
Z dr. Robertem Gwiazdowskim o kryzysie na „rynkach”, bankructwie bankierów i o tym, kim jest prawdziwy kapitalista, rozmawia Dariusz Kos (nczas.com)
Będziemy świadkami powtórki Wielkiego Kryzysu z lat trzydziestych XX wieku?
Jak dotąd nic takiego się nie zapowiada, a twierdzenia, iż jest podobnie, są błędne. Proszę zwrócić uwagę, że w latach 30. mieliśmy załamanie produkcji po stronie przedsiębiorstw i to się przełożyło na banki i instytucje finansowe. Natomiast dziś jest odwrotnie. Na przykład polskie przedsiębiorstwa są w całkiem dobrej sytuacji, podobnie jest w USA. Nie mamy recesji. Załamanie tzw. rynków finansowych jest efektem pęknięcia balonika, którego te „rynki” same sobie napompowały. Gdy przez ostatnie lata dosyć sceptycznie, jako Centrum im. Adama Smitha, odnosiliśmy się do tego, co dzieje się na tych tzw. rynkach finansowych, patrzono na nas trochę jak na pariasów – że co my w zasadzie mówimy, bo przecież giełda, instytucje finansowe to jest to, na czym powinniśmy się koncentrować, do czego powinniśmy przywiązywać wagę, bowiem od tego ma zależeć cała gospodarka. Tymczasem Pan Bóg pokarał paru spekulantów – i dobrze.
I bankierów też pokarał.
Jak patrzę na to, co robiły instytucje finansowe – nie tylko banki – w ciągu ostatnich kilku lat, to zaczynam dochodzić do wniosku, iż może Karol Marks miał trochę racji w tym, co pisał o bankierach [rewolucja ma zmieść władzę bankierów – przyp. Red.].
W związku z tym pojawiają się coraz głośniejsze i wyraźniejsze głosy, by coraz bardziej ten wolny rynek regulować, bowiem mamy teraz do czynienia z krachem liberalizmu, neoliberalizmu i w ogóle kapitalizmu. Dziś rano choćby [w środę 17 września 2008 r. – przyp. Red.] w porannym programie TVN24 redaktor zajmujący się gospodarką przekonywał, iż to nieskrępowana, niewidzialna ręka rynku rozdawała jak popadnie kredyty hipoteczne w USA i przez to mamy krach, więc teraz tę rękę trzeba kontrolować.
Proszę Pana, w gospodarce rynkowej mieliśmy pieniądz. Pieniądz, który był miernikiem wartości, a nie wartością samą w sobie, bowiem – jak pisał Adam Smith i jak utrzymuje szkoła austriacka czy nawet szkoła chicagowska, czyli Milton Friedman – pieniądz służy jako instrument wymiany. Po to pieniądz wymyślono. Otóż kiedyś wymienialiśmy bezpośrednio buty na garnki, garnki na wino, ale gdy ta wymiana między ludźmi zrobiła się coraz powszechniejsza i bardziej masowa, to taka bezpośrednia wymiana stawała się utrudniona – dlatego wymyślono pieniądz. By ułatwić wymianę butów na garnki, garnków na wino, a wina na zboże. Tymczasem gdy wprowadziliśmy pieniądz papierowy, a dziś nawet nie trzeba go drukować – wystarczy impuls elektryczny, by pojawił się odpowiedni zapis pieniędzy na ekranie komputera – to podstawowa funkcja pieniądza odeszła w zapomnienie. Proszę zwrócić uwagę, iż dzisiejszy kryzys nie jest kryzysem klasycznej ekonomii. Dzisiejszy krach to krach ekonomii, która uznała się za neoliberalną, a to jest tak, jakby to, co robi dziś w Polsce rząd PO, określać jako działania liberałów. Platforma nie jest partią liberalną! I tak samo nie byli neoliberałami ci, którzy skoncentrowali się na manipulowaniu sztucznym, fiducjarnym, papierowym, wirtualnym pieniądzem.
Z liberalizmem to nie miało nic wspólnego – wręcz przeciwnie. Te wszystkie manipulacje na tzw. rynkach finansowych biorą się z przeświadczenia, że wszystko można wyprodukować pod warunkiem, że ktoś to kupi, więc mamy prowadzić różnego rodzaju operacje w celu wykreowania popytu! Popyt kreuje podaż – jak powiedział Keynes. A to nieprawda! W 1982 roku stałem 13 dni i nocy w kolejce po pralkę, popyt kreowałem jak jasna ch*****, a podaży nie było. Wartość mojego popytu jest równa wartości mojej podaży. Mogę kupić tyle wina i o takiej wartości, o jakiej wyprodukuję buty lub coś innego. Więc kryzys na „światowych rynkach finansowych” nie jest wynikiem prowadzenia gospodarki liberalnej, tylko wręcz przeciwnie – prowadzenia polityki, która z prawdziwym liberalizmem nie ma nic wspólnego!

Jednak czy obecna sytuacja nie doprowadzi do władzy ludzi, którzy będą właśnie dążyć do wprowadzenia jeszcze większych regulacji, większej kontroli pod hasłem: „kapitalizm się nie sprawdził”?
Niestety tak będzie. Keynes zmanipulował prawo Saya, a potem je obalił. Zmontował kukłę, którą łatwiej było mu znokautować. W Polsce ludzie „odwrócili się” od wolnego rynku, od liberalizmu, tylko że tak naprawdę to nie mieli się od czego „odwracać” – nigdy tego prawdziwego wolnego rynku, prawdziwego kapitalizmu nie mieli szansy skosztować. Tak naprawdę Polacy, którzy początkowo popierali prywatyzację, potem przestali ją popierać nie dlatego, że im się to nie spodobało i nie spodobał im się prywatny właściciel, tylko dlatego, że nie spodobały im się metody, sposób prywatyzowania, bo nie miało to nic wspólnego z wolnorynkową prywatyzacją.
Dziś jest podobnie. W momencie gdy mamy przeciwnika i chcemy jego kosztem podwyższać naszą atrakcyjność, to nazywamy tego przeciwnika określeniem, które nam pasuje. Dlatego manipulatorzy z „rynku finansowego” nazywani są kapitalistami bądź wolnorynkowcami, bądź kapitalistami.
Tymczasem kapitalistą jest mój sąsiad: wstaje o piątej rano, je śniadanie, o 5.30 jedzie na bazar na Ochocie, gdzie kupuje warzywa i owoce. Wraca, na bazarze na moim osiedlu rozstawia swój stragan i zaczyna handlować, bym mógł o ósmej rano zrobić sobie zakupy. Pracuje do 19.00. Zwija i sprząta kram. Kończy około godz. 20.00. i idzie do domu, je kolację, kładzie się spać, by móc o piątej rano znów wstać. To on jest kapitalistą! A nie prezes banku Lehman Brothers, który wraz ze swoimi podwładnymi i „niezależnymi audytorami”, agencjami ratingowymi, ukrywał trupa w szafie.
Czy takie trupy znajdują się i w polskich szafach?
Nie. Pan Bóg nas strzegł. Nasi bankierzy półtora, dwa lata temu strasznie żałowali, że nie załapali się z zyskami na ten boom w USA. W 2006 roku były organizowane różne konferencje na temat „polityki
sekurytyzacji”, na temat tego, co zrobić, by było u nas tak fantastycznie jak za oceanem. Na szczęście się nie załapaliśmy i teraz ci, którzy się „zagapili”, mądrzą się, iż prowadzili mądrą, bezpieczną politykę finansową. No, Pan Bóg nas chronił, a nie nasi bankierzy.
Będzie nas nadal chronił? Czy może rolę tę przejmie światowy regulator rynków, którego powstania domagają się niektórzy tzw. eksperci?
I co, trzech facetów będzie nas chronić? Przecież mamy Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i ludzi, którzy w nich zasiadają, zmieniających zdanie w zależności od tego, jak im się spodoba. Mam teraz pytanie: niejaki Stiglitz [Joseph E. Stiglitz, ekonomista, doradca prezydenta Billa Clintona – przyp. Red.], zasiadający w Banku Światowym, ma poglądy „słuszniejsze” teraz czy miał 15 lat temu? Rozumiem, że niby dzisiejsze są ważniejsze. Kiedyś, jak dostawał nagrodę Nobla, to pies z kulawą nogą nie wiedział, kim on jest, a jak tylko stał się ikoną „alterglobalistów”, to jego książki zaczęły się sprzedawać w milionowych egzemplarzach. Więc kto będzie tym regulatorem? Pytanie takie samo jak w przypadku wchodzenia przez Polskę do strefy euro – pytam się, kto będzie z polskiej strony w komisji ustalającej kurs złotówki do euro? Czy czasami nie ci sami ludzie, którzy ustalali kurs złotówki do dolara w 1990 roku?
Z Robertem Gwiazdowskim rozmawiał: Dariusz Kos. Od zawsze związany z „Najwyższym CZAS!-em”. Również dziennikarz „Gazety Krakowskiej”, „Życia” z kropką, „Super Expressu”. Kontakt: redakcja@nczas.com.pl Tekst pochodzi z bieżącego ewydania “Najwyższego Czasu!”
Inne artykuły z działu “ważne”:
Nowe książki w księgarnii NCZ!:
● “Fakty i Mity W Ekonomii” (Thomas Sowell): Autor udowadnia, ze ani bieda, ani bogactwo nie sa skutkiem wyzysku; pracodawcy rzadko kiedy dyskryminuja kobiety, a powodem wysokiego czesnego jest na wiekszosci uniwerkow zwykle marnotrawstwo. Czyta sie z wypiekami na twarzy!
● “Wykonczyc bogatych!” (Patrick Jake): Autor uczy ekonomii przez… zabawe! Ci, ktorzy na codzien nie zajmuja sie funkcjonowaniem bankow, akcjami, gielda, wskaznikami wzrostu i innymi “nudnymi” rzeczami nie beda sie mogli oderwac od tego barwnego wykladu….
● “Ortodoksja” (Gilbert Keith Chesterton): Ksiaza jest uznawana za kamien milowy w rozwoju mysli chrzescijanskiej, arcydzielo retoryki i jedna z najwazniejszych ksiazek XX w.!
● “Heretycy” (Gilbert Keith Chesterton): Ksiazka od dziesiatków lat jest wznawiana na Zachodzie i cieszy sie niezmienna popularnoscia. Autor poddaje krytycznej analizie rozmaite opinie, postawy i swiatopoglady, szeroko rozpowszechnione w literaturze literaturze prasie. Lektura dla ludzi inteligentnych, lekka, ale dajaca wiele do myslenia.
● “Wiekuisty czlowiek” (Gilbert Keith Chesterton): Ksiazka napisana przez Chestertona trzy lata po nawroceniu na katolicyzm. Pelna rozmachu, erudycji i slownej wirtuozerii proba ukazania chrzescijanskiej wizji dziejow od czasow prehistorycznych az po wspolczesnosc.
Zachęcamy do złożenia zamówienia!
UWAGA: Przedruk artykułów (w całości lub części), jest możliwy jedynie: a) za podaniem klikalnego źródła b) tylko w niezmienionej formie: artykuł + informacje poniżej artykułu np. o ewydaniu, nowych publikacjach w sklepie, itp.
