Pracodawcy i rząd chcą utrudnić związkom zawodowym strajki. Za nielegalne okupowanie firm mogą im grozić milionowe odszkodowania - donosi piątkowa “Gazeta Wyborcza”. Zgodnie z pomysłem pracodawców zgłoszonym w Komisji Trójstronnej organizatorzy nielegalnych strajków dostawaliby rachunek za straty, które poniosła firma w czasie przestoju. Dziś za nielegalne działania utrudniające prace zakładu związkom nic nie grozi.
Pracodawcy chcą też ograniczyć swobodę strajkowania. Dziś, aby strajk był legalny, wystarczy poparcie jednej czwartej załogi. Teraz proponuje się, by ten limit podnieść do 50 proc.
Zaproponowano też ograniczenie liczby związków uprawnionych do negocjacji z pracodawcą. Według pomysłu pracodawców negocjować mogłyby jedynie duże związki zrzeszające minimum 33 proc. załogi.
Absolwenci filadelfijskiej Akademii Policyjnej będą uczestniczyli w specjalnym programie “Lekcji o Holokauście”. Pierwsza grupa 100 policjantów pojechała już do “Muzeum Holokaustu” w Waszyngtonie aby wziąć udział w treningu zorganizowanym dla policjantów i sił porządkowych przez żydowską “Ligę Przeciwko Zniesławieniu” -… 7 komentarzy
Europarlament przygotowuje prawo, które zakaże uprawy tytoniu i handlu nim. Palacze już są przerażeni: do 2025 roku papierosy mają zniknąć ze sklepów i kiosków w całej Unii Europejskiej. Krytycy przekonują, że zamiast ograniczyć palenie, zakaz spowoduje powstanie tytoniowego podziemia -… 15 komentarzy
Dziennik “Polska” dotarł do nagrania rozmowy, w której zwolniony z pracy szef jednego ze związków zawodowych, organizator styczniowego strajku w kopalni Budryk w Ornontowicach, namawia kolegę do składania przed sądem fałszywych zeznań. Nadsztygar Wiesław Wójtowicz, lider Związku Zawodowego “Jedność Pracowników”… 14 komentarzy
Nawet Komisja Europejska zgadza się na “odstępstwa od norm”, byle tylko ograniczyć marnotrawstwo żywności w obliczu globalnego kryzysu. Przy poparciu Wielkiej Brytanii komisja podejmie w tym tygodniu próbę zreformowania surowych przepisów regulujących normy żywnościowe dotyczące np. koloru porów, stopnia zakrzywienia… 64 komentarzy
16 Maja 2008 o 18:06
No nie wierzę!
16 Maja 2008 o 18:27
Ciekawe rozumowanie. Nielegalna czynność jest legalna, jeśli robi ją odpowiednio dużo osób. Ciekawe, czemu tej zasady nie stosuje się w ruchu drogowym i jako, że 90% kierowców przekracza prędkość, to jakoś nie przestaje się wlepiać za to mandatów.
17 Maja 2008 o 00:15
Krok w dobrym kierunku… ciekawe czy słowo stanie się ciałem:)))
17 Maja 2008 o 08:42
Trzeba w trybie pilnym zmienić prawo, że jedynym legalnym sposobem strajkowania jest złożenie wymówienia. Jednocześnie należy wprowadzić zasadę że jeśli złoży wymówienia znaczna część załogi, to pracodawca ma prawo przedłużać okres wymówienia tak aby nie odchodziło z pracy więcej niż 15 procent pracowników miesięcznie w firmach które zatrudniają powyżej 10 osób i nie więcej niż 2 osoby miesięcznie w firmach zatrudniających do 10 osób.
17 Maja 2008 o 10:02
tak totalniacko to nawet za komuny nie było…..
ty bacz idź do lekarza od głowy…..”ma prawo przedłużać okres wymówienia” ….jak sympatycy UPR głoszą takie brednie to nie dziwne że maja poparcie na granicy błędu statystycznego
17 Maja 2008 o 12:07
TO JEST OSZUSTWO GŁUPIEGO LUDU!!!
