- Wcale nie tęsknię za szkołą - uśmiecha się Agata Sumisławska. Od września nie chodzi do szkoły, bo tak zdecydowali jej rodzice. Na razie z dobrym skutkiem: po lekcjach w szkole np. z historii miała trójkę, a teraz, po nauczaniu domowym, na semestr dostała szóstkę.
Codziennie już o 7.30 siada do nauki przy kuchennym stole. - Uczymy się według podręczników. Przerabiamy wszystko zgodnie z programem piątej klasy, ale w domowym nauczaniu jest o wiele łatwiej łączyć przedmioty i zagadnienia. Przez to nauka jest ciekawsza i skuteczniejsza - tłumaczy H. Sumisławska. Kiedy przerabiają starożytną Grecję na historii, to w ramach języka polskiego Agata pisze zaproszenie od Afrodyty do Zeusa.
Sumisławscy są z wykształceni nauczycielami - pani Halina matematyczką, pan Marek fizykiem. Ona pracuje w prywatnym liceum, on prowadzi własną działalność. Główną nauczycielką Agaty jest mama. O 9.30 pani Halina z reguły wychodzi do pracy. Wtedy Agata uczy się sama, a po powrocie później znów razem siadają do książek.
Agata nie prowadzi zeszytów. Założyła tylko do matematyki. Reszta to drukowane testy, karteczki z pytaniami i odpowiedziami, które przygotowuje sama. Ile godzin dziennie poświęca na naukę? - Cztery, może mniej, zależy, czym się zajmujemy - mówi jej mama. Podkreśla też, że nauka to nie tylko podręczniki. - Przy każdej okazji Agata może się dowiedzieć czegoś nowego, nawet przy gotowaniu - śmieje się mama dziewczynki.
Na to, żeby uczyć Agatę w domu, wpadła wraz z mężem. - Zauważyliśmy, że córka w szkole się nie rozwija. Zaczęłam zbierać książki, żeby pomagać jej w nauce popołudniami. Ale jaki to miało sens, kiedy dziecko było zmęczone… Wtedy w internecie znalazłam informację o edukacji domowej - opowiada.
Na wniosek rodziców lub opiekunów dyrektor szkoły może udzielić zgody na spełnianie obowiązku nauki w domu. - Dyrekcja sprawuje nadzór nad uczniem i przeprowadza egzaminy klasyfikacyjne - tłumaczy kurator oświaty Roman Sondej.
Dyrekcja Szkoły Podstawowej nr 13 przy ul. Szwoleżerów nie robiła żadnych problemów. - To dla nas nowość, co nie znaczy, że nie warto spróbować - mówi dyrektor trzynastki Tadeusz Wierzbicki. Umówił się z rodziną, że Agata będzie zaliczała każdy przedmiot na zakończenie semestru. Jeśli egzaminy wypadną słabo, dziewczynka wróci do szkoły.
Agata jest już po dwóch egzaminach: z języka angielskiego i z historii. Z obu dostała szóstki. - A na koniec piątej klasy z historii miała tylko tróję - mówi H. Sumisławska. Pozostałe przedmioty będzie zdawała w styczniu. - Nie ma się czego bać - śmieje się 11-latka. Na pierwszym egzaminie była zestresowana, ale kiedy zobaczyła pytania, odpowiadała z marszu.
Agata jest uczennicą piątej klasy w SP 13. Ma legitymację szkolną, może uczestniczyć w zajęciach dodatkowych, została nawet zaproszona przez wychowawczynię na wycieczkę klasową. - Nie chciałam jechać, bo nasza stara klasa się rozsypała. Ale z niektórymi koleżankami nadal się kontaktuję - mówi. Twierdzi, że w ogóle nie tęskni za szkołą. - Mam znajomych na podwórku, chodzę na ćwiczenia korekcyjne, na angielski. Wcale mi się nie nudzi - mówi Agata.
Pani Halina nie wie, jak długo będą uczyli córkę w domu. - Zależy od Agaty. Starszej córce też proponowaliśmy taki system, ale jest zafascynowana szkołą i świetnie sobie w niej radzi - H. Sumisławska mówi o 15-letniej Ani z trzeciej klasy gimnazjum w trzynastce. Sumisławscy cały czas są też w kontakcie z innymi rodzicami w kraju, którzy już wcześniej wzięli na siebie edukację swoich dzieci.
źródło i całość tekstu: Gazeta Lubelska
Od początku lipca obowiązuje “opłata za wprowadzanie ścieków opadowych i roztopowych do miejskiej kanalizacji deszczowej”. 8 komentarzy
Słowacki rząd chce sprawdzić, jak wprowadzenie euro wpłynęło na preferencje zakupowe. 10 komentarzy
Dziura w FUS może wynieść 8 mld zł. Aby łatać budżet, ZUS zaciągnął wczoraj kredyt na 200 mln złotych. 5 komentarzy
Według “badań” przeprowadzonych na zlecenie Jewish Political Studies Review żydom należy się grubo ponad 100 mld. dol. 24 komentarzy
Sąd Najwyższy uznał (stosunkiem głosów 5 do 4), że: “Biali strażacy cierpieli dyskryminację z powodu swej rasy!”. 12 komentarzy
Według autora skargi Felicjana G., państwo łamie konstytucję, bo zmusza obywateli do działania pod przymusem. 9 lipca zbada to Trybunał Konstytucyjny! 22 komentarzy
Szefowa szwedzkiego Stowarzyszenia do Spraw Edukacji Seksualnej: “Trzeba raz na zawsze powiedzieć: Błona dziewicza nie istnieje!” 45 komentarzy
30 Grudnia 2008 o 19:51
@1
czy aż tak boli pana agenta że ktoś może oderwać się od Jedynie Słusznego Obowiązku Szkolnego? W sumie nie całkowicie bo ten sam program, ale też boli prawda?
30 Grudnia 2008 o 20:09
Edukacja domowa to kradzież dzieciństwa. Wiem, bo jestem jej ofiarą. Człowiek musi mieć kontakt z rówieśnikami. A szczególnie nastolatki! Inaczej ma spaprane dzieciństwo bez odpowiednich wspomnień i doświadczeń. Wchodzi w dorosłość bez umiejętności interpersonalnych, poczucia spełnienia i gotowości. Jak wiele zawodów nie wymaga umiejętności interpersonalnych? Ja też w jej wieku nie tęskniłem za szkołą. Z powodu tego, że z przyczyn zdrowotnych pierwsze cztery klasy spędziłem w domu, dzieci traktowały mnie jak jakieś dziwadło. Prawdziwe piekło. Podręcznikowy materiał na ofermę klasową.
30 Grudnia 2008 o 20:22
przecież chodzi na angielski i ćwiczenia, ma czas na zabawe itp. Cieszy się. Co innego zmuszać.
30 Grudnia 2008 o 20:26
dla autorów(o ile nie znają): polecam bliżej przyjrzeć się działalności Richarda Feynmana krytykował wtrącanie się państwa do edukacji, i od strony jakości nauczania i od strony pracy jako wykładowca, mnóstwo o tym w “Pan raczy żartować panie Feynman”, na zasadzie systemu edukacji w Brazylii - czyli uczymy sie formułek a nie rozwiązywania problemów. Na przykładzie podręczników dla liceum- jak można spaprać tyle młodych umysłów przez odgórny plan nauczania+cwaniactwo przy zatwierdzaniu programu. Promował podejście: nie wierzyć autorytetom, sprawdzać samemu. Jak sam mówi uczył się głównie samemu i przez praktykę- rozwiązywanie problemów a zainteresowanie naukami ścisłymi wyniósł z domu rodzinnego, gdzie ojciec zachęcał go do zadawania pytań i sięgania do istoty rzeczy. Czy takie podejście skutkowało skrzywieniem i osamotnieniem można sprawdzić na wikipedii osiągnięcia tego pana.