Istnieje 116 wersji Biblii. Wersja dla homosiów wyjdzie w 2009. 28 komentarzy
Sąd skazał członków ONR-u na 6 miesięcy w zawieszeniu, 1000 zł. grzywny, dozór kuratorski oraz zakaz publicznego wykonywania gestu! 13 komentarzy
Pierwsze spotkanie grupy refleksji w sprawie przyszłości Unii Europejskiej. 11 komentarzy
Turecki rząd zastanawia się nad wprowadzeniem kilku nowych obniżek. 10 komentarzy
Nowej komórka policyjna w ramach Europolu. 44 komentarzy
Zalecenie znalazło się w najnowszym raporcie tej instytucji! 41 komentarzy
25 Września 2008 o 00:14
Dziwię się takiej opinii Roberta Gwiazdowskiego, można by wywnioskować, że instytucje finansowe, które źle zaspekulowały swoimi pieniędzmi teraz słusznie dostaną po nosie i…. wszystko szybko wróci do normy.
Ale powtarzając, po Ron’ie Paul’u i artykułach na blogu Mises Insitute, tak by się stało gdyby rząd nie wkroczył do akcji. Natomiast przez nacjonalizację Freddie Mac i Fannie Mae, AIG, etc. i przez zapowiedziany plan dalszych bailout’ów idący w biliony dolarów, nastąpi tylko przedłużanie i powiększanie bańki kredytowej i równocześnie potężny drenaż kieszeni Amerykanów - przez produkcję pustego pieniądza i znaczny wzrost inflacji.
25 Września 2008 o 00:56
Pan Robert , niestety myli się z prawdą jeżeli chodzi o tzw. Wielki Kryzys.
Spadek produkcji był skutkiem załamania finansowego , a nie odwrotnie.
Polecam literaturę ( w tym ówczesną - najbardziej niesamowite były doniesienia francuskich gazet z roku 1931 , które anonsowały przybycie statków ze złotem
przez co miały być wydrukowane pieniądze , przez co miał być złagodzony niedobór gotówki i pobudzona produkcja ).
Zgodzić się z nim można i to na 100% , że obecny kryzys nie ma nic wspólnego z kryzysem lat 30. . Tamten kryzys - był kryzysem płynności , obecny kryzys jest kryzysem bilansów. Wtedy padały bogate przedsiębiorstwa i banki gdyż nie miały bieżącego finansowania ze strony instytucji finansowych . Było to spowodowane przez absurdalny postulat waluty złotej , runy na banki etc. Obecny kryzys ( w USA ) to nie jest kryzys płynności , obficie dostarczanej przez FED , ale kryzys bilansów. Przy rzetelnej wycenie ich aktywa nie starczają na pokrycie zobowiązań
. Tak naprawdę , to nie jest to żaden kryzys. Inflacja wszystko wyrówna.
25 Września 2008 o 01:03
a ciekawe czy ktos jeszcze pamieta akcje z pocz.XXI w z morgan stanley,bear stearns i wlasnie z lehman bros.?
jak komus chce sie czytac po angielsku(bo chyba w polskim nie ma) to polecam ksiazke kolesia,ktory byl przewodnicz.komisji papierow wartosciwych i gield za prez.clintona-arthur levitt”take on the street”.
25 Września 2008 o 01:12
Poza kilkoma drobnostkami - można się pod tym tekstem podpisać. Nie ma co komentować.
Lecz nie cieszta się mikkoluby - już wkrótce przyleci na miotle Janusz Mikke i będzie plótl te swoje androny, to komentować bredniopisów będzie okazja :-)
25 Września 2008 o 01:19
ok ZQW.tylko czy w 1929 r po zalamaniu rynku rzad nie ograniczyl podazy pieniadza?ograniczyl!a ze pieniadze = prawdziwe pieniadze,bo pokrycie mialy w kruszcu ludzie wycofywali je z bankow bo mieli strach w oczach.
ale faktycznie teraz mozna dodrukowac,czyli inflacja.ale ktos na tym straci.wiesz kto jak inwestujesz.na pewno nie dlugoterminowo jak wlasnie doradzali ci “eksperci”.
25 Września 2008 o 02:18
No proszę Panie Żydomason jak kulturalnie :)
Tylko skąd ta nienawiść do JKM?
25 Września 2008 o 04:10
Zydowski system powoli upada i nie moge sie doczekac, kiedy dojdzie do
swiatowego rozwiazania kwestji semickiej. Najwyzszy czas skonczyc z
” Narodem Wybranym”
Sieg Heil!
25 Września 2008 o 04:35
[...] Robert Gwiazdowski: Wielki Krach oszustów! Profil prawdziwego kapitalisty ● Tomasz Sommer: Dobre strony kryzysu ● Tomasz Mysłek: Wywłaszczyć wielkie firmy!? ● [...]
25 Września 2008 o 07:06
“Tak naprawdę , to nie jest to żaden kryzys. Inflacja wszystko wyrówna.”
To oczywiście prawda tyle, że za inflację przyjdzie zapłacić obywatelom. Poza tym nauczy to właścicieli wielkich korporacji, że rezultatem pochopnych działań będzie nacjonalizacja a nie bankructwo.
System waluty złotej nie jest absurdalny tylko uczciwy. Ma oczywiście swoje wady (runy na bank) ale za to daje największą stabilność finansową pod warunkiem braku banku centralnego.
25 Września 2008 o 07:46
Decydują menadżerowie, nie właściciele
25 Września 2008 o 08:53
to żaden kryzys to po prostu kolejna globalna redystrybucja do kieszeni majętnych i zasobnych tego świata, żeby mogli się jeszcze bardziej wzbogacić i znaleźć usprawiedliwienie dla wprowadzenia większej kontroli nad finansami świata
25 Września 2008 o 14:02
http://img126.imageshack.us/img126/4540/usspfinln6.jpg
25 Września 2008 o 14:05
bolek- mi sie system waluty złotej nie podoba.
Ilość wydobywanego złota jest duuuuzo niższa od przyrostu ilości (a ściślej- wartości) produkowanych przez ludzkość dóbr. Efektem jest to, że pieniądz jest rzadszy niz dobra które zań mozna sprzedać czyli efektem jest deflacja. A deflacja to znakomity początek ogromnego kryzysu gospodarczego, na którym chyba nikomu nie zależy, prócz ciebie.
25 Września 2008 o 14:26
http://i90.photobucket.com/albums/k262/markimus1990/you-want-mirron-dollar.jpg
25 Września 2008 o 14:39
@Oo:
“Tylko skąd ta nienawiść do JKM?”
Do JKM? Jej Królewskiej Mości, czy Jego Królewskiej Mości? I o którego władcę chodzi? A może władczynię?
Ja tylko nie pałam nadmierną sympatią do łgarców i porypów, takich jak JRM.
25 Września 2008 o 14:57
Przecie Gwiazdowski jest uczniem Korwina (mówił tak kiedyś w wywiadzie). Żydomason jest niepoczytalnym idiotą.
25 Września 2008 o 15:25
@ Wymagany
Wiek XIX był wiekiem deflacji, a świat się nie zawalił, wręcz przeciwnie. System finansowy na świecie też był dużo stabilniejszy i radził sobie bez MFW czy BŚ. Trwał sobie wmiarę stabilnie(kryzysy były, ale o takich historiach jak Wielki Kryzys, stagflacja lat 70-tych czy obecne pękające jedna za drugą bańki spekulacyjne, to nikt wtedy nie słyszał), wykończyły go dopiero wojny światowe, rozrastające się rządy i banki centralne. No a fałszywa doktryna keynesizmu z taką radością przyjęta przez wielkich tego świata była ostatnim gwoździem do trumny..
Są lepsze argumenty przeciwko standardowi złota, niż czepianie się deflacji.
25 Września 2008 o 15:41
Gdyby ktoś z Normalnych jeszcze nie wiedział, czemu polskojęzyczni lobbyści Moskwy mikkolubstwem zwani tak zachwalają walutę opartą na złocie - uprzejmie wyjaśniam:
Waluta oparta na złocie daje ogromne zyski producentom złota. Dziś posiadacz złota jest tylko właścicielem mało przydatnego metalu o zmiennej wartości, często przez długi czas spadajacej (przez ostatnie ćwierćwiecze XX wieku uncja złota spadła z 1200 USD do ok. 300 USD - a warto do tego dodać, że i dolar tracił na wartości).
Po wprowadzeniu powszechnego systemu walut opartych na złocie - posiadacz złota stanie się osobą trzęsącą światową gospodarką.
Rosja jest znaczącym na świecie producentem złota, zatem wprowadzenie walut opartych na złocie jest w jej interesie. A co jest w interesie Kremla - natychmiast promuje polskojęzyczne mikkolubstwo.
Wszystko jasne, czy napisać cyrylicą po przetłumaczeniu na rosyjski???
25 Września 2008 o 17:39
Dajcie spokoj z tym zlotem. OK, jest stabilnym srodkiem tezauryzacji, a chwilowe wahania sa bez znaczenia - zloto jest cool od tysiecy lat. Ale niewazne! Wystarczy, zeby BANK NIE DRUKOWAL PIENIADZA, utrzymywal niska inflacje i trzymal dlug publiczny na jak najmniejszym poziomie. Ktos ma upasc? to upadnie, widocznie przeginal z finansowaniem sie pozyczonym pieniadzem.
25 Września 2008 o 18:12
@ Pachciarz
Zapomniał towarzysz jeszcze o Żydach wspomnieć;)
A tak na serio - widać tacy ludzie jak F. von Hayek, L. von Mises, M. Rothbard i wielu innych libertarian to rusofile. A w ich czasach nawet komuchy - za ich żywota istniał ZSRR, a oni otwarcie popierali standard złota. Libertarianie komunistycznymi szpionami - coś takiego mogło się ukluć tylko w głowie Pachciarza. Zresztą kij z libertarianami - a amerykańskie władze tworzące system z Bretton Woods po IIWŚ? Jak nic komuchy - też popierali standard złota.
Pisałeś tego posta przed czy po swoich pigułkach?
Ron Paul to pewnie też ruski szpion.
Tylko na towarzyszach eurosocjalistach nie leży podejrzenie o współpracę z imperialistami. Kto nie popiera Wspólnego Europejskiego Domu, ten jest ruski szpion. Albo amerykański. Albo mongolski. I Bóg jeden wie, jaki jeszcze.
25 Września 2008 o 18:27
@Matt
“Wiek XIX był wiekiem deflacji, a świat się nie zawalił, wręcz przeciwnie. System finansowy na świecie też był dużo stabilniejszy i radził sobie bez MFW czy BŚ. Trwał sobie wmiarę stabilnie(kryzysy były, ale o takich historiach jak Wielki Kryzys, stagflacja lat 70-tych czy obecne pękające jedna za drugą bańki spekulacyjne, to nikt wtedy nie słyszał), wykończyły go dopiero wojny światowe, rozrastające się rządy i banki centralne. No a fałszywa doktryna keynesizmu z taką radością przyjęta przez wielkich tego świata była ostatnim gwoździem do trumny..
Są lepsze argumenty przeciwko standardowi złota, niż czepianie się deflacji.”
