“Dziennik Polski”: Wszystkie trasy narciarskie w Polsce powinny zostać natychmiast zamknięte, ponieważ nie odpowiadają przepisom. Nielegalne są także wycieczki do Morskiego Oka lub Doliny Chochołowskiej. Od 11 lat obowiązuje rozporządzenie Rady Ministrów, które powoduje, że niemal wszyscy notorycznie łamiemy prawo, choć nie zdajemy sobie z tego sprawy. W dokumencie pełno jest absurdalnych paragrafów.
Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe, Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe oraz Polskie Towarzystwo Turystyczno Krajoznawcze od lat toczą beznadziejną walkę z kolejnymi rządami o zmianę rozporządzenia z maja 1997 r. “w sprawie określenia warunków bezpieczeństwa osób przebywających w górach, pływających, kąpiących się i uprawiających sporty wodne”.
- Jaki sens jest łączyć w jednym akcie prawnym kwestię reguł zachowywania się w górach i nad wodą, tym bardziej, że istnieją odrębne rozporządzenia rządu o alpinizmie czy o przewodnictwie górskim - mówi Adam Jonak, od 1963 r. ratownik GOPR, inicjator i współautor 4-tomowego “Poradnika ratownika GOPR”.
Okazuje się, że nie ma w Polsce wyciągu narciarskiego, który spełniałby normy określone przez rząd 11 lat temu. Wymagają one, by narciarz zjeżdżający ze stoku miał wokół siebie 100 metrów kwadr. wolnej przestrzeni. Na zdecydowanej większości tras narciarskich w naszym kraju jest - jak wynika to z wyliczeń - mniej niż 50 m kwadr. wolnej powierzchni na osobę.
- Mamy teraz następujące wyjścia: albo zamknąć trasy narciarskie, by respektować prawo, choć jest ono skrajnie nieżyciowe, albo doprowadzić do wycięcia w kraju setek hektarów lasów, żeby trasy spełniały wymogi rozporządzenia - mówi Adam Jonak.
Mało kto zdaje sobie także sprawę z tego, że bez górskiego przewodnika wycieczka nie może chodzić po parkach narodowych i rezerwatach, niezależnie od wysokości nad poziomem morza. Grupy nie mogą też poruszać się w terenie leżącym powyżej 1000 m npm - tak bowiem stanowi rozporządzenie Rady Ministrów.
W praktyce oznacza to, że przewodnika musi mieć grupa idąca np. z Gubałówki (1120 m npm) drogą asfaltową na Butorowski Wierch (1160) czy z Palenicy Białczańskiej szosą do Morskiego Oka lub brukowaną drogą z Kuźnic do schroniska Kalatówki.
- Bez przewodnika nie można też iść, by nie łamać prawa, z Sidziny do schroniska na Hali Krupowej czy z Rycerki Górnej do schroniska Wielka Racza - irytuje się Adam Jonak. - Podobnych przykładów, przecież na zdrowy rozum absurdalnych, można podać wiele - dorzuca.
Adam Jonak ma bardzo bogatą korespondencję pomiędzy kolejnymi rządami a TOPR, GOPR i PTTK. Jej efekt jest w zasadzie zerowy. Premierzy, ministrowie spraw wewnętrznych i administracji oraz posłowie najczęściej w ogóle nie odpowiadali na pisma tych trzech kompetentnych instytucji, a jeśli już - to były one bardzo zdawkowe, świadczące o całkowitym niezrozumieniu problemu.
Jak politycznie poprawne prawo paraliżuje szwedzkie szkolnictwo wyższe. 13 komentarzy
Za zmianę żarówek w ratuszu odpowiedzialnych jest 18 pracowników! 16 komentarzy
Każdy pracodawca musi wyznaczyć pracownika odpowiedzialnego za ochronę przeciwpożarową! 34 komentarzy
Declan Ganley zachęcony irlandzkim sukcesem zapowiedział stworzenie międzynarodowej listy w wyborach do PE. 23 komentarzy
Postęp w anglikańskim kościele. Pastor ukrywa krzyż. 21 komentarzy
Tusk przestanie mówić o “drugiej Irlandii”. Dla odmiany PIS “zamierzy się z kryzysem gospodarczym”. 27 komentarzy
8 Lutego 2008 o 22:50
na szczescie jest jeszcze zdrowy rozsadek ludzi
9 Lutego 2008 o 02:11
Jasne, że jest jeszcze zdrowy rozsądek. Sama z niego korzystałam, prowadząc moje podopieczne na wycieczki - czasem trochę powyżej tysiąca metrów. Takie absurdy prawne odgrywają jednak inną fatalną rolę. Uczą, że prawo jest od tego, by je łamać lub obchodzić.
9 Lutego 2008 o 05:36
Jezeli cos mnie moglo utwierdzic w ocenie intelektualnych mozliwosci “polskich” rzadow po “upadku” prl to ta wiadomosc. Rzeczywiscie problem jest niezwykle trudny do zrozumienia.
9 Lutego 2008 o 21:50
za komuny opowiadano taki dowcip o Wąchocku:
Sołtys wydał edykt, w którym pod karą grzywny nakazał gospodarzom spowodować aby trawa na ich łąkach wzeszła wiosną różowa. Oczywiście jak zwykle łąki pięknie się zazieleniły, a sołtys ukarał tego, co mu piwa w szynku nie stawiał.
I na tej zasadzie tworzy się prawo, które czyni przestępcą turystę który wyjdzie w góry, przedsiębiorcę, jeśli nieopacznie założy firmę w tym kraju, ale ukaranym się jest jeśli nie postawi się właściwemu “sołtysowi”