30 Grudnia 2008 o 20:29
@Cynik
najwyraźniej rodzice tej dziewczynki muszą trzymać te dwie siostry odseparowane bo Agata widziałaby jaka szczęśliwa jest jej siostra, która lubi chodzić do szkoły :P
30 Grudnia 2008 o 20:33
“Codziennie już o 7.30 siada do nauki przy kuchennym stole. ”
Dom “meneli”, gdzie nawet normalnego stołu nie ma. To jakaś drwina z “domowego kuchennego nauczania.” :-)
Jak juz ktos chce uczyc dziecko w domu, to przynajmniej niech postara sie o oddzielny pokój do nauki z kompem i sala gimnastyczna. Jak uczyć w domu to w jakiś normalnych warunkach, a nie przy stole kuchennym.
“Sumisławscy są z wykształceni nauczycielami”
Nie jestem przeciwnikiem domowego nauczania, ale jak to nauczanie ma tak wygladać, jak opisane w powyzszym tekscie, to mam mieszane uczucia.
Przecież ci rodzice nie maja nawet czasu wyjśc z dzieckiem na spacer i z nim porozmawiać. Oni szkołę przenoszą do domu.
Nauczanie domowe chyba powinno inaczej wyglądać.
30 Grudnia 2008 o 20:37
@ Anna O.
Czy gdyby nie wysłano Pani do szkoły nauki mówienia i chodzenia to do tej pory by Pani tego nie potrafiła?
30 Grudnia 2008 o 20:49
@Anna O nie wszyscy potrzebuja biurka w stylu LXIV !!
30 Grudnia 2008 o 20:56
Laminin
Widać że w wieku 11 lat jeszcze nie poczuła się nastolatką. Poczuje za rok, za dwa, albo za tydzień. A ja miałem czas zabawę. Miałem. Klocki sam ze sobą. Są szkoły prywatne.
30 Grudnia 2008 o 21:00
@gtc:
“nie wszyscy potrzebuja biurka w stylu LXIV !!”
Myśli pan, że dzieci powinny uczyć sie przy stole kuchennym, a nie przy normalnych biurkach.
Biurko w stylu LXIV byłoby trochę niepraktyczne. Sama mam w domu tzw “dyrektorskie biurka”. :-)
====
@laminim:
“Czy gdyby nie wysłano Pani do szkoły nauki mówienia i chodzenia to do tej pory by Pani tego nie potrafiła?”
Chciał pan chyba cos innego napisać. :-) :-) Nie wiem o co panu chodzi. :-) Dziecko uczy sie chodzic tak mniej wiecej, gdy ma roczek. Ja własnie wtedy nauczyłam sie chodzić. Mówić nauczyłam sie trochę później. Jak byłam w przedszkolu to już mówiłam. :-)
30 Grudnia 2008 o 21:04
Dzisiaj oglądałem sobie z nudów stare filmiki z JKM, i widziałem dyskusję o tym, jakim jest szowinistą i antykobiecym chamem. Zawsze odnoszę się z lekkim dystansem do jego wypowiedzi o kobietach - JKM ma w gruncie rzeczy rację, ale nie umie jej dyplomatycznie wyrazić. Prezenterka zacz z jadem wrzeszczała i plotła bzdury. Ja oczywiście nie uważam, że wszystkie kobiety są takie nielogiczne. A tu wchodzę i czytam wypowiedź p. Anny O., że jak można się uczyć na kuchennym stole. Kur… jak wstawią jakiś inny stół to się będzie lepiej uczyć? Jezus Maryja, trochę pomyślunku.
30 Grudnia 2008 o 21:11
@Anna O.
Weź nie troluj. Czepiasz się nieistotnej pierdoły. Stół to stół. Przy stole kuchennym lubiłem sobie czytać komiksy i jakoś żyję.
30 Grudnia 2008 o 21:11
@V:
“A tu wchodzę i czytam wypowiedź p. Anny O., że jak można się uczyć na kuchennym stole. Kur… jak wstawią jakiś inny stół to się będzie lepiej uczyć? Jezus Maryja, trochę pomyślunku.”
Czy pan wie dlaczego w Polsce architekci nie potrafili dobrze projektować?
Nigdy nic nie widzieli, nie wyjezdzali zagranicę i projektowali takie maszkarony jak “URSYNÓW”.
Projektowali te obrzydlistwa tylko dlatego, że własnie poza kuchennym stołem nic nie widzieli w dzieciństwie.
Czy pan w ogóle wie, co to znaczy byc wykszałconym?
Czy pan chce, abysmy powrócili do tzw “socjalizmu”, gdzie nic nie było?
30 Grudnia 2008 o 21:16
@Cynik:
“Czepiasz się nieistotnej pierdoły. Stół to stół. Przy stole kuchennym lubiłem sobie czytać komiksy i jakoś żyję.”
Ja nie mam nic przeciwko czytaniu przy kuchennym stole komiksów. Ja po prostu oburzyłam sie, że ktoś organizuje swojemu dziecku gorsze warunki do nauki w domu niz ma w szkole przecietne dziecko.
Jak już ktoś chce dziecku fundowac prywatna domową szkołe, to niech to zrobi tak, aby to dziecko było lepiej wykszałcone od dzieci ze szkól publicznych. Oceny to nie wszystko.
30 Grudnia 2008 o 21:22
@12
Wpadasz w sidla swojego ograniczonego rozumu.
Ta dziewczynka moze miec stol kuchenny bardziej ergonomiczny niz twoje biurko dyrektorskie.
Zreszta taki stol jest _na_pewno_ wygodniejszy niz lawka szkolna dzielona z innym uczniem.
30 Grudnia 2008 o 21:22
@Anna O. “Myśli pan, że dzieci powinny uczyć sie przy stole kuchennym, a nie przy normalnych biurkach.”
Ja myślę, że jak dziecko uczy się gotować to robi to w kuchni, albo w plenerze, albo gdziekolwiek gdzie ma materiał i środki do eksperymentowania. Jak się uczy matematyki to potrzebuje czegoś do pisania i czegoś na czym można pisać. A fizyki np.? hehe można się uczyć wszędzie? wystarczy sie rozejrzeć :) Nigdzie nie jest napisane że człowiek uczy się tylko przy normalnym biurku… nie czepiając się już definicji normalnego biurka.
Co do odpowiedzi na moje. Napisałem to co chciałem:) Chciałem żeby się pani zastanowiła: czy człowiek uczy się nowych rzeczy wtedy kiedy ktoś z zewnątrz zadaje: czas nauki, miejsce nauki, materiał do nauki, czy też człowiek uczy się od tak, z sam siebie. Chyba, że chce pani jakoś podważyć to, że nauczenie się mówienia różni się czymś poza skalą od nauczenia się np. swobodnego korzystania z wektorów, czy macierzy do obliczeń. Człowiek się uczy sam z siebie:) Chyba nikt nie posyłał Pani do szkoły mówienia i chodzenia. A pomimo to widzę że pani pisać potrafi, chodzić mam nadzieje(odpukać) też :)
i jeszcze jedno… w takim razie wprowadzamy do szkoły stoły kuchenne, bo widać że dziewczynce służy… ma Pani racje oceny to nie wszystko ale widać że dziewczynka inteligentna: nie chodziła na lekcje, nie znała wymagań nauczyciela a tu wchodzi i z lotu 6stki, nieźle :)
30 Grudnia 2008 o 21:29
@Anna O
A jakże! Biurko z litego dębu, krzesło masujące i szesnaście rodzajów lemoniady do wyboru o każdej porze dnia i nocy. Jedno z nas jest chyba zbyt rozpieszczone. Doskonale wiesz, że zaśmiecasz forum czepiając tego co naukowo określa się następująco: Pierdoły. Skoro tak krótko na dobę tam siedzi, to nie robi różnicy.