Wiesz, jakoś mnie nie przekonałeś do zamiany XXI wieku na XIX. Pamiętaj, że to własnie XIX wiek stworzył socjalizm i w konsekwencji komunizm.
A brak strachu przed konsekwencjami deflacji składam tylko na karb pańskiej słabej wiedzy nt. ekonomii.
Tacy np. Japończycy mieli nie tak dawno jej przyspieszony kurs.
25 Września 2008 o 19:21
@Wymagany
Proszę o jakiś przykład “ogromnego kryzysu gospodarczego” wynikającego z deflacji. Taki bez J. M. Keynes’a w tle (vide Japonia).
25 Września 2008 o 23:00
Deflacja to taki ekonomiczny straszak, odwracający uwagę o źródła problemu. Każdemu studentowi ekonomii proponuję poprosić na makroekonomii profesora, żeby wytłumaczył nie odwołując się do polityki pieniądzą, co jest złego w deflacji. Całe zło deflacji leży w tym, że uprawiając politykę keynsowską, nie możemy dalej kreować pieniądza, czyli używac jego głównego narzędzia, bo on sam “znika” - vide ujemny procent.
Jedyną wadą deflacji przy pieniądzu opartym o kruszec jest to, że “stary pieniądz” jeszcze bardziej się bogaci z upływem czasu nie wykonując żadnej pracy. Czyli każdy później urodzony będzie startował z gorszej pozycji. To mogła być przyczyna XIX wiecznej frustracji i popularności Marksa. Z drugiej strony taki układ promuje oszczędnych. Można tylko powtórzyć banał: nie ma rozwiązań idealnych. Jak dla mnie jednak pieniądz papierowy skompromitować się. Jeżeli największy bank detaliczny z depozytami gdzieś około połowy Polaków oferuje im oprocentowanie lokat na poziomie inflacji, to coś tu jest nie tak. To jest efekt używania pieniądza do sterowania procesami gospodarczymi.
Inflacja faktycznie wszysto załatwi, tylko pytanie jak to zniosą Ci, co na tej inflacji stracą najwięcej. Tak jak w XIX w. frustrację mogła wywoływać deflacja, tak teraz taką samą pracę czyni inflacja. Proszę zwrócić uwagę na prostą rzecz - inflacja w obecnej formie jest zaniżona w skutek taniej i kiepskiej jakościowo produkcji z tzw. “Chin”. Może więc nadal możemy kupić za 500 zł telewizor, ale ten telewizor zepsuje się nam za 3 lata, a nie jak kiedyś za 10-20 lat. To jest oczywiście przykład skrajny, ale tego typu procesy następują na każdym polu: żywność, meble, ubrania…. Tego inflacja nie mierzy a w sposób oczywisty siła nabywcza naszego pieniądza maleje znacznie bardziej - stać na tylko na coraz większą tandetę. Ale to się w pewnym momencie skończy, bo Chińczycy i Hindusi nie będą wiecznie produkować za bezcen i ludzie się znów obudzą z ręką w nocniku. A kto za to zapłaci? Pan, Pani i Pan.
25 Września 2008 o 23:10
Fajnie być menadżerem w amerykańskim banku ,właśnie środki masowego rażenia
podały że na odprawy dla zarządców bankowych zostanie wydanych ok .dwóch
miliardów dolarów (żarty z pogrzebu sobie robią).
25 Września 2008 o 23:21
Mikkolubstwo nie rozumie, czemu umiarkowana inflacja jest lepsza od deflacji.
To juz tłumaczę, choc wątpię, by ekonomiczni ignoranci mikkiści pojęli, przeciez ich durowata doktrynka znajduje posłuch tylko wśród ekonomicznych dyletantów:
Przy deflacji można pieniądze odłożyć bez strachu utraty ich wartości do skarpety. Nie ma ich w obiegu, nie uczestniczą w obiegu gospodarczym, są jedynie konsumpcją odłożoną w czasie. A gdy coś sie odklada - to rozwoj gospodarczy jest wolniutki. czyli deflacja - to zachęta do zastoju.
Za to umiarkowana inflacja zmusza ludzi do obracania pieniędzmi. czyli nie odkładania konsumpcji - lub przy oszczędzaniu zmusza do oszczędzania aktywnego, czyli pożyczania nadwyżek pieniadza instytucjom finansowym, które ten pieniądz wprowadzają do obrotu.
I gospodarka przyspiesza.
I dlatego, durnoty mikkolubne - na świecie dominują te gospodarki, które postawiły na kreowanie niewielkiej, kontrolowanej inflacji. Tam, gdzie pojawia sie deflacja - tam jest zastój gospodarczy. Deflacja jest jednym z podręcznikowych symptomów silnej gospodarczej bessy.
25 Września 2008 o 23:21
“Wiesz, jakoś mnie nie przekonałeś do zamiany XXI wieku na XIX.”
Ja nie mówię, byś zakopał komputer w ogródku i zmienił auto na dyliżans;) Nie wyskakuj mi z taką demagogią. Idee i koncepcje ekonomiczne dzielimy na złe i dobre, a nie na “staromodne” i “postępowe”. W wieku XIX mieliśmy do czynienia z wieloma lepszymi od tych z drugiej połowy XXw.
“Pamiętaj, że to własnie XIX wiek stworzył socjalizm i w konsekwencji komunizm.”
Tylko stworzył te idee, swoją drogą wcale nie takie innowacyjne, pewne koncepcje żywcem wzięte z marksizmu pojawiały się już w historii ludzkości wcześniej;)
Zresztą czy jest winą garbatego, że ma proste dzieci?
Wiek XIX był niespotykanym w historii precedensem - nigdy wcześniej ludzkość nie osiągnęła w tak krótkim okresie tak wielkiego wzrostu dobrobytu, postępu naukowego i rozwoju cywilizacyjnego. Przy okazji kilku, jakby ich nazwał tow. Pachciarz, porypów wpadło na takie szatańskie pomysły jak socjalizm. Czy to znaczy, że lepsze były “ciemne wieki” wczesnego średniowiecza;)? W końcu wtedy mieliśmy co najwyżej prymitywny trybalizm i demokracje ludowe w wersji plemiennej - jednak marksizmu nikt nie wynalazł;)
A prawdziwym wiekiem socjalizmu był wiek XX. Pora zacząć wiek wolności :D
“A brak strachu przed konsekwencjami deflacji składam tylko na karb pańskiej słabej wiedzy nt. ekonomii.”
Ja tam nie jestem fanem dziadzi Keynesa i deflacji się nie boję. Oczywiście inna jest deflacja przy standardzie złota(fizycznie złoto istnieje, więc podaż pieniądza nie może spadać w nieskończoność), a inna przypadku pieniądza fiducjarnego(wtedy poprostu ludzie nie chcą jakiegoś papierowego szmelcu używać i wymieniają go na inny rodzaj pieniądza - czyli znów nic strasznego się nie dzieje).
Zresztą - nasze dywagacje na temat standardu złota są czysto teoretyczne. Żadne państwo obecnie tego nie zrobi - z wielu przyczyn i bynajmniej nie jest powodem to, że standard złota jest zły.
Na dzień dzisiejszy wystarczy mi, by banki centralne prowadziły twardą politykę(tzn. nie rozdawały darmowych pieniędzy, jak np. FED ze stopą procentową 1%, czego później skutkiem są kolejne bańki spekulacyjne) i by przede wszystkim pozwoliły na funkcjonowanie w obiegu prywatnych konkurencyjnych walut. Konkurencyjnych również z rządowym papierkiem - patrz “legalny środek płatniczy” czy polityka podatkowa sprawiająca, że rządowego monopolu nie opłaca się łamać, plus kilka innych zagrań monopolizujących rządową prasę drukarską.
W takim przypadku byłbym w pełni zadowolony.
25 Września 2008 o 23:32
@Matt:
“Zapomniał towarzysz jeszcze o Żydach wspomnieć;)”
Niech się towarzysz mikkolub nie obawia, zaraz będzie o Żydach :-)
—————
“widać tacy ludzie jak F. von Hayek, L. von Mises, M. Rothbard i wielu innych libertarian to rusofile.”
A czemu nie? Przecież to wszystko Żydzi, nie tylko potomek Żydów z Mogielnicy noszących nazwisko Mike. A nie kto inny budował w Rosji sowietyzm, jak ta nacja.
————
“Libertarianie komunistycznymi szpionami - coś takiego mogło się ukluć tylko w głowie Pachciarza.”
Nie raz się ludziska na Zachodzie dziwili, jacy ludzie zostawali demaskowani jako sowieckie szpiony… A działalnośc libertarian była zgodna z interesem Moskwy.
————
“Ron Paul to pewnie też ruski szpion.”
Peności nie mam - lecz warto zauważyć, że odbierze on głosy raczej nie Obamie, lecz Republikaninowi - czyli jego start w wyborach jest zgodny z interesem Moskwy.
25 Września 2008 o 23:47
Tow. Ozjasz powtarza nam tu mity o deflacji. W swoim stylu oczywiście - czyli gromiąc maluczkich za ich ciemnotę. Podczas gdy sam żyje w świecie mitów.
Niestety towarzyszu jesteście w błędzie i powtarzacie bajeczki dziadzi Maynarda. Z twojego ostatniego posta śmierdzi Keynesem na odległość.
Keynesowska teoria cyklu koniukturalnego z okresami recesji(czyli twoje straszenie odkładaniem kasy do skarpety) i boomu(czyli “pobudzeniu” do inwestycji) i inne dyrdymały już dawno zostały przez poważnych ekonomistów obalone, a tutaj taki rzekomo “postępowiec” takie archaizmy nam stręczy. Może to przez to, że nawet studentom kierunków ekonomicznych wykłada się keynesizm i niczego innego nie znają(bo nie chce się czytać nic poza tym)? Mówiłem wcześniej, zainteresujcie się towarzyszu szkołą austriacką i monetaryzmem.
Pamiętajcie słowa M. Twaina - “nigdy nie pozwoliłem, by szkoła przeszkadzała mi w edukacji”;)
26 Września 2008 o 00:12
“Niech się towarzysz mikkolub nie obawia, zaraz będzie o Żydach :-)”
No i wyszło szydło z worka, że pisze towarzysz z kilku nicków. Nieładnie;)
“A czemu nie? Przecież to wszystko Żydzi, nie tylko potomek Żydów z Mogielnicy noszących nazwisko Mike. A nie kto inny budował w Rosji sowietyzm, jak ta nacja.”
Nie wiem jak Rothbard, ale von Hayek i von Mises byli Austriakami. Zresztą nawet gdyby wszyscy byli Żydami - co z tego? Ktoś ma tutaj jakieś uczulenie na Żydów?
“Nie raz się ludziska na Zachodzie dziwili, jacy ludzie zostawali demaskowani jako sowieckie szpiony… A działalnośc libertarian była zgodna z interesem Moskwy.”
No tak jak pisałem. Tu jedni Żydzi, szpiedzy ZSRR(czy obecnie Kremla), tam drudzy Żydzi, szpiedzy USA, tam trzeci Żydzi, szpiedzy Izraela, tam jeszcze inni szpiegujący cholera wie dla kogo.
