez miliony ludzi codziennie podczas dojazdów do miejsca pracy i domu? Zamiast tego mamy handel wymienny, w ramach którego prezydent przehandluje suwerenność, podpisując traktat konstytucyjny w zamian za synekurę dla Jerzego Buzka – największego reformatora od czasów Marii Teresy.

Gdy cesarz Józef na chwilę przed śmiercią cesarzowej wyraził opinię, że „Wasz Majestat leży źle”, cesarzowa odparła, że „wystarczająco dobrze, aby umrzeć”. Nasz charyzmatyczny premier Buzek na takie dictum na pewno jeszcze zdążyłby się zreflektować.

Skomentuj

Użyteczne tagi:

<a href="adres strony www"> link </a>
<blockquote> "cytat" </blockquote>
<code> kod </code>
<i> italic </i>
<strong> pogrubienie </strong>