30 Grudnia 2008 o 21:36
@ptoki:
“Ta dziewczynka moze miec stol kuchenny bardziej ergonomiczny niz twoje biurko dyrektorskie.”
Chyba pan nie bardzo wie, do czego słuzy biurko, a do czego stól kuchenny. Zatem postaram sie panu wytlumaczyć dośc skomplikowane pojecia.
Biurko przewaznie jest tak zaprojektowane, że osoba uczaca sie, moze i czytać i pisać przy nim. Zatem jak dziecko chce zdobyc wiedzę, to przewaznie ma na biurku troche książek i zeszytów, a jak chce napisac wypracowanie to może bez problemów korzystac z pomocy kilku rozłożonych książek. Pod blatem biurka przewaznie sa szuflady w których znajdują sie pisaki i inne przybory szkolne potrzebne do nauki.
Natomiast stól kuchenny, to taki blat, gdzie kroi sie mieso, chleb, wedliny itp. A szuflada pod stołem kuchennym przewaznie zaopatrzona jest w wałki, tłuczki i noże.
30 Grudnia 2008 o 21:46
@Cynik:
“Doskonale wiesz, że zaśmiecasz forum czepiając tego co naukowo określa się następująco: Pierdoły.”
Naukowo??? :-) :-)
@laminim:
“czy też człowiek uczy się od tak, z sam siebie. ”
Jesli tak, to smiało możemy napisać, że kazda forma nauczania jest dobra.
Z tym, że ja dalej uważam, że rodzice jesli juz bardzo chca z domu robic szkołe, to niech ja robią, ale na poziomie.
Ja np. wolałabym zamiast czas marnowac na odpytywanie dziecka zarobic kase, by dziecko mogło zrobić sobie wakacje i pozwiedzać swiat w tym też i kraj ojczysty - Polskę. To lepiej go wykształci niż uczenie sie na pamiec lekcji.
30 Grudnia 2008 o 21:55
Anna O:
Trochę przerażająca jest Pani wizja, trochę przypomina mi to problem bohatera z “Dnia Świra” też miał wszystko zaplanowane co do szczegółu… Według tego myślenia człowiek nie wykorzystał by komputera do pisania tekstu… przecież do tego jest biurko, okulary, tweedowa marynarka, fajka i maszyna do pisania.
“jeśli tak, to smiało możemy napisać, że każda forma nauczania jest dobra.” hm …
można napisać, że każda forma nauczania coś da człowiekowi, zawsze się coś zapamięta, choćby malutki drobiazg, ale pytanie: która jest lepsza? Jak widać dziewczynce idzie podejrzewam lepiej niż innym(statystycznie ktoś w tej klasie musiał mieć gorsze oceny), więc idzie jej dobrze :). Przypominam, że sam
Einstein: autorytet, mówił, że”to cud, że system edukacji nie zabił w nim ciekawości”
“Ja np. wolałabym zamiast czas marnowac na odpytywanie dziecka…”
Pani tylko to zapamiętała z tekstu? Mi wyraźnie to utknęło w pamięci : “nauka to nie tylko podręczniki. - Przy każdej okazji Agata może się dowiedzieć czegoś nowego, nawet przy gotowaniu - śmieje się mama dziewczynki.”
30 Grudnia 2008 o 21:57
Rozpieszczone, to dziewczę, rozpieszczone. Mnie to wystarczyło i plecy nie bolały. Potem chowałem do innego mebla. Umarłem od tego?
30 Grudnia 2008 o 22:12
@laminim:
“Mi wyraźnie to utknęło w pamięci : “nauka to nie tylko podręczniki. - Przy każdej okazji Agata może się dowiedzieć czegoś nowego, nawet przy gotowaniu - śmieje się mama dziewczynki.””
Czy pan wie, jak wyglada normalna rodzina? Chyba nie.
W normalnej rodzinie rodzice rozmawiają z dziecmi, bawia sie z nimi. Podczas takich rozmów, czy tez zabaw (oczywiscie chodzi o młodsze dzieci) dzieci ucza sie znacznie wiecej niz w szkole, niz podczas ciagłego wbijania dziecku wiedzy szkolnej.
Matce Agatki wydaje sie cały czas, że jest nauczycielką. Zapomina, że jest tez rodzicem.
“przecież do tego jest biurko, okulary, tweedowa marynarka, fajka i maszyna do pisania.”
Proszę pana czy jak pan sie ubiera to ma pan problemy? Myli pan skarpetki z rekawiczkami? Pewien porzadek musi być. I tak: łózko służy do spania, krzesło do siedzenia, stól kuchenny do przygotowywania potraw. itp.
30 Grudnia 2008 o 22:13
@Cynik:
“Rozpieszczone, to dziewczę, rozpieszczone. Mnie to wystarczyło i plecy nie bolały. Potem chowałem do innego mebla. Umarłem od tego?”
Nie umarł pan, ale też i nie nauczył sie pan np. zarabiać pieniędzy jak na kapitaliste przystało. :-)
30 Grudnia 2008 o 22:47
“Czy pan wie, jak wyglada normalna rodzina? Chyba nie”
Zaczynam sie bać pani poglądów. Czy istnieje jeden jedyny model rodziny zwany normalną. Istnieć by musiał “normalny człowiek”. Oj nie, nie mi to definiować :)
“W normalnej rodzinie rodzice rozmawiają z dziecmi, bawia sie z nimi. Podczas takich rozmów, czy tez zabaw (oczywiscie chodzi o młodsze dzieci) dzieci ucza sie znacznie wiecej niz w szkole, niz podczas ciagłego wbijania dziecku wiedzy szkolnej.
”
Hm tutaj już sie nie dogadamy, bo z tekstu jasno i wyraźnie wynika właśnie to że rodzice tej dziewczynki przekazują jej wiedzę przez nauke zabawe i doświadczenie, a jak sama dziewczynka twierdzi”nie teskni za szkołą” czyli za ciągłym wbijaniem dziecku wiedzy szkolnej.
Co do reszty chodzi mi o proste rozumowanie , skoro dziewczynce uczy się dobrze na kuchennym stole i mało tego- ma dobre wyniki, to nie zmuszałbym jej do siedzenia przy biurku. Skoro komus sie dobrze śpi na hamaku, to śpi na hamaku, komuś dobrze na thermareście to tak robi, gdyby się nie wysypiał to przenióśłby się przepisowo na łóżko.
I nie mnie oceniać co wydaje się matce Agatki: wychowuje jak wychowuje: są wyniki, mało tego mała ma wybór bo widzi jak jest u siostry :P
30 Grudnia 2008 o 22:57
@laminim:
“I nie mnie oceniać co wydaje się matce Agatki: wychowuje jak wychowuje: są wyniki, mało tego mała ma wybór bo widzi jak jest u siostry :P”
Chyba pan zapomniał o relacjach z rówiesnikami. Dziecko czyli Agatka nie ma koleżanek, przyjaciólek. Jak Agatka poradzi sobie, gdy bedzie dorosła?
Np. nie bedzie potrafiła działać w grupie czyli nigdy nie bedzie nadawała sie na kierownicze stanowisko, ani tez nie bedzie potrafiła pracowac z rówiesnikami.
Oceny w szkole to nie wszystko.
30 Grudnia 2008 o 23:02
@laminim:
“Skoro komus sie dobrze śpi na hamaku, to śpi na hamaku, komuś dobrze na thermareście to tak robi, gdyby się nie wysypiał to przenióśłby się przepisowo na łóżko.”