Wszędzie Żydzi czyhający na nasze życie. Tylko eurotowarzysze chcą dobra narodów Europy i dla nikogo nie szpiegują, tylko chcą nam Europejczykom nieba przychylić. Macie towaryszu Europejczyku rzeczywiście skrzywienie żydowskie, niczym kolesie ze swastyką na koszulce.
Czyżby Janusz miał znowu rację stwierdzając, że w przyszłości doktryną UE(jak już nas wszystkich stopią w “naród europejski”) stanie się narodowy socjalizm? Mi się to w głowie nie mieściło, ale po towarzyszu widać, że kto wie, kto wie…
“Peności nie mam - lecz warto zauważyć, że odbierze on głosy raczej nie Obamie, lecz Republikaninowi - czyli jego start w wyborach jest zgodny z interesem Moskwy.”
Ron Paul w prawyborach był kandydatem REPUBLIKANÓW właśnie. I przegrał z McCainem, a z ramienia Partii Libertariańskiej startować nie chciał.
Swoją drogą wielu Amerykanów obudził ze snu i skala tego fenomenu, biorąc pod uwagę jego wycinkę w mediach i robienie z niego oszołoma, to naprawdę coś rewelacyjnego. Aż przywraca wiarę w człowieka;)
Jego propozycje są poprostu dobre dla USA. A to, że krótkoterminowo Moskwie opłaca się, gdyby Amerykanie ograniczyli swoją imperialną politykę na świecie? Długoterminowo Moskwa traci, bo RP mógłby przywrócić Ameryce źródła jej wielkości. A McCain(czy Obama, na jedno wychodzi) nadal będzie prowadzić politykę, na którą USA nie stać i długoterminowo osłabi tylko imperium lub je wręcz położy na łopatki. Kto więc tutaj jest konikiem Moskwy? Jak w Moskwie politycy myślą długoterminowo(a chyba myślą, przynajmniej nie mają bieżących problemów natury demokratycznej) to się powinni właśnie Rona Paula i jemu podobnych bać.
26 Września 2008 o 00:37
@Matt:
“Ozjasz powtarza nam tu mity o deflacji. W swoim stylu oczywiście - czyli gromiąc maluczkich za ich ciemnotę. Podczas gdy sam żyje w świecie mitów.
Niestety towarzyszu jesteście w błędzie i powtarzacie bajeczki dziadzi Maynarda. Z twojego ostatniego posta śmierdzi Keynesem na odległość.”
Keynesowska teoria cyklu koniukturalnego z okresami recesji(czyli twoje straszenie odkładaniem kasy do skarpety) i boomu(czyli “pobudzeniu” do inwestycji)”
Oczym ty pieprzysz, durny mikkolubie?
Nic nie pisałem o Keynesie, ani o cyklach, a tylko o deflacji (stalej) i inflacji (stałej).
Prawdę, która mikkolubstwo w ślepia kaprawe kole.
——-
Nie wiem jak Rothbard, ale von Hayek i von Mises byli Austriakami.
Austriakami narodowości żydowskiej. Mikkolubstwu żydostwo przeszkadza tylko u przeciwników, chłe, chle :-)
Pozdrów potomków Żydów z Mogielnicy, noszacych wtedy nazwisko Mike chłe, chłe :-)
———-
“Czyżby Janusz miał znowu rację stwierdzając, że w przyszłości doktryną UE(jak już nas wszystkich stopią w “naród europejski”) stanie się narodowy socjalizm?”
Na szczęście przepowiednie Janusza Mikke maja jedną cechę wspólna - nie chcą się sprawdzać.
————
“Ron Paul (…) wielu Amerykanów obudził ze snu”
Czyli zniechęcił do innych Republikanów, Niezły kret :-)
———
“Jak w Moskwie politycy myślą długoterminowo(a chyba myślą, przynajmniej nie mają bieżących problemów natury demokratycznej) to się powinni właśnie Rona Paula i jemu podobnych bać.”
Czy ty masz ruskich ze służb specjanych za idiotów? Oni dobrze wiedzą, że taki Ron Paul nie miał absolutnie żadnych szans na prezydenturę - za to mógł nabruździć Republikanom.
26 Września 2008 o 10:35
“Przy deflacji można pieniądze odłożyć bez strachu utraty ich wartości do skarpety. Nie ma ich w obiegu, nie uczestniczą w obiegu gospodarczym, są jedynie konsumpcją odłożoną w czasie. A gdy coś sie odklada - to rozwoj gospodarczy jest wolniutki. czyli deflacja - to zachęta do zastoju.”
Tylko przy pieniądzu papierowym, tylko przy pieniądzu papierowym. Dlatego deflacja jest straszna tylko w systemach, gdzie pieniądz nie ma pokrycia w kruszczu. Kiedy ma pokrycie, a stopy procentowe nie są ustalane arbitralnie, deflacja cenowa nie ma nic wspólnego z ceną kredytu. Ten jak najbardziej kosztuje i to na zasadach rynkowych, a nie ustalanych przez bank centralny. Tego niestety nie mogą zrozumieć nawet profesorowie zacnych polskich uczelni ekonomicznych, więc nie wymagam cudów. Problem znikania pieniądza w przypadku defalcji dotyka tylko gospodarki oparte o pieniądz papierowy. Znów pozostaje przypomnieć wiek XIX, kiedy deflacja cenowa była faktem, a pożyczki kosztowały swoje.
26 Września 2008 o 10:50
Kontynuując - w systemie opartym o kruszec przy deflacji jak i przy inflacji nikt rozsądny nie trzyma pieniędzy w skarpecie, tylko stara się je pożyczać, ponieważ deflacja nie jest oznakiem depresji i nie jest tożsama z niskimi stopami procentowymi kredytów. Deflacja cenowa to oznaka wzrostu produktywności większej niż podaż pieniądza. Jak ktoś słusznie tutaj zauważył, gdyby podaż pieniądza była utrzymana na rozsądnym poziomie, problemu by nie było obecnie. Ale nie została, bo naturalną cechą ludzką jest lenistwo. A nie ma nic prostrzego dla polityków, niż zwiększyć podaż pieniądza.
Tak więc to nie jest dyskusja o ideologii: czy ktoś jest żyd, czy mason, czy może socjalista. Trzeba się po prostu pogodzić z faktem, że natura ludzka jest taka a nie inna. I zmiana jej systemem totalitarnym nie udała się już tyle razy, że dalsze próby wydają się głupotą. Systemowo trzeba uniemożliwić drogę na skróty. Jak ktoś ma lepszy pomysł niż kruszec, niech się objawi. Byle nie była to kolejna rada mędrców.
26 Września 2008 o 10:54
@szok:
“Tylko przy pieniądzu papierowym, tylko przy pieniądzu papierowym. Dlatego deflacja jest straszna tylko w systemach, gdzie pieniądz nie ma pokrycia w kruszczu. Kiedy ma pokrycie, a stopy procentowe nie są ustalane arbitralnie, deflacja cenowa nie ma nic wspólnego z ceną kredytu.”
Ale ja nie o cenie kredytu mówiłem, lecz o SAMEJ MOŻLIWOŚCI otrzymania kredytu. By komuś pieniądze pożyczyć - trzeba je po prostu mieć. Gdy podczas deflacji pieniądz nie traci wartości, a depozytariusz nie może otrzymać wyskokiego procentu od banku - spada ilość depozytariuszy. Po prostu złoty deflacyjny pieniądz = często skarpeta. Gospodarka nie kręci się szybko z braku kapitału (ograniczenie udzielanych kredytów)
Za to niewielka KONTROLOWANA inflacja zmusza depozytariuszy do oddawania pieniędzy bankom (trzymanie w skarpecie się nie opłaca) - banki mają więcej pieniędzy na kredyty - gospodarka się kręci.
Czy wystarczająco jasno napisałem?
26 Września 2008 o 12:07
@ Pachciarz
“Czy wystarczająco jasno napisałem?”
Czyżbyś za dziadziem Keynesem powtarzał, że papierowy pieniądz i inflacyjna polityka spowodują, że zaniknie rzadkość kapitału? Takie było marzenie dziadzi. Dziś nawet keynesiści się tego jego stwierdzenia wstydzą, bo widzimy jak wyszło.
Wciąż świadomie lub nie powtarzasz inflacyjne mity o zamianie kamienia w chleb. A fakt jest taki, że gospodarka może sobie świetnie dawać radę przy dowolnej stałej nominalnie ilości pieniądza. Tak się jakoś składa, że dodrukowanie papierków nie uczyni nas bogatszymi. Przynajmniej nie większość, bo pewną wąską grupkę owszem;)
“Oczym ty pieprzysz, durny mikkolubie?
Nic nie pisałem o Keynesie, ani o cyklach, a tylko o deflacji (stalej) i inflacji (stałej).
Prawdę, która mikkolubstwo w ślepia kaprawe kole.”
I znów nie obyło się bez bluzgów. Widzę, że reagujesz agresją, bo nawet nie rozumiesz, co napisałem. Odwołujecie się towarzyszu, nie wiem czy świadomie, wciąż do popularnych mitów na temat ekonomii, z których bardzo wiele wywodzi się z keynesizmu. Toż zniechęcanie ludzi do standardu złota poprzez straszenie ich staruchami trzymającymi złoto w piwnicy(pieniądze w skarpecie) to naprawdę bardzo stary trick. I von Mises i Rothbard już na temat tego mitu pisali.
A tzw. “stymulowanie popytu i inwestycji” poprzez dodruk papierków to kwintesencja keynesizmu. A że keynesizm jest do bani to już chyba nawet dzieci wiedzą.
Oczywiście jeśli mamy do czynienia z pieniądzem papierowym, to deflacja jest zła i powinniśmy jej unikać - lepsza jest niska inflacja. Jednak pieniądzu kruszczowym nie ma strachu przed deflacją.
“Austriakami narodowości żydowskiej. Mikkolubstwu żydostwo przeszkadza tylko u przeciwników, chłe, chle :-)”
Mi akurat żydostwo nie przeszkadza u nikogo, więc nie twórz sobie ze mnie “słomianej kukły”, której możesz przyłożyć dowoli, bo to cienki chwyt retoryczny. Udowodnij mi, że mi, jako mikkolubowi, żydostwo gdziekolwiek przeszkadzało. Albo nie pisz o antysemickich skłonnościach mikkolubstwa, bo jak widać generalizujesz.
A co do Austriaków - może byś mnie oświecił na temat ich narodowości? Jakiś link, informacja, książka? Bo pierwsze słusze by Mises czy Hayek to byli Żydzi.
“Czyli zniechęcił do innych Republikanów, Niezły kret :-)”
Przebudził ich tzn. przypomniał im o korzeniach Ameryki i źródłach jej wielkości. A że Republikanie, choć różnią się niewiele od Demokratów, to jednak są zawsze troszkę bardziej na prawo - sam R.P. jest Republikaninem. Więc jak coś, to tylko może McCainowi pomóc.
“Czy ty masz ruskich ze służb specjanych za idiotów? Oni dobrze wiedzą, że taki Ron Paul nie miał absolutnie żadnych szans na prezydenturę - za to mógł nabruździć Republikanom.”