To tylko nasili strajki i zwiększy straty!! Do tej pory wystarczyło że na strajk szło 25% lekarzy i pielęgniarek, a reszta czyli 75% pracowała (by ratować nasze życie i zdrowie), teraz będzie to co najmniej 50% załogi na strajku, a jak się uzbiera na strajku np. 40% załogi to myślicie że kto pokryje straty?? Związki podniosą wtedy składę!! Biorąc pod uwagę że strajki są tylko w firmach państwowych, więc my podatnicy będziemy teraz tracić podwójnie!!!
To tylko wzmocni związki!!
17 Maja 2008 o 14:17
Może wreszcie strzelą bankruta i sprywatyzują…
17 Maja 2008 o 20:01
Większość dużych związków zawodowych jest kontrolowana przez spec. służby dlatego sobie wymyślili, że tylko im ma przysługiwać prawo do negocjacji z pracodawcą. Powinni całkowicie tego zabronić, albo służby zmonopolizują nawet związki zawodowe.
18 Maja 2008 o 01:00
@Bacz:
No teraz to już przeginasz. Mam nadzieję, że to ironia.
18 Maja 2008 o 09:24
Nie wiem, w którą stronę niby przeginam. Jak by nie było zabezpieczenia przed jednoczesnym odejściem wszystkich pracowników, to mogli by składać wymówienia ludzie całkiem zadowoleni ze swojej pracy, ale wiedzący że nagłe zatrzymanie firmy z miesiąca na miesiąc lub znalezienie dużej grupy nowych pracowników to ogromne koszty i straty i w związku z tym można pracodawcę zaszantażować bez ryzyka. Jeśli ktoś był by naprawdę niezadowolony z pracy to by ukrywał przed innymi pracownikami, że zamierza złożyć wymówienie i zapewne nie będzie namawiał innych żeby składali wymówienie razem z nim, bo to mogło by spowodować opóźnienie jego zwolnienia.
18 Maja 2008 o 17:29
@Bacz:
Wspieranie w ten sposób przedsiębiorców to taki sam bandytyzm jak wspieranie w obecnej sytuacji związków zawodowych. To co proponujesz, to zwyczajne zmuszanie ludzi do pracy wbrew zawartej umowie. A ustrój, w którym zmusza się ludzi do pracy, to ustrój niewolniczy. A tymczasem UPR walczy o wolność z tego co wiem.
Nie wyobrażam sobie sytuacji, by zadowolony ze swej pensji pracownik zwalniał się z pracy, zresztą… zadowolenie to kwestia względna. Jeśli zarabiam 3000 zł a w innych firmach z mojej branży w regionie płaci się 2000 zł to jestem zadowolony, jeśli natomiast w innych firmach płaci się 4000 zł to jestem niezadowolony.
Być może to co piszesz o tym, że pracownicy mogą zaszantażować pracodawcę, jest prawdą, jednak państwo nie powinno w to w ogóle ingerować. Kwestię odejść z pracy wyreguluje rynek. Ludzie też muszą za coś żyć i nie podejmą tak pochopnie decyzji o zwolnieniu się z pracy (czyt. pozbawieniu się pensji), jeśli nie mają nagranej innej, lepiej płatnej roboty. A co, jeśli pracodawca jednak sobie poradzi i uda mu się skompletować kadrę na miejsce tych co się zwolnili? Zostaną na lodzie.
18 Maja 2008 o 19:49
Bacz już kiedyś wyjechał z tym chorym pomysłem. Moje prawa nie mogą zależeć od tego, czy to samo robi odpowiednia liczba innych osób (odpowiednio dużo - jak przy strajku - albo odpowiednio mało - jak w chorym pomyśle Bacza). Nie jestem procentem masy pracowników, tylko osobą, która zawarła DWUSTRONNĄ umowę! A może Bacz skłania się ku “zbiorowym układom pracy”, “kolektywom pracowniczym” i tym podobnym bzdurom?
