Francuska masoneria tradycyjnie walczy z bożonarodzeniową szopką

Wandea to na mapie Francji region dość szczególny ze względu na historię i konotacje antyrewolucyjne związane z powstaniem broniących wiary katolickiej szuanów. Być może dlatego ten region, rządzony od lat przez polityków prawicy, znajduje się pod baczną obserwacją tzw. obrońców laickości republikańskiej. Ostatnio nie spodobała się im bożonarodzeniowa szopka wystawiana co roku w holu budynku Rady Regionu Kraju Loary w La Roche-sur-Yon. Przeciw szopce protestowano już dwa lata temu, zarzucając, że nie pasuje ona do publicznego charakteru budynku i narusza zasady rozdziału Kościoła od państwa. List w tej sprawie napisał szef miejscowego stowarzyszenia wolnomyślicieli Libre Pensée (Wolna Myśl). Szef regionu, Bruno Retailleau, udzielił kurtuazyjnej odpowiedzi, powołując się na długoletnią tradycję.

W tym roku wolnomyśliciele poszli jednak dalej i skierowali sprawę do sądu. Trybunał w Nantes, który rozpatrywał skargę, orzekł, że szopka „jest niekompatybilna z zasadą neutralności służb publicznych”. Figurki świętych, osiołek i wół mają więc trafić do szafy. Rada Generalna Wandei powoływała się przed trybunałem na to, że szopka ma charakter wystawy (podobnie jak w muzeum) i wskazywała na głęboko zakorzenione lokalne tradycje. Sąd nie podzielił tego zdania i uznał, że siedziba rady jest odwiedzana przez ludzi różnych wyznań i powinna zachowywać neutralność wobec kultów religijnych. Składające skargę stowarzyszenie argumentowało, że szopka to emblemat religijny, w dodatku konkretnego wyznania – katolicyzmu – i jako taki narusza neutralność budynku publicznego.

Nie jest to pierwsza tego typu akcja wolnomyślicieli. Wcześniej doprowadzili oni m.in. do likwidacji szopki związku zawodowego kolejarzy i atakowali żłóbek wystawiony w merostwie Béziers. W imię obrony świeckiego charakteru państwa stowarzyszenie stara się eliminować jakiekolwiek ślady chrześcijaństwa z przestrzeni publicznej. Jak się okazuje – skutecznie.

Sąd w Nantes podzielił w tym przypadku opinię wolnomyślicieli, ale rada konserwatywnego departamentu zapowiedziała apelację i podjęcie wszystkich możliwych środków odwoławczych, z apelacją do Trybunału w Strasburgu włącznie. Szef regionu i zarazem przewodniczący grupy UMP w Senacie, Bernard Retailleau, stwierdził, że poszanowanie świeckiego charakteru państwa nie może oznaczać odrzucenia tradycji i korzeni kultury. Retorycznie pytał, czy sąd zabroni także umieszczania gwiazdek na bożonarodzeniowych ozdobach i girlandach, którymi miasta dekorują ulice. Jego zdaniem, szopka to nie tylko element tradycji religijnej, ale i wspólnej tradycji Francuzów o charakterze dziedzictwa narodowego. Retailleau dodał, że naród bez pamięci jest też narodem bez przyszłości i rządzący powinni o tym pamiętać, zwłaszcza w czasie kryzysu.

Swojego oburzenia nie krył też rządzący przez lata w Wandei prawicowy polityk Filip de Villiers. Wyrok uznał za skandal i przejaw totalitaryzmu. Dodał, że „Francja jest ziemią chrześcijaństwa, a zamordystyczny laicyzm jest niezgodny z jej tradycją i zwyczajami”. De Villiers także pytał, czy ten „dogmatyczny sekularyzm doprowadzi też wkrótce do zakazu np. bicia w kościelne dzwony”.

Wyrok sądu w Nantes ma też charakter precedensu. Sędziowie powołali się na dosłowne rozumienie art. 28 ustawy o rozdziale państwa od Kościołów z 1905 roku, który mówi, że „nie można umieszczać symboli religijnych na i w obiektach publicznych, poza wyodrębnionymi miejscami jak cmentarze, miejsca kultu, muzea, wystawy”. Tymczasem np. w całej południowo-wschodniej Francji szopki uznaje się już za element lokalnej tradycji i nikt sobie takich restrykcji nawet nie wyobraża. Wandea leży na Zachodzie, ale w takim razie powstaje pytanie: co z art. 1 konstytucji, który mówi o „równości wszystkich obywateli wobec prawa i niepodzielności Republiki”? Dlaczego można zakazywać szopek w Wandei, a jednocześnie stawiać je w Alzacji czy w Awinionie? Gdzie są granice walki o świeckość państwa, a przede wszystkim granice zdrowego rozsądku, który we Francji zaczyna przegrywać z ideologicznymi wrogami religii.

Szef sekcji wolnomyślicieli w Wandei Jan Regourd na pytanie, czy prosty żłóbek może zagrażać Republice, odpowiedział twierdząco i dodał, że „otwiera to drogę do innych roszczeń”. Jego zdaniem, nie istnieje bowiem w Republice żadna „tradycja kulturowa, tylko świecka tradycja wywodząca się z rewolucji 1789 roku”.