Gdyby startował z ramienia libertarian wtedy owszem. Jednak nie startuje. A ludzie o prawicowych poglądach(a takich wielu R.P. naprodukował ostatnimi czasy) prędzej z dwojga złego oddadzą głos na McCaina.
A w ogóle tak naprawdę podniecanie się tą farsą, jaką są wybory w USA, gdy obaj kandydaci się różnią tylko gębą( a bez względu na to, kto wygra, to imperium i tak będzie realizować swoją politykę), to trochę jałowy temat.
26 Września 2008 o 14:59
Ciekawe co dalej? Co wyniknie z tego, że ileś tam dużych międzynarodowych banków zbankrutuje i przepadną pieniądze drobnych ciułaczy.
System bankowy to naczynia połączone. Np HSBC z główną siedzibą w Londynie ma tylko 5% udział w brytyjskim rynku kredytowym - czyli tzw złe kredyty w UK - to dla tego banku drobiazg a ogłosił wielobilionowe straty.
Szkoda, że większość komentujących nie odnosi się merytorycznie do wywiadu z Robertem Gwiazdowskim.
26 Września 2008 o 16:25
“Ale ja nie o cenie kredytu mówiłem, lecz o SAMEJ MOŻLIWOŚCI otrzymania kredytu. By komuś pieniądze pożyczyć - trzeba je po prostu mieć. Gdy podczas deflacji pieniądz nie traci wartości, a depozytariusz nie może otrzymać wyskokiego procentu od banku - spada ilość depozytariuszy. Po prostu złoty deflacyjny pieniądz = często skarpeta. Gospodarka nie kręci się szybko z braku kapitału (ograniczenie udzielanych kredytów)”
Dlaczego depozytariusz nie miałby otrzymać wysokiego procentu od banku? Tak się dzieje tylko w przypadku pieniądza papierowego, którego cenę arbitralnie wyznacza bank centralny. I jak bank centralny obniża stopy procentowe przy niskiej inflacji, to niewiele Pan dostaje na lokacie. Powodów jest jeszcze kilka takiej sytuacji, ale zwrócę uwagę na jeszcze jeden element. Obecnie mamy stopy procentowe na poziomie 5%. Ile zarabia depozytariusz w banku? Nic - z powodu inflacji. Połowa lokat Polaków w największym banku detalicznym w Polsce jest oprocentowana na poziomie inflacji.
Zapewniem Pana - proszę prześledzić dane historyczne - kredyt wcale nie był tani w czasach, kiedy pieniądz był powiązany z kruszcem i depozytariusz mógł zarobić znacznie więcej na lokacie niż obecnie . Pieniądz był po prostu droższy i udzielano mniej kredytów. Ale nie z powodu mniejszej ilości depozytów, tylko z powodu ograniczeń w kreacji pieniądza, dzięki jego powiązaniu z kruszczem.
“Za to niewielka KONTROLOWANA inflacja zmusza depozytariuszy do oddawania pieniędzy bankom (trzymanie w skarpecie się nie opłaca) - banki mają więcej pieniędzy na kredyty - gospodarka się kręci.”
Nie ma w praktyce czegoś takiego jak niewielka kontrolowana inflacja. Inflacja raz jest mniejsza i powoduje obniżanie stóp i falę kredytową i potem się zwiększa, co jest powodem do zwiększania stóp procentowych. Kilku Panów za biurkiem nie jest w stanie wycenić pieniądza na poziomie rynkowym. Stąd ich spotkania co jakiś czas i podnoszenie i obniżanie tych stóp. To taka gra. Problem polega na tym, że hazardowa. A ryzyko jest po stronie wyborców, bo to oni ponoszą koszty jej utrzymania.
Inflacja jeżeli do czegoś nasz zmusza, to pogoni za wydawaniem pieniędzy, które ciągle tracą na wartości. Włożenie ich do banku na procent wcale nie zabezpiecza przed inflacją - szczególnie po wprowadzeniu podatku “belki”. A mit o kręcącej się gospodarce z powodu depozytów ludności możemy włożyć między bajki. Nie ma żadnych naukowych podstaw do takiego twierdzenia. Inflacja plus obecny system zniechęcają do oszczędzania i zachęcają do kredytowania. Kredyt w obecnej formie, to wyłącznie zobowiązanie kredytobiorcy do dostarczenia określonej ilości pieniądza w przyszłości. Tak naprawdę poza przepisami prawa i systemami kontroli banku nic ogranicza w dawaniu kredytu każdemu. Nie ma żadnego fizycznego hamulca, co obecny kryzys pokazał w sposób najbardziej jaskrawy w nowej historii pieniądza papierowego.
26 Września 2008 o 16:35
“Szkoda, że większość komentujących nie odnosi się merytorycznie do wywiadu z Robertem Gwiazdowskim.”
Bo tu nie ma co komentować - kawa na ławę została podana. Karty są na stole i widać je najwyraźniej o początku powstania pomysłu na zupełnie papierowy pieniądz, czyli od lat 70′. Mamy szczęście jako Polacy - bo faktycznie chyba tylko Bogu można dziękować, że nasze banki problem nie dotknął. Choć jak widziałem w Multibanku nową lokatę “Skarby ziemi” czy jakość tak, to przypomniało mi się stare powiedzenie o tym, kiedy przychodzi kryzys: jak w akcje zaczyna inwestować babcia klozetowa.
Obecna zmienność na rynku akcji i walut to sytuacja awaryjna. Skoki słupków to wirtualne zobrazowanie motającego się kapitału szukającego ucieczki przed inflacją i utratą wartości dolara. Wiekszość obstawia, że tym razem jakoś się uda i sprawa rozejdzie się po kościach wyborców i dopiero kolejny kryzys skutecznie rozwali ten system.
Jak większość się czegoś spodziewa, to można się na tym łatwo przejechać. Na szczęście nie zarabiam w USD. Złotówka w tych czasach górą. Więc myślę, że możemy spać spokojnie. Na wszelki wypadek trzeba pozbyć się akcji i przeczekać.
26 Września 2008 o 16:44
Tak jeszcze w temacie obecnej polityki taniego pieniądza. Dobrym zobrazowaniem jej, to wypad na kaczki. W wydaniu PRL przyjmującej braci ze wschodu wyglądało to tak, że I Sekretarz odbezpieczał kałacha i ładował w niebo. Nie musiał celować i zastanawiać się, czy kaczki już fruwają. Zaraz zaczną, a przy okazji ze 2 trafi. Co przy tym amunicji zużyje, tego nikt nie liczył. W efekcie taniej byłoby kupić tą kaczkę obok od chłopa. Tak się rozwijamy z akcji kredytowej.
Druga metoda, to na spokojnie. Podchodzimy, wypłaszamy, celujemy i jednym tanim śrutowcem ubijamy kaczkę. Tak się rozwijamy ze środków własnych.
Obecny system to pochwała lenistwa. I ignorancji.
26 Września 2008 o 18:58
@mikkolub szok:
“I jak bank centralny obniża stopy procentowe przy niskiej inflacji, to niewiele Pan dostaje na lokacie. Powodów jest jeszcze kilka takiej sytuacji, ale zwrócę uwagę na jeszcze jeden element. Obecnie mamy stopy procentowe na poziomie 5%. Ile zarabia depozytariusz w banku? Nic - z powodu inflacji. Połowa lokat Polaków w największym banku detalicznym w Polsce jest oprocentowana na poziomie inflacji.”
I właśnie dlatego nie za duża inflacja jest dla gospodarki lepsza od deflacji.
Przy deflacji - właściciel pieniędzy zarabia na nicnierobieniu, kosztem oczywiście ludzi pracujących, gdyż towary i usługi nie biorą się znikąd.
Deflacja wspiera próżniaków. Inflacja wspiera ludzi aktywnych gospodarczo.
——-
“kredyt wcale nie był tani w czasach, kiedy pieniądz był powiązany z kruszcem i depozytariusz mógł zarobić znacznie więcej na lokacie niż obecnie . Pieniądz był po prostu droższy i udzielano mniej kredytów. ”
No właśnie o tym piszę. Mniej kredytów - mniej inwestycji - słabsza gospodarka.
Warto też zauważyć, że przy inflacji kredyt oprocentowany na 10% jest o wiele tańszy, niż tak samo oprocentowany kredyt przy deflacji. Osoba spłacajaca kredyt przy inflacji - z kolejnymi latami spłaca ratę kapitałową coraz mniejszej realnej wartości. Przy deflacji - z kolejnymio latami spłacania wartośc raty kapitałowej realnie rośnie.
Przykład:
Bierze Pan kredyt na produkcję lamp naftowych (produkt archaiczny tak samo, jak deflacyjny pieniądz oparty na złocie). Ma Pan wyznaczoną ratę 200 krajcarów. By ja zapłacić musi Pan sprzedać 10 lamp po 20 krajcarów. Mijają lata, ostatnia rata, też 200 krajcarów - ale juz Pan musi sprzedać 20 lamp po 10 krajcarów - bo deflacja.
Przy inflacji jest odwrotnie, co sprzyja inwestycjom.
———-
“Nie ma w praktyce czegoś takiego jak niewielka kontrolowana inflacja. Inflacja raz jest mniejsza i powoduje obniżanie stóp i falę kredytową i potem się zwiększa, co jest powodem do zwiększania stóp procentowych.”
No przeciez Pan mikkolub opisał zwięźle mechanizm kontrolowania inflacji - trwierdząc, że kontroli nie ma. Prosze pisać z sensem.
———
“Inflacja jeżeli do czegoś nasz zmusza, to pogoni za wydawaniem pieniędzy, które ciągle tracą na wartości. Włożenie ich do banku na procent wcale nie zabezpiecza przed inflacją - szczególnie po wprowadzeniu podatku “belki”.”
No zgadza się - inflacja zmusza do wydawania pieniędzy natychmiast - co jest korzystne dla gospodarki. Bo w twoim sklepie klient nie będzie odwlekał zakupu na później, skoro później może byc drożej. Masz obrót i zysk. Zysk ma producent sprzedawanych towarów. Gospodarka się kręci.
Natomiast przy deflacji klienci odwlekają decyzję o zakupie, bo za rok będzie taniej. Ty nie zarabiasz, producent nie zarabia - deflacja to marazm, zastój, recesja.
26 Września 2008 o 20:09
Można komentować z klasą i z sensemem. Można też klepać w klawisze dla własnej uciechy. Z klepaczami nie dyskutuję. Pozdrawiam.
26 Września 2008 o 20:32
Widze ze nczas dorobil sie niezlego trola. Ciekawy jestem z czego zyje, poze intensywnym wypisywaniem tutaj. I nie tylko tutaj. Na blogu Gwiazdowskiego tez buszuje.
Szanowni wlasciciele tej strony - czas chyba najwyzszy usuwac przynajmniej te wypowiedzi, ktore posluguja sie wulgaryzmami. Inaczej sens komentowania tutaj traci sens. Nikt rozsadny w rynsztoku za darmo nie lubi przesiadywac
26 Września 2008 o 21:45
@szok:
” czas chyba najwyzszy usuwac przynajmniej te wypowiedzi, ktore posluguja sie wulgaryzmami. ”
Co prawda wypowiedzi nie posluguja sie wulgaryzmami, ale komentarze co poniektórych autorów moznaby usuwac. Sek w tym, ze gdyby Admin spelnił prosby wszystkich tych, ktorzy pisza do niego, to komentarze zniknęłyby z forum.