Ja napisze tak. Niektórym to i dobrze spi sie na klatkach schodowych czy tez w kanałach. :-)
“Zaczynam sie bać pani poglądów. Czy istnieje jeden jedyny model rodziny zwany normalną. Istnieć by musiał “normalny człowiek”. Oj nie, nie mi to definiować :)”
Istnieje normalny model rodziny. Ostatnio był list czytany w Kosciołach na temat rodziny. List troche przydługi, ale niezły. Była tam definicja rodziny. Ten list moze przeczytac zarówno ateista jak i wierzacy.
30 Grudnia 2008 o 23:13
Jeżeli komuś się dobrze śpi w kanałach i nie chce pomocy to jego wybór. Nie ma czegoś takiego jak jeden normalny model rodziny. Mężczyzna i kobieta: z dziećmi, bez dzieci. Wdowiec z dziećmi, wdówka z dziećmi, itp. Najlepszym wydaje się być 2+n ale i wtedy mamy x możliwości. Ale co najważniejsze: jest tak że każdy model zostanie zweryfikowany z rzeczywistością. A jak widać. Rodzina pana Marka radzi sobie całkiem nieźle :)
30 Grudnia 2008 o 23:26
Ale trujecie. Zapomnieliście o co chodzi, a chodzi o wolność, wolność wyboru.
( Stół kuchenny służy do gotowania ), w życiu nie widziałem żeby ktoś coś ugotował na stole, za to widziałem jak Jack Nickolson na stole kuchennym wyprawiał takie rzeczy, że aż mu zazdroszczę. Na biurku też widziałem już różne fiki-miki.
Problemem w Polsce i nie tylko jest poziom jaki prezentują nauczyciele w szkołach.
Dziś nauczyciel musi mieć wyższe wykształcenie pedagogiczne, ale z moich obserwacji do zawodu nauczyciela nadaje się nie więcej niż 20%.
30 Grudnia 2008 o 23:32
@25
takie brednie legna sie chyba wylacznie w ciasnych glowkach czekistow nizszego szczebla. Czy dziecko ma kontakt z ludzmi jedynie w panstwowych urzedach (tu: w szkole)? Jakie tam sa kontakty? Naturalne? Spontaniczne? Rodzina o wiele lepiej przygotowuje do zycia w spoleczenstwie, z tej prostej przyczyny, ze jej czlonkow laczy relacja milosci, a milosc jest najsilniejszym i najtrwalszym spoiwem w kontaktach miedzyludzkich. Rozumie to kazdy zdrowy psychicznie czlowiek. Poza rodzina tez istnieja relacje, od ktorych dzieci edukowane w domu nie sa automatycznie separowane - to tez chyba oczywiste, bo edukacja domowa nie jest rownoznaczna z aresztem domowym. Argumenty o szkodliwosci “stolu kuchennego” sa ponizej poziomu dyskusji, zwykle szukanie dziury w calym, z braku argumentow. A szkola uczy przede wszystkim konformizmu i tyle
30 Grudnia 2008 o 23:40
To długo nie potrwa. ZNP nie popuści.
30 Grudnia 2008 o 23:44
pani ania wyczytała jakieś brednie między wierszami, pani aniu, tam tego nie ma, jest prosto i wyraźnie napisane jak rzecz stoi. Dziewczynka nie dawała sobie rady w szkole publicznej, za to doskonale sobie radzi z nauką w domu, do tego czuje się szczęśliwsza. Rodzice nie są tyranami, siostra denatki za cholere nie rezygnuje ze szkoły i rodzice widzą, że jej to odpowiada i nie wypisują jej ze szkoły. Jezu jak ja chciałbym mieć takich rodziców..
30 Grudnia 2008 o 23:45
@Anna O.
Jasny gwint. Zna mnie lepiej ja sam.
31 Grudnia 2008 o 00:00
Czy pan wie dlaczego w Polsce architekci nie potrafili dobrze projektować?
Nigdy nic nie widzieli, nie wyjezdzali zagranicę i projektowali takie maszkarony jak “URSYNÓW”.
Projektowali te obrzydlistwa tylko dlatego, że własnie poza kuchennym stołem nic nie widzieli w dzieciństwie.
Czy pan w ogóle wie, co to znaczy byc wykszałconym?
Czy pan chce, abysmy powrócili do tzw “socjalizmu”, gdzie nic nie było?
A cóż to za brednie mikkolubne? Przecież daje pani sama argument na rzecz edukacji domowej - inteligentny rodzic(a tacy raczej biorą się za edukację domową), który pokaże świat zamiast programu MEN, wychowa lepszego architekta. A może pani uważa, że nieważne jest, co architekt widział, ale na jakiej marki stole pracował?
Ja nie mam nic przeciwko czytaniu przy kuchennym stole komiksów. Ja po prostu oburzyłam sie, że ktoś organizuje swojemu dziecku gorsze warunki do nauki w domu niz ma w szkole przecietne dziecko.
Gówno prawda. Warunki =/= rodzaj stołu. Warunki to także rodzaj i atmosfera ogólnego miejsca pracy, a także PROGRAM.
Proszę pana czy jak pan sie ubiera to ma pan problemy? Myli pan skarpetki z rekawiczkami? Pewien porzadek musi być. I tak: łózko służy do spania, krzesło do siedzenia, stól kuchenny do przygotowywania potraw. itp.
Nie cierpię takiego sposobu myślenia, szczerze powiedziawszy. Tych osób, które by miały ochotę usiąść na łóżku lub zrobić jedzenie w living-roomie zamiast w kuchnii, ale nie zrobią, ‘bo tak się nie robi’. Obrzydliwe. Fuj.
31 Grudnia 2008 o 00:17
Pani Anno O. Co Ci kobieto przeszkadza, że rodzice tej dziewczynki uczą ją jak uważają za stosowne a nie Pani? Nie wiele mnie to interesuje czy to dla niej lepiej czy gorzej, nie Twój interes tylko jej rodziców. Kropka.
31 Grudnia 2008 o 01:55
@Anna O
Przeczytale prawie wszystkie Pani posty( w tym temacie). Prawie, bo sil mi braklo. Jak mozna wypisywac takie glupoty i bronic ich jak lwica mlodych? Co ma biurko do nauki ? Czy biurko jest gwarantem sprzyjajacych warunkow? a moze jest wzor na przyswajanie wiedzy i gdzies jest w nim zawarte biurko, jako jakis constans?? MOze Pani bedzie trudno uwierzyc, ale ja uwielbialem spedzac czas w kuchni i bynajmiej gotujac. Wiekszosc ksiazek przeczytalem w kuchni; i z kuchni moglem zostac usuniety tylko pod presja braku miejsca na przygotowanie posilku. NIe ma Pani najmniejszego pojecia jak wyglada ten stol kuchenny, jak wyglada zycie w tym domu? Kurde! o niczym co tam sie dzieje Pani nie ma pojecia (poza tym ,ze tam zaczyna sie nauka). A gdzie jest napisane, ze caly czas tam sie uczy? Nawet nie jest napisane czy rozpoczyna od nauki poprzez dyskusje z rodzicami przy stole (to nie nauka?) a jest i taka mozliwosc. Ale Pani ja odrzuca, bo szablon “nauki” dla Pani to lawka szkolna, nie biurko, prosze zauwazyc, tylko lawka, (wiec jezeli przy biurku lepiej to w szkolach biurka wprowadzic??) ! W tekscie jest wzmianka, ze nie prowadzi zeszytow poza matematyka. Wiec co stoi na przeszkodzie uczyc sie nawet na taborecie kuchennym?? Pokazuje Pani swoje dyletanctwo w temacie i to wszystko. Przepraszam, o nauce w szkole (usytuowaniu w czasie i przesterzeni) ma Pani pojecie. Ale tylko tyle.