18 Maja 2008 o 20:56
Władza ma prawo przeciwdziałać przeciw patologiom na rynku. Tak jak nie jest legalny kartel cenowy wśród producentów, tak prawo może wprowadzać przepisy, które czynią zmowy “zwolnieniowe” nieopłacalnymi dla pracownika.
19 Maja 2008 o 00:03
Ustrój, w którym władza ingeruje w patologie rynku to socjalizm. W kapitalizmie patologie rynkowe rozwiązuje sam rynek. Jeśli producenci tworzą zmowę cenową i zawyżają marże, to na wolnym rynku robi się miejsce dla kolejnych producentów, którzy będą produkować przy niższych marżach i albo wykoszą z rynku tych co są w zmowie, albo zmuszą ich do konkurowania. Oczywiście, czasem wymaga to czasu. Nowi producenci często muszą opracować swoje technologie, które byłyby konkurencyjne wobec technologii producentów już obecnych na rynku, jednak to nie jest powód, by państwo zaczynało ingerować w ten proces. Zazwyczaj państwo nie pomoże a jedynie popsuje rynek swoimi interwencjami.
Podobnie w przypadku pracowników. Osobiście uważam, że nie jest możliwa efektywna praca w atmosferze szantażu. Jeśli pracownicy zmówią się i zaszantażują pracodawcę, to są następujące możliwości:
- Pracodawca pozwoli im odejść i zatrudni nowych na ich miejsce a wtedy rynek pracy może nie wchłonąć wszystkich pracowników, którzy się zwolnili (jako że zwolnienie było lawinowe) i zostaną oni na lodzie, wskutek czego stracą.
- Pracodawca pozwoli im odejść i nie uda mu się zatrudnić nowych, wskutek czego zbankrutuje. J.w. rynek może nie wchłonąć tych pracowników i stracą.
- Pracodawca ulegnie szantażowi, jednak po cichu zacznie po kolei wymieniać “buntowników” na nowych, bardziej lojalnych pracowników, jako, że “buntownikom” już nie ufa. Ponieważ cena rynkowa pracownika jest niższa niż ta którą płaci “buntownikom”, więc spokojnie znajdzie kadrę.
- Pracodawca ulegnie szantażowi i będzie kontynuował swoją działalność ze zbuntowaną kadrą. Jednak atmosfera pracy jest już zepsuta, firma działa nieefektywnie i bankrutuje. Wszyscy są zwolnieni.
- Pracodawca ulegnie szantażowi i będzie kontynuował swoją działalność ze zbuntowaną kadrą i jakimś cudem uda mu się naprawić atmosferę pracy. Firma jednak produkuje droższe produkty niż konkurencja bo musi więcej płacić pracownikom. Konkurencja ją wykańcza i firma bankrutuje. Wszyscy są zwolnieni.
Przypadki można mnożyć, jednak trudno mi naprawdę znaleźć taką ścieżkę, w której szantaż przyniósłby trwale pozytywne skutki dla pracowników. Nawet w przypadku “buntu” ogólnokrajowego, firmy mają przecież także konkurentów za granicą i taki “bunt” może wykończyć całą branżę w kraju, co będzie miało przede wszystkim negatywne skutki dla “zbuntowanych” pracowników. Bunt się po prostu nie opłaca.
19 Maja 2008 o 16:10
@ bacz,
Nie powinnismy bronic ani pracownika, ani pracodawcy. Powinnismy chronic czlowieka.
Jesli wszyscy pracownicy odchodza z firmy to jest ich i pracodawcy problem, co to ciebie obchodzi? Jesli strajkuja to jest ich i pracodawcy problem, jesli chca szykac pomocy w sporze niech ida do sadu i niech sad ich sadzi. Co komu do tego? Jesli bedzie latwo zalozyc dzialanosc gospodarcza, i podatki beda niskie to zniknie ten problem. (pojawi sie kilka innych, ale i tak warto :-) )