Nie wiadomo co lepsze.
26 Września 2008 o 22:20
@szok:
“Z klepaczami nie dyskutuję.”
Czyli tłumacząc z mikkolubnego na polszczyznę - mikkolubowi zabrakło argumentów. Nie wie biedaczyna, że był z góry skazany na porażkę - gdyż prostacka doktrynka mikkizmu-porypizmu bazuje na prostackich uproszczeniach i łgarstwach.
26 Września 2008 o 23:01
to zastanawia mnie czy teraz mamy inflacje czy deflacje bo gdy chcę kupić telewizor na przykład to teraz najnowszy model kosztuje krocie a za pół roku ten sam kosztuje połowe no to z tego co mówicie to jest deflacja .
26 Września 2008 o 23:05
zadowolony z siebie psychol z tego pachciarza. Czy on uważa że ktoś czyta jego wypociny? Kiedy przelatuję nad jego tekstem , czasem jakieś zdanie wpadnie mi w oko. Budzi jednak tylko uśmiech politowania
26 Września 2008 o 23:13
Zastanawia mnie czego ludzie nie kupią przy deflacji , artykuły pierwszej potrzeby muszą kupić . A jak na coś niema zbytu to to chyba nie jest nikomu do niczego potrzebne , więc nie widzę problemu .
26 Września 2008 o 23:44
@PP:
“Zastanawia mnie czego ludzie nie kupią przy deflacji , artykuły pierwszej potrzeby muszą kupić”
Zatem gospodarka deflacyjna - to kupowanie (zatem i produkowanie) tylko tego, co jest niezbędne.
Gospodarka inflacyjna - to kupowanie i produkowanie tego co niezbędne, oraz dodatkowo innych produktów.
Jak widać - w gospodarce inflacyjnej gospodarka ma się lepiej, bo producenci więcej produkują, a klienci więcej kupują.
A mikkolubstwo więcej bredzi - niezależnie od inflacji czy deflacji :-)
26 Września 2008 o 23:48
No ale po co te inne produkty ?
26 Września 2008 o 23:54
W tej chwili drożeją tylko artykuły pierwszej potrzeby a cała reszta tanieje , więc o co chodzi ?
27 Września 2008 o 00:54
@ Pachciarz
Czy wg towarzysza Pachciarza kryzysy gospodarcze biorą się z tego, że ludzie nie chcą wydawać pieniędzy, ale je oszczędzają? I wreszcie najważniejsze - czy wg towarzysza jakby ludzie nie oszczędzali, ale wszystko wydawali od razu(a najlepiej jeszcze jakąś konsumpcję kredycikiem dofinansowali, może nawet z dodrukowanego pieniądza - im więcej konsumują, tym lepiej przecież), to by kryzysy gospodarcze nie miały miejsca?
Odpowiedzi na te dwa pytania mogą nam wielce uprościć sprawę. Mam nadzieję, że towarzyszowi starczy odwagi, by na nie odpowiedzieć. Albo jak odwagi mu brak, to skłonią go one przynajmniej do pisania mniejszej ilości bzdur.
27 Września 2008 o 01:00
@ Pachciarz
“Bierze Pan kredyt na produkcję lamp naftowych (produkt archaiczny tak samo, jak deflacyjny pieniądz oparty na złocie). Ma Pan wyznaczoną ratę 200 krajcarów. By ja zapłacić musi Pan sprzedać 10 lamp po 20 krajcarów. Mijają lata, ostatnia rata, też 200 krajcarów - ale juz Pan musi sprzedać 20 lamp po 10 krajcarów - bo deflacja.”
A relację przychód-koszt byłby nam jeszcze tow. pachciarz w podanym przykładzie jednocześnie objaśnić czy może tak archaiczne pojęcia jak koszty czy zyski nie mają już miejsca w naszym “postępowym” świecie? W końcu kto by się w socjaliźmie czy innym podobnym mu “normalnym” ustroju przejmował kalkulacją ekonomiczną.
27 Września 2008 o 02:36
1.Skłonność do udzielania złych kredytów jest skutkiem między innymi istnienia PRYWATNEJ emisji pieniądza przez PRYWATNE banki, które emitują co najmniej 80% pieniądza znajdującego się w obiegu. Gdyby te banki mogły pożyczać jedynie faktycznie posiadane peniądze z depozytów albo środków własnych byłyby co najmniej trochę bardziej ostrożne.
2.Ciekawe dlaczego zwolennicy wolności chcą uzależnić możliwość dokonywania codziennych zakupów a tym samym swój byt od przemysłu wydobywczego i OBECNYCH właścicieli zapasów złota tylko po to, żeby uzyskać iluzję posiadania “prawdziwego” pieniądza, którego i tak nie będą na co dzień używać, a które będzie leżeć w sejfach jako pokrycie obiegowych banknotów i e-pieniądza pod kontrolą tych samych godnych zaufania ludzi, którzy faktycznie zdefraudowali setki miliardów czy wręcz biliony powodując obecny kryzys?
27 Września 2008 o 11:42
@Ania O.:
Co prawda wypowiedzi nie posluguja sie wulgaryzmami, ale komentarze co poniektórych autorów moznaby usuwac. Sek w tym, ze gdyby Admin spelnił prosby wszystkich tych, ktorzy pisza do niego, to komentarze zniknęłyby z forum.
Nie wiadomo co lepsze.
Proszę poczytać na innych stronach nczasu- wystarczy na google wpisać nicka niektórych tutaj komentujących. Z ciekawości to zrobiłem wpisując mojego dyskutanta. Posty z wulgaryzmami powinny być z automatu odrzucane, a nicki permanentnie to czyniące blokowane na jakiś czas. A posty niskiej jakości - wystarczy wprowadzić system prostych komentarzy postów, tak popularny na innych forach. Niskiej wartości komentarze powinny wzbudzać czujność admina. Automat pewnie się nie sprawdzi.
Szkoda czasu na dyskutowanie z kimś, kto w przypadku braku argumentów zaczyna używać śmiesznych sformułowań w stylu “mikkolub” i powtarza jak mantrę opowięść o tym, że kredytowanie nieważne jakiej produkcji ma być usprawiedliwieniem akcji kredytowej finansowanej tanim pieniądzem. Jak ktoś produkuje lampy i nie może ich sprzedać w rozsądnym czasie i zjada jego zyski 2% deflacja, to nie powinien był się brać za ich produkcję. Proste. Inovate or Die.
Inflacja przy papierowym pieniądzu finansuje takich pomysłodawców kosztem pozostałych obywateli. Ale tego niektórzy nie chcą zrozumieć/szłyszeć, a przede wszystkim dystkutować z sensem na ten tamat. Bo to jest kwestia filozofii, a nie logiki. Pytanie jest proste - jakie wartości chcemy promować: oszczędność, czy rozrzutność. Pracowitość, czy lenistwo. Mniej kredytów wcale nie oznacza kryzysu. Są firmy, które prowadzą tzw. “rozwój organiczny” i nie potrzebują finansowania z zewnątrz. Powoli, ale rozsądnie. I stabilnie. Kryzys ma miejsce tylko w gospodarce opartej o papierowy pieniądź i masowe finansowanej inwestycji z kredytów. Niech ktoś może w swej łaskawości wytłumaczy tutaj, dlaczego upadek wielkich instytucji finasowych doprowadziłby obecnie do wielkiego krachu i dlaczego rząd USA ma zamiar sfinansować tych bankrutów. Może wtedy co po niektórzy zrozumieją, dlaczego ten system się skompromitował. To nie upadek idei liberalizmu gospodarczego. To upadek polityki taniego pieniądza i planowanej jego wartości. Żaden komitet, fundusz, rada nie jest w stanie arbitralnie ocenić wartości rynkowej pieniądza. Dlatego stopy procentowe ustalane przez banki cetralne są obecnie permanentnie albo poniżej albo powyżej wartości rynkowej. Co tzw. spekulanci wykorzystują - po prostu są w stanie lepiej to oszczacować, niż kilku Panów profesorów, bo działają na szybko weryfikującym ich działania rynku. Zaczynają od małego pompowanka. Jak chwyci, idą za ciosem. Poza tym są poinformowani często lepiej niż NBP, ponieważ mają szybciej dostęp do informacji z rynku (a nie z GUSu), ponieważ są to często banki lub powiązane z nimi instytucje. A finansują się tanim papierem (lub jeszcze tańszym zapisem elektronicznym) z obszarów tak uwielbianej tutaj przez niektórych niskiej inflacji, a najlepiej deflacji (podkreślę - w gospodarce papierowego pieniądza, gdzie poziom inflacji jest powiązany z ceną pieniądza, przez politykę banków centralnych)..
Pozdrawiam
27 Września 2008 o 12:31
@YPSILON:
1.Skłonność do udzielania złych kredytów jest skutkiem między innymi istnienia PRYWATNEJ emisji pieniądza przez PRYWATNE banki, które emitują co najmniej 80% pieniądza znajdującego się w obiegu. Gdyby te banki mogły pożyczać jedynie faktycznie posiadane peniądze z depozytów albo środków własnych byłyby co najmniej trochę bardziej ostrożne.
Odnoszę wrażenie, że z tej wypowiedzi miałoby wynikać, że problemem są prywatne banki, emitujące prywatnie pieniądze. Pragnę zauważyć, że taką możliwość otrzymują baki w Polsce na podstawie trudno dostępnej licencji i przepisów prawa, za które odpowiadają ludzie, na których głosujemy.
Nie wiem, co Ypsilon rozumie przez prywatną emisję, ale u swego źródła jest ona oparta przez obowiązkowe cząstkowe rezerwy (depozyty zabezpieczające w Polsce), jakie bank musi odprowadzać. Jest to kolejny narzędzie NBP obok stopy procentowej, do kontrolowania akcji kredytowej. Im te rezerwy są niższe, tym bank może więcej pożyczać. Ale ogromna część pieniędzy pochodzi w Polce z wydatków rządowych i agencji rządowych. A te w dużej mierze rok do roku są finasowane z kredytu (vide deficyt), który z roku na rok stanowi coraz większy procent naszego PKB. W Polsce nie mamy tego problemu co w USA z powodu tego, że na rynku finansowym rząd polski jest o wiele mniej zaangażowany, a NBP faktycznie jest instytucją rządową, a nie jak FED korporacją, w której rząd ma udziały. Przez to rząd w imieniu obywateli zadłuża się, ale nie ma nad tym pełnej kotroli. U nas taka sytuacja przynajmniej teoretycznie nie występuje. NBP jest w 100% państwową instutucją ryzykującą nasze pieniądze poprzez ustalanie poziomu akcji kredytowej, w konsekwencji inflacji. Pod tym względem odpowiedzialność jest u nas lepsza niż w USA. Stąd też obecna w tej chwili debata nad planem ratunkowym za 700…. USD. Sprawa rozbija się o odpowiedzialność za wydatkowane pieniądze. Są zwolennicy i przeciwnicy tworzenia nowych Hybryd w stylu udział państwa w City.