Prosze, wiec swoim ograniczonym pojmowaniem edukacji nie podnosic cisnienia forumowiczom. Od tego jest elita “oglupiaczy” i “denerwowaczy” pod osobami Pana Idiotyzmy Mikkizma i jemu podobnych. Nie kwestionuje Pani doswiadzcenia w innych materiach, ale spekulowanie, bo o takim czyms moze byc tylko mowa, na temat edukacji nie jest Pani mocna strona. Zreszta ani czytanie ze zrozumieniem, ani wyciaganie wnioskow tez nia nie jest. Dopisuje Pani komentarzami nieistniejace w tekscie sytuacje, a te ktore sa napisane, sa dla Pani nie do pojecia.
A juz to, ze Pani nie odroznia blatu do krojenia miesa od stolu ( ktory rowniez blat posiada ale nie do tego) jest tylko dowodem na to, ze moze Pani za duzo czasu spedza na forum a za malo w kuchni? Prosze sobie wyobrazic, ze ja to wiem, facet, ktory nie ma, o wielu kobiecych zajeciach, pojecia… i prosze nie rozwijac okreslenia kobiecych zajec, bo to pewien skrot myslowy.
31 Grudnia 2008 o 02:27
Z czego te porypy mikkoluby robią sensację?
Że dziecko dwojga nauczycieli jest uczone przez nauczycieli? No bo wielkość budynku, w jakim przebywa uczeń nie ma znaczenia dla jego edukacji, a czy w domu, czy w szkole - uczą to dziecko zawodowi nauczyciele, w tym przypadku nauczyciele-rodzice.
Lecz porypy mikkolubne by chciały zostawić w domu wszystkie dzieci. By “uczył” w domu dziecko tatuś menel i mamusia menelica.
Gdy lekarz będzie sam leczył swoje dziecko zamiast posyłać do kolegi w państwej przychodni - to dla mikkolubstwa durnowatego będzie to stanowiło przyczynek do pieprzenia, że wszystkie dzieci mają być leczone przez mamusie fryzjerki, tatusiów murarzy i dziadków magistrów filozofii?
P.S. Zwłaszcza w przypadku dziadka magistra filozofii bym lecznia małych dziewczynek nie polecał - bo a nuż w starczej główce magistra się uroi, że najlepiej leczyć przez “rozbudzanie kobiecości” przez “lekką pedofilię”?? :-) :-)
31 Grudnia 2008 o 04:23
@ idiotyzmy mikkizma
“Lecz porypy mikkolubne by chciały zostawić w domu wszystkie dzieci. By “uczył” w domu dziecko tatuś menel i mamusia menelica.”
Bardzo szanujesz czytelników tej strony, jesteś pewny, że każdy rodzic to menel i menelica? Rozumiem, że można wynieść z przeszłości taką wizję domu, ale obrażasz czytelników…
Można być mikkofobem bojącym się różnorodności i mieć problemy ze zrobieniem czegoś samodzielnie bez programu, ale nie trzeba od razu szczekać na wszystkich naokoło z pianą na ustach. Trochę się opanuj.
31 Grudnia 2008 o 04:52
@idiotyzmy mikkizma
Szanowny Panie, meritum nie jest w tym sporze, ze ucza je (te dzieci) rodzice , choc w tym przypadku to ma miejsce, lecz o mozliwosc nieposylania dziecka do obowiazkowej szkoly i zapewnienia mu edukacji we wlasnym zakresie. Tutaj jeszcze mamy obowiazek realizowania obowiazkowego-narzuconego programu nauczania, ale plus w tej niedobrej sytuacji jest taki, ze mozna dziecku wytlumaczyc co jest biale a co czarne. Bo z obowiazkowym nauczaniem bywa roznie.
A co do tzw. meneli to pewna rzecza jest, ze oni sami nie wpadna na taki pomysl edukacji w domu bo i po co ?( w ich rozumieniu problemu) Dziecko do szkoly, a oni problem z glowy. Moze sie inny pojawic, maly, wrzeszczacy, bo a nuz bedzie becikowe potrzebne na przepicie… wtedy tak, ale jak juz jest ktos, kto sie zajmie tymi wiekszymi to im w to graj, a nuz jeszcze nakarmi w szkole bo dzieci glodne wiec sie nimi zajmuja i tzw. dokarmianie ubogich zapewnia…
My Szanowny Panie mowimy o normalnych Rodzinach. A Pan, zeby moc byc konsekwetnie nielogiczny, zaczyna opowiadac o skrajnosciach, bo w nich nalatwiej przemycic brak logiki.
Co ma leczenie do edukacji? Zawod: lekarz to efekt edukacji. Jezeli bedzie niedouczony, bo rodzice nie mieli pojecia jak go ksztalcic na lekarza, tudziez nie chcial byc lekarzem, to nim nie bedzie. Ja np. nie ide do fryzjera, zeby mi naprawil samochod, tylko ide do mechanika (niekoniecznie wyuczonego w szkole kierunkowej , tylko do mechanika poprostu). Jezeli ktos jest dobrym mechanikiem to nim bedzie i bez papierka, bo jest mnostwo sposobow, zeby zostac mechanikiem bez tzw. szkoly. A jezeli ktos jest, za przeproszeniem, dupa wolowa to i kilka szkol nie zrobi z niego mechanika. Moze na dyplom zlapie jakiegos naiwnego ale nawet naiwnosc ma swoje granice i pewnikiem do partacza nie pojdzie nastepnym razem i tym samym partacza z rynku zaczyna eliminowac. Tak jest ze wszystkim. A to czy wysle dziecko do lekarza czy do znachora to i teraz ma miesjce. Ba! nawet wyedukowani tam biegna (do znachora-wpolczesnego ale jednak) ku zgrozie Panskiej profesji. Rynek powinien decydowac o tym kto zostaje. A szkola , powroce na chwile do tego, daje tez schronienie dla idiotow, ktorzy nie nadaj sie do nauczania czegokolwiek, ale maja “papierki” wiec na ich podstawie juz sie nadaja. Pan - lekarz wydeukowany mysli w kategoriach: wyedukowany=madry. Blad , Szanowny Panie. Niestety, przykladow na to jest bez liku. I Pan czasem te teze (=/=) tez podpiera, choc to brak logi Panu najbardziej zarzucam.
31 Grudnia 2008 o 10:12
“Od września nie chodzi do szkoły, bo tak zdecydowali jej rodzice. ”
Agatka ma 11 lat. W tym wieku dziecku jest bardzo potrzebny ruch i to na świeżym powietrzu. Dzien dziewczynki wyglada tak: rano od 7:30 uczy się z mamą, później sama, po powrocie do domu rodziców znów nauka z rodzicami. Moze mi ktoś napisze jak wygladają lekcje wf u tej dziewczynki? Ja nie jestem przeciwnikiem domowego nauczania, ale chciałam, aby forumowicze zrozumieli, że jeśli już rodzic chce uczyć dziecko w domu, to powinien mu zapewnić warunki do rozwoju podobne do szkolnych.
=======
Aby forumowicze zrozumieli o co mi chodzi napisze to inaczej. W pewnym okresie czlonkowie UPR zwrócili sie do JKM i powiedzieli mu “Panie Januszu prosze tego, tamtego nie mówić publicznie”.
Na to JKM odpowiedział “Ja zajmuję się polityką od 20 lat i wiem lepiej co mam mówić”.
A teraz zrobie porównanie, rodzice Agatki to JKM czyli osoby, które wszystko wiedza lepiej od specjalistów.
Normalni rodzice jak juz fundują dziecku domowe nauczanie to organizują tak mu szkołe, że zapisują dziecko na prywatne lekcje np. pływalnię, gimnastykę, tak, aby dziecko mialo jak najwiekszy kontakt z rówiesnikami, skoro przez 5 godzin dziennie ma tylko kontakt nauczyciel-dziecko.
Stól kuchenny jest tu symbolem, ze rodzice sa ograniczeni i ma maja tak olbrzymiej wiedzy jak specjalisci. Tak samo jak JKM nie dopuszczaja mysli, że zespól specjalistów może być lepszy niż oni sami. I JKM=UPR nic nie osiagnie i ta dziewczynka, której odebrano kontakty z rówiesnikami.
31 Grudnia 2008 o 10:30
Cieszyć się trzeba że przynajmniej jakieś dzieci mają szansę się rozwijać z dala od niszczącego wpływu psychopatycznych instytucji takich jak tzw. “szkoła”. Szlag trafia, że nawet wtedy państwo obowiązkowo wbija im do głów (przez rodziców) obowiązkowy jedynie słuszny “program nauczania”.
Co ja się będę rozpisywał - kto zna angielski, niech poczyta sobie publikacje p. Johna Taylora Gatto - najlepszą analizę problemu “edukacji” z jaką się spotkałem. Np. tutaj, lub zajrzy na stronę autora.
31 Grudnia 2008 o 10:36
Oczywiście system komentarzy schrzanił ostatniego linka w mym poprzednim poście… proszę samemu wpisać adres http://www.johntaylorgatto.com.
@39:
Pani Anno, zapewniam Panią, że ruch to jest jedna rzecz, której żadne dziecko (niewykończone “szkołą”) sobie nie odmówi. A moje zdanie o tych tzw. “specjalistach” (poparte zresztą doświadczeniem) nie nadaje się do zacytowania.
31 Grudnia 2008 o 10:41
jeśli już rodzic chce uczyć dziecko w domu, to powinien mu zapewnić warunki do rozwoju podobne do szkolnych.
BROŃ PANIE BOŻE, żeby dziecku zapewniać warunki “rozwoju” podobne do szkolnych. Żadnemu dziecku bym tego nie życzył. Warunki upośledzające, ogłupiające i upupiające.
31 Grudnia 2008 o 10:48
witamy porypanych lewakow po swietach! lewaki maja swieta?
a do tematu - czym skorupka za mlodu nasiaknie - tym na starosc traci. dlatego tak panstwowe szkoly kochaja lewackie bydleta. nowy, lepszy swiat - hitler jugen, mali chinczycy w rownych kolumienkach, a w rosji co bylo? pionierzy?
31 Grudnia 2008 o 11:55
@40
A co to za problem? Jeśli umiesz wyrobić sobie autorytet w sercach swoich dzieci. Innymi słowy, umiesz dobrze wychowywać, nawet po posłaniu ich do szkoły w Wietnamie, wyrosną konserwatywni liberałowie. A jeśli wychowywanie przerasta Twoje siły, to rzeczywiście masz problem. Nie pomogłaby nawet szkoła prowadzona przez Miltona Friedmana.
31 Grudnia 2008 o 11:58
@42
Jakieś konkrety? Kontakt z przyjaciółmi, wycieczki, wyjazdy w góry, olimpiady wiedzy, szkolne dyskoteki, basen, bal na ukończenie szkoły? Jak można tak dręczyć dzieci? Dranie, prawda?
31 Grudnia 2008 o 12:57
ja sie nauczyłem wuefu w szkole, haha… Pani od wuefu miała nadwge rzędu 50 kilo=) Wuefu uczysz się na podwórku, wychodzisz z domu rano, grasz w piłkę, kosza, idziesz do piwnicy pomachać hantelkami albo na strych pograć w pingponga, nad rzekę popływać, rowerem pojeździć, w łikend do babki na wieś grabiami pozygać, gnój wy*ebać, drewno porąbać, z krową się przespacerować po miedzach, grzybów nazbierać. Zapisałem się na SKS, zrezygnowałem po pierwszym razie, z takimi sierotami wychowanymi na wuefie to można w warcaby pograć…
Dziopy powinny na trzepaku rozrabiać, skakać w gumę i tym podobne cyrki uprawiać. Dobre dziesięć lat nie widziałem jak dziewczęta skaczę w gume…
31 Grudnia 2008 o 13:23
nie każde dziecko potrzebuje 8lat żeby ogarnąć wzór na pole trójkąta, a znałem kolesi co nie umieli czytać, co dopiero liczyć…
31 Grudnia 2008 o 14:04
najpierw nauka, potem zabawa
31 Grudnia 2008 o 14:07
@44:
Wychować? Kiedy? Jeśli dziecko spędza 6h dziennie w szkole, a potem jest tak zmęczone że nie ma siły ani ochoty na nic? Jeszcze ja, jako że WIEM, że “szkoła” jest wrogiem, będę moje dziecko przed nią bronić. Ale przeciętny rodzic? Jeszcze będzie gonił dziecko do robienia “pracy domowej”. Rodzic pełniący przed dziećmi rolę “kapo” dla państwowej instytucji! I oczywiście dzieciak kapujący na rodziców w szkole - co by pedagodzy nasłali na nich jakichś psychologów i straszyli odebraniem praw rodzicielskich za przysłowiowego klapsa. Rodzina napuszczona na siebie nawzajem. Wzajemny strach i nieufność. “1984″ się kłania.
@45:
Konkrety przeczytaj sobie sam pod adresem który wcześniej podałem. Jest tam wszystko tak jasno opisane, że nie mam zamiaru marnować więcej czasu na klepanie w klawiaturę. Rusz tę leniwą rączkę i kliknij w link, przeczytaj, a potem ewentualnie pytaj się o kolejne konkrety. Powiem tylko, że pusty śmiech mnie ogarnia jak czytam twoje “argumenty”.
@47:
Święta prawda! Dziecko powinno się przede wszystkim uczyć, a nie zajmować się szkolnymi głupotami.
31 Grudnia 2008 o 15:11
@48
“najpierw nauka, potem zabawa”
odwrotnie debilu
31 Grudnia 2008 o 15:20
mamo, zaliczyłem egzamin próbny na 6 w 20 minut(jako jedyny w całej pier*olonej szkole nr8, w nowym sączu r79) dostałem tróje z matmy na koniec 8 klasy, włodek nie wie ile to jest 2*2 i też ma tróje. -z pewnością to twoja wina synu… tak pamiętam nauczanie podstawowe
31 Grudnia 2008 o 15:21
@idiotyzmy mikkizma
“najpierw nauka, potem zabawa”
Myślałem, że chcesz czytelnikom obrzydzić poglądy Mikkego itp. ale najwyraźniej jaja sobie robisz z nudów. Ludziom rodziców obrażasz, dzieciom chcesz zabrać zabawki. Brawo.
Mikke nie słucha ekspertów? To jest powiedziane przez R. Feynmana:
“Żaden rząd nie ma prawa decydować, co do prawdziwości naukowych zasad, ani w żaden sposób określać charakteru pytań, na które szuka się odpowiedzi. Nie może rząd też oceniać wartości estetycznej artystycznych kreacji, ani ograniczać form literackiej i artystycznej ekspresji. Nie powinien też ogłaszać słuszności doktryn ekonomicznych, historycznych, religijnych czy filozoficznych. Za to, ma w stosunku do swych obywateli obowiązek zapewniania wolności, aby pozwalała tym obywatelom udzielać się w dalszych przygodach i rozwoju rasy ludzkiej.”
31 Grudnia 2008 o 15:45
“A moje zdanie o tych tzw. “specjalistach” (poparte zresztą doświadczeniem) nie nadaje się do zacytowania.”
Pani Margaret Thatcher głosiła podobne poglady co JKM.
Zanim jednak zaczęła je głosić brała lekcję dykcji tylko po to, aby słuchacze mogli ją zrozumieć. Zawsze mówiła wolno i w dodatku z uśmiechem, nawet jak glosiła “niestrawne” dla wyborców poglądy.
Pan Janusz mimo, że jego sympatycy darmo załatwiali mu logopedę, nigdy nie zgodził się na naukę mówienia -JKM wie wszystko najlepiej)
Pani Thatcher osiągnęła sukces polityczny, JKM nie.
Drodzy forumowicze, jeśli chcecie, aby przeciwnicy domowego nauczania zostali przekonani do tej metody, to sprzedawajcie ten towar tak, aby był on strawny dla wyborców. Wy niestety wszytko robicie, aby w dodatku zwolenników domowego nauczania odstraszyć.
Każdy rodzic chce miec dziecko dobrze wykształcone, niestety ten artykuł nie promuje domowego nauczania jako systemu, gdzie dziecko będzie lepiej rozwiniete od pozostałych dzieci chodzących do publicznych szkól.
=======
Ja w wieku 11 lat po szkole w dzień w dzień spotykałam sie z koleżankami, bo w tym wieku jest to wyjatkowo ważne i naturalne, aby dzieci nauczyły sie kontaktów koleżeńskich, przyjacielskich. Dziecku w tym wieku bardzo potrzebna jest rywalizacja. Rodzice Agatki nie zapewnili jej wszystkiego co jest potrzebna do rozwoju dziewczynki w wielu 11 lat.
31 Grudnia 2008 o 17:30
@46
Nie wiesz, że dzieci siedzą tylko przy pececie? I piszą: “Cześć Aniu, też mam 12 lat”? Dziś podwórka są najcichsze od wojny. 20 lat temu był hałas jak diabli. Wyjątek stanowią zabawy petardami.
@49
Kiedy wychowywać? Całą dobę. Kto umie, da radę. Czy widząc siniaka na buzi, wierzysz w “spadłam/spadłem z roweru”? Istotnie, szkoła nie uczy wymyślać lepszych wyjaśnień. W linku, który podałeś nie ma nic ciekawego.
@51
Jakoś Ci, kurka nie wierzę.
31 Grudnia 2008 o 19:23
@Cynik
ad.@51
Te wyniki mozna sprawdzic, bo to nie jest tajemnica, skoro podal tak wiele danych, wiec powolywanie sie na wiare czy tez nie wiare, to takiej samej rangi argumentacja; z przewaga tej pierwszej , bo mozna ja zweryfikowac…gdybanie
Sama idea nie wierzenia bez wzgledu na autorytet jest dosc fajna, (sam zreszta tez ja stosuje), ale lepiej pojsc krok dalej i sprawdzic(jezeli juz jest taka mozliwosc). Ja nie potrzebuje sprawdzac, bo wiem pewne rzeczy na wlasnym przykladzie, kiedy chorowalem dosc dlugo, na tyle dlugo, ze odbilo sie dosc powaznie na mej systematycznosci i ciaglosci w “chodzeniu do szkoly” to okazalo sie, ze po powrocie sie nudzilem, bo bylem daaaleko do przodu z materialem. Malo tego, z racji tego iz to byla wioska, mialem raczej bariery w postaci obowiazkow pracy na tzw. polu (tudziez roli)i to dosc pokaznych. Poprostu, oprocz obowiazku ciezkiej pracy Rodzice wpoili mi ped do wiedzy. Ja z ciekawosci ( i z nudow rowniez - to prawda) przerobilem sporo materialu. Niestety nadmiar czasu i nuda na lekcjach zaoowcowaly ukrytym dotychczas talentem do rozrabiania i psikusow. Jaka edukacyjna wartosc to mialo dla pozostalej czesci klasy nie musze tlumaczyc… Marzy mi sie ten komofort w stosunku do syna, bym mogl mu wybrac nauczycieli i to czego bedzie mogl sie uczyc, a takze dopasowac to do jego poziomu. Nawet jestem w stanie zaakceptowac to, ze musi zaliczyc material tzw. obowiazkowy ( choc kretynizmow w nim masa…). Chce miec swobode wyboru jak edukowac mojego syna ( w przedszkolu sie denerwuje bo dla niego “to co sie tam dzieje to jest strata czasu, bo oni nic nowego nie poznaja, to po co on ma tam chodzic? Tatus zastanow sie i mi powiedz! - to jest dylemat 6-ciolatka, wiec dlaczego mam dopuscic zeby w ramach ujednolicenia “uwalili” jego osobowosc? ). Takie maja problemy rodzice, ktorzy chca najlepiej wykorzystac czas poswiecony na tzw. edukacje. Nie jestem wyjatkiem. Moj syn, rowniez nie jest wyjatkowy ( choc dla mnie jak najbardziej!). Wlasnie tego oczekujemy pod pojeciem “normalne panstwo”. Prawdziwa wolnosc, a nie slogan tak samo brzmiacy. Mam cicha nadzieje, ze doczekam momentu kiedy bedzie mozna zweryfikowac ten hurra optymizm w stosunku do UE , wraz z jej doskonalym przeciez, bo demokratycznym systemem edukacji. Pewnie beda biurka w klasach, kontakty z rowiesnikami, ktore pozwola na objecie kierowniczego stanowiska, zajecia ruchowe, tudziez logopedyczne i tym podobne idityzmy…tak kpie z tych glupot wypisywanych, bo w socjalizmie (dalej trwajacym) forma jest wazniejsza od tresci. Dlatego wybierane sa partie typu PO, ba Samoobrona, PiS. A na topie jest ten kto glosniej krzyczy: damy ci to co chesz! tylko my! (a ze bedziesz biedny? - bos glupi!, a glupi? bos…glupi..).
31 Grudnia 2008 o 19:25
>>Moze mi ktoś napisze jak wygladają lekcje wf u tej dziewczynki?
No nie wytrzymam! Przecież jest napisane, że chodzi na zajęcia korekcyjne.
Poza tym pewnie też coś robi.
Niech Pani popracuje nad czytaniem ze zrozumieniem, dobrze? Może być nawet w kuchni.
Szkoła zabija kreatywność.
Mógłbym napisać więcej, ale to chyba bez sensu. Nieprzekonanych nie przekonam, przekonani to, co bym napisał, już wiedzą.
31 Grudnia 2008 o 19:31
W szkole 6 godz, plus lekcje dodatkowe, korekcyjne, uzupełniające, wyrównawcze, kółka zainteresowań, pływanie, j.angielski itp.
Do domu wraca zmęczone, zje obiad, chwilę odpocznie i musi odrobic prace domowe. A jest tego dużo. Jeśli rodzic ma czas to pomoże, ale najczęściej dziecko samo odrabia. Jeśli czegoś nie odrobi otrzyma jedynkę. Nikt o tym nie wie? Czy udaje ? To dlatego podwórka są puste. Dzieci nie skaczą w “gumę, bo nie mają czasu, a gdyby nawet miały to w szkole zrobili 11-14 letnie dzieci dorosłymi i one wstydzą się bawić piłką, bo uważają, że nie wypada, ponieważ są już dorosłe.
Snują się więc stare malutkie po korytarzach szkół. Koszmar zafundowany dzieciom przez ministerstwo nauki. Szkoda “gadać”.
31 Grudnia 2008 o 21:05
@LeonProof
To gadanie, że w ósmej klasie nie umie się czytać i pisać jest tak oklepane, że aż odechciewa się żyć, czytając. Nic bardziej banalnego.
31 Grudnia 2008 o 21:12
do Anny O.
”Chyba pan zapomniał o relacjach z rówiesnikami. Dziecko czyli Agatka nie ma koleżanek, przyjaciólek.
Jak Agatka poradzi sobie, gdy bedzie dorosła?
Np. nie bedzie potrafiła działać w grupie czyli nigdy nie bedzie nadawała sie na kierownicze stanowisko, ani tez nie bedzie potrafiła pracowac z rówiesnikami.”
Typowo socjalistyczne podejście. Państwo wie najlepiej, dlatego zapewni najlepsze możliwe warunki Nauki w Państwowej Szkole, prawda, Pani Anno?-nie ma co, Edukacja w Szkole robi swoje, w końcu dzień w dzień słuchanie tych samych sloganów musi dać pożądany efekt.
31 Grudnia 2008 o 22:56
@izz:
“Typowo socjalistyczne podejście. Państwo wie najlepiej, dlatego zapewni najlepsze możliwe warunki Nauki w Państwowej Szkole, prawda, Pani Anno?-”
Nie prosze pana, ja akurat jestem za prywatnymi lekcjami dla dzieci. W przeciwienstwie do tzw “mikkolubów” preferuję nauczanie prywatne.
Co ciekawe nigdy nie głosiłam, że Państwo wie najlepiej, no ale tzw “mikkoluby” wiedzą zawsze wszystko, nawet to czego nikt nie wie.
I własnie dlatego, że tzw “mikkoluby” wszystko wiedzą wyborcy ich nie chcą. Bo kto lubi ludzi, którzy nawet w prywatnym nauczaniu widzą socjalizm.
31 Grudnia 2008 o 23:02
@jak:
“No nie wytrzymam! Przecież jest napisane, że chodzi na zajęcia korekcyjne.”
Nie wiem od kiedy zajecia korekcyjne to wf, ale zapewne dla tzw “mikkolubów” syrenka to taki sam samochód jak mercedes. Nic mnie juz nie zdziwi.
@janka:
“Do domu wraca zmęczone, zje obiad, chwilę odpocznie i musi odrobic prace domowe. A jest tego dużo.”
A gdy dziecko wraca ze szkoły prywatnej to jest mniej zmeczone? A czy dziecko jak uczy sie z rodzicami to tryska energią?
31 Grudnia 2008 o 23:04
pierwszych przyjaciół nie poznałem w szkole ale jeszcze przed szkołą.
sam nie robiłem zadań z matematyki w domu a bywałem nie raz najlepszy z tej dziedziny. Inni potrafili spędzać godzinami czas nad zeszytami, książkami a mi to było nie potrzebne i nie raz od nich lepiej wychodziłem. Co do biurka, wole je mieć wolne od książek i innych rzeczy, czasem monitor przeszkadza to go ściągam i voila! Choć musze przyznać, że są miejsca gdzie nauka mi lepiej wychodziła. Wracając do szkoły połowa lekcji była mi zupełnie zbędna, nudziłem się na lekcjach niemiłosiernie, a do domu wrcałam niemalże bez sił. Co do sportu więcej go zaznałem na podwórku aniżeli w szkole.
31 Grudnia 2008 o 23:38
2 godziny wuefu na tydzień, i co tam przerabiają? Skok przez kozła, przysiady i inne rzeczy=) Prawda jest taka, że najlepiej na wuefie wypadają dzieciaki które ganiają całymi dniami za piłką na podwórku.. teraz nie ma gdzie ganiać, winę zwalają na komputery=) Tam gdzie ja kiedyś ganiałem są parkingi. Wydzielili plac zabaw, przychodzą tam rodzice z pociechami… uważaj bo pobrudzisz ubranko
1 Stycznia 2009 o 00:02
@shadow dancer:
“2 godziny wuefu na tydzień, i co tam przerabiają? Skok przez kozła, przysiady i inne rzeczy=) Prawda jest taka, że najlepiej na wuefie wypadają dzieciaki które ganiają całymi dniami za piłką na podwórku.. teraz nie ma gdzie ganiać, winę zwalają na komputery=)”
Aby ganiać całymi dniami na podwórku trzeba było mieć kolegów, koleżanki. Agatka, która nie chodzi do szkoły automatycznie pozbawia sie kolegów i koleżanek i nawet gdyby chciała z kims pograc na boisku nie ma z kim.
W szkołach nawet tych panstwowych w modzie jest teraz zostawac po lekcjach i cwiczyc w sali gimnastycznej. Agatka juz nie może z tego korzystac.
Domowe nauczanie jest dobre pod warunkiem, że wiecej dzieci bedzie z tego korzystac. W małym miasteczku czy tez na wsi takie domowe nauczanie moze dziecku wyjsc na dobre oczywiscie pod warunkiem, że czesc zajęc bedzie wykładana przez zawodowych nauczycieli. W malych miasteczkach wszyscy sie znaja i kazdy mniej wiecej dysponuje działką z podwórkiem, wiec nie ma problemu z graniem np. w pilkę.
Ja mam dzialke z domkiem, gdzie na podwórku jest boisko, piaskownica i spory teren do urządzania pikników. Naprzeciwko domku zbudowana jest pływalnia, korty tenisowe itp - prywatna wyzsza uczelnia zafundowała mi takie atrakcje. W takich warunkach domowe nauczanie zdaje egzamin.
1 Stycznia 2009 o 11:14
>>Nie wiem od kiedy zajecia korekcyjne to wf, ale zapewne dla tzw “mikkolubów” syrenka to taki sam samochód jak mercedes. Nic mnie juz nie zdziwi.
Nie no, przepraszam, rzeczywiście występuje duża różnica!
Zapomniałem, że odpowiadam Ani O.
Pokazałem tylko, że ruch ta dziewczynka ma zapewniony. I to nie jest wf. A dla Pani Ani O. brak konkretnie lekcji wf’u jest nie do wyobrażenia.
Po co ja się pchałem w tę dyskusję…
1 Stycznia 2009 o 13:25
Z własnego doświadczenia (zawodowego) wiem jak wyglądają lekcje w.f. w szkole. Wielu uczniów iza nimi nie przepada - nie każdy lubi grę w piłkę nożną czy siatkówkę, a trudno dopasować rodzaj sportu do dwudziestoparoosobowej grupy… Zresztą przy takich dużych grupach połowa nie gra, tylko stoi.
Co do rywalizacji - cóż nie wszędzie jest Warszawa… Większość współczesnych dzieci nie lubi się przemęczać intelektualnie dla wątpliwej nagrody w postaci oceny
1 Stycznia 2009 o 15:24
Szkoła powinna pokazać zastosowanie praktyczne zadań i wzorów które są przerabiane . W szkole uczeń powinien siedzieć maks 4-5 godzin zegarowych , a reszty uczyć się sam w domu lub na kółkach zainteresowań , obecne nauczanie jest totalnie niefektywne i nieprzydatne w prlu poziom przedmiotów ścisłych był naprawde znacznie wyższy toteż cąłe społeczeństwo było mądrzejsze i umiało się uczyć .
A dziś mamy motłoch który nie ważne w jakiej szkole mysli tylko o imprezie załatwieniu sobie stołka rozrywce i o tym jak opieprzeć się w pracy , w takim społeczeństwie bez pasjonatów cały sens postępu technologicznego zostanie stracony na emocjonalno-rozrywkowe gówna
2 Stycznia 2009 o 13:27
@Anna O.
Po pierwsze primo - “Agata jest uczennicą piątej klasy w SP 13. Ma legitymację szkolną, może uczestniczyć w zajęciach dodatkowych, została nawet zaproszona przez wychowawczynię na wycieczkę klasową. - Nie chciałam jechać, bo nasza stara klasa się rozsypała. Ale z niektórymi koleżankami nadal się kontaktuję - mówi. Twierdzi, że w ogóle nie tęskni za szkołą. - Mam znajomych na podwórku[...]”
Akapit jak byk. Nie wiem, jak można nie zauważyć.
Po drugie primo - artykuł nie chce przymuszać do wycofywania dzieci ze szkół, zwłąszcza prywatnych, ale ma pokazać taką możliwość. I ukazał. Artykuł propaguje właśnie wolność. Pokazuje alternatywę.
@idiotyzmy:
Gdzieś wyżej napisał kolega, że w końcu uczą ją fachowcy, bo rodzice to nauczyciele, więc co to za różnica (przepraszam za niedokładność).
Jakoś, gdy kilka lat wcześniej uczyli ją również fachowcy, szóstek nie miała. Ciekawe czemu…