Z kolei przewodniczący rządowego Obserwatorium Świeckości Państwa Mikołaj Cadène mówił już o „indywidualnych przypadkach, o których musi rozstrzygać sąd”. Dodał, że wystawianie szopek może być dozwolone, bo trzeba zachowywać zdrowy rozsądek. Przy tej okazji można przypomnieć, że stróżom świeckości państwa podpadł już wcześniej sam herb Wandei. Przedstawia on połączone koroną z krzyżem dwa serca. Logo to znajduje się na wszystkich urzędach Wandei.

W 1999 roku jego zgodnością ze świeckością państwa także zajmował się Trybunał w Nantes. Sędziowie uznali wtedy, że symbol szuanów jest jednak elementem historii i zasad laicyzmu nie narusza…

Przy okazji tego tematu zatrzymajmy się jeszcze w Béziers, gdzie mer Robert Ménard znalazł się pod podobną presją ze strony stowarzyszeń laickich. Sytuacja jest podobna, bo szopka znalazła się w holu siedziby merostwa. Wolnomyśliciele złożyli na niego donos do prefekta i zagrozili sądem. Ménard został wywołany przez prefekturę, ale oświadczył, że jego szopka bożonarodzeniowa należy do programu kulturalnego miasta na koniec tego roku. Jego zdaniem, akcja wolnomyślicieli jest groteskowa i przykłada dwie różne miary do rozmaitych wydarzeń.

Ménard przypomniał, że kiedy socjalistyczne merostwo Paryża robi sobie obchody ramadanu, to należy to do sfery kultury, ale szopka jest już, wg „ajatollahów laicyzmu”, symbolem na wskroś religijnym. Mer poinformował także, że na inauguracji szopki obecny był nawet imam, któremu to nie przeszkadzało. Jak tak dalej pójdzie – dodał Ménard – to pewnie będą zmieniali nawet i kalendarz, w którym tak ważne są narodziny Chrystusa.

Tegoroczna awantura o żłóbki wywołała jednak i kontrakcję i stała się kolejnym symbolem przebudzenia wielu Francuzów. Burmistrz Ménard otrzymuje wyrazy poparcia za postawienie się miejscowemu prefektowi, który żąda demontażu szopki w merostwie. Akcja wolnomyślicieli wywołała skutek odwrotny od przewidzianego.
Obrona szopki nabrała wymiaru obrony zachodniej cywilizacji i sprzeciwu wobec pomysłom multikulturalizmu. Głos w tej sprawie zabiera wielu intelektualistów, którzy mówią wprost o cywilizacyjnej wojnie i aroganckim dogmatyzmie lewicy.

Pisarz Krystian Combez napisał nawet do stowarzyszenia wolnomyślicieli list otwarty, w którym ironicznie żąda konsekwencji w rugowaniu symboli katolicyzmu z przestrzeni publicznej i pyta, kiedy dojdzie np. do zmiany nazw miejscowości zawierających w nazwie odniesienie do różnych świętych postaci. W samej Wandei miejscowości z przedrostkiem „Saint” („Święty”) jest bowiem około 70…

  • Tomasz

    Proponuje Francuzom wykreslenie z podrecznikow histori i wszystkich dokumentow historycznych wszelkich wzmianek o sprawach religijnych. Musza przeciez stac w sprzecznosci ze swieckoscia panstwa.
    Musza tez pamietac, ze krolowie francuscy byli pomazancami papierzy , wiec musi o nich byc wymazana wszelka wzmianka.
    Oczywiscie spalimy wszystkie wydania 3 muszkieterow, bo jaki sens ma ta powiesc bez kardynala R.

    • dzezik

      dokladnie. fakt że bóg to wynalazek naszego mozgu a religia to tylko narzedzie do sterowania ludem nie wynika, że oficjalne odrzucenie idei boga oraz kosciola jako glownego narzedzia zarzadzania narodem oznacza wykastrowanie spoleczenstwa z kultury i zwyczajow a tymbardziej nie da sie tego zrobic ze wzgledow historycznych. to nie ma nic wspolnego z ateizmem, laickim panstwem, to zwykla zlosliwosc wobec kosciola. a imprezy sportowe, a wystawy w plenerze, rozme wiece i spotkania o tematyce niereligijnej? czym one są lepsze czy gorsze od religijnych. jakos trzeba sie dzieli przestrzenia publiczna

  • Maciej

    Od czasów Wielkiej Rewolucji Francja to najglupsze, najbardziej zadufane w sobie i totalitarne mentalnie państwo na świecie.

  • Marcin Bakalarski

    Bardzo mylny jest tytuł tego artykułu”Francuska masoneria…”
    Nie można używać słowa „wolnomyśliciel” jako synonim „wolnomularza”, co notorycznie powoduję przypuszczenie tutaj, że jakoby Ci „wolnomyśliciele” wchodzi w skład zakonu sztuki królewskiej. Sama nazwa „Francuska masoneria” też wprowadza w błąd, jeżeli autor chciał się wyrazić o Wielkim Wschodzie Francji, który masonerią nie jest, a quasimasońskim tworem. Lożę Masońskie pod przewodnictwem GLoE, nie utrzymują ani kontaktów ani nawet nie rozmawiają z tym jakby się mogło wydawać „odłamem” masonerii. Więc używanie tu słowa masoneria w domyślę jakiś pro-laickich ruchów jest grubo przesadzone i błędne. Z artykułu nie można wywnioskować czy te osoby są członkami któreś z lóż czy po prostu mniemają się za masonów (których w historii było wielu).