2.Ciekawe dlaczego zwolennicy wolności chcą uzależnić możliwość dokonywania codziennych zakupów a tym samym swój byt od przemysłu wydobywczego i OBECNYCH właścicieli zapasów złota tylko po to, żeby uzyskać iluzję posiadania “prawdziwego” pieniądza, którego i tak nie będą na co dzień używać, a które będzie leżeć w sejfach jako pokrycie obiegowych banknotów i e-pieniądza pod kontrolą tych samych godnych zaufania ludzi, którzy faktycznie zdefraudowali setki miliardów czy wręcz biliony powodując obecny kryzys?
Jestem zwolennikiem wolności gospodarczej i nie widzę miejsca, w którym miałbym być uzależniony od wydobycia/zapasów złota. Ta ilość jedynie ogranicza kreację pieniądza, a nie produkcję. Jeżeli coś jest naprawdę potrzebne i zostanie wyprodukowane, to znajdzie nabywcę, choćby pieniądza niebyło w ogóle. Pieniądzem może być wszystko. I czasy kryzysu najlepiej to pokazują. Ucieczka do złota jest naturalna. Sam fakt, że nadal jego zapasy są utrzymywane przez państwa jest tego najlepszym dowodem. Dyskusja nie toczy się o to, czy złoto jest dobre czy złe. Dyskusja jest o tym, jak kontrolować systemowo nadmierną kreację pieniądza. System obecny skompromitował się.
Obecny plan ratunkowy, to proteza. Garnek ma wielką dziurę? Nie ma problemu -> zaczniemy wlewać jeszcze więcej i jeszcze szybciej więcej wody. Może w międzyczasie uda załatać się dziurę. Ale wg mnie nie uda się -> jak tylko kryzys przycichnie, wszyscy wrócą do starych praktyk. Lenistwo jest naszą naturalną cechą - każdy woli pracować mniej i dostawać tyle samo, jakby pracował więcej. Bankier i inwestor też.
Nikt rozsądny nie twierdzi, że złoto jest doskonałe. Ma swoje oczywiste wady. Proszę tylko zaproponować lepszy sposób niż bank centralny. W tym systemie jesteśmy uzależnieni od decyzji politycznych i powiązań z polityką wielkiego kapitału (funds of funds). Szary obywatel na pewno na tym nie zyskuje, a głupcy zawsze będą tracić niezależnie od systemu.
Pozdrawiam
28 Września 2008 o 09:40
Czy naprawdę tak trudno zauważyć, że cały ten kryzys, jak również wiele innych, pomniejszych, które miały miejsce wcześniej, są doskonałym i niezbitym dowodem na fałszywość całej “doktryny” gospodarczej UPR? Czy w zauważeniu tego przeszkadza brak inteligencji, czy też jest to wynik nieuczciwości tej partii i jej członków?
28 Września 2008 o 11:45
@Matt:
“Czy wg towarzysza Pachciarza kryzysy gospodarcze biorą się z tego, że ludzie nie chcą wydawać pieniędzy, ale je oszczędzają?”
Nie kryzysy - lecz marazm. Deflacja - to marazm. Odkładanie konsumpcji na później - to marazm. Naprawdę tak trudno mikkolubom to pojąć? Kto szybciej dojdzie do celu - ktoś, kto odkłada wyrusznie w drogę, czy ktoś, kto nie odkłada?
———-
“czy wg towarzysza jakby ludzie nie oszczędzali, ale wszystko wydawali od razu (…) to by kryzysy gospodarcze nie miały miejsca?”
Towarzysz mikkolub na wszystko chce mieć jedną jedyna odpowiedź. Po prostackie wyjaśnienia - do Janusza Mikke. Ja, mądry żydomason wiem, że przyczyn kryzysów jest mnóstwo. Lecz odwlekanie decyzji o zakupie czegokolwiek nie sprzyja gospodarce, to wie każdy Normalny.
———-
“A relację przychód-koszt byłby nam jeszcze tow. pachciarz w podanym przykładzie jednocześnie objaśnić”
Towarzysz mikkolub nie widzi, że nawet jak przy deflacji spadną nie tylko ceny wytwarzanych przez towarzysza mikkoluba lamp, ale i koszty robocizny i inne koszty przy ich wytwarzaniu, i to dokładnie o tę samą wartość - to musi mikkolub uwzględnić, że koszty maleją dla porównywania sprzedaży 10 lamp. Cena jednej lampy spadła dwukrotnie, koszt produkcji jednej lampy spadł tez dwukrotnie.
Ale dla spłacenia raty kredytu najpierw tow. mikkolub musiał sprzedać 10 lamp. a potem 20 lamp!!!
Czyli przedsiębiorca biorący pożyczkę inwestycyjną w gospodarce deflacyjnej dostaje w plecy. A jak i on, i tysiące, miliony jego pożyczających kolegów dostają w plecy - cała gospodarka dostaje w plecy.
Tow. mikkolub paniał, czy dalej mam tłumaczyć jak chłop krowie na miedzy?
28 Września 2008 o 13:22
@ szok
#54: 27 Września 2008 o 12:31
———————————————
szok:
@YPSILON:
„1.Skłonność do udzielania złych kredytów jest skutkiem między innymi istnienia PRYWATNEJ emisji pieniądza przez PRYWATNE banki, które emitują co najmniej 80% pieniądza znajdującego się w obiegu. Gdyby te banki mogły pożyczać jedynie faktycznie posiadane peniądze z depozytów albo środków własnych byłyby co najmniej trochę bardziej ostrożne.”
szok:
Odnoszę wrażenie, że z tej wypowiedzi miałoby wynikać, że problemem są prywatne banki, emitujące prywatnie pieniądze.
Y:
Tak jak napisałem: „między innymi”. Z tym, że banki te emitują nie swoje prywatne waluty lecz walutę narodową. A takie prawo powinien mieć tylko bank centralny. Banki komercyjne powinny jedynie obracać pieniądzem emitowanym przez NBP.
Łatwiej udziela się kredytu tworząc nowy pieniądz niż pożyczając już istniejący, który trzeba najpierw jakoś zdobyć i za to zapłacić.
————
szok:
Pragnę zauważyć, że taką możliwość otrzymują baki w Polsce na podstawie trudno dostępnej licencji i przepisów prawa, za które odpowiadają ludzie, na których głosujemy.
Y:
Zgadza się. U nas też „biją Murzynów”.
Taki kartel emitentów pieniądza, to niewątpliwie żyła złota. A jeśli jeszcze wziąć pod uwagę, że większość tych banków emitentów jest pod kontrolą zagranicznych ośrodków, to wyłania nam się obraz Polski jako kolonii gospodarczej. To MIĘDZY INNYMI skutek myślenia, że trzeba wyprzedawać. Komu? Temu który najwięcej zapłaci. Czym? Wyprodukowanymi z powietrza pieniędzmi. A kto ma te pieniądze? Jeśli najpierw ograbi się własnych obywateli, to jasne, że nie oni.
Co do „ludzi na których głosujemy”, to chyba jakoś tak dziwnie się układa, jak w starym dowcipie politycznym, że „głosujemy jak chcemy, a wybieramy kogo trzeba”. A nawet gdy ktoś niepowołany dostanie się do systemu decyzyjnego nie jest w stanie nic zrobić, bo jest blokowany i bardzo szybko wypchnięty na zewnątrz. No i każda ustawa zagrażająca systemowi zostanie ostatecznie obalona w Trybunale Konstytucyjnym.
————
szok:
Nie wiem, co Ypsilon rozumie przez prywatną emisję, ale u swego źródła jest ona oparta przez obowiązkowe cząstkowe rezerwy (depozyty zabezpieczające w Polsce), jakie bank musi odprowadzać. Jest to kolejny narzędzie NBP obok stopy procentowej, do kontrolowania akcji kredytowej. Im te rezerwy są niższe, tym bank może więcej pożyczać.
Y:
Banki komercyjne udzielając kredytu tworzą i puszczają w obieg czyli emitują nowy pieniądz. Istnienie narzędzi NBP nie zmienia tego faktu.
NBP odpowiada za stabilność pieniądza, ale większość renty emisyjnej inkasują banki prywatne. Można się tu dopatrzyć podobieństw do OFE: państwo tworzy pewne ramy, ale zyski idą do prywatnych kieszeni. Póki inkasuje się składki i potrąca 7% „za zarządzanie” jest dobrze, ale jak przyjdzie do wypłat emerytur, to może być różnie. W ostateczności, gdy zarządzający OFE utopią nasze składki w jakichś upadających funduszach, znów zapłaci państwo czyli my wszyscy. Przy okazji: gdyby nie było ograniczeń co do inwestowania przez OFE za granicą, to ciekawe ile pieniędzy przyszłych emerytów zostałoby utopione w amerykańskich bankrutach?
Sama stopa rezerw obowiązkowych jest narzędziem raczej luźno wpływającym na wielkość akcji kredytowej. Bardziej stopa procentowa. Tyle tylko, że jeśli NBP podnosi stopę, to bankom bardziej się opłaca lokować w bony NBP i oczywiście w różne papiery rządowe. Krótko mówiąc bank centralny najpierw oddaje prawo do emisji pieniądza bankom komercyjnym, a w przypadku gdy te emitują za dużo płaci im odsetkami od bonów za powstrzymanie się od tej emisji. Niezły interes.
————
szok:
Ale ogromna część pieniędzy pochodzi w Polce z wydatków rządowych i agencji rządowych. A te w dużej mierze rok do roku są finasowane z kredytu (vide deficyt), który z roku na rok stanowi coraz większy procent naszego PKB.
Y:
W systemie pieniądza zadłużającego deficyty i rosnący dług na koszt przyszłych pokoleń są nieuniknione. Jeśli nie dług publiczny, to prywatny, bo praktycznie całą emisja pieniądza oparta jest na czyimś długu. Państwu oczywiście łatwiej się zadłużać, bo urzędnicy robią to nie na swój osobisty rachunek.
Dobrą ilustracją działania pieniądza zadłużającego w obecnym systemie bankowym mogą być następujące teksty:
http://www.barter.org.pl/fabian.php
http://www.michaeljournal.org/wyspa.htm
Znany film „Money as debt” też nie zaszkodzi.
A na forum StM między innymi dyskusja na podobny temat, można się przyłączyć:
http://www.forum.michalkiewicz.pl/viewtopic.php?f=6&t=8795
————
28 Września 2008 o 13:23
@ szok
#54: 27 Września 2008 o 12:31
———————————————
cd.
———————————————
szok:
W Polsce nie mamy tego problemu co w USA z powodu (…)
Y:
Jest to jakaś pociecha
————
szok:
Jestem zwolennikiem wolności gospodarczej i nie widzę miejsca, w którym miałbym być uzależniony od wydobycia/zapasów złota.
Y:
Gdyby cały pieniądz obiegowy został oparty na złocie, to takie uzależnienie stałoby się faktem, niezależnie od czyjegokolwiek pola widzenia. Te uwagi odnoszą się oczywiście do zwolenników systemu pieniądza związanego ściśle ze złotem.
————
szok:
Ta ilość jedynie ogranicza kreację pieniądza, a nie produkcję.
