Dekomunizacja w Warszawie dotknie ulicy Johna Lenona? „Przecież jego piosenka to manifest komunistyczny”

Lenon Dekomunizacja Beatles Imagine
John Lenon. / fot. Wikimedia

Dekomunizacja w Warszawie może przybrać niespodziewany obrót spraw, a wszystko za sprawą małej alejki Lenona.

Chodzi o Johna Lenona, jednego z „Beatelsów”. Polityk Prawa i Sprawiedliwości Filip Frąckowiak miał zaproponować, aby przy okazji dekomunizacji zmienić nazwę tej alejki.

Powód? Lenon miał poglądy komunistyczne, choć wprost nie nazywał siebie komunistą, a jedna z najpopularniejszych piosenek Lenona „Imagine” to hymn komunistyczny – przez wielu nazywany nową Międzynarodówką.

Zobacz także: Dekomunizacja według Sosnowca. Chcą przemianować rondo Gierka na Trumpa. Radni są przeciw

To właściwie manifest komunistyczny. (…) „Imagine” zawiera przekaz pokryty lukrem.  I niemal wszędzie jest przebojem: ta antyreligijna, antynacjonalistyczna, nonkonformistyczna i antykapitalistyczna piosenka – mówił sam Lenon.

Lennona trzeba by zdekomunizować. Przecież jego piosenka „Imagine” to manifest komunistyczny  – powiedział polityk PiS-u, wg relacji „Gazety Wyborczej”.

Sam Frąckowiak podkreśla, że była to jego prywatna opinia i nie miała na celu faktycznej dekomunizacji tej ulicy, ani nie była stanowiskiem klubu.

Nigdy nie planowałem dekomunizować ulicy Johna Lennona, ku czemu nie ma podstaw w myśl prawa Rzeczypospolitej. Moje słowa, które padły na posiedzeniu Komisji ds. Nazewnictwa Miejskiego, zostały opacznie zrozumiane. Pragnę także podkreślić, że wypowiedź nie miała związku z pracami Komisji. Wypowiedź nie miała także związku z pracami Klubu Radnych Prawa i Sprawiedliwości i nie była konsultowana z władzami Klubu. Oświadczam także, że rozumiem i akceptuję uzasadnienie dla nadania imienia Tadeusza Mazowieckiego parkowi w dzielnicy Śródmieście. Moje negatywne stanowisko w tej sprawie, które wyraziłem w Komisji, jest podyktowane osobistymi doświadczeniami i nie było konsultowane z władzami Klubu Radnych Prawa i Sprawiedliwości – wyjaśnia polityk.

Warto przeczytać: Rezolucja w sprawie Polski, spuścizna rewolucji bolszewickiej a prawdziwe oblicze Unii Europejskiej

  • BaSz

    Na Zachodzie czerwonych jak mrówków, bo nie mają najbledszego pojęcia, jak wygląda życie w komunizmie. A może powinno się ich tego nauczać? Jak wiadomo, w Stanach kluby survivalu, oraz rozliczne towarzystwa strzeleckie, czy też ochotnicze „milicje” — są mocno patriotyczne, i popierają (z wzajemnością) republikanów. Na organizowane przez nich zajęcia przybywają osoby posiadające również poglądy bliższe prawicy (amerykańskiej). Ale, gdybym miał na te organizacje jakiś wpływ, czy kontakt, to bym im zasugerował, aby prócz arcyważnej sztuki przetrwania z dala od cywilizacji, rozpoczęły zajęcia z socjalizmu realnego: powinny one zacząć organizować kilkutygodniowe, zamknięte (to ważne!) obozy, w których chętni mogliby zapoznawać się z kilkoma ważnymi aspektami „przodującego” ustroju. Ponieważ siłą rzeczy taki obóz mógłby trwać jedynie tyle, ile Amerykanin może uzyskać urlopu, tedy powinien być to kurs intensywny: zero własności prywatnej, konfiskata przedmiotów i pieniędzy, jednakowa dieta dla wszystkich, zakaz „podjadania”, kolektywne debatowanie nad sporami pomiędzy uczestnikami, sądy „ludowe”, kilku etatowych politruków (funkcja arcyważna), zakaz niezarejestrowanych zgromadzeń (więcej niż dwie osoby), konieczność składania różnych „sprawozdań”, no i czuwająca nad wszystkim Partia. Można by jej członków rekrutować spośród co zagorzalszych zwolenników tego „roz-stroju”, skutek gwarantowany, jako że nieodmiennie będą to jednostki patologiczne.

    Oczywiście liczyć należy się z tym, że część uczestników w takich rozwiązaniach zasmakuje, siły na to nie ma. Ale jest spora szansa, że większość jednak zrozumie, iż socjalizm ma dobry jedynie pijar, zaś jego walory użytkowe nieodmiennie muszą przegrać z tym, czego żaden brodaty piewca z Trewiru wymyślać nie musiał. Właśnie tak: socjalizm został wymyślony, zaś do idei Wolnego Rynku dochodzono wiele tysięcy lat, pośród pasma błędów, prób mnie udanych, a czasem i cierpień. A gdy już zbliżać się zaczęła tego systemu pełnia zalet — to przyszedł cały legion szkodników, i zaczął cofać świat do rozwiązań rodem z epoki wspólnoty plemiennej.

    Jak przetrwać bolszewicką okupację” — to by dopiero był prawdziwy survival!

  • Tobias Meiner

    Dobry boże, kolejny głupek. Nie ma wielu rzeczy bardziej żałosnych niż ludzie, którzy mówią głupoty, a później, kiedy już zorientują się, co palnęli, próbują się wykręcać zamiast powiedzieć wprost ‚no faktycznie, palnąłem bzdurę’. Polityk, który mówi coś, nie rozumiejąc, że w oficjalnych sytuacjach jest przedstawicielem swojego klubu, partii i wyborców i nie może po prostu wyrażać prywatnych opinii nie zaznaczywszy tego wyraźnie, nie nadaje się do takiej pracy.