„Co nie jest zabronione, jest dozwolone”. 29 rocznica wprowadzenia ustawy Wilczka – najbardziej liberalnego prawa w PRL

ustawa wilczka wolność gospodarcza liberalizm

Dokładnie 28 lat temu, kiedy między Bugiem a Odrą stacjonowały wojska Armii Czerwonej, krajem rządził Wojciech Jaruzelski, doszło do rewolucji w PRL-owskim systemie gospodarczym, który chylił się ku upadkowi.

Chodzi o wprowadzenie ustawy z dnia 23 grudnia 1988 roku o działalności gospodarczej – tak brzmi pełna, oficjalna nazwa ustawy Wilczka, o której mowa. Mieściła się ona na zaledwie pięciu stronach maszynopisu i zawierała 54 artykuły, z czego jedynie 24 dotyczyły regulacji działalności gospodarczej, a reszta to przepisy przejściowe i zmieniające inne ustawy.

Tempo pozytywnych zmian, po wejściu w życie ustawy było wręcz niesłychane, dla obecnych przedsiębiorców nie do osiągnięcia. Od początku 1989 roku pojawiły się na ulicach towary, które wcześniej można było oglądać jedynie za szkłem w Pewexach. Rynkowe stragany witały klientów głośną muzyką, z którą Ci stykali się pierwszy raz.

Patrząc na sejmową „biegunkę legislacyjną” i zawiłość uchwalanych obecnie ustaw, już sama skromna ilość artykułów tej ustawy czyni ją niedoścignioną. Przypomnijmy, że rok 2017 przyniósł nam kolejny rekord w ilości wprowadzonych w życie przepisów.

Czytaj więcej: Trump podpisał ustawę radykalnie obniżającą podatki. Efekt? Firmy rozdają pracownikom premie świąteczne i dają podwyżki

Co jednak sprawiało, że o ustawie autorstwa Mieczysława Wilczka można mówić w superlatywach? Najlepiej jej charakter oddają dwa kluczowe artykuły:

Art. 1. Podejmowanie i prowadzenie działalności gospodarczej jest wolne i dozwolone każdemu na równych prawach, z zachowaniem warunków określonych przepisami prawa.

Art. 4. Podmioty gospodarcze w ramach prowadzonej działalności gospodarczej mogą dokonywać czynności oraz działania, które nie są przez prawo zabronione.

Łyżką dziegciu w tej ustawie były obszary zastrzeżone. Tych było jednak jedynie 11, patrząc na trudy przeprowadzania ustaw deregulujących dostęp do niektórych zawodów w tej i poprzedniej kadencji Sejmu, ciężko w to uwierzyć. Wśród nich szczególną uwagę zwracają nieliczne państwowe monopole i kwestie bezpieczeństwa.

Koncesję uzyskać trzeba było w takich obszarach jak: wydobywania kopalin podlegających prawu górniczemu, przetwórstwa i obrotu metalami szlachetnymi, wytwarzania i obrotu materiałami wybuchowymi, bronią i amunicją, wyrobu, oczyszczania i odwadniania spirytusu, wytwarzania środków farmaceutycznych, wytwarzania wyrobów tytoniowych, transportu morskiego oraz lotniczego, obrotu dobrami kultury powstałymi przed 1945 rokiem, usług ochrony osób i mienia.

Co więcej, zgłoszenia do ewidencji nie wymagały „uboczne zajęcia zarobkowe”, przez co rozumiemy wytwarzanie, naprawę i handel przedmiotami użytku domowego, rękodzieło artystyczne czy też handel nieprzetworzonymi produktami rolnymi, ogrodniczymi, leśnymi i hodowlanymi.

Wprowadzenie tej ustawy można wytłumaczyć powiedzeniem „kiedy wszystkie inne rozwiązania zawodzą, czas na zdrowy rozsądek”. Przedstawiciele władz PRL nie nawrócili się na liberalizm gospodarczy, zmusiła ich do tego sytuacja. Stan kraju, w którym przez 45 lat budowano socjalizm, był opłakany, wprowadzenie wolnościowej ustawy było więc korzystne zarówno dla obywateli, jak i dla władzy.

Cud gospodarczy, bo tak można określić to, co stało się po wprowadzeniu ustawy Wilczka, powstał w rzeczywistości całkowicie innej niż dzisiejsza. Było to możliwe bez dzisiejszych technologii internetowych, telefonów komórkowych i dobrej komunikacji.

Postulat przywrócenia ustawy Wilczka od wielu lat pojawia się na sztandarach zwolenników wolnego rynku. Jednak zamiast tego wicepremier Morawiecki funduje nam ustawy, którymi chce kontrolować każdy aspekt życia gospodarczego w Polsce. Porzekadło, iż „historia uczy, lecz nie każdego”, pasuje tutaj idealnie. Patrząc na tempo uchwalania kolejnych, skomplikowanych pod względem prawnym, ustaw, należy stwierdzić, że spowodowanie ponownego cudu gospodarczego nad Wisłą jest banalnie proste. Do tego jednak potrzeba dobrych chęci.

Warto przeczytać: Brawo panie Morawiecki! Wzrost stopy podatkowej i spadek Polski w rankingu wolności gospodarczej