Y:
A ponieważ do wymiany i dystrybucji rosnącej produkcji potrzeba coraz więcej pieniędzy, jego względna cena rośnie, rośnie też koszt jego pożyczenia czyli stopa procentowa. Zyskują na tym właściciele złota i jego złóż. Nie widzę żadnego powodu, żeby dawać im ten przywilej naszym kosztem.
————
szok:
Jeżeli coś jest naprawdę potrzebne i zostanie wyprodukowane, to znajdzie nabywcę, choćby pieniądza niebyło w ogóle. Pieniądzem może być wszystko. I czasy kryzysu najlepiej to pokazują.
Y:
No tak, ale my nie chcemy, żeby ciągle był kryzys i żeby pieniądzem musiało być cokolwiek. Wolimy jeśli wszystko się przynajmniej w miarę dobrze kręci, a pieniądz usprawnia wymianę i prowadzi do większego dobrobytu.
————
szok:
Ucieczka do złota jest naturalna. Sam fakt, że nadal jego zapasy są utrzymywane przez państwa jest tego najlepszym dowodem. Dyskusja nie toczy się o to, czy złoto jest dobre czy złe.
Y:
Złoto jest całkiem dobrym pieniądzem tezauryzacyjnym, przechowującym wartość, więc państwa część swoich rezerw trzymają właśnie w złocie. Złoto jest rzeczą, narzędziem i jak każde narzędzie może być użyte dobrze albo źle.
Przy okazji zestawienie ilości złota posiadanych przez państwa:
http://en.wikipedia.org/wiki/Gold_reserves
————
szok:
Dyskusja jest o tym, jak kontrolować systemowo nadmierną kreację pieniądza.
Y:
Tu jest pole do znalezienia nowych, skutecznych i sprawiedliwych rozwiązań. Przede wszystkim trzeba rozdzielić obieg pieniądza transakcyjnego od oszczędnościowo-kredytowego.
Rozwiązaniem alternatywnym może być np. koncepcja pieniądza oprocentowanego ujemnie.
————
szok:
System obecny skompromitował się.
Y:
Już dawno. Tylko świadomość tego faktu jest wciąż niewielka. No, trochę rośnie w momentach kryzysów.
————
szok:
Obecny plan ratunkowy, to proteza. Garnek ma wielką dziurę? Nie ma problemu -> zaczniemy wlewać jeszcze więcej i jeszcze szybciej więcej wody.
Y:
To raczej plan wydojenia, mówiąc bardzo delikatnie, podatników amerykańskich na kolejną dużą kasę. Nawet „z libertariańskiego punktu widzenia” (tak ją określa autor bloga) lepsza wydaje się interwencja państwa tak, jak to zrobiła wcześniej Szwecja w podobnej sytuacji. Podaję link: http://dwagrosze.blogspot.com/2008/09/szwedzka-piguka.html
————
szok:
Nikt rozsądny nie twierdzi, że złoto jest doskonałe. Ma swoje oczywiste wady.
Y:
Złoto jako dodatkowy pieniądz używany do przechowywania wartości – proszę bardzo. Zresztą dzisiaj są możliwości lokowania w złocie. A że marże są wysokie? Trudno. Widać koszty obrotu tym towarem są spore.
Złoto jako podstawa systemu pieniądza obiegowego – nie. Związanie kursu własnej waluty z jednym towarem, którego wartość w innych walutach zmienia się znacząco nie jest dobrym pomysłem. Wystarczającym zabezpieczeniem pieniądza mogą być usługi publiczne dostarczane przez państwo i konieczność płacenia nim podatków.
————
szok:
Proszę tylko zaproponować lepszy sposób niż bank centralny.
Y:
Bank centralny powinien zostać, ale powinien emitować 100% własnej waluty, a nie tylko 15%, jak obecnie NBP.
————
szok:
W tym systemie jesteśmy uzależnieni od decyzji politycznych i powiązań z polityką wielkiego kapitału (funds of funds). Szary obywatel na pewno na tym nie zyskuje, a głupcy zawsze będą tracić niezależnie od systemu.
Y:
A czy należy wystawić tych głupców na nieograniczony żer cwaniaków i złodziei? Kara dla głupca w postaci utraty pieniędzy pewnie jest i dobra, ale jeśli do bogactw dochodzą przy tym oszuści i złodzieje?
Tak to jest. Jesteśmy uzależnieni od tych powiązań. Liberalizm wyłania plutokrację, a ta żeby utrzymać i powiększyć władzę ustawia politykę. To raczej nieuniknione, bo jeśli na tronie sadza się rynek, to można handlować wszystkim: władzą, politykami, zwykłymi ludźmi, ich życiem.
Sam system nawet najlepszy niczego nie załatwi. „Prawdziwa odnowa człowieka i społeczeństwa dokonuje się zawsze za sprawą odnowy sumień. Sama zmiana struktur społecznych, ekonomicznych i politycznych, choć ważna, może się jednak okazać niewykorzystaną szansą, jeśli nie stoją za nią ludzie sumienia”. Autora cytatu podawać chyba nie muszę.
Pozdrawiam
Y
28 Września 2008 o 15:42
Na kretyńskie uwagi lewaków ,składających wszystkie decyzje ekonomiczne w ręce rządu trudno odpowiedzieć . Za duża koncentracja kretynizmu. Dyskutować można wtedy, kiedy jest niewielka rozbieżność opinii . Dlatego nie włączam się.
By doszło do jakiegokolwiek zrozumienia należałoby zacząć od podstaw. Po co wyważać otwarte drzwi? Proponowałbym sesję składającą się z lektur np: Lange , Keynes vs Bohm-Bawerk, Mises ; Galbraith vs Rothbard ; Marx vs Hayek ,itp ,oczekuję dalszych propozycji.
Jeśli ktoś uważa że jest lepszy od ww fachowców niech skondensuje swoje poglądy w jednym miejscu , a być może błyśnie , i zarobi.
Każde zdanie wyrwane z kontekstu można ośmieszyć; ale im mniej osioł ryczy tym trudniej go odkryć . Tu paru (a może jeden) lewackich ryczy wyjątkowo intensywnie
28 Września 2008 o 15:47
żeby jakiś lewacki kretyn nie uczepił się, poprawiam pierwsze zdanie :składających maksimum decyzji ekonomicznych w ręce rządu
28 Września 2008 o 21:04
[...] artykuły z działu “ważne”: ● Robert Gwiazdowski: Wielki Krach oszustów! Profil prawdziwego kapitalisty ● Janusz Korwin Mikke: Kto zarobi na wprowadzeniu euro? Wielki krach za kilka lat? ● Dariusz [...]
30 Września 2008 o 17:47
[...] Korwin Mikke: Wierzysz w Globalne Ocieplenie? Inwestuj na Grenlandii! ● Robert Gwiazdowski: Wielki Krach oszustów! Profil prawdziwego kapitalisty ● Janusz Korwin Mikke: Kto zarobi na wprowadzeniu euro? Wielki krach za kilka lat? ● Dariusz [...]
30 Września 2008 o 20:33
““Tylko przy pieniądzu papierowym, tylko przy pieniądzu papierowym. Dlatego deflacja jest straszna tylko w systemach, gdzie pieniądz nie ma pokrycia w kruszczu. Kiedy ma pokrycie, a stopy procentowe nie są ustalane arbitralnie, deflacja cenowa nie ma nic wspólnego z ceną kredytu.”
Ale ja nie o cenie kredytu mówiłem, lecz o SAMEJ MOŻLIWOŚCI otrzymania kredytu. By komuś pieniądze pożyczyć - trzeba je po prostu mieć. Gdy podczas deflacji pieniądz nie traci wartości, a depozytariusz nie może otrzymać wyskokiego procentu od banku - spada ilość depozytariuszy. Po prostu złoty deflacyjny pieniądz = często skarpeta. Gospodarka nie kręci się szybko z braku kapitału (ograniczenie udzielanych kredytów)
Za to niewielka KONTROLOWANA inflacja zmusza depozytariuszy do oddawania pieniędzy bankom (trzymanie w skarpecie się nie opłaca) - banki mają więcej pieniędzy na kredyty - gospodarka się kręci.
Czy wystarczająco jasno napisałem?”
Chujowo napisałeś bo przy deflacji prościej prostakowi jest zaoszczędzić na swój własny kapitał na biznes bez kontroli przez banki bo to bank (rząd pośrednio) decyduje czy taka a taka działalność jaką chce rozpocząć jest uważana przez bank
za właściwa lub nie (albo bank da kredyt albo nie).
I to właśnie bardzo bolałoby bankierów. Musieliby zająć się normalną pracą.
1 Października 2008 o 09:30
Oczywiście, że Marks miał rację, tylko nie przewidział, że “burżuazja” w większym stopniu podzieli się “wartością dodaną” z “klasą robotniczą” i w ten sposób nie będzie rewolucji. Współczesna “burżuazja” już o tym zapomniała i jeśli nic się nie zmieni to rewolucja jest możliwa.
2 Października 2008 o 19:19
[...] temacie: Publicystyka o kryzysie ● Tomasz Sommer: Dobre strony kryzysu ● Robert Gwiazdowski: Wielki Krach oszustów! Profil prawdziwego kapitalisty ● Dziennik Polska: Załamanie to wynik działania państwa ● Robert Gwiazdowski: Wstrętni [...]
8 Października 2008 o 02:36
[...] Korwin Mikke: Wierzysz w Globalne Ocieplenie? Inwestuj na Grenlandii! ● Robert Gwiazdowski: Wielki Krach oszustów! Profil prawdziwego kapitalisty ● Janusz Korwin Mikke: Kto zarobi na wprowadzeniu euro? Wielki krach za kilka lat? ● Dariusz [...]
9 Października 2008 o 16:39
[...] Korwin Mikke: Wierzysz w Globalne Ocieplenie? Inwestuj na Grenlandii! ● Robert Gwiazdowski: Wielki Krach oszustów! Profil prawdziwego kapitalisty ● Janusz Korwin Mikke: Kto zarobi na wprowadzeniu euro? Wielki krach za kilka lat? ● Dariusz [...]
13 Października 2008 o 14:22
[...] Korwin Mikke: Wierzysz w Globalne Ocieplenie? Inwestuj na Grenlandii! ● Robert Gwiazdowski: Wielki Krach oszustów! Profil prawdziwego kapitalisty ● Janusz Korwin Mikke: Kto zarobi na wprowadzeniu euro? Wielki krach za kilka lat? ● Dariusz [...]
16 Października 2008 o 20:47
[...] Korwin Mikke: Wierzysz w Globalne Ocieplenie? Inwestuj na Grenlandii! ● Robert Gwiazdowski: Wielki Krach oszustów! Profil prawdziwego kapitalisty ● Janusz Korwin Mikke: Kto zarobi na wprowadzeniu euro? Wielki krach za kilka lat? ● Dariusz [...]
4 Grudnia 2008 o 20:45
[...] http://clerk.house.gov/evs/2008/roll681.xml http://www.ark.pl/rys/Biuletyn_sierpien_2002.pdf http://nczas.com/wazne/wielki-krach-oszustow/ http://www.tinyurl.pl/?n9DOcLvf http://piotrdiy.wordpress.com/ [...]