Korwin-Mikke: Żałuję, że zgłosiłem Uchwałę Lustracyjną

Kadr z filmu "Nocna Zmiana" ukazujące kulisy przeprowadzenia lustracji w Polsce w 1992 roku

Zacznę od uwagi metodologicznej: nigdy nie wiadomo, „dlaczego” ktoś coś zrobił. Ktoś zwalnia sekretarkę, podając jako powód, że źle łączy telefony – a w rzeczywistości kto wie? Może nie podoba mu się sposób, w jaki chodzi? Jak to sprawdzić? Tym bardziej nie można tego sprawdzić w przypadku decyzji zbiorowej. Każdy z posłów głosujący ZA lub PRZECIW Uchwale Lustracyjnej mógł to był robić z różnych powodów (o ile pojęcie „powodu” ma sens). Mogę natomiast powiedzieć, dlaczego zgłosiliśmy ten projekt akurat wtedy. Zgłosiliśmy, bo na sali nie było kierownictwa Unii Wolności, zaproszonego na lunch przez prezydenta Izraela – a ci ludzie z pewnością potrafiliby zablokować przyjęcie Uchwały.

Dlaczego przybrało to formę uchwały, a nie ustawy? Z dwóch powodów:

1) Bo ustawa mogłaby zostać uznana przez Trybunał Konstytucyjny za sprzeczną z Konstytucją. Natomiast TK nie miał (co wynika z natury rzeczy) prawa do zajmowania się uchwałami. Zajął się nią bezprawnie, ogłosił bezprawne orzeczenie, a obsadzone w 80% przez agenturę urzędy to bezprawne orzeczenie ochoczo wykonały – ale tego już nie przewidzieliśmy. Przypominam: na pomysł wpadłem w ułamku sekundy, po entuzjastycznym poparciu przez Kolegów, zwłaszcza przez śp. Lecha Pruchno-Wróblewskiego, decyzję podjąłem po paru sekundach, napisanie zajęło nam parę minut. Gdybyśmy pomyśleli dłużej, zaczęlibyśmy lustrację nie od Sejmu, lecz od Trybunału Konstytucyjnego!

2) Bo prace nad ustawą trwałyby tygodniami albo i miesiącami – i agenci w Sejmie (a było ich najprawdopodobniej grubo ponad 300) mieliby czas skontaktować się ze swoimi oficerami prowadzącymi – i zablokowaliby jej przyjęcie. A tak każdy myślał, że jest jedynym wyrodkiem wśród grona aniołków – więc z obawy przed demaskacją przemawiali i głosowali ZA.

Los rządu p.Mecenasa, którego bardzo lubię, zupełnie nas przy tym nie obchodził. Ten rząd rządził od stycznia – i nie robił NIC! Myśmy chcieli zrobić lustrację, a nie podtrzymywać lub obalać nieistniejący de facto rząd. W szczególności zupełnie nas nie interesowała umowa „z Rosjanami, która miała oddać rosyjsko-polskim spółkom joint-venture majątek po bazach rosyjskich w Polsce”. Dla nas ważne było, by majątek znalazł się jak najszybciej w prywatnych rękach – choćby i urugwajskich. Nigdzie zresztą nie jest powiedziane, że człowiek, który z dnia na dzień dostał duży majątek, wzbogaci się. Historia zna setki tysięcy ludzi, którzy zostali miliarderami, zaczynając od bycia pucybutami – i żebraków, którzy zaczynali z odziedziczonym po ojcu majątkiem…

O tej umowie zresztą nie wiedzieliśmy.

Nie wiedzieliśmy też, że – jak pisze Piotr Naimski: „w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych kierowanym przez Antoniego Macierewicza przygotowywana była ustawowa regulacja procesu lustracyjnego, w dużej mierze wzorowana na doświadczeniach z Czechosłowacji i Niemiec, gdzie działał już Instytut Joachima Gaucka, obecnego prezydenta Niemiec. Te prace były zaawansowane, pod koniec maja były na ukończeniu”. Jest to kolejny dowód na kompletną indolencję tego rządu. Skopiować ustawę np. czeską, mutatis mutandis, można w dwie godziny – góra w pięć. Boże, pięć miesięcy!! W tym czasie Napoleon zdołał zaplanować ucieczkę z Elby, odwojować całą Francję i zostać wywieziony na Wyspę Świętej Heleny!!

Chcę też dodać, że Antoni Macierewicz był chyba jedynym ministrem, który niemal bez przerwy siedział w Sejmie na miejscu ministerialnym – i na ogół spał. To, że spał – to rozumiem; ale to oznacza, że niemal nigdy nie było go w MSW. Ja po prostu dziś twierdzę, że Macierewicz był (w najlepszym razie!) marionetką (lub człowiekiem – słusznie – uznanym za nieszkodliwego) – w przeciwnym razie nie dopuszczono by go na posadę ministra spraw wewnętrznych!

Zwolennicy spisków, wierzący w hipotezę zamachu w Smoleńsku, mogliby nawet podejrzewać, że zamachowcami byli ludzie polskich tajnych służb – a oskarżanie przez Macierewicza (wbrew totalnej oczywistości) Rosjan było zasłoną dymną mająca osłonić prawdziwych sprawców, mających powód i więcej możliwości. Z tym, że ja NIE wierzę w zamach.

Antoni Macierewicz (co dwukrotnie publicznie przyznał – nie podając wszakże powodów) ujawnił na swojej Liście tylko tych TW UB i SB, którzy już nie pracowali dla UOP. Czyli ujawnił agentów kompletnie nieważnych, być może zmuszanych moralnie do współpracy, z którymi SB się rozstała. Tymczasem 4/5 byłych TW SB – tych najcenniejszych – nadal pracowało dla UOP i nadal pracuje dla ABW (jeśli oczywiście nie są na emeryturze lub cmentarzu zasłużonych). Pamiętać też należy, że Macierewicz nie miał dostępu do akt współpracowników WSI (znacznie cenniejszych), do akt ze speczbioru, no i tych, którzy byli in pectore p. gen. Czesława Kiszczaka.

Podsumowując: szkoda, że Antoni Macierewicz nie powiedział otwarcie, iż nie wykona Uchwały Lustracyjnej. Bo dziś ja żałuję, że ją w ogóle zgłosiłem. Wrzód trzeba albo wycisnąć do imentu, albo zostawić w spokoju – nacięcie spowodowało ropienie trwające do dziś. A ponadto TW – z których każdy myślał, że jest sam – teraz się zwąchali, poczuli siłę i stanowią potężna siłę polityczną. A wszystko przez to, że myśleliśmy, iż Antoni Macierewicz naprawdę dokona lustracji.

wesprzyj_wolne